you make me mad
: pn lut 23, 2026 1:26 pm
Zaczęłaby się naprawdę martwić dopiero wtedy, gdyby trupy zaczęły gdzieś uciekać. To oznaczałoby jedno z dwóch: albo jej umysł w końcu się poddał i całkiem puściły jej hamulce, albo mają do czynienia z apokalipsą zombie. A to drugie było po prostu niemożliwe. Zaylee nie wierzyła w takie bzdury. Tak samo, jak nie wierzyła w żadne inne dziwne zjawiska, których nie dało się podeprzeć faktami, badaniami albo twardymi dowodami. Świat był wystarczająco skomplikowany nawet bez dorabiania mu fantastycznych teorii. Chyba ze swoją racjonalnością i odrzucaniem wszystkiego, co wymykało się logice, faktycznie była jak stereotypowa Dana Scully.
— Sama się zaprzęgam — odparła, pozwalając narzeczonej przechwycić papierosa. — Nikt niczego ode mnie nie wymaga — dodała po chwili, może odrobinę zbyt defensywnie, bo przecież to nie tak, że ktokolwiek ją do czegokolwiek zmuszał.
To Zaylee decydowała, kiedy pracuje i jak długo. Równie dobrze mogła odbębnić osiem godzin i mieć święty spokój. Ale zamiast tego dobrowolnie rzucała się w wir obowiązków, jak na pracoholiczkę przystało. Swanson nie powinna się temu dziwić. Przecież postępowała dokładnie tak samo.
Na propozycję podwózki, wzruszyła jedynie ramionami, a to mogło oznaczać dosłownie wszystko. Doceniała jej troskę, chociaż nie widziała problemu, żeby przespać się w prosektorium, kiedy poczuje, że powieki stają się zbyt za ciężkie, aby wsiadać za kółko. Akurat pod tym względem, zresztą jak i pod każdym innym, była bardzo rozsądna. Nigdy nie prowadziła po alkoholu, a w dłuższych trasach kilkakrotnie zatrzymywała się na poboczu, żeby złapać trochę snu.
— Daj spokój — wyciągnęła rękę i z czułością pogładziła Evinę po policzku. Potem sięgnęła do jej dłoni po fajkę i przycisnęła ją do ust, zaciągając się krótko. — Zajmij się sobą. Po siedzeniu w tych żmudnych dokumentach na pewno będziesz chciała odpocząć. Nie przejmuj się mną, dam sobie radę — dodała z lekkim uśmiechem.
Nie zamierzała jednak wspominać, że mogła po prostu zostać w domu. Miller wciąż nie ochłonęła po tamtej sytuacji, a znała samą siebie wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że prędzej czy później nie wytrzymałaby i palnęła coś kompletnie durnego, czego później nie dałoby się już cofnąć. Ucieczka na komisariat wydawała się rozwiązaniem idealnym i co najważniejsze zajmującym. Praca miała tę cudowną właściwość, że skutecznie zagłuszała myśli, na które nie było jeszcze miejsca. A Zaylee jeszcze zdecydowanie nie była gotowa, żeby je do końca przetrawić.
Evina J. Swanson
— Sama się zaprzęgam — odparła, pozwalając narzeczonej przechwycić papierosa. — Nikt niczego ode mnie nie wymaga — dodała po chwili, może odrobinę zbyt defensywnie, bo przecież to nie tak, że ktokolwiek ją do czegokolwiek zmuszał.
To Zaylee decydowała, kiedy pracuje i jak długo. Równie dobrze mogła odbębnić osiem godzin i mieć święty spokój. Ale zamiast tego dobrowolnie rzucała się w wir obowiązków, jak na pracoholiczkę przystało. Swanson nie powinna się temu dziwić. Przecież postępowała dokładnie tak samo.
Na propozycję podwózki, wzruszyła jedynie ramionami, a to mogło oznaczać dosłownie wszystko. Doceniała jej troskę, chociaż nie widziała problemu, żeby przespać się w prosektorium, kiedy poczuje, że powieki stają się zbyt za ciężkie, aby wsiadać za kółko. Akurat pod tym względem, zresztą jak i pod każdym innym, była bardzo rozsądna. Nigdy nie prowadziła po alkoholu, a w dłuższych trasach kilkakrotnie zatrzymywała się na poboczu, żeby złapać trochę snu.
— Daj spokój — wyciągnęła rękę i z czułością pogładziła Evinę po policzku. Potem sięgnęła do jej dłoni po fajkę i przycisnęła ją do ust, zaciągając się krótko. — Zajmij się sobą. Po siedzeniu w tych żmudnych dokumentach na pewno będziesz chciała odpocząć. Nie przejmuj się mną, dam sobie radę — dodała z lekkim uśmiechem.
Nie zamierzała jednak wspominać, że mogła po prostu zostać w domu. Miller wciąż nie ochłonęła po tamtej sytuacji, a znała samą siebie wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że prędzej czy później nie wytrzymałaby i palnęła coś kompletnie durnego, czego później nie dałoby się już cofnąć. Ucieczka na komisariat wydawała się rozwiązaniem idealnym i co najważniejsze zajmującym. Praca miała tę cudowną właściwość, że skutecznie zagłuszała myśli, na które nie było jeszcze miejsca. A Zaylee jeszcze zdecydowanie nie była gotowa, żeby je do końca przetrawić.
Evina J. Swanson