it's all washin' over me, i'm angry again
: śr sty 28, 2026 4:34 pm
— Nie zamierzałam w ogóle o tym mówić — odparowała natychmiast i to tak szybko, jakby chciała uciąć temat, zanim na dobre zdąży się rozrosnąć. W jej głowie piętrzyło się tyle sprzecznych myśli, że nie miała pojęcia, którymi powinna podzielić się z April, a które lepiej byłoby zachować wyłącznie dla siebie. Każda z nich domagała się uwagi, każda ciągnęła w inną stronę, aż w końcu Teddy zaczynało się ulewać. To nie było spektakularne wypierdolenie szamba, raczej mały wyciek, który znalazł sobie ujście tam, gdzie akurat było najłatwiej. — To i tak bez znaczenia — wzruszyła ramionami, próbując nadać słowom lekkość, której wcale nie czuła. Przecież cokolwiek by się nie wydarzyło, Darling nie porzuci nagle swojego dotychczasowego życia. Nie spakuje wszystkiego i nie zacznie nagle paść owiec, żeby jakoś się utrzymać. Albo krów i to wyłącznie z uwagi na miłość April do nich. Ta wczorajsza myśl była totalnie absurdalna, dlatego Teddy pozwoliła jej wybrzmieć tylko przez chwilę, zanim wepchnęła ją z powrotem tam, skąd się wyrwała.
Gdy przyjaciółka podeszła bliżej, odruchowo wypięła pierś i uniosła dumnie głowę. Sama nie była pewna, co właściwie chciała tym gestem zamanifestować. Może to, że jest ponad tym wszystkim, że nic jej nie dotyka. Ta myśl jednak szybko ustąpiła zawstydzeniu. Nagle dotarło do niej, jak żałośnie musiało to wyglądać. Rozluźniła więc ramiona i opuściła nieco podbródek, po czym spojrzała Finch prosto w błyszczące od wzbieranych łez oczy. Pokręciła głową powoli, chcąc dać jej do zrozumienia, żeby nawet nie śmiała się tutaj rozpłakać. Nie teraz. Nie przy niej. Teddy nie chciała być tym powodem do płaczu.
— Traktuję cię poważnie — powiedziała stanowczo. — Traktuję cię tak poważnie, że aż mnie skręca od środka, jak pomyślę, że za tydzień czy dwa możesz przyjść do mnie z kołnierzykiem całym w czerwonej szmince, bo tak świetnie bawiłaś się na imprezie. Ale jednocześnie nie mogę ci tego zabronić, bo przecież sama wpycham cię w łapy innych lasek, które z pewnością poświęcą ci o wiele więcej czasu i które na pstryknięcie palców odpiszą na każdą wiadomość — to wyznanie naprawdę kosztowało ją więcej, niż April mogła przypuszczać. Teddy była pewna, że widać było po niej, jak bardzo chciałaby się z tego wycofać i udawać, że nic takiego nie padło. — Nie wiem, co mam o tym myśleć po tym, co odpierdoliłaś po powrocie z Mont-Tremblant. A potem były twoje urodziny i nie potrafiłyśmy wytrzymać jednego wieczoru, żeby się do siebie nie dobrać, więc pomimo zapewnień, samo wszystko sprowadza się do jednego i mój mózg wmawia mi, że tak właśnie jest — przełknęła ślinę, jakby nagle zrobiło się jej za ciasno w gardle.
Teddy miała wrażenie, że powiedziała za dużo. Albo za mało. Albo dokładnie nie to, co trzeba, co w sumie było jej specjalnością. Powinna była się zamknąć wcześniej. Na pewno. W połowie. Zaraz po traktuję cię poważnie. Wiedziała, że nie ma prawa być zazdrosna. Logicznie rzecz biorąc — zero podstaw. Sama zgodziła się na ten układ, sama udawała, że to wszystko jest prostsze, niż było. Wolność, luz, żadnych oczekiwań. Brzmiało świetnie, dopóki nie zaczęła sobie wyobrażać April w cudzych ramionach. Dopóki nie pomyślała o czyichś ustach na jej szyi. I najgorsze było to, że wcale nie chodziło o seks. Problem zaczynał się tam, gdzie ktoś mógł poświęcić jej wystarczająco dużo atencji i dać jej te wszystkie małe rzeczy, na które Teddy nie miała czasu.
