Strona 4 z 5

tequila con muerte

: pn lut 02, 2026 4:49 pm
autor: Madox A. Noriega
Madox gestykulował żywo przy tej rozmowie, chociaż była krótka, ale coś tam się uniósł, aż przeszedł kilka kroków dalej. Ale w zasadzie on przecież zawsze był jakiś... niespokojny.
Spokojniejszy za to chyba zrobił się taksówkarz, kiedy Pilar oznajmiła mu, że maja swoją knajpę w Toronto, zaraz dopytywał jaką. Facet albo był bardzo ciekawski, albo liczył, że jednak ich zdemaskuje na kłamstwie. I może nawet by mu się to udało, bo kiedy Madox stanął za Pilar, a wąsacz już patrzył na niego wyczekująco, to uniósł na moment jedną brew. Ale to była tylko chwila, bo zaraz już się uśmiechnął, zaraz już sięgał do Pilar, żeby oprzeć palce na jej talii, lekko. Jego ciemne tęczówki odnalazły jej śliczne, brązowe oczy.
- Comida casera - domowe jedzenie, wtrącił tylko, ale zaraz się uśmiechnął szerzej, kiedy Stewart zaczęła wymieniać te kolumbijskie potrawy. Jemu też aż prawie znowu zaburczało w brzuchu, a przecież jedli, ale wiadomo, że to samolotowe żarcie to nie to samo co wyborne empanady.
Noriega znowu na moment się zamyślił, kiedy powiedział o tym ciele, możliwe, że jego matki. Matki, która też robiła niezłe empanady, w ogóle dobrze gotowała, a jak on był mały to czasem pomagał jej w kuchni, szkoda, że nigdy nie załapał do tego bakcyla, szybko z tego wyrósł...
Chociaż teraz w tym samochodzie zachowywał się jakby miał pięć lat, narzekając na upał, jakby się w ogóle go nie spodziewał.
- Właściwie to... - zaczął, kiedy Pilar powiedziała, że mogli najpierw jechać do hotelu się przebrać, ale nie dokończył, bo ona już mu sugerowała, żeby sobie podwinął spodnie - i będę wyglądał jakbym szedł na ryby, a ja idę tam oglądać trupa - mruknął, na co ten taksówkarz znowu zerknął na nich dziwnie. Tak samo patrzył, kiedy Pilar odpięła pas i pochylała się do Madoxa. Noriega nawet wtedy złapał z facetem kontakt wzrokowy w lusterku i uniósł jedną brew, a kącik jego ust drgnął ku górze, bo Stewart łaskotała go gdzieś po łydce. Kiedy kierowca szarpnął kierownicą, to Madox chciał złapać Pilar, zareagować, ale przytrzymał go pas, który wbił mu się w obojczyk.
- Mierda... - mruknął, a zaraz to on już ten swój pas odpinał i pochylał się do niej - vamos, que le jodan - daj spokój, jebać to, chodziło mu o te nogawki, bo zaraz już sięgał do niej palce opierając na jej policzkach - muéstrame dónde te golpeaste? - pokaż to, gdzie się uderzyłaś?, przesunął palcami wplatając je w ciemne kosmyki i oglądając jej głowę, czy nabiła sobie guza, ale chyba nie było tak źle. Chociaż Madox przejechał po tym miejscu lekko palcami.
- Se curará para la boda - do wesela się zagoi, powiedział, a facet chyba rzeczywiście stwierdził, że źle ich ocenił. No bo chyba jacyś kryminaliści tak się nie zachowują. Zapytał o nazwę knajpy i Madox już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, improwizować, ale ubiegła go Pilar. Un poco loco w sumie do nich trochę pasowało... Bardziej niż trochę?
Na kolejne słowa Stewart obejrzał się w jej kierunku, aż trącił ją kolanem, ale pokiwał głową.
- Y mi esposa es la campeona de Buñuelos - a moja żona mistrzynią Buñuelos, przesunął się do niej na siedzeniu i objął ją ramieniem, a potem zerknął na nią z wcale nie udawaną czułością - nos completamos el uno al otro - dopełniamy się, bo mogli sobie grać kucharzy z Toronto, z własną knajpą, ale przecież to jak on na nią patrzył, to było kompletnie szczere. Z miłością.
- Jak zostaniesz mistrzynią Buñuelos, to się z tobą naprawdę ożenię - mruknął jej do ucha pochylając się w jej kierunku.
Może nawet pogadali by sobie jeszcze o tej fajnej knajpie, którą mieli w Toronto, ale w końcu wąsaty mężczyzna oznajmił, że są na miejscu parkując przy jakimś krawężniku. Madox od razu wychylił się do niego do przodu.
- ¿Nos esperas? Te pago. Media hora. No tardaré más... - Poczekasz na nas? Zapłacę, pół godziny. Dłużej nie zejdzie..., zaproponował i chociaż facet skrzywił się pod wąsem, to Noriega zaraz wyciągnął meksykańskie peso i to go chyba przekonało.
Meksykański komisariat zdecydowanie różnił się od tego w Kanadzie, przede wszystkim panującym tam upałem, z którym nierówną walkę toczyły jakieś wentylatory porozkładane na biurkach. Policjanci byli zmęczeni, zdystansowani.
I tylko brunetka za ladą przy wejściu przywitała ich jakoś bardziej żwawo. Madox od razu oparł się o ladę i pochylił w jej kierunku.
- Hola. Me llamaron para identificar el cuerpo de... Marisol Cruz Noriega - Cześć. Dostałem telefon z prośbą o identyfikację ciała... Marisol Cruz Noriega, powiedział, a ciemne tęczówki zatrzymały się na twarzy dziewczyny, która momentalnie się skrzywiła. Nie dało się tego nie dostrzec, chociaż zaraz próbowała spoważnieć, skinęła głową. A Madox w tym czasie obejrzał się na Pilar.
Dziewczyna poprosiła, żeby zaczekali, bo musi zawołać detektyw Montoya, która prowadzi śledztwo.
Usiedli na dużej ławie na korytarzu i czekali...
- Wkurwisz się na mnie... - zaczął w międzyczasie Madox, zerkając na Pilar z ukosa. Detektyw Montoya wcale się nie śpieszył, albo spieszyła? Ciężko stwierdzić.
Więc mieli chwilę, żeby pogadać. A Madox też chciał zająć swoje myśli czymkolwiek innym, bo czuł, że żołądek mu się ściska na samą myśl, że zaraz będzie musiał stanąć nad ciałem swojej matki... Albo wcale nie?
- Ale to nie moja wina właściwie... Tylko trochę moja, bo miałem to zrobić na lotnisku, przed tym lotem, ale mnie zgarnęli, a potem nie było jak - zaczął się tłumaczyć zanim w ogóle wyjaśnił jej o czym on mówi.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: pn lut 02, 2026 5:51 pm
autor: Pilar Stewart
A jak wyglądał człowiek, który normalnie szedł oglądać trupa? Nie mógł mieć podwiniętych spodni? Przecież ona nie kazała mu ubierać kurwa gumiaków, a tylko podwinąć trochę gacie, skoro tak bardzo zarzekał się, że się zabije z tego gorąca. Bo przecież nie będzie szedł bez gaci. Wtedy to dopiero by nie wyglądał jak ktoś, kto idzie oglądać trupa.
Poprawiła się na fotelu, zrzucając sobie z głowy jego rękę. Rozumiała to, że szukał tam guza po uderzeniu w korbkę, ale przecież Pilar wcale nie przywaliła tak mocno, żeby się zaraz nad nią użalać. Opadła ciężko na oparcie i zaraz wsłuchiwała się, jak to Madox wciskał taksówkarzowi kit, że nie tylko umiała gotować, a jeszcze do tego była mistrzynią w robieniu Buñuelos.
