between obsession and control
: sob sty 17, 2026 4:27 pm
Eliot naprawdę myślał, że to będzie spokojny wieczór. Szczególnie, że większość psiarni była na imprezie komendanta, dlatego tym bardziej nie spodziewał się, że potem do jednego będzie się musiał udać z całą gwardią policjantów, bo nagle okaże się, że mógł być psychopatą.
No kurwa.
Lubił Daltona. Nawet czasami wychodzili razem na piwo po zmianie. Traktował go trochę jak syna, którego nigdy nie miał, bo jego ukochana Dolores dała mu trzy córki i żadnego mężczyzny. Ale i tak je kochał. Całą swoją rodzinę kochał i zrobiłby dla nich wszystko. Dlatego tym bardziej ruszyła go ta sprawa. Bo przecież w końcu jego córki również kiedyś urosną, będą chodzić na imprezy, a tam czaili sie tacy potencjalni zwyrole jak Dalton. Kurwa. I to jeszcze policjant. Człowiek, któremu jako obywatel powinno sie właśnie ufać najbardziej.
Jeśli to wszystko okaże się prawdą…. tylko jakich on jeszcze dowodów potrzebował? Przecież to, co Martinez znalazła w telefonie Nicka było wystarczające, by go obciążyć i wsadzić za kraty na kilka lat. Tylko co potem? Co jak już odsiedział swój wyrok? Jak potem puścić takiego zwyrola to na wolność? Dlatego potrzebowali więcej. Potrzebowali zrobić z tego cały case i upewnić się, że Dalton za to beknie. W sądzie jak i na komendzie, kiedy już go dorwą. Oczywiście przy wyłączonych kamerach.
Do tego wszystkiego potrzebował Madoxa. Nie chciał mu ufać, ale nie miał przecież wyjścia. W końcu jako jedyny rozpracował tą sprawę, wiedział gdzie są zdjęcia, a przede wszystkim to on uratował Stewart. Gdyby nie Madox, Pilar najprawdopodobniej by już nie żyła, albo została zgwałcona. Oba scenariusze kurewsko okropne.
Aż splunął na ziemię, kiedy już wysiedli przed domem, który należał do Daltona. Nie było to nic specjalnego — zwykły szeregowiec, w którym mieszkały może z cztery inne rodziny. Eliot trzasnął drzwiami i przeszedł dookoła, czekając aż Madox łaskawie do niego dołączy. Jeden oddział policji już był na miejscu, a kiedy zauważyli, że przyjechał ich przełożony, od razu wysłali praktykanta, by zdał raport.
— Mieszkanie było zamknięte, ale ekipa rozpracowała zamek — zaczął, nabierając w płuca masę powietrza, jakby miał już w głowie przygotowany cały tekst do wyrecytowania. — Podejrzanego nie było w środku, ani żadnych śladów, żeby wrócił do domu po tym jak zbiegł. Udało nam się znaleźć jego laptop. Jest zabezpieczony hasłem. Zawiadomiliśmy informatyków, mają to rozpracować w przeciągu godziny — dziwnie słuchało się o Daltonie jako podejrzanym. Zawsze były to ciężkie chwile, kiedy ktoś z nich okazywał się szczurem lub sam wykonywał poważne wykroczenia. Pokazywało to tylko, że nikomu nie można było ufać i psychopaci potrafili chować nawet za najpiękniej zdobionymi odznakami.
— Dzięki, Tom, znikaj — machnął ręką na praktykanta, jakoś niespecjalnie się nim interesując. Może jeszcze gdyby powiedział mu coś ciekawego, a nie najbardziej oczywiste kurwa fakty… może wtedy byłby warty uwagi. Zamiast tego sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów.
— Palisz? — spojrzał na Madoxa. Oczywiście, że kurwa palił. Kto by nie palił po takim dniu? Pozwolił mu się poczęstować, a potem sam umieścił jednego w ustach i odpalił. Zaciągnął się mocno. Paradoksalnie to zawsze pozwalało mu oczyścić głowę. Wypuścić razem z dymem cały ten chaos i jakoś sobie wszystko uporządkować.
