Hijo de puta
: czw mar 05, 2026 9:27 pm
Rzeczywiście bardzo daleko mu było do tego, żeby wisiało mu, co myśli o nim jego brat, Alvaro, czy ktokolwiek inny. Chciał być widziany jako ktoś silny i bezwzględny, bo tak było łatwiej i wydawało mu się, że w ten sposób będzie bardziej szanowany, że zyska w oczach innych. Wiedział, że jednocześnie wiązało się to z tym, że wielu ludzi nie będzie go lubiło albo wręcz nie będą go znosili, ale i tak sądził, że tak będzie lepiej, niż jakby mieli go za łatwego do złamania słabeusza, którym w rzeczywistości się czuł. I w tym momencie, kiedy zobaczył, jak brat delikatnie odstawia szklankę, jak rozgląda się bezradnie, a potem zaczyna go przepraszać, Santiago poczuł się mały, słaby i bezradny. Poczuł się znacznie mniejszy, niż Salazar i miał ochotę rozpłakać się i wtulić w niego, chowając się przed światem w ramionach starszego brata.
Pociągnął krótko nosem i szarpnął głową, zatrzymując się i patrząc na Salazara. Nie bardzo wiedział, jak się zachować w tej sytuacji. Czuł, że Martinez ma ochotę stąd wyjść i nigdy nie wracać, więc Tiago kusiło, żeby przeprosić za całe swoje zachowanie, za swoje życie, za to, jakim był sukinsynem.
Wreszcie usiadł obok niego na kanapie, owinął się ciasno kocem i wbił wzrok w podłogę, przygarbiony, oddychając ciężko i próbując się uspokoić.
A może lepiej by było, żeby jednak Salazar rzeczywiście się na niego obraził i nigdy więcej nie przyszedł...? Żeby nie patrzył na niego, jak słabnie? A słabł i czuł to, choć dzięki obecności Alvaro w życiu to osłabienie nie postępowało tak szybko, jak by mogło, a Tiago też często zakładał maskę kogoś silniejszego, niż był w rzeczywistości. Ale choroba jedynie przyhamowała, a nie zatrzymała się albo w ogóle cofała.
A on się jej coraz bardziej bał i coraz bardziej potrzebował bliskich przy sobie, coraz bardziej nie chciał być z tym sam. I jednocześnie zarzucał sobie, że to z jego strony pieprzony egoizm, bo nie powinien nikogo na siebie skazywać. No i - naprawdę bardzo nie chciał, żeby ktoś się nim opiekował, bo byłoby to dla niego uwłaczające; a z drugiej strony miał coraz większą potrzebę okazywania swojej słabości i słów pocieszenia.
- Nie przepraszaj za to, że mnie uderzyłeś, bo mi się należało - powiedział wreszcie cicho, wciąż patrząc w podłogę - I nie przepraszaj, że przyjechałeś, bo tęskniłem za tobą i myśl, że więcej cię nie zobaczę, wywoływała we mnie rozpacz.
Zgrzytnął nerwowo zębami i nie całkiem świadomie zacisnął koc mocniej na swoich ramionach.
Salazar Martinez
Pociągnął krótko nosem i szarpnął głową, zatrzymując się i patrząc na Salazara. Nie bardzo wiedział, jak się zachować w tej sytuacji. Czuł, że Martinez ma ochotę stąd wyjść i nigdy nie wracać, więc Tiago kusiło, żeby przeprosić za całe swoje zachowanie, za swoje życie, za to, jakim był sukinsynem.
Wreszcie usiadł obok niego na kanapie, owinął się ciasno kocem i wbił wzrok w podłogę, przygarbiony, oddychając ciężko i próbując się uspokoić.
A może lepiej by było, żeby jednak Salazar rzeczywiście się na niego obraził i nigdy więcej nie przyszedł...? Żeby nie patrzył na niego, jak słabnie? A słabł i czuł to, choć dzięki obecności Alvaro w życiu to osłabienie nie postępowało tak szybko, jak by mogło, a Tiago też często zakładał maskę kogoś silniejszego, niż był w rzeczywistości. Ale choroba jedynie przyhamowała, a nie zatrzymała się albo w ogóle cofała.
A on się jej coraz bardziej bał i coraz bardziej potrzebował bliskich przy sobie, coraz bardziej nie chciał być z tym sam. I jednocześnie zarzucał sobie, że to z jego strony pieprzony egoizm, bo nie powinien nikogo na siebie skazywać. No i - naprawdę bardzo nie chciał, żeby ktoś się nim opiekował, bo byłoby to dla niego uwłaczające; a z drugiej strony miał coraz większą potrzebę okazywania swojej słabości i słów pocieszenia.
- Nie przepraszaj za to, że mnie uderzyłeś, bo mi się należało - powiedział wreszcie cicho, wciąż patrząc w podłogę - I nie przepraszaj, że przyjechałeś, bo tęskniłem za tobą i myśl, że więcej cię nie zobaczę, wywoływała we mnie rozpacz.
Zgrzytnął nerwowo zębami i nie całkiem świadomie zacisnął koc mocniej na swoich ramionach.
Salazar Martinez