Strona 4 z 9

001. santa wasn’t invited

: śr gru 24, 2025 12:56 am
autor: Madox A. Noriega
Przez chwilę patrzył na nią podejrzliwie, bo może to jednak nie podwyżka czynszu? Ale czemu Pilar miała by go kłamać? Bo może jednak coś ją łączyło z Wyattem? Już przecież mu o nim opowiadała, była z nim w tym całym Quebec, później na kolacji u Seeleya. I co z tego, że to była kolacja, związana ze sprawą, przecież Galen Wyatt był jaki był. A kiedy Noriega zaczynał jego temat, to Pilar go zawsze zbywała dwoma słowami.
Tylko czy on naprawdę był taki głupi, żeby tego nie zauważyć? Zawiesił się gdzieś miedzy tymi jej słowami, że zna własną sprawę, a tym jak tłumaczył Anie, że te słowa, których oni używają z Pilar są złe i dla dorosłych, a Ginny by się mogła za nie pogniewać, więc lepiej ich nie używać.
Bo Madox teraz zaczął się nad tym zastanawiać, analizować, czy coś jest na rzeczy, czy wcale nie? Jak on przy niej, to nie umiał wcale myśleć logicznie, tracił całą swoją czujność, może jednak w tym wypadku też ją stracił?
Stracił też rachubę czasu, kiedy rozdawał te prezenty, bo zrobiło się naprawdę późno, a Ginny nawet zaczęła gonić te najmniejsze dzieciaki do łóżek, a później jeszcze im podziękowała za wszystko i dała pierogi. Chociaż Madox tak nie do końca wiedział czym są, ale wyglądały jak empanady, więc musiały być zajebiste.
- Dlatego, że bardzo chcę - odpowiedział od razu, nawet dobrze mu się siedziało na fotelu pasażera, mógł sobie jeść pierniczki, wyglądać przez okno, nie narzekał. Ale przecież kiedy on będzie prowadził, to ona nie będzie mogła nagle stanąć na poboczu i wysiąść, więc to na plus, szybciej dotrą do domu. Zresztą Madox lubił mieć wszystko pod kontrolą, a dzisiaj to trochę zaczynał czuć, że ją traci.
Czy ona tak się czuła, kiedy dostał tego smsa od Jamie? Ale to była jedna głupia wiadomość. A przede wszystkim to nie rzucał wszystkiego, żeby lecieć do niej oddzwonić. Dzieci z prezentami i Stewart.
Złapał kluczyki, które mu rzuciła i trzymając je w zębach, ubrał się do końca, i nawet wciągnął na głowę kominiarkę, bo na dworze było bardzo zimno. Co Madox miał okazję już doświadczyć na własnym tyłku, kiedy wieszał ten znak.
- Jak przyleciałem do Kanady to w ogóle nie umiałem tutaj jeździć w zimę, to jest jakieś pojebane - mruknął zasuwając kurtkę pod szyję, a później to już wyszli i wsiadali do samochodu. Madox odsunął sobie fotel i poprawił lusterko, a później wyjechał z podjazdu jakoś tak może zbyt energicznie, bo w niebo strzeliło trochę śniegu spod kół, ale on chyba zapomniał, że to nie jego audi, które mógł trochę bardziej docisnąć. Chociaż tę jej Toyotę też cisnął, tyle ile fabryka dała.
Włączył ogrzewanie, a kiedy powietrze się odrobinę zagrzało, to w końcu ściągnął swoją kominiarkę i rzucił ją na szybę. Na początku nawet nie zwracał uwagi na te całe pierogi, ale kiedy Pilar zaczęła tak mruczeć pod nosem, to odwrócił się w jej kierunku. I chociaż na początku nawet chciał jej powiedzieć, że nie chce, co w ogóle znaczyłoby chyba, że jest chory, bo Madox to jedzenia, a już zwłaszcza domowego, nigdy nie odmawiał, ale kiedy przystawiła mu tego pieroga pod nos i poczuł jego zapach, to aż w brzuchu mu zaburczało.
- Ale to pachnie - mruknął, a później to już wpakował sobie tego pieroga do buzi, przy okazji oblizując jej palce. To chyba rzeczywiście było ja pierdole, jakie dobre, bo Madox też aż zamruczał kiedy go przeżuwał.
- Ginny to robiła? Czy jej babka? Bo nie zrozumiałem, ale jeśli Ginny to zawracam i tam zamieszkam - powiedział, kiedy już przełknął, a Stewart pakowała sobie do ust kolejnego pieroga - jeszcze jeden dla Madoxa - rzucił i przysunął się do niej, żeby mu dała jeszcze jednego tego pieroga. A kiedy już go przeżuł, a droga, na której wylądowali była dość prosta, chociaż z nieba wciąż leciały gęste, duże płatki śniegu, aż Madox musiał włączyć wycieraczki, to jego ciemne oczy na moment odszukały tych jej brązowych. Na chwilę, bo zaraz on znowu patrzył na drogę, która przez ten śnieg była średnio widoczna, dobrze chociaż, że póki co przejezdna.
- To powiesz mi... - zaczął i zerknął znowu w jej kierunku - co Cię łączy z Galenem Wyattem? - wypalił, ale nie dawało mu to wcale spokoju, wierciło mu dziurę w brzuchu, gdzieś w okolicy tej rany. A jeśli myślała, że przekupi go pierogami, to jednak była w błędzie, chociaż... Jakby zrobiła je Pilar, a one wciąż by tak wybornie smakowały, to by go na pewno przekupiła, zamknęła mu usta, a jednak w tej chwili to ważniejsze dla niego było, czy jednak coś ich łączy, czy nie. Ważniejsze od pierogów Ginny.
- Tylko... nie rób ze mnie głupka Pilar - dodał jeszcze poważnie i znowu spojrzał na nią z ukosa. Może i oni przecież nigdy się nie określili i Madox powinien to mieć w dupie...
Nie, wróć, on się akurat jej określił już bardzo dużo razy. Kiedy wyznawał jej miłość, i kiedy żartował, że jest jego dziewczyną, albo on jej facetem. Tylko może to właśnie były takie żarty? Może Stewart wcale nie traktowała go poważnie? Traktowała, przecież sama mu to mówiła nawet ostatnio w klubie.

Pilar Stewart

001. santa wasn’t invited

: śr gru 24, 2025 2:17 am
autor: Pilar Stewart
Pierogi faktycznie były o b ł ę d n e. Pilar nie znała się za bardzo na kuchni europejskiej. No, może z wyjątkiem włoskiej, bo przecież Pizze i makaron każdy znał i kochał, ale Polska kuchnia? Była jej kompletnie nieznana, chociaż kiedy tak zajadała się pierogami od Ginny, w głowie już zrobiła sobie cichą notatkę, żeby nieco bardziej zgłębić się w temat. Madoxowi chyba też smakowało, bo aż zamruczał pod nosem i już po chwili oblizał jej palce.
Z tego co zrozumiałam to przepis babki, ale robiła je sama — odpowiedziała na jego pytanie, sama próbując sobie przypomnieć dokładne słowa kobiety, gdy wciskała im pudełko przepełnione pierogami. — Myślisz, że mogliśmy wziąć przepis? — spytała głupio, a zaraz potem buchnęła gromkim śmiechem. Bo co oni by niby zrobili z tym przepisem? Chyba co najwyżej powiesili na lodówce i patrzyli na niego od czasu do czasu, bo przecież nie wykonali. Stewart nie miała pojęcia, jak robiło się takie cuda, ale z pewnością wymagało to o wiele większych umiejętności kulinarnych niż ugotowanie ryżu, czy obranie ogórka. A przecież nawet to przychodziło jej z trudem.
Kiedy poprosił o kolejnego, Pilar od razu wsadziła palce do pudełka, jednak zamiast go nakarmić, władowała go sobie do ust, mrucząc pod nosem i dopiero kolejna została przydzielona Noriedze. Nie zabrała ręki od razu. Zamiast tego przeniosła ją na jego policzek, który pogładziła delikatnie, czując pod opuszkami przyjemny zarost. Spojrzała na jego profil — na oczy wpatrzone w drogę i brwi ściągnięte do siebie, jakby myślami był w zupełnie innym miejscu — i już miała zapytać, co mu chodziło po głowie, kiedy on sam to zakomunikował.
co Cię łączy z Galenem Wyattem?
Jego ton był poważny i suchy. Nie było w nim ani trochę tej beztroski i żartu, która jeszcze chwile temu przodowała w rozmowie o pierogach i Ginny. Serce Pilar w sekundę zabiło mocniej, a ust złapały większy haust powietrza. Coś czuła, że to nie będzie przyjemna rozmowa.
Jeszcze przez moment mu się przyglądała, gładząc ciepły policzek i dopiero gdy rzucił tekst o robieniu z niego głupca, zabrała dłoń, opadając ciężko na oparcie fotela.
A kiedy ja robiłam z ciebie głupca? — spytała z wyrzutem. Bo to, że miał prawo spytać i domagać się odpowiedzi to jedno, ale zakładanie z góry, że będzie robiła z niego idiotę, to już kompletnie inna sprawa. I właśnie ten element niekoniecznie się jej spodobał. Z drugiej strony, przypomniała sobie, jak ona sama zachowywała się jeszcze kilka godzin temu, kiedy jechali do sierocińca i Noriega dostał wiadomość od Jaimie. Wcale w swoim zachowaniu nie była lepsza. Ba, zachowała się nawet jeszcze bardziej dziecinnie.
Westchnęła głośno.
W sumie to nic nas nie łączy… — zaczęła, wbijając spojrzenie w przednią szybę. Tylko czy ta odpowiedź była w pełni szczera? Jak ona miała odpowiedzieć, na to pytanie, skoro sama nie wiedziała? — A może coś jednak łączyło? Nie wiem. Ciężko to nazwać — wzruszyła ramionami. Chciała być z nim szczera, naprawdę chciała, ale kurwa przecież ona sama nie zdążyła tego jeszcze zrozumieć, przetrawić, rozbić na czynniki pierwsze. Szczególnie wtedy, kiedy Cherry była jeszcze częścią układanki.
Może się we mnie zakochał, jak Jaimie w tobie — prychnęła żałośnie, próbując przywołać jego ton sprzed kilku godzin, kiedy role były kompletnie odwrócone. Chociaż tutaj może to wcale nie było tak dalekie od prawdy? Poprawiła się na fotelu i zamknęła pudełko z pierogami. Jakoś kompletnie straciła na nie ochotę, podczas gdy żołądek zacisnął się nieprzyjemnie od nadmiernego myślenia. Jednym ruchem cisnęła nimi na tylne siedzenie. Nie była dobra w tego typu rozmowy. Nigdy wcześniej nie musiała się nikomu tłumaczyć z relacji z innymi ludźmi.
Nie wiem, co ci mam powiedzieć — odezwała się w końcu po dłuższej chwili. — Już ci mówiłam, że z nim nie spałam — bo o to mu chodziło? Nie sypiali ze sobą, nie chodzili na randki, kurwa, nawet się nie spotykali, oprócz tego jednego razu na treningu. — Z pewnością było to coś więcej niż czysto zawodowa relacja. Przez moment mieliśmy… nie wiem, coś, chemię? No tylko on zapomniał wspomnieć, że ma narzeczoną. Może gdyby nie ona, byłoby wtedy coś więcej? No ale nie było — specjalnie nałożyła nacisk na słowo zapomniał ale też na było coś więcej, bo chociaż miała słabość do Wyatta, jednak nijak miało się to do tego, co było między nią a Noriegą.
Poza tym to i tak już przeszłość. Przynajmniej dla mnie — dodała po chwili i tutaj również mówiła w stu procentach szczerze. Pilar nie chciała być z Galenem. Jasne, mieli między sobą chemię, bardzo dobrze się rozumieli i potrafili świetnie spędzać razem czas, ale los miał dla nich inne plany. Może faktycznie w innej, alternatywnej rzeczywistości było dla nich miejsce i nawet byli tam szczęśliwi, ale nie w tej.
Bo w tej dla Pilar aktualnie liczył się tylko Noriega. Dlatego nie wiedząc, co właśnie siedziało w jego głowie i tak wyciągnęła rękę w jego stronę i umieściła na ciepłej, szorstkiej dłoni, która spoczywała spokojnie na skrzyni biegów. Nawet jeśli zaraz miał jej ją wyszarpać.