— Skąd wiedziałeś, że Dalton ma te zdjęcia? — spytał w końcu. Eliot nie był debilem ani ślepcem. Na pierwszy rzut oka było widać, że Noriega był dziwnie zaangażowany w tą sprawę. — I skąd wiedziałeś, że on jej coś dosypał? Że ją uprowadził? — mógł się domyślać, ale z drugiej strony był przecież realistą. Opierał swoje wnioski na faktach, a nie domysłach. Szczególnie takich, które za nic nie trzymały się kupy. — Nie wiem, czy to dobry pomysł, że tu jesteś — znowu się zaciągnął. — Jeszcze zaraz się okaże, że współpracowaliście — prychnął żałośnie i wypuścił z płuc wielką smugę dymu. Oczywiście nie uważał tak, ale z drugiej strony jakim cudem Noriega była aż tak dobrze doinformowany? Już jedna osoba dzisiaj wbiła im nóż w plecy — wcale by się nie zdziwił, gdyby Madox był kolejny. Chociaż podskórnie wiedział, że to chodzi o nia. Widział to jeszcze na komisariacie, kiedy Madox ciągle, jak jakaś zdarta płyta pytał jak się czuła Stewart. Nic innego go nie interesowało. I teraz chyba też. Chociaż może jeszcze Dalton.
Eliot rozejrzał się dookoła, upewniając sie, że wszyscy już byli w środku, a oni jako jedynie znajdowali się przy samochodzie. Zgarnął ostatniego, wielkiego bucha do płuc i spojrzał na Noriegę.
— Wiesz, że nie możesz go zabić? — wbił spojrzenie w jego ciemne oczy. — Szukamy go, żeby wsadzić go do pierdla, Madox. Nie tobie wydawać sądy — jego ton był poważny. Mogli sobie tutaj żartować i gdybać, ale Eliot swoje wiedział i przede wszystkim znał to spojrzenie. Chęć zemsty. Walczył z tym aż za dużo razy w swojej karierze, by tego nie poznać. I teraz widział to wszystko w Noriedze. — A teraz chodźmy sprawdzić, czy znajdziemy w środku coś sensownego.
Madox A. Noriega
No kurwa.
Lubił Daltona. Nawet czasami wychodzili razem na piwo po zmianie. Traktował go trochę jak syna, którego nigdy nie miał, bo jego ukochana Dolores dała mu trzy córki i żadnego mężczyzny. Ale i tak je kochał. Całą swoją rodzinę kochał i zrobiłby dla nich wszystko. Dlatego tym bardziej ruszyła go ta sprawa. Bo przecież w końcu jego córki również kiedyś urosną, będą chodzić na imprezy, a tam czaili sie tacy potencjalni zwyrole jak Dalton. Kurwa. I to jeszcze policjant. Człowiek, któremu jako obywatel powinno sie właśnie ufać najbardziej.
Jeśli to wszystko okaże się prawdą…. tylko jakich on jeszcze dowodów potrzebował? Przecież to, co Martinez znalazła w telefonie Nicka było wystarczające, by go obciążyć i wsadzić za kraty na kilka lat. Tylko co potem? Co jak już odsiedział swój wyrok? Jak potem puścić takiego zwyrola to na wolność? Dlatego potrzebowali więcej. Potrzebowali zrobić z tego cały case i upewnić się, że Dalton za to beknie. W sądzie jak i na komendzie, kiedy już go dorwą. Oczywiście przy wyłączonych kamerach.
Do tego wszystkiego potrzebował Madoxa. Nie chciał mu ufać, ale nie miał przecież wyjścia. W końcu jako jedyny rozpracował tą sprawę, wiedział gdzie są zdjęcia, a przede wszystkim to on uratował Stewart. Gdyby nie Madox, Pilar najprawdopodobniej by już nie żyła, albo została zgwałcona. Oba scenariusze kurewsko okropne.
