001. santa wasn’t invited
: śr gru 24, 2025 12:56 am
Przez chwilę patrzył na nią podejrzliwie, bo może to jednak nie podwyżka czynszu? Ale czemu Pilar miała by go kłamać? Bo może jednak coś ją łączyło z Wyattem? Już przecież mu o nim opowiadała, była z nim w tym całym Quebec, później na kolacji u Seeleya. I co z tego, że to była kolacja, związana ze sprawą, przecież Galen Wyatt był jaki był. A kiedy Noriega zaczynał jego temat, to Pilar go zawsze zbywała dwoma słowami.
Tylko czy on naprawdę był taki głupi, żeby tego nie zauważyć? Zawiesił się gdzieś miedzy tymi jej słowami, że zna własną sprawę, a tym jak tłumaczył Anie, że te słowa, których oni używają z Pilar są złe i dla dorosłych, a Ginny by się mogła za nie pogniewać, więc lepiej ich nie używać.
Bo Madox teraz zaczął się nad tym zastanawiać, analizować, czy coś jest na rzeczy, czy wcale nie? Jak on przy niej, to nie umiał wcale myśleć logicznie, tracił całą swoją czujność, może jednak w tym wypadku też ją stracił?
Stracił też rachubę czasu, kiedy rozdawał te prezenty, bo zrobiło się naprawdę późno, a Ginny nawet zaczęła gonić te najmniejsze dzieciaki do łóżek, a później jeszcze im podziękowała za wszystko i dała pierogi. Chociaż Madox tak nie do końca wiedział czym są, ale wyglądały jak empanady, więc musiały być zajebiste.
- Dlatego, że bardzo chcę - odpowiedział od razu, nawet dobrze mu się siedziało na fotelu pasażera, mógł sobie jeść pierniczki, wyglądać przez okno, nie narzekał. Ale przecież kiedy on będzie prowadził, to ona nie będzie mogła nagle stanąć na poboczu i wysiąść, więc to na plus, szybciej dotrą do domu. Zresztą Madox lubił mieć wszystko pod kontrolą, a dzisiaj to trochę zaczynał czuć, że ją traci.
Czy ona tak się czuła, kiedy dostał tego smsa od Jamie? Ale to była jedna głupia wiadomość. A przede wszystkim to nie rzucał wszystkiego, żeby lecieć do niej oddzwonić. Dzieci z prezentami i Stewart.
Złapał kluczyki, które mu rzuciła i trzymając je w zębach, ubrał się do końca, i nawet wciągnął na głowę kominiarkę, bo na dworze było bardzo zimno. Co Madox miał okazję już doświadczyć na własnym tyłku, kiedy wieszał ten znak.
- Jak przyleciałem do Kanady to w ogóle nie umiałem tutaj jeździć w zimę, to jest jakieś pojebane - mruknął zasuwając kurtkę pod szyję, a później to już wyszli i wsiadali do samochodu. Madox odsunął sobie fotel i poprawił lusterko, a później wyjechał z podjazdu jakoś tak może zbyt energicznie, bo w niebo strzeliło trochę śniegu spod kół, ale on chyba zapomniał, że to nie jego audi, które mógł trochę bardziej docisnąć. Chociaż tę jej Toyotę też cisnął, tyle ile fabryka dała.
Włączył ogrzewanie, a kiedy powietrze się odrobinę zagrzało, to w końcu ściągnął swoją kominiarkę i rzucił ją na szybę. Na początku nawet nie zwracał uwagi na te całe pierogi, ale kiedy Pilar zaczęła tak mruczeć pod nosem, to odwrócił się w jej kierunku. I chociaż na początku nawet chciał jej powiedzieć, że nie chce, co w ogóle znaczyłoby chyba, że jest chory, bo Madox to jedzenia, a już zwłaszcza domowego, nigdy nie odmawiał, ale kiedy przystawiła mu tego pieroga pod nos i poczuł jego zapach, to aż w brzuchu mu zaburczało.