Madox A. Noriega

001. santa wasn’t invited

: czw gru 25, 2025 10:42 am
autor: Madox A. Noriega
Myślisz, że mogliśmy wziąć przepis?
Madox spojrzał na nią dziwnie, ugryzł się w język, żeby z czymś nie wypalić, bo akurat jeśli o ich dwójkę chodzi, to oni z tego przepisu... raczej nie zrobią pożytku. Dobrze, że pierwsza roześmiała się Stewart, bo on też już ledwo mógł się powstrzymać. Uśmiechnął się delikatnie i pokręcił głową.
Specjalista od kanapek i mistrzyni gotowania ryżu biorą się za... pierogi. Mogłoby być ciekawie.
I ta rozmowa, która była przed nimi też mogła taka być. Bo Madox był... On nie potrafił do końca zaufać, Pilar się starał, chciał, ale wciąż miał tam z tyłu głowy myśl, że kiedy on to zrobił ostatnio. Kiedy stracił dla kobiety głowę i tak po prostu się zakochał, to jak to się skończyło? Stracił czujność, był ślepy i pierdolona Rosa, której on oddałby wtedy wszystko, zdradziła go na własnym ślubie, z jego najlepszym przyjacielem, z jego bratem. A on by pewnie nawet nie wiedział, gdyby Marie mu wtedy nie otworzyła oczu. Bo był głupi, młody, naiwny. I on wtedy obiecał sobie, że nigdy już się tak nie da. No i było dobrze, do tej pory szło mu całkiem dobrze, bo może i Madox był w jakiś tam związkach, a nawet był niektórymi kobietami szczerze zauroczony, ale nigdy nie stracił tak głowy jak dla Stewart. Nie tracił czujności. A przy niej stracił wszystko.
Zerknął na nią z ukosa, kiedy powiedziała to a kiedy ja robiłam z ciebie głupca, miał nadzieję, że nie robiła. Liczył na to, tak samo jak liczył na to, że może jej ufać. Chciał jej ufać i być po jej stronie. Ale ta cała akcja z Galenem Wyattem mu się wcale nie podobała, o ile Nick Dalton nie był dla niego jakimś zagrożeniem, tak przecież Wyatt mógł być. Lew i tygrys, dwa szczytowe drapieżniki, to nie jest kurwa jakiś gościu w sweterku, jak Dalton.
Słuchał jej i starał się nie dać nic po sobie poznać, a jednak, kiedy zażartowała sobie, że może się w niej zakochał, jak Jamie w nim, to obrócił się lekko w jej kierunku.
- To nie to samo - mruknął i przez chwilę trawił jej słowa, ręce zacisnął mocniej na kierownicy, a w którymś momencie palcami wybijał o nią tylko sobie znajomy rytm - spotkałem Jamie w klubie, zatańczyłem z nią i dała mi swój numer telefonu. Nie spotykam się z nią, sam na sam, nie piszę, tak jak Ty z Wyattem - zaprzeczy, liczył na to, że zaprzeczy, ale musiałaby skłamać - nie wiem co mam o tym myśleć - dodał prawie w tym samym momencie, w którym ona powiedziała, że nie wie co ma mu powiedzieć. To, że nie spała z Wyattem wcale go nie pocieszyło, chociaż może powinno? Nie spała z nim przecież, to o co mu chodziło? Przecież dla Noriegi każda relacja to był seks, a uczucia były... gdzieś tam na szarym końcu, albo nie było ich czasem nawet wcale. Każda, do tej pory.
Znowu zastukał palcami w kierownicę, kiedy powiedziała o tej chemii z Wyattem, odchrząknął ale nawet na nią nie spojrzał.
- Ale już nie ma narzeczonej - wypalił szorstko, bo akurat Madoxowi rzuciło się to gdzieś w oczy, wszystkie portale plotkarskie się o tym rozpisywały, a to przecież dotyczyło też Cherry. I może Madox ze względu na nią przeczytał jakieś nagłówki, że się rozstali, że ślubu stulecia nie będzie. Może by go zaprosiła, w końcu kiedyś ze sobą kręcili? Czy bardziej po prostu ze sobą sypiali.
- Przeszłość? To czemu kurwa rzuciłaś wszystko, żeby lecieć i do niego oddzwonić? - to go chyba uwierało jakoś najbardziej. Bo on przez pierdolone trzy dni nawet raz na zadzwonił do klubu, kiedy był z nią w Medellin, a klub był dla niego najważniejszy. A jej wystarczyło jedno słowo, jakieś Galen do Ciebie dzwonił, żeby rzuciła ubieranie choinki i poszła oddzwaniać. Do gościa, który był dla niej przeszłością i z którym nawet nie spała.
Kiedy oparła dłoń na tej jego, to on swoją cofnął, nie wyszarpnął jej, po prostu zabrał, żeby zwiększyć intensywność wycieraczek, chociaż szczerze powiedziawszy średnio mu to było potrzebne, oparł palce na kierownicy.
Chwilę myślał, a te palce wciąż dzwoniły o kierownicę.
- Zresztą pierdoli mnie to, odstawię się do domu i możesz do niego jechać, sprawdzić, co chciał, pewnie ma dla ciebie lepsze rozrywki, prezenty i w ogóle - rzucił, ale znowu nawet na nią nie spojrzał, bo akurat zajął się zmienianiem świateł, długie, czy krótkie, jakby to było najważniejsze. Wcale go to nie pierdoliło, bo jakby tak było to on by się przecież nawet nie odezwał. Miał to w dupie. Zazwyczaj miał. Cały czas cisnął ten jej samochód tyle ile się dało, więc może nawet już wyjechali z tej zaśnieżonej dróżki, teraz to tylko prosta droga, dojadą szybciutko i będzie mogła jechać gdzie sobie chce.
On też mógł, dotknął się piersi, tego swojego mokrego telefonu ukrytego w wewnętrznej kieszeni kurtki.
- Ja i tak muszę jeszcze parę rzeczy załatwić - to nie tak, że skłamał, on po prostu te wszystkie rzeczy przełożył na jutro, dla niej, ale mógł przecież do nich wrócić dzisiaj. Miał odebrać psa od Maddie, chociaż dzieci go prosiły, żeby tego nie robił, ale przecież w końcu musiał. Miał co robić.