Pierwsze bym musiała wiedzieć co to, żeby zostać tego mistrzynią — rzuciła przyciszonym tonem, przewracając przy tym oczami. Jeszcze jak znała kilka kultowych potraw, które zaserwowała im ciotka Katherina, tak za nic nie miała pojęcia czym były Buñuelos, o których nawijał Noriega. Będzie musiała potem koniecznie sprawdzić, bo kto wie, może nie były aż tak trudne w przyrządzeniu i będzie mogła się tego nawet nauczyć? Planowała nawet zrobić to w tamtej chwili, nawet sięgnęła po telefon, ale wtedy taksówkarz oznajmił, że są już na miejscu.
Wygramolili się z taksówki i Stewart od razu skierowała się do bagażnika, by przypadkiem nie zapomnieli bagaży, ale zaraz sie okazało sie, że Madox dogadał się z taksówkarzem i nie musieli tego ze sobą taszczyć. Miło, chociaż Pilar jeszcze trzy razy obejrzała się za siebie, gdy wchodzili do środka.
Trochę dziwne, że Madox tak po prostu zaufał typowi z ich bagażami. Przecież równie dobrze mógł sobie po prostu odjechać i to wszystko sprzedać. Pewnie zarobiłby więcej niż z czekania na nich pół godziny. Ale teraz to już i tak można sobie było gdybać, bo byli już w środku i podchodzili do lady.
Pilar stanęła nieco z boku, jednak wciąż blisko okienka i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, naturalnie porównując komisariat do tego jej w Toronto. Z zamysłu wyrwały ją dopiero słowa Noriegi, kiedy kobieta po drugie stronie w końcu uraczyła ich swoją uwagą. Pomyśleć, że dopiero teraz poznała imię jego matki. Teraz, kiedy lada moment będzie musiał stanąć nad jej — lub nie jej — martwym ciałem i potwierdzić tożsamość rodzicielki. Pojebane to było.
Kobieta była średnio pomocna, ale w końcu udało się z nią dogadać, że jakiś detektyw zaraz do nich dołączy. Pilar ruszyła za Noriegą w stronę lady, chociaż nieco się zdziwiła, że mieli w ogóle rozmawiać z jakimś detektywem. Wynikało z tego, że sprawa była nieco bardziej skomplikowana i nie było to jakieś zwykłe potrącenie na środku ulicy, a prawdopodobniej morderstwo, skoro sprawą zajmował się śledczy. Nic jednak nie powiedziała i po prostu usiadła koło Madoxa.
Co? — rzuciła w odpowiedzi, kiedy nagle oznajmił, że się na niego wkurwi. Znał ją już trochę i całkiem dobrze wiedział, co wyprowadzało ją z równowagi, dlatego ściągnęła brwi i spojrzała na niego wyczekująco. — Czemu się wkurwie? Co się stało? — dopytała, bo przecież nie miała pojęcia, o czym on mówił.
I on też nie miał zamiaru dać jej więcej kontekstu, bo zaraz zaczął nawijać, że miał coś zrobić, ale tego nie zrobił, ale za nic nie powiedział o co właściwie chodziło. Aż Stewart ułożyła dłonie na jego ramieniu i wstrząsnęła nim.
Ale czego nie zrobiłeś? — podniosła nieco głos. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku, bo przecież nie będzie się na niego wydzierać na samym środku komisariatu, jeszcze kurwa w Meksyku. Kto wie, jak tutaj reagowali na ewidentne przejawy agresji. Co oczywiście nie zmieniało faktu, że chciała wiedzieć, co on takiego odjebał. — Czego nie zrobiłeś, Madox? Nie ogarnąłeś noclegu, czy co? — nie miała pojęcia, o co mogło chodzić, dlatego naturalnie zaczęła zgadywać.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: pn lut 02, 2026 6:38 pm
autor: Madox A. Noriega
- Buñuelos - el cielo en tu boca - buñuelos - niebo w gębie, to jej wyjaśnił, ale nawet miał jej jeszcze coś powiedzieć na ten temat, może powiedzieć co to, zanim sprawdzi to w google, ale dojechali już na miejsce. Okazało się, że komisariat nawet nie był jakoś daleko, a zresztą ruch drogowy w Meksyku żył swoim życiem, jak w Kolumbii, albo nawet jeszcze bardziej dziko, fajnie, Madox akurat taką jazdę lubił najbardziej, bez zasad. Od razu pomyślał, że musi jednak wynająć samochód, żeby sobie pojeździć. Nawet miał pytać wąsacza czy mu poleci jakąś wypożyczalnię, ale na razie i tak potrzebowali kierowcy, więc no... szybko im go znalazł.
Może nie powinien ufać tak ludziom? Ale facetowi jakoś tak dobrze z oczu patrzyło, zresztą Noriega to przecież miał czuja do ludzi...
Przy ladzie sprawę załatwił szybko, chociaż zaraz okazało się, że jednak muszą trochę poczekać, bo detektyw Montoya jeszcze nie wrócił na komisariat. To z nim, chociaż raz z nią... Madox rozmawiał przez telefon, nie za dużo mu powiedzieli, chociaż próbował różnych pytań, ale najpierw musiał rzekomo zidentyfikować ciało.
Czekali.
A przy okazji Noriega wyskoczył z tym, że Pilar się na niego wkurwi. On by się trochę zdenerwował, chociaż pewnie finalnie miałby to gdzieś, ale to był on. Szedł na żywioł w zaparte.
Chociaż przy niej trochę bardziej uczył się jakiejś takiej organizacji, poukładania sobie wszystkiego tak, żeby na przykład wieczorem mógł już jechać do niej, do domu, a nie siedzieć w klubie. Szło mu nieźle. Tym razem też tak miało być.
Wybrał im piękny hotel z basenem, pokój z widokiem, z tarasem, żeby w ogóle, wcale, nie kojarzył jej się z jakimś zapyziałym motelem. Dużo przestrzeni, śniadania do łóżka...
Tylko, że miał to potwierdzić przed wylotem, a przez tego swojego skręta, za którego go zgarnęli, wcale nie zdążył.
- Właściwie to nic takiego...- zaczął na to jej co się stało, no bo to przecież nie był koniec świata... Chyba? Pewnie dla niektórych kobiet, z którymi spotykał się Noriega to by był. Dla takiej Charity Marshall na przykład.
Zerknął na tę jej rękę na swoim ramieniu, już nawet otworzył usta, żeby jej to wyjaśnić, ale ona wtedy powiedziała to nie ogarnąłeś noclegu, czy co, a Madox zmrużył oczy, dobra była. Prawdziwa Pani detektyw. Albo tak dobrze już go znała?
- No tak... - westchnął ciężko wypuszczając z płuc powietrze ze świstem - miałem to jeszcze potwierdzić i opłacić przed lotem... - zerknął na nią, bo właściwie nawet słowem mu jeszcze nie wygarnęła tego, że przyszedł z ziołem na lotnisko... Jeszcze - ale nie było kiedy, a teraz mi przysłali wiadomość, że rezerwacja anulowana - nawet jej pokazał to na telefonie przysuwając się do niej bliżej, tak blisko, że oparł rękę za jaj plecami, a jego klatka piersiowa zetknęła się z jej ramieniem - może tam jeszcze zadzwonię? - zerknął na nią z ukosa.
