Strona 4 z 5

i know you're not alone on the night shift

: pn mar 30, 2026 4:59 pm
autor: kira finch
Była dobra w łamaniu prawa. Ba, można powiedzieć, że osiągnęła w tym poziom mistrzowski. Ale nie zamierzała przysparzać Whitmore problemów ani sprowadzać jej na złą drogę. Biorąc pod uwagę, że menadżerka projektów była przełożoną jej przełożonego, to byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Kira przyciągała kłopoty, ale nawet ona nie była aż tak nierozsądna.
Picie piwa na ławce w parku grozi mandatem — powiedziała takim tonem, jakby to należało do największych grzechów, do których sama kiedykolwiek się dopuściła. — Dlatego musimy usiąść w takim miejscu, gdzie nie uchwyci nas monitoring. Chyba nie chcesz trafić na pierwsze strony portali plotkarskich? — posłała jej rozbawione spojrzenie. — Żona znanego hokeisty przyłapana na piciu piwa. Czy to poważny kryzys w małżeństwie Whithmore'ów? — zacytowała, wykonując przy tym gest, żeby ująć w powietrzu nagłówek artykułu. — Kim był towarzysząca jej, piękna blondynka? Pogłoski głoszą, że to córka kontrowersyjnego prawnika z Toronto — kontynuowała i przed przejściem przez ulicę, złapała ją za rękaw płaszcza, odciągając nieznacznie do tyłu, bo nadjeżdżający z lewej strony motocyklista jechał zdecydowanie zbyt blisko krawężnika.
Skrzywiła się lekko, kiedy Daisy wspomniała o kaloriach.
Serio? Sama tak się katujesz, czy próbujesz w ten sposób wpierać męża? — parsknęła pod nosem, kiedy przeszły już na drugą stronę jezdni. — Wiesz, że możesz pozwolić sobie na piwo, kiedy ona trzyma ścisłą dietę? Czy na cokolwiek innego. Jesteście odrębnymi jednostkami — przypomniała jej, bo odnosiła dziwne wrażenie, że Whitmore'owie zachowywali się jak jedność.
A może w związkach tak to właśnie funkcjonowało? Co Finch mogła wiedzieć, skoro w żadnym nie wytrzymała dłużej niż cztery miesiące? Jednego była jednak pewna - nie pozwoliłaby się osaczyć i nikt nie mówiłby jej, co może robić, a czego raczej nie powinna.
To tutaj — powiedziała po tym, jak skręciły w boczną uliczkę. Nad niedużym sklepem migał przepalony neon, który teraz brzmiał F…k & Snack. Oczywiście chodziło o Funk, o nic innego. Pchnęła drzwi, a zwieszone nad nimi dzwoneczki powiadamiały sprzedawcę o przybyciu nowych klientów. Kira przepuściła Daisy przodem i uśmiechnęła się do stojącego za ladą Azjaty. — Cześć, Tao — podeszła do lady, o którą oparła się kokieteryjnie. — Masz dla mnie coś fajnego? Płacę ekstra — powiedziała, na co starszy mężczyzna spojrzał podejrzliwie na Whitmore. — Spokojnie, jest ze mną — zaznaczyła i dopiero po tych zapewnieniach sięgnął pod ladę i wyjął sześciopak z piwem, który upchnął do papierowej torby. — Dzięki! Jesteś moim ulubionym sprzedawcą — poklepała go po ramieniu i wcisnęła mu w rękę więcej banknotów, niż to w ogóle było konieczne.
Finch złapała za torbę i wyszła ze sklepu zaraz za Daisy. Od razu pociągnęła ją w kolejną uliczkę, która prowadziła wprost do wspomnianego wcześniej parku.
Teraz masz znajomości. Tylko nie obnoś się z tym przesadnie — rzuciła żartobliwym tonem, ale kto wie? Może po tym wieczorze zrobi z menadżerki projektu młodą alkoholiczkę?

