Scratched by the sand that fell from my love
: wt lut 24, 2026 2:18 pm
Zawsze mogły liczyć na to, że April zaharuje się na śmierć. Któregoś dnia po prostu zejdzie na zawał i pozostanie po niej tylko wspomnienie. Teddy nie będzie musiała się wtedy martwić jej delikatnym sercem, bo już totalnie przestanie być istotne w tym równaniu. Będzie mogła sobie skakać między płomieniami jak kózka i ściągać koty z drzewa w ilościach hurtowych. Szansa na to, że April da się kiedyś wykończyć własnemu pracoholizmowi była dość wysoka.
— Jak go wykończysz, to przynajmniej nie będziemy musiały się zastanawiać, gdzie go posadzić na weselu, psując komuś imprezę. Ale nie mam zamiaru mu pozwalać się na tobie wyżywać. Niech przestanie się zachowywać jak dziecko. — Potarła skroń, próbując rozmasować sobie chwilowy ból głowy, jaki zdążył już w niej tatuś wywołać. Wielokrotnie już zarzekała się, że zacznie się wreszcie buntować przeciwko rodzicom z ogromną siłą, ale w pewnym momencie zawsze się to kończyło. Bliskość Teddy dodawała jej nowej energii. Skoro zdobyła taką dziewczynę, to przecież może zrobić wszystko! Nawet wreszcie tupnąć nogą na rodziców i powiedzieć im, co naprawdę myśli. Być może wtedy zginie pod naporem ich słów albo spojrzeń i wtedy również problem trudnego zawodu Darling automatycznie się rozwiąże.
— Niech tylko spróbuje. — Uniosła podbródek, spoglądając na nią z wyjątkowo bojowym nastawieniem. Odgrywanie roli dzielnej wojowniczki przychodziło jej dość łatwo. Przecież niejednokrotnie wcielała się w takie postaci przy rpgowym stole. Kreowane przez nią bohaterki zawsze były dzielniejsze, sprytniejsze i w ogóle lepsze od niej. Na pewno nakopałyby Donovanovi do dupy i jeszcze pokazałaby faka do jego zmaltretowanego cielska. April w rzeczywistości może była malutka, ale jak już wiemy, była też uparta. A jak popadała w złość, stawała się nieobliczalna. Nie pokonałaby go siłą, nawet się nie łudziła. Ale sprytem? Czemu nie! Albo nieczystymi zagrywkami. W skrajnych sytuacjach była gotowa porzucić swoje złote, niewinne serduszko.
— Oczywiście, że któregoś dnia popracuję. Właściwie to ja cały czas jestem w robocie. Ale skupianie się przy tobie jest strasznie trudne, wiesz? Nie zdziw się, jeśli nagle trendem w influencerskich reklamach zrobią się misie. — Odruchowo spojrzała na zegarek, żeby upewnić się, że nic w pracy w międzyczasie nie wybuchło. Na szczęście nie. Odczytała tylko wiadomość od Emmy i mogła z powrotem skupić się na tej, która przecież właśnie na niej leżała. Od razu się uśmiechnęła. Teddy to dużo przyjemniejszy widok niż najbardziej dopaminowe powiadomienia na świecie.
— Mhm. Trochę cię lubię — szepnęła, nachylając się, by móc skraść jej drobny pocałunek. No dobrze, dwa. Okej, zrobiło się ich ostatecznie pięć. Ale o szóstym nie było mowy! Odsunęła się nieco, by móc spojrzeć jej w oczy.
— Właściwie to trochę cię uwielbiam. Trochę świata poza tobą nie widzę — dodała, zaczesując jej włosy za ucho. Wpatrywała się w nią absolutnie urzeczona. W takich momentach aż trudno było uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe, a nie jest kolejnym wymysłem jej pokręconej wyobraźni albo rozgrywki przy stole. Darling przecież nie bawiła się z nią w takie rzeczy, to wszystko musiało być realne.
— Trochę nie mogę objąć rozumem, jak potężnie jestem w tobie zakochana. Że wystarczy jeden uśmiech, żebyś przewróciła mi świat do góry nogami — ciągnęła, zbliżając się z powrotem do jej ust. Muskała jej wargi z każdym kolejnym wymruczanym słowem, resztkami sił powstrzymując się, by jednak nie zacząć jej od razu całować. Nie mogła być bez przerwy aż taka łatwa.
