It's beginning to look a lot like fuck this
: pn sty 12, 2026 2:21 pm
Pamiętał dzień przeprowadzki i ich morderczy sprint przez trzy piętra w obie strony.
Każdy karton wypakowany po brzegi klamotami Dylana zdawał się ważyć więcej im mniej ich zostało, równolegle utykanie Gauthiera zaczęło stawać się bardziej zauważalne i nawet Milo, który potrafił być wyjątkowo krótkowzroczny na oczywiste sygnały zwrócił uwagę na jego grymasy, cięższe westchnienia i dłuższe postoje na klatce schodowej. Wówczas dał się łatwo przekonać - to nic poważnego - więc nie indagował, biorąc na siebie resztę bieganiny. Teraz dopiero, prawie pół roku później poznawał prawdziwy powód.
W słabym świetle odpowiednim do przysypiania a nie przeprowadzania wnikliwych obserwacji urazów Dylana rzeczywiście były ledwo widoczne. Dopiero kiedy przy ruchu ciepłe refleksy spod klosza koślawej lampy przeciekały poprzez nierówną strukturę blizn dało się je łatwiej zauważyć, a gdy spojrzenie Rivery napotykało jakąś nową, bezmyślnie kierował swoje palce w stronę perlącej się tkanki o charakterystycznie porwanych krawędziach.
Właściwie miałem nadzieję, że nie zauważysz.
Wydał z siebie pokraczny, niejednoznaczny dźwięk, tak, jakby chciał do stanowczo opieprzyć, ale zapomniał jak ubrać myśl w słowa i wyszedł mu jakiś komiczny pisk, jakby ktoś nadepnął na żabę.
Nie dlatego, że był na niego zły, po prostu na swój sposób rozumiał bez względu na to, że skojarzenie i dotychczasowo nabyta teoria sugerowałaby wyrażenie współczucia. Poza tym w tym momencie wręcz przyrósł do jego ramienia i po części przez przerażającą świadomość, że tak niewiele brakowało by nigdy go nie poznał i po trochu przez alkohol wciąż obecny między ledwo klejącymi się do siebie wnioskami, Milo chyba uznał, że jest to jedyne miejsce w jakim teraz powinien być i było aż nazbyt oczywiste, że odklejenie go od Gauthiera miało w najbliższym czasie graniczyć z cudem.
Stuknięty czołem pociągnął nosem z rozdrażnieniem, uciekł przed ręką ocierającą mu policzek wciskając po prostu twarz w ciepłe załamanie między mięśniem ramienia a klatką piersiową, bo potrzebował chwili by przeprocesować to wszystko powoli i swoimi metodami.
Najbardziej problematyczną częścią był brak odniesienia do podobnych sytuacji w jego życiu. Nigdy wcześniej nie posiadał tak bliskiej osoby, która wręcz namacalnie nosiła na skórze wymowne napomnienie, że czysty przypadek stanowił o jej obecności, a Rivera nienawidził przypadków jak wszystkiego, na co nie posiadał wpływu.
一 Zacznę zapinać pasy 一 wymamrotał wreszcie, po paru minutach upartej ciszy przetykanej wyłącznie nieeleganckimi pociągnięciami nosem. Uścisk jego dłoni wokół ramienia Gauthiera zelżał, a jego ciało rozluźniło się częściowo pozwalając, by metoda głębokich oddechów dokończyła dzieła. 一 Okay, teraz to ma sens. To, że zawsze dostawałeś piany na pysku kiedy woziłem nas Klekotem po zakupy.
Bo z ich dwóch Milo jak dotąd nie miał przełomowego momentu w życiu, który skłoniłby go do udowodnienia, że prawo jazdy jakim się posługiwał nie było fałszywką. Od dwóch lat było prawdziwe, ale przyzwyczajenia pozostały.
Kiedy wreszcie dotarło do niego - w jakimś stopniu przynajmniej - że Dylan nie wyparuje mu nagle żadnym magicznym sposobem, Milo przestał trzymać się go kurczowo jak tonący koła ratunkowego. Brodę oparł mu na ramieniu i zerknął z ukosa na jego twarz, od razu napotykając równie czujne spojrzenie z drugiej strony. Rzęsy pozlepiały mu się od wcześniejszego płaczu i teraz wyglądały jak mokre piórka, z oczami nadal szklistymi, ale raczej nie zanosiło się na kolejne załamanie.
一 Zdejmij 一 odparł bez ogródek, nie tracąc ani odrobiny spokoju, który po przejściu małego emocjonalnego sztormu naturalnie wypełnił lukę po jego odejściu.
