Won't you tell me your name?
: pt mar 27, 2026 1:25 pm
Im bardziej Prescott się buntowała, tym większą ochotę miała kontynuować. Nie było to zbyt zdrowe, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale nie przejmowała się tym specjalnie. Nie zrobi jej przecież żadnej krzywdy, a całą resztę jakoś przeżyje. Rue była już przecież dużą dziewczynką.
Będąc tak blisko wcale nie czuła się besztana, oceniana czy kompletnie do tej sfery niezapraszana. Wręcz przeciwnie. Przez moment miała wrażenie, że ze wszystkich miejsc na świecie, powinna być właśnie tutaj. Nie była pewna, co chce zrobić Ruelle, gdy zacisnęła palce na jej nadgarstku. Cokolwiek to było, nie zrealizowała tego pomysłu. Nie odsunęła jej od siebie, ale też nie próbowała przytrzymać bliżej na dłuższą chwilę. Znowu po prostu się asekurowała. Nadal sprawiała wrażenie za nadto strachliwej, kompletnie nieprzystosowanej do uczciwej walki z Cross. A to strasznie ją wkurwiało. Była przecież gotowa na bój na śmierć i życie. Na pewno nie była gotowa na kolejny rodzaj odrzucenia albo zignorowania.
Odsunięcie jej od siebie miało być formą zabezpieczenia się. Właściwie tym razem, to ona się asekurowała. Trudno. W jej przypadku to przynajmniej miało sens, w przeciwieństwie do wszystkiego, co wyprawiała Prescott. Zaśmiała się, słysząc jej odpowiedź. Właściwie odpowiedź to dużo powiedziane. Próbowała odbić piłeczkę, zrzucić na barki River odpowiedzialność za znalezienie właściwego pytania. Unikała normalnego odpowiadania na pytania jak ognia. Durna. Cross sięgnęła znowu do kurtki i wyjęła z niej papierosy. Wsunęła jedną fajkę między wargi i wyciągnęła rękę w stronę Prescott, ale zanim zdążyła w ogóle zareagować, cofnęła dłoń i pokręciła głową. Bez przesady. Schowała papierosy, sięgnęła po zapalniczkę Osłoniła koniec papierosa dłonią przed wiatrem, żeby móc go swobodnie odpalić. Przeciągała ten prosty moment do granic wytrzymałości. W końcu się zaciągnęła i wypuściła dym w stronę Prescott. Nie stały już na tyle blisko, by zakadzić jej całą twarz.
— Do zobaczenia, Mała — rzuciła, po czym odwróciła się w swoją stronę i poszła w cholerę w ogóle nie martwiąc się o niedokończony rysunek.
Ruelle I. Prescott
Będąc tak blisko wcale nie czuła się besztana, oceniana czy kompletnie do tej sfery niezapraszana. Wręcz przeciwnie. Przez moment miała wrażenie, że ze wszystkich miejsc na świecie, powinna być właśnie tutaj. Nie była pewna, co chce zrobić Ruelle, gdy zacisnęła palce na jej nadgarstku. Cokolwiek to było, nie zrealizowała tego pomysłu. Nie odsunęła jej od siebie, ale też nie próbowała przytrzymać bliżej na dłuższą chwilę. Znowu po prostu się asekurowała. Nadal sprawiała wrażenie za nadto strachliwej, kompletnie nieprzystosowanej do uczciwej walki z Cross. A to strasznie ją wkurwiało. Była przecież gotowa na bój na śmierć i życie. Na pewno nie była gotowa na kolejny rodzaj odrzucenia albo zignorowania.
Odsunięcie jej od siebie miało być formą zabezpieczenia się. Właściwie tym razem, to ona się asekurowała. Trudno. W jej przypadku to przynajmniej miało sens, w przeciwieństwie do wszystkiego, co wyprawiała Prescott. Zaśmiała się, słysząc jej odpowiedź. Właściwie odpowiedź to dużo powiedziane. Próbowała odbić piłeczkę, zrzucić na barki River odpowiedzialność za znalezienie właściwego pytania. Unikała normalnego odpowiadania na pytania jak ognia. Durna. Cross sięgnęła znowu do kurtki i wyjęła z niej papierosy. Wsunęła jedną fajkę między wargi i wyciągnęła rękę w stronę Prescott, ale zanim zdążyła w ogóle zareagować, cofnęła dłoń i pokręciła głową. Bez przesady. Schowała papierosy, sięgnęła po zapalniczkę Osłoniła koniec papierosa dłonią przed wiatrem, żeby móc go swobodnie odpalić. Przeciągała ten prosty moment do granic wytrzymałości. W końcu się zaciągnęła i wypuściła dym w stronę Prescott. Nie stały już na tyle blisko, by zakadzić jej całą twarz.
— Do zobaczenia, Mała — rzuciła, po czym odwróciła się w swoją stronę i poszła w cholerę w ogóle nie martwiąc się o niedokończony rysunek.
koniec