Strona 4 z 4

i'm not a violent dog, i don't know why i bite

: wt sty 13, 2026 4:01 pm
autor: helena peregrine
Od dłuższego czasu nie pozwalała sobie myśleć o posiadaniu rodziny, dzieci, wnuków. W głębi serca zawsze tego chciała, ale niepozamykane rodzinne sprawy wisiały nad tą wizją jak gęsta od napięcia, czarna chmura.
Może to dlatego tak jej się spieszyło z pokonywaniem demonów. Żeby móc pomyśleć o czymś po drugiej stronie wiecznej zawieruchy, jaką do tej pory było jej życie; domu, dzieciach i psie. Leniwych porankach, w które nie trzeba nic gonić ani przed niczym uciekać. Pragnieniach, które na razie brzmią iście abstrakcyjnie, bo wszystko, co Helena umie, najlepiej sprawdza się właśnie w zamęcie. W końcu nigdy nie planowała zatrudniać się w policji, a jednak tu właśnie skończyła: z otwartymi sprawami, w zawieszeniu przed kolejnym wybuchem.

Kiwa ze zrozumieniem głową; przeprocesowanie wszystkiego, co zdarzyło się w banku, zapewne dla żadnego z uczestników nie będzie błyskawicznym procesem. Potem zamiera na moment z kawałkiem bułki przed ustami. — Wiesz, gdzie mnie znaleźć, jeśli przyjdzie — mówi. W jej głosie brzmi coś dziwnego, ale słowa są pewne. Oferta jest szczera. Peregrine wrzuca do ust kawałek bułki i chwyta filiżankę z herbatą, by sprawdzić, czy wciąż jest za gorąca do picia. Dmucha na nią ostrożnie, a komentarz Darling sprawia, że prycha prosto w kubek. Macha jeszcze ręką na przeprosiny Teddy, bo sarkastyczne komentarze wcale jej nie urażały.

Nie. Bardziej chodziło mi o przyzwyczajenie grupy do nowego stanu rzeczy inaczej, niż w akcji. W końcu macie nową strażaczkę na pokładzie. I moją pierwszą myślą był paintball, ale... — wzrusza ramionami. Żałoba to nie coś, z czym można ludzi pospieszać, ale życie toczy się dalej – a to w zawodzie Darling szczególnie szybko. Co z tego co mówiła Teddy, wyglądało na to, że ona sama nie miała problemu ze skupieniem się nad tu i teraz i zaadaptowaniem do nowej sytuacji, ale inaczej już było chociażby z Donovanem, jeśli jego złość odbijała się na reszcie zespołu. Peregrine nie wyklucza jednak, że wyciąga zbyt dalekoidące wnioski, ale wiedziała co nieco o gniewie i nie sposób było powstrzymać myśli od wędrowania w stronę potencjalnych rozwiązań.

Upija łyk herbaty, jak się okazuje – jeszcze zbyt gorącej. Mruczy bardzo ciche przekleństwo i przykłada palce do ust, zaraz wbijając wzrok w wymierzony w nią wypiek.
Ja? — powtarza z pewną dozą dezorientacji, zanim Darling nie precyzuje swojego pytania. — Hm — mruczy, sięgając po własną bułkę i rozrywając kolejną warstwę ciasta na strzępy. — Nie, nie twierdzę, że to moja wina. Gdybym nie znalazła wiadomości, byłoby dużo gorzej — powtarza te słowa trochę jak mantrę; musiała usłyszeć je wiele razy, zanim wreszcie zakorzeniły się w jej głowie. — Mogłam temu zapobiec... — przekręca lekko głowę, ślad bezsilnego wkurwienia odbija się echem w tym ruchu — ale nie ma sensu drążyć w tym, co mogłoby być. Muszę się skoncentrować na złapaniu sprawcy i tyle. — Ostatnie słowa brzmią jak westchnienie, po którym Helena wpycha sobie cynamonkę do ust. Przerobiła już w myślach różne konfiguracje tego, co mogło stać się w banku, gdy nie mogła spać. Dała z siebie wszystko, to na pewno – być może znajoma gorycz wynikająca z faktu, że to ponownie nie wystarczało, trzymała się jej zbyt uporczywie, by potrafiła na tym spocząć.

koniec
teddy darling