Strona 4 z 4

Si voy por ti o vienes corriendo

: sob mar 14, 2026 4:56 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Uśmiechnął się szerzej, gdy Santiago najpierw spojrzał na niego "karcąco", po czym kazał mu poczekać, a sam zniknął gdzieś na chwilę, wracając po jakimś czasie z wódką i innymi przyborami.
- Yo tampoco tengo prisa por sufrir necrosis, créeme. - parsknął śmiechem, wziął butelkę wódki do ręki i przyjrzał jej się badawczo, w końcu odkręcając nakrętkę i przechylając zawartość do gardła. Wziął kilka pokaźnych łyków, chcąc się znieczulić na tyle, na ile się da, ale nie chciał też się uchlać; wciąż nie czuł się najlepiej po tym, co musiał dostać wcześniej od swojego oprawcy, bo momentami kręciło mu się w głowie i robiło mu się trochę niedobrze. Na szczęście póki co nie musiał się podnosić z kanapy, więc teraz korzystał z tego, że jest mu wygodnie, podkładając sobie jeszcze - dla większego komfortu - poduszkę pod plecy. Odstawił butelkę na stolik, ale dosłownie dwie sekundy później zabrał ją ponownie, uznając, że gdy Tiago zacznie go zszywać, to jednak wolałby mieć wódkę pod ręką i móc się w razie czego napić. Starał się nie panikować, chociaż domyślał się, że będzie w chuj bolało, w czym zresztą de la Serna go tylko upewnił swoimi słowami.
- Sé que dolerá y que no eres médico. Aun así, prefiero que lo hagas tú. No quiero ir al hospital; quiero quedarme en casa. - również popatrzył mu w oczy, wyglądając na przekonanego co do tego, co mówi. Posłusznie wyciągnął rękę w jego stronę, póki co wciąż przykrytą ręcznikiem, teraz lekko zabawionym na jasną czerwień. Chwycił pewniej butelkę dłonią, choć z pewnością to by aż tak nie szarżował, bo jednak wnętrze dłoni też miał pocięte, na szczęście jednak dość lekko i miał nadzieję, że ręka go nie zawiedzie i nie wymsknie mu się butelka, gdy już Santiago zacznie działać. Wolałby nie zalać kanapy wódką, bo po pierwsze szkoda kanapy, po drugie weź to potem dopierz, żeby pozbyć się zapachu alkoholu, a po trzecie - no, wolałby jednak nie marnować wódki, która mogła mu się jeszcze przydać.
- Confío en ti, Santiago. Adelante. - rzucił w końcu, kiwając przy tym lekko głową i wspierając się bardziej plecami o oparcie kanapy.

