Jeźdźcy Apokalipsy
: sob mar 21, 2026 10:21 pm
Sergio pękało serce, kiedy widział te wszystkie emocje Alvaro, kiedy słyszał jego łamiący się głos i wszystko, co mówił. Wiedział, że nie powinien się angażować w pracy, nie powinien odczuwać emocji pacjentów - ale Alvaro nie był jego pacjentem, nawet, jeśli w tym momencie tak to wyglądało; a Sergio nie był w pracy Siedział przy stole z przyjacielem i próbował mu pomóc poukładać związek, który - jak teraz było widać - zdecydowanie nie był łatwy, bo tworzyły go dwie pogruchotane psychicznie osoby, które w dodatku nie miały jeszcze czasu na dotarcie się, za to miały swoje wieloletnie przyzwyczajenia, przekonania i naleciałości, które bardzo trudno będzie im ze sobą zgrać. Ale Martinez naprawdę życzył im jak najlepiej i chciał, żeby ułożyli sobie to życie i byli wreszcie szczęśliwi.
Z wdzięcznością powitał dolewkę wina, bo podczas tej rozmowy również dość szybko wypił to, co dostał wcześniej od męża i gdy teraz zobaczył czerwony płyn ponownie w swoim kieliszku, uświadomił sobie, jak bardzo mu go brakowało w tym momencie. Upił łyk i odstawił szkło na stół, patrząc na Salvatierrę.
- Myślę, że skoro do tego doszedłeś, to powinieneś mu to powiedzieć. Niekoniecznie dokładnie w tym momencie, ale powinieneś powiedzieć - powiedział po chwili zduszonym głosem. Z pewnym zaskoczeniem odkrył, że gardło mu się ścisnęło od emocji współodczuwanych z Argentyńczykiem - I... sądzę, że jeśli będziesz miał jeszcze do niego pretensje, o cokolwiek, to mu o tym mów. Tylko - mów, a nie złość się na niego i ironizuj. Kiedy wyszedłeś, on wyglądał na zaskoczonego i nie wiedzącego, o co ci chodzi. Zresztą to powiedział. Komunikuj jasno, co cię boli, byle bez złości, bo jeśli nie będziecie ze sobą spokojnie rozmawiać, to nie może z tego wyniknąć nic dobrego. Rozwiązujcie problemy wspólnie, bez walki, tylko współpracując. Obu wam na sobie bardzo zależy, nie zniszczcie tego sobie swoim wybuchowym temperamentem.
Spojrzał w stronę tarasu, gdzie Tiago stał teraz z pochylona głową, paląc chyba już drugiego papierosa. Sergio przesunął dłoń z ramienia męża na jego kark i zaczął go delikatnie masować. Miał wrażenie, że powoli atmosfera się oczyszcza, że ta rozmowa dużo dała przede wszystkim Alvaro, ale zapewne im wszystkim trzem. Może kiedy Tiago wróci wreszcie do środka, to będzie się dało faktycznie miło spędzić resztę wieczoru - właściwie wiele tu zależało przede wszystkim właśnie od de la Serny, od tego czy zdołał się uspokoić na tym tarasie i od tego, ile tak naprawdę słyszał z tej rozmowy.
Sergio odetchnął i zabrał się w końcu za jedzenie, bo do tej pory, w całym tym zamieszaniu, miał ściśnięty żołądek, ale gdy zdawało się, że wszystko idzie ku lepszemu zapragnął w końcu spróbować tego, co "ten dupek" dla nich ugotował. Musiał przyznać, że faktycznie było pyszne - facet miał przynajmniej jedną dobrą cechę.
No, dobrze, Sergio doskonale wiedział, że miał ich więcej. Właściwie teraz, po tym wszystkim, co powiedział Salvatierra, Martinez był mniej cięty na Kocura, a bardziej mu współczuł.
Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna
Z wdzięcznością powitał dolewkę wina, bo podczas tej rozmowy również dość szybko wypił to, co dostał wcześniej od męża i gdy teraz zobaczył czerwony płyn ponownie w swoim kieliszku, uświadomił sobie, jak bardzo mu go brakowało w tym momencie. Upił łyk i odstawił szkło na stół, patrząc na Salvatierrę.
- Myślę, że skoro do tego doszedłeś, to powinieneś mu to powiedzieć. Niekoniecznie dokładnie w tym momencie, ale powinieneś powiedzieć - powiedział po chwili zduszonym głosem. Z pewnym zaskoczeniem odkrył, że gardło mu się ścisnęło od emocji współodczuwanych z Argentyńczykiem - I... sądzę, że jeśli będziesz miał jeszcze do niego pretensje, o cokolwiek, to mu o tym mów. Tylko - mów, a nie złość się na niego i ironizuj. Kiedy wyszedłeś, on wyglądał na zaskoczonego i nie wiedzącego, o co ci chodzi. Zresztą to powiedział. Komunikuj jasno, co cię boli, byle bez złości, bo jeśli nie będziecie ze sobą spokojnie rozmawiać, to nie może z tego wyniknąć nic dobrego. Rozwiązujcie problemy wspólnie, bez walki, tylko współpracując. Obu wam na sobie bardzo zależy, nie zniszczcie tego sobie swoim wybuchowym temperamentem.
Spojrzał w stronę tarasu, gdzie Tiago stał teraz z pochylona głową, paląc chyba już drugiego papierosa. Sergio przesunął dłoń z ramienia męża na jego kark i zaczął go delikatnie masować. Miał wrażenie, że powoli atmosfera się oczyszcza, że ta rozmowa dużo dała przede wszystkim Alvaro, ale zapewne im wszystkim trzem. Może kiedy Tiago wróci wreszcie do środka, to będzie się dało faktycznie miło spędzić resztę wieczoru - właściwie wiele tu zależało przede wszystkim właśnie od de la Serny, od tego czy zdołał się uspokoić na tym tarasie i od tego, ile tak naprawdę słyszał z tej rozmowy.
Sergio odetchnął i zabrał się w końcu za jedzenie, bo do tej pory, w całym tym zamieszaniu, miał ściśnięty żołądek, ale gdy zdawało się, że wszystko idzie ku lepszemu zapragnął w końcu spróbować tego, co "ten dupek" dla nich ugotował. Musiał przyznać, że faktycznie było pyszne - facet miał przynajmniej jedną dobrą cechę.
No, dobrze, Sergio doskonale wiedział, że miał ich więcej. Właściwie teraz, po tym wszystkim, co powiedział Salvatierra, Martinez był mniej cięty na Kocura, a bardziej mu współczuł.
Alvaro Salvatierra Salazar Martinez Santiago de la Serna