Daisy Whitmore

i know you're not alone on the night shift

: śr kwie 01, 2026 10:36 pm
autor: Daisy Whitmore
Daisy Whitmore n i g d y nie dostała mandatu.
Nie łamała prawda. Po prostu. Na drogach zawsze zachowywała odpowiednią prędkość i trzymała się przepisów, o czym Finch zdążyła się już przekonać, a do tego w życiu codziennym raczej nawet innych okazji co sprzeciwiania się służbą raczej nie miewała. Jednak dzisiaj? Dzisiaj była ku temu całkiem solidna okazja, co zresztą Kira po chwili wyjątkowo dobrze podsumowała, prezentując swoje propozycje w związku z gorącym tytułem, który gdyby cokolwiek je przyłapał, z pewnością pojawiłby się na stronach plotkarskich.
Niby powinno ja to przejąć, bo trzeba przyznać, że brzmiał to wyjątkowo realistycznie, a jednak Daisy zaśmiała się głośno, przecinając ciszę panująca o tej porze na opustoszałych ulicach Toronto.
Widać, że się znasz — skwitowała wciąż rozbawiona, kręcąc głową. — Przynajmniej wiadomo, że płacą ci za dobrą robotę — dodała. Tytuł, który zaproponowała brzmiał tak dobrze, że sama Whitmore by w niego kliknęła. Miał w sobie wszystkie istotne elementy, które razem składały się na klikalny nagłówek, chociaż Daisy miała ogromną nadzieję, że nikt nie będzie mieć okazji go kiedykolwiek użyć.
Kiedy weszły do sklepu, Whitmore trzymała się z miarę z tyłu. Sama za bardzo nie znała się na alkoholach, a już na pewno nie tych z dolnej półki. Sklep wyglądał na niewielki, chociaż wybór był nawet spory. Zaczęła się rozglądać dookoła, ale Finch skierowała się prosto do kasy, praktycznie od razu zagadując Azjatyckiego sprzedawcę. Uniosła delikatnie dłoń w górę, gdy blondynka powiedziała, że były razem i machnęłą ręką. Wyglądało to wszystko trochę tak, jakby przyszły po jakiś ciężki towar a nie sześciopak piwa. A już na pewno nie tak drogi sześciopak. Postanowiłą to jednak skomentować dopiero, gdy wyszły na zewnątrz.
Piwo tu jest tak drogie, czy to po prostu ty lubisz dawać napiwek? — zagadała, poprawiając torbę na ramieniu. — Wziąć coś od ciebie? — zaproponowała się, chociaż znając już co nieco Finch, była przekonana, że kobieta jej odmówi. Wydawała się w stu procentach samodzielnie i jak ktoś, komu przeniesienia sześciu piw kilkanaście metrów naprawdę nie stanowiła problemu.
Park do którego zabrała ją Kira o tej godzinie był już kompletnie pusty. Dookoła nie kręcili się nawet ludzie z psami na wieczornym spacerze. Każde z nich pewnie już spało i Daisy również zapewne powinna. Zamiast tego siadała właśnie na jednej z ławek w towarzystwie dziennikarki z motoryzacyjnego i kilku browarów.
Nie wiem ile dokładnie jest między nami różnicy wieku ani czy przez to pytanie nie wyjdę na totalnego wariata albo boomera, ale… — zawahałą się na moment, jakby myśl, która nagle narodziła się w jej głowie była nie do końca na miejscu. Tylko że Kira już patrzyła, na nią swoimi wielkimi, szarymi oczami, wyczekując odpowiedzi i chyba nie ładnie było tak nie kończyć zdań? — Jak ja chodziłam do szkoły, to piwo zerowało się z dziury. No wiesz robiło się taką na dole puszki i z niej piło — pokazała jej miejsce, w którym dziurawiło się puszkę kluczem, a na twarzy Whitmore wymalowało si drobne… zawstydzenie? A może dziecięce pragnienie, żeby znowu poczuć się jak nastolatka i wyzerować puszkę piwa?

kira finch

i know you're not alone on the night shift

: czw kwie 02, 2026 2:47 pm
autor: kira finch
Piwo było z niskiej półki, ale tylko w teorii, bo Tao trzymał je pod ladą. W rzeczywistości była to jedna z lepszych marek, bo Kira Finch nie piła szczochów. Mogła, ale dlaczego miałaby to robić? Stać ją było na lepsze trunki, więc nie zamierzała smrodzić sobie gęby byle czym. Oczywiście, kiedy ktoś częstował ją czymś, to nie patrzyła na cenę i markę. Nie była aż tak wybredna, a poza tym darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda!
Lubię dawać — wypaliła bezwiednie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, jak to zabrzmiało. — Napiwki. Lubię dawać napiwki — sprostowała natychmiast, jednak Daisy chyba nawet nie odebrała jej słów dwuznacznie. Był kompletnie zielona, jeśli chodzi o podteksty. I miało to swój urok.
Pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że nie potrzebuje pomocy w niesieniu sześciopaku. Nie był aż tak ciężki, a droga do parku był naprawdę krótka. Wystarczyło, że skręciły w następną uliczkę i już podążały alejką między ławkami i przydrożnymi drzewami, które jeszcze nie zdążyły zakwitnąć, bo początek wiosny był wyjątkowo chłodny.
Kira usiadła na oparciu ławki i sięgnęła do papierowej torby po puszki z piwem. Jedną wręczyła Whitmore, a drugą już chciała otworzyć, ale wtedy menadżerka przypomniała sobie o pewnej zabawie, którą praktykowała się nie tylko zza jej młodzieńczych lat.
Nie możesz być aż taka stara, bo do tej pory zeruje się piwo w taki sposób — uśmiechnęła się do niej, ale bez złośliwości. Skoro Daisy nie imprezowała, to skąd miała o tym wiedzieć? Niektóre rzeczy po prostu nie zmieniały się z dnia na dzień. — Chcesz spróbować? — zapytała, wyciągając z kieszeni pęk kluczy. Ten długi od Ferrari idealnie nadawał się do zrobienia dziury. — Ale wpierw musimy się o coś założyć — zaznaczyła, wychodząc z założenia, że picie piwa w taki sposób miało sens tylko wtedy, gdy przypieczętowane było wcześniejszym zakładem. — To co? Ta, która wygra, wymyśla jakieś zadanie dla tej drugiej, czy masz jakiś inny pomysł? I pijemy jednocześnie, czy odliczamy sobie czas stoperem? To ważne — pokiwała głową, aby umocnić wypowiedziane słowa.
Finch w zasadzie odpowiadały obie opcje. Nie miała miała też problemu z wykonaniem trudnego albo żenującego zadania, w razie gdyby jednak przegrała. Oczywiście brała pod uwagę jedynie zwycięstwo, ale coś jej podpowiadało, że Daisy może być czarnym koniem tych zawodów. Cicha woda brzegi rwie i te sprawy.
Chciałabym zapytać, ile właściwie masz lat, ale podobno kobiety o wiek się nie pyta — dodała luźno, obracając w dłoniach wciąż zamkniętą puszkę. Pozornie przecież niepytanie kobiet o wiek to wyraz szacunku. W odczuciu Kiry było dokładnie odwrotnie. Lubiła, kiedy kobiety mówiły publicznie, ile mają lat i gdy nosiły te swoje cyferki z godnością. Wiek był przecież tylko nic nieznaczącą liczbą i zupełnie niczego nie zmieniał.