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: sob mar 14, 2026 5:13 pm
autor: Santiago de la Serna
Tiago jeszcze przyjrzał się chłopakowi z wyrazem twarzy mówiącym, że wcale nie jest przekonany do tego pomysłu, a wręcz - że wie na pewno, że to głupie. Mimo wszystko jednak ważniejsza była dla niego w tym momencie psychika chłopaka, dlatego nie nalegał na jazdę do szpitala, wiedząc, ze ma w domu przynajmniej najbardziej potrzebne przybory. Pokręcił wreszcie głową, chwycił jego rękę i ułożył sobie wygodniej na kolanie, na którym wcześniej rozłożył ścierkę, nie posiadając takich wspaniałości, jak podkład chłonny czy serweta chirurgiczna. Rozpakował nić, przetarł brzegi rany gazikiem nasączonym spirytusem i wbił igłę w skórę.
Szył, dopóki mógł - jeśli Alvaro wytrzymał całość i nie wyszarpnął mu ręki - starając się to zrobić jak najładniej i jak najdokładniej, żeby blizna, która powstanie po jego działaniach wyglądała potem możliwie jak najlepiej, choć jasnym było dla niego, że będzie krzywa, być może się rozejdzie, z pewnością też będzie wyraźniejsza, niż wtedy, gdyby zrobił to lekarz. Miał tylko nadzieję, że to wszystko nie zacznie się paskudzić, że rana się nie rozejdzie, że szwy nie puszczą. Jeżeli chłopak w którymś momencie nie dał rady wytrzymać tego bólu, Tiago przerwał i odczekał, dając mu dojść do siebie i oswoić się z tym, co teraz czuł. Teoretycznie też wiedział, że alkohol rozrzedza krew, w związku z czym podawanie go Alvaro w tym stanie mogło się wiązać z ryzykiem, ale, do diabła, jakoś musiał go znieczulić, choćby częściowo; a uznał, że lód mógłby tu zrobić większe szkody, niż wódka.
- También necesitamos suturar la mano. La herida es menos profunda, pero probablemente no sanará por sí sola - powiedział, kiedy wreszcie skończył z przedramieniem, przemył je ponownie spirytusem i opatrzył, przyklejając duże plastry, jakimi opatrywano rany po operacjach. Dodatkowo owinął jeszcze rękę chłopaka bandażem, żeby plastry się nie odklejały - Pero te daré un momento para descansar.
Odetchnął i odchylił się na oparcie kanapy, kładąc na nim również głowę. Wyglądał teraz na przemęczonego - tak bardzo skupił się na szyciu i na tym, żeby było jak najlepiej zrobione, że aż go to bolało i wyzuło z sił.
- Si empiezas a sentirte peor, te sube la temperatura o te duele alguna herida más de lo que permite la ley, avísame inmediatamente - powiedział, zamierzając w takim wypadku wieźć chłopaka od razu do lekarza i w razie czego zwalać winę na innego, wyimaginowanego lekarza, który źle wykonał swoją robotę.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: sob mar 14, 2026 8:15 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Alvaro starał się znosić cały proces zszywania ręki możliwie jak najbardziej dzielnie, chociaż przez większość czasu zaciskał zęby, żeby nie krzyczeć i z całych sił próbował się nie wyrywać, żeby nie przedłużać tego wszystkiego i nie utrudniać Santiago tego, co i tak nie było dla niego łatwe. Widział, że mężczyzna się starał, był skupiony, delikatny i możliwie jak najbardziej ostrożny, starając się, żeby nie sprawiać Alvaro większego bólu, niż było to konieczne. Tym bardziej więc Salvatierra chciał wszystko znieść z dumnie uniesioną głową, choć rzecz jasna nie zawsze mu się udawało - bywały momenty, kiedy wręcz wrzeszczał, bywały takie, kiedy wbijał zęby w poduszkę, żeby tylko się nie drzeć i nie szarpać, czasem sięgał też po wódkę, żeby chociaż minimalnie się znieczulić. Nie prosił jednak o przerwę i znosił to wszystko na tyle dzielnie, na ile był w stanie.
Nie był pewien jak udało mu się dotrwać do końca tego szycia, bo pod koniec niewiele już widział, zamroczony bólem; gdy tylko Santiago się odezwał i zaczął zakładać opatrunek na jego rękę Alvaro dosłownie osunął się plecami po oparciu kanapy, lądując w końcu w pozycji bardziej leżącej, niż siedzącej, oddychając ciężko i patrząc na przyjaciela niewiele widzącym wzrokiem. Widział głównie jego zarys, większość otoczenia pozostawała natomiast zamglonymi pikselami, w których ciężko było mu rozpoznać jakieś kształty.
- Gracias - wymamrotał cicho, chociaż bardziej może pasowałoby słowo wydyszał, patrząc na Santiago, gdy ten oparł się o oparcie kanapy. Wyglądał na zmęczonego, nawet mimo że Alvaro teraz niewiele widział, to akurat to był w stanie dostrzec, podobnie jak wyłapał bez większych trudności ciężki oddech mężczyzny i to coś, co unosiło się teraz w powietrzu, a co było chyba najbliżej ulgi i niepokoju jednocześnie. - ¿Dónde aprendiste esto? - zapytał po chwili, układając się bokiem na kanapie, z głową na kolanach Santiago i policzkiem wtulonym w materiał jego spodni. - Hubiera preferido que estuviéramos jadeando juntos en una situación diferente, pero... bueno, tendré que conformarme con esto. - parsknął śmiechem, samemu nie spodziewając się po sobie aż takiego komentarza w takiej sytuacji, ale mógł to zwalić na wypitą chwilę temu wódkę, której jednak trochę w siebie wlał, żeby jakoś znieść całą tą operację. - Sí, te lo diré cuando me sienta peor. ¿Podemos trabajar en mi mano mañana? Estoy agotada y quiero descansar. - dodał jeszcze po chwili, pocierając policzkiem o materiał spodni na kolanie Santiago. - ¿Puedo quedarme a dormir en tu habitación esta noche?

