same souls, different time
: pt kwie 17, 2026 9:23 pm
- No pewnie, mango ma takie rozłożyste gałęzie - i on też rozkładał ręce pokazując jej jakie drzewo mango ma gałęzie - ja też - od razu powiedział, kiedy oznajmiła, że kocha się wspinać, on też kochał.
Łazić po drzewach, po płotach, zdzierać kolana i w ogóle... łobuzować, brudzić się, biegać, skakać. A przy tym po prostu dobrze się bawić.
I nawet sobie pomyślał, że z Pilar w sumie mógłby się tak dobrze bawić.
Zresztą zaraz bawili się tak przy lodach. Chociaż na te marcepanowe oboje skrzywili się równo, a potem oboje też równo się śmiali z muy muy loco Matiasa, jak to dzieci. Ze swoich własnych żartów, które bawiły tylko ich. Ale... ich oboje bawiły. I jego i ją.
- A ja zawsze mówię im, że ładnie wyglądają, to też czasem coś dostanę, ale kiedyś taka jedna mnie pogoniła, bo była brzydka i chyba myślała, że się z niej śmieje - wzruszył ramionami liżąc loda. Ale w sumie to trochę był pod wrażeniem sprytu Pilar, że tak umiała podejść te sklepikarki.
Zaraz jednak pokazywał jej, gdzie się umazała, a ona jemu i Madox też zaraz robił zeza starając się spojrzeć na swoje czoło. Rozmazał lody ręką, ale kto by się tym przejmował?
Żadne z nich się nie przejmowało, bo oni śmiali się głośno, tak, że ludzie się na nich oglądali.
Brudni i zadowoleni.
Tylko w końcu trzeba było zebrać się z murka i wracać do domu, ale przecież Madox obiecał jeszcze odprowadzić Pilar.
A kiedy wyznała mu gdzie mieszka, to on nawet przez chwilę się nie zawahał, chociaż słyszał o tej dzielnicy. Ciotki nie pozwalały im tam chodzić.
Ale jego ojciec często mówił o swoich przyjaciołach z Robledo.
- Znasz takiego... Jorge? On mieszka w Robleo też i czasem do nas przychodzi - dom Madoxa znajdował się w lepszej dzielnicy, a zresztą prawda jest taka, że zarówno on i Ticiano mieszkali w tych willach, które miejscowi nazywali hacjendami, których właściciele dorobili się na... niezbyt legalnych interesach. Noriega miał ładny dom, miał swój pokój, a nawet mógł mieć ich kilka, ale co z tego, kiedy przez ich hacjendę wiecznie przewijało się jakieś szemrane towarzystwo, z którym jego ojciec robił interesy, co z tego, kiedy jego matka wiecznie się modliła, albo krzyczała na ojca. Wiecznie miała mu wszystko za złe. A Madox nie wiedział czemu, bo przecież ona też miała wszystko co chciała, nowe sukienki, nowe sprzęty. Jak on dostawał nowe zabawki, to się cieszył. A ona nie cieszyła się już od dawna...
Dlatego on zdecydowanie wolał spędzać czas u Ticiano. U niego w domu też bywali różni ludzie, ale ciotka i wuj zawsze byli uśmiechnięci.
Nie kłócili się.
Słuchał Pilar, kiedy mówiła o tym samochodzie Matiasa.
- Czemu ktoś to zrobił? - zapytał, bo mały Madox kompletnie tego jeszcze nie rozumiał. Co prawda on też strzelał do bliźniaków z pracy, ale... on ich nie lubił, bo byli głupkami, a Matias też był?
Nawet chciał ją o to zapytać, ale wtedy dziewczynka powiedziała o tym domu dziecka, a Madox się zdziwił, chociaż ciotki mówiły mu czasem, że jego też oddadzą, jak był niegrzeczny, ale wiedział, że by tego nie zrobiły!
