Ziemniaczane Pulpy z Whitby nie przegrywają!
: śr maja 20, 2026 8:54 am
O mamuniu…
Nie potrafił i nawet nie próbował ukryć tego jakie odczucia mu serwowała, gdy przyjemne dreszcze przeplatały się z niepożądanym bólem. Zresztą tego nawet nie dało się kontrolować. On przestał się kontrolować, kiedy tak leżał pod nią całkowicie obezwładniony przez ból, przez szok i przez ten ciepły przyjemny dotyk.
Ileż on by dał, by na moment jeszcze wrócić do tej chwili, w której leżeli na podłodze i cała reszta nie miała żadnego znaczenia. Rozmarzone oczy wbił w przyjaciółkę tak jakby to on był na fazie po kilku drinkach, a nie ona.
Co ta adrenalina robi z człowiekiem!
Oj dużo by dał… dużo, by tylko te jej delikatne dłonie jeszcze przez chwilę bezczelnie eksplorowały mu ciało pod koszulką. Niby to badawczo i kontrolnie, a jednak z czułością, której prawdopodobnie pragnął od dawien dawna, a po tym wydarzeniu pragnąć będzie jeszcze bardziej.
Teraz jednak zamiast czułego dotyku Abby musiał znosić poklepywanie Hanka Hendersona, który jak się okazało miał sporo krzepy jak na swój wiek, bo Archie o mało nie wypluł płuc… no dobra, może niekoniecznie to mu groziło, ale o mały włos się nie popłakał jak dziecko, bo nagle wszystkie wcześniejsze przyjemne doznania zniknęły pod falą nieprzyjemnego - dla odmiany - prądu, który przeszył mu plecy. Grymas wtargnął na jego twarz, gdy dzielnie próbował utrzymać pion i udawać, że wszystko gra bajerując przy tym Abby, że pora się już brać.
Nie, nie, nie, nie…
Głos Abby zadźwięczał mu w uszach. Powinien przewidzieć, że tym razem się mu nie da, huh? Nawet pomimo alkoholowego upojenia nie potrafiła wyzbyć się zawodowego powołania. Nawet Hank słysząc to jej nie, nie, nie… zamarł z ręką w powietrzu, jakby dostał burę od swojej śp. matki, za co akurat Archibald był niezmiernie wdzięczny. Zacisnął usta próbując się nie roześmiać, bo co jak co, ale Abby Wallace w tym swoim lekarskim amoku wyglądała uroczo i zabawnie jednocześnie. Szczególnie gdy opowiadała z przejęciem o SOR-ze i rezonansie, aż uniósł brew gapiąc się w te jej przejęte ślepia i uśmiechając się pomimo rwącego bólu. Kiedy wbiła w niego te swoje niebieskie ślepia, pytając co się tak gapi, Archie tylko przewrócił oczami, ale wilgoć pod rzęsami bezlitośnie zdradzała, że jeszcze chwilę wcześniej bardzo cierpiał. Pomimo jej mądrego wywodu i naprawdę dokuczliwego bólu nie zamierzał dać za wygraną. SOR brzmiał jak wyrok śmierci z n u d ó w, a poza tym nie miał żadnych szans w zestawieniu z nocą spędzoną pod nadzorem przejętej Wallace, szczególnie po tym wszystkim czego doświadczył na parkiecie.
To było silniejsze od niego.
Zdecydował.
Nim jednak zdążył to ogłosić ona pogroziła mu palcem, który niefortunnie wylądował pod jego pachą i odeszła, a Archie wraz z Hankiem odprowadzili ją wzrokiem. Oboje stali nie kryjąc swojego uznania. — Masz świętą rację, Hank — przytaknął i gdyby tylko stał nieco bliżej pani Henderson pewnie też zarobiłby kuksańca w bok. — Najlepsza z możliwych — powiedział pod nosem już bardziej do siebie obserwując jak wraca do nich targając ze sobą kurtki, a jej zawzięta mina sprawiła, że tylko podniósł ręce w geście poddania się… nie całkowitego, ale jednak.
