Strona 4 z 4

same souls, different time

: pt kwie 17, 2026 9:23 pm
autor: Madox A. Noriega
- No pewnie, mango ma takie rozłożyste gałęzie - i on też rozkładał ręce pokazując jej jakie drzewo mango ma gałęzie - ja też - od razu powiedział, kiedy oznajmiła, że kocha się wspinać, on też kochał.
Łazić po drzewach, po płotach, zdzierać kolana i w ogóle... łobuzować, brudzić się, biegać, skakać. A przy tym po prostu dobrze się bawić.
I nawet sobie pomyślał, że z Pilar w sumie mógłby się tak dobrze bawić.
Zresztą zaraz bawili się tak przy lodach. Chociaż na te marcepanowe oboje skrzywili się równo, a potem oboje też równo się śmiali z muy muy loco Matiasa, jak to dzieci. Ze swoich własnych żartów, które bawiły tylko ich. Ale... ich oboje bawiły. I jego i ją.
- A ja zawsze mówię im, że ładnie wyglądają, to też czasem coś dostanę, ale kiedyś taka jedna mnie pogoniła, bo była brzydka i chyba myślała, że się z niej śmieje - wzruszył ramionami liżąc loda. Ale w sumie to trochę był pod wrażeniem sprytu Pilar, że tak umiała podejść te sklepikarki.
Zaraz jednak pokazywał jej, gdzie się umazała, a ona jemu i Madox też zaraz robił zeza starając się spojrzeć na swoje czoło. Rozmazał lody ręką, ale kto by się tym przejmował?
Żadne z nich się nie przejmowało, bo oni śmiali się głośno, tak, że ludzie się na nich oglądali.

Brudni i zadowoleni.


Tylko w końcu trzeba było zebrać się z murka i wracać do domu, ale przecież Madox obiecał jeszcze odprowadzić Pilar.
A kiedy wyznała mu gdzie mieszka, to on nawet przez chwilę się nie zawahał, chociaż słyszał o tej dzielnicy. Ciotki nie pozwalały im tam chodzić.
Ale jego ojciec często mówił o swoich przyjaciołach z Robledo.
- Znasz takiego... Jorge? On mieszka w Robleo też i czasem do nas przychodzi - dom Madoxa znajdował się w lepszej dzielnicy, a zresztą prawda jest taka, że zarówno on i Ticiano mieszkali w tych willach, które miejscowi nazywali hacjendami, których właściciele dorobili się na... niezbyt legalnych interesach. Noriega miał ładny dom, miał swój pokój, a nawet mógł mieć ich kilka, ale co z tego, kiedy przez ich hacjendę wiecznie przewijało się jakieś szemrane towarzystwo, z którym jego ojciec robił interesy, co z tego, kiedy jego matka wiecznie się modliła, albo krzyczała na ojca. Wiecznie miała mu wszystko za złe. A Madox nie wiedział czemu, bo przecież ona też miała wszystko co chciała, nowe sukienki, nowe sprzęty. Jak on dostawał nowe zabawki, to się cieszył. A ona nie cieszyła się już od dawna...
Dlatego on zdecydowanie wolał spędzać czas u Ticiano. U niego w domu też bywali różni ludzie, ale ciotka i wuj zawsze byli uśmiechnięci.

Nie kłócili się.


Słuchał Pilar, kiedy mówiła o tym samochodzie Matiasa.
- Czemu ktoś to zrobił? - zapytał, bo mały Madox kompletnie tego jeszcze nie rozumiał. Co prawda on też strzelał do bliźniaków z pracy, ale... on ich nie lubił, bo byli głupkami, a Matias też był?
Nawet chciał ją o to zapytać, ale wtedy dziewczynka powiedziała o tym domu dziecka, a Madox się zdziwił, chociaż ciotki mówiły mu czasem, że jego też oddadzą, jak był niegrzeczny, ale wiedział, że by tego nie zrobiły!
- A czemu cię nie chciała? - zapytał zanim zdążył ugryźć się w język, albo to przemyśleć. Chyba nie powinien tego mówić, bo to przecież niedobrze, że ją naprawdę... chcieli oddać. Więc on zaraz odwrócił się do niej przodem idąc tyłem po brukowanej ulicy.
- Dziwna ta twoja mama, jesteś ładna i mądra - i to nie tak, że jej tak mówił, jak tym paniom, żeby coś od nich dostać, tylko Pilar naprawdę była ładna, miała takie ciemne oczy jak on i jak się śmiała, to on też się śmiał, to chyba ładnie? No i mądra też była, bo przecież załatwiła im tą posypkę! - I fajnie strzelasz z procy - to też musiał dodać, bo... to chyba jednak na nim robiło największe wrażenie. Łamanie nosów. Strzelanie z procy.
- Ja bym cię wziął, jakbym był twoją mamą... - zaraz klepnął się otwartą dłonią w czoło - tatą - no tak, bo przecież chłopcy nie mogli być mamą. Coś jeszcze chciał powiedzieć, ale... potknął się. Jednak chodzenie tyłem to chyba nie był taki mądry pomysł. A zaraz wywinął orła wywalając się na ręce i kolana. Dobrze, że się podparł, ale... pozdzierał skórę. Chociaż Madox i tak zaraz się podnosił i otrzepywał.
- Ojacie... - znowu miał coś powiedzieć, ale z jednego z podwórek wyszedł do nich jakiś mężczyzna, bardzo stary, z petem między pożółkniętymi zębami.
- Co jest dzieciaki? - zapytał zachrypniętym głosem. Był trochę straszny, więc Madox w jakimś takim odruchu rycerskości chyba, wystąpił do przodu przed Pilar.
- Nie, nic, tylko... - zaczął, a mężczyzna wyjął z ust papierosa i pstryknął nim gdzieś w kierunku drogi robiąc krok w ich kierunku.
- Lando, co ty tam robisz? - krzyknęła jakaś kobieta wychodząc na ganek. Była pulchna i równie stara, co mężczyzna, miała na sobie kuchenny fartuszek, a na nosie okulary. Wyglądała... miło.