- A czemu cię nie chciała? - zapytał zanim zdążył ugryźć się w język, albo to przemyśleć. Chyba nie powinien tego mówić, bo to przecież niedobrze, że ją naprawdę... chcieli oddać. Więc on zaraz odwrócił się do niej przodem idąc tyłem po brukowanej ulicy.
- Dziwna ta twoja mama, jesteś ładna i mądra - i to nie tak, że jej tak mówił, jak tym paniom, żeby coś od nich dostać, tylko Pilar naprawdę była ładna, miała takie ciemne oczy jak on i jak się śmiała, to on też się śmiał, to chyba ładnie? No i mądra też była, bo przecież załatwiła im tą posypkę! - I fajnie strzelasz z procy - to też musiał dodać, bo... to chyba jednak na nim robiło największe wrażenie.Łamanie nosów. Strzelanie z procy.
- Ja bym cię wziął, jakbym był twoją mamą... - zaraz klepnął się otwartą dłonią w czoło - tatą - no tak, bo przecież chłopcy nie mogli być mamą. Coś jeszcze chciał powiedzieć, ale... potknął się. Jednak chodzenie tyłem to chyba nie był taki mądry pomysł. A zaraz wywinął orła wywalając się na ręce i kolana. Dobrze, że się podparł, ale... pozdzierał skórę. Chociaż Madox i tak zaraz się podnosił i otrzepywał.
- Ojacie... - znowu miał coś powiedzieć, ale z jednego z podwórek wyszedł do nich jakiś mężczyzna, bardzo stary, z petem między pożółkniętymi zębami.
- Co jest dzieciaki? - zapytał zachrypniętym głosem. Był trochę straszny, więc Madox w jakimś takim odruchu rycerskości chyba, wystąpił do przodu przed Pilar.
- Nie, nic, tylko... - zaczął, a mężczyzna wyjął z ust papierosa i pstryknął nim gdzieś w kierunku drogi robiąc krok w ich kierunku.
- Lando, co ty tam robisz? - krzyknęła jakaś kobieta wychodząc na ganek. Była pulchna i równie stara, co mężczyzna, miała na sobie kuchenny fartuszek, a na nosie okulary. Wyglądała... miło.
Eres guapa e inteligente °❀⋆.ೃ࿔*:・
Łazić po drzewach, po płotach, zdzierać kolana i w ogóle... łobuzować, brudzić się, biegać, skakać. A przy tym po prostu dobrze się bawić.
I nawet sobie pomyślał, że z Pilar w sumie mógłby się tak dobrze bawić.
Zresztą zaraz bawili się tak przy lodach. Chociaż na te marcepanowe oboje skrzywili się równo, a potem oboje też równo się śmiali z muy muy loco Matiasa, jak to dzieci. Ze swoich własnych żartów, które bawiły tylko ich. Ale... ich oboje bawiły. I jego i ją.
- A ja zawsze mówię im, że ładnie wyglądają, to też czasem coś dostanę, ale kiedyś taka jedna mnie pogoniła, bo była brzydka i chyba myślała, że się z niej śmieje - wzruszył ramionami liżąc loda. Ale w sumie to trochę był pod wrażeniem sprytu Pilar, że tak umiała podejść te sklepikarki.
Zaraz jednak pokazywał jej, gdzie się umazała, a ona jemu i Madox też zaraz robił zeza starając się spojrzeć na swoje czoło. Rozmazał lody ręką, ale kto by się tym przejmował?
Żadne z nich się nie przejmowało, bo oni śmiali się głośno, tak, że ludzie się na nich oglądali.
Tylko w końcu trzeba było zebrać się z murka i wracać do domu, ale przecież Madox obiecał jeszcze odprowadzić Pilar.
A kiedy wyznała mu gdzie mieszka, to on nawet przez chwilę się nie zawahał, chociaż słyszał o tej dzielnicy. Ciotki nie pozwalały im tam chodzić.
Ale jego ojciec często mówił o swoich przyjaciołach z Robledo.