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: sob mar 14, 2026 8:36 pm
autor: Santiago de la Serna
W odpowiedzi na podziękowanie potrząsnął jedynie głową, mając na myśli, że nie ma mu za co dziękować. Przełknął z trudem ślinę i odetchnął ciężko, chwilę później jednak patrząc na chłopaka kątem oka i nie bardzo wierząc w to, co usłyszał. Po pierwsze nie bardzo wiedział, jak na to zareagować, bo miał do czynienia z chłopakiem, którego od trzech lat wychowywał; a poza tym ten chłopak przed chwilą przeżył atak seksualny, z którym sobie ewidentnie nie radził. Taki komentarz w tej sytuacji był więc mocno zaskakujący. Santiago postanowił na niego nie odpowiadać - to wydało mu się najlepszym wyjściem.
- Una vez cosí extraterrestres cuando se estrellaron en su platillo volador - odpowiedział na pytanie, gdzie się tego nauczył. Spodziewał się go od momentu, gdy w ogóle to zaproponował, ale nie chciał mówić chłopakowi, że jest złodziejem, że jego ojciec uważał, że na akcję należy chodzić zawsze przygotowanym na wszelkie możliwości, również na to, że ktoś zostanie ranny i trzeba będzie go poskładać. Nie miał jednak żadnej logicznej odpowiedzi, której mógłby udzielić, bo przecież nie był lekarzem, nie był nawet chwilę na żadnych studiach medycznych, więc nie było żadnego logicznego wytłumaczenia tego, żeby umiał takie rzeczy, nie będąc przestępcą.
Kiedy Alvaro położył głowę na jego kolanie, Santiago objął go ramieniem, uważając, żeby nie pobrudzić go krwią, która wciąż była na rękawiczkach, które miał na dłoniach. Przyjrzał się chłopakowi niepewnie, gdy ten poprosił o przełożenie szycia dłoni na jutro. Tiago poruszył nerwowo szczęką i palcami, a po chwili wyciągnął dłoń, prosząc tym samym, żeby chłopak pokazał mu swoją, tę pociętą. Przyjrzał jej się dokładnie, widząc, że trzeba ją pozszywać, ale na szczęście nie wyglądało na to, żeby miała krwawić do tego stopnia, że nie dałoby się tego choć trochę zatamować do jutra.
- Sería mejor afrontarlo hoy, se acabaría, y sin embargo, la perspectiva de este dolor infernal te perseguirá, la herida puede empeorar, no querrá dejar de sangrar - odpowiedział szczerze, ale rzeczywiście był gotów mu odpuścić już dzisiaj... i jednocześnie co kilka godzin sprawdzać, co z jego dłonią, jeśli nie zajmą się nią dzisiaj. Obawiał się, że jednak może być z nią problem: Alvaro ściskał w niej szkło, a cos takiego zostawiało mimo wszystko dość głębokie rany. Nie takie, żeby zagrażały życiu, ale takie, które potrafiły skutecznie utrudnić funkcjonowanie i bardzo krwawić.
- Puedes dormir en mi cama esta noche, sí.
Pomyślał, że skoro chłopak tego chciał, to Tiago położy się z nim, zaczeka, aż młody zaśnie, a dopiero potem zajmie się sprzątaniem: podłoga w salonie i w łazience była cała we krwi i lepiej, żeby Alvaro tego nie zobaczył, kiedy się obudzi.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: ndz mar 15, 2026 1:36 pm
autor: Alvaro Salvatierra
To była raczej całkiem dobra decyzja, żeby nie odpowiadać w tej chwili Alvaro na jego pożal się boże podryw; sam chyba nie był do końca świadom tego, co mówił, kierował nim głównie ból, żal i alkohol, a to raczej nie stanowiło dobrego połączenia. W normalnych okolicznościach nie rzucałby takich tekstów, bo starał się trzymać na wodzy swoje rosnące i coraz bardziej pewne uczucia do Santiago; przyjmował do wiadomości, że mężczyzna jest hetero i że lubi kobiety, jak to sam określał, rozumiał więc, że nie było możliwości, żeby Tiago był nim zainteresowany w jakikolwiek sposób. Z innej strony - prawdopodobnie i tak by nie był, bo przygarnął go pod swój dach, gdy Alvaro miał czternaście lat, zapewnił mu opiekę i był dla niego raczej jak ojciec lub starszy brat, a Salvatierra nie miał wyjścia i musiał po prostu przyjąć to, co dostawał, nie oczekując niczego więcej, niż to, co Santiago mógł mu dać.
Słysząc odpowiedź o zszywaniu kosmitów, którzy rozbili się ze swoim spodkiem, Alvaro zaśmiał się - był to szczery śmiech, niemal dziecięcy jeszcze; czasem przypominał jeszcze dziecko, zwłaszcza w swoich gestach czy zachowaniu, bywał też infantylny i chyba to wszystko w połączeniu z tym, co przeszedł dzisiaj, ze stanem, w jakim zastał go Santiago, sprawiało, że dla de la Serny musiał to być niemalże koszmarny kontrast.
- Eso es lo que pensaba. Tú y tus amigos alienígenas se estrellaron y decidieron quedarse en la Tierra, ¿eh? - zachichotał, przymykając na chwilę oczy. Zaraz potem jednak otworzył je i obrócił się bardziej na plecy, żeby spojrzeć na twarz przyjaciela. Był mu naprawdę wdzięczny za pomoc i za wszystko to, co Santiago dla niego robił i tą wdzięczność w połączeniu z miłością widać było teraz w jego oczach.
Podał mu swoją rękę, pozwalając, by Tiago obejrzał rozcięcia na dłoni. Nie chciał kolejnego szycia, ale gdy wysłuchał Santiago i gdy ułożył sobie to wszystko w głowie, że jeśli odpuszczą teraz, to będzie się to wiązało z tym, że jutro też czeka go szycie... no, nie podobała mu się ta wizja. Zszywanie dłoni nie było czymś, co de la Serna odpuściłby mu całkowicie, zwłaszcza że faktycznie rana wyglądała na taką, którą trzeba było jednak zszyć, bo inaczej mogłaby się dobrze nie goić. W końcu, po jakimś czasie zastanawiania się i przyglądania się przyjacielowi, odezwał się znowu:
- No dejemos esta costura para mañana. Tienes razón, me va a dar la lata, y además, creo que prefiero terminarla toda en un solo día. - sięgnął palcami tej poranionej dłoni do policzka mężczyzny i delikatnie musnął jego skórę opuszkami palców. - ¿Puedes coserme el brazo ahora o estás cansado?