Pilar Stewart

001. santa wasn’t invited

: czw gru 25, 2025 5:22 pm
autor: Pilar Stewart
Relacja z Galenem była trudna, ciężka do opisania. To nie było nic planowanego, nie zauroczyła się w nim, nie straciła dla niego głowy — on po prostu ją intrygował. Jego świat był tak inny od tego, w którym żyła Pilar, a jednak jak się potem okazało oni w tym wszystkim wcale aż tak się od sobie nie różnili. Oboje pozostawieni sobie, wiecznie próbujący zadowalać wszystkich dookoła i szukać zrozumienia w samotnym świecie — i jasne, każde z innych powodów, ale jednak przy kurczaczkach w Wendy’s spotkali się gdzieś pośrodku. Obnażyli przed sobą, ściągnęli maski, które tak starannie nosili przy innych ludziach, otwierając się na sobie nawzajem.
Dla Pilar, która przez całe życie zadowala się jedynie czystą fizycznością z innymi ludźmi, nigdy nie starała się zaglądać głębiej, poczuć więcej, to był pierwszy taki przypadek. Nowa sceneria, w której na moment kompletnie przepadła. Wyatt wyzwolił w niej jakieś nowe, ukryte głęboko uczucia, które przez moment naprawdę chciała odkryć. Sprawdzić, gdzie mogłoby to ich zaprowadzić. Jednak nie było to na tyle silne, by Stewart odważyła się zaryzykować. Wtedy przy aucie, oddając mu kluczyki wybrała pracę nad to wszystko, co mogło się jeszcze wydarzyć.
I przez jakiś czas naprawdę żałowała. Zawałowa, że nie odważyła się go pocałować, nie dał się bardziej poznać, nie sprobowała. Tylko potem miało miejsce Medellin. A tam przepadła po uszy.
Relacji z Madoxem również nie planowała. Tylko czy takie rzeczy w ogóle można zaplanować? Czy można przygotować się na to, że ktoś wejdzie do twojego serca i rozgości się w nim, jakby był u siebie? Jakby właśnie tam było jego miejsce? Bo to co ona poczuła w Kolumbii, to czego doświadczyła, było kurwa po stokroć silniejsze niż chemia z Galenem. To nie był zwykły zryw, chwilowe zauroczenie — Pilar się zakochała. Na jebany zabój. Kompletnie dla niego przepadła, straciła głowę, serce, wszystko, co dało sie stracić.
Po raz pierwszy w życiu kogokolwiek pokochała.
Nijak miało się to do Galena, Daltona, czy nawet Jaimie. I nawet te randomowe smsy do Wyatta gówno były warte przy tym wszystkim co ona i Madox mieli.
Ale ja się wcale nie spotykałam z nim dla przyjemności — odpowiedziała praktycznie od razu, wbijając wzrok w profil Noriegi. — Prawie wszystkie spotkania były czysto związane z pracą i sprawą z kontenerami. Sam nadam spotkaliśmy się tylko raz. I tyle — wzruszyła ramionami. Przecież go nie kłamała. Gdyby nie sprawa, którą prowadziła nie byłoby żadnej wycieczki do Quebec ani kolacji u Arthura. I nawet ten nieszczęsny trening — przecież to nie była randka, nie spotkali się na schadzkę, Pilar miała go po prostu nauczyć walczyć. Z jej strony to naprawdę nie było podszyte większymi oczekiwaniami. Szczególnie że ona przez cały czas myślała tylko o Noriedze po powrocie z Medellin.
Spojrzała na niego, gdy oschle oznajmił, że Galen nie ma już narzeczonej. Wiedziała o tym z pierwszej ręki, ale i tak zdziwiła się, że Madox również miał tę informację. Od kiedy on się tak interesował światem bogaczy?
No i co z tego? — spytała z lekkim wyrzutem w głosie. — Co z tego, że nie ma już narzeczonej, Madox? — powtórzyła, jakby faktycznie oczekiwała od niego odpowiedzi. Bo co on myślał? Że skoro Wyatt jest nagle singlem, to Stewart rzuci wszystko i do niego pobiegnie? Aż tak kurwa źle o niej myślał? — Mówię ci o tym, co BYŁO wcześniej. Pytałeś, to odpowiadam. A ty zachowujesz się tak, jakbyś sam nigdy wcześniej nie miał żadnych kobiet, jakbyś z nikim się nie spotykał — aż przewróciła oczami. A co, ona jej nie miał prawa się nikt podobać nawet zanim zaczęli być blisko? Przecież to normalne, że łapali chemię i sypiali z innymi osobami. Chciała nawet jeszcze coś dodać, wspomnieć, że ta relacja z Galenem i tak nijak miała się do tego, co było między nimi, wyjaśnić mu jeszcze więcej, tylko wtedy on nagle wybuchł, oburzając się o telefon. O to że wyszła. Serio, kurwa? Że wyszła zadzwonić? Aż przekręciła się na fotelu i spojrzała na niego jak na wariata.
Nie rzuciłam kurwa wszystkiego, tylko po prostu wstałam. Choinka i tak już była ubrana. Po prostu poszłam oddzwonić — wyjaśniła równie podniesionym tonem. Chociaż starała się panować nad emocjami, starała się nie wybuchnąć była już naprawdę na granicy. — Myślałam, że to coś związanego ze sprawą. Sam dobrze wiesz już jak niebezpieczny jest Seeley i jak rozbudowany jest ten cały gnój. Tak jak mówiłam, on nigdy nie dzwonił, więc pomyślałam, skoro to niby zrobił, to to będzie coś ważnego — dla Pilar to było oczywiste. Naturalne wręcz, ze jeśli sytuacja była niecodzienna, często wymagała szybkiej interwencji. W jej zachowaniu nie było nic nadzwyczajnego, a przynajmniej zdaniem Stewart. — No tylko okazało się, że to wcale nie on dzwonił, tylko ty dałeś mi telefon z otwartymi wiadomościami — prychnęła pod nosem, kręcąc głową. — Więc tym bardziej nie rozumiem w czym kurwa problem, skoro sobie przejrzałeś mój telefon, to powinieneś wiedzieć, że mu kurwa odmówiłam tego balu — czy nie? Bo Pilar już z góry założyła, że skoro komórka była odblokowana, to Madox z pewnością rzucil okiem, o czym oni sobie ostatnio pisali. A skoro rzucił, to powinien też widzieć, jak napisała Galenowi, że przecież się z kimś spotyka i że jedyną relacje, jaką może mu zaproponować to ta przyjacielska.
Serce biło jej mocno. Nie umiała w tego typu rozmowy. Nie była przyzwyczajona z tłumaczenia się ze swoich zachowań przed kimkolwiek, a tym bardziej z czegoś, co było tak bardzo skomplikowane. I Madox chyba też wcale otwarty na rozmowę nie był, bo kiedy sięgnęła po jego dłoń, on momentalnie ją zabrał. I to był chyba pierwszy taki moment, kiedy jawnie ją odrzucił. Żołądek zacisnął się w ułamku sekundy, a z ust Pilar wyrwało się mimowolnie jęknięcie. Nie umiała nad tym zapanować. Nagle zrobiło sie jej po prostu źle.
Zabrała dłoń ze skrzyni biegów i przycisnęła ją do piersi, podczas gdy nogi podkuliły się na siedzenie, trochę jakby sama sobie chciała dodać otuchy. Nie wiedziała za bardzo, jak się zachować. Te wszystkie emocje były dla niej kompletnie nowe, tak bardzo nieznane. A kiedy on jeszcze do tego oznajmił nagle, że to go pierdoli, Pilar spojrzała na niego zaskoczona. Wbiła ciemnie oczy w kamienną twarz, która zwykle tak gorąca, teraz ociekała chłodem. Aż sama poczuła na plecach nieprzyjemny dreszcz.
Pierdoli cię to? — spytała jeszcze spokojnie, z ogromnym zawodem w głosie. Z takim wyrzutem, który od razu siada nieprzyjemnie na śledzionie. — Co cię dokładnie pierdoli? Ja? To co mam do powiedzenia? Nasza relacja? Czy wszystko na raz? — wymieniała kolejno, czując ją narasta w niej fala złości. Bo oni mogli się kłócić, mogli dyskutować i próbować się dochodzić nawet bez większego skutku, ale kurwa żeby mieć wyjebane? Tego nie mogła przeboleć. Że on miał zamiar się tak po prostu poddać, olać wszystko i nawet nie spróbować tego wyjaśniać. A kiedy jeszcze powiedział to, że odstawi ją do domu i będzie mogła sobie pojechać do Galena, to już w ogóle się jej ulało. Aż fuknęła głośno, ściągając nogi w dół i odwracając się w jego kierunku.
Ale ja kurwa nie chce do niego jechać — podniosła głos, czując, jak serce w piersi przyspiesza niebezpiecznie. — A Ty nie będziesz mi mówić, co mam robić ani co czuć. Czego ty nie potrafisz zrozumieć?! On nie jest i nigdy nie będzie ważniejszy od ciebie. Przecież ja mu kurwa powiedziałam, że z tego nic nie będzie, że się z kimś spotykam, że kocham do jebanego bólu, kiedy on… — zawiesiła głos, czując że zaraz może powiedzieć o dwa słowa za dużo. A przecież już i tak było tragicznie. — A z resztą. I tak cię to kurwa pierdoli.