Kiedy jego dłoń wcisnęła się pomiędzy jedno ciało a drugie poczuł natychmiastową, intuicyjną chęć powrócenia do poprzedniej pozycji, ale zamiast tego palcami wyprawił się poprzez cały poharatany szlaczek biegnący wzdłuż żeber, bok i tam, gdzie jeszcze był w stanie prześledzić bliznę na biodrze zanim natrafił na blokadę w postaci grubego jeansu.
Wnioskując z tego, co jak dotąd streścił mu Gauthier, pod spodem mógł spodziewać się podobnego widoku, zwłaszcza, że o ile dobrze zrozumiał, obecnie najbardziej dokuczało mu kolano.
一 Poważnie, chciałbym... jeżeli nie masz nic przeciwko, tak? To wolałbym już wszystko, skoro zrobiłeś się taki odważny.
Potrzebował tego kiepskiego żartu, podejrzewał, że być może Dylan również, bo sam chwilę temu posiłkował się czymś podobnym, mimo że Milo miał ochotę strzelić go za to w ucho. Był na kilku treningach, i wcześniej, gdy jeszcze udawał, że robi to wyłącznie po to, aby zabrać się z Gauthierem po drodze, i teraz, gdy zyskał zasłużone prawo i pozycję, aby pojawiać się na trybunach ilekroć miał na to po prostu ochotę. Fakt, najczęściej ślęczał wówczas nad laptopem, to jedno się nie zmieniło, opcjonalnie chował się za książką, aczkolwiek co jakiś czas unosił wzrok, chwilę błądził po parkiecie w poszukiwaniu tej jednej sylwetki ze znajomym numerem na koszulce i gdy już trafił - albo nawiązał z nim łutem szczęścia kontakt wzrokowy - momentalnie pochylał głowę by zasłonić idiotycznie zadowolony z siebie uśmiech.
W niektóre dni Gauthier zaszczycał go po treningu swoją obecnością jeszcze przed prysznicem i wówczas Rivera wiedział, że przez cały mecz biegał z piłką po sali bez przerwy, w inne zauważał, jak mężczyzna schodzi ledwie po kwadransie, rozdrażniony, zmierzający na ławkę by obserwować resztę gry z ręcznikiem i butelką wody w ręce. Wtedy nie rozumiał.
一 Poza tym uwierz mi, widziałem jak czasami zapieprzasz po parkiecie. Mogę spokojnie przekalkulować, że odpowiadasz za więcej niż połowę udanych akcji po waszej stronie, więc albo masz ogromny talent, albo reszta waszej drużyny posysa bardziej niż ja w mahjonga.
Dylan Gauthier
Każdy karton wypakowany po brzegi klamotami Dylana zdawał się ważyć więcej im mniej ich zostało, równolegle utykanie Gauthiera zaczęło stawać się bardziej zauważalne i nawet Milo, który potrafił być wyjątkowo krótkowzroczny na oczywiste sygnały zwrócił uwagę na jego grymasy, cięższe westchnienia i dłuższe postoje na klatce schodowej. Wówczas dał się łatwo przekonać - to nic poważnego - więc nie indagował, biorąc na siebie resztę bieganiny. Teraz dopiero, prawie pół roku później poznawał prawdziwy powód.
W słabym świetle odpowiednim do przysypiania a nie przeprowadzania wnikliwych obserwacji urazów Dylana rzeczywiście były ledwo widoczne. Dopiero kiedy przy ruchu ciepłe refleksy spod klosza koślawej lampy przeciekały poprzez nierówną strukturę blizn dało się je łatwiej zauważyć, a gdy spojrzenie Rivery napotykało jakąś nową, bezmyślnie kierował swoje palce w stronę perlącej się tkanki o charakterystycznie porwanych krawędziach.
Właściwie miałem nadzieję, że nie zauważysz.
Wydał z siebie pokraczny, niejednoznaczny dźwięk, tak, jakby chciał do stanowczo opieprzyć, ale zapomniał jak ubrać myśl w słowa i wyszedł mu jakiś komiczny pisk, jakby ktoś nadepnął na żabę.
Nie dlatego, że był na niego zły, po prostu na swój sposób rozumiał bez względu na to, że skojarzenie i dotychczasowo nabyta teoria sugerowałaby wyrażenie współczucia. Poza tym w tym momencie wręcz przyrósł do jego ramienia i po części przez przerażającą świadomość, że tak niewiele brakowało by nigdy go nie poznał i po trochu przez alkohol wciąż obecny między ledwo klejącymi się do siebie wnioskami, Milo chyba uznał, że jest to jedyne miejsce w jakim teraz powinien być i było aż nazbyt oczywiste, że odklejenie go od Gauthiera miało w najbliższym czasie graniczyć z cudem.
