rooting for our kid
: ndz lut 08, 2026 12:11 am
Nie dało się zaprzeczyć tego, że dotychczas Samowi brakowało stabilnej dorosłej postaci w swoim życiu, która pomogłaby mu uporać się z problemami oraz wskazała odpowiednie zachowania. Oczywiście przyzwyczajenie się do tego, że nie były wyłącznie od rozpieszczania i dobrej zabawy, ale także od wychowywania i dyscypliny zajmie im nieco czasu. Wszyscy musieli wpaść w pewien sensowny rytm. No, ale byli już na dobrej drodze do tego.
Oczekiwanie na gofry wydawało się przeciągać w nieskończoność, ale można było za to winić to, że nie były jedynymi osobami, które zdecydowały się na to, aby skorzystać z oferty niewielkiego lokalu po zakończeniu meczu młodzików. Nic dziwnego, że Sammy nie mógł się doczekać swojej porcji.
- W niedzielę... O ile Zaylee nie dostanie wezwania z pracy to będziemy - powiedziała, ale jeszcze zanim młody zmarkotniał na dobre to dodała jeszcze. - Jeśli jednak nie będzie mogła to przyjdę z Lucasem. Może być?
Swanson za nic nie chciała opuścić tego meczu. Wciąż nie wracała do służby, więc niedzielę miała wolną i choćby noga jej miała z bólu odpaść to wybierze się na te rozgrywki. Z Zaylee lub Lucasem. Ewentualnie w towarzystwie obojga, żeby sprawić chłopcu jeszcze więcej radości.
W końcu otrzymali swoje zamówienia, co wywołało z pewnością falę radości zarówno u koronerki jak i u dziewięciolatka. Jeśli chodziło o jedzenie to naprawdę byli do siebie niesamowicie podobni. Evina również zrezygnowała z używania łyżeczki, bo jej zdaniem była to niezwykle niewygodna forma jedzenia gofrów.
- Za jakiś czas. Na pewno też od razu nie będę mogła robić wymagających fizycznie rzeczy, żeby nie odnowić kontuzji - odpowiedziała szczerze, bo wolne miało jej się nareszcie skończyć.
Nareszcie. Nie mogła się tego doczekać. Musiała jeszcze tylko przeżyć następny tydzień. Sloan miał dla niej na razie jakieś lekkie zajęcia oraz obiecywał partnera, który mógłby za nią robić bardziej fizyczne zadania. Nie brzmiało idealnie, ale na tyle dobrze, żeby nie przejmowała się resztą.
zaylee miller
Oczekiwanie na gofry wydawało się przeciągać w nieskończoność, ale można było za to winić to, że nie były jedynymi osobami, które zdecydowały się na to, aby skorzystać z oferty niewielkiego lokalu po zakończeniu meczu młodzików. Nic dziwnego, że Sammy nie mógł się doczekać swojej porcji.
- W niedzielę... O ile Zaylee nie dostanie wezwania z pracy to będziemy - powiedziała, ale jeszcze zanim młody zmarkotniał na dobre to dodała jeszcze. - Jeśli jednak nie będzie mogła to przyjdę z Lucasem. Może być?
Swanson za nic nie chciała opuścić tego meczu. Wciąż nie wracała do służby, więc niedzielę miała wolną i choćby noga jej miała z bólu odpaść to wybierze się na te rozgrywki. Z Zaylee lub Lucasem. Ewentualnie w towarzystwie obojga, żeby sprawić chłopcu jeszcze więcej radości.
W końcu otrzymali swoje zamówienia, co wywołało z pewnością falę radości zarówno u koronerki jak i u dziewięciolatka. Jeśli chodziło o jedzenie to naprawdę byli do siebie niesamowicie podobni. Evina również zrezygnowała z używania łyżeczki, bo jej zdaniem była to niezwykle niewygodna forma jedzenia gofrów.
- Za jakiś czas. Na pewno też od razu nie będę mogła robić wymagających fizycznie rzeczy, żeby nie odnowić kontuzji - odpowiedziała szczerze, bo wolne miało jej się nareszcie skończyć.
Nareszcie. Nie mogła się tego doczekać. Musiała jeszcze tylko przeżyć następny tydzień. Sloan miał dla niej na razie jakieś lekkie zajęcia oraz obiecywał partnera, który mógłby za nią robić bardziej fizyczne zadania. Nie brzmiało idealnie, ale na tyle dobrze, żeby nie przejmowała się resztą.
zaylee miller