— Dobra, wygrałaś! — obwieścił, ale by nie cieszyła się za bardzo szybko dodał. — Tylko wybieram opcję numer dwa — wyszczerzył zęby uśmiechając się radośnie. — Zresztą zobaczysz rano, że jedyne czego będę potrzebował to kilka jajek sadzonych i litr czarnej kawy, a nie rezonans — taaa, marzenie! Jeszcze będzie błagał o to dmuchane kółko.
— Czekajcie dzieciaki! — zawołała nagle pani Henderson i podeszła do swojej torebki wyciągając z niej małe metalowe pudełko z czerwonym drapieżnikiem na wierzchu i zagadała do Trevora, który wcisnął jej do rąk frytki… a raczej torbę mrożonych frytek. — Masz, maść tygrysia. Taka prawdziwa i mocna, Hanka zawsze stawia na nogi. Tylko smaruj ostrożnie bo pali jak samo piekło — ostrzegła wciskając do rąk Abby małe pudełeczko, a Archiemu ładując do rąk paczkę mrożonych frytek. — A to na drogę, zrób sobie okład — chyba nie miał nic do gadania, co nie? Przygarnął frytki i spojrzał na starsze małżeństwo z jakimś takim cichym uznaniem. — Hank — podał mu dłoń ostrożnie, jakby bał się, że starszy pan miał krzepy za dwóch i zaraz go przyciągnie, by znów poklepać po plecach. — Dziękuję za profesjonalną pionizację pacjenta — wyznał i uściskał ostrożnie Panią Henderson, która jeszcze zawołała do Abby na odchodne. — Dbaj o niego i kup mu więcej lodu na tyłek!
Ewakuacja do taksówki okazała się cięższa niż przypuszczał, a przeciez jeszcze chwile wcześnej zapierał się, że pojedzie samochodem. Kiedy ich taryfa podjechała miał wrażenie, że właśnie stanął przed najtrudniejszym życiowym wyzwaniem: jak wsiąść na tylną kanapę i nie zacząć ryczeć przy kobiecie. Jak się okazało to nie było wcale najgorsza część tej podróży, bo typ prowadzący taxi, które wcale nie było relaxy, wjeżdżał chyba celowo w każdą napotkaną dziurę, a Archie wydawał z siebie dziwne niekontrolowane dźwięki i chyba zabrakło mu siły na wdawanie się w dyskusję z tym człowiekiem, choć niewątpliwie rzucał jakieś ciche komentarze pod nosem do Abby. Gdy w końcu dojechali pod jej mieszkanie Archie wygramolił się z niebywałą gracją z taksówki i kuśtykając doczłapał jakoś do jej drzwi i oparł czoło o jej ramię, gdy walczyła z kluczami w zamku. Kiedy drzwi się przed nimi otworzyły zdążył tylko przekląć ściągając buty i rzucił się - choć raczej osunął - na jej salonową kanapę, z której dzisiaj ją pozbierał. Kto by przypuszczał, huh? Wylądował prosto na brzuchu z twarzą wciśnięta w miękką poduszkę i tyłkiem uniesionym lekko w górę by broń boże czegoś nie dotknąć. Dopiero po chwili odwrócił głowę w bok patrząc na stojącą w pobliżu Abby i wyszczerzył zęby w durnym uśmiechu. — Melduję wykonanie zadania, szefowo. Pacjent dostarczony do bazy! — poinformował zastanawiając się co stało się z prezentami od pani Henderson. Ups, mrożone frytki zostały w taksówce, a… — Masz magiczną maść Hanka? — zapytał poklepując się ręką po plecach stwierdzając, że w sumie dosięgnie… choć jego plecy wciąż pamiętały paznkocie Abby i wcale nie byłyby zasmucone powtórką z rozrywki.