Stuknięty czołem pociągnął nosem z rozdrażnieniem, uciekł przed ręką ocierającą mu policzek wciskając po prostu twarz w ciepłe załamanie między mięśniem ramienia a klatką piersiową, bo potrzebował chwili by przeprocesować to wszystko powoli i swoimi metodami.
Najbardziej problematyczną częścią był brak odniesienia do podobnych sytuacji w jego życiu. Nigdy wcześniej nie posiadał tak bliskiej osoby, która wręcz namacalnie nosiła na skórze wymowne napomnienie, że czysty przypadek stanowił o jej obecności, a Rivera nienawidził przypadków jak wszystkiego, na co nie posiadał wpływu.
一 Zacznę zapinać pasy 一 wymamrotał wreszcie, po paru minutach upartej ciszy przetykanej wyłącznie nieeleganckimi pociągnięciami nosem. Uścisk jego dłoni wokół ramienia Gauthiera zelżał, a jego ciało rozluźniło się częściowo pozwalając, by metoda głębokich oddechów dokończyła dzieła. 一 Okay, teraz to ma sens. To, że zawsze dostawałeś piany na pysku kiedy woziłem nas Klekotem po zakupy.
Bo z ich dwóch Milo jak dotąd nie miał przełomowego momentu w życiu, który skłoniłby go do udowodnienia, że prawo jazdy jakim się posługiwał nie było fałszywką. Od dwóch lat było prawdziwe, ale przyzwyczajenia pozostały.
Kiedy wreszcie dotarło do niego - w jakimś stopniu przynajmniej - że Dylan nie wyparuje mu nagle żadnym magicznym sposobem, Milo przestał trzymać się go kurczowo jak tonący koła ratunkowego. Brodę oparł mu na ramieniu i zerknął z ukosa na jego twarz, od razu napotykając równie czujne spojrzenie z drugiej strony. Rzęsy pozlepiały mu się od wcześniejszego płaczu i teraz wyglądały jak mokre piórka, z oczami nadal szklistymi, ale raczej nie zanosiło się na kolejne załamanie.
一 Zdejmij 一 odparł bez ogródek, nie tracąc ani odrobiny spokoju, który po przejściu małego emocjonalnego sztormu naturalnie wypełnił lukę po jego odejściu.
Kiedy jego dłoń wcisnęła się pomiędzy jedno ciało a drugie poczuł natychmiastową, intuicyjną chęć powrócenia do poprzedniej pozycji, ale zamiast tego palcami wyprawił się poprzez cały poharatany szlaczek biegnący wzdłuż żeber, bok i tam, gdzie jeszcze był w stanie prześledzić bliznę na biodrze zanim natrafił na blokadę w postaci grubego jeansu.
Wnioskując z tego, co jak dotąd streścił mu Gauthier, pod spodem mógł spodziewać się podobnego widoku, zwłaszcza, że o ile dobrze zrozumiał, obecnie najbardziej dokuczało mu kolano.
一 Poważnie, chciałbym... jeżeli nie masz nic przeciwko, tak? To wolałbym już wszystko, skoro zrobiłeś się taki odważny.
Potrzebował tego kiepskiego żartu, podejrzewał, że być może Dylan również, bo sam chwilę temu posiłkował się czymś podobnym, mimo że Milo miał ochotę strzelić go za to w ucho. Był na kilku treningach, i wcześniej, gdy jeszcze udawał, że robi to wyłącznie po to, aby zabrać się z Gauthierem po drodze, i teraz, gdy zyskał zasłużone prawo i pozycję, aby pojawiać się na trybunach ilekroć miał na to po prostu ochotę. Fakt, najczęściej ślęczał wówczas nad laptopem, to jedno się nie zmieniło, opcjonalnie chował się za książką, aczkolwiek co jakiś czas unosił wzrok, chwilę błądził po parkiecie w poszukiwaniu tej jednej sylwetki ze znajomym numerem na koszulce i gdy już trafił - albo nawiązał z nim łutem szczęścia kontakt wzrokowy - momentalnie pochylał głowę by zasłonić idiotycznie zadowolony z siebie uśmiech.
W niektóre dni Gauthier zaszczycał go po treningu swoją obecnością jeszcze przed prysznicem i wówczas Rivera wiedział, że przez cały mecz biegał z piłką po sali bez przerwy, w inne zauważał, jak mężczyzna schodzi ledwie po kwadransie, rozdrażniony, zmierzający na ławkę by obserwować resztę gry z ręcznikiem i butelką wody w ręce. Wtedy nie rozumiał.
一 Poza tym uwierz mi, widziałem jak czasami zapieprzasz po parkiecie. Mogę spokojnie przekalkulować, że odpowiadasz za więcej niż połowę udanych akcji po waszej stronie, więc albo masz ogromny talent, albo reszta waszej drużyny posysa bardziej niż ja w mahjonga.
Dylan Gauthier