Daisy Whitmore

i know you're not alone on the night shift

: pt kwie 03, 2026 2:44 pm
autor: Daisy Whitmore
Daisy faktycznie za nic nie wyłapała dwuznaczności słów Kiry. Dla niej było to kolejne z wielu zdań, które blondynka wypowiedziała jako część rozmowy i właściwie odpowiedź na pytanie Whitmore. Nawet do głowy jej nie przyszło, że mogło w tym zdaniu kryć się cokolwiek więcej. Dopiero kiedy się poprawiła, Daisy spojrzała na nią podejrzanie. No bo co innego niż napiwki można było dawać? Komuś po mordzie?
Zaśmiała się szczerze, gdy Finch stwierdziła, że managerka nie mogła być aż taka stara. W sumie to wcale nie uważała się za starą. Bardziej wynikało to chyba z ostatnich dziesięciu lat, które spędziła na byciu przykładną żoną i panią domu. Czuła gdzieś podskórnie, że ukradło jej to co nieco młodości. Całe szczęście jak się okazało, wciąż piło się browarki w taki sposób, a gdy tylko z ust dziennikarki wybrzmiało krótkie chcesz spróbować, Daisy uśmiechnęła się szeroko.
No pewnie! — podekscytowała się, chyba o wiele bardziej niż trzydziesto jedno letnia kobieta powinna, ale co ona mogła poradzić na to, że przy Kirze wychodziła z niej niekiedy prawdziwa nastolatka? — Zakład brzmi świetnie. Zawsze to dodatkowa motywacja, żeby cię pokonać — wymierzyła w nią palcem, nie potrafiąc ukryć uśmiechu. Postukała kilkakrotnie palcem w puszkę, a potem odstawiła ją na ławkę, by nieco ostygła. — Proponuje pić w tym samym czasie i po prostu ta, która jako pierwsza skończy i da puchę nad głowę wygrywa — dodała swoje cztery grosze, pamiętając, że w takich konkurencjach bardzo łatwo można było udawać, że się skończyło, kiedy napój wciąż był w puszce, dlatego właśnie wprowadzono zasadę, by po ukończeniu dać ją sobie nad głowę.
Może i była to zwykła zabawa, jednak Whitmore tak dawno się o nic nie zakładała, że potraktowała to wyjątkowo poważnie. Do tego stopnia, że zerwała się z ławki i patrząc groźnie (wcale nie) na Finch, zabrała się za rozpinanie kurtki. W końcu nie będzie ryzykować, że obcisłe rękawki będą ją ograniczać, prawda? Planowała to wygrać, a żeby to osiągnąć, musiała sobie nieco pomóc. Do tego wszystkiego zrobiła kilka wymachów dla rozruszania zastałych mięśni. I trochę też dlatego, że Kira już patrzyła na nią z rozbawieniem, więc chciała to jeszcze przeciągnąć.
Dobra, dawaj — machnęła ręką i sięgnęła po własne klucze oraz puszkę. Przystawiła ją na odpowiedniej odległości i zacisnęła mocniej palce, wzrok jeszcze na chwilę osadzając na szarych oczach Finch. — Trzydzieści jeden. To staro? — spytała, nawiązując do pytania o wiek, które przed chwilą padło.
Odliczyły do trzech, a kiedy nadeszła odpowiednia pora, Whitmore z impetem przebiła powłokę puszki i czym prędzej zabrała się za zerowanie puszki. W sekundę poczuła, jak piana i gaz sieją kompletne spustoszenie w jej ustach. Normalnie wychodziło jej nosem, ale przecież nie mogła teraz przestać. Nie kiedy miała zamiar wygrać. Zdawała sobie sprawę, że w rzeczywistości miała nikłe szanse — sama nie piła piwa od dobrych kilku lat, w przeciwieństwie do Finch, która nagle zdawała się być w tym ekspertką. Daisy widziała, jak blondynka zaciska palce mocniej i mocniej na puszce. Sama również próbowała to robić, ale tylko jeszcze bardziej się popluła i oblała. I na co jej to było?
Jak się zaraz około na nic, bo przegrała. Na ostatniej prostej musiała zrobić sobie przerwę, nie mogąc już złapać powietrza, a za ten czas Finch mignęła puszką nad głową.
Nie no, nie miałam szans — rzuciła zrezygnowana jednak wciąż z uśmiechem, a potem nawet nad tym nie panując, po prostu wypuściła z siebie głośne, donośne beknięcie. — O jezu, przepraszam. Nie wiem jakim cudem to ze mnie wyszło — przeprosiła z automatu, chociaż doskonale wiedziała, skąd wziął się ten głośny bek. W jej brzuchu czaił się już nawet kolejny, ale jego akurat udało jej się jakoś przełknąć.

