Niezręcznie to powinno być już wtedy, w restauracji, kiedy wrócili na piętro cali zmięci, z każdym włosem w inną stronę, on bez okularów, obydwoje ze znacznie większą ilością kolorów na twarzy, prawdopodobnie waląc seksem na metr. Ale nie było. Zamiast tego, jej ciało wydawało się go przyciągać i nie mógł przestać jej dotykać, używając każdej wymówki, żeby znaleźć się bliżej. Pragnął więcej, musiał mieć więcej, gdzieś dopiero na końcu tej listy był fakt, że wokół byli ludzie, kamery i generalnie nie wypadało mu być tak dotykalskim w miejscu publicznym.. Miał to gdzieś. Była jego. Chciała czy nie, wbiła się paznokciami w jego serce, prawie jak przed momentem w kark, nie było nawet opcji, żeby ją stamtąd wyciągnąć. Wszystko co się podziało w jej mieszkaniu, jego małe nerwowe załamanie, absolutne emocjonalne odkrycie się zaledwie przed ich małą przygodą w łóżku jak i po niej.. Nie, nie było opcji, żeby pozwolił by ktokolwiek mu ją zabrał. Nigdy nie widział w sobie zaborczego, zazdrosnego, zachłannego, ale być może miało się to zmienić. Należała do niego. I tyle. Kropka.
-
No bo przyszedłem do pracy, a tu jakaś na zastępstwo mi wyskakuje z wyrzutami... - kontekst był całkiem ważny, nie? Nie spodziewał się jej tam, generalnie nie spodziewał się na nią natknąć w swoim codziennym życiu i kiedy pojawiła się nagle, w restauracji jego rodziny, potrzebował momentu, żeby zaskoczyć. I było mu cholernie z tym faktem źle, kiedy już zaskoczył. Lata samotności, odrzucenia, ale też wyrzutów sumienia, których nijak nie mógł się pozbyć, nie ważne ile wypił; wszystko wypłynęło na wierzch, razem z dominującą tęsknotą. Chciał się ucieszyć na jej widok, a zamiast tego był wściekły. Wściekłość i namiętna pasja, swoją drogą, wydawały mu się bardzo podobnymi uczuciami, nawet jeśli przed momentem odkrył, że istniały też zupełnie inne połączenia..
Droczyła się i naprawdę to lubił. Chciał być wredny, sprowokować, powiedzieć, że nie, musiała go jeszcze przekonać, ale jakoś tak.. Miała rację. Nie mógłby zapomnieć bycia z nią, wszystkich przyjemności, które nadal krążyły leniwie po jego systemie, lepsze niż jakikolwiek narkotyk, którego w życiu spróbował. Uśmiechnął się krzywo, oczy zabłysnęły zatańczyły w nich chochliki, otworzył usta, by się jej odgryźć, spotkał jej oczy i... Nope. Wypuścił powietrze ustami, spojrzenie złagodniało, uśmiech stał się nieco bardziej budyniowy. Jak krowa w malowane wrota. -
..nie... - mruknął w końcu w odpowiedzi, nie podtrzymywał swojego bluźnierstwa i nie potrzebował więcej dowodów, nawet jeśli wcale nie miał zamiaru im odmawiać i chętnie by je przyjął. Może nawet sam zapyta. Zaraz. Zbyt dobrze mu było na razie, trwając w luźnej konwersacji. Gdy się w niego wtuliła, otoczył ją na moment mocniej ramionami, dłoń ze swojego brzucha przenosząc na jej głowę, przesuwając po długości włosów.
Mruknął z niezadowoleniem, kiedy się od niego odsunęła, jednak zerknął na nią z ciekawością, by zaraz z lekkim uśmiechem błądzącym po ustach przymknąć oczy, gdy dała mu całusa w czoło.
Cute. Urocza i jego. Ha. Może mu się śniło? Wziął coś, przedawkował, przeholował i odleciał w kosmos?.. Właściwie, gdyby tak miała wyglądać śmierć, to mógłby nie mieć nic przeciwko. Ruch przed jego twarzą zmusił go do otwarcia oczu, zzezował na palec przed sobą, marszcząc brwi, potem je uniósł, przenosząc spojrzenie na jej twarz. No chyba żartowała. W jego oczach zaczaił się uśmiech, zanim dosięgnął ust, a potem zamienił w śmiech, kiedy złapał ją za nadgarstek dłoni, którą trzymałą przed jego twarzą i przyciągnął ją do siebie, wyprężając własne ramię, by nie miała innego wyjścia, jak runąć na jego klatkę. Dłoń, którą dotychczas trzymał na jej plecach, potrzymał sobie jej twarz, żeby skraść całusa, kiedy zamieniał ich miejscami. Zawisł nad nią, nadal trzymając nadgarstek V przyciśnięty do materaca nad jej głową, pocałunek przedłużył z zadowolonym pomrukiem.
vita holloway