— Musisz przestać się tak uśmiechać. — Złapała jej dolną wargę zębami, pociągnęła zaczepnie. To był jakiś substytut, który musiał chwilowo wystarczyć. Nawet taki drobiazg wystarczył, by poczuła, jak rozpływa się, zlewając się powoli z tą nowoczesną i drogą kanapą.
gdyby był ranking dziewczyn, to teddy zajęłaby wszystkie miejsca
— Jak go wykończysz, to przynajmniej nie będziemy musiały się zastanawiać, gdzie go posadzić na weselu, psując komuś imprezę. Ale nie mam zamiaru mu pozwalać się na tobie wyżywać. Niech przestanie się zachowywać jak dziecko. — Potarła skroń, próbując rozmasować sobie chwilowy ból głowy, jaki zdążył już w niej tatuś wywołać. Wielokrotnie już zarzekała się, że zacznie się wreszcie buntować przeciwko rodzicom z ogromną siłą, ale w pewnym momencie zawsze się to kończyło. Bliskość Teddy dodawała jej nowej energii. Skoro zdobyła taką dziewczynę, to przecież może zrobić wszystko! Nawet wreszcie tupnąć nogą na rodziców i powiedzieć im, co naprawdę myśli. Być może wtedy zginie pod naporem ich słów albo spojrzeń i wtedy również problem trudnego zawodu Darling automatycznie się rozwiąże.
— Niech tylko spróbuje. — Uniosła podbródek, spoglądając na nią z wyjątkowo bojowym nastawieniem. Odgrywanie roli dzielnej wojowniczki przychodziło jej dość łatwo. Przecież niejednokrotnie wcielała się w takie postaci przy rpgowym stole. Kreowane przez nią bohaterki zawsze były dzielniejsze, sprytniejsze i w ogóle lepsze od niej. Na pewno nakopałyby Donovanovi do dupy i jeszcze pokazałaby faka do jego zmaltretowanego cielska. April w rzeczywistości może była malutka, ale jak już wiemy, była też uparta. A jak popadała w złość, stawała się nieobliczalna. Nie pokonałaby go siłą, nawet się nie łudziła. Ale sprytem? Czemu nie! Albo nieczystymi zagrywkami. W skrajnych sytuacjach była gotowa porzucić swoje złote, niewinne serduszko.
— Oczywiście, że któregoś dnia popracuję. Właściwie to ja cały czas jestem w robocie. Ale skupianie się przy tobie jest strasznie trudne, wiesz? Nie zdziw się, jeśli nagle trendem w influencerskich reklamach zrobią się misie. — Odruchowo spojrzała na zegarek, żeby upewnić się, że nic w pracy w międzyczasie nie wybuchło. Na szczęście nie. Odczytała tylko wiadomość od Emmy i mogła z powrotem skupić się na tej, która przecież właśnie na niej leżała. Od razu się uśmiechnęła. Teddy to dużo przyjemniejszy widok niż najbardziej dopaminowe powiadomienia na świecie.
— Mhm. Trochę cię lubię — szepnęła, nachylając się, by móc skraść jej drobny pocałunek. No dobrze, dwa. Okej, zrobiło się ich ostatecznie pięć. Ale o szóstym nie było mowy! Odsunęła się nieco, by móc spojrzeć jej w oczy.
— Właściwie to trochę cię uwielbiam. Trochę świata poza tobą nie widzę — dodała, zaczesując jej włosy za ucho. Wpatrywała się w nią absolutnie urzeczona. W takich momentach aż trudno było uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe, a nie jest kolejnym wymysłem jej pokręconej wyobraźni albo rozgrywki przy stole. Darling przecież nie bawiła się z nią w takie rzeczy, to wszystko musiało być realne.
— Trochę nie mogę objąć rozumem, jak potężnie jestem w tobie zakochana. Że wystarczy jeden uśmiech, żebyś przewróciła mi świat do góry nogami — ciągnęła, zbliżając się z powrotem do jej ust. Muskała jej wargi z każdym kolejnym wymruczanym słowem, resztkami sił powstrzymując się, by jednak nie zacząć jej od razu całować. Nie mogła być bez przerwy aż taka łatwa.
— Musisz przestać się tak uśmiechać. — Złapała jej dolną wargę zębami, pociągnęła zaczepnie. To był jakiś substytut, który musiał chwilowo wystarczyć. Nawet taki drobiazg wystarczył, by poczuła, jak rozpływa się, zlewając się powoli z tą nowoczesną i drogą kanapą.
gdyby był ranking dziewczyn, to teddy zajęłaby wszystkie miejsca