say yes
: sob mar 07, 2026 7:39 am
Matheo Bachmann
Cynthia nie wypiła tyle, by mieć kaca. Pamiętała jeszcze smak ust poprzedniej nocy. Smak whiskey. Dla niej rzadko kiedy coś przychodziło naturalnie. Większość ludzi wbrew pozorom naprawdę potrafiła ją zranić. Może dlatego wszystko, co działo się dookoła ją przerażało? Nie potrafiła dowiedzieć się, z czego dokładnie to wynikało. Mógł zniknąć, a w jej głowie ta myśl zaczęła powoli coraz bardziej kiełkować.
— Naprawdę tego chcesz Theo? — spytała, przechylając delikatnie głowę. Przecież Theo nie był jedynym, który mówił do niej językiem ładnych słów oraz obietnic. Jeszcze parę miesięcy temu w jej życiu był rezydent, obiecujący złote góry. Przyjaciel chcący się nią zaopiekować. Jej pytanie mogło wydawać się niewinne, nawet jeśli wypowiadała je szczególnie chłodnym tonem. Próbowała się bronić przed kolejnym uzależnieniem od mężczyzny. Theo ją uzależniał.
Zmrużyła delikatnie swoje oczy. Kiedy stał tak blisko niej. Wyczuł, że coś jest nie tak, ale Ward nigdy nie była zbyt rozmowną osobą. Stała, próbując poukładać sobie myśli, kiedy znajdował się tak blisko niej. Potrzebowała czegoś w rodzaju totalnego resetu.
— Czyli pijesz tylko okazjonalnie? — zagadnęła finalnie, otwierając oczy. Dopiero zaczęła zdawać sobie sprawę, jak niewiele wiedzą o sobie nawzajem. To nie dało jej w ogóle ukojenia. Myśli rozdwoiły się, pokomplikowały się jeszcze bardziej niż wcześniej. Może zdecydowałaby się na krótki, szybki unik, ale zaraz siedziała na blacie. Rozbrajał jej chłód.
— Znów mnie przenosisz? — spytała ledwo posadzona. Szybkim, lekkim ruchem rozszerzyła nogi i wpatrywała mu się prosto w oczy. Serce znowu zabiło jej szybciej. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę z jednego, on nie da jej uciec do krainy własnych myśli oraz wątpliwości. Nabrała powietrza do płuc, próbując się uspokoić. Tylko przy nim się nie dało, zaraz odchylała szyję, a dłonie ułożyła na jego torsie, gładząc go powoli. Krótki, odwzajemniony pocałunek zdołał ją przekonać, że ten uroczy wielkolud chce naprawdę jej.
— Wybierasz — jej ton był lekko smutny. Wierzyła w bańkę, która powstała między nimi. Była bezpieczna wręcz nierealna, ale czy ktokolwiek chciałby związać się z lekarzem, zajmującym się profesjonalnie trupami? — tak jak ja niedługo do pracy — dodała, próbując unieść kąciki ust. Wierzyła, że póki był w mieszkaniu nic między nimi się nie zmieni. Tylko co po ich przekroczeniu? Co wtedy będzie się działo?
— Piekarnik — mruknęła, wskazując głową na nagrzany piekarnik. W jej głowie pojawił się jeden krótki problem. Wolała jeść, czy spędzić ostatnie chwile w Theo przy sobie?
Cynthia nie wypiła tyle, by mieć kaca. Pamiętała jeszcze smak ust poprzedniej nocy. Smak whiskey. Dla niej rzadko kiedy coś przychodziło naturalnie. Większość ludzi wbrew pozorom naprawdę potrafiła ją zranić. Może dlatego wszystko, co działo się dookoła ją przerażało? Nie potrafiła dowiedzieć się, z czego dokładnie to wynikało. Mógł zniknąć, a w jej głowie ta myśl zaczęła powoli coraz bardziej kiełkować.
— Naprawdę tego chcesz Theo? — spytała, przechylając delikatnie głowę. Przecież Theo nie był jedynym, który mówił do niej językiem ładnych słów oraz obietnic. Jeszcze parę miesięcy temu w jej życiu był rezydent, obiecujący złote góry. Przyjaciel chcący się nią zaopiekować. Jej pytanie mogło wydawać się niewinne, nawet jeśli wypowiadała je szczególnie chłodnym tonem. Próbowała się bronić przed kolejnym uzależnieniem od mężczyzny. Theo ją uzależniał.
Zmrużyła delikatnie swoje oczy. Kiedy stał tak blisko niej. Wyczuł, że coś jest nie tak, ale Ward nigdy nie była zbyt rozmowną osobą. Stała, próbując poukładać sobie myśli, kiedy znajdował się tak blisko niej. Potrzebowała czegoś w rodzaju totalnego resetu.
— Czyli pijesz tylko okazjonalnie? — zagadnęła finalnie, otwierając oczy. Dopiero zaczęła zdawać sobie sprawę, jak niewiele wiedzą o sobie nawzajem. To nie dało jej w ogóle ukojenia. Myśli rozdwoiły się, pokomplikowały się jeszcze bardziej niż wcześniej. Może zdecydowałaby się na krótki, szybki unik, ale zaraz siedziała na blacie. Rozbrajał jej chłód.
— Znów mnie przenosisz? — spytała ledwo posadzona. Szybkim, lekkim ruchem rozszerzyła nogi i wpatrywała mu się prosto w oczy. Serce znowu zabiło jej szybciej. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę z jednego, on nie da jej uciec do krainy własnych myśli oraz wątpliwości. Nabrała powietrza do płuc, próbując się uspokoić. Tylko przy nim się nie dało, zaraz odchylała szyję, a dłonie ułożyła na jego torsie, gładząc go powoli. Krótki, odwzajemniony pocałunek zdołał ją przekonać, że ten uroczy wielkolud chce naprawdę jej.
— Wybierasz — jej ton był lekko smutny. Wierzyła w bańkę, która powstała między nimi. Była bezpieczna wręcz nierealna, ale czy ktokolwiek chciałby związać się z lekarzem, zajmującym się profesjonalnie trupami? — tak jak ja niedługo do pracy — dodała, próbując unieść kąciki ust. Wierzyła, że póki był w mieszkaniu nic między nimi się nie zmieni. Tylko co po ich przekroczeniu? Co wtedy będzie się działo?
— Piekarnik — mruknęła, wskazując głową na nagrzany piekarnik. W jej głowie pojawił się jeden krótki problem. Wolała jeść, czy spędzić ostatnie chwile w Theo przy sobie?