Strona 4 z 4

something ain't right here

: ndz mar 29, 2026 11:40 pm
autor: David Harrison
Posłał w stronę Pilar lekki uśmiech, bo no, uznał jej słowa za pochwałę - a on naprawdę robił co mógł i starał się najlepiej jak mógł, by zgubić gagatków.
- Granie w Need for speed się opłaciło. - rzucił, puszczając Stewart oczko - choć rzecz jasna żartował, bo ostatni raz, kiedy odpalił tę wyścigową gierkę, miało miejsce z mniej więcej 10 lat temu. Potem było wojsko, policja i nie było czasu na gierki.
Naprawdę odetchnął z ulgą, gdy pozbył się ogona. Miał ochotę zacząć śpiewać We are the champions lecz powstrzymał się, bo nie chciał, by Pilar zaczęły krwawić uszy. Oj jeszcze kilka dobrych minut serducho mu szybko waliło i mimo wszystko, gdy podjeżdżał pod laboratorium, sprawdzał w lusterkach, czy aby nie widać ciemnego auta, które ich wcześniej goniło. Musiał zapalić. Wyszedł z auta, gdy Pilar poszła oddać próbkę - skinął jej głową, gdy oznajmiła, że przekazanie zdobytego moczudrinka, zajmie około 3 minut. Oczywiście słysząc o trunku, automatycznie oczy mu się zaświeciły bo w sumie... wypić coś procentowego po takiej akcji, faktycznie było dobrym pomysłem.
- Na wszelki wypadek, daję Ci dodatkowe 15 minut ale ani minuty dłużej, bo odjadę. - taki był hojny i łaskawy - czyli łącznie miała 18 minut, na załatwienie sprawy. Wyciągnął ze schowka paczkę fajek, wyciągnął jedną i zapalił. Przy okazji zaczął dokonywać oględzin, by mieć pewność, że autko wytrzymało i opony były w dobrym stanie. Po skończonych oględzinach, dopalił fajka, dogasił go butem, wyrzucił do najbliższego kosza, a potem wsiadł z powrotem do auta i czekał. Gdy tak czekał, przed oczami miał obrazy z dzisiejszego wieczora.
- Aj, aj, Pani kapitan. - powiedział, choć nie jechał do maczka, a gdzieś, gdzie będą mogli zarówno dobrze zjeść, jak i dobrze się napić, czyli do typowo prawdziwej amerykańskiej knajpy, gdzie burgery były większe niż w maku.
Podróż do restauracji zajęła mniej więcej dwadzieścia minut - oczywiście było sporo aut, a w środku, frekwencja też była niezła.
- Dobry wieczór. Stolik dla dwóch osób? - przywitała i zapytała kelnerka, która po chwili do nich podeszła.
- Dobry wieczór i tak, dokładnie. Dla dwóch osób. - potwierdził David, kiwając głową.
- Czy była rezerwacja? - spytała kelnerka.
- Nie. - odpowiedział Harrison zgodnie z prawdą.
- Oj... to może być ciężko ale może coś się akurat zwolniło. - powiedziała kelnerka i poprosiła, by David i Pilar poszli za nią. David już miał mówić, że dziękują i przyjdą kiedy indziej, gdy nagle ludzie wstali od jednego stolika i zaczęli iść w kierunku wyjścia.
- O, to tam mogę Państwa zaprosić. i po tych słowach kelnerki, David zaczął iść by po dotarciu do stolika, zająć miejsce. Stolik był przy oknie, które wychodziło na budynek obok - a dokładniej kawiarnię. Kelnerka zaraz przyniosła menu, a David praktycznie od razu wiedział, jakiego chciał.
- Big Texas Burger, to jest to, na co teraz mam ochotę. Tylko nie wiem co do picia... narobiłaś mi ochoty na rum, tylko potem, musielibyśmy wracać uberem. - stwierdził, wzdychając. Pewnie u niego skończy się na albo bezalkoholowym drinku, albo na coli.