Madox A. Noriega

001. santa wasn’t invited

: pt gru 26, 2025 11:56 am
autor: Madox A. Noriega
Ale ja się wcale nie spotykałam z nim dla przyjemności, zamknął na moment oczy, bo cisnęło mu się na usta dużo pytań. Chciał ją przez chwilę zapytać, czy na pewno spotkania z Wyattem były służbowe, ale zaraz okazało się, że prawie wszystkie, że raz spotkali się sam na sam. I chociaż Madox nie chciał po sobie dać nic poznać, to przez jego twarzy przemknął jakiś cień, skrzywił się delikatnie.
Może nie powinno go to ruszać, bo to mogło być... Nie, no kurwa przecież ona teraz prowadziła tą sprawę, teraz spotykała się z Galenem. Z nim i z Wyattem jednocześnie.
Z nim przecież też na początku spotykała się służbowo, w Emptiness, wcale nie dla przyjemności. Uderzył ręką o kierownicę, trochę chyba mocniej niż chciał.
- To z tego, że możecie sobie wrócić... do waszej chemii - syknął przez zęby, ale aż go skręciło w środku, bo on myślał, że oni też mają chemię, a może nawet coś więcej. A jej kolejne słowa wcale nie pomogły, sprawiły tylko, że teraz to on spojrzał na nią z wyrzutem. Oczywiście, że miał inne kobiety, wcześniej, ale on z żadną teraz nie miał chemii. Mieszkał z Debbie, ale bardziej ją traktował jak rodzinę, przyjaciółkę? Wiedzieli o sobie trochę więcej niż wszyscy inni, trochę w jakiś pokręcony sposób się o siebie troszczyli, ale to tyle. Nie było w tym chemii, nie było czegoś, co któregoś dnia może ich zaprowadzić dalej. Bo Madox by sobie na to nie pozwolił, flirtował z kobietami, bo taki był, tak jak był pierdolnięty i narwany, tak, też nie umiał się powstrzymać od flirtu. Ale na tym kończył, na ładnych, miłych słówkach.
- Czyli ostatni raz nie służbowo spotkałaś się z Wyattem przed Medellin? - odwrócił się w jej kierunku, bo musiał to wiedzieć, tę jedną rzecz. Spojrzał na nią jakby chciał coś z niej wyczytać, tylko, że oni mimo, że tak narwani, to jednak potrafili panować nad emocjami. Zazwyczaj. Bo dzisiaj te ich spojrzenia, to już znowu były ogniste, a atmosfera w aucie robiła się napięta, coraz bardziej gęsta.
- Mogłaś to zrobić później... - zaczął, ale przecież on wiedział jak ważna dla niej jest praca, najważniejsza, tak jak dla niego Emptiness. Zazwyczaj. Wcześniej?
Wiedział, że ta sprawa robi się coraz bardziej zawiła, że ten Seeley jest bardziej niebezpieczny niż podejrzewali, a jednak zabolało go to, bardziej niż powinno. W ogóle kurwa dawno nie był tak... zazdrosny. Już nawet miał jej to powiedzieć, przyznać może, że dał się ponieść, że ma rację. Bo Madox był uparty, zawsze stawiał na swoim, ciężko mu było przyznać komuś rację, ale czasem potrafił. Potrafił przyznać się do błędu, ale ona później powiedziała o tych smsach. I Madox w pierwszej chwili nie wiedział o co jej chodzi, ale może on coś nawciskał, kiedy ten telefon wypadł mu w śnieg i tak namiętnie go o siebie wycierał, żeby nic nie zauważyła? Mogło tak być, tylko, że to teraz nie było wcale ważne.
- Zaprosił Cię na bal? - wypalił od razu, warknął właściwie. Bo chyba zaproszenie na bal już nie było relacją służbową? - Nie przejrzałem Twojego telefonu - dodał, jakby jeszcze miała jakieś wątpliwości, może powinien też powiedzieć to, że mu wypadł, w śnieg. Ale czy to teraz była w ogóle istotne? Nie, nie było.
Madox nie wiedział o czym pisała z Wyattem, wiedział tylko, że piszą ze sobą. Że spotykają się prawie zawsze służbowo. Że mieli chemię, ale Galen miał narzeczoną. A teraz jeszcze, że zaprosił ją na bal. Szczątkowe informacje, które jednak układały mu się w jakąś niezbyt kolorową całość. Dlatego zabrał rękę, chociaż kiedy Pilar zwinęła się na tym fotelu, to on też poczuł się źle, w pierwszym odruchu chciał do niej sięgnąć i dodać jej tej otuchy, ale finalnie zacisnął palce na kierownicy.
Nie wiedział co ma myśleć, jak to odbierać. Kiedy jeszcze rozmawiali o Wyattcie w Emptiness i on zażartował, że musiałby go zabić, gdyby coś ich łączyło, to się tego nie spodziewał. Wcale się nie spodziewał, że ona coś poczuła do Galena Wyatta. Do niego? Do dupka w drogim garniturze, którego Noriega był przecież kompletnym przeciwieństwem. Zaprzeczeniem.
- Wszy-stko - syknął w odpowiedzi na jej słowa, chociaż to była kompletna bzdura. Bo wcale go to nie pierdoliło. Ona - przede wszystkim. To co miała do powiedzenia, chociaż robiło to coraz większy mętlik w jego głowie. Ich relacja... Teraz Madox już kompletnie nie wiedział jaka ona była. Jak wcześniej mógł, chciał, mówił to, że jest jego dziewczyną, a on jej facetem. To teraz zwątpił, ale nie dlatego, że jej nie kochał. Bo kochał ją na zabój, do tego stopnia, że jakby kurwa teraz wpadła na Galena Wyatta, to by go zajebał. Ale teraz zwątpił, czy ona czegoś takiego chciała, bo może jednak fajniejsze życie by miała przy Galenie, w tym jego bajecznym apartamentowcu i Porsche, czy tam Lambo.
I w nim też ta złość rosła, kumulowała się. Do tego stopnia, że w pewnym momencie Madox puścił kierunek i przed jakimś autem zjechał na pobocze, hamując ostro, w jakiejś zaspie. Samochód, który ich mijał zaczął trąbić, ale Noriega się nawet nie odwrócił, a jakby gościu chciał również zjechać i sobie sprawę wyjaśnić, to grubo by tego pożałował, bo Madox był już nabuzowany. Do tego stopnia, że w pierwszej chwili zacisnął rękę na drzwiach i chciał może nawet wysiąść, rozchodzić to. Ale jednak nie ruszył się z miejsca, odwrócił się za to do Stewart.
- Nie... - zaczął, ale ona wtedy wyrzuciła z siebie te kolejne zdania, a Madox zatrzymał rękę w pół ruchu do jej ramienia. Zawiesił dłoń w powietrzu trawiąc te jej słowa.
Powinny go uspokoić? Tylko, że już chyba było za późno, już się nie dało, sięgnął do jej przedramienia, żeby zacisnąć na nim palce, żeby ją szarpnąć do siebie, sam też pochylił się nad skrzynią biegów bliżej, żeby znowu z tak bliska spojrzeć w jej duże, ciemne oczy, w tych jego znowu palił się ogień.
- Jakby mnie to pierdoliło, to by mnie tutaj dzisiaj wcale nie było - rzucił. Serce znowu waliło mu w piersi jak szalone, do niej? A może bardziej z tego jebanego chaosu, który miał już w głowie, w środku.
- Ale jeśli nie chcesz... - być ze mną? - jeśli chcesz... - wolisz, Wyatta. Nie wiedział jak ma jej to powiedzieć, bo właściwie to tego nie chciał, nie chciał, żeby wybrała Galena Wyatta.
- Jeśli coś jest nie tak, to powiedz mi to kurwa od razu, bo wiesz, że ja się i tak dowiem - bo Madox miał swoje sposoby, swoje znajomości, w Emptiness kręcili się różni ludzie, nawet tacy, którzy mogli znać Galena Wyatta. Wystarczyło popytać, wystarczyło się rozejrzeć, tylko, że on przecież ufał Pilar.
Teraz też wciąż jeszcze jej ufał, że mu to powie. Co było nie tak. Bo skoro oni tutaj trwali w tej rozmowie, to coś kurwa musiało być na rzeczy.

