Bo się boję. To wyznanie go zaskoczyło, ale dopiero jej wzrok i następne słowa sprawiły, że na kilka sekund wstrzymał oddech. Nagle zrozumiał, co miał na myśli Charlie mówiąc, że jego siostra wiele przeszła. Choć ton jej głosu brzmiał naturalnie, w jej brązowych oczach odbijał się przeraźliwy smutek, który wywołało w niej przywołane wspomnienie.
—
Przykro mi, że musiałaś przez to przejść - sięgnął dłonią do jej policzka, żeby kciukiem delikatnie go pogładzić. Naprawdę współczuł jej straty. -
A gdzie wtedy był ojciec dziecka? - wyszeptał łagodnym głosem, nie odwracając od niej wzroku. Kto zdrowy na umyśle mógł tą piękną istotę opuścić w tak ciężkiej chwili? W tym momencie wydała mu się jeszcze bardziej krucha i bezbronna, a on jedyne, co mógł zrobić, to po prostu ją wesprzeć na tyle, na ile mu na to pozwoli.
W jego oczach nie była czarnym charakterem, na jaki się kreowała poprzez wizerunek pani prezes w firmie, gdy zgrywała rekina biznesu. Była o wiele bardziej złożoną osobą i tej nocy z każdą upływającą chwilą odkrywała przed nim siebie, kawałek po kawałku, małymi kroczkami zwiększając do niego zaufanie. Był jej za to wdzięczny, ale wbrew pozorom nie z powodu tego, że pragnął spełnić warunek rodziców i zdobyć serce Cherry, ale dlatego, bo naprawdę c h c i a ł poznać ją bliżej. Najwyraźniej działało to w obie strony, bo z zadziwiającą łatwością wyciągała z niego informacje z jego życia, o których mówił otwarcie. Zupełnie, jakby nie miał niczego do ukrycia.
Dopiero wspomnienie o jej ojcu i intrygach związanych z jej ustatkowaniem się przywróciły go na ziemię. Dziwiło go, że najstarszy Marshall już wcześniej próbował ustawić życie ciemnowłosej po swojemu i że jakimś cudem jego plany wcale się nie spełniały. Czemu więc to w Ethanie pokładał nadzieje na osiągnięcie celu? Marshall raczej nie wiedział, na co się pisał, po prostu zawierzając jego rodzicom. Co jak co, ale ambicję na pewno odziedziczył po nich. Z tym, że dla niego relacja z Cherry od początku nie była zero-jedynkowa. Podobała mu się bardziej, niż powinien. I co gorsza, wpuszczał ją do środka mimo rozsądku, który mówił mu, że stąpał po bardzo cienkim lodzie. Myśląc o tym, przywołał pamięcią jej słowa sprzed paru chwil -
pragniesz więcej, choć wiesz, że nie powinieneś. Miała rację. Pewnie dlatego również nie chciał, żeby ta noc kiedykolwiek się skończyła. Później wróci rzeczywistość, ale dobije go zupełnie inaczej, niż dziewczyna wychodziła z przekonania.
—
Oczekują posłuszeństwa i zapewnienia, że ich syn zasługuje na swoje nazwisko i dziedzictwo. Muszę więc dowieść, że jestem odpowiedzialny i zasługuję na ich zaufanie, zaczynając od ciężkiej pracy na dobrej pozycji - wyjaśnił, marszcząc przy tym nieznacznie brwi. Technicznie rzecz biorąc nie kłamał, ale zdawał sobie sprawę, że to tylko połowa prawdy. O reszcie nie mógł jej powiedzieć. Nie teraz, kiedy się przed nim otwierała. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, może nawet nigdy nie będzie musiał, ale nie chciał teraz wybiegać tak daleko w przyszłość. Na razie chciał skupić się wyłącznie na tym, że trzymał ją w swoich ramionach. Nic więcej się nie liczyło.
Dawno nie zdarzyło mu się zostać u kogoś na noc. Tymczasem tego ranka obudził się przy Cherry i wcale nie żałował. Dawno już nie czuł tego, co w jej towarzystwie. Jej obecność i bijące od niej ciepło wprawiało go w błogie odprężenie, dlatego jeszcze przez chwilę poprzez wtulenie się w nią zbierał siły, żeby w końcu się podnieść i przyrządzić im coś do jedzenia.
Po drodze do kuchni założył bokserki i zarzucił na siebie koszulę, którą pozostawił rozpiętą, jedynie podwijając jej rękawy do łokcia. W tym wydaniu podrapał za uchem zainteresowaną nim Koko, po czym zaczął szperać po szafkach, dość szybko odnajdując wszystkie potrzebne rzeczy, które rozstawił na blacie. W międzyczasie nalał sobie do szklanki wody z kranu, upijając kilka porządnych łyków i rzucił psu kilka znalezionych w jednej z szafek groszków suchej karmy.
—
Zaraz dostaniesz coś lepszego - mruknął do niej z uśmiechem i wziął do ręki mąkę. Zdążył pomyśleć o Arnim, któremu też będzie musiał się odwdzięczyć za ten poranek, gdy kątem oka zauważył ciemnowłosą przypatrującą się mu z uwagą. Na jej słowa skinął głową.
—
W Tokio noc dopiero się zaczyna - odparł, łagodnie się do niej uśmiechając i nieznacznie przesunął po niej wzrokiem, uznając w myślach, że w tej piżamce wyglądała doprawdy uroczo.
Powinno mu się spieszyć, ale wcale nie miał ochoty stąd wychodzić. -
Nie sądziłem, że w Twoich zapasach znajdę tyle skarbów. Gotujesz? - zagadnął, odmierzając z pamięci suche składniki do miski. Sprawiała wrażenie wiecznie zapracowanej, więc po jej kuchni mógł się spodziewać wszystkiego, ale miło się zdziwił. -
Chodź, pomożesz mi. Najpierw sprawdźmy, czy te truskawki nadal przechodzą test jakości - powiedział, wyciągając w jej stronę truskawkę, znów zamierzając ją nakarmić. To przypomniało mu zarówno wzajemną degustację przystawek w restauracji, jak i te same truskawki towarzyszące im podczas kąpieli w wannie. Dystans między nimi pozostawiał wiele do życzenia, więc wraz z zachęcającym uśmiechem zamierzał skłonić ją do zbliżenia się. Poza tym jej pełne, ponętne usta wciąż na niego działały i nie mógł oderwać od nich wzroku, gdy spróbowała owocu.
—
I jak? - zapytał z oczekiwaniem, bezwiednie zbliżając się do niej o krok, a jego ręka powędrowała na jej talię. Spojrzał w jej piękne, brązowe oczy, po czym znów bezwiednie na moment zerknął na jej wargi. Jeśli o niego chodziło, naprawdę mogliby teraz przenieść się do innej strefy czasowej.
Cherry Marshall