— Nie mam pojęcia — odparła zgodnie z prawdą. Nic już nie wiedziała. — I może jestem na to zwyczajnie za durna albo coś mi spadło na łeb w trakcie akcji, żeby stwierdzić, czy coś się zmieniło. Coś powinno się zmienić czy absolutnie nie? Ty to widzisz? — zapytała, ściągając w zamyśle brwi.
April mogła teraz powiedzieć cokolwiek. I to było przerażające.
April Finch
Gdy przyjaciółka podeszła bliżej, odruchowo wypięła pierś i uniosła dumnie głowę. Sama nie była pewna, co właściwie chciała tym gestem zamanifestować. Może to, że jest ponad tym wszystkim, że nic jej nie dotyka. Ta myśl jednak szybko ustąpiła zawstydzeniu. Nagle dotarło do niej, jak żałośnie musiało to wyglądać. Rozluźniła więc ramiona i opuściła nieco podbródek, po czym spojrzała Finch prosto w błyszczące od wzbieranych łez oczy. Pokręciła głową powoli, chcąc dać jej do zrozumienia, żeby nawet nie śmiała się tutaj rozpłakać. Nie teraz. Nie przy niej. Teddy nie chciała być tym powodem do płaczu.
— Traktuję cię poważnie — powiedziała stanowczo. — Traktuję cię tak poważnie, że aż mnie skręca od środka, jak pomyślę, że za tydzień czy dwa możesz przyjść do mnie z kołnierzykiem całym w czerwonej szmince, bo tak świetnie bawiłaś się na imprezie. Ale jednocześnie nie mogę ci tego zabronić, bo przecież sama wpycham cię w łapy innych lasek, które z pewnością poświęcą ci o wiele więcej czasu i które na pstryknięcie palców odpiszą na każdą wiadomość — to wyznanie naprawdę kosztowało ją więcej, niż April mogła przypuszczać. Teddy była pewna, że widać było po niej, jak bardzo chciałaby się z tego wycofać i udawać, że nic takiego nie padło. — Nie wiem, co mam o tym myśleć po tym, co odpierdoliłaś po powrocie z Mont-Tremblant. A potem były twoje urodziny i nie potrafiłyśmy wytrzymać jednego wieczoru, żeby się do siebie nie dobrać, więc pomimo zapewnień, samo wszystko sprowadza się do jednego i mój mózg wmawia mi, że tak właśnie jest — przełknęła ślinę, jakby nagle zrobiło się jej za ciasno w gardle.
Teddy miała wrażenie, że powiedziała za dużo. Albo za mało. Albo dokładnie nie to, co trzeba, co w sumie było jej specjalnością. Powinna była się zamknąć wcześniej. Na pewno. W połowie. Zaraz po traktuję cię poważnie. Wiedziała, że nie ma prawa być zazdrosna. Logicznie rzecz biorąc — zero podstaw. Sama zgodziła się na ten układ, sama udawała, że to wszystko jest prostsze, niż było. Wolność, luz, żadnych oczekiwań. Brzmiało świetnie, dopóki nie zaczęła sobie wyobrażać April w cudzych ramionach. Dopóki nie pomyślała o czyichś ustach na jej szyi. I najgorsze było to, że wcale nie chodziło o seks. Problem zaczynał się tam, gdzie ktoś mógł poświęcić jej wystarczająco dużo atencji i dać jej te wszystkie małe rzeczy, na które Teddy nie miała czasu.
— Nie mam pojęcia — odparła zgodnie z prawdą. Nic już nie wiedziała. — I może jestem na to zwyczajnie za durna albo coś mi spadło na łeb w trakcie akcji, żeby stwierdzić, czy coś się zmieniło. Coś powinno się zmienić czy absolutnie nie? Ty to widzisz? — zapytała, ściągając w zamyśle brwi.
April mogła teraz powiedzieć cokolwiek. I to było przerażające.
April Finch