Tylko, że już nie było im dane dłużej się nad tym zastanawiać, bo koło nich zatrzymała się jakaś para detektywów, zaraz pokazali swoje odznaki. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna i niewiele niższa od niego brunetka. Też bardzo dobrze zbudowana, jak na pierwszy rzut oka, chociaż miała na ramionach jakąś luźną koszulę.
Madox zerwał się z miejsca, ale zaraz wyciągnął rękę do Pilar.
- Detektyw Montoya - przedstawiła się kobieta. A po niej facet... też detektyw Montoya, okej. Dlatego Madox nie do końca to ogarnął, czy detektyw Montoya to kobieta, czy mężczyzna. Okazało się, że oboje.
- Jesteście... - oczywiście, że chciał zapytać czy są małżeństwem, a może rodzeństwem? Nie wiedział co było dziwniejsze, ale ubiegła go kobieta.
- Małżeństwem, a Pani? - tu spojrzała na Stewart, jej ciemne oczy też miały w sobie jakąś taką zawziętość. Madox też na nią zerknął, na Pilar.
- Moja narzeczona - skłamał, ale przecież tego nie sprawdzą, a narzeczona to już prawie żona. Brzmiało dobrze, jak ktoś, przy kim mogą rozmawiać? Według niego tak, zwłaszcza, że zaraz splótł palce Stewart z tymi swoimi.
Kobieta odchrząknęła, ale skinęła głową.
- Ciało jest gotowe do identyfikacji, ale musimy zadać jeszcze kilka pytań... Narzeczona może poczekać? - chciał powiedzieć, że nie, miał to już na języku, ale przecież i tak by jej nie pozwolili z nim iść, skoro chcieli go jeszcze przesłuchać. Zerknął jeszcze na Stewart i poluzował uścisk.
- Właściwie nie utrzymywałem z matką kontaktu przez dziesięć lat, nie wiem czy będę umiał na nie odpowiedzieć... - powiedział powoli, ale taka była przecież prawda. Co on wiedział o swojej matce? Od kiedy uciekła z Kolumbii nic praktycznie. Jedną... Jedyną rzecz, której i tak nie zamierzał nikomu zdradzać. Ani jednemu z detektywów Montoya również.
- Spróbujmy - rzuciła kobieta i wskazała mu ręką kierunek. Madox jeszcze raz obejrzał się na Pilar, ale co miał zrobić? Właściwie nie spodziewał się jakiegoś przesłuchania, nic takiego mu nie mówili przez telefon, a może on po prostu nie słuchał zastanawiając się jakim cudem Montoya raz brzmi jak kobieta, a raz jak facet?

Pilar Stewart

tequila con muerte

: pn lut 02, 2026 8:27 pm
autor: Pilar Stewart
Właściwie to nic takiego.
Na dźwięk tych słów myślała, że mu przywali. Autentycznie zamachnie się na tym przeklętym komisariacie i nie zważając na konsekwencje sprzeda mu lepę. Zamiast tego tylko spiorunowała go wzrokiem. Bo to była już kolejna sytuacja w przeciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin, kiedy Madox coś zaczynał i nie kończył, a zaraz by się jeszcze okazało, że nie może jej powiedzieć. Chociaż wtedy to już z pewnością by mu przywaliła. Już i tak ledwo co była w stanie odpuścić tą jedną rzecz w samolocie, kolejnej by nie zdzierżyła.
Całe szczęście już po chwili okazało się, że to nie tylko nie było tak poważne, jak z wkurwisz się mogło się wydawać, to jeszcze sama Pilar odpowiednio zgadła. Nie zarezerwował hotelu. Pięknie. Spojrzała na niego z politowaniem.
Nie była zła.
Nie mogła wymagać od niego, że wszystko przecież załatwi, a ona sama przez te wszystkie kłótnie nawet się nie zainteresowała i go nie spytała, czy to zrobił. Bo kiedy, jak przecież nie rozmawiali? Poczuwała się również do winy. Chyba jako dobra kobieta powinna mieć takie rzeczy pod kontrolą, a ona tak się przyzwyczaiła do tego, że on wszystko załatwiał, że o hotelu nawet wcześniej nie pomyślała.
Już chciała się odezwać, tylko pierwsze Noriega przysunął się bliżej i już zaczął pokazywać jej telefon z anulowaną rezerwacją. Nachyliła się i nawet zabrała mu na moment komórkę, tylko nim zdążyła tam cokolwiek poklikać i sprawdzić, czy dało się to jakoś jeszcze odzyskać, tą rezerwację, to dwójka śledczych wyrosła przed nimi.
Wstała razem z Noriegą, jednak nie odezwała się ani słowem. Doskonale wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądać. Przecież sama robiła takie rzeczy wielokrotnie i doskonale wiedziała, że jeśli będą chcieli go wziąć na przesłuchanie, za nic nie wpuszczą tam Pilar. Nie wzięliby jej nawet tam, gdyby się okazało, że była jego żoną. Komenda to nie był szpital, gdzie wystarczyło być rodziną, by zostać o wszystkim poinformowanym. Tu działały nieco inne procedury i chociaż znajdowali się w innym kraju, tak te podstawowe obowiązywały takie same na całym świecie.
W porządku — skinęła głową, bardziej do Madoxa niż do dwójki detektywów, a potem jeszcze zacisnęła mocniej palce na jego dłoni. — Poczekam tutaj — dodała, a zanim z nimi ruszył nachyliła się do niego, przytulając, tylko po to, by przystawić usta do jego ucha. — Todo estará bienBędzie dobrze, wyszeptała i cmoknęła płatek jego ucha.
Może i nie potrzebował otuchy, w końcu to była tylko rozmowa ze śledczymi, ale Pilar i tak chciała to zrobić. Madox mógł być napakowanym gangusem, którego mało co ruszało na pierwszy rzut oka, ale przecież każdy człowiek miał gdzieś swoje granice. Tu chodziło o jego matkę. Okej, miał do niej żal, mógł ją nawet nienawidzić, ale jednak gdzieś w środku musiało go to boleć. Nie miała co do tego wątpliwości. Nawet jeśli tego nie pokazywał. I chociaż nie mogła z nim wejść, chciała mu dać chociaż tyle.
Odprowadziła ich wzrokiem w głąb korytarza, a potem usiadła z powrotem na ławie. Dopiero wtedy zorientowała się, że w ręce wciąż miała telefon Madoxa. Odblokowała go i na spokojnie przyjrzała się wiadomości do hotelu, w której faktycznie informowali, że rezerwacja została anulowana. Przepisała numer na recepcję do siebie na komórkę i zaraz tam zadzwoniła, przedstawiając się oczywiście jako Pilar Noriega, co samo w sobie w jej ustach brzmiało jak czyste szaleństwo. Nawet jeśli było to czyste kłamstwo.
Szybko okazało się, że hotel faktycznie anulował rezerwację, bo niestety mieli duże zainteresowanie a od nich nie dostali potwierdzenia i niestety na najbliższe kilka dni mieli już pełen pakiet, wszystkie pokoje zajęte. Podziękowała więc grzecznie i zaraz usiadła, żeby znaleźć jakąś alternatywę.
Nie było łatwo, bo sezon przecież był idealny dla turystów, by podczas zimy odwiedzać takie ciepłe kraje, dlatego ciężko było jej znaleźć coś wartego swojej ceny. Było kilka moteli i zapyziałych dziur, ale przecież oni tutaj już i tak mieli wystarczająco przeciwności losu na głowie, żeby chociaż się nie wyspać w trakcie pobytu.