kira finch

i know you're not alone on the night shift

: sob kwie 04, 2026 2:13 pm
autor: kira finch
Mając dwie starsze siostry, nigdy tak naprawdę nie nauczyła się przegrywać. W domu Finchów porażka była czymś, o czym się nie mówiło. Każdy dążył do tego, żeby być najlepszym, jakby drugie miejsce w ogóle nie istniało. Dorastanie w takiej atmosferze nie pozostawiało wiele przestrzeni na słabość czy potknięcia, a już na pewno nie na ich spokojne przeżywanie. A jednak Kira nie unikała wyzwań. Przeciwnie, chętnie je podejmowała, chcąc udowodnić sobie i innym, że potrafi dorównać, a może nawet przewyższyć resztę. Przegrana nigdy nie była dla niej czymś łatwym, ale nauczyła się radzić sobie z nią na swój sposób. Czasem jednak emocje znajdowały ujście. Zdarzało się, że w przypływie złości uderzyła w coś pięścią albo trzasnęła mocniej drzwiami.
Skinęła głową, dając Daisy do zrozumienia, że picie równocześnie jak najbardziej jej odpowiada i mogą zrobić to właśnie w taki sposób, przypieczętowując zwycięstwo nadstawieniem puszki nad głowę, żeby faktycznie sprawdzić, czy któraś z nich nie blefowała.
O wow, robi się poważnie — parsknęła na widok tego, jak Whitmore zaczyna rozpinać kurtkę. Ewidentnie towarzyszył jej bojowy nastrój. Podziwiała jej determinację. Sama zacisnęła mocniej palce na długim kluczu, gotowa do startu.
Zanim jednak wbiła go w puszkę, spojrzała na menadżerkę, zastanawiając się nad jej wiekiem. Czy trzydzieści jeden lat to dużo? Chyba wszystko zależało od tego, na ile lat ktoś się czuł. Finch pamiętała, jak jej najstarsza siostra przeżywała przekroczenie magicznej trzydziestki. Ale jakoś April nie zmieniła się pod żadnym względem. Dalej paplała tyle samo i umoralniała Kirę za różne wybryki, jak na starszą siostrę przystało. Nawet nie potrafiła stwierdzić, czy Daisy wygląda na swój wiek. Podejrzewała, że będąc w jej wieku, sama nie odczuje jakichś diametralnych wizualnie zmian.
Jesteś sześć lat starsza ode mnie, ale w pewnej chwile ta granica się zaciera i nie jest aż tak odczuwalna — wzruszyła lekko ramionami, bo o ile kiedyś nie dogadywała się ze swoimi starszymi siostrami pod żadnym względem, to później złapały naprawdę dobry kontakt. — Chyba? — spojrzała na Whitmore, jakby szukała zapewnienia, że ta nie ma jej za jakąś gówniarę.
Podczas
Skupiła się podczas odliczania i jednym, stanowczym ruchem zrobiła w puszce dziurę kluczem, przysysając się do niej jak jakiś glonojad. Kontrolowała strumień poprzez nacisk, ale kątem oka obserwowała poczynania Daisy. Wcale nie szło jej najgorzej. Przynajmniej do momentu, aż się nie oblała. Kira musiała odwrócić wzrok, żeby nie parsknąć śmiechem i nie zadławić się piwem. W końcu nadstawiła puszkę nad głowę, czując, jak jedna samotna kropla spada jej na włosy.
Chciałam powiedzieć, że byłaś blisko, ale głupio tak kłamać — powiedziała i sięgnęła do kieszeni kurtki po paczkę chusteczek, którą podała menadżerce. Zaraz jej brwi powędrowały wysoko do góry, bo Whitmore chyba wyrzuciła z siebie jakiegoś potwora. — Zdecydowanie należą ci się jakieś dodatkowe punkty za oprawę dźwiękową — pokiwała z aprobatą głową, bo jednak robiło to wrażenie. — Następne wypijmy już normalnie. Jeszcze się wstawisz i będę musiała prowadzić cię do domu. Co ja powiem twojemu mężowi? — zacisnęła usta w wąską linię w udawanym niepokoju. W rzeczywistości miała gdzieś reakcję hokeisty, który najpewniej chciał, żeby jego żona po pracy wracała od razu do domu, a nie piła w parku piwo na czas.