Zaopiekuj się mną
Nawet gdy nie będę chciał
Zaopiekuj się mną
Mocno tak
Nie potrafił i nawet nie próbował ukryć tego jakie odczucia mu serwowała, gdy przyjemne dreszcze przeplatały się z niepożądanym bólem. Zresztą tego nawet nie dało się kontrolować. On przestał się kontrolować, kiedy tak leżał pod nią całkowicie obezwładniony przez ból, przez szok i przez ten ciepły przyjemny dotyk.
Ileż on by dał, by na moment jeszcze wrócić do tej chwili, w której leżeli na podłodze i cała reszta nie miała żadnego znaczenia. Rozmarzone oczy wbił w przyjaciółkę tak jakby to on był na fazie po kilku drinkach, a nie ona.
Co ta adrenalina robi z człowiekiem!
Oj dużo by dał… dużo, by tylko te jej delikatne dłonie jeszcze przez chwilę bezczelnie eksplorowały mu ciało pod koszulką. Niby to badawczo i kontrolnie, a jednak z czułością, której prawdopodobnie pragnął od dawien dawna, a po tym wydarzeniu pragnąć będzie jeszcze bardziej.
Teraz jednak zamiast czułego dotyku Abby musiał znosić poklepywanie Hanka Hendersona, który jak się okazało miał sporo krzepy jak na swój wiek, bo Archie o mało nie wypluł płuc… no dobra, może niekoniecznie to mu groziło, ale o mały włos się nie popłakał jak dziecko, bo nagle wszystkie wcześniejsze przyjemne doznania zniknęły pod falą nieprzyjemnego - dla odmiany - prądu, który przeszył mu plecy. Grymas wtargnął na jego twarz, gdy dzielnie próbował utrzymać pion i udawać, że wszystko gra bajerując przy tym Abby, że pora się już brać.
Nie, nie, nie, nie…
Głos Abby zadźwięczał mu w uszach. Powinien przewidzieć, że tym razem się mu nie da, huh? Nawet pomimo alkoholowego upojenia nie potrafiła wyzbyć się zawodowego powołania. Nawet Hank słysząc to jej nie, nie, nie… zamarł z ręką w powietrzu, jakby dostał burę od swojej śp. matki, za co akurat Archibald był niezmiernie wdzięczny. Zacisnął usta próbując się nie roześmiać, bo co jak co, ale Abby Wallace w tym swoim lekarskim amoku wyglądała uroczo i zabawnie jednocześnie. Szczególnie gdy opowiadała z przejęciem o SOR-ze i rezonansie, aż uniósł brew gapiąc się w te jej przejęte ślepia i uśmiechając się pomimo rwącego bólu. Kiedy wbiła w niego te swoje niebieskie ślepia, pytając co się tak gapi, Archie tylko przewrócił oczami, ale wilgoć pod rzęsami bezlitośnie zdradzała, że jeszcze chwilę wcześniej bardzo cierpiał. Pomimo jej mądrego wywodu i naprawdę dokuczliwego bólu nie zamierzał dać za wygraną. SOR brzmiał jak wyrok śmierci z n u d ó w, a poza tym nie miał żadnych szans w zestawieniu z nocą spędzoną pod nadzorem przejętej Wallace, szczególnie po tym wszystkim czego doświadczył na parkiecie.
To było silniejsze od niego.
Zdecydował.
Nim jednak zdążył to ogłosić ona pogroziła mu palcem, który niefortunnie wylądował pod jego pachą i odeszła, a Archie wraz z Hankiem odprowadzili ją wzrokiem. Oboje stali nie kryjąc swojego uznania. — Masz świętą rację, Hank — przytaknął i gdyby tylko stał nieco bliżej pani Henderson pewnie też zarobiłby kuksańca w bok. — Najlepsza z możliwych — powiedział pod nosem już bardziej do siebie obserwując jak wraca do nich targając ze sobą kurtki, a jej zawzięta mina sprawiła, że tylko podniósł ręce w geście poddania się… nie całkowitego, ale jednak.
