Strona 4 z 5

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 24, 2026 2:18 pm
autor: April Finch
Zawsze mogły liczyć na to, że April zaharuje się na śmierć. Któregoś dnia po prostu zejdzie na zawał i pozostanie po niej tylko wspomnienie. Teddy nie będzie musiała się wtedy martwić jej delikatnym sercem, bo już totalnie przestanie być istotne w tym równaniu. Będzie mogła sobie skakać między płomieniami jak kózka i ściągać koty z drzewa w ilościach hurtowych. Szansa na to, że April da się kiedyś wykończyć własnemu pracoholizmowi była dość wysoka.
— Jak go wykończysz, to przynajmniej nie będziemy musiały się zastanawiać, gdzie go posadzić na weselu, psując komuś imprezę. Ale nie mam zamiaru mu pozwalać się na tobie wyżywać. Niech przestanie się zachowywać jak dziecko. — Potarła skroń, próbując rozmasować sobie chwilowy ból głowy, jaki zdążył już w niej tatuś wywołać. Wielokrotnie już zarzekała się, że zacznie się wreszcie buntować przeciwko rodzicom z ogromną siłą, ale w pewnym momencie zawsze się to kończyło. Bliskość Teddy dodawała jej nowej energii. Skoro zdobyła taką dziewczynę, to przecież może zrobić wszystko! Nawet wreszcie tupnąć nogą na rodziców i powiedzieć im, co naprawdę myśli. Być może wtedy zginie pod naporem ich słów albo spojrzeń i wtedy również problem trudnego zawodu Darling automatycznie się rozwiąże.
— Niech tylko spróbuje. — Uniosła podbródek, spoglądając na nią z wyjątkowo bojowym nastawieniem. Odgrywanie roli dzielnej wojowniczki przychodziło jej dość łatwo. Przecież niejednokrotnie wcielała się w takie postaci przy rpgowym stole. Kreowane przez nią bohaterki zawsze były dzielniejsze, sprytniejsze i w ogóle lepsze od niej. Na pewno nakopałyby Donovanovi do dupy i jeszcze pokazałaby faka do jego zmaltretowanego cielska. April w rzeczywistości może była malutka, ale jak już wiemy, była też uparta. A jak popadała w złość, stawała się nieobliczalna. Nie pokonałaby go siłą, nawet się nie łudziła. Ale sprytem? Czemu nie! Albo nieczystymi zagrywkami. W skrajnych sytuacjach była gotowa porzucić swoje złote, niewinne serduszko.
— Oczywiście, że któregoś dnia popracuję. Właściwie to ja cały czas jestem w robocie. Ale skupianie się przy tobie jest strasznie trudne, wiesz? Nie zdziw się, jeśli nagle trendem w influencerskich reklamach zrobią się misie. — Odruchowo spojrzała na zegarek, żeby upewnić się, że nic w pracy w międzyczasie nie wybuchło. Na szczęście nie. Odczytała tylko wiadomość od Emmy i mogła z powrotem skupić się na tej, która przecież właśnie na niej leżała. Od razu się uśmiechnęła. Teddy to dużo przyjemniejszy widok niż najbardziej dopaminowe powiadomienia na świecie.
— Mhm. Trochę cię lubię — szepnęła, nachylając się, by móc skraść jej drobny pocałunek. No dobrze, dwa. Okej, zrobiło się ich ostatecznie pięć. Ale o szóstym nie było mowy! Odsunęła się nieco, by móc spojrzeć jej w oczy.
— Właściwie to trochę cię uwielbiam. Trochę świata poza tobą nie widzę — dodała, zaczesując jej włosy za ucho. Wpatrywała się w nią absolutnie urzeczona. W takich momentach aż trudno było uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe, a nie jest kolejnym wymysłem jej pokręconej wyobraźni albo rozgrywki przy stole. Darling przecież nie bawiła się z nią w takie rzeczy, to wszystko musiało być realne.
— Trochę nie mogę objąć rozumem, jak potężnie jestem w tobie zakochana. Że wystarczy jeden uśmiech, żebyś przewróciła mi świat do góry nogami — ciągnęła, zbliżając się z powrotem do jej ust. Muskała jej wargi z każdym kolejnym wymruczanym słowem, resztkami sił powstrzymując się, by jednak nie zacząć jej od razu całować. Nie mogła być bez przerwy aż taka łatwa.
— Musisz przestać się tak uśmiechać. — Złapała jej dolną wargę zębami, pociągnęła zaczepnie. To był jakiś substytut, który musiał chwilowo wystarczyć. Nawet taki drobiazg wystarczył, by poczuła, jak rozpływa się, zlewając się powoli z tą nowoczesną i drogą kanapą.