Pilarito

something ain't right here

: śr kwie 08, 2026 1:12 am
autor: Pilar Stewart
Dał jej osiemnaście minut.
Ona wyrobiła się w pięć.
Pilar nie umiała z small talki. Albo rozmawiała z kim w pełnym wymiarze konwersacji, zadając pytania i słuchając ze zrozumieniem oraz zaangażowaniem, albo nawet nie szczyciła się na cokolwiek więcej niż powód, dla którego przyszła. Tego wieczoru miejsce miało to drugie: wpadła, rzuciła pudełkiem na mocz, w którym tak naprawde znajdował się drink z klubu i wyszła. Po prostu. Bez zbędnego pierdolenia.
Wróciła do samochodu, uśmiechając się przy tym serdecznie do swojego partner in crime, a kiedy zapinała pas, pociągnęła kilkakrotnie nosem, doskonale zdając sobie sprawę, jaki zapach właśnie wypełniał środek samochodu.
Paliłeś beze mnie? — spojrzała wymownie na Harrisona i powiedzieć, że lekko się oburzyła, to jak nic nie powiedzieć. — No wiesz co — mruknęła jeszcze pod nosem i wcisnęła klamrę w odpowiednie miejsce. I co? I oczywiście odwróciła głowę w stronę okna. Bo co ten Davidek sobie myślał? Dobra, może to nie był skręt, ale jej po tym całym pościgu również należał się petek, a on nawet na nią nie zaczekał. Miał szczęście, że chociaż zabierał ją na jedzenie, bo inaczej by się pewnie na siebie pogniewali. A przynajmniej ona na niego.
Chociaż zaraz okazało się, że wcale nie jechali do maczka, a do jakiejś knajpy, która zawodowo zajmowała się smażeniem burgerów. Oczywiście, że w piątek wieczór było ciężko o miejsca, jednak całe szczęście na ładne oczy Harrisona, kelnerka znalazła dla nich wolny stolik, w dodatku przy oknie. Stewart rozsiadła się wygodnie, wzdychając głośno, jakby dopiero teraz poczuła, jak bardzo intensywny to był dzień.
Co z twoimi kuponami? — spytała praktycznie od razu, przy okazji odbierając od kelnerki otwarte już menu. Jej uwadze wcale nie uszło podejrzliwie spojrzenie. Jakby chciała im powiedzieć, że u nich wcale nie było żadnych kuponów, jednak całe szczęście postanowiła się nie odezwać wcale. A może zauważyła, że Pilar nie miała butów?! To też mógł być dobry powód, żeby patrzeć na kogoś krzywo. Szczególnie w porządnej knajpie.
Rzuciła okiem na spis pozycji w menu i oczywiście stanęła przed swoim odwiecznym problemem głodomora: miała ochotę na wszystko. Nie potrafiła się zdecydować, więc kiedy David powiedział, co będzie zamawiać, ona osadziła na nim ciemne spojrzenie.
Ja to samo. Tylko chce dużo frytek — oznajmiła zadowolona i trzasnęła księżniczką, rozsiadając się wygodnie. — A pijemy Cuba Libre — to nawet nie podlegało dyskusji. — Weźmiesz sobie uberka na chatę. Albo ja cię odwiozę — powiedziała odpowiedzialna kobieta, która przecież byłaby pod równie mocnym wpływem, co on. Kiedy Pilar Stewart zaczęła tak naginać prawo? Cóż, może miał z tym coś wspólnego jeden gangus z tatuażami i pięknym uśmiechem… może.
Bezczelną ciekawość i brak filtrów za to miała w sobie od zawsze, dlatego kiedy tylko Harrison złożył za nich obojga zamówienie, Pilar nachyliła się nad stołem, podpierając się na łokciach i przyjrzała mu się uważnie.
To opowiadaj — rzuciła kompletnie bez kontekstu, przez moment ignorując jego zaskoczoną minę. — Powiedziałeś, że opowiesz mi o tej swojej dziewczynie, jak już usiądziemy w spokoju przy drinku. No to jesteśmy — wyszczerzyła się do niego szczerze. Serio, po tak ciężkim dniu naprawdę należało im się chociaż t r o c h ę normalności i rzeczy, które przeciętni ludzie robili na co dzień. Jak rozmawianie o miłosci.