— Dobra, wygrałaś! — obwieścił, ale by nie cieszyła się za bardzo szybko dodał. — Tylko wybieram opcję numer dwa — wyszczerzył zęby uśmiechając się radośnie. — Zresztą zobaczysz rano, że jedyne czego będę potrzebował to kilka jajek sadzonych i litr czarnej kawy, a nie rezonans — taaa, marzenie! Jeszcze będzie błagał o to dmuchane kółko.
— Czekajcie dzieciaki! — zawołała nagle pani Henderson i podeszła do swojej torebki wyciągając z niej małe metalowe pudełko z czerwonym drapieżnikiem na wierzchu i zagadała do Trevora, który wcisnął jej do rąk frytki… a raczej torbę mrożonych frytek. — Masz, maść tygrysia. Taka prawdziwa i mocna, Hanka zawsze stawia na nogi. Tylko smaruj ostrożnie bo pali jak samo piekło — ostrzegła wciskając do rąk Abby małe pudełeczko, a Archiemu ładując do rąk paczkę mrożonych frytek. — A to na drogę, zrób sobie okład — chyba nie miał nic do gadania, co nie? Przygarnął frytki i spojrzał na starsze małżeństwo z jakimś takim cichym uznaniem. — Hank — podał mu dłoń ostrożnie, jakby bał się, że starszy pan miał krzepy za dwóch i zaraz go przyciągnie, by znów poklepać po plecach. — Dziękuję za profesjonalną pionizację pacjenta — wyznał i uściskał ostrożnie Panią Henderson, która jeszcze zawołała do Abby na odchodne. — Dbaj o niego i kup mu więcej lodu na tyłek!
Ewakuacja do taksówki okazała się cięższa niż przypuszczał, a przeciez jeszcze chwile wcześnej zapierał się, że pojedzie samochodem. Kiedy ich taryfa podjechała miał wrażenie, że właśnie stanął przed najtrudniejszym życiowym wyzwaniem: jak wsiąść na tylną kanapę i nie zacząć ryczeć przy kobiecie. Jak się okazało to nie było wcale najgorsza część tej podróży, bo typ prowadzący taxi, które wcale nie było relaxy, wjeżdżał chyba celowo w każdą napotkaną dziurę, a Archie wydawał z siebie dziwne niekontrolowane dźwięki i chyba zabrakło mu siły na wdawanie się w dyskusję z tym człowiekiem, choć niewątpliwie rzucał jakieś ciche komentarze pod nosem do Abby. Gdy w końcu dojechali pod jej mieszkanie Archie wygramolił się z niebywałą gracją z taksówki i kuśtykając doczłapał jakoś do jej drzwi i oparł czoło o jej ramię, gdy walczyła z kluczami w zamku. Kiedy drzwi się przed nimi otworzyły zdążył tylko przekląć ściągając buty i rzucił się - choć raczej osunął - na jej salonową kanapę, z której dzisiaj ją pozbierał. Kto by przypuszczał, huh? Wylądował prosto na brzuchu z twarzą wciśnięta w miękką poduszkę i tyłkiem uniesionym lekko w górę by broń boże czegoś nie dotknąć. Dopiero po chwili odwrócił głowę w bok patrząc na stojącą w pobliżu Abby i wyszczerzył zęby w durnym uśmiechu. — Melduję wykonanie zadania, szefowo. Pacjent dostarczony do bazy! — poinformował zastanawiając się co stało się z prezentami od pani Henderson. Ups, mrożone frytki zostały w taksówce, a… — Masz magiczną maść Hanka? — zapytał poklepując się ręką po plecach stwierdzając, że w sumie dosięgnie… choć jego plecy wciąż pamiętały paznkocie Abby i wcale nie byłyby zasmucone powtórką z rozrywki.
Zaopiekuj się mną
Nawet gdy nie będę chciał
Zaopiekuj się mną
Mocno tak