gdyby był ranking dziewczyn, to teddy zajęłaby wszystkie miejsca

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 24, 2026 3:44 pm
autor: teddy darling
Naprawdę nie chciała, żeby April miała wrogów we własnych rodzicach. I to jeszcze przez nią! Wystarczyło już, że pan Finch patrzył na Teddy z jawną rezerwą, było wystarczająco przytłaczające. Jakby z góry założył jej winę i tylko czekał na potwierdzenie swoich podejrzeń. Pani Finch wcale mu nie ustępowała, bo za każdym razem łypała na nią spod byka, jak na kryminalistkę, która trzeba natychmiast prawnie ukarać. W porządku, naprawdę mogła z tym żyć! Do tej pory jakoś dawała radę i chociaż od zawsze pragnęła im się przypodobać, to chyba po prostu któregoś dnia po prostu pogodziła się z tym stanem rzeczy. Nie przyznała jednak, że taka wizja uroczystości ślubnej bez Paula Fincha nawet jej się spodobała. Jakkolwiek niechlubnie wyrażał się o Darling, ona nigdy nie powiedziała na niego złego słowa. A na pewno nie na głos.
Lubię, kiedy jesteś taka buńczuczna — zagryzła dolną wargę, bo nie dość, że Finch wyglądała tak, jakby chciała wpierdolić własnemu ojciu, to jeszcze powiesiłaby Jetta za sutki. To robiło wrażenie. Zwłaszcza, że była taka drobna i niepozorna. I taka totalnie do kochania! — Zostaw już ten telefon. Oczy na mnie, Finch — poleciła, kiedy ta znów sięgnęła po komórkę, żeby odczytać powiadomienia. — Przysięgam, że dam ci kilka godzin, w których nie będę cię niczym rozpraszać. Kiedyś. Jakoś. Ale nie dzisiaj — zastrzegła natychmiast. Może i sama chciała sprawdzić, czy ktoś nie odpisał na jej wiadomości, ale przecież celowo włączyła dźwięk, żeby nie zerkać w ekran. Toronto i tak już płonęło, więc gorzej nie będzie. Chyba.
Uśmiechnęła się pod wpływem tych drobnych pocałunków. I faktycznie nie mogła przestać się uśmiechać. Ale jak miałaby to zrobić, kiedy April mówiła jej takie rzeczy? Każde słowo trafiało w nią miękko, a jednocześnie z siłą, która odbierała całkowicie oddech. Teddy czuła, jak jej żołądek związuje się w ciasny supeł, ale zaraz węzeł ustąpił miejsca rozlewającemu się błogostanowi.
Nie mogę, bo przestaniesz mnie kochać — odparła między jednym a kolejnym muśnięciem ust, zaciskając palce na materiale jej koszulki.
Nie przypuszczała, że kiedykolwiek aż tak zdoła zawrócić jej w głowie. Trochę jej to zajęło, zważywszy na te piętnaście lat ich znajomości. Chciałoby się powiedzieć, że absurdalnie długo! Ale może chociaż dość spektakularnie? Tak z przytupem, trzęsieniem ziemi, piorunami i gradobiciem? Oby!
I kochasz mnie jak stąd do Neptuna? I najodleglejszego zakątka galaktyki? I do wszystkich końców świata razem wziętych? — dopytała, wzdychając z rozmarzeniem.
Zamruczała, kiedy Finch pociągnęła zębami za jej dolną wargę i rozchyliła powieki, jakby nagle zrozumiała coś najważniejszego. I wtedy Teddy poczuła to w całej pełni. To ciepło, które rozlało się od serca po każdy zakamarek ciała.
Bo ja cię tak kocham — oznajmiła, uświadamiając sobie to z zatrważającą jasnością. Tak, właśnie tak ją kochała. Całą sobą, bezwarunkowo i tak głęboko, że nie mogła już nie mogła wyobrazić sobie bez niej życia.
Uniosła się na łokciu, wlepiając w nią przesiąknięte od miłości spojrzenie Chwilę potrwało, zanim Darling złapała się na tym, że od tego wyznania policzki zaczęły płonąć jej żywym ogniem. Nie dając April żadnej szansy na odpowiedź, błyskawicznie zmieniła pozycję, wgramoliła jej się na kolan i pocałowała gwałtownie, wplatając palce w jasne kosmyki.

a gdyby świat był tortem, april byłaby każdym kawałkiem!