Eres guapa e inteligente °❀⋆.ೃ࿔*:・

same souls, different time

: sob kwie 18, 2026 7:38 pm
autor: Pilar Stewart
Jorge? — powtórzyła zaraz po nim, ściągając brwi do środka i wysilając wszystkie trybiki w swojej małej, mądrej główce, żeby sobie przypomnieć, czy może go znała. — Chyba nie. A po co do was przychodzi? — zainteresowała się, bo kim niby był ten cały Jorge? Jakiś lekarzem? A może kolegą ich rodziny? A może nikim dobrym, biorąc pod uwagę rodzaj towarzystwa, które tutaj mieszkało. Chociaż nie wszyscy, bo przecież Matias był dobry. I jej ciotka również. Byli po prostu biedni. Pieniędzy nie mieli za dużo, ale za to serca z prawdziwego, najprawdziwszego złota. W końcu gdyby nie oni, Pilar skończyłaby w domu dziecka. Zamyśliła się na jego pytanie, dlaczego ktoś ją oddał.
Nie wiem — odpowiedziała kompletnie szczerze, wzruszając ramionami. — Bo wiesz, nawet nie zdążyłam zrobić nic złego i nabroić, bo miałam wtedy kilka tygodni — wyznała szczerze. Swoją drogą Pilar nigdy wcześniej z nikim o tym nie rozmawiała oprócz oczywiście cioci i kuzyna. Madox był pierwszą osobą, która się tak naprawdę nie tylko o tym dowiedziała, ale i faktycznie zainteresowała. A zaraz jeszcze powiedział jej, że była ładna i mądra, co wywołało u niej szeroki uśmiech. Gdy dodał do tego to, że fajnie strzelała z procy, Pilar aż podskoczyła! Bo to był chyba najfajniejszy komplement, jaki kiedykolwiek dostała.
Dzięki, Madox — uśmiechnęła się do niego ciepło, zaglądając w śliczne, ciemne oczy chłopaka, gdy tak szedł tyłem do drogi. Nawet przez chwilę myślała, czy nie złapać go za ręce, żeby się nie wywrócił, ale szło mu świetnie. — Ty też jesteś super, wiesz? — musiała się odwdzięczyć. — Jesteś bardzo odważny i masz takie wieeeeeelkie brązowe oczy — aż otworzyła swoje, kiedy mu o tym mówiła, żeby zobaczył jakie te jego były duże i śliczne, ale tego chyba się nie mówiło chłopakom? Że byli śliczni? Sama nie była pewna. — I zajefajnie wspinasz się po drzewach!!! — dodała jeszcze nim nogi Madoxa nagle poplątały się o kostkę brukowa, a on sam się potknął. Pilar od razu do niego doskoczyła i już chciała sięgać do plecaka po jakieś chusteczki, żeby wytrzeć krew z jego kolan, kiedy podwórko obok wyrósł jakiś stary mężczyzna. Podniosła na niego spojrzenie. Wyglądał… przerażająco.
Nic nie jest, wszystko okej — wypowiedziała praktycznie w tym samym czasie, co Madox. Serduszko zabiło jej szybciej, trochę ze stresu, chociaż kiedy Noriega tak wystąpił przed nią jak prawdziwy rycerz ninja, to odetchnęła delikatnie.
Facet cisnął petem w eter, a potem nachylił się w ich stronę. Pilar złapała Noriegę za koszulę i już chciała go szarpnąć do tyłu, żeby uciekać, kiedy pulchna kobieta dołączyła do nich i stanęła tuż obok. A ją akurat Stewart znała.
Pani Flores? — spytała zaskoczona, mrugając energicznie, jakby wciąż nie była pewna.
Ah Pilar! Słońce, a co ty tu robisz? Nie jesteś jeszcze na targu z ciotką? — ruszyła w ich kierunku, powoli oczywiście, a Pilar nachyliła się do ucha swojego nowego przyjaciela.
To Pani Flores. Pracuje na stołówce w mojej szkole — wyjaśniła po krótce, dając mu tym samym znak, że nie musiał się martwić, bo ona była spoko, a zaraz jeszcze na potwierdzenie swoich słów wyszła przed szereg i podeszła zbić jej piąteczkę. Pani Flores zawsze dawała jej dodatkowy deser, kiedy na obiad była wątróbka, bo wiedziała, że Pilar jej nie-na-wi-dzi-ła.
Jak tam dzieciaki? Chcecie trochę lemoniady? Właśnie wycisnęłam sok z owoców zaproponowała, a nim którekolwiek z nich zdażyło odpowiedzieć, to już machała rękami na swojego męża, aka tego strasznego pana. — Lando, idź no przynieść dzbanek, jest na blacie i weź to tego jeszcze szklanki z szafki — rzuciła głosem nieznoszącym sprzeciwu. Mężczyzna pomruczał coś pod nosem, a ona przysunęła sobie krzesło rozkładane i siadła tuż przy płocie, uchylając przed nimi furtkę. — A kim jest twój kolega, Pilar? Twój chłopak?