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: ndz mar 15, 2026 3:17 pm
autor: Santiago de la Serna
Tak, to połączenie wciąż jeszcze dziecięcych ruchów czy zachowań Alvaro z tym, co się dziś wydarzyło, było dla Santiago wstrząsające, tym bardziej, ze sam wciąż widział w chłopaku dziecko - nie tylko przez to, jaki był, ale przede wszystkim dlatego, że wziął go pod swój dach ledwie trzy lata temu, jeszcze jako chłopca i czuł się jak jego starszy brat.
Uśmiechnął się połowa ust w odpowiedzi na dopytywanie o kosmitów i kiwnął głową.
- Sí, se quedaron en la Tierra y formaron sus familias aquí, y luego resultó que se estaban metiendo en política y me arrepentí de haberlos ayudado - odparł rozbawiony. Przez czas tej rozmowy zdążył chwilę odpocząć, wyczyścić umysł, który jeszcze chwilę temu ciążył mu jak stutonowy głaz wsadzony w czaszkę. Popatrzył na chłopaka, gdy ten odwrócił się na plecy i zapragnął odgarnąć mu kosmyk włosów z czoła, ale w porę się przed tym powstrzymał, przypominając sobie, że ma zakrwawione ręce. Nie przeszkadzało mu jednak, że Alvaro zostawił mu czerwone smugi na policzku. Santiago patrzył na niego z miłością i czułością, a za każdym razem, kiedy przypominał sobie wydarzenia dzisiejszej nocy, serce dosłownie mu pękało. Starał się tego jednak nie okazywać i - dzięki wieloletniej praktyce - udawało mu się to nawet całkiem nieźle.
- Ahora - odpowiedział niemal natychmiast, ucieszony, że chłopak jednak zdecydował o szyciu teraz, a nie odkładał to na jutro. Jutro już Tiago chciał dać mu święty spokój, przynajmniej w kwestii sprawiania bólu; juro miał już tylko dochodzić do siebie, uspokajać się, być może odpowiedzieć na parę pytań związanych z dzisiejszymi wydarzeniami (choć de la Serna nie zamierzał naciskać, gdyby zobaczył, że sprawia mu tym zbyt dużą trudność).
Gestem dłoni nakazał mu się podnieść znów do pozycji siedzącej, ułożył sobie jego dłoń na kolanie i zabrał się za szycie, kiedy dostał znak od Alvaro, że ten jest gotowy. Z dłonią nie poszło niestety szybciej, niż z przedramieniem, bo mimo, że pojedyncze rany były krótsze, to w zamian było ich kilka w miejscach, gdzie krawędzie szkła stykały się ze skórą. Na szczęście jednak wreszcie przynajmniej ten jeden koszmar się skończył, Santiago opatrzył rany, owinął całą dłoń bandażem i zdjął w końcu rękawiczki, tym samym dając znać, że już po wszystkim.
- Ya no te molestaré más - powiedział i wyciągnął do niego ręce, chcąc go przytulić. Nie dotknął go jednak, tylko zaczekał, by chłopak sam zdecydował, czy chce w tym momencie być przytulany, czy na razie miał dość jakiegokolwiek dotyku - Ahora iré a buscar tu pijama, te vestiremos y te acostaremos.
Podniósł się z kanapy z niejakim trudem, wykończony wydarzeniami dzisiejszej nocy. Za oknem już było jasno, pierwsze promienie słońca zdołały już wzbić się ponad budynki i wejść do mieszkania; a ptaki ćwierkały wesoło, ganiając się po niebie. Tiago mimowolnie zerknął w lustro wiszące na drzwiach szafy i westchnął ciężko, stwierdzając, że okalające go ciepłe, pogodne promienie słońca wyglądają absurdalnie w zestawieniu ze zmęczeniem i troską malującymi się na jego twarzy, z tą krwią na jego spodniach i policzku, oraz z jego ogólnym samopoczuciem w tym momencie. Wyciągnął piżamę, zaniósł ją chłopakowi i pomógł się przebrać, jeśli ten takiej pomocy potrzebował, po czym poprowadził go do swojego lóżka, ułożył w nim i owinął szczelnie kołdrą.
- ¿Quieres que me quede o prefieres estar solo? - zapytał.