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 24, 2026 4:24 pm
autor: April Finch
Zaśmiała się, słysząc komplement. No pewnie, że była totalną, arogancką buntowniczką, W tym słodkim uśmiechu kryła się rządza rozpierdolu. Gdyby nie fakt, że w liceum bała się własnego cienia, to na bank byłaby punkową, a teraz mogłaby oglądać swoje stare zdjęcia z łezką w oku. Ale niestety nie miała wtedy odwagi tak się wyrażać, a potem odkryła, że najlepiej wygląda zalana kolorami albo z dupą na wierzchu i już jakoś na ten punk nie było czasu. A przynajmniej nie na co dzień, bo nieraz już przebierała się, a raczej ujawniała strojem dzikuskę na różnego rodzaju imprezach przebierankowych czy innych konwentach.
— O tak, jestem wręcz impertynencka. Bezczelnie niesubordynowana. — Wzruszyła ramionami, że niby to nic takiego. Uśmiechała się przy tym z potężną, cwaniacką dumą, jaka odzywała się w niej dość często. Nie wątpiła przecież w żadną ze swoich zalet. A przynajmniej w większość. Nic tak nie budowało drabin takim mikrusom jak pewność siebie. Powinna dodać, że od nagromadzenia rrrr w tych słowach, po godzinach zostanie piratką, ale po angielsku to by nie miało sensu i ech, sama nie wiem. O czym to ja? A tak.
Z początku nic nie sugerowało jej, że coś się zmieniło. Że coś było nie tak, że pojawiło się na horyzoncie coś nowego i nieznanego. Bo przecież nie słyszała od Teddy, że ją kocha pierwszy raz w życiu. Obdarowywanie się tak mocnymi uczuciami przez piętnaście lat robi swoje. A przecież obie należały do tych raczej miłych i uroczych. Ich przyjaźń nie polegała tylko na przekomarzaniu się, ale i wielki docenianiu. April kiwnęła więc głową na potwierdzenie, że faktycznie miłość mogłaby wyparować, gdyby Darling przestała się uśmiechać. Czyli już wiemy, że jeśli strażaczka zachoruje na depresję, to mają raczej przejebane.
Wcześniej nigdy nie dotarły do Neptuna. Nie przypominała sobie, żeby choćby opóźniły atmosferę. Miały faktycznie być dla siebie do końca świata, ale w zasięgu tlenu. Brak możliwości wzięcia pełnego wdechu do tej pory w ogóle nie wchodził w grę. To już zapaliło lampkę w głowie Finch. Może nie czerwoną i do alarmu było jeszcze daleko, ale coś zaczęło mrugać na panelu sterowania jej durnym łbem. Szkoda tylko, że wszystkie emocje siedziały w rządku i wgapiały się w Teddy, wzdychając do tych jej hipnotyzujących oczu. Może szybciej zasugerowałyby jakiś fortel.
Syrena przeciwmgielna rozdarła błogą ciszę w jej głowie. A może to był alarm bombowy? Prawdopodobnie idzie wojna. Wielkie zagrożenie. Atakują nas fruwające latarnie morskie, ratuj się, kto może! Teddy zdecydowanie mówiła na poważnie. Oficjalnie opuściły rodzimą planetę i płonęła im rakietowa dupa. W normalnej sytuacji takie wyznanie wywołałoby w April palpitację serca. Z każdą inną kobietą, by tak było. Ileż można jej powtarzać, że Teddy nie była jak wszystkie inne? Poczuła, że świat wokół zwalnia. Jakby wpadła do głębokiej wody, próbując się rozeznać w swojej sytuacji. Serce zabiło jej głośno i powoli w uszach. Bum, bum. Sekunda przeciągała się w małą wieczność, w trakcie której Darling zaczęła się rumienić. Bum, bum. Zauważyła jakiś błysk w oczach strażaczki, która chyba też pojęła, co się wyprawia i rzuciła się z łapami do pacyfikacji. Czas gwałtownie przyspieszył, coś skrzypnęło jak przewijana kaseta, a Teddy zmaterializowała się na jej kolanach.
— Mhm — mruknęła w odpowiedzi na pytanie, obejmując ją w pasie. Przyciągnęła ją, by usiadła głębiej. Pocałunek totalnie wybił ją ze wszystkiego, w czym się do tej pory znajdowała. Mknęła na oślep przez galaktykę, zostawiając za sobą tęczową smugę kondensacyjną. Neptuna minęła w ciągu kilku pierwszych sekund, a co było dalej? Trudno powiedzieć. Istniała niezerowa szansa, że dotarły już do Andromedy. Albo w jeszcze osobną galaktykę, jakąś ich prywatną, bo przecież nie było możliwe, że na świecie był ktoś jeszcze. Z każdym kolejnym pocałunkiem April była bardziej pewna, że są tylko one dwie.
Odsunęła się nieznacznie, jęknęła przy tym niezadowolona. Widać toczyła jakąś potyczkę z samą sobą i nie do końca zgadzała się z własnymi decyzjami. Chciała jeszcze raz popatrzeć na Teddy, tym razem siedzącą na niej w normalnym tempie. Opuszkami palców pogładziła wciąż lekko zaróżowione policzki.
— Czekaj, czekaj. Bo nie dosłyszałam. Powtórz jeszcze raz, co z tym kochaniem? — Uśmiechnęła się, zgrywając niewiniątko. Widać nie była łasa tylko na komplementy, ale i na słodkie słowa. Dopiero teraz poczuła, że serce wali jej jak młotem, a ona sama ledwo się mieści w skórze z tej ekscytacji.
— Jak to było? Kocham cię jak do samego jądra ziemi? Kocham cię w nieskończoność? — Pozwoliła emocjom w głowie otworzyć szampana i się nim oblewać. Rozkręcały właśnie imprezę, pewnie któreś zaczną się zaraz ze sobą ruchać w kącie. Tym lepiej. Przynajmniej teraz miała ją jeszcze bardziej tylko dla siebie. Droczyła się z nią, szepcząc te miłosne wyznania, wytwarzając core memory, które będzie mienić się we wszystkich kolorach świata.
— Przypomnij mi — poprosiła, ujmując jej podbródek. Nie chciała jej pozwolić teraz gdzieś uciec, nawet wzrokiem.