Pilar Stewart

001. santa wasn’t invited

: pt gru 26, 2025 8:50 pm
autor: Pilar Stewart
Faktycznie mogła to zrobić później. Mogla poczekać aż wrócą do domu. Tylko czy na pewno? Czy to by cokolwiek zmieniło? Bo przecież i tak byliby wtedy razem i prawda była taka, że nie ważne w jakich okolicznościach Pilar sięgnęłaby po telefon, by zadzwonić do Galena, Madox i tak by się wkurwił. Ta cała rozmowa którą teraz się odbywała wcale nie była spowodowana jednym telefonem. Jasne, reakcja Stewart była zapalnikiem do tego wszystkiego, jednak myśli w głowie Noriegi musiały nawarstwiać się już o wiele wcześniej, biorąc pod uwagę jak bardzo wybuchnął. To nie był efekt jednego zachowania z jej strony — on mial te pociski już dawno gotowe, zakorzenione gdzieś głęboko pod skórą. I teraz te pociski wyrzucał w je kierunku jeden po drugim. Nawet nie miał chwili na oddech, na przemyślenie swojej odpowiedzi. Bo on w jednej chwili mówił o smsach, potem o Medellin, jeszcze potem o telefonie i jebanym balu, o którym jak się okazało po jego reakcji, Stewart poinformowała sama.
No zaprosił mnie na bal — powtórzyła jego słowa, wbijając wzrok w szybę. — Ale odmówiłam — dla Pilar akurat to było bardzo proste i nie pozostawiało obszaru do dyskusji. On zaprosił, ona odmówiła, o czym tu więcej rozmawiać? Co prawda w wiadomościach próbowała jeszcze wyczuć, czy istniała szansa, że pójdą tam jako przyjaciele, ale przecież Wyatt jasno dał jej do zrozumienia, że nie miał zamiaru się poddać, że dla niego to było coś więcej, a szczególnie teraz, kiedy już nie miał nic do stracenia, mógł spokojnie ryzykować. Tylko Pilar wcale nie chciała. Bo chociaż na kilka sekund faktycznie przepadła na sali treningowej, zanim go odepchnęła, to dla niej był to zwykły pocałunek. Podsumowanie pewnego rozdziału, coś, co prędzej czy później musiało się stać. Ale nic więcej. Bo to przecież nie z nim chciała być. Nie jego kochała.
Szkoda tylko, że mężczyzna, dla którego straciła głowę teraz kompletnie ją od siebie odpychał. Zamknął się na nią i sprawiał wrażenie, jakby sam już sobie wszystko dopowiedział. Jakby nawet nie chciał słuchać jej wyjaśnień, bo przecież miał wyjebane na wszystko. I to chyba bolało ją najbardziej. Nawet nie w przenośni — ona czuła autentyczny ból w klatce piersiowej, kiedy tak zwijała się na fotelu.
Wszystko — prychnęła głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem, powtarzając dokładnie jego słowa. Miał wyjebane na wszystko. Wybornie. Po prostu kurwa wybornie. Nawet nie miała ochoty na niego patrzeć. Odwróciła głowę w stronę bocznej szyby i wbiła spojrzenie w rozmazujące się cienie drzew. Skoro on miał wyjebane, to po co ona miała się produkować? Po co starać sie cokolwiek wyjaśnić, jakoś się dojść, skoro on i tak już spisał ich na straty.
Serce waliło jej w piersi jak oszalałe. Całe ciało ją drażniło — mięśnie zaciskały się i rozluźniały, żołądek podchodził do gardła, płuca domagały się powietrza, którego usta nie potrafiły wystarczająco złapać. Chciała wysiąść. Wybiec z tego pieprzonego samochodu i po prostu uciec od tej gęstej, ognistej atmosfery. Tylko problem leżał w tym, że to nie ona siedziała za kółkiem.
Chociaż Madox chyba również nie potrafił nad sobą zapanować, bo w następnej chwili już szarpał energicznie za kierownicę, zjeżdżając z drogi. Jej ciało mimowolnie poleciało w bok, a pas bezpieczeństwa wbił się nieprzyjemnie pod żebra. Nawet nie zauważyła, czy kierowca, któremu zajechał drogę pojechał dalej, bo swoje spojrzenie już miała utkwione w twarzy Noriegi. W tych obłędnie czekoladowych oczach, w których przepadała za każdym razem. I nawet teraz, kiedy on zacisnął mocno palce na jej przedramieniu, kiedy szarpnął ją w swoją stronę — Pilar nie oponowała. Pozwoliła się przyciągnąć, wciąż gromiąc go wzrokiem.
Jakby mnie to pierdoliło, to nigdzie bym z tobą nie pojechała — odbiła piłeczkę praktycznie od razu. Bo co to był za durny argument? Przecież to kurwa nawet nie chodziło o ten dzień i fakt, że pojechali sobie do domu dziecka ubierać choinkę. To chodziło o moment, w którym kiedy zaczęło się robić ciężko on nagle stwierdził, że ma to wszystko w dupie. Ją miał w dupie. I wszystko co miała do powiedzenia. A to już nie było okej. To wściekło ją bardziej niż wszystko inne; ta jego obojętność.
Bo przecież Madox zawsze walczył, nigdy się nie poddawał. Przecież to on w pieprzonym Medellin, kiedy Pilar była gotowa wracać do domu, zawalczył o nią, o jej serce, o to wszystko, co w tak krótkim czasie udało im się zbudować. A teraz? Teraz spoglądał jej w oczy, jakby był gotowy się poddać. Jakby jebany Galen Wyatt i nie wiadomo co z nim związane, kompletnie go przygniotło. Jakby nawet nie chciał zawalczyć.
Jeśli nie chcesz…
Jeśli chcesz…
Jeśli coś jest nie tak…

Miotał się, groził jej, że przecież i tak się dowie, a Pilar tylko kręciła głową z niedowierzaniem. Spoglądała na niego ze ściągniętymi mocno brwiami i sercem, które waliło w piersi tak mocno, że jeszcze trochę i naprawdę wyrwałoby się z ciała. Nie chciał jej dać dojść do słowa, mówił kompletnie bez sensu, brzmiał jakby ona naprawdę miała jakikolwiek dylemat między nim a Galenem. Aż nie mogła uwierzyć w to, co widziała i słyszała. Do tego stopnia, że spięła mięśnie brzucha i uniosła ręce w górę.
Zamknij się i posłuchaj mnie teraz uważnie — umieściła dłonie na jego twarzy, przyciskając rozgrzaną skórę do kłującego zarostu. I chociaż była świadoma tego, że zaraz mógł ją odepchnąć lub się wyrwać jak wtedy z ręką, chciała go sobie chociaż na chwilę unieruchomić. — Bo powiem to tylko raz, ale za to najprościej jak się tylko da — napięła palce i zacisnęła je mocno, jakby przez moment chciała mu zmiażdżyć głowę. Potrzebowała, żeby się na niej skupił. Żeby zrozumiał to, co miała mu do powiedzenia. Żeby przestał sobie kurwa dopowiadać rzeczy, które tylko nakręcały karuzelę w jego własnych myślach.
Przysunęła się jeszcze bliżej, zaglądając głęboko w obłędnie ciemne oczy, starając się ignorować nagły zryw serca. Jej twarz była poważna, a w oczach palił się prawdziwy ogień.
Te deseo, Madox Ciebie chce, Madox. Rzuciła po hiszpańsku, stanowczo. Jakoś wtedy rozmowa szła im lepiej, bardziej jasno, przejrzyście niż przy angielskim. A w tamtej chwili Pilar naprawdę potrzebowała, by ją zrozumiał. — Sólo tu Tylko i wyłącznie ciebie. Niezależnie od tego jak wiele kłód pod nogi mieli jeszcze dostać, ile kulek przyjąć do własnego ciała, Stewart była pewna swego. Jego była pewna. I tego, że to tylko i wyłącznie z nim chciała spróbować. To mogło się nie udać, mogło się zakończyć kompletną porażką lub przypłaconym życiem, ale tylko on był tego wart. — Y Galen Wyatt puede irse a la mierdaA Galen Wyatt może się pierdolić. To również wypowiedziała z pełnym przekonaniem, osadzając każde pojedyncze słowo na jego pełnych ustach, podczas gdy wzrok wwiercał się w ciemne oczy. Jasne, Galen miał specjalne miejsce w jej sercu, liczyła, że kiedy naprawdę będą mogli być przyjaciółmi, ale w momencie, w którym musiałaby wybrać, nawet na moment by się nie zawahała. — ¿Tú entiendes? Rozumiesz? Aż nim wstrząsnęła, czując pod skórą, że ta rozmowa mogła pójść w dwa zupełnie różne kierunku. Proste komunikaty działały na nią najlepiej, ale czy na niego?