Davidos

something ain't right here

: śr kwie 15, 2026 11:17 pm
autor: David Harrison
David miał ochotę skłamać, lecz jaki był sens? Doskonale wiedział, że zapachu od szluga zbyt szybko się nie pozbędzie. Westchnął głośno i spojrzał na Pilar.
- Nie sądziłem, że tak szybko wrócisz. Wybacz. - wyjaśnił, choć zdawał sobie sprawę, że to była bardzo słaba wymówka. W sumie nie potrafił logicznie się z tego zajścia wytłumaczyć. Jemu pewnie też by było smutno, gdyby Stewart postanowiła zapalić bez niego. Szczególnie po takiej AKCJI.
- Zapalimy po jedzeniu? I słuchaj, nawet dwoma Cię poczęstuję. Chyba że po prostu mam Ci postawić dwa drinki? - spytał, próbując wymyślić coś, co mógłby zrobić jako rekompensatę. Oczywiście był też skłonny wysłuchać propozycji Pilar oraz ją rozważyć, aczkolwiek podwójne fajki oraz drinki były pierwszym, co mu przyszło do głowy, dlatego je wypowiedział. Miał tylko nadzieję, że ten cały foch nie będzie trwał zbyt długo, bo chciałby zjeść w miłej atmosferze.
Parsknął śmiechem, gdy usłyszał pytanie o kupony.
- Wykorzystam je może jutro? - wzruszył ramionami. - Albo, wracając, wstąpię do jakiegoś 24-godzinnego maka. - bo czemu nie? Na stacji kolejowej mógł być taki, ale to oczywiście mógł sprawdzić potem - o ile nie zapomni. A jeśli jednak wypadną mu z głowy kupony, będzie wiedział, gdzie podjechać na lunch następnego dnia. W sumie zaskoczyła go Pilar tym pytaniem, ponieważ myślał, że już dawno zdążyła zapomnieć o posiadanych przez niego kuponach.
Skinął głową, przyjmując informację o tym, co chciała Stewart do swojego burgera.
Uniósł brew, bo nie nastawiał się na drinkowanie, ale w sumie… obydwoje zasługiwali na wypicie czegoś mocniejszego niż wody czy soku.
- Niech Ci będzie Stewart. - podniósł ręce w poddańczym geście i przywołał kontaktem wzrokowym kelnerkę.
- Nie wątpię w Twoje umiejętności prowadzenia pojazdu, jednak chyba lepiej będzie, jak obydwoje wrócimy Uberem. Najwyżej weźmiemy jeden wspólny. - odparł, bo nie chciał, by Pilar się coś stało, a jednak prowadzenie po procentach było dość… ryzykowne. - Poprosimy dwa razy Big Texas Burger w zestawie, z czego do jednego zestawu proszę doliczyć podwójną porcję frytek. A do picia dwa razy Cuba Libre. - złożył zamówinie, gdy kelnerka była już tuż obok stołu.
- Zostawić Wam jedną kartę? - spytała kelnerka, bo oczywiście mogła zabrać od razu dwie.
- Tak. Niech będzie. Może potem jeszcze się skusimy na jakiś deser. - powiedział, puszczając kelnerce oczko.
Parsknął znowu śmiechem, bo właśnie przekonał się po raz drugi, że Pilar go słuchała. I to nawet uważnie słuchała.
- Jestem pod wrażeniem, że to zapamiętałaś, Stewart. Naprawdę. - odparł, wskazując na nią palcem wskazującym. No ale cóż, faktycznie tak powiedział, więc musiał słowa dotrzymać.
- A bo była taka jedna. Catherine się nazywała i w sumie dalej nazywa. Poznaliśmy się po tym, jak oberwała ode mnie piłką od siatkówki. Nie sądziłem… że też jej się spodobam, ale no, zaczęliśmy chodzić ze sobą. Potem ja poszedłem do wojska, pisaliśmy listy, spotykaliśmy się, gdy miałem przepustkę, aż do pewnego czasu… - zrobił krótką przerwę, by wykonać głęboki wdech, a zaraz potem wydech.
- Dostałem list, w którym dowiedziałem się, że z nas już nic nie będzie, a ona kogoś poznała i jest szczęśliwa. Myślałem… myślałem, że świat się pode mną zapadł, wiesz? Miałem ochotę stanąć na środku pola bitwy i pozwolić, by pociski przeze mnie przeleciały. - tak właśnie było. Serce go bolało i miał wrażenie, że już nic nie miało sensu po przeczytaniu tamtego listu.
- Po tym jak nie kontynuowałem służby, pojechałem pod jej dom. Drzwi otworzyła jej matka i powiedziała, żebym dał sobie spokój. Że Cath tam nie ma, ale żebym więcej nie przyjeżdżał, bo nie ma sensu. Bo jej córka ruszyła dalej i mi radzi to samo. - kolejna przerwa, by westchnąć i przeczesać dłonią włosy. Mimo że już któryś raz o tym opowiadał, zawsze gdzieś tam w środku był wściekły na siebie. Bo powinienem był szukać Cath, a nie ufać słowom jej mamy.
- No i całkiem niedawno wyobraź sobie, że na siebie wpadliśmy. Byłem głodny, więc wstąpiłem do greckiej knajpy, nie wiedząc, że ona tam pracuje… i wiesz, kiedy ją zobaczyłem… te wszystkie wspomnienia Pilar one… one wróciły. I to jakby ze zdwojoną siłą. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem… znaczy, w samochodzie mi potem powiedziała, że nic nie wie o liście i nikogo nie miała. I ja już po prostu nic nie rozumiem. - powiedział na koniec, ciesząc się, że kelnerka właśnie przyniosła im ich drinki. Stuknął o kieliszek Pilar.
- Za to, że dowieźliśmy próbkę i teraz możemy wreszcie zjeść coś dobrego. - wypowiedział toast, a następnie wziął kilka łyków drinka. O tak, to było to. O stokroć lepsze niż to, co pił w The Fifth.