Zadzowniła do kilku hoteli, sprawdziła też AirBnb, bo może po prostu mogli wynająć jakiś dom z ładnym widoczkiem, i wtedy jej oczom ukazała się świetna oferta willi z basenem na obrzeżach, z dala od zgiełku centrum, zlokalizowana na wzgórzu, z idealnym widokiem na miasto. Wyglądało pięknie, chociaż cena była aż za bardzo podejrzana, żeby była prawdziwa i w końcu Stewart doczytała sie, że to dzielone mieszkanie z jakąś inną parą. Niby chcieli być sami ale… wyglądało to przecież obłędnie, a poza tym, skoro jakaś inna parka była na wakacjach, to mogli przynajmniej zdobyć jakiś znajomych, nie? Ano więc nie czekając nawet aż Madox wróci, zaklepała ofertę i zapłaciła.
Przeszła się po wodę z automatu, a potem… naszła ją taka jedna myśl.
Nie powinna.
Wiedziała, że nie powinna, a jednak spojrzała w dół na telefon Noriegi, który wciąż obracała w ręce. Ta cała akcja z Eliotem, to że nie chciał jej nic powiedzieć — to wszystko wierciło jej dziurę w brzuchu do tego stopnia, że przez głowę naprawdę przeszło jej, żeby bezczelnie przejrzeć jego telefon.
Ale przecież nie powinna, prawda?

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: pn lut 02, 2026 10:08 pm
autor: Madox A. Noriega
Nie był taki pewny, czy to było w porządku, po pierwsze to nie chciał jej tu zostawiać samej, a po drugie nie chciał z nimi wcale rozmawiać. Bo o czym? O matce, której nie widział przez dziesięć lat? Nie wiedział nawet, że ona była w Meksyku. Nie miał pojęcia co tutaj robiła, jak żyła.
Ale przecież wiedział, że i tak mu nie odpuszczą, chciał już to mieć za sobą, z głowy, westchnął ciężko i skinął czerepem, gotowy już z nimi iść. Ale Pilar jeszcze przytrzymała go za rękę, jeszcze stanęła na palcach szeptając mu do ucha to będzie dobrze, i chociaż może nie dał nic po sobie poznać, to dużo to dla niego znaczyło, zacisnął na moment mocniej palce na jej dłoni. Ale w końcu ruszył za policjantką, chociaż obejrzał się jeszcze na Stewart i puścił do niej oczko.
Maglowali go dobre pół godziny...

W tym czasie Pilar trzymała w palcach jego telefon.
Niby nic zwykły telefon, najpierw pewnie musiała się trochę natrudzić, żeby go odblokować, pokazywał jej kiedyś kombinację znaków, ale czy pamiętała? A nawet jeśli nie... To kod był prosty 1234.
Czy naprawdę ktoś taki jak Noriega, kto ma tyle tajemnic ma taki kod do telefonu?
Tak.
Powinien go zmienić.
W pierwszej kolejności pokazała jej się tapeta, nic szczególnego, żadnego ich zdjęcia z Medellin, czy skądkolwiek. Jakieś logo kolumbijskiego klubu piłkarskiego, któremu Madox kibicował razem z Ticiano. Często o tym gadali i już nawet się umówili, że następnym razem przylecą do Kolumbii tak, żeby iść na mecz.
Kiedy weszła w smsy i trochę poskrolowała, to mogła trafić... na jakieś nagie fotki, ale wiadomości były chyba sprzed pół roku. W ogóle większość smsów była pokasowana. Zostały te od niej. Te od Maddie, nic ciekawego, coś na temat klubu, jakaś wiadomość, że Pilar tańczy na stole i zdjęcie jej dzieciaka - chrześniaka Noriegi.
Od Eliota nie było żadnych wiadomości, a tego chyba szukała, tak?
Mogła jej się rzucić w oczy jeszcze jedna wiadomość, sprzed dwóch dni. Numer zapisany jako sprawdzić. Jeden krótki sms uważaj komu szczekasz psie, niby nic nadzwyczajnego. Niby Madox pewnie dostawał takie smsy cały czas, obracał się w takim środowisku, że nikogo nie powinno to zdziwić, ale pod wiadomością tekstową było jeszcze kilka zdjęć, które ktoś usunął.

Więcej nie zdążyła zobaczyć, bo podszedł do niej detektyw Montoya, zatrzymał się obok, a zaraz odezwał swoim zachrypniętym, ale przyjemnym dla ucha głosem.
- Chce Pani być z narzeczonym podczas identyfikacji? - zapytał. Podczas przesłuchania nie mogła być obecna, ale podczas identyfikacji już tak, biorąc pod uwagę, że może być to traumatyczne przeżycie, często pytali o to, czy jest jeszcze ktoś bliski, jako wsparcie.
Madoxa też o to zapytali, bo przecież wiedzieli, że na korytarzu czekała jego narzeczona. Tylko, że on od razu powiedział, że nie. Policjantka przez chwilę tłumaczyła mu, że w Ameryce Łacińskiej dopuszczalne jest wsparcie psychiczne bliskiej osoby, szczególnie przy ciężkich identyfikacjach. A ta miała być kurewsko ciężka.
Nie chciał mieszać w to Stewart, nie po tym co sama przeżyła w ostatnim czasie, jeszcze raz powtórzył, że zrobi to sam. Ale detektyw Montoya chyba stwierdził, że wie lepiej od niego.
Pierwsi przez metalowe drzwi prosektorium przeszli detektyw Montoya i Madox. Na stole leżało ciało przykryte białym całunem, w powietrzu unosił się zapach środków do dezynfekcji, w odkrytą skórę od razu uderzył chłód kontrastujący z tym upałem, który panował na zewnątrz. Noriega aż poczuł gęsią skórkę na ramionach. A później na karku, kiedy Montoya zacisnęła palce na białym prześcieradle. Poinformowała go, że ciało nie wygląda najlepiej, nosi na sobie ślady napaści seksualnej, twarz też była opuchnięta.
I jak on miał ją poznać?
Odsłoniła głowę, szare, woskowate ramiona, twarz okalaną czarnymi, kręconymi włosami. Takie włosy miał przecież Madox, kiedy ich nie ścinał, nie malował, wywijały się we wszystkie strony. Podszedł do niej, żeby lepiej się przyjrzeć. Patrzył w te puste, duże oczy.
Nie był pewny...
Wtedy do pomieszczenia wszedł detektyw Montoya razem z Pilar. A przecież Madox dał jasno do zrozumienia, że nie chce jej tutaj. Zwłaszcza, że policjantka podwijała już biały materiał ukazując jasne naznaczone siniakami udo i tatuaż na nim - różę. Noriega w ogóle go nie kojarzył. Pokręcił głową, ale wtedy coś przyszło mu do głowy. Wtedy na coś wpadł. Podszedł do zwłok i sięgnął do jej zimnej dłoni. Zacisnął na niej palce, na ręce z paznokciami, które podeszły krwią. Walczyła?
Jego matka na pewno by walczyła. Całe życie to robiła - walczyła o siebie.
Przesunął powoli palcami po jej nadgarstku. Czy tak żegnał swoją rodzicielkę? Musnął opuszkami wewnętrzną cześć jej przegubu. Nabrał mocno powietrze w płuca i spuścił głowę.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: pn lut 02, 2026 11:16 pm
autor: Pilar Stewart
Nie chciała tego robić.
Chociaż nie — chciała.
Ale nie powinna.
Nie grzebała w cudzych rzeczach, a przede wszystkim jego. W jego rzeczach nigdy nie grzebała, szanowała jego prywatność, ufała mu. Tylko kurwa tu wcale nie chodziło o bycie zazdrosną laską o jakieś inne, które chce sprawdzić telefon swojego faceta, żeby sprawdzić, czy przypadkiem jej nie zdradza. Nie. Ona chciała sprawdzić, czy nie było tam niczego związanego ze sprawą, o której nie chciał jej powiedzieć.