słodziak maks

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 24, 2026 5:48 pm
autor: teddy darling
Znalazłaby jeszcze wiele epitetów, którymi mogłaby określić April. Ekstremalnie niesforna. Zuchwale niepokorna. Demonstracyjnie krnąbrna. Ale wszystko uleciało z jej głowy w okamgnieniu, jakby za pojedynczym pstryknięciem palców. Chciała ją całować, mając cichą nadzieję, że miłosne wyznanie zostanie po prostu zaakceptowane. Ale z Finch nigdy nic nie było łatwe. Oprócz z niej samej, hehe.
Teddy odchyliła się, kompletnie zbita z pantałyku. Serce podeszło jej do gardła, ogłuszając myśli i odbierając oddech. Przez ułamek sekundy zaczęła poważnie się zastanawiać, czy aby na pewno nie palnęła jakiejś głupoty. Może pospieszyła się z tymi deklaracjami? Może to nie był właściwy moment? A może ujęła wszystko tak niezgrabnie, że zabrzmiało aż żałośnie? Jeszcze chwilę wcześniej była czerwona jak burak, spalona własnym wstydem i emocjami. Teraz jednak krew odpłynęła jej z twarzy i zrobiła się blada jak ściana. Dopiero uśmiech April sprawił, że rozluźniła ramiona i pchnęła ją lekko, wciskając w poduchy.
Och, spadaj — Darling próbowała zabrzmieć poważnie. Wyszło co najmniej średnio. — Mówię, że cię kocham, a ty się ze mnie nabijasz? Jesteś absolutnie bezczelna — może nawet zlazłaby z jej kolan, gdyby nie to, w jaki sposób Finch ujęła jej podbródek.
Wstrzymała oddech. Ich spojrzenia się spotkały, a świat, jak zwykle w takich momentach, skurczył się do tej jednej pary oczu. Nie próbowała uciekać. Nawet nie drgnęła. Za to przełknęła ślinę tak głośno, że ten dźwięk musiał ponieść się echem aż po całym Honolulu.
Siedząc tak blisko, z podbródkiem uwięzionym w pomiędzy jej palcami, pomyślała o tym, że to uczucie przyszło niepostrzeżenie. Kochała ją w sposób prosty i przerażająco głęboki. Tak, że czasem aż bolało. I tak, że sama myśl o jej odejściu zostawiała w piersi pustkę, z którą nie wiedziałaby, co zrobić. Kochała ją za to, że przy niej nie musiała udawać silniejszej, mądrzejszej, bardziej poukładanej, niż w rzeczywistości była. Za to, że mogła być śmieszna, zazdrosna i czuła. I wciąż być wystarczająca.
Kocham cię do krańców wszechświata — wymamrotała, wychwytując, że przy ostatnim słowie głos odrobinę się załamał. — Bez końca i bez miary. Ponad czas i przestrzeń. Zawsze i jeszcze dłużej. I... Kurwa, April, przysięgam, że jak zaczniesz ze mnie kpić, to sobie stąd pójdę — zastrzegła, bo dalej nie była pewna, czy jej dziewczyna traktowała to poważnie, czy nadal stroiła sobie żarty. Tylko dokąd by poszła? Chyba do drugiego pokoju.
Serce Teddy biło tak szybko, że każdy pulsujący rytm zdawał się rezonować w całym jej ciele, przesyłając drżenie do każdej komórki. Zastanawiała się, jak doszło do tego momentu. Czy kiedykolwiek odważyła się w tak w pełni przy kimś otworzyć? Każde jej kocham, które wypowiadała innym kobietom, brzmiało inaczej i bardziej zwyczajni. Może nawet nawykowo. Ale z April było inaczej. Nie doświadczyła nigdy czegoś podobnego. Słowa wypadały same, ale nie z przyzwyczajenia czy z potrzeby wypełnienia pustki. To była miłość, w której Teddy czuła się jednocześnie krucha i niezwyciężona. Tak łatwo mogłaby się rozpłynąć, ale jednocześnie wiedziała, że jest całkowicie bezpieczna w tym uczuciu.

:april:

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 24, 2026 8:10 pm
autor: April Finch
Nieważne, jaki kolor aktualnie miała Teddy – April rozczulało to tak czy siak. We wszystkich było jej do twarzy, a póki nie oznaczały jakichś okropnych emocji, to chciała ich widzieć jak najwięcej. Zauważyła, że strażaczka na moment się zmartwiła, pogrążyła w jakichś okropnych i skomplikowanych myślach, do których zazwyczaj zdolna była Finch. Ale to przecież były tylko głupie żarty, zaraz jej przejdzie.
Zagryzła dolną wargę, żeby się nie zaśmiać. Spomiędzy jej warg uciekło tylko stłumione parsknięcie. Oczywiście, że troszkę się z niej nabijała. Ale tylko troszkę! Jakby nagle zrobiła się całkowicie poważna, to byłby moment, w którym należy się o nią martwić. Coś na pewno byłoby nie w porządku. Na szczęście to nie teraz.
Bo teraz wszystko było po prostu świetnie. Miała Teddy na wyciągnięcie ręki. Mogła słuchać jej głosu, tonąć w jej oczach i po prostu rozkoszować się jej obecnością. Właściwie nie musiałaby robić niczego więcej już nigdy. Oczywiście o ile będzie jej tak wyznawana miłość. Słowa strażaczki rezonowały w jej organizmie, wypełniając go czymś niezwykle ciepłym i mięciutkim. Jakby tonęła w gęstej, pysznej czekoladzie do picia. Czuła się jak dryfująca w kosmosie pianka. Uśmiechnęła się i pokręciła głową na znak, że nie ma zamiaru już z niej kpić. Sprawiała wrażenie takiej, która nie kwapi się do odpowiedzi. Ale po prostu zbierała się w sobie. Potrzebowała jakiś odpowiednich słów, nie mogła zadowolić się byle czym. A wszystko, co wpadało jej do głowy, wydawało się być takie banalne i miałkie w zestawieniu z obecnością Darling.
— Ja też cię kocham, Teddy — zapewniła w ramach dobrego startu. Musiała grać na czas, inaczej sobie nie poradzi. Spuściła na moment wzrok na jej usta, zagryzła własną dolną wargę. Strasznie kombinowała, aż dziwne, że nie szła jej uszami para. Wypuściła powietrze nosem, wyraźnie nadal rozbawiona.
— Ale nie wiem jak. Nie kojarzę żadnych słów, które potrafią to objąć — przyznała, wracając spojrzeniem do jej oczu. Znowu brakowało jej przez Darling słów. To było strasznie dziwaczne uczucie. O dziwo, podobało jej się. Nie czuła się jak kretynka, która zgłupiała w środku przemówienia. Czuła się całkowicie oczarowana. Zniewolona jakimś zaklęciem, zdominowana słodkimi uśmiechami, zaplątana w labiryncie, z którego nie wyszedłby nawet ktoś z mapą, a co dopiero ona.
— To chyba brzmi nieźle, co? Kocham cię tak, że brakuje mi na to słów. — Dłoń zsunęła się z podbródka na materiał koszulki Teddy. Zacisnęła na niej palce, przysunęła ją do siebie jeszcze bardziej. Oparła skroń o jej czoło, przymknęła oczy i zastygła na moment w bezruchu. Chciała, żeby czas zwolnił jeszcze raz, dając im szansę na bycie ze sobą przez eony, a nie jakieś durne lata. Ale to chyba wcale tak nie działało. Jęknęła cicho, odsuwając się. Wolną dłonią potarła oczy.
— Znowu się przez ciebie popłaczę, ja pierdolę, ale ja jestem cipą. — Westchnęła ciężko, puszczając chwyt na jej bluzce. Głowa opadła jej wolno na ramię Teddy w całkowitej kapitulacji. Wtuliła się w jej ciepłą skórę przy szyi, czując, że znowu wzruszyła się jak baba z miesiączką na reklamie musów dla dzieci.
— Ale taką też mnie kochaj, dobrze? — mruknęła nieco niewyraźnie, bo nie odsunęła się od niej ani na milimetr. Mamrotała coś trochę w jej skórę, trochę w koszulkę, licząc, że przekaz zostanie zrozumiany. Pociągnęła nawet nosem, do reszty pokonana przez własne rozmiękczone serce.