Madox A. Noriega

001. santa wasn’t invited

: sob gru 27, 2025 1:10 am
autor: Madox A. Noriega
To nie tak, że Madox spodziewał się tego, że to przeczuwał, bo on nawet kiedy ostatnio rozmawiali o Wyattcie, to nic takiego nie podejrzewał. Pilar prowadziła jego sprawę, tyle.
A nagle się okazuje, że jednak to nie tylko tyle, bo jednak ona z Galenem pisze, spotyka się i jeszcze ten bal, to wszystko spadło na niego dzisiaj, w tej chwili. Bo przecież on jej ufał, nie podejrzewałby jej o to, może dlatego to go tak bardzo ruszyło. Bo go zaskoczyło? Bo kompletnie się tego nie spodziewał, dziesięć lat temu też się nie spodziewał, po Rosie i Ticiano.
- Ale po co Cię zaprosił? Wszystkich, którzy prowadzą jego śledztwo zaprasza? - zapytał, bo może Madox tego nie rozumiał, on się w ogóle nie znał na tych bankietach, ale gdyby miał kogoś zaprosić, to zaprosiłby ją. Bo mu na niej zależało.
Galenowi Wyattowi też na niej zależało? A może jej na nim? Za mało informacji. Potrzebował ich więcej, bo to, że odmówiła mu nie wystarczało. Skąd w ogóle wyszła taka propozycja?
I co nie pozwalała mu do siebie przyjeżdżać, bo przyjeżdżał do niej wtedy Galen Wyatt? No przecież nie mogła by mu tego zrobić. A jeśli mogła? Bo może tak naprawdę Madox był głupi? Dał się wodzić za nos?
Dużo myśli dopiero teraz nawarstwiało mu się w głowie, dużo ich cofało się w czasie o te dziesięć lat. Kurwa. Miał być mądrzejszy. A on się w trzy dni zakochał jak głupi. Przez chwilę miał ochotę walnąć głową w kierownicę, raz, drugi i trzeci. A wszystko było takie proste, jak miał naprawdę na to wyjebane. Tylko, że wcale nie miał, mimo tego co powiedział. Mógł kurwa udawać, starać się pokazać, że go to nie rusza, ale go to ruszało. Kurewsko go to ruszało.
A te jej słowa, które odbiła w jego kierunku sprawiły tylko, że odchylił do tyłu głowę, no przecież on jej nie pytał, czy chce z nim jechać, wziął to za pewnik. Bo on wszystko co ona mu mówiła brał za pewnik, że coś jednak między nimi było, tylko, że się w tym wszystkim nie spodziewał jeszcze Galena Wyatta. A może on powinien ją zapytać, napisać jej pierdoloną wiadomość, czy pójdzie z nim na bal... Czy z nim pojedzie do sierocińca.
A on o nic nie pytał, tylko brał, tylko dał się ponieść, teraz też dał. Uderzył ręką w kierownicę tak mocno, że zatrąbiła głośno, ale Madox wcale się tym nie przejął, bo on już mocniej zaciskał palce na jej przedramieniu, dobrze, że miała kurtkę, bo pewnie zrobiłby jej siniaki.
Już otworzył usta, bo może chciał dodać to, żeby się zdecydowała, wybrała. Albo może to, że zabije Wyatta? Bo właśnie takie miał myśli, różne. Z jednej strony zależało mu do tego stopnia, że może gdyby mu powiedziała, że kocha tego Galena, to by na to przystał, wkurwił się, ale co miał zrobić? Jakby miała być z nim szczęśliwa? Kurwa.
Madox chciał jej szczęścia, chciał jej pokazać Medellin, a pokazał znacznie więcej. Chciał jej pomóc ze śledztwem, do tego stopnia, że przyjął za to kulkę. Chciał ją zabrać do tego domu dziecka, żeby jej pokazać, że święta to nie musi być chowanie się pod łóżkiem z książką. I jeśli ona miałaby być szczęśliwa na jakimś jebanym balu, z Galenem Wyattem, to Madox sam by ją do niego odstawił.
Ale z drugiej strony to chciał jej, dla siebie, dla nikogo innego, egoistycznie, ale co mógł na to poradzić? Jak Madox nigdy nie był typem, który umiał się dzielić, który miał jakieś altruistyczne zapędy. Zawsze najpierw myślał o sobie. A może dzisiaj powinien o niej?
Ściągnął do siebie brwi, kiedy kazała mu się słuchać uważnie, cały czas jej słuchał. Tylko nie umiał tego ułożyć w głowie, bo pierwszy raz był w takiej sytuacji. Pierwszy raz mu na kimkolwiek tak zależało, jak na niej. No może na Rosie też, ale on wtedy był jeszcze taki naiwny.
Tylko może teraz też był?
Przekręcił na bok głowę, kiedy oparła dłonie na jego policzkach, nie szarpnął się, ale przekręcił.
- Dilo rapido - powiedz to szybko, rzucił bo spodziewał się... Wszystkiego się teraz spodziewał, a jeśli ona mu zaraz powie, że jednak fajnie, że Galen Wyatt już nie ma narzeczonej, bo mają chemię, to niech to zrobi szybko, jak zerwanie plastra.
Kiedy jej palce wbijały się w jego głowę, to w końcu te jego ciemne tęczówki odszukały jej pięknych, brązowych oczu. Tych oczu, dla których byłby gotować dać się zabić.
Te deseo, Madox, które padło z jej ust sprawiło, że Madox mocno wypuścił powietrze z płuc, przez nos. Sólo tu, chciał tego, przesunął palcami po jej przedramieniu, ale go nie puścił, bo przecież on też tylko jej chciał, tylko i wyłącznie.
Kiedy powiedziała to, że Galen Wyatt może się pierdolić, to wywrócił oczami.
- Como Nick Dalton, que te sigue a todas partes - jak Ncik Dalton, który wciąż za Tobą chodzi, mruknął pod nosem, ale czy to była jej wina?
No nie, nie jej i może ten Galen Wyatt też nie?
Madox chciał w to wierzyć, że wszystko co ich połączyło wyszło tylko od Wyatta. Był naiwny? Głupi?
Może był.
Ale był też głupio w niej zakochany. Jeszcze przez chwilę patrzył w jej oczy, kiedy zapytała czy rozumie, a jego twarz właściwie nie zdradzała żadnych emocji. Rozumiał. Chyba. Starał się to rozumieć, chociaż w głowie miał jeszcze wiele pytań, wiele wątpliwości.
Ale Madox chyba nie byłby sobą, gdyby mimo nich nie podjął ryzyka, gdyby nie zawalczył, nie spróbował jeszcze.
Wyrwał się jej z tego uścisku, tylko, że zamiast się cofnąć, zamiast jej uciec, to on znowu szarpnął się do niej, to złapał ją za drugie przedramię i przyciągnął do siebie, agresywnie musnął wargami jej pełne usta, krótko, intensywnie, tak, żeby to poczuła.
- Wyatt puede irse a la mierda - Wyatt może się pierdolić, powtórzył po niej, a później odsunął się na tyle, żeby spojrzeć jej znowu w oczy, żeby zawiesić twarz te kilka centymetrów od niej, tak, by jego słowa osiadły na jej ciepłych ustach. Ustach, które...
- Pero si descubro que tienes algo en común con Galen Wyatt, lo mataré más rápido que Seeley -ale jeśli się dowiem, że coś Ciebie łączy z Galenem Wyattem, to go zapierdolę, szybciej niż Seeley, rzucił z miną, która mogła mówić, że tym razem nie żartował, tak jak wtedy w Emptiness - ¿Tú entiendes? - rozumiesz?
I już od razu sobie obiecał, że się zainteresuje tematem, wypyta o Wyatta, a może nawet o Stewart, bo Laine przecież też w ich temacie miał dużo do powiedzenia. Samochody, kolacje, spotkania z Galenem Wyattem.
Sam się znowu zaczynał nakręcać, kiedy o tym myślał i chociaż te jego usta znalazły się tak blisko jej, chociaż mogła już czuć na swoich wargach ich smak, to jednak Noriega się cofnął.
- No puedo - nie mogę, zawahał się, bo przez chwilę znowu chciał wysiąść, ale w końcu sięgnął dłonią, żeby oprzeć palce na jej podbródku, żeby kciukiem przejechać po jej pełnych wargach, zebrać z nich odrobinę wilgoci - jodeme - pojebie mnie, opadł plecami na drzwi kierowcy, żeby się od niej odsunąć - Te amo, Pilar - kocham Cię, chyba pierwszy raz to jej powiedział w ten inny sposób, ten mocniejszy? Mniej dziki? Inny.
- Kocham Cię - jeszcze po angielsku, też pierwszy raz? Ciemne tęczówki wwiercały się w jej oczy.
- Ale wcale nie podoba mi się to, że nagle dowiaduje się, że Ciebie coś łączy z Galenem Wyattem, i to jeszcze przez kompletny przypadek, jakiś bal, jakaś chemia, jakieś spotkania, to jest dla mnie trochę... za dużo Pilar - i chociaż w głowie miał te jej słowa, że ona jego chce, tylko jego, to kurwa... On już gdzieś to słyszał. A później się okazało, że nie tylko jego. Zabrał rękę z jej twarzy, jeszcze przesuwając palcami po jej policzku, szorstkimi opuszkami po jej gładkiej skórze.
- Muszę się zastanowić - jakoś ułożyć to w głowie, bo teraz panował w niej chaos, teraz Madox sam nie wiedział co ma jej powiedzieć. Ale chyba powiedział już wszystko. Wszystko co leżało mu na wątrobie. Sięgnął po kominiarkę, którą rzucił na szybę.
- Przejdę się... - wypalił, ale właściwie byli na obrzeżach miasta, do jutra by może doszedł - to znaczy tu są autobusy, dojadę do domu, a Ty też już trafisz? - zerknął jeszcze na nią zanim sięgnął do drzwiczek.