Przecież to było ważne. Kurewsko ważne.
I w momencie, w którym zdecydowała się to zrobić, kiedy jej palce wystukały znajomy kod do odblokowania komórki, nie robiła tego jako Pilar, a jako śledcza. Traktowała to jak część sprawy, którą bezczelnie i bezpodstawnie sobie przywłaszczyła.
Tylko rzuci okiem. Krótko.
Przejrzała główną stronę połowicznie, nawet nie patrzyła na maile ani w żadną galerię, po prostu weszła prosto w smsy i w pierwszej kolejności odnalazła te do Eliota, a raczej ich brak. Kurwa. Sprawdziła też innych policjantów, których znała, potem przeglądała przelotnie inne od jakiś dziewczyn, Jamie coś o babeczkach i piżamkach na co tylko przewróciła oczami i coś sobie fuknęła pod nosem, i kiedy już miała się poddać, wtedy zauważyła wiadomość sprzed dwóch dni pod nazwą sprawdzić.
Treść wiadomości bardzo jej nie zdziwiła. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego kim był Madox i że z pewnością półświatek miał go na oku, szczególnie, że musiał być jakąś ważną częścią niektórych interesów, biorąc pod uwagę cały ukryty sektor w klubie. Zmarszczyła brwi na usunięte zdjęcia. Co tam mogło być, jeszcze dwa dni temu? Jego zdjęcia z komisariatu? Kurwa, gdyby wiedziała, że on urządzał sobie wizytacje u Eliota, już dawno by mu odradziła takie paradowanie na komendzie, ale z drugiej strony, przecież zawsze mógł tam być wezwany w sprawie przesłuchania, a niekoniecznie robić biznesy policją. Z jednej strony wiadomość nie ruszyła ją jakoś bardzo, a jednak na wszelki wypadek przepisała sobie numer na swój telefon, by po powrocie do Toronto sprawdzić go w bazie. Nie wiązała z tym wielkich nadziei, ale kto wie? Może coś udałoby się jej znaleźć.
Chciała jeszcze przejrzeć ostatnio wykonywane połączenia, ale wtedy zaraz przed nią wyrósł detektyw Montoya i zapytał, czy Pilar chciałaby być przy Noriedze podczas identyfikacji zwłok.
Oczywiście — zerwała się z miejsca praktycznie od razu, telefon swój jak i Noriegi od razu wrzucając do plecaka, jakby byłī zwykłym, nieistotnym śmieciem. Bo trochę były, biorąc pod uwagę, jak ważne rzeczy miała do zrobienia, a dokładniej być tam dla Madoxa.
Nie miała pojęcia, że nie chciał jej tam widzieć ani że wykłócał się o to z detektywami, chociaż nawet gdyby wiedziała i tak by poszła. Jeśli to naprawdę jego matka, Pilar miała zamiar przy nim być, czy tego chciał, czy nie.
Ruszyła za Montoya korytarzem. Przez moment chciała spróbować go zagadać, podpytać może o czym rozmawiali z Noriegą, ale przecież dobrze wiedziała, że nic jej nie powiedzą. Ona by nie powiedziała. Bo takie były procedury.
W prosektorium od razu uderzył ją charakterystyczny chłód i zapach środków do dezynfekcji. Nie zrobiło to jednak na niej większego wrażenia, bo często bywała w podobnych miejscach, szczególnie u Zaylee — stercząc nad zwłokami, bądź po prostu wpadając w odwiedziny, by obgadać Bobbiego Hackmana.
Za to widok Madoxa nad ciałem swojej potencjalnej zmarłej matki zrobił na niej wrażenie i to kurwa niemałe.
Aż stanęła na moment w miejscu, czując, jak coś zaciska się jej wokół serca. Twarz miał zmartwioną, zatroskaną, jakby naprawdę nie wiedział, chociaż jednak coś przeczuwał. I chociaż Stewart jedyne co teraz chciała zrobić, to podbiec do niego i złapać go za rękę, dodać otuchy, cokolwiek, tak jednak pozostałą w bezpiecznej odległości razem z detektywem, dając mu wystarczająco dużo przestrzeni.
Zacisnęła dłonie w pięści, wciskając paznokcie w skórę tak mocno, że prawie poleciała z nich krew.
Kobieta wyglądała… okropnie. I tu nawet nie chodziło o siny kolor, bo ten akurat Stewart znalazła aż za dobrze, jednak liczne siniaki i ślady po przemocy wywoływały u niej gęsią skórkę. Zawsze to robiły, a jednak po ostatniej sprawie z Daltonem jeszcze bardziej. Aż ją kurwa zemdliło, a przez głowę przeszła taka samotna myśl, że ona też tak mogła skończyć. Skończyłaby? Gdyby Madox jej nie znalazł i nie uratował?
Przepraszam — Montoya odchrząknął w końcu, wyrywając chyba wszystkich z dziwnego amoku. — Przepraszam, ale muszę spytać: rozpoznaje pan tę kobietę? — rzucił w końcu pytaniem, które interesowało chyba wszystkich zgromadzonych wokół Noriegi i stołu z trupem. — Czy to pańska matka? Może miała jakieś znaki szczególne, blizny? — naciskał, podchodząc bliżej, a Pilar aż złapała więcej powietrza w płuca, finalnie przebijając sobie skórę do krwi przy wierzchu dłoni.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 12:10 am
autor: Madox A. Noriega
Nie chciał jej w to mieszać, to nie był przyjemny widok, ta kobieta wszędzie miała ślady po przemocy. Kto jak kto, ale akurat oni mogli sobie z powodzeniem wyobrazić, co ktoś jej zrobił. Nie chciał, nie próbował. Zrobił to, a na koniec jeszcze odebrał jej życie, najprawdopodobniej zaciskając palce za mocno na długiej, gładkiej szyi, na której były widoczne ślady, albo może skręcił jej kark? Głowę miała nienaturalnie ułożoną, tak jakby coś jej się w szyi przestawiło i nie dało się już tego naprawić.
Chociaż Madox widział trupy w gorszym stanie, nawet Marco z dziurą w głowie wyglądał o wiele gorzej, to ten zrobił na nim duże wrażenie. Pewnie dlatego, że ona rzeczywiście przypominała jego matkę. Miała podobny do niej nos, policzki, usta, miała w sobie coś znajomego, coś co sprawiało, że ściskało go w żołądku.
Ale nie umiał jednoznacznie stwierdzić, że to ona. Albo nie ona.
Dopiero kiedy jego dłoń przesunęła się po jej ręce wyżej, dopiero kiedy biały materiał odsłonił jej lewe przedramię, a Madox przesunął po bladej skórze palcami przyglądając jej się pod różnym kątem...
Wypuścił mocno powietrze z płuc wraz z tym pytaniem detektywa Montoya czy to pańska matka, bo już wiedział.
Pokręcił głową i delikatnie odłożył jej rękę na metalowym stoliku.
- To nie ona - powiedział, chociaż w pewnym momencie głos mu się odrobine załamał - miała na przedramieniu tatuaż, napis La vida es teatro, a nie wygląda jakby usuwała tu jakiś tatuaż - akurat Madox miał o tym jakieś pojęcie, bo sam kiedyś jednego się pozbywał, teraz nawet przykrył go czymś, ale kiedyś tam... zrobił sobie taki tatuaż, który miał mu zawsze przypominać, którą stronę wybrał. Później go usunął. A jeszcze później zastąpił czymś zupełnie innym.
Odsunął się o krok, a detektyw Montoya zakryła kobietę.
