a mole outta the molehill
: ndz mar 08, 2026 1:03 pm
Żadna z nich nigdy nie była przekonana o tym, że pewne rzeczy po prostu miały się zdarzyć. Jedyne w co pewnie byłyby skłonne uwierzyć najszybciej to fatum, bo jakieś nieszczęścia co rusz wisiały nad ich głowami, ale może raczej była to zasługa trybu życia jaki prowadziły, a nie tego, że faktycznie jakieś siły wyższe postanowiły się na nie uwziąć.
Jednak czasami miały wrażenie, że to wszystko po prostu musiało się stać. Może nawet czekało na odpowiedni moment, gdy obie będą bardziej skore do tego, aby podjąć się próby bycia razem. Trudno było stwierdzić, ale zawsze było między nimi pewne napięcie, które przez jakiś czas wydawało się być jedynie niezwykle silną niechęcią, ale jak mówi stare przysłowie: kto się czubi...
Nie planowały praktycznie niczego. Wszystko samoistnie toczyło się wytyczonym gdzieś traktem. One dostosowywały się jedynie do tego wszystkiego. Nie było rozmów o wspólnym mieszkaniu. Zaylee po prostu zaczęła coraz częściej przebywać w domu Eviny i nie wracać do własnego mieszkania wynajmowanego w Whitby. Potem dopiero pomyślały, aby kupić coś w Toronto i nie tracić tyle czasu na dojazdy. Adopcja również wydawała się być czymś, co po prostu... przydarzyło im się. Jednak nie żałowały niczego z tego, co udało im się osiągnąć.
- Nie spodziewałam się, bo obie zdecydowanie miałyśmy ochotę na więcej niż jeden szybki numerek na kanapie - odpowiedziała, bo nie było mowy o tym, aby to jej się jedynie wydawało.
Nawet jeśli było cudownie i intensywnie to zdecydowanie trwało to zbyt krótko. Nie zdołały w pełni nacieszyć się swoimi ciałami oraz rozładować tego cholernego napięcia, które między nimi było. Wciąż pozostawał pewien niedosyt, a odmowa przyniosła uczucie rozczarowania i pewną frustrację. Evina miała wrażenie jakby jej duma ucierpiała. Starała się po sobie tego nie pokazać, ale zdecydowana stała się chłodniejsza w momencie, gdy odprowadzała koronerkę na ganek domu, aby poczekać z nią na ubera i wypalić jeszcze jednego papierosa.
- Już ci chyba to mówiłam - przypomniała jej i splotła ze sobą ich palce, nie zamierzając rezygnować tak łatwo z kontaktu fizycznego. - Robiłabym to co wcześniej. Poświęcała się głównie śledztwom i wdawała jedynie w przelotne znajomości na góra kilka razy przeświadczona, że faktycznie nie nadaję się do tego, aby wieść z kimś bardziej ułożone życie.
W końcu raz jej to nie wyszło i nie sądziła, aby kolejna próba miała skończyć się sukcesem. Było jej dobrze samej, a jednak okazało się, że potrafi odnaleźć się w związku z drugim człowiekiem.
Był w zasadzie jeszcze pewien detektyw, z którym przespała się kilka razy, gdy jeszcze sprawy z Zaylee nie przybrały poważniejszego obrotu, ale nie sądziła, aby wyszło z tego coś więcej.
zaylee miller
Jednak czasami miały wrażenie, że to wszystko po prostu musiało się stać. Może nawet czekało na odpowiedni moment, gdy obie będą bardziej skore do tego, aby podjąć się próby bycia razem. Trudno było stwierdzić, ale zawsze było między nimi pewne napięcie, które przez jakiś czas wydawało się być jedynie niezwykle silną niechęcią, ale jak mówi stare przysłowie: kto się czubi...
Nie planowały praktycznie niczego. Wszystko samoistnie toczyło się wytyczonym gdzieś traktem. One dostosowywały się jedynie do tego wszystkiego. Nie było rozmów o wspólnym mieszkaniu. Zaylee po prostu zaczęła coraz częściej przebywać w domu Eviny i nie wracać do własnego mieszkania wynajmowanego w Whitby. Potem dopiero pomyślały, aby kupić coś w Toronto i nie tracić tyle czasu na dojazdy. Adopcja również wydawała się być czymś, co po prostu... przydarzyło im się. Jednak nie żałowały niczego z tego, co udało im się osiągnąć.
- Nie spodziewałam się, bo obie zdecydowanie miałyśmy ochotę na więcej niż jeden szybki numerek na kanapie - odpowiedziała, bo nie było mowy o tym, aby to jej się jedynie wydawało.
Nawet jeśli było cudownie i intensywnie to zdecydowanie trwało to zbyt krótko. Nie zdołały w pełni nacieszyć się swoimi ciałami oraz rozładować tego cholernego napięcia, które między nimi było. Wciąż pozostawał pewien niedosyt, a odmowa przyniosła uczucie rozczarowania i pewną frustrację. Evina miała wrażenie jakby jej duma ucierpiała. Starała się po sobie tego nie pokazać, ale zdecydowana stała się chłodniejsza w momencie, gdy odprowadzała koronerkę na ganek domu, aby poczekać z nią na ubera i wypalić jeszcze jednego papierosa.
- Już ci chyba to mówiłam - przypomniała jej i splotła ze sobą ich palce, nie zamierzając rezygnować tak łatwo z kontaktu fizycznego. - Robiłabym to co wcześniej. Poświęcała się głównie śledztwom i wdawała jedynie w przelotne znajomości na góra kilka razy przeświadczona, że faktycznie nie nadaję się do tego, aby wieść z kimś bardziej ułożone życie.
W końcu raz jej to nie wyszło i nie sądziła, aby kolejna próba miała skończyć się sukcesem. Było jej dobrze samej, a jednak okazało się, że potrafi odnaleźć się w związku z drugim człowiekiem.
Był w zasadzie jeszcze pewien detektyw, z którym przespała się kilka razy, gdy jeszcze sprawy z Zaylee nie przybrały poważniejszego obrotu, ale nie sądziła, aby wyszło z tego coś więcej.
zaylee miller