Daisy Whitmore

i know you're not alone on the night shift

: sob kwie 04, 2026 11:29 pm
autor: Daisy Whitmore
Co to było jakieś marne sześć lat? Niektóre z jej koleżanek były z związkach z mężczyznami o dziesięć lat starszymi od nich i jakoś żadna z nich nie widziała w tym problemu. Chyba z czasem po prostu, kiedy człowiek już wkraczał w strefę dorosłości, te wszystkie granice oraz to wypada, a czego nie, po prostu się zacierały. Co innego gdy mówiło się o sześcioletniej różnicy, gdyby Daisy miała szesnaście, a Kira dziesięć. Wtedy okej — creepy (a nawet kurwa bardzo), ale trzydzieści jeden i dwadzieścia pięć? Ani trochę. Poza tym, to nie tak, że przecież dyskutowały tu o różnicy wieku w przypadku bycia razem, tylko kumplowania się, to o czym tu mówić? Było okej i tyle!
Okej za to nie okazały się umiejętności zerowania piwa przez Whitmore, bo chociaż była przekonana przez większość konkurencji, że szło jej w y b o r n i e, tak kiedy Kira ewidentnie ją pokonała, nie było naprawdę co zbierać. Niemniej dokończyła swój napój, jak na prawdziwą wojowniczkę przystało, a końcówką oblała sobie włosy, bo chociaż myślała, że wszystko wyzerowała, zaraz okazało się, że nie do końca i wszystko spłynęło jej po twarzy.
Uśmiechnęła się do Finch, gdy ta podała jej chusteczkę i od razu zabrała się za wycieranie nosa i brody. Daisy Whtmore — niby kobieta z klasą, a jednak jak się okazało, nie potrafiąca nawet wypić browara, nie wspominając nawet o beknięciu, które wybrzmiało z czeluści jej organizmu i którego totalnie szczerze się powstydziła. Dobrze, że było ciemno, bo jeszcze Kira zobaczyła by jej wielkie, czerwone wypieki na twarzy.
Dodatkowe punkty za oprawę dźwiękową? — dopytała jednak, przyglądając się jej uważnie, przy okazji schylając się po kurtkę, którą zawiesiła o oparcie ławki. Powoli robiło się jej zimno w samej koszuli, a przecież konkurencja i tak już była zakończona. — Trzeba było mówić wcześniej, kiedyś świetnie mi wychodziło bekanie na zawołaniedopóki mój facet nie powiedział, że to mało kobiece i powinnam natychmiast przestać, dodała już w myślach, w odpowiednim momencie gryząc się w język. Wiedziała, że nie powinna tak oczerniać Rowena w oczach innych. W końcu Finch go nie znała, nie mogła wyrobić sobie własnego zdania na jego temat, a takie narzucanie komuś narracji mogło być najzwyczajniej w świecie niegrzeczne. A przynajmniej dla trzeźwej i w pełni świadomej Daisy, która… miała zamiar taką pozostać. Przynajmniej tego wieczoru.
Faktycznie mam słabą głowę, ale wątpie, żeby aż tak, żeby trzy piwa zmiotły mnie z planszy do tego stopnia, żebyś musiała mnie odholować do domu — zaśmiała się, wygrzebując z reklamówki drugą puszeczkę i otwierając ją tym razem już kulturalnie panokciem, tam gdzie się powinno.
Upiła dwa łyki i wbiła jasne spojrzenie w szare oczy Finch, z wyrazem twarzy prawie zaczepnym. Może jednak trochę się rozluźniła.
No i jak? — zaczęła luźno, jakby Kira nagle miała czytać jej w myślach i wiedzieć, o co jej chodziło. — Wymyśliłaś już swoje zadanie za to, że wygrałaś? Czy zostawiasz je sobie na czarną godzinę? — dopytała, bo chociaż próbowała zachować luz, to gdzieś tam pod skórą czyła pewnego rodzaju… ekscytację?