Ulżyło mu. Naprawdę mu ulżyło. Mógł udawać, że go to nie rusza, ale gryzło go to gdzieś pod skórą, cały czas się zastanawiał, co zrobi jeśli to ona. Czy powinien ją pożegnać, czy powinien...
Cały czas myślał o tym, kto jej to zrobił i dlaczego, od detektywów uzyskał tylko jakieś szczątkowe informacje, właściwie nic, ale pytali go o jakiegoś jej partnera. Czy to jej partner jej to zrobił?
Jeszcze przez chwilę patrzył na kobietę na stole, a właściwie na ten biały całun, który teraz szczelnie okrywał jej ciało. Nie była jego matką, ale pozostawało pytanie... Dlaczego miała przy sobie jej prawo jazdy, bo tak ją zidentyfikowali, po dokumencie, który znaleźli w jej torebce. Nie powiedzieli mu jakim, ale zapytali czy jego matka posiadała prawo jazdy, po co bym im to było?
Nie posiadała dziesięć lat temu.
Dopiero po chwili wyczuł jej obecność. Może usłyszał jej cięższy oddech? Albo po prostu czuł na plecach jej ciemne, przenikliwe spojrzenie? Odwrócił się i przez chwilę nawet chciał się unieść, że co ona tutaj robi? Że dlaczego ją tutaj ściągnęli, kiedy on się przecież zarzekał, że jej tutaj nie chce. Ale nie zrobił tego, tylko w dwóch krokach pokonał dzielącą ich odległość i ją do siebie przytulił. Mocno, opierając policzek o jej skroń. Zaciągnął się jej znajomym zapachem, nawet zamknął na moment powieki. Czuł jak się spięła i jak serce wali w jej piersi jak szalone, on za to kompletnie się rozluźnił. Czuł się jakby jakiś wielki kamień spadł mu z serca, z barków. Bo nawet kiedy patrzył w twarz tej martwej kobiety, to przecież jeszcze się wahał, jeszcze się łudził, że to może być ona. Ale nie była. Teraz to czuł, wiedział, że to nie jego matka. Bo ona jednak miała zupełnie inny nos, inne policzki, inne usta. Jak on mógł to zapomnieć?
Nie mógł.
Dopiero po chwili oderwał się od Pilar, chociaż ręką przesunął po jej ramieniu do dłoni, odszukując jej palce, które splótł ze swoimi, dopiero teraz zauważył na opuszkach krew, ale tylko przyciągnął ją do siebie bliżej, chwytając jej rękę jeszcze pewniej.
- To na pewno nie ona - potwierdził jeszcze raz - możemy już iść? - zapytał patrząc po detektywach. Zgodzili się, zapytali czy zostają w mieście, bo chcą jeszcze sprawdzić informacje, które Madox im przekazał podczas przesłuchania. Potwierdził, że kilka dni, a nawet zapewnił, że przekaże im adres, kiedy się gdzieś zameldują.
Kiedy tylko wyszli z komisariatu, zaraz ją zatrzymał przyciągając do siebie, tak, żeby stanęła do niego twarzą w twarz, żeby mógł spojrzeć jej w oczy.
- Wszystko okej? - zapytał i krew z jej dłoni wytarł o tę swoją ciemną koszulkę z napisem łobuz kocha najbardziej - chcesz iść do łazienki? - zapytał, bo może chciała... umyć ręce? Chociaż jemu wcale się nie uśmiechało wracanie tam.
Zresztą gdy tylko zauważył ich kierowca taksówki, który palił fajkę opierając się o bok auta, to zaraz do nich machał i wołał.
- Te tomó más tiempo - dłużej wam zeszło, dłużej... Może godzinę. Chociaż Madoxowi wydawało się, że dziesięć, kiedy stał tam przy tym metalowym stole, kiedy przez moment myślał, że to naprawdę jego matka.
- Nos invitas a un cigarrillo? - poczęstujesz nas papierosem?, zapytał kiedy stanęli już koło auta. Wąsacz najpierw się zmarszczył, ale finalnie rzucił mu paczkę.
- Día duro? - cieżki dzień?, zapytał, a Noriega tylko pokiwał głową, wystawił fajki w kierunku Pilar, a kiedy wzięła jednego, on też wygrzebał z paczki kolejnego i od razu umieścił go między zębami. Oddał papierosy kierowcy i zmacał się po kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki, gdzieś ją miał. Znalazł, w tylnej kieszeni. Przesunął palcem po krzesiwie, odpalił i wyciągnął w kierunku Stewart, a potem sam się zaciągnął odpalając też sobie.
To był zdecydowanie ciężki dzień. A wcale się jeszcze nie skończył.
Tylko... chyba najgorsze już mieli za sobą?

Pilar Stewart

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 12:03 pm
autor: Pilar Stewart
Stała nieruchomo.
Nawet nie oddychała.
Jakby bała się, że najdrobniejszy ruch lub przepływ powietrza mógł zaburzyć skupienie panujące na twarzy Madoxa. Był zatroskany, myślał intensywnie. Widziała dokładnie, jak spięty był. Ale co mu się dziwić? W końcu nieczęsto stało się nad ciałem zmasakrowanej przez przemoc kobiety, decydując, czy była matką, czy może jednak przypadkową kobietą, która po prostu wyglądała podobnie.
Pilar błagała w duchu, by to drugie, chociaż sam widok Madoxa w prosektorium łamał jej serce. Nikt nie powinien przez to przechodzić i przez moment trochę jej ulżyło, że ona nigdy nie będzie musiała. Nie znała swojej matki, nie wiedziała nawet jak to jest mieć matke czy chociaż namiastkę rodziny, przez co za nic nie znała tych wszystkich uczuć, które teraz musiały towarzyszyć Noriedze. Bo chociaż przez ostatnie dziesięć lat nie miał z nią kontaktu, chociaż miał do niej żal, to przecież poprzednie dwadzieścia była w jego życiu. Urodziła go. Dała mu życie i dach nad głową, płaciła za jego edukację i jasne, może większość czasu spędził z Ticiano, ale to wcale nie znaczyło, że go nie kochała. Może miała jakieś swoje powody? Problemy?
To nie ona.
Krótkie zdanie wypowiedziane złamanym głosem wypełniło pomieszczenie, przecinając panującą dookoła ciszę. I nagle wszystkie myśli, które kłębiły się w jej głowie, wszystkie pytania po prostu wyleciały. Nie panowała nad sobą — westchnęła głośno, dopiero teraz wypuszczając powietrze, które cały ten czas trzymała w środku. I to chyba ją zdradziło, bo Madox zaraz się odwrócił w jej kierunku. Nie wiedział, że była tu cały czas? Chyba nie, bo spojrzał na detektywa Montoye z wyrzutem, a zaraz potem podszedł do niej, zamykając w szczelnym uścisku.
Jej dłonie momentalnie przesunęły się po jego biodrach na plecy i zacisnęły na materiale koszulki. Wtuliła się w niego mocno, układając głowę na klatce piersiowej, w której szalało przepełnione skrajnymi emocjami serce. Waliło tak mocno, że Pilar czułą to na własnym policzku. Zacisnęła się na nim jeszcze mocniej, przymykając oczy.