- Ale to pachnie - mruknął, a później to już wpakował sobie tego pieroga do buzi, przy okazji oblizując jej palce. To chyba rzeczywiście było ja pierdole, jakie dobre, bo Madox też aż zamruczał kiedy go przeżuwał.
- Ginny to robiła? Czy jej babka? Bo nie zrozumiałem, ale jeśli Ginny to zawracam i tam zamieszkam - powiedział, kiedy już przełknął, a Stewart pakowała sobie do ust kolejnego pieroga - jeszcze jeden dla Madoxa - rzucił i przysunął się do niej, żeby mu dała jeszcze jednego tego pieroga. A kiedy już go przeżuł, a droga, na której wylądowali była dość prosta, chociaż z nieba wciąż leciały gęste, duże płatki śniegu, aż Madox musiał włączyć wycieraczki, to jego ciemne oczy na moment odszukały tych jej brązowych. Na chwilę, bo zaraz on znowu patrzył na drogę, która przez ten śnieg była średnio widoczna, dobrze chociaż, że póki co przejezdna.
- To powiesz mi... - zaczął i zerknął znowu w jej kierunku - co Cię łączy z Galenem Wyattem? - wypalił, ale nie dawało mu to wcale spokoju, wierciło mu dziurę w brzuchu, gdzieś w okolicy tej rany. A jeśli myślała, że przekupi go pierogami, to jednak była w błędzie, chociaż... Jakby zrobiła je Pilar, a one wciąż by tak wybornie smakowały, to by go na pewno przekupiła, zamknęła mu usta, a jednak w tej chwili to ważniejsze dla niego było, czy jednak coś ich łączy, czy nie. Ważniejsze od pierogów Ginny.
- Tylko... nie rób ze mnie głupka Pilar - dodał jeszcze poważnie i znowu spojrzał na nią z ukosa. Może i oni przecież nigdy się nie określili i Madox powinien to mieć w dupie...
Nie, wróć, on się akurat jej określił już bardzo dużo razy. Kiedy wyznawał jej miłość, i kiedy żartował, że jest jego dziewczyną, albo on jej facetem. Tylko może to właśnie były takie żarty? Może Stewart wcale nie traktowała go poważnie? Traktowała, przecież sama mu to mówiła nawet ostatnio w klubie.
Pilar Stewart
Tylko czy on naprawdę był taki głupi, żeby tego nie zauważyć? Zawiesił się gdzieś miedzy tymi jej słowami, że zna własną sprawę, a tym jak tłumaczył Anie, że te słowa, których oni używają z Pilar są złe i dla dorosłych, a Ginny by się mogła za nie pogniewać, więc lepiej ich nie używać.
Bo Madox teraz zaczął się nad tym zastanawiać, analizować, czy coś jest na rzeczy, czy wcale nie? Jak on przy niej, to nie umiał wcale myśleć logicznie, tracił całą swoją czujność, może jednak w tym wypadku też ją stracił?
Stracił też rachubę czasu, kiedy rozdawał te prezenty, bo zrobiło się naprawdę późno, a Ginny nawet zaczęła gonić te najmniejsze dzieciaki do łóżek, a później jeszcze im podziękowała za wszystko i dała pierogi. Chociaż Madox tak nie do końca wiedział czym są, ale wyglądały jak empanady, więc musiały być zajebiste.
- Dlatego, że bardzo chcę - odpowiedział od razu, nawet dobrze mu się siedziało na fotelu pasażera, mógł sobie jeść pierniczki, wyglądać przez okno, nie narzekał. Ale przecież kiedy on będzie prowadził, to ona nie będzie mogła nagle stanąć na poboczu i wysiąść, więc to na plus, szybciej dotrą do domu. Zresztą Madox lubił mieć wszystko pod kontrolą, a dzisiaj to trochę zaczynał czuć, że ją traci.
Czy ona tak się czuła, kiedy dostał tego smsa od Jamie? Ale to była jedna głupia wiadomość. A przede wszystkim to nie rzucał wszystkiego, żeby lecieć do niej oddzwonić. Dzieci z prezentami i Stewart.