kira finch

i know you're not alone on the night shift

: pn kwie 06, 2026 3:42 pm
autor: kira finch
Starsze kobiety zawsze wydawały jej się strasznie poważne. Kilka razy gościła je w łóżku i później wynikały z tego same problemy. Od razu nastawiały się na jakieś relacje, kiedy Kira w ogóle takich nie szukała. To było dość niezręczne. Do tego stopnia, że w w niektórych przypadkach musiała blokować numery, bo nie mogła się od nich uwolnić. A przecież to był tylko seks, a one wyobrażały sobie ślub i piątkę dzieci. Przesada! Tym bardziej że Finch niczego im nie obiecywała i odgórnie zaznaczała swoje oczekiwania. A raczej ich brak.
Natomiast w zwykłych znajomościach różnica wieku w niczym nie kolidowała. Wprawdzie nie miała zbyt wielu starszych znajomych poza pracą, ale za to w nocnych wyścigach rywalizowała ze starszymi i dużo bardziej doświadczonymi kierowcami, którzy z kolei po przegranej zachowywali się jak banda dzieciaków. Nie to, co Daisy, która przyjęła porażkę z uśmiechem na twarzy. I piwem wyciekającym z nosa.
Dopiero to wymyśliłam — powiedziała, bo wcześniej nie wpadła na to, żeby dodać więcej punktów za efekty dźwiękowe. — Nie miałam pojęcia, że pójdzie ci tak spektakularnie — posłała jej rozbawione spojrzenie. Trzeba przyznać, że Whitmore dała prawdziwy popis! — Ale może nie bekaj jednak na zawołanie, co? Jeszcze ci się coś uleje — zażartowała, chociaż kto wie? Może bekanie na zawołanie właśnie tak by się skończyło?
Nie uważała, żeby było w tym coś niewłaściwego, ale menadżerka była już wystarczająco mokra. To znaczy, oblana piwem. Wiadomo, że o to chodziło. A wieczory nie były jeszcze na tyle ciepłe, żeby nie przejmować się temperaturą i wilgotnymi ubraniami.
Kira również sięgnęła po puszkę i pociągnęła za zawleczkę. W powietrze uniosła się charakterystyczne syknięcie. Spiła pianę i wzięła kilka łyków, wpatrując się w Daisy i zastanawiając nad wymyśleniem dla niej zadania.
Daj mi sekundę — poprosiła, rozglądając się po parku. Niedaleko od ławki spacerowała młoda dziewczyna z mopsem. Finch wskazała na nią podbródkiem. — Widzisz tamtą laskę? — zapytała, znów przystawiając puszkę do ust. — Zapytaj, czy się z tobą umówi. Oczywiście, nie na poważnie. Zobaczymy, czy zdołasz wyciągnąć od niej numer telefonu. Sama mówiłaś, że nie masz wprawy we flircie. W pobliżu nie ma żadnych facetów, ale i tak zagadywanie do takich o takiej porze nie jest najlepszym pomysł. Za to na kobiecie można sprawdzić twój urok osobisty — puściła do niej oczko. Tak na zachętę.
Przez chwilę zastanawiała się, czy przypadkiem nie zagalopowywała się z tym wyzwaniem, ale w końcu wygrała i mogła wymyślić dla Whitmore dowolne zadanie. To, czy ta je wykona, zależało wyłącznie od niej samej. Jeśli będzie się wahać, Finch była skłonna wykombinować coś innego. Na przykład kazać jej wypić następne piwo na hejnał. Albo zrobić jakąś akrobację sportową. Tylko wszystko inne wydawało się jakieś takie totalnie nudne i przewidywalne.

Daisy Whitmore

i know you're not alone on the night shift

: wt kwie 07, 2026 1:09 am
autor: Daisy Whitmore
Następnym razem trzeba ustalić zasady zanim zaczniemy się bawić — rzuciła w odpowiedzi na wielką niesprawiedliwość, która ją spotkała. W końcu gdyby wcześniej doszły do porozumienia, że efekty dźwiękowe były podwójnie punktowane, to może Whitmore obrałaby zupełnie inną strategię i zamiast pić piwo jak najszybciej, po prostu skupiłaby się na wypuszczeniu z siebie jak największej ilości beknięć? Może ten sposób nie zagwarantowałby jej pełnej wygranej, ale przynajmniej miałaby na koncie jakieś dodatkowe punkty. Tak o, dla zasady. Żeby było czym się chwalić przed dosłownie nikim.
Na to jednak było za późno i Daisy pozostawiona jedynie gdybaniu, nie miała zamiaru dużo czasu się nad sobą użalać. Szczególnie, że zaraz szarpała za drugą puszkę z opakowania i otwierała kulturalnie w odpowiedni sposób, by tym razem faktycznie posmakować trunku, a nie wlać go sobie prosto i bezczelnie do gardła. Piwo było dobre, smaczne nawet, chociaż z pewnością nie byłby to pierwszy wybór Whitmore. Postanowiła to jednak zatrzymać dla siebie, również dlatego, że temat zszedł na wygraną Finch, która miała zwieńczyć się wykonaniem zadania przez managerke projektu.
Nie miała pojęcia, co wymyśli Kira. Patrzyła na nią intensywnie przez krótką chwilę próbując wyczytać cokolwiek z jej zamyślonej twarzy. Na marne. Oczywiście próbowała zgadnąć, że na przykład zażyczy sobie podwyżki albo tego cholernego stołu do bilarda w biurze, jednak zaraz okazało się, że po jej ślicznej głowie chodziło już coś zupełnie innego.
Skinęła głową na pytanie, czy widziała tamtą laskę. Kobieta z psem spokojnie przechadzała się przez park, czekając, aż jej pupul strzeli kloca, a potem nawet tego nie posprzątała. Nieładnie. Miała nadzieję, że jej zadaniem będzie opieprzenie kobiety, ale nie… Daisy miała ją uwieść.
Zwariowałaś — zaśmiała się, przekonana, że Finch tylko żartowała. — Przecież ja nigdy w życiu nie flirtowałam z kobietą, nie wiem, jak to się robi — wzruszyła ramionami i spojrzała na blondynkę, jakby naprawdę urwała się z choinki. Chciała jeszcze użyć argumentu, że przecież miała męża, ale akurat w tej kwestii Kira dobrze się zabezpieczyła, podkreślając, że miała tylko wziąć numer, którego i tak nigdy nie wykorzysta. Czy było to w porządku w stosunku do Rowena? Raczej nie, przecież czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Poza tym…
I co? Co jej mam powiedzieć? — spytała śmiertelnie poważnie. — Hej, mała. Pomóc ci pozbierać kupę po twoim psie, bo idzie ci średnio na jeża? — zaproponowała, niby sarkastycznie, chociaż prawda była taka, że właśnie na takim poziomie były jej umiejętności flitru. Dokładnie takim. Exactly this shit. — No co? Serio nie posprzątała tej kupy, widziałam! — próbowała się jakoś obronić, ale przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że Finch wcale nie o to chodziło. — Nie no, musisz mnie pierwsze jakoś przeszkolić — oznajmiła i poprawiła się na ławce, odwracając w pełni w stronę blindynki. — Zaprezentuj mi teskt albo dwa, a potem ja się pójdę tam zbłaźnić — wydawał się to uczciwy podział obowiązków. Już sam fakt, że Whitmore faktycznie się zgodziła na to pójść, świadczył o to, że była gotowa wyjść ze swojej strefy komfortu. A to przecież nie zdarzało się praktycznie nigdy.