To nie ona, powtórzyła do samej siebie i spróbowała się uspokoić. Nie chciała pokazać po sobie jak bardzo ją to wszystko ruszyło. Ta całą sprawa ale przede wszystkim Madox. Widok jego zatroskanej twarzy i potencjalnych myśli, które musiały krążyć w jego głowie kiedy tam stał. Wciąż miał matkę. Może dalej nie mieli kontaktu, ale była gdzieś tam. Żywa. Najprawdopodobniej, bo skoro…
Ale teraz nie chciała o tym myśleć. Odchyliła lekko głowę, spoglądając na jego twarz, z której ewidentnie zeszło ciśnienie. W pierwszym odruchu chciała ująć jego policzek, ale wtedy przypomniała sobie o swoich zakrwawionych palcach, więc wcisnęła wolną rękę do kieszeni spodni i podniosła spojrzenie na detektywów, podczas gdy jeszcze ustalali z Noriegą miejsce pobytu. Niby mieli już zarezerwowany dom, ale zamiast cokolwiek powiedzieć, postanowiła do przemilczeć. Wolała to pierwsze przegadać z Noriegą. Skinęła głową na pożegnanie i dała się wyciągnąć na zewnątrz.
Gorąc i brak powietrza od razu uderzyły w twarz, kiedy już wyszli. Temperatura była tak kurewsko przeciwna do tej panującej w prosektorim, że człowiek czuł to nagle trzy razy bardziej. Uniosła ciemne spojrzenie na Madoxa, kiedy przyciągnął ją do siebie.
To ja powinnam się ciebie spytać, czy wszystko okej — zauważyła, zerkając na niego czule. Tylko on już zaraz nawijał o łazience i przez moment Pilar kompletnie nie wiedziała, o co mu chodzi. Dopiero kiedy zaczął ściągać nadmiar krwi z jej dłoni własną koszulką uświadomił ją o wszystkim. — Nie trzeba. To nic — wyszarpała mu się i na krótki moment wsadziła ręce do kieszeni dresów, by wytrzeć się jeszcze o materiał. — Jak się czujesz? — spytała jeszcze raz. Cały ten wyjazd i w ogóle odkąd dowiedział się o konieczności tej wizyty, Madox pozostawał zamknięty w sobie. Nie mówił jak się czuł z tą całą sytuacją, a przecież z pewnością nie było to nic.
Już chciała go zapytać o kolejne rzeczy, tylko wtedy odezwał się kierowca taksówki. Miło że jednak na nich poczekał i nie spierdolił z walizkami na jakiś pchli targ. A do tego jeszcze podzielił się z nimi papierosami i nawet Pilar posłała mu blady uśmiech, chociaż przecież do śmiechu wciąż jej nie było. Wyjęła jednego, pozwoliła Noriedze go odpalić, ale jej znowu zaczęły zapętlać się nad tym, co stało się w prosektorium.
Ciężki dzień?
Danos un momento Daj nam chwilkę, rzuciła w odpowiedzi i nie czekając nawet na reakcje taksówkarza, złapała Noriegę za ramię i przeciągnęła kawałek dalej, pod drzewo, przy którym akurat nikt się nie kręcił.
Mów do mnie — poprosiła na starcie. Miała dość tego, że on tak dużo milczał. Nie lubiła go takiego. Wolała kiedy nawijał jak nakręcony. Zaciągnęła się papierosem. — Co mówili, kiedy wzięli cię na przesłuchanie? Skąd w ogóle pomysł, że to twoja matka? Skądś musieli mieć dane — nie wytrzymała. Pytania zaczęły wypływać z jej ust bez największej kontroli. Za długo w tym wszystkim siedziała oraz miała za bardzo analityczny umysł, żeby nie chcieć rozłożyć tego wszystkiego na czynniki pierwsze.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 1:29 pm
autor: Madox A. Noriega
Z jednej strony było to pocieszające, że to nie była jego matka, że nie skończyła tak źle, bo nigdy w życiu by jej nie życzył czegoś takiego, chociaż rodzina jego ojca pewnie miała zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Pewnie by ją zakatrupili za zdradę, za kradzież, za to co zrobiła swojemu małżonkowi, bo to przecież ona go zdradziła. Ale Madox aż tak źle o niej nie myślał, była jego matką. Mieli... dobre chwile.
Z drugiej pozostawało pytanie gdzie jest jego matka i czy cokolwiek łączyło ją z tą kobietą. I chociaż kiedy tu leciał zakładał, że wcale nie będzie chciał się tego dowiedzieć, że ma to gdzieś, to teraz znowu się zastanawiał. Czy chce czekać kolejne dziesięć lat na taki telefon, że jego matka nie żyje... wtedy już naprawdę?
Wypuścił ciężko powietrze z płuc wtulając twarz w jej ciemne włosy kudły. Nie chciał, żeby tutaj była, a jednak właśnie to, że była sprawiło, że poczuł się lepiej. Dużo lepiej. Bo przecież on zawsze z takimi rzeczami musiał radzić sobie sam. A dzisiaj nie musiał.
Nawet na moment nie puścił jej dłoni, kiedy wychodzili z komisariatu. Chociaż na dworze temperatura była nieznośna, to Madox wciąż czuł na karku gęsią skórkę, wciąż jeszcze nie umiał uspokoić serca, które szalało w piersi. Chociaż jej brązowe, błyszczące oczy odrobinę pomagały, kiedy zadarła głowę, żeby na niego spojrzeć.
W pierwszym odruchu na jej słowa wzruszył ramionami.
Jak zwykle kiedy pytała o tą sytuację, bo miał co do tego tak kurewsko mieszane uczucia, że nie wiedział. Czy jest okej. Czy jak on się z tym czuje. Chociaż nie...
Teraz już wiedział.
Zerknął jeszcze na jej dłoń, która wytarła w kieszeni spodni, a później te jej ciepłe palce oparł sobie na karku.
- Dobrze, ulżyło mi... w chuj - pierwszy raz jej to powiedział, tak szczerze. Bo wcześniej przecież tylko kręcił, to nic takiego. Nie obchodzi go to.
Chyba trochę jednak obchodziło. Skoro ulżyło mu w chuj.
Może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale już machał do nich kierowca. Tym razem Noriedze też trochę ulżyło, że jednak na nich zaczekał, a nie postanowił spieniężyć gdzieś ich gratów. Jednak chyba dobrze go ocenił. Jeszcze podzielił się z nimi papierosami. Madox od razu zaciągnął się dymem do płuc, wypuścił go nosem. W Meksyku nawet tytoń smakował inaczej niż w Kanadzie. Uniósł jedną brew, kiedy Pilar poprosiła kierowcę, żeby dał im chwilę. Ale właściwie chyba się tego spodziewał. Że zaraz zrobi mu przesłuchanie. Za dobrze ją znał.
Oparł się plecami o pień i znowu zaciągnął papierosem, ale na to mów do mnie, wbił ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Tengo calor, quiero desnudarme. Y luego desnudarte en alguna... mesa - jest mi gorąco, chcę się rozebrać. A potem rozebrać ciebie, na jakimś... stole, chyba było już rzeczywiście lepiej, skoro znowu zaczął narzekać na upał, no i do tego jeszcze ten stół... Tylko, że Pilar pytała go o coś zupełnie innego.
Wywrócił oczami.
- Wiesz jak jest na takim przesłuchaniu, gówno ci powiedzą - stwierdził i znowu zaciągnął się dymem wypuszczając go gdzieś na bok - ale znaleźli w jej torebce dokumenty, prawo jazdy chyba, bo pytali o to, na nazwisko mojej matki. Pytali też o jej partnera, bo trochę nawciskałem kitu, że się ze mną kontaktowała, ale dawno i wspominała o kimś. Ale powiedziałem, że go nie znam, ani nazwiska, ani nic, ale pytali o niego, jakie mieli relacje... - wzruszył ramionami, chociaż przez głowę przeszła mu ta myśl, czy ten partner jej to zrobił, ale skoro to nie jego matka, to czy to w ogóle ich sprawa?