Pilar Stewart

001. santa wasn’t invited

: sob gru 27, 2025 2:26 am
autor: Pilar Stewart
Nie wiedziała, czy ją zrozumiał.
Czy ten prosty komunikat, wypowiedziany prosto w oczy, po hiszpańsku, żeby nie było żadnych wątpliwości, z sercem na dłoni cokolwiek tutaj znaczył. Bo przecież Madox i tak miał wyjebane. Ale czy na pewno? Przecież czuła gdzieś w środku, że tylko tak pierdolił. Że przecież mu zależało. Widziała to w jego oczach, a jednak kiedy tak na nią warczał, kiedy kazał jej mówić szybko, jakby lada moment miał zamiar wyjść sprawiał, że Stewart podważała wszystko. Absolutnie kurwa wszystko.
Wszystko, oprócz tego, że to jego chciała. Bo to nie zmieniło się ani na sekundę od powrotu z Medellin. Nawet kiedy spotkała się z Galenem, to przecież Madoxa pragnęła, to do niego lgnęło jej stęsknione serce. Cały. Kurwa. Czas. I teraz również ono było stęsknione — tego ognistego uczucia i miłości, która na moment gdzieś wyparowała. Zniknęła z jego oczu zastąpiona chłodem i wątpliwościami, a to zaś doprowadziło ją na skraj. Zżerało od środka. Wyniszczało. Nie mogła tego znieść.
Dopiero gdy jej usta dzieliły się z nim tymi prostymi komunikatami, wyznaniami prosto z serca, dopiero wtedy Pilar na nowo zobaczyła w nich charakterystyczny błysk, który łapał za serce. I chociaż Madox wyśmiał to Galen Wyatt może się pierdolić, dokładnie jak Nick Dalton, to przecież dokładnie o to chodziło. Chciała, żeby wiedział, że Galen zupełnie jak Dalton nie był dla niej tak ważny jak Noriega. I może jeszcze by mu to spróbowała jakoś wyjaśnić, wytłumaczyć, tylko wtedy on wyrwał się spod jej palców, a w następnej chwili już całował jej wargi. Mocno. Intensywnie. Tak, że Pilar w ułamku sekundy poczuła, jak całe jej ciało wrze. Wbiła paznokcie w jego nagi kark i przyciągnęła go sobie jeszcze bliżej, by pogłębić pocałunek.
Nie chciała go puszczać. Kurwa, nie chciała, by to się kiedykolwiek kończyło. Już zawsze chciała trwać w tym bajecznym uniesieniu. Zawędrowała dłonią wzdłuż napiętego ramienia na klatkę piersiową, by szarpnąć go za kurkę jeszcze bliżej, tylko wtedy on się odsunął, by wypełnić wolną przestrzeń w samochodzie dosadną groźbą, która wybrzmiała bardzo klarownie i dokładnie.
…irse a la mierda może się pierdolić, powtarzała równo za nim, oddychając ciężko. — …lo mataras zabijesz go. Wiedziała, że nie żartował. Czuła powagę sytuacji, a jednak kompletnie głupia (może zaślepiona chwilą) przyjmowała wszystko, co mówił. Bo może każda inna odebrałaby to jako wielki red flag, przejaw agresji i chęć posiadania kobiety na własność, tylko Pilar była pierdolnięta, interpretowała po swojemu i dla niej był to znak, że wcale nie miał wyjebane, że kurewsko mu zależało, a to zaś wszystko, czego w tamtej chwili potrzebowała. — VeoRozumiem, rzuciła prosto w jego usta, skradając z nich przelotny pocałunek, nim Noriega zdążył się odsunąć.
Nienawidziła, kiedy to robił. Kiedy oddalał się spoza jej zasięgu, podczas gdy ona tak bardzo potrzebowała mieć go blisko. Potrzebowała, żeby w końcu zaczęli rozmawiać o nich, a nie kłócić się o pieprzonego Galena. Jakby kurwa mało mieli przeszkód na drodze. I kolejną po chwili okazała się sama głowa Noriegi. Nie mogę, pojebie mnie, kocham cię… rzucał słowa, które nigdy nie powinny stać obok siebie. Słowa, które powinny pozostać na przeciwnych stronach bieguna.
Mącił jej, mieszał w głowie swoim zachowaniem do tego stopnia, że Pilar naprawde nie wiedziała, na czym stała. A kiedy już chciała powiedzieć, że przecież ona też go kocha, że nigdy tak nie kochała… to on oznajmił, że to dla niego za dużo. Że jej relacja z Galenem była dla niego tą rzeczą, która mogła ich rozdzielić; nie pierdolona mafia, nie pistolety przystawioną do skroni; pieprzony Galen Wyatt. Aż nie mogła w to uwierzyć.
Madox… — tyle zdążyła powiedzieć, kiedy już się otrząsnęła, nim on oznajmił, że musi się przejść, by się zastanowić. P R Z E J Ś Ć po środku jebanego lasu, na obrzeżach Toronto. — Chyba kurwa zwariowałeś — spojrzała na niego jak na wariata. Nie mógł mówić serio. Nie mógł być aż tak nierozważny. No tylko chyba jednak był, bo już po chwili ględził coś o autobusie i zaczął wychodzić z samochodu.
Przez dosłownie ułamek sekundy rozważała, czy nie zostać w środku. Czy nie dać mu tego czasu, którego nagle potrzebował na zebranie myśli. Czy nie pozwolić mu przetrawić tego po swojemu. Tylko problem był w tym, że im więcej on trawił po swojemu, tym było gorzej. Poza tym Pilar naprawde nie chciałą tego tak zrostawiać. Dopiero by ją poebało, gdyby teraz miała sama wrócić do domu i go tutaj zostawić. No nie było takiej opcji. Odpięła szybko pas i wyleciała z samochodu.
Madox! — znowu krzyknęła, tym razem o wiele głośniej, obiegając auto dookoła. Nawet nie zapięła przeklętej kurtki, ani nie założyła czapki, więc pruszący się z nieba śnieg od razu zaczął osadzać się na jej gęstych włosach, podczas gdy jej dłoń zacisnęła się na kurtce Noriegi. — Nie — rzuciła stanowczo, szarpiąc go mocno, by się zatrzymał, a następnie przeskoczyła do prostu, by zagrodzić mu drogę. — Nie pozwolę ci teraz odejść. Nie kiedy nie mamy wszystkiego wyjaśnionego — jej głos był ostry, nieznoszący sprzeciwu. Bo Pilar go nie prosiła — ona go informowała. Nie było nawet takiej opcji, żeby pozwoliła mu iść samemu. A tym bardziej nie z takim mętlikiem w głowie.
Mi też się dużo rzeczy nie podoba i jakoś kurwa żyje — warknęła, sięgając do tej jego przeklętej kominiarki i jednym ruchem ściągnęła mu ją z głowy. Potrzebowała wiedzieć całą jego twarz. — A najbardziej nie podoba mi się to, że kiedy mieliśmy rozmawiać o nas, o mnie i o tobie, skupiamy się na Wyattcie, który nic nie znaczy, podczas gdy ty znaczysz wszystko — akcentowała odpowiednie słowa, kładąc nacisk szczególnie na ostatnią część. Wykonała krok w przód, kompletnie niwelując dzielącą ich odległość, tak, że przywarli do siebie kurtkami. Zadarła głowę, zaglądając mu głęboko w oczy
Co się stało z mniej myśl, więcej czuj, co? — rzuciła z wyrzutem, pozwalając, by te słowa osiadły na jego ustach. Ustach, które Pilar po chwili pocałowała mocno i czule. Z uczuciem, zaciskając mocno powieki. Tak żeby to poczuł. To co ona czuła. Ile czuła. Tylko i wyłącznie do niego. — Czujesz? — wyszeptała, odrywając się na moment, jednak już po chwili znowu złączyła ich usta, podczas gdy wolną dłonią odszukała tą jego, by umieścić ją sobie tuż przy walącym jak oszalałe w piersi sercu. By tam też poczuł jak dużo do niego czuła, jak na nią działał. — Czujesz czy nie?