kira finch

i know you're not alone on the night shift

: wt kwie 07, 2026 9:29 pm
autor: kira finch
Kiedy Daisy rzuciła uwagę o zasadach, Kira tylko uniosła brew, jakby właśnie odkryła, że ktoś próbuje wprowadzić regulamin do konkursu, który powstał pięć minut wcześniej przy dźwięku otwieranych puszek. Nie przewidziała tego, ale punkty za efekty dźwiękowe faktycznie powinny liczyć się podwójnie. Przecież to była absolutna podstawa! Szybkość była ważna, owszem, ale styl? Styl był wszystkim! A nic nie opisuje stylu tak dobrze, jak solidne beknięcie po dobrze wykonanym zadaniu.
To znaczy, że znowu będziesz chciała napić się ze mną piwa? — uśmiechnęła się łobuzersko, upijając porządnego łyka z drugiej puszki. — Przysięgam, że na następny raz przygotuję listę zasad i tablicę punktową — puściła do Whitmore oczko. Skoro miały praktykować to częściej, faktycznie powinny wcześniej ustalić porządne reguły. Podwójne punkty za beknięcie, ale minus jeden, kiedy którejś pójdzie piwo nosem.
Nie miała pojęcia, dlaczego właśnie taki pomysł z podrywem przyszedł jej do głowy. Było to pierwsze, o czym pomyślała, kiedy zobaczyła tamtą kobietę spacerującą z psem, która - jak się okazało - nie posprzątała nawet po swoim czworonogu. Tak, Finch też to widziała. Chamsko. Obie z Daisy zdawały sobie z tego sprawę, jako właścicielki zwierzaków.
Wyluzuj — zaczęła na spokojnie, bo menadżerka zaczęła niepotrzebnie wszystko wyolbrzymiać i robić z igły widły. — Może po prostu flirtuj z nią tak, jak robisz to z Rowanem? Czy na takim etapie związku już nie trzeba podrywać drugiej osoby? — ściągnęła brwi, bo o ile Whitmore nie miała pojęcia, jak poderwać kobietę, to Kira nie za bardzo znała się na związkach. Nie wspominając o tych długoletnich. Te to w ogóle były dla czymś zupełnie niewyobrażalnym. Po prostu logika Finch nie ogarniała, że można spędzić z kimś całe życie. Albo życia połowę.
Co? — zaśmiała się krótko, kręcąc przy tym głową. — Ja mam cię uczyć, jak zgadać? — w jej oczach zatańczyło autentyczne rozbawienie. Zdarzało się, że robiła za skrzydłową, ale żeby uczyła kogoś gadek na podryw? Najwyraźniej zawsze musi być ten pierwszy raz!
Odchrząknęła i zlustrowała spojrzeniem kobietę, która skręciła w ich alejkę, a potem przeniosła wzrok na Daisy, jakby właśnie oceniała materiał do obróbki.
No dobra — oparła łokcie o kolana i nachyliła się trochę bliżej, wchodząc w jej przestrzeń. — Jeśli mam być twoją mentorką, to najpierw muszę sprawdzić, z czym pracuję — przechyliła głowę, uważnie przyglądając się Whitmore. — Lekcja pierwsza - kontakt wzrokowy. Nie taki patrzę, bo wypada, tylko taki, jakbyś naprawdę była zainteresowana. Jakby w zasięgu co najmniej dwóch kilometrów nie było nikogo innego — na moment zamilkła i spojrzała jej w oczy. Intensywnie, ale nie nachalnie. — Widzisz różnicę? — zapytała, ale czekając na odpowiedź, odsunęła się minimalnie i uniosła palec. Może powinna zmienić profesję i zająć się podrywem zawodowo? Na pewno byłaby w tym prawdziwą mistrzynią, a ludzie pchaliby się po jej nauki drzwiami i oknami!
Lekcja druga - pewność siebie. Nawet jeśli ją udajesz. Zwłaszcza jeśli ją udajesz. Ludzie i tak nie poznają różnicy — Kira uśmiechnęła się szerzej, zmieniając ton na bardziej zaczepny. — I najważniejsze - nie zaczynasz od cześć, jestem Daisy i prawdopodobnie zaraz się zbłaźnię. To nie jest strategia podrywu, to jest strategia autodestrukcji — przekręciła się bokiem na ławce, opierając ramię o oparcie i spojrzała na nią spod rzęs. — Zamiast tego podchodzisz, zatrzymujesz się na sekundę i mówisz coś prostego. Na przykład, nie mogłam się zdecydować, czy podejść, ale uznałam, że będę żałować, jeśli tego nie zrobię. Albo słuchaj, potrzebuję opinii - czy to był bardzo zły pomysł, żeby do ciebie podejść, czy dopiero się okaże? — uniosła figlarnie jedną brew i położyła dłoń na ramieniu Whitmore, dając jej do zrozumienia, że to właściwie było wszystko, co powinna wiedzieć i że teraz była już na pewno gotowa do działania.