:teddy:

Scratched by the sand that fell from my love

: wt lut 24, 2026 9:14 pm
autor: teddy darling
Wyczekiwała jak na zbawienie. Tylko ta cisza, którą uraczyła ją April przedłużała się w nieskończoność. Teddy miała wrażenie, że zaraz będzie jutro. Albo nawet pojutrze i pozostanie w tej niewiedzy już na zawsze. Stresowało ją to okrutnie, mimo że nie oczekiwała oszałamiających potwierdzeń. Chciałoby się powiedzieć, że wystarczyłoby jej zwykłe skinienie głową, ale to przecież nieprawda. Potem przez pół wyjazdu zachodziłaby w głowę w przekonaniu, że Finch może wcale jej nie kocha, a ona sama popełniła wyjebała z tym wyznaniem miłości jak skończona idiotka.
Gapiła się, próbując wyczytać cokolwiek z jej twarzy, na której pojawił się uśmiech. Świetnie, czyli jednak się wydurniła. To było do przewidzenia. A nie, zaraz. To nie był jeden z tych uśmiechów, a przecież Teddy znała je wszystkie na pamięć.
Ja też cię kocham, Teddy.
Naprawdę? — wypaliła, zanim zdążyła pomyśleć. To dopiero było głupie. — To znaczy, spróbowałabyś nie — zagroziła, próbując ratować się żartem, ale to wcale nie było potrzebne, bo wszystko, co później powiedziała April sprawiło, że Darling odleciała. Pewnie na Neptuna. Była obecna ciałem. Wprawdzie trochę bezwładnym, ale jednak. Duchem już niekoniecznie.
Chciała to sobie zapamiętać. Każdy szczegół. Od zielonych tęczówek, w których tak się zapętliła, po przyspieszony oddech, kończąc na łomoczącym w piersi sercu. W tej jednej, dziwne, magicznej chwili czuła się lżejsza, wolniejsza i prawdziwsza. I totalnie zakochana. Teraz już rozumiała, co Finch miała na myśli, kiedy mówiła Mont-Tremblant o rozszarpywaniu świata pazurami z miłości. Teddy odparła wtedy, że może kiedyś znajdzie kogoś, dla kogo i przez kogo będzie chciała tak zrobić. No i znalazła. Nawet nie musiała daleko szukać.
To brzmi bardzo dobrze — zaśmiała się cicho, ale nie złośliwie, tylko ze szczęścia! A kiedy April przycisnęła skroń na jej czole, objęła ją za szyję, splatając na niej palce. — Najlepiej. Bo przecież ty zawsze wiesz, co powiedzieć — zauważyła, zresztą słusznie. To było niecodzienne. A skoro Finch nie umiała znaleźć właściwych słów, zrobiło się naprawdę poważnie.
Nigdy nie chciała doprowadzać jej do łez. Nie planowała jej spłakać, chociaż gdzieś w kąciku oka Teddy zakręciła się pojedyncza łza. Co poradzić, że sama też łatwo potrafiła się wzruszyć? Pod tym pancerzem nieustraszonej strażaczki kryła się miękka faja.
Nie becz, głupia — mruknęła i pogładziła ja po włosach. — Kocham każdą twoją wersję, ale nie możesz rozklejać się właśnie dlatego, że cię kocham. Potem zjedzą mnie wyrzuty sumienia, że tak się przeze mnie mazgaisz. A chyba tego nie chcesz? — pouczyła ją żartobliwym tonem. W rzeczywistości nie miała nic przeciwko, że zrobiło się tak ckliwie. — Jesteś strasznie durna, wiesz? — jeszcze przez chwilę pozwoliła April wciskać w nos w zagłębienie między szyją a ramieniem, po czym odsunęła się i ujęła jej twarz w obie dłonie. — Strasznie durna. I strasznie cię kocham. Mamy wino? — w zasadzie nie miała pojęcia, co Finch kupiła w sklepie, bo była wtedy zbyt zaabsorbowana wydarzeniami z Toronto. Przeklęte Toronto. Telefon dalej milczał, ale może to i lepiej, bo Darling wściekłaby się co niemiara, gdyby w takim momencie zasypano ją powiadomieniami!


