Si voy por ti o vienes corriendo
: sob mar 14, 2026 4:56 pm
Uśmiechnął się szerzej, gdy Santiago najpierw spojrzał na niego "karcąco", po czym kazał mu poczekać, a sam zniknął gdzieś na chwilę, wracając po jakimś czasie z wódką i innymi przyborami.
- Yo tampoco tengo prisa por sufrir necrosis, créeme. - parsknął śmiechem, wziął butelkę wódki do ręki i przyjrzał jej się badawczo, w końcu odkręcając nakrętkę i przechylając zawartość do gardła. Wziął kilka pokaźnych łyków, chcąc się znieczulić na tyle, na ile się da, ale nie chciał też się uchlać; wciąż nie czuł się najlepiej po tym, co musiał dostać wcześniej od swojego oprawcy, bo momentami kręciło mu się w głowie i robiło mu się trochę niedobrze. Na szczęście póki co nie musiał się podnosić z kanapy, więc teraz korzystał z tego, że jest mu wygodnie, podkładając sobie jeszcze - dla większego komfortu - poduszkę pod plecy. Odstawił butelkę na stolik, ale dosłownie dwie sekundy później zabrał ją ponownie, uznając, że gdy Tiago zacznie go zszywać, to jednak wolałby mieć wódkę pod ręką i móc się w razie czego napić. Starał się nie panikować, chociaż domyślał się, że będzie w chuj bolało, w czym zresztą de la Serna go tylko upewnił swoimi słowami.
- Sé que dolerá y que no eres médico. Aun así, prefiero que lo hagas tú. No quiero ir al hospital; quiero quedarme en casa. - również popatrzył mu w oczy, wyglądając na przekonanego co do tego, co mówi. Posłusznie wyciągnął rękę w jego stronę, póki co wciąż przykrytą ręcznikiem, teraz lekko zabawionym na jasną czerwień. Chwycił pewniej butelkę dłonią, choć z pewnością to by aż tak nie szarżował, bo jednak wnętrze dłoni też miał pocięte, na szczęście jednak dość lekko i miał nadzieję, że ręka go nie zawiedzie i nie wymsknie mu się butelka, gdy już Santiago zacznie działać. Wolałby nie zalać kanapy wódką, bo po pierwsze szkoda kanapy, po drugie weź to potem dopierz, żeby pozbyć się zapachu alkoholu, a po trzecie - no, wolałby jednak nie marnować wódki, która mogła mu się jeszcze przydać.
- Confío en ti, Santiago. Adelante. - rzucił w końcu, kiwając przy tym lekko głową i wspierając się bardziej plecami o oparcie kanapy.
Santiago de la Serna
- Yo tampoco tengo prisa por sufrir necrosis, créeme. - parsknął śmiechem, wziął butelkę wódki do ręki i przyjrzał jej się badawczo, w końcu odkręcając nakrętkę i przechylając zawartość do gardła. Wziął kilka pokaźnych łyków, chcąc się znieczulić na tyle, na ile się da, ale nie chciał też się uchlać; wciąż nie czuł się najlepiej po tym, co musiał dostać wcześniej od swojego oprawcy, bo momentami kręciło mu się w głowie i robiło mu się trochę niedobrze. Na szczęście póki co nie musiał się podnosić z kanapy, więc teraz korzystał z tego, że jest mu wygodnie, podkładając sobie jeszcze - dla większego komfortu - poduszkę pod plecy. Odstawił butelkę na stolik, ale dosłownie dwie sekundy później zabrał ją ponownie, uznając, że gdy Tiago zacznie go zszywać, to jednak wolałby mieć wódkę pod ręką i móc się w razie czego napić. Starał się nie panikować, chociaż domyślał się, że będzie w chuj bolało, w czym zresztą de la Serna go tylko upewnił swoimi słowami.
- Sé que dolerá y que no eres médico. Aun así, prefiero que lo hagas tú. No quiero ir al hospital; quiero quedarme en casa. - również popatrzył mu w oczy, wyglądając na przekonanego co do tego, co mówi. Posłusznie wyciągnął rękę w jego stronę, póki co wciąż przykrytą ręcznikiem, teraz lekko zabawionym na jasną czerwień. Chwycił pewniej butelkę dłonią, choć z pewnością to by aż tak nie szarżował, bo jednak wnętrze dłoni też miał pocięte, na szczęście jednak dość lekko i miał nadzieję, że ręka go nie zawiedzie i nie wymsknie mu się butelka, gdy już Santiago zacznie działać. Wolałby nie zalać kanapy wódką, bo po pierwsze szkoda kanapy, po drugie weź to potem dopierz, żeby pozbyć się zapachu alkoholu, a po trzecie - no, wolałby jednak nie marnować wódki, która mogła mu się jeszcze przydać.
- Confío en ti, Santiago. Adelante. - rzucił w końcu, kiwając przy tym lekko głową i wspierając się bardziej plecami o oparcie kanapy.
Santiago de la Serna