Daisy Jenkins

i know you're not alone on the night shift

: ndz kwie 12, 2026 1:57 am
autor: Daisy Whitmore
Wyluzuj.
Słowo niby tak oczywiste i proste w obsłudze, a jednak w praktyce tak bardzo skomplikowane. Niby człowiek wiedział jak luzować, natomiast kiedy przychodziło co do czego, potrafił naprawdę głupieć. Zupełnie tak, jak Daisy Whitmore w chwili, w której Kira kazała jej tak po prostu iść i zagadać do kobiety, której nawet nie znała. I okej, może dla Finch było to na porządku dziennym, totalna norma, ale przecież Daisy nie musiała flirtować z nikim… nigdy. Tak na dobrą sprawę. Może właśnie dlatego zaśmiała się głośno, kiedy blondynka kazała jej po prostu flirtować dokładnie tak, jak to robiła z Rowanem.
Do niego wystarczyło się uśmiechnąć — zażartowała, chociaż tak naprawdę praktycznie nie było w tym kłamstwa. Kiedy jeszcze byli w szkole, Whitmore nawet jakoś bardzo nie musiała się starać, żeby zdobyć jego serce. Raczej wyszło to po prostu samo z siebie, kompletnie naturalnie i z pewnością nie było owiane żadnym wielkim uwodzeniem. Ona po prostu dała mu odpisać zadanie z matmy, a potem zgodziła się na kilka sesji prywatnym korepetycji z bilbiotece po lekcjach. I jakoś to poszło. Ale może akurat tego nie powinna mówić Kirze?
Tak, zdecydowanie nie powinna, szczególnie, że dziewczyna zaraz nachylała się w jej stronę i autentycznie przystała na to, żeby nauczyć Whitmore podstaw flirtu. Chociaż musiała przyznać, że kiedy tak słuchała tych złotych zasad, miała wrażenie, że może jednak nie było to takie trudne, jak mogło się wydawać.
Dopiero kiedy Kira faktycznie zaczęła to wszystko p r e z e n t o w a ć, spoglądając jej głeboko w oczy; robiąc te wspomniane maślane oczka i serwując intensywne spojrzenie… Daisy naprawdę poczuła różnicę. I coś jeszcze. Lekkie, króciutkie ukłucie gdzieś w okolicy brzucha, z pewnością wywołane po prostu przez stres. A może nie? Może to faktycznie była reakcja jej zszokowanego ciała na spojrzenie Finch? Ciężko było ocenić, bo przecież trwało to tak k r ó t k o. Ta. Szkoda tylko, że gdy jej dłoń spoczęła na ramieniu Whitmore, ono pojawiło się znowu. Przelotnie, jednak nie na tyle, by umknąć jej uwadze. A najbardziej dziwne w tym wszystkim było to, że Daisy wcale się nie odsunęła. Nie speszyła. Siedziała w bezruchu i po prostu patrzyła w szare oczy Kiry, zaciskając mocniej palce na puszce od piwa, które po chwili… oblało jej całą rękę pod naporem.
Kurde… — syknęła, odsuwając kapiącą dłoń nieco dalej od spodni. — Cała się umazałam, ale chyba czaje o co chodzi — rzuciła luźno, może nawet już tą udawaną pewnością siebie. Uniosła puszkę do ust i zgarnęła kilka łyków, a następnie przeniosła swoją uwagę na blondynkę. Dokładniej jej duże oczy. — Intensywne spojrzenie, jakbym jedyne o czym myślała, to jaki kolor bielizny ma na sobie… — zaczęła spokojnie, przysuwając się nieznacznie i tym razem prezentując własne umiejętności. — Uśmiech… i zaczepny tekst o tym jak bardzo przypadkiem chociaż intencjonalnie na nią wpadłam — streściła instruktaż Finch i nawet nie zakodowała momentu, w którym jej wolna dłoń luźno opadała na kolano Kiry. — Kurde, może po prostu ty dasz mi swój numer i po sprawie? — zażartowała, chociaż jak miała być szczera, zdecydowanie wolała ten dziennikarki niż jakiejś przypadkowej kobiety z psem w parku. No tylko pytanie, czy Kira w ogóle poszłaby na taki podryw? Cóż, biorąc pod uwagę cholernie późną godzinę i jak bardzo Daisy puściły hamulce po wypiciu półtora piwa, może nawet nie powinna.
Dobra, no nic, ide tam — w końcu przerwała ich kontakt nie tylko wzrokowy, ale również i fizyczny, sama zrywając się z ławki jak oparzona i przy okazji zerując puszkę. — A co jak mi nie da? Będzie kara? — dopytała tak jeszcze dla pewności, przy okazji przeskakując z nogi na nogę. Tak naprawdę ze stresu, ale miała nadzieje, że trochę wyglądało to jakby po prostu było jej zimno.

kira finch