snugglebug

Scratched by the sand that fell from my love

: śr lut 25, 2026 11:00 am
autor: April Finch
Była ciekawa, co stałoby się, gdyby jednak jej nie kochała. Takie groźby bez pokrycia nie były wiele warte. Ale jak Teddy mogłaby ją zmusić do kochania? Na pewno coś by wymyśliła. Przecież teraz zajęło jej to tylko moment. Tempo zakochiwania się w świecie Apil było całkowicie normalne, ale zdecydowanie zaskoczyła ją intensywność nowych doznań. Niby zawsze traciła głowę dla swoich partnerek, ale teraz czuła to jeszcze bardziej. Jak to nie miała być ta jedyna i na zawsze, to pora porzucić sztukę i poematy i przerzucić się na matematykę, bo ewidentnie nic nie wie na temat miłości.
Najrozsądniej byłoby pewnie, gdyby po prostu zamknęła mordę. Nie potrafiła znaleźć właściwych słów, dobrze więc odpuścić sobie ględzenie. Powinna zaangażować się w jakieś śluby milczenia, by jak najlepiej oddać emocje, które wzbudzała w niej strażaczka. Ale to by się raczej nie udało. Nie chciała ponieść na oczach Teddy sromotnej porażki, chciała jej tylko imponować.
— Sama jesteś durna — mruknęła jeszcze w jej skórę, zanim została zmuszona do wyprostowania się. Mogłyby się tak pewnie przerzucać w nieskończoność. Trudno powiedzieć, która z nich bardziej zasługiwała na to miano. No dobra, wiadomo, że April. Ale przecież się do tego nie przyzna. Pociągnęła jeszcze raz nosem i otarła drobne łzy, które zdążyły uwolnić się ze szklanych oczu. Ważne, że to nie był smutek. Z radości i wzruszenia mogła ryczeć nawet codziennie. I pewnie codziennie wyzywałaby się od głupich cip. I tak by się to życie toczyło. Dobrze chociaż, że się do tego nieszczęsnego samolotu nie malowała, bo wszystko byłoby już zrujnowane.
— Mamy. Kupiłam same najpotrzebniejsze rzeczy. — Zsunęła ją z kolan i odłożyła na kanapę. Sama podniosła się z miejsca i skierowała do kuchni, żeby ogarnąć zakupy. Na szczęście nie było żadnego problemu ze znalezieniem kieliszków. Szybko zauważyła, że trudniej będzie znaleźć porządny garnek, ale szkło na każdy możliwy rodzaj alkoholu aż się z szafek wysypywało. Znalazł się też korkociąg. Była pod wrażeniem, że zgarnęła takie z korkiem. Czy to już klasa, bogactwo i szaleństwo? A może u Amerykanów wszystkie takie były? To w końcu nieprzewidywalny naród.
— Jak jesteś już głodna, to mogę ci coś zrobić. No i mamy ten kosz owoców. I to. — Uniosła w górę kilka czekolad i batoników, które zgarniała z półek na oślep. Ułożyła je wszystkie na stoliku obok kanapy, przyniosła z sypialni kosz prezentowy i jednego łabędzia. Ręcznikowego zwierzaka ustawiła na środku podłogi w taki sposób, by na nie patrzył. Zadbała również o cichą muzykę w tle, absolutnie zszokowana tym, jak długo wytrzymała w błogiej ciszy. Strasznie ją ta Teddy rozpraszała. Wręczyła jej wreszcie pełny kieliszek, od razu stukając o niego swoim. Upiła kilka łyków, odstawiła go gdzieś na bok. Umościła się wygodnie na kanapie, podwijając nogi pod siebie i zwracając się całym ciałem w stronę Darling. Oparła łokieć o miękki zagłówek, dłonią podpierając głowę, a palce same powędrowały w jej włosy, mierzwiąc je w zamyśleniu.
— Właściwie to mogę ci zrobić wszystko, czego tylko chcesz. — Uśmiechnęła się z pozoru wyjątkowo niewinnie i nieśmiało. Po April trudno jednak spodziewać się obu tych emocji jednocześnie. Przejechała palcem od jej ramienia, wzdłuż całej ręki aż do nadgarstka, starając się ją jeszcze trochę pozaczepiać. Chyba zapomniała, że miała wrócić do bycia obrażoną.