Madox A. Noriega

001. santa wasn’t invited

: sob gru 27, 2025 12:27 pm
autor: Madox A. Noriega
I może na tym on właśnie powinien to skończyć? Na tym, że potwierdziła mu, że rozumie. Na tych pocałunkach, które miały w sobie coś tak intensywnego, że przez całe ciało przechodził prąd. Które były tak bardzo w ich stylu.
Tylko, że chyba nie potrafił, tak tego zostawić, gdy w głowie miał za dużo myśli, może gdyby je zachlał rumem, albo odrobinę uporządkował jakąś kreską kokainy, to byłoby łatwiej. Na trzeźwo było trudno, cholernie. Nie myśleć o tym, co mu powiedziała. Nie zastanawiać się, co jeszcze było gdzieś tam między wierszami. Nie roztrząsać. I nie myśleć o tym, co się wydarzyło dziesięć lat temu. To było dawno, ale kurwa, to był taki impuls, który odmienił całe jego życie, który wyrył się gdzieś głęboko w sercu, a teraz to wszystko wróciło, kiedy oni byli w Medellin, kiedy raz po raz wracali do tej sprawy.
Może nawet nie chodziło o samego Wyatta, bardziej może o to, że to przed nim ukrywała, że by mu nie powiedziała, gdyby ten jebany telefon mu nie wypadł w śnieg. Bo po co? O jakimś balu, na który i tak nie przyjęła zaproszenia.
Wywrócił oczami, na to jej chyba kurwa zwariowałeś, bo to już ustalili, dawno temu. Madox był szalony i nawet jakby miał iść z buta przez ten las, to by poszedł. Złapał stopa, cokolwiek. Byle tylko nie stać w miejscu. Byle tylko się ruszyć, zająć głowę czymś innym niż te myśli. Musiało się dziać, bo wtedy nie było tyle różnych myśli, tyle czasu na roztrząsanie wszystkiego. Chociaż... może jakby tak szedł przez ten las, przez najbliższe kilka godzin, to też by akurat trochę w tej swojej głowie poukładał. Więc to też na plus.
wysiadł z samochodu i wciągnął na głowę kominiarkę, podsunął kurtkę pod szyję, nie licząc tego śniegu, który napierdalał z nieba, było znośnie. Mógł się przejść.
Tylko, że zaraz Pilar stała przed nim i szarpała go za kurtkę. Te ciemne tęczówki spoczęły na jej twarzy.
- Pilar kurwa... - zaczął, i nawet znowu oparł jej rękę na ramieniu, żeby ją przesunąć. Nie udało się, bo ona zaczęła, że nie pozwoli mu odejść, kiedy tego nie wyjaśnili. Ale co tu jeszcze było do powiedzenia? Chyba powiedzieli już wszystko. Teraz on tylko musiał to w głowie sobie ułożyć, przetrawić. Dojść do tego, że Galen był nieważny, bo za niego Pilar nie wyskoczyła, żeby szarpać się z Rosą, za niego nie miała teraz blizny na uchu i prawie nie straciła głowy. Tylko, że Madox nie wiedział ile Stewart robiła dla Wyatta, ale na pewno więcej niż przewidywały policyjne standardy, była dużo bardziej zaaferowana w to śledztwo z kontenerami. Tylko, że Noriega myślał, że to chodziło o te dziewczyny, które lądowały w burdelu, a może tak naprawdę chodziło o Galena?
- Też to przeżyję, musze tylko... - i znowu nie skończył, bo ona już mu ściągała tą jego kominiarkę. Ale chciał jej powiedzieć, że musi to przemyśleć, że do tego wrócą. Kiedyś.
Tylko, że Pilar chyba uważała, że to będzie dzisiaj. Mieli rozmawiać o nich. I Madox był nawet gotowy na tę rozmowę, ale wtedy jeszcze sprawy nie komplikował Wyatt. Wtedy jeszcze to wszystko było proste, bo on ją kochał i tyle, i ona też znaczyła dla niego wszystko. Wypuścił mocno z płuc powietrze, aż biała chmura zawisła między nimi w tym zimnym, grudniowym powietrzu.
Chyba trafiła ich jakaś kumulacja, i oni te dwie poważne rozmowy do końca roku, to będą przeprowadzać właśnie dzisiaj. Zanim nawet jeszcze dotarli do domu. Za du-żo.
Tylko, że kiedy ona się do niego przysunęła, kiedy spojrzała mu w oczy, to Madox od razu miękł. Gdzie ten zły, niedobry gangus? Nie umiał jej od siebie odsunąć. Może nawet nie chciał? Bo może kurwa on był gotowy przeprowadzić z nią te dwie trudne rozmowy. Teraz.
- Ej - rzucił jednak, kiedy powtórzyła mu jego własne słowa. Mniej myśl, więcej czuj, on przecież zawsze to robił. Ale dzisiaj kurwa nie umiał już o tym nie myśleć i się nie nakręcać.
Dopiero kiedy złożyła na jego ustach ten intensywny, gorący pocałunek, to poczuł. Poczuł, że może rzeczywiście Galen Wyatt i Nick Dalton mogą się pierdolić. Może nawet chciał jej to powiedzieć, że czuje, ale ona zrobiła to znowu. Znowu zaraz go całowała, a serce Noriegi zabiło szybciej, wyrwało się znowu do niej w piersi, i gdyby nie chwyciła go za rękę, to sam by to pewnie zrobił, przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej. Kiedy oparła jego palce na swojej piersi, to czuł, jak to jej dzikie i szalone serce uderza w nierównym rytmie. Kurwa. Pewnie tak samo dzikim, jak to jego.
- Czuję... - zaczął i przesunął palcami na jej pierś - że Ci zimno, chica loca - spojrzał jej głęboko w oczy, a jego dłoń przesunęła się po jej żebrach, wsunął chłodne palce pod materiał jej bluzki - nos vamos a casa - wracajmy do domu - wrócimy do tej rozmowy okej? - ale zamiast wrócić do auta, to Madox znowu się schylił, żeby wpić się w jej usta, zachłannie, dziko, palcami sunął po jej brzuchu, zahaczył o materiał stanika. Oby tylko teraz już nikt trzeci nie wpierdalał im się do tej ich ważnej rozmowy, o nich.

Pilar Stewart

001. santa wasn’t invited

: sob gru 27, 2025 2:23 pm
autor: Pilar Stewart
To ona była w tym duecie od myślenia. Nadmiernego analizowania przyczynowo-skutkowego, które zazwyczaj wprowadzało w jej głowie jeszcze większy mętlik niż wcześniej, bo przecież przy Madoxie nic nie było proste. Nia dało się tak po prostu czegoś przewidzieć, zaplanować, przygotować się na każdą ewentualność. Ich relacja była dzika, nieprzewidywalna i równie popierdolona, co oni sami. Często ją to przerastało, chciała uciekać, odciąć się, tylko wtedy Noriega przychodził i walczył. Jak lew zdobiący jego pierś nie poddawał się przy pierwszej okazji, wiercił w jej głowie dziurę, że powinna czuć zamiast myśleć.
A teraz ona robiła to jemu.
Nie wiedzieć dokładnie kiedy zamienili się miejscami, a Pilar, która w założeniu miała myśleć chłodno i logicznie stała przed nim w rozpiętej kurtce na obrzydliwym chłodzie, wpatrzona głęboko w jego ciemne oczy i domagała się, żeby przestał myśleć, a posłuchał serca.
Para hipokrytów, która nagle zamieniła się rolami.
Tylko właśnie w tej sytuacji z Wyattem, Madox musiał to wziąć na czuja. Nie mógł pozwolić, żeby jego własna głowa dyktowała mu kolejne zagwozdki i dopowiadała rzeczy, o których przecież nie miał pojęcia. Bo akurat w tym przypadku tą kłodę spod nóg bardzo łatwo dało się usunąć, tutaj wszystko sprowadzało się do uczuć. A tych do Noriegi, Pilar miała w sercu aż za dużo. Mógł to poczuć w sposobie, w jaki go całowała — jakby cały świat nagle przestał istnieć, jakby liczyły się dla niej tylko jego usta i płytki oddech, który skradała mu raz po raz, aż w płucach nie zostało już absolutnie nic.
Była przygotowana na ewentualne odrzucenie. Że znowu się od niej odsunie, nie pozwalając się zbliżyć, przecież mógł to zrobić, miał do tego pełne prawo. Tylko, że on wcale tego nie zrobił. Odwzajemnił wszystko, co mu dawała równie mocno i intensywnie, z równie wielkim uczuciem, które chował w sercu, a Pilar ponownie przyciągnęła go bliżej. Szarpała za gruby materiał kurtki, pogłębiając pocałunek, podczas gdy jego ręka czuła na skórze jej szalejące serce.
Uchyliła zamglone oczy dopiero, kiedy powiedział, że czuje, tylko zamiast miłości — chociaż może ją też — to, jak bardzo Stewart była zmarznięta.
Uwierz, że jest mi kurewsko gorąco — rzuciła pewnym głosem i on również mógł to po chwili poczuć, kiedy wtargnął l o d o w a t y m i palcami pod materiał jej koszulki. Gorąc brzucha w sekundę skontrastował z jego zimnymi opuszkami, a z ust Stewart wyrwał się niekontrolowany jęk, który osadził się prosto na jego rozchylonych wargach. Wargach, które zaraz znowu złaczyły się z tymi jej w dzikim pocałunku tuż po tym, jak oznajmił, że pojadą do domu. Czuła jego dotyk jak jeszcze nigdy wcześniej, kiedy sunął zimną ręką pod jej koszulką, gdy wdzierał się w to najbardziej zagrzane miejsce pod materiałem stanika, a ona aż cała zadrżała.
Wcale nie pozostała mu długo dłużna — zwinnie wcisnęła palce w niewielką szparę pomiędzy spodniami i kurtką, by już po chwili znaleźć się na jego nagiej skórze, by przyjechać pod niej paznokciami od pleców aż po sam brzuch i niżej. Dopiero kiedy przejeżdżające obok auto strąbiło ich dwukrotnie, Pilar odsunęła się niechętnie.
VenirChodź, poprosiła, ujmując delikatnie jego dłoń i szarpiąc w kierunku samochodu. — Nie musimy rozmawiać, jeśli chcesz sobie wszystko przemyśleć, ale prosze, zrób to w samochodzie, a nie pośrodku jebanego lasu — bo znając jego szczęście, pewnie zaraz zaatakowałaby go jakaś zwierzyna albo z krzaków nagle wyskoczyłby Dalton i zaczął się ponownie pruć. Poza tym, nie chciała zostawiać go samego. Ona nie chciała być daleko od niego. Już wolała, by milczał resztę drogi, ale przynajmniej będąc obok. — Por favor — dodała, kiedy stali już przed drzwiami kierowcy. Jeszcze nim wróciła na swoje miejsce, złożyła na jego ustach przelotny, ciepły pocałunek, przygryzając na odchodne dolną wargę, by zostawić pamiątkę na drogę.
Ona również potrzebowała przemyśleć pewne rzeczy. Jasne, wiedziała co czuła do Madoxa, wiedziała, jak ważny był dla niej, ale czy to cokolwiek zmieniało w ich kwestii tego, że nie powinni się spotykać? Czy ta reakcja na Wyatta tak naprawdę wywodziła się tylko i wyłącznie ze strachu przed utratą Stewart, czy może jednak faktycznie powinna się nad tym głębiej zastanowić? Bo przecież na pewno jeszcze nie raz go zobaczy i nawet jeśli tylko służbowo, nie mogli przecież za każdym razem wracać do jednego i tego samego. Aż ją kurwa głowa rozbolała na samą myśl o tym wszystkim, co jeszcze przed nimi.
Po drodze zatrzymamy się na stacji — oznajmiła, kiedy już załadowała się do środka i zapięła pas. — Po alkohol i fajki — wyjaśniła, gdyby miał jakiekolwiek wątpliwości. Chyba oboje tego teraz potrzebowali. Momentalnie również doskoczyła do wszystkim pokręteł, żeby ustawić grzanie na fulla. Dopiero siedząc na miejscu pasażera poczuła, jak zimno jej było. Potarła dłonie, by wytworzyć chociaż trochę ciepła, a nogi podkuliła do klatki piersiowej.

Madox A. Noriega