Aż splunął na ziemię, kiedy już wysiedli przed domem, który należał do Daltona. Nie było to nic specjalnego — zwykły szeregowiec, w którym mieszkały może z cztery inne rodziny. Eliot trzasnął drzwiami i przeszedł dookoła, czekając aż Madox łaskawie do niego dołączy. Jeden oddział policji już był na miejscu, a kiedy zauważyli, że przyjechał ich przełożony, od razu wysłali praktykanta, by zdał raport.
— Mieszkanie było zamknięte, ale ekipa rozpracowała zamek — zaczął, nabierając w płuca masę powietrza, jakby miał już w głowie przygotowany cały tekst do wyrecytowania. — Podejrzanego nie było w środku, ani żadnych śladów, żeby wrócił do domu po tym jak zbiegł. Udało nam się znaleźć jego laptop. Jest zabezpieczony hasłem. Zawiadomiliśmy informatyków, mają to rozpracować w przeciągu godziny — dziwnie słuchało się o Daltonie jako podejrzanym. Zawsze były to ciężkie chwile, kiedy ktoś z nich okazywał się szczurem lub sam wykonywał poważne wykroczenia. Pokazywało to tylko, że nikomu nie można było ufać i psychopaci potrafili chować nawet za najpiękniej zdobionymi odznakami.
— Dzięki, Tom, znikaj — machnął ręką na praktykanta, jakoś niespecjalnie się nim interesując. Może jeszcze gdyby powiedział mu coś ciekawego, a nie najbardziej oczywiste kurwa fakty… może wtedy byłby warty uwagi. Zamiast tego sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów.
— Palisz? — spojrzał na Madoxa. Oczywiście, że kurwa palił. Kto by nie palił po takim dniu? Pozwolił mu się poczęstować, a potem sam umieścił jednego w ustach i odpalił. Zaciągnął się mocno. Paradoksalnie to zawsze pozwalało mu oczyścić głowę. Wypuścić razem z dymem cały ten chaos i jakoś sobie wszystko uporządkować.
— Skąd wiedziałeś, że Dalton ma te zdjęcia? — spytał w końcu. Eliot nie był debilem ani ślepcem. Na pierwszy rzut oka było widać, że Noriega był dziwnie zaangażowany w tą sprawę. — I skąd wiedziałeś, że on jej coś dosypał? Że ją uprowadził? — mógł się domyślać, ale z drugiej strony był przecież realistą. Opierał swoje wnioski na faktach, a nie domysłach. Szczególnie takich, które za nic nie trzymały się kupy. — Nie wiem, czy to dobry pomysł, że tu jesteś — znowu się zaciągnął. — Jeszcze zaraz się okaże, że współpracowaliście — prychnął żałośnie i wypuścił z płuc wielką smugę dymu. Oczywiście nie uważał tak, ale z drugiej strony jakim cudem Noriega była aż tak dobrze doinformowany? Już jedna osoba dzisiaj wbiła im nóż w plecy — wcale by się nie zdziwił, gdyby Madox był kolejny. Chociaż podskórnie wiedział, że to chodzi o nia. Widział to jeszcze na komisariacie, kiedy Madox ciągle, jak jakaś zdarta płyta pytał jak się czuła Stewart. Nic innego go nie interesowało. I teraz chyba też. Chociaż może jeszcze Dalton.
Eliot rozejrzał się dookoła, upewniając sie, że wszyscy już byli w środku, a oni jako jedynie znajdowali się przy samochodzie. Zgarnął ostatniego, wielkiego bucha do płuc i spojrzał na Noriegę.
— Wiesz, że nie możesz go zabić? — wbił spojrzenie w jego ciemne oczy. — Szukamy go, żeby wsadzić go do pierdla, Madox. Nie tobie wydawać sądy — jego ton był poważny. Mogli sobie tutaj żartować i gdybać, ale Eliot swoje wiedział i przede wszystkim znał to spojrzenie. Chęć zemsty. Walczył z tym aż za dużo razy w swojej karierze, by tego nie poznać. I teraz widział to wszystko w Noriedze. — A teraz chodźmy sprawdzić, czy znajdziemy w środku coś sensownego.
Madox A. Noriega