the sexy one

Scratched by the sand that fell from my love

: śr lut 25, 2026 12:26 pm
autor: teddy darling
Nie mogła jej zmusić do miłości. Choćby stawała na głowie, wychodziła z siebie i robiła wszystko, co w jej mocy, to uczucia April pozostawały poza jej kontrolą. Przecież serce nie poddaje się rozkazom i nie reaguje na rozpaczliwe próby zatrzymania kogoś przy sobie. Oczywiście, w pewnym sensie miała wpływ na to, co się wydarzyło. Gdyby nie była taka, jaka była i nie byłaby sobą, gdy byłaby inna, nie zaskarbiłaby sobie serca April na samym początku ich znajomości. Ale czym innym było wzbudzenie uczuć, a czym innym próba ich wymuszenia. Zmuszanie kogoś do miłości było zresztą samo w sobie absurdem. Niemożliwym przedsięwzięciem, skazanym na porażkę jeszcze zanim ktokolwiek zdążyłby je rozpocząć. Dlatego te rzucone na wiatr groźby nie miały żadnej realnej mocy. Darling chciała jedynie zabrzmieć groźnie, jakby mogła sprawić, że Finch dobitnie zrozumie, że jak nie będzie jej kochać, to jeszcze zobaczy! Tylko co właściwie miała zobaczyć? No właśnie. Tego Darling już nie potrafiła sprecyzować. Nie stała za tym żadne realne konsekwencje. Być może jedyną rzeczą, jaką April mogłaby zobaczyć, byłaby sama Teddy zapadająca się w głęboką depresję. I to powinien być wystarczający powód, żeby ją kochać bezgranicznie!
Niechętnie pozwoliła opadła na kanapę, kiedy April zsunęła ją sobie z kolan. Sama była sobie winna, przecież przed chwilą stwierdziła, że to odpowiedni moment na świętowanie. Dlatego z uśmiechem i błyszczącymi od miłości ślepiami gapiła się na nią i patrzyła, jak krząta się po kuchni. Naturalnie, że Finch pomyślała o zakupie wina! Była taka przewidująca i zaradna!
Wino i owoce wystarczą — zapewniła natychmiast, pamiętając, że nie tak dawno wcisnęła w siebie porządny obiad. Poprawi jeszcze jakimś batonikiem i mogła nie jeść kolacji.
Upiła kilka łyków, spoglądając na ręcznikowego łabędzia. Teddy pomyślała nawet, że potrafiłaby zrobić coś podobnego, w końcu umiała tworzyć origami z papieru, więc złożenie ręcznika w jakieś zwierzę również nie powinno być takie trudne!
Wszystko? — uniosła brwi znad swojego szkła. Złapała jeszcze kilka łyków alkoholi i odstawiła kieliszek na blat stolika. Zaraz znalazła się przy April, a właściwie na April, łasząc się do niej niczym kot. — Ty jesteś wszystkim, czego chcę — mruknęła w jej szyję, składając na skórze serię drobnych pocałunków, wyczuwając na języku posmak oceanicznej soli.
Przesunęła ustami wzdłuż linii żuchwy, którą podgryzła zaczepnie i podniosła wzrok. Jej oczy spotkały się z oczami Finch i Teddy znów poczuła, jak miękną jej kolana. Dobrze, że leżała, bo w innym wypadku przewróciłaby się i też by leżała, ale gdzieś na podłodze.
Robisz ze mną bardzo dziwne rzeczy — stwierdziła cicho, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że wypowiedziała te słowa na głos. Nie było sensu udawać, że to się nie wydarzyło. Za dobrze znała April, której na pewno nic nie umknęła. Co najwyżej mogła udawać, że nie dosłyszała, ale tylko dlatego, żeby Darling powtórzyła to, co przed chwilą wymamrotała. — Czuję się tak, jakbym mogła zdobyć każdy szczyt świata — uśmiechnęła się łobuzersko prosto w jej rozchylone wargi i niewiele miało to wspólnego z niewinnością, co tylko potwierdził żarliwy pocałunek. Czy ona wcześniej nie stwierdziła, że jednak nie była głodna? Na deser zawsze miała ochotę.

you are my fire 🎵

Scratched by the sand that fell from my love

: śr lut 25, 2026 1:51 pm
autor: April Finch
Kobieta, kobieta i ręcznikowy łabędź – normalna rodzina. To się nawet nie rymowało! Powinno je to zmartwić. Przecież wiadomo, że jak się rymuje, to musi być prawda i jest przyklepane. A one co? Mają trwać nadal w tej niepewności? To pewnie kara za to, że oszukały ze ślubem. Bawełniane zwierzątko było świadkiem ich oszustw. Ale co tam. Niech patrzy i się uczy, jak należy kombinować. Ich rodzina powiększała się w zastraszającym tempie. Miały już krowę, wyimaginowanego syna i łabędzia. Nawet w Simsach nie ułożyłaby tego tak perfekcyjnie.
— Mhm. Wiesz, że nie musisz mi się podlizywać? — Odchyliła szyję, dając jej lepszy dostęp do wszystkich zakamarków. Trochę się to rozmijało z tym, co mówiła. Darling oczywiście nie musiała się nadmiernie starać, ale skoro już zebrało ją na pieszczoty słowne i cielesne, to kim April była, żeby jej odmawiać? Posłusznie się wszystkim podda.
Przesunęła się nieco w głąb kanapy, by im obu było wygodniej. Jej ręce natychmiast w odpowiedzi na pocałunek wsunęły się pod koszulkę strażaczki. Ułożyła otwarte dłonie na jej łopatkach, trzymając ją w ten sposób jak najbliżej siebie. Powinna pewnie coś odpowiedzieć, ale za szybko zapomniała się w kolejnych pocałunkach. Jak Teddy to robiła, że właściwie za każdym razem smakowała lepiej i lepiej? Jeszcze niedawno Finch mogłaby się zachwycać pijackimi pieszczotami z dniu jarmarku i powtarzać wszystkim, jakie były wyjątkowe. Ale przecież wspólne wchodzenie w nowy rok było przyjemniejsze. Urodzinowe kuszenie było dużo lepsze. Każdy drobny całus w trakcie ich pierwszej, oficjalnej randki był absolutnie bezbłędny, a to jak czuła się, gdy Darling wreszcie oświadczyła, że chce być tylko jej, było nie do opisania. Teraz wyznała jej miłość i unosiła się na totalnie nowy poziom, którego wcześniej Finch nawet nie dałaby rady sobie wyobrazić. Pchnęła biodrami do góry, chcąc jakoś się w nią wtopić. Zamieszać je razem jak jakiś otumaniający drink. Posiąść ją chociaż na kilka chwil naprawdę wyłącznie dla siebie. Jęknęła wprost w jej usta, trochę się w tym wszystkim zapominając. To był dobry powrót na ziemię.
— Przepraszam, co mówiłaś? Że chcesz ze mną szczytować? — dopytała, odsuwając się na tyle, by móc na nią spojrzeć. To chyba było coś w tym stylu? Nie, jakoś nie do końca. To przecież było romantyczne, a nie rozpalone do czerwoności. Durna April, jak zwykle sobie dopowiadała.
— Co dziwnego z tobą robię, Księżniczko? — dopytała już bez cwaniakowania. Przejechała językiem po górnej wardze, smakując kolejne określenie na swoich ustach. Powinno być wyjątkowo słodkie, a ona czuła tylko sól. To ten ocean, czy nadal nie znalazła czegoś idealnego? No nic, grzecznie będzie szukać dalej. Ogólnie zrobi się teraz grzeczna. Nawet całus, który złożyła na jej ustach, był naprawdę niewinny i delikatny. Bez żadnych podtekstów! Skoro miały być urocze i zakochane, to niech takie będą. Nie muszą się ciągle bździągolić jak króliki. Mogłyby wprawdzie, ale no. Niech im będzie.

