Strona 4 z 4

dog missing, beer present

: pn cze 01, 2026 12:29 am
autor: Dallas Jensen
Sentyment do tej bandy idiotów ani trochę nie opuszczał Jensena. Ostatnie tygodnie spędził głównie na treningach i wyjazdach na mecze, więc teraz, siedząc z nimi przy jednym stole, nawet jeśli większość czasu sprowadzała się do przedrzeźniania Księciunia, który zachowywał się, jakby za dzieciaka nałykał się Tide Podów, czuł, że cholernie mu tego brakowało. Każdy z tej czwórki wnosił do ich dynamiki coś innego. I może właśnie dlatego to działało. Jensen uniósł szklankę i upił z niej spory łyk, zanim prychnął pod nosem na komentarz Williamsa. - Time to wake up, Princess... Nikt cię nie chce, - pokiwał głową z udawaną powagą. - Robię społeczeństwu przysługę. - Przewrócił oczami, po czym rozsiadł się wygodniej przy stole. - Joel ma rację. Lepiej o niej nie gadajmy, panowie. Było, minęło, i'm a changed man - rzucił, spoglądając po kolei na każdego z nich, zanim znowu utkwił wzrok w swojej szklance. - Nic się nie martw, Hall. Gramy dzisiaj za pieniążki od sponsorów. - Wstał na moment, wyciągnął kartę kredytową i rzucił ją na stół niczym jakiś zbędny papierek, który panoszył się w jego kieszeni. - Tysiąc dolców jako wstępna stawka? Wykładam za Hasbullę - dodał, siadając z powrotem i zrzucając z siebie bluzę.

Po chwili podarował koszykarzyka morderczym spojrzeniem, wysunął palcem wskazującym w Joela i krzyknął - Ej, ej, ej! Proszę mi tu mojej matki nie obrażać. Z ojczulkiem są szczęśliwi od trzydziestu lat! - rzucił zbulwersowany. - Zazdrościcie, ot co. - Prychnął pod nosem, ale wtedy poczuł serię wibracji w kieszeni. Wyciągnął telefon, przeczytał wiadomości i uśmiechnął się pod nosem. Chwilę później westchnął teatralnie. - Wybaczcie, panowie, muszę się zwijać... obowiązki wzywają. - Wstał, dopijając zawartość szklanki do końca. - Hall, przywieź mi kartę jutro na trening - rzucił z uśmiechem. - Joel, nie wychujaj go za bardzo. A, i count me in! Będę ci kibicować we wtorek. - Zgarnął bluzę i zarzucił ją sobie przez ramię. - Księciunio, nie zapomnij sobie porządnie zwalić, bo jeszcze trochę i już na serio ocipiejesz od tego nadmiaru plemników. - Zaśmiał się, po czym zerknął jeszcze raz na telefon. - Dobra. Booty call. Hot blondynka. Nie mogę tego zaprzepaścić. - Zasalutował im krótko i ruszył w stronę drzwi. - Do następnego! - rzucił, zamykając za sobą drzwi... wziął głęboki oddech przejeżdzając dłonią po twarzy zanim zrobił kilka kroków na zewnątrz, zaczerpnął się świeżego powietrza, ukucnął i zaczął szukać taksówki, która po niego przyjedzie o tej porze... rzecz jasna.

Kumple kumplami, ale samotność ostatnio coraz mocniej dawała Jensenowi w kość. Ostatnie tygodnie spędził głównie na treningach, meczach i udawaniu, że wszystko jest w porządku, więc kiedy poznał tamtą blondynkę, wiedział, że nie może tak po prostu zaprzepaścić okazji, żeby zobaczyć się z nią znowu. Oni to zrozumieją, prawda? A jeśli nie, to zaprosi ich na jakiś wypad, postawi kolejkę, może dwie, i będzie błagał o przebaczenie jak jakiś żałosny idiota, którym najwyraźniej powoli się stawał. No trudno. Hot blondynka czekała, a Jensen nie był przecież człowiekiem, który ignorował znaki od losu...

Ꭾʀɪ፝֟ɴᴄᴇㅤ (ง'̀-'́)ง ( っ'-')╮ =͟͟͞͞🏀