- Znasz takiego... Jorge? On mieszka w Robleo też i czasem do nas przychodzi - dom Madoxa znajdował się w lepszej dzielnicy, a zresztą prawda jest taka, że zarówno on i Ticiano mieszkali w tych willach, które miejscowi nazywali hacjendami, których właściciele dorobili się na... niezbyt legalnych interesach. Noriega miał ładny dom, miał swój pokój, a nawet mógł mieć ich kilka, ale co z tego, kiedy przez ich hacjendę wiecznie przewijało się jakieś szemrane towarzystwo, z którym jego ojciec robił interesy, co z tego, kiedy jego matka wiecznie się modliła, albo krzyczała na ojca. Wiecznie miała mu wszystko za złe. A Madox nie wiedział czemu, bo przecież ona też miała wszystko co chciała, nowe sukienki, nowe sprzęty. Jak on dostawał nowe zabawki, to się cieszył. A ona nie cieszyła się już od dawna...
Dlatego on zdecydowanie wolał spędzać czas u Ticiano. U niego w domu też bywali różni ludzie, ale ciotka i wuj zawsze byli uśmiechnięci.
Słuchał Pilar, kiedy mówiła o tym samochodzie Matiasa.
- Czemu ktoś to zrobił? - zapytał, bo mały Madox kompletnie tego jeszcze nie rozumiał. Co prawda on też strzelał do bliźniaków z pracy, ale... on ich nie lubił, bo byli głupkami, a Matias też był?
Nawet chciał ją o to zapytać, ale wtedy dziewczynka powiedziała o tym domu dziecka, a Madox się zdziwił, chociaż ciotki mówiły mu czasem, że jego też oddadzą, jak był niegrzeczny, ale wiedział, że by tego nie zrobiły!
- A czemu cię nie chciała? - zapytał zanim zdążył ugryźć się w język, albo to przemyśleć. Chyba nie powinien tego mówić, bo to przecież niedobrze, że ją naprawdę... chcieli oddać. Więc on zaraz odwrócił się do niej przodem idąc tyłem po brukowanej ulicy.
- Dziwna ta twoja mama, jesteś ładna i mądra - i to nie tak, że jej tak mówił, jak tym paniom, żeby coś od nich dostać, tylko Pilar naprawdę była ładna, miała takie ciemne oczy jak on i jak się śmiała, to on też się śmiał, to chyba ładnie? No i mądra też była, bo przecież załatwiła im tą posypkę! - I fajnie strzelasz z procy - to też musiał dodać, bo... to chyba jednak na nim robiło największe wrażenie.
- Ja bym cię wziął, jakbym był twoją mamą... - zaraz klepnął się otwartą dłonią w czoło - tatą - no tak, bo przecież chłopcy nie mogli być mamą. Coś jeszcze chciał powiedzieć, ale... potknął się. Jednak chodzenie tyłem to chyba nie był taki mądry pomysł. A zaraz wywinął orła wywalając się na ręce i kolana. Dobrze, że się podparł, ale... pozdzierał skórę. Chociaż Madox i tak zaraz się podnosił i otrzepywał.
- Ojacie... - znowu miał coś powiedzieć, ale z jednego z podwórek wyszedł do nich jakiś mężczyzna, bardzo stary, z petem między pożółkniętymi zębami.
- Co jest dzieciaki? - zapytał zachrypniętym głosem. Był trochę straszny, więc Madox w jakimś takim odruchu rycerskości chyba, wystąpił do przodu przed Pilar.
- Nie, nic, tylko... - zaczął, a mężczyzna wyjął z ust papierosa i pstryknął nim gdzieś w kierunku drogi robiąc krok w ich kierunku.
- Lando, co ty tam robisz? - krzyknęła jakaś kobieta wychodząc na ganek. Była pulchna i równie stara, co mężczyzna, miała na sobie kuchenny fartuszek, a na nosie okulary. Wyglądała... miło.
Eres guapa e inteligente °❀⋆.ೃ࿔*:・