life is short, flirt with me
: śr lut 18, 2026 8:41 pm
Początkowo wydawało jej się, że nie powinna zbyt mocno mu ufać. To zresztą wyjaśniało, dlaczego nie szukała z nim żadnego kontaktu, nie podała mu swojego numeru, ani żadnego śladu, który mógłby ją z nim połączyć, ponieważ j e d n o n o c n a przygoda mogła pociągnąć za sobą nieprzyjemne konsekwencje.
Takie przekonanie towarzyszyło jej po ich pierwszym spotkaniu, ale dość prędko się zatarło. Wystarczyło bowiem, że Lacey ponownie znalazła się w jego towarzystwie, aby nagle zupełnie zapomniała o rozsądku. Być może nie od razu, jednak stopniowo coraz bardziej zaczęła się na niego otwierać.
Teraz więc nie bała się tego, że w którymś momencie mógłby zrobić coś g ł u p i e g o.
Dziś zatem pozwoliła sobie na jeszcze więcej, a później żartowała sobie z nim z rzeczy, co do których oboje mieli pewność, że były wielką bujdą. Lacey nie musiała przesadnie się starać, aby spojrzeć na blondyna w sposób, który mówił, że ani trochę nie kupowała jego słów. On zresztą też wcale nie przyłożył się do tego, aby wypaść wiarygodnie. — Pewnie nie tylko do tego — skomentowała, a później wzruszyła ramionami z figlarnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Czy mówiła o sobie? Być może.
Sama jednak odrobinę zwątpiła we własne preferencje w momencie, w którym miała okazję przyglądać się temu, w jaki sposób Radwell rozprawiał się z bananem. Już w chwili, w której wspomniał o domniemanych witaminach, jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Grymas na jej twarzy zdradzał natomiast, że nie do końca to kupowała. — Nie jestem do końca przekonana, czy właśnie takich nowości powinnam z tobą próbować — przyznała, po czym zapakowała się na łóżko, jeszcze przez pewien czas z bliżej nieokreślonym grymasem przyglądając się temu, jak w a l c z y ł z bananem. Czy takie dziwactwa można było uznać za urocze?
Sięgnęła po winogrono i wetknęła je sobie do ust, jakby w ten sposób chciała dać mu do zrozumienia, że naprawdę jej nie przekonał, po czym w końcu wróciła też zainteresowaniem do papierosa. Umieściła go między wargami i w końcu zapaliła, wygodnie rozkładając się na poduszcze. — To jaki koncert? — zapytała i lekko szturchnęła go kolanem.
Najwyraźniej była otwarta na taką opcję.
Sonny Radwell
Takie przekonanie towarzyszyło jej po ich pierwszym spotkaniu, ale dość prędko się zatarło. Wystarczyło bowiem, że Lacey ponownie znalazła się w jego towarzystwie, aby nagle zupełnie zapomniała o rozsądku. Być może nie od razu, jednak stopniowo coraz bardziej zaczęła się na niego otwierać.
Teraz więc nie bała się tego, że w którymś momencie mógłby zrobić coś g ł u p i e g o.
Dziś zatem pozwoliła sobie na jeszcze więcej, a później żartowała sobie z nim z rzeczy, co do których oboje mieli pewność, że były wielką bujdą. Lacey nie musiała przesadnie się starać, aby spojrzeć na blondyna w sposób, który mówił, że ani trochę nie kupowała jego słów. On zresztą też wcale nie przyłożył się do tego, aby wypaść wiarygodnie. — Pewnie nie tylko do tego — skomentowała, a później wzruszyła ramionami z figlarnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Czy mówiła o sobie? Być może.
Sama jednak odrobinę zwątpiła we własne preferencje w momencie, w którym miała okazję przyglądać się temu, w jaki sposób Radwell rozprawiał się z bananem. Już w chwili, w której wspomniał o domniemanych witaminach, jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Grymas na jej twarzy zdradzał natomiast, że nie do końca to kupowała. — Nie jestem do końca przekonana, czy właśnie takich nowości powinnam z tobą próbować — przyznała, po czym zapakowała się na łóżko, jeszcze przez pewien czas z bliżej nieokreślonym grymasem przyglądając się temu, jak w a l c z y ł z bananem. Czy takie dziwactwa można było uznać za urocze?
Sięgnęła po winogrono i wetknęła je sobie do ust, jakby w ten sposób chciała dać mu do zrozumienia, że naprawdę jej nie przekonał, po czym w końcu wróciła też zainteresowaniem do papierosa. Umieściła go między wargami i w końcu zapaliła, wygodnie rozkładając się na poduszcze. — To jaki koncert? — zapytała i lekko szturchnęła go kolanem.
Najwyraźniej była otwarta na taką opcję.
Sonny Radwell