Alvaro Salvatierra

Si voy por ti o vienes corriendo

: ndz mar 15, 2026 5:53 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Znów parsknął śmiechem, słysząc o kosmitach zakładających rodziny i zostających politykami - jakoś ta rozmowa, mimo że abstrakcyjna w tym momencie, pozwoliła mu się rozluźnić. Może właśnie dzięki temu, że była abstrakcyjna? Że nie dotyczyła wydarzeń tego wieczoru, nie dotyczyła ani napaści, ani rozbitego lustra w łazience, ani de fato niczego, czego przywoływanie sprawiłoby mu ból? Domyślał się, że jeszcze będą musieli o tym wszystkim porozmawiać, domyślał się, że Santiago będzie tego chciał i że będzie pytał, ale póki co starał się o tym nie myśleć. Musiał oczyścić trochę umysł, a resztą będzie martwił się później.
Sposób, w jaki Santiago na niego patrzył sprawiał, że czuł się... lżejszy. Jakbym samym tym spojrzeniem potrafił mu przekazać swoje wsparcie, swoją miłość i to, że wszystko będzie dobrze. Zdobył się nawet na ciepły, szczery uśmiech, podnosząc się znów do pozycji siedzącej i kładąc mu rękę na nodze w taki sposób, żeby było mu łatwo ją zszywać. Popatrzył jeszcze na butelkę wódki, wahając się przez chwilę, ale w końcu upił z niej trzy łyki, odstawił na stolik nieco głośniej niż planował i krzywiąc się skinął głową, dając znak, że Santiago może kontynuować.
Zszywanie dłoni wydawało mu się znacznie bardziej znośne, niż zszywanie przedramienia - być może była to kwestia tego, że miał trochę wódki w organizmie, a może raczej chodziło o to, że przyzwyczaił się już trochę do tego bólu i kolejna jego dawka była nieco bardziej akceptowalna przez jego ciało. Jakakolwiek by nie była prawda i z czego konkretnie by to nie wynikało, to cieszył się, że bolało go mniej i przez to chyba cały proces zszywania dłoni wydawał mu się znacznie krótszy, niż poprzednie szycie.
W pewnym momencie zobaczył, jak Santiago zakłada mu bandaż na dłoń, a potem jak zdejmuje wreszcie te brudne, upieprzone krwią rękawiczki i uśmiechnął się nieco szerzej, bo dotarło do niego, że koniec tortur na dzisiaj. Widząc, jak ten wyciąga do niego ręce niemal dosłownie wpadł mu w ramiona, zarzucając mu ręce na szyję; podobnie jak powitał go dzisiaj w dzielnicy Palermo.
- Gracias - wymamrotał cicho, z twarzą wtuloną w jego ramię, zanim wreszcie po jakimś czasie oderwał się od niego, pozwalając mu wstać. Nie protestował przeciwko temu, bo był za bardzo padnięty, więc gdy tylko de la Serna przyniósł mu piżamę przebrał się w nią, pewnie przy lekkiej asyście przyjaciela, po czym grzecznie potuptał do pokoju Santiago i wpakował mu się do łóżka, unosząc ręce i prosząc tym samym o otulenie kołdrą po bokach, co też chwilę później Tiago uczynił. Popatrzył na niego za to oburzony, słysząc pytanie czy Alvaro woli zostać sam, czy może Santiago ma z nim zostać.
- Quédate. No quiero dormir sola. - przesunął się nieco na łóżku, żeby zrobić mu więcej miejsca obok siebie i poklepał materac na znak tego, że mężczyzna ma się z nim położyć.