Pilar Stewart

something ain't right here

: sob kwie 18, 2026 8:39 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Faktycznie liczyła na piepierosa po wyjściu z restauracji.
Stewart traktowała tego typu obietnice wyjątkowo poważnie i za nic nie miała zamiaru odpuszczać Harrisonowi wywiązania się ze swoich słów. Oczywiście kiedy już porządnie się najedzą burgerami, na które za-słu-ży-li. Nie dość, że misja zdawała się pójść zgodnie z planem — odnaleźli narkotyk, który był serwowany w klubie do odużania młodych i zawieźli go do badania — to jeszcze udało im się uciec szajce ochroniarzy w czarnych furach, który próbowali ich ścigać przez połowę miasta.
Należało im się.
To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji.
Siedziała dumnie wyprostowana, kiedy David składał zamówienie u kelnerki, a gdy ta zapisywała wszystko na pojedynczej, białej kartce, Pilar oczywiście musiała wtrącić swoje cztery grosze o tym, żeby frytki były powiększone, a burgery mialy w sobie dużo sosu. Była głodna jak w i l k. A potem zaśmiała się głośno, gdy Harrison był pod wielkim wrażeniem jak pamięci i tego jak wytykała mu jego własne słowa.
Oczywiście, że pamietam — prychnęła głośno. — Za kogo tym nie masz, Harrison. Pracuje w psiarni i to w dziale zabójstw. Oczywiście, że pamiętam każde, pojedyncze słowo, które do mnie wypowiedziałeś — objaśniła dumnie. Tak samo pamiętam też zeznania podejrzanych w każdej sprawie, którą prowadziła. Rzadko kiedy musiała nawet zapisywać wszystko w notatniku, bo akurat Stewart była słuchowcem. Wszystko trzymała w głowie, otoczonej gęstymi, kręconymi włosami, które zaraz zarzuciła za ramiona.
Nachyliła się do przodu, słuchając uważnie historii Davida i tego, jak opowiadał jej o Catherine. Dziewczynie, która skrada jego serce. Stewart była mało romantycznym osobnikiem, a jednak kiedy przyjaciel wspomniał o wymienianiu ze sobą listów, Pilar momentalnie westchnęła. Jeszcze kilka miesięcy temu za nic nie rozumiałaby tej ogromnej tęsknoty za drugim człowiekiem, jednak od czasu, kiedy spotykała się z Noriegą, kiedy jej serce również zyskało cudze imię, rozumiała to o wiele bardziej. Tak samo jak rozumiała, jak bardzo serce Davida musiało się złamać, kiedy dostał ten ostatni pożegnalny list, który nagle wszystko kończył. Ona też miałaby ochotę stanąć na środku pola bitwy i dać się rozstrzelać. Bo co to za życie bez tej jednej, prawdziwej miłości?
To musiało być okropne — skwitowała poruszona. W pierwszej kolejności chciała powiedzieć, że jej przykro, ale to chyba najgorsze, co można było powiedzieć w takiej sytuacji. Szczególnie, ze zaraz David dodał kolejne elementy tej historii i na które Stewart ściągnęła brwi do środka. — Czyi to nawet nie ona wysłała do ciebie ten list? To kto? Jej matka? — oczywiście człowiek mógł być po pracy, ale praca nigdy nie wychodziła z człowieka. Pilar już analizowała, zastanawiała się, snuła różna scenariusze. — Bo skoro kiedy pojawiłeś się pod jej domem, a matka tak cię zbyła, równie dobrze to ona mogła wysłać ten list? — musiała się go o to dopytać, dowiedzieć się, czy w ogóle brał to pod uwagę, skoro Cath również nie miała o niczym pojęcia. Skinieniem głowy podziękowała kobiecie, ktora przyniosła im Cube Libre i uniosła szkło w górę, przybijając swojego towarzyszowi zdrówko.
Za próbkę, która skończyła w pojemniku na mocz — dołączyła się do toastu, śmiejąc się pod nosem i piłka kilka łyków. Alkohol był o wiele lepszy niż ten w The Fifth. Tak dobry, że prawie wypiła wszystko na raz. A może dlatego, że też chciała się podzielić z Harrisonem czymś, czym nie powinna?
Wiesz… — poprawiła się na krześle, opadając na oparcie, podczas gdy jej palce osadziły się na górze szklanki i zaczęły po niej sunąć. — U mnie też się trochę odjebało — wyznała, podnosząc spojrzenie na Davida. — Ale jak komuś powiesz, Harrison, to przysięgam osobiście zrobie ci krzywdę.

Davidek :klaskacz: