tequila con muerte
: pn lut 02, 2026 4:49 pm
Madox gestykulował żywo przy tej rozmowie, chociaż była krótka, ale coś tam się uniósł, aż przeszedł kilka kroków dalej. Ale w zasadzie on przecież zawsze był jakiś... niespokojny.
Spokojniejszy za to chyba zrobił się taksówkarz, kiedy Pilar oznajmiła mu, że maja swoją knajpę w Toronto, zaraz dopytywał jaką. Facet albo był bardzo ciekawski, albo liczył, że jednak ich zdemaskuje na kłamstwie. I może nawet by mu się to udało, bo kiedy Madox stanął za Pilar, a wąsacz już patrzył na niego wyczekująco, to uniósł na moment jedną brew. Ale to była tylko chwila, bo zaraz już się uśmiechnął, zaraz już sięgał do Pilar, żeby oprzeć palce na jej talii, lekko. Jego ciemne tęczówki odnalazły jej śliczne, brązowe oczy.
- Comida casera - domowe jedzenie, wtrącił tylko, ale zaraz się uśmiechnął szerzej, kiedy Stewart zaczęła wymieniać te kolumbijskie potrawy. Jemu też aż prawie znowu zaburczało w brzuchu, a przecież jedli, ale wiadomo, że to samolotowe żarcie to nie to samo co wyborne empanady.
Noriega znowu na moment się zamyślił, kiedy powiedział o tym ciele, możliwe, że jego matki. Matki, która też robiła niezłe empanady, w ogóle dobrze gotowała, a jak on był mały to czasem pomagał jej w kuchni, szkoda, że nigdy nie załapał do tego bakcyla, szybko z tego wyrósł...
Chociaż teraz w tym samochodzie zachowywał się jakby miał pięć lat, narzekając na upał, jakby się w ogóle go nie spodziewał.
- Właściwie to... - zaczął, kiedy Pilar powiedziała, że mogli najpierw jechać do hotelu się przebrać, ale nie dokończył, bo ona już mu sugerowała, żeby sobie podwinął spodnie - i będę wyglądał jakbym szedł na ryby, a ja idę tam oglądać trupa - mruknął, na co ten taksówkarz znowu zerknął na nich dziwnie. Tak samo patrzył, kiedy Pilar odpięła pas i pochylała się do Madoxa. Noriega nawet wtedy złapał z facetem kontakt wzrokowy w lusterku i uniósł jedną brew, a kącik jego ust drgnął ku górze, bo Stewart łaskotała go gdzieś po łydce. Kiedy kierowca szarpnął kierownicą, to Madox chciał złapać Pilar, zareagować, ale przytrzymał go pas, który wbił mu się w obojczyk.
- Mierda... - mruknął, a zaraz to on już ten swój pas odpinał i pochylał się do niej - vamos, que le jodan - daj spokój, jebać to, chodziło mu o te nogawki, bo zaraz już sięgał do niej palce opierając na jej policzkach - muéstrame dónde te golpeaste? - pokaż to, gdzie się uderzyłaś?, przesunął palcami wplatając je w ciemne kosmyki i oglądając jej głowę, czy nabiła sobie guza, ale chyba nie było tak źle. Chociaż Madox przejechał po tym miejscu lekko palcami.
- Se curará para la boda - do wesela się zagoi, powiedział, a facet chyba rzeczywiście stwierdził, że źle ich ocenił. No bo chyba jacyś kryminaliści tak się nie zachowują. Zapytał o nazwę knajpy i Madox już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, improwizować, ale ubiegła go Pilar. Un poco loco w sumie do nich trochę pasowało... Bardziej niż trochę?
Na kolejne słowa Stewart obejrzał się w jej kierunku, aż trącił ją kolanem, ale pokiwał głową.
- Y mi esposa es la campeona de Buñuelos - a moja żona mistrzynią Buñuelos, przesunął się do niej na siedzeniu i objął ją ramieniem, a potem zerknął na nią z wcale nie udawaną czułością - nos completamos el uno al otro - dopełniamy się, bo mogli sobie grać kucharzy z Toronto, z własną knajpą, ale przecież to jak on na nią patrzył, to było kompletnie szczere. Z miłością.
- Jak zostaniesz mistrzynią Buñuelos, to się z tobą naprawdę ożenię - mruknął jej do ucha pochylając się w jej kierunku.
Może nawet pogadali by sobie jeszcze o tej fajnej knajpie, którą mieli w Toronto, ale w końcu wąsaty mężczyzna oznajmił, że są na miejscu parkując przy jakimś krawężniku. Madox od razu wychylił się do niego do przodu.
- ¿Nos esperas? Te pago. Media hora. No tardaré más... - Poczekasz na nas? Zapłacę, pół godziny. Dłużej nie zejdzie..., zaproponował i chociaż facet skrzywił się pod wąsem, to Noriega zaraz wyciągnął meksykańskie peso i to go chyba przekonało.
Meksykański komisariat zdecydowanie różnił się od tego w Kanadzie, przede wszystkim panującym tam upałem, z którym nierówną walkę toczyły jakieś wentylatory porozkładane na biurkach. Policjanci byli zmęczeni, zdystansowani.
I tylko brunetka za ladą przy wejściu przywitała ich jakoś bardziej żwawo. Madox od razu oparł się o ladę i pochylił w jej kierunku.
- Hola. Me llamaron para identificar el cuerpo de... Marisol Cruz Noriega - Cześć. Dostałem telefon z prośbą o identyfikację ciała... Marisol Cruz Noriega, powiedział, a ciemne tęczówki zatrzymały się na twarzy dziewczyny, która momentalnie się skrzywiła. Nie dało się tego nie dostrzec, chociaż zaraz próbowała spoważnieć, skinęła głową. A Madox w tym czasie obejrzał się na Pilar.
Dziewczyna poprosiła, żeby zaczekali, bo musi zawołać detektyw Montoya, która prowadzi śledztwo.
Usiedli na dużej ławie na korytarzu i czekali...
- Wkurwisz się na mnie... - zaczął w międzyczasie Madox, zerkając na Pilar z ukosa. Detektyw Montoya wcale się nie śpieszył, albo spieszyła? Ciężko stwierdzić.
Więc mieli chwilę, żeby pogadać. A Madox też chciał zająć swoje myśli czymkolwiek innym, bo czuł, że żołądek mu się ściska na samą myśl, że zaraz będzie musiał stanąć nad ciałem swojej matki... Albo wcale nie?
- Ale to nie moja wina właściwie... Tylko trochę moja, bo miałem to zrobić na lotnisku, przed tym lotem, ale mnie zgarnęli, a potem nie było jak - zaczął się tłumaczyć zanim w ogóle wyjaśnił jej o czym on mówi.
Pilar Stewart
Spokojniejszy za to chyba zrobił się taksówkarz, kiedy Pilar oznajmiła mu, że maja swoją knajpę w Toronto, zaraz dopytywał jaką. Facet albo był bardzo ciekawski, albo liczył, że jednak ich zdemaskuje na kłamstwie. I może nawet by mu się to udało, bo kiedy Madox stanął za Pilar, a wąsacz już patrzył na niego wyczekująco, to uniósł na moment jedną brew. Ale to była tylko chwila, bo zaraz już się uśmiechnął, zaraz już sięgał do Pilar, żeby oprzeć palce na jej talii, lekko. Jego ciemne tęczówki odnalazły jej śliczne, brązowe oczy.
- Comida casera - domowe jedzenie, wtrącił tylko, ale zaraz się uśmiechnął szerzej, kiedy Stewart zaczęła wymieniać te kolumbijskie potrawy. Jemu też aż prawie znowu zaburczało w brzuchu, a przecież jedli, ale wiadomo, że to samolotowe żarcie to nie to samo co wyborne empanady.
Noriega znowu na moment się zamyślił, kiedy powiedział o tym ciele, możliwe, że jego matki. Matki, która też robiła niezłe empanady, w ogóle dobrze gotowała, a jak on był mały to czasem pomagał jej w kuchni, szkoda, że nigdy nie załapał do tego bakcyla, szybko z tego wyrósł...
Chociaż teraz w tym samochodzie zachowywał się jakby miał pięć lat, narzekając na upał, jakby się w ogóle go nie spodziewał.
- Właściwie to... - zaczął, kiedy Pilar powiedziała, że mogli najpierw jechać do hotelu się przebrać, ale nie dokończył, bo ona już mu sugerowała, żeby sobie podwinął spodnie - i będę wyglądał jakbym szedł na ryby, a ja idę tam oglądać trupa - mruknął, na co ten taksówkarz znowu zerknął na nich dziwnie. Tak samo patrzył, kiedy Pilar odpięła pas i pochylała się do Madoxa. Noriega nawet wtedy złapał z facetem kontakt wzrokowy w lusterku i uniósł jedną brew, a kącik jego ust drgnął ku górze, bo Stewart łaskotała go gdzieś po łydce. Kiedy kierowca szarpnął kierownicą, to Madox chciał złapać Pilar, zareagować, ale przytrzymał go pas, który wbił mu się w obojczyk.
- Mierda... - mruknął, a zaraz to on już ten swój pas odpinał i pochylał się do niej - vamos, que le jodan - daj spokój, jebać to, chodziło mu o te nogawki, bo zaraz już sięgał do niej palce opierając na jej policzkach - muéstrame dónde te golpeaste? - pokaż to, gdzie się uderzyłaś?, przesunął palcami wplatając je w ciemne kosmyki i oglądając jej głowę, czy nabiła sobie guza, ale chyba nie było tak źle. Chociaż Madox przejechał po tym miejscu lekko palcami.
- Se curará para la boda - do wesela się zagoi, powiedział, a facet chyba rzeczywiście stwierdził, że źle ich ocenił. No bo chyba jacyś kryminaliści tak się nie zachowują. Zapytał o nazwę knajpy i Madox już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, improwizować, ale ubiegła go Pilar. Un poco loco w sumie do nich trochę pasowało... Bardziej niż trochę?
Na kolejne słowa Stewart obejrzał się w jej kierunku, aż trącił ją kolanem, ale pokiwał głową.
- Y mi esposa es la campeona de Buñuelos - a moja żona mistrzynią Buñuelos, przesunął się do niej na siedzeniu i objął ją ramieniem, a potem zerknął na nią z wcale nie udawaną czułością - nos completamos el uno al otro - dopełniamy się, bo mogli sobie grać kucharzy z Toronto, z własną knajpą, ale przecież to jak on na nią patrzył, to było kompletnie szczere. Z miłością.
- Jak zostaniesz mistrzynią Buñuelos, to się z tobą naprawdę ożenię - mruknął jej do ucha pochylając się w jej kierunku.
Może nawet pogadali by sobie jeszcze o tej fajnej knajpie, którą mieli w Toronto, ale w końcu wąsaty mężczyzna oznajmił, że są na miejscu parkując przy jakimś krawężniku. Madox od razu wychylił się do niego do przodu.
- ¿Nos esperas? Te pago. Media hora. No tardaré más... - Poczekasz na nas? Zapłacę, pół godziny. Dłużej nie zejdzie..., zaproponował i chociaż facet skrzywił się pod wąsem, to Noriega zaraz wyciągnął meksykańskie peso i to go chyba przekonało.
Meksykański komisariat zdecydowanie różnił się od tego w Kanadzie, przede wszystkim panującym tam upałem, z którym nierówną walkę toczyły jakieś wentylatory porozkładane na biurkach. Policjanci byli zmęczeni, zdystansowani.
I tylko brunetka za ladą przy wejściu przywitała ich jakoś bardziej żwawo. Madox od razu oparł się o ladę i pochylił w jej kierunku.
- Hola. Me llamaron para identificar el cuerpo de... Marisol Cruz Noriega - Cześć. Dostałem telefon z prośbą o identyfikację ciała... Marisol Cruz Noriega, powiedział, a ciemne tęczówki zatrzymały się na twarzy dziewczyny, która momentalnie się skrzywiła. Nie dało się tego nie dostrzec, chociaż zaraz próbowała spoważnieć, skinęła głową. A Madox w tym czasie obejrzał się na Pilar.
Dziewczyna poprosiła, żeby zaczekali, bo musi zawołać detektyw Montoya, która prowadzi śledztwo.
Usiedli na dużej ławie na korytarzu i czekali...
- Wkurwisz się na mnie... - zaczął w międzyczasie Madox, zerkając na Pilar z ukosa. Detektyw Montoya wcale się nie śpieszył, albo spieszyła? Ciężko stwierdzić.
Więc mieli chwilę, żeby pogadać. A Madox też chciał zająć swoje myśli czymkolwiek innym, bo czuł, że żołądek mu się ściska na samą myśl, że zaraz będzie musiał stanąć nad ciałem swojej matki... Albo wcale nie?
- Ale to nie moja wina właściwie... Tylko trochę moja, bo miałem to zrobić na lotnisku, przed tym lotem, ale mnie zgarnęli, a potem nie było jak - zaczął się tłumaczyć zanim w ogóle wyjaśnił jej o czym on mówi.
Pilar Stewart