help me lose my mind 🎵

Scratched by the sand that fell from my love

: śr lut 25, 2026 3:17 pm
autor: teddy darling
Warto pamiętać, że kupowały też meble do ich wspólnego domu, którego nawet nie miały. Tego nie grali nawet w Simsach. Tam na start dostawało się wystarczającą ilość simoleonów na zakup działki, a one co? A właśnie to, że w zasadzie to miały gdzie mieszkać, bo przecież Teddy miała loft na własność. April powinna się wprowadzić i to jak najszybciej. Na razie taki metraż im wystarczy. Jakoś się pomieszczą. Zwłaszcza, że na razie Theodora Apreddy LXIX była na razie na wywczasie w sanktuarium w Vermont, a ich wyimaginowany syn Toronto nie zajmował zbyt wiele miejsce. Wystarczyło tylko znaleźć odpowiednie miejsce dla ręcznikowego łabędzia. No chyba że akurat nie należały do tych, które po wakacyjnym pobycie wynosiły z apartamentów wszystko, co nie było przykręcone. Meh, kogo ja oszukuję, na pewno należały!
Nie było w tym ani krzty lizusostwa. Miała głęboko zakodowane, że Finch była łasa na komplementy. Wiedziała, jak łatwo je chłonęła i jak szybko potrafiły ją rozbroić. Dlatego czasami, zupełnie na przekór i z pełną świadomością, wstrzymywała się od pochował. Teddy nie mogła pozwolić, żeby obrosła w piórka i przywykła do ciągłej aprobaty, bo wtedy nie będzie traktować jej poważnie! Teraz jednak miała w sobie taki ogrom miłości, że po prostu nie była w stanie odmówić jej słodkich słówek. Czuła się jak rozemocjonowana nastolatka, której serce wali jak młot pneumatyczny, a myślami krążą wyłącznie wokół jednej osoby.
Dokładnie to powiedziałam — przytaknęła skinieniem głowy. — Chcę z tobą szczytować. I że kiedyś zostaniesz moją żoną. Tego już nie usłyszałaś? — uniosła brwi, sprawdzając jej czujność. Wcale tego nie powiedziała, ale przecież April zawsze słyszała tylko to, co chciała.
Wkradła się dłońmi pod jej koszulkę, powoli badając skórę palcami. Za każdym razem, kiedy myślała, że zna je ciało na pamięć, odkrywała coś nowego. Nawet teraz opuszkami na pieprzyk, a przecież wcześniej wcale go tutaj nie było! Oblizała usta, kiedy Finch przejechała po jej wardze językiem i przylgnęła do niej jeszcze mocniej, chcąc się z nią zespawać na zawsze.
Ale wtedy Finch nazwała ją księżniczką i Teddy znów oblała się rumieńcem. Jęknęła cicho i ukryła twarz w jej szyi, do której przyssała się na moment. Będzie z tego piękna malinka. I dobrze! Jak będzie trzeba, to wszędzie ją tak pooznacza, żeby wszyscy widzieli, że jest zajęta!
Sprawiasz, że czuję milion rzeczy i chciałabym ci o nich wszystkich powiedzieć, ale nie wiem którędy — wyszeptała tuż przy jej uchu. To naprawdę było dziwne, bo Darling nigdy nie była aż tak wylewna. Niby zawsze mówiła dużo albo przynajmniej wystarczająco, ale ciężko było przegadać taką paplę jak April. Była za to doskonałą słuchaczką! — Przy tobie czuję się, jakbym była na najlepszym haju. I serce bije mi jak szalona. Tylko zobacz! — sięgnęła po jej dłoń i przycisnęła ją sobie do piersi, aby udowodnić, że to żaden pic na wodę, fotomontaż. — I mam wrażenie, że unoszę się gdzieś ponad tym światem. Czy ja zwariowałam? — odchyliła się nieznacznie, żeby znów móc spojrzeć w jej oczy. Mogłaby utonąć w odmętach tych zielonych tęczówek. Utopiłaby się i byłby przynajmniej święty spokój.
Przejechała palcami po przedramieniu Finch, dokładnie w miejscu, gdzie znajdował się tatuaż high you fly na tle pasma górskiego. Fajne miały te dziarki. Koniecznie będą musiały sobie jeszcze jakieś sprawić.

puchaty ogonek