Złapał kluczyki, które mu rzuciła i trzymając je w zębach, ubrał się do końca, i nawet wciągnął na głowę kominiarkę, bo na dworze było bardzo zimno. Co Madox miał okazję już doświadczyć na własnym tyłku, kiedy wieszał ten znak.
- Jak przyleciałem do Kanady to w ogóle nie umiałem tutaj jeździć w zimę, to jest jakieś pojebane - mruknął zasuwając kurtkę pod szyję, a później to już wyszli i wsiadali do samochodu. Madox odsunął sobie fotel i poprawił lusterko, a później wyjechał z podjazdu jakoś tak może zbyt energicznie, bo w niebo strzeliło trochę śniegu spod kół, ale on chyba zapomniał, że to nie jego audi, które mógł trochę bardziej docisnąć. Chociaż tę jej Toyotę też cisnął, tyle ile fabryka dała.
Włączył ogrzewanie, a kiedy powietrze się odrobinę zagrzało, to w końcu ściągnął swoją kominiarkę i rzucił ją na szybę. Na początku nawet nie zwracał uwagi na te całe pierogi, ale kiedy Pilar zaczęła tak mruczeć pod nosem, to odwrócił się w jej kierunku. I chociaż na początku nawet chciał jej powiedzieć, że nie chce, co w ogóle znaczyłoby chyba, że jest chory, bo Madox to jedzenia, a już zwłaszcza domowego, nigdy nie odmawiał, ale kiedy przystawiła mu tego pieroga pod nos i poczuł jego zapach, to aż w brzuchu mu zaburczało.
- Ale to pachnie - mruknął, a później to już wpakował sobie tego pieroga do buzi, przy okazji oblizując jej palce. To chyba rzeczywiście było ja pierdole, jakie dobre, bo Madox też aż zamruczał kiedy go przeżuwał.
- Ginny to robiła? Czy jej babka? Bo nie zrozumiałem, ale jeśli Ginny to zawracam i tam zamieszkam - powiedział, kiedy już przełknął, a Stewart pakowała sobie do ust kolejnego pieroga - jeszcze jeden dla Madoxa - rzucił i przysunął się do niej, żeby mu dała jeszcze jednego tego pieroga. A kiedy już go przeżuł, a droga, na której wylądowali była dość prosta, chociaż z nieba wciąż leciały gęste, duże płatki śniegu, aż Madox musiał włączyć wycieraczki, to jego ciemne oczy na moment odszukały tych jej brązowych. Na chwilę, bo zaraz on znowu patrzył na drogę, która przez ten śnieg była średnio widoczna, dobrze chociaż, że póki co przejezdna.
- To powiesz mi... - zaczął i zerknął znowu w jej kierunku - co Cię łączy z Galenem Wyattem? - wypalił, ale nie dawało mu to wcale spokoju, wierciło mu dziurę w brzuchu, gdzieś w okolicy tej rany. A jeśli myślała, że przekupi go pierogami, to jednak była w błędzie, chociaż... Jakby zrobiła je Pilar, a one wciąż by tak wybornie smakowały, to by go na pewno przekupiła, zamknęła mu usta, a jednak w tej chwili to ważniejsze dla niego było, czy jednak coś ich łączy, czy nie. Ważniejsze od pierogów Ginny.
- Tylko... nie rób ze mnie głupka Pilar - dodał jeszcze poważnie i znowu spojrzał na nią z ukosa. Może i oni przecież nigdy się nie określili i Madox powinien to mieć w dupie...
Nie, wróć, on się akurat jej określił już bardzo dużo razy. Kiedy wyznawał jej miłość, i kiedy żartował, że jest jego dziewczyną, albo on jej facetem. Tylko może to właśnie były takie żarty? Może Stewart wcale nie traktowała go poważnie? Traktowała, przecież sama mu to mówiła nawet ostatnio w klubie.
Pilar Stewart