Na moment się zamyślił wbijając spojrzenie w jej buty.
- Pytali czy wiem gdzie jest, albo gdzie była, czy podała mi jakiś adres, powiedziałem, że nie... Ale - ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, brązowe oczy, nawet się pochylił w jej kierunku - muszę ci coś pokazać, tylko nie tutaj - wypuścił ciężko powietrze z płuc wraz z dymem, którym znowu się zaciągnął. Zerknął na kierowcę, a potem znowu na Stewart.
- Nie wiem skąd ona miała prawo jazdy mojej matki, i czy w ogóle moja matka posługiwała by się tutaj swoim nazwiskiem? Nazwiskiem ojca? - uniósł brew. On się posługiwał. Z tego matki zrezygnował.
Im dłużej o tym myślał, tym więcej pojawiało się w jego głowie pytań, bo czy coś łączyło tę kobietę z jego matką? Czy jego matka w ogóle gdzieś tutaj była...
Mogła być, wiedział to.
I nawet chciał się tym podzielić ze Stewart, bo przecież nie licząc tej jednej rzeczy, której on jej nie mógł zdradzić, to on wszystkim się z nią dzielił, wszystko jej mówił. Właśnie dlatego, że ona miała ten analityczny umysł, lepiej to wszystko rozumiała. Wyciągała lepsze wnioski niż on, bo przede wszystkim podchodziła do tego na spokojnie. A nie tak jak Madox. Raptownie.
- Ogarnijmy jakiś hotel, co? - zerknął znowu na kierowcę - może on nam coś poleci? - zapytał, bo przecież nic nie wiedział o tym, że Pilar już coś dla nich wybrała. Sięgnął do kieszeni, ale dopiero teraz dotarło do niego, że nie ma telefonu.
- Kurwa... zgubiłem znowu telefon - i już sprawdzał wszystkie kieszenie, z przodu i z tyłu, trzymajac fajkę w zębach, bo kompletnie zapomniał o tym, że dał go Stewart.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 2:16 pm
autor: Pilar Stewart
Dobrze, ulżyło mi... w chuj
I jej też ulżyło, słysząc te słowa. Widząc, jak jego twarz ponownie przyjmuje odpowiedniego kolorytu, pozbywając się niechcianej bieli. Chciała, żeby było lepiej, bo chociaż nic jej wcześniej nie mówił i ciągle ją zbywał, czuła przecież, że go to ruszyło. Musiało. Nawet serce z kamienia taka sytuacja by nie pozostawiła niewzruszonym. Zacisnęła palce mocniej na jego karku, jakby chciała dać mu jasno do zrozumienia, że była dla niego i przy nim, by zaraz potem pogłaskać ciepłą już skórę. Może teraz będzie już tylko lepiej?
Zaciągnęła się papierosem, obserwując jak opiera się nonszalancko o drzewo, a kiedy jego usta w końcu zaczęły do niego mówić, tylko przewróciła oczami.
Aguanta un poco más y podrás desnudarme donde quieras Wytrzymaj jeszcze trochę, a będziesz mnie mógł rozebrać, gdzie tylko chcesz, obiecała, nie spuszczając z niego wzroku. Doskonale wiedział, że nie o to pytała, a jednak słysząc te słowa zrobiło się jej jakoś lepiej. O wiele bardziej wolała, kiedy jej świntuszył niż milczał i ciągle powtarzał, że wszystko jest okej.
Całe szczęście po chwili zaczął nawet mówić z jeszcze większym sensem. Pilar słuchała w milczeniu, ani razu mu nawet nie przerywając, skupiając się na jego słowach, jakby zapisywała to sobie wszystko gdzieś w głowie, by zaraz rozbić na części pierwsze. Dopaliła peta i zgasiła go pod butem, nawet nie fatygując się do jakiegoś kosza na śmieci. Trochę głupie, biorąc pod uwagę, że wciąż stali przed komisariatem, ale chuj. Jej myśli były już w innym miejscu.
Musiała posługiwać się prawdziwą tożsamością, skoro udało im się dojść do ciebie — stwierdziła praktycznie od razu. — Gdyby miała jakieś podmienione dokumenty za nic by nie doszli, że jesteś jej synem. Po prostu zamknęliby sprawę — bo przecież tak to wyglądało. Policja wykonywała podstawowe procedury ocenienia tożsamości ofiary, a jeśli były ona niemożliwe do określenia, to przecież nie szukali na siłę, tylko zabierali się za kolejną sprawę. Takich przypadków były setki i nikt nad jedną śmiercią nie użalał się dłużej, niż trzeba. Może i było to przykre, ale takie były realia.
Musiała znać twoją matkę — rzuciła po chwili, odpowiadając na pytanie, skąd ta kobieta mogła mieć jej prawo jazdy. — No chyba, że gdzieś znalazła jej dokumenty, w jakimś śmietniku albo ukradła — taka opcja też była przecież możliwa. Nie można było w tym wszystkim wykluczyć przypadku. — A czy ona była… — zawahała się. Chyba na samo wspomnienie tego widoku Madoxa w prosektorium i tego jak bardzo zmasakrowana była tamta kobieta. Wzięła jednak głębszy oddech i odnalazła jego ciemne spojrzenie. — Była podobna do twojej mamy? — spytała spokojnie. Bo to przecież też było ważne w tej sprawie. Skoro Madox tak długo się wahał i od razu nie skwitował, że to nie jego rodzicielka, to może faktycznie były podobne? Mogło to być kompletnie nieistotne dla sprawy albo kurewsko ważne. A Pilar przecież lubiła się zgłębiać.
Przez głowa przeszło jej jeszcze jedno pytanie, które chciała mu zadać, ale finalnie ugryzła się w język. Może nie teraz, kiedy on dopiero co wyszedł z prosektorium? Może zada je później, kiedy wrócą do tego tematu i kiedy emocje nieco opadną?
Idealnie się złożyło, bo on zaraz zmienił temat na hotel i telefon, i tu akurat Pilar uśmiechnęła się szeroko i podeszła do niego nieco bliżej.
Po pierwsze to sie uspokój, bo ja mam twój telefon — przypomniała mu, klepiąc się po plecaku, który przecież cały czas miała założony i z którym za nic się nie rozstawała. Wrzuciła go tam razem ze swoim, kiedy Montoya po nią przyszedł. — A co do noclegu… — zaczęła spokojnie, przeciągając słowa i wykonała jeszcze dwa kroki, znajdując się tuż przed nim. Docisnęła go nieco do drzewa. — Twoja dziewczyna wszystko już załatwiła — rzuciła dumnie, umieszczając jedną dłoń na jego klatce piersiowej. Drugą zaś sięgnęła po papierosa, którego już kończył i mu go zabrała. Ściągnęła ostatniego buszka i wrzuciła go również pod buta, by zaraz nakierować jego rękę na swoje biodro. — Hotel co prawda był już zajęty, jak i masa innych, do których dzwoniłam jak byłeś na przesłuchaniu, ale znalazłam zajebistą chatę z basenem na wzgórzu. Minus jest taki, że trzeba będzie ją dzielić z jakąś inną parą, ale pokoi jest cała masa. Ano i będziemy musieli wynająć samochód, ale to też chyba nie problem — pewnie i tak by to zrobili. Przyglądała mu się uważnie, próbując wyczytać jego reakcję. Niby zrobiła to wszystko za jego plecami, ale z drugiej strony od kiedy oni się przejmowali takimi pierdołami? Ważne chyba, że wszystko załatwione. Plus Pilar wcale się nie wkurwiła, tak jak z góry zakłądał tylko jeszcze ogarnęła temat, więc podwójny win?

Madox A. Noriega