Santiago de la Serna

Si voy por ti o vienes corriendo

: ndz mar 15, 2026 6:07 pm
autor: Santiago de la Serna
Kiedy Alvaro się w niego wtulił, Santiago objął go mocno, chcąc w ten sposób przekazać tyle wsparcia i miłości, ile tylko się dało, chciał mu dać do zrozumienia, że jest bezpieczny i że cokolwiek by się nie działo, Salvatierra mógł zawsze z tym przyjść do Tiago.
Później, kiedy już Alvaro leżał w łóżku i stwierdził, że de la Serna ma zostać, mężczyzna uśmiechnął się, unosząc kącik ust do góry, kiwnął głową i sięgnął po swoją piżamę.
- Espera - poprosił i wyszedł; nie chciał się przebierać przy nim, zwłaszcza w tych okolicznościach. Uznał, że to mogłoby wywołać w chłopaku stres, a tego Tiago zdecydowanie wolał unikać. Przebrał się w łazience, umył się naprędce i wrócił do łóżka, gdzie objął chłopaka, kładąc sobie jego głowę na ramieniu. W którymś momencie tez przytulił policzek do jego głowy i zaczekał, aż ten zaśnie. Sam jednak patrzył w sufit, a przez jego głowę przebiegało milion myśli: od wspomnień dzisiejszego wieczoru, po pobieżne na razie plany, jak dorwać tego lub tych, którzy skrzywdzili jego Alvaro. Myślał przede wszystkim o tym, żeby wypytać chłopaka, w którym klubie był - być może jutro już sobie to przypomni. Być może przypomni sobie jakieś jeszcze szczegóły. Później zamierzał przejrzeć monitoring tego klubu (lub - jeśli młody sobie nie przypomni, gdzie był - monitoringi wszystkich klubów w okolicy); gdzieś musiał znaleźć Alvaro, a z nim - tego, kto mu to zrobił. Oczywiście przejrzenie tego wszystkiego nie będzie łatwe, ale z pomocą dłużników i tych, którzy po prostu chcieliby coś zarobić, będzie to możliwe. W ostateczności też może się gdzieś włamać i zwyczajnie ukraść nagrania.
A kiedy już znajdzie gnoja... Kiedy już go znajdzie, to nie chciałby być w jego skórze. Ale jeszcze nie był pewien, co konkretnie mu zafunduje.
Kiedy Alvaro zasnął, Santiago wyplątał się ostrożnie z jego objęć i posprzątał mieszkanie. Wytarł całą tę krew, pozbierał szkła, wyrzucił śmieci po szyciu, a ubrania swoje i Alvaro schował do torby i zamknął w szafie. Nie chciał ich wyrzucać, póki chłopak nie powie, że nie chce ich więcej widzieć, ale podejrzewał, że tak się właśnie stanie - Tiago jednak wolał pozostawić mu wybór, jeśli na przykład powie, że uwielbiał te rzeczy i mimo wszystko będzie chciał je kiedyś nosić, tylko trzeba je uprać i pozszywać.
Później wrócił do łóżka, przytulił chłopaka i w końcu zasnął, przemęczony dzisiejszą nocą.

Alvaro Salvatierra
/zt.