i know you're not alone on the night shift
: pn mar 30, 2026 4:59 pm
Była dobra w łamaniu prawa. Ba, można powiedzieć, że osiągnęła w tym poziom mistrzowski. Ale nie zamierzała przysparzać Whitmore problemów ani sprowadzać jej na złą drogę. Biorąc pod uwagę, że menadżerka projektów była przełożoną jej przełożonego, to byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Kira przyciągała kłopoty, ale nawet ona nie była aż tak nierozsądna.
— Picie piwa na ławce w parku grozi mandatem — powiedziała takim tonem, jakby to należało do największych grzechów, do których sama kiedykolwiek się dopuściła. — Dlatego musimy usiąść w takim miejscu, gdzie nie uchwyci nas monitoring. Chyba nie chcesz trafić na pierwsze strony portali plotkarskich? — posłała jej rozbawione spojrzenie. — Żona znanego hokeisty przyłapana na piciu piwa. Czy to poważny kryzys w małżeństwie Whithmore'ów? — zacytowała, wykonując przy tym gest, żeby ująć w powietrzu nagłówek artykułu. — Kim był towarzysząca jej, piękna blondynka? Pogłoski głoszą, że to córka kontrowersyjnego prawnika z Toronto — kontynuowała i przed przejściem przez ulicę, złapała ją za rękaw płaszcza, odciągając nieznacznie do tyłu, bo nadjeżdżający z lewej strony motocyklista jechał zdecydowanie zbyt blisko krawężnika.
Skrzywiła się lekko, kiedy Daisy wspomniała o kaloriach.
— Serio? Sama tak się katujesz, czy próbujesz w ten sposób wpierać męża? — parsknęła pod nosem, kiedy przeszły już na drugą stronę jezdni. — Wiesz, że możesz pozwolić sobie na piwo, kiedy ona trzyma ścisłą dietę? Czy na cokolwiek innego. Jesteście odrębnymi jednostkami — przypomniała jej, bo odnosiła dziwne wrażenie, że Whitmore'owie zachowywali się jak jedność.
A może w związkach tak to właśnie funkcjonowało? Co Finch mogła wiedzieć, skoro w żadnym nie wytrzymała dłużej niż cztery miesiące? Jednego była jednak pewna - nie pozwoliłaby się osaczyć i nikt nie mówiłby jej, co może robić, a czego raczej nie powinna.
— To tutaj — powiedziała po tym, jak skręciły w boczną uliczkę. Nad niedużym sklepem migał przepalony neon, który teraz brzmiał F…k & Snack. Oczywiście chodziło o Funk, o nic innego. Pchnęła drzwi, a zwieszone nad nimi dzwoneczki powiadamiały sprzedawcę o przybyciu nowych klientów. Kira przepuściła Daisy przodem i uśmiechnęła się do stojącego za ladą Azjaty. — Cześć, Tao — podeszła do lady, o którą oparła się kokieteryjnie. — Masz dla mnie coś fajnego? Płacę ekstra — powiedziała, na co starszy mężczyzna spojrzał podejrzliwie na Whitmore. — Spokojnie, jest ze mną — zaznaczyła i dopiero po tych zapewnieniach sięgnął pod ladę i wyjął sześciopak z piwem, który upchnął do papierowej torby. — Dzięki! Jesteś moim ulubionym sprzedawcą — poklepała go po ramieniu i wcisnęła mu w rękę więcej banknotów, niż to w ogóle było konieczne.
Finch złapała za torbę i wyszła ze sklepu zaraz za Daisy. Od razu pociągnęła ją w kolejną uliczkę, która prowadziła wprost do wspomnianego wcześniej parku.
— Teraz masz znajomości. Tylko nie obnoś się z tym przesadnie — rzuciła żartobliwym tonem, ale kto wie? Może po tym wieczorze zrobi z menadżerki projektu młodą alkoholiczkę?
Daisy Whitmore
— Picie piwa na ławce w parku grozi mandatem — powiedziała takim tonem, jakby to należało do największych grzechów, do których sama kiedykolwiek się dopuściła. — Dlatego musimy usiąść w takim miejscu, gdzie nie uchwyci nas monitoring. Chyba nie chcesz trafić na pierwsze strony portali plotkarskich? — posłała jej rozbawione spojrzenie. — Żona znanego hokeisty przyłapana na piciu piwa. Czy to poważny kryzys w małżeństwie Whithmore'ów? — zacytowała, wykonując przy tym gest, żeby ująć w powietrzu nagłówek artykułu. — Kim był towarzysząca jej, piękna blondynka? Pogłoski głoszą, że to córka kontrowersyjnego prawnika z Toronto — kontynuowała i przed przejściem przez ulicę, złapała ją za rękaw płaszcza, odciągając nieznacznie do tyłu, bo nadjeżdżający z lewej strony motocyklista jechał zdecydowanie zbyt blisko krawężnika.
Skrzywiła się lekko, kiedy Daisy wspomniała o kaloriach.
— Serio? Sama tak się katujesz, czy próbujesz w ten sposób wpierać męża? — parsknęła pod nosem, kiedy przeszły już na drugą stronę jezdni. — Wiesz, że możesz pozwolić sobie na piwo, kiedy ona trzyma ścisłą dietę? Czy na cokolwiek innego. Jesteście odrębnymi jednostkami — przypomniała jej, bo odnosiła dziwne wrażenie, że Whitmore'owie zachowywali się jak jedność.
A może w związkach tak to właśnie funkcjonowało? Co Finch mogła wiedzieć, skoro w żadnym nie wytrzymała dłużej niż cztery miesiące? Jednego była jednak pewna - nie pozwoliłaby się osaczyć i nikt nie mówiłby jej, co może robić, a czego raczej nie powinna.
— To tutaj — powiedziała po tym, jak skręciły w boczną uliczkę. Nad niedużym sklepem migał przepalony neon, który teraz brzmiał F…k & Snack. Oczywiście chodziło o Funk, o nic innego. Pchnęła drzwi, a zwieszone nad nimi dzwoneczki powiadamiały sprzedawcę o przybyciu nowych klientów. Kira przepuściła Daisy przodem i uśmiechnęła się do stojącego za ladą Azjaty. — Cześć, Tao — podeszła do lady, o którą oparła się kokieteryjnie. — Masz dla mnie coś fajnego? Płacę ekstra — powiedziała, na co starszy mężczyzna spojrzał podejrzliwie na Whitmore. — Spokojnie, jest ze mną — zaznaczyła i dopiero po tych zapewnieniach sięgnął pod ladę i wyjął sześciopak z piwem, który upchnął do papierowej torby. — Dzięki! Jesteś moim ulubionym sprzedawcą — poklepała go po ramieniu i wcisnęła mu w rękę więcej banknotów, niż to w ogóle było konieczne.
Finch złapała za torbę i wyszła ze sklepu zaraz za Daisy. Od razu pociągnęła ją w kolejną uliczkę, która prowadziła wprost do wspomnianego wcześniej parku.
— Teraz masz znajomości. Tylko nie obnoś się z tym przesadnie — rzuciła żartobliwym tonem, ale kto wie? Może po tym wieczorze zrobi z menadżerki projektu młodą alkoholiczkę?
Daisy Whitmore