¿Es este tu novio? <𝟑 .ᐟ

same souls, different time

: pn kwie 20, 2026 2:37 pm
autor: Madox A. Noriega
- Przynosi czasem pieniądze - wyjaśnił dlaczego Jorge do nich przychodzi, ale Madox właściwie nie wiedział po co, chociaż czasem cos podsłuchał, ale i tak do końca nie rozumiał co to znaczy. Wzruszył ramionami, bo skoro nie znała Jorge, to nie znała. Słuchał za to, kiedy mówiła o mamie. Bo tego też jeszcze nie rozumiał i chociaż on też teraz już tej swojej się buntował, to... chyba by go nie oddała. A nawet kiedyś przecież się razem bawili. Może powinien jednak być dla niej trochę lepszy? Bo on przynajmniej miał mamę.
Pokiwał głową, kiedy Pilar powiedziała, że nie zdążyła jeszcze nic nabroić, może nie, chociaż jemu to ciotki opowiadały, że on od zawsze broił, a jak był mały to bardzo się wydzierał. Może Pilar też się wydzierała?
Ale teraz już była fajna, co zaraz Madox zaczął jej nawijać idąc tyłem i żywo przy tym gestykulując.
A kiedy mu podziękowała, to nawet sięgnął do niej, żeby zbić piątkę. Z jej kolejnymi komplementami, uśmiech na jego twarzy też rósł. Chociaż na te wielkie, brązowe oczy zatrzymał się gwałtownie i sam te swoje też otworzył szeroko.
- Takie wielkie? - roześmiał się, a zaraz zrobił kolejny krok do tyłu, potknął się i wywalił.

Ale jak kot...


tak jak wspinał się po drzewach, na cztery łapy, które tylko trochę zdarł. A na przykład Ticiano to wiecznie lądował na twarzy. Ale Madox mu już mówił, że powinien wyciągać ręce, tak jak on to teraz zrobił. A zaraz te ręce wycierał o spodnie.
- Wszystko w porządku - powtórzył jeszcze, kiedy facet stanął już przy nich, a spojrzeniem mierzył jego pozdzierane kolana. Ale dla Madox to w sumie nic takiego, nawet nie bolało. Nawet już miał złapać Pilar za rękę i pociągnąć ją dalej. Może biegiem? Oboje szybko biegali. Prawie równo.
Ale wtedy na ganek wyszła ta Pani, Pani Flores, jak się zaraz okazało. A kiedy stanęła obok nich, a dziewczynka się z nią przywitała, to Madox też się ładnie ukłonił. Bo może był łobuzem, ale ciotki mu czasem mówiły jak się trzeba zachowywać.
- Dzień dobry Pani Flores - przywitał się, jakby już byli ziomkami, ale Madox zawsze to robił. Od razu się spoufalał. A jak kobieta powiedziała o lemoniadzie, to Madox zaraz kiwał głową.
- Ooo, uwielbiam lemoniadę. Moja ciotka mówi, że jak się je kwaśne rzeczy, to się nie ma robaków, i dlatego jemy czasem lulo. Pilar lubisz lulo? - już odwracał się do dziewczynki patrząc na nią tymi dużymi, brązowymi oczami.
Staruszek poszedł po lemoniadę, a Pani Flores usiadła na krzesełku, Madox zaraz opierał się obok niej o płot zaglądając na podwórko, a kiedy kobieta otworzyła przed nimi furtkę, to Noriega złapał Pilar za rękę, żeby pociągnąć ją za sobą, ale zaraz ją puszczał bo kucał przy jakimś metalowym zraszaczu, który działał na trawniku.
- Ale fajny pryskacz... - stwierdził i oczywiście już łapał w ręce wodę, przy okazji je trochę umył z piasku. A kiedy Pani Flores zapytała Pilar, czy jest jej chłopakiem, to obejrzał się na dziewczynkę. Trochę skrzywił, a trochę zastanowił. Zaraz jednak stał koło Pilar, a ciemne oczy przeniósł na babinkę.
- Odprowadzam ją do domu... - dołożył do tego, co powiedziała dziewczynka. Może miał nawet dodać coś jeszcze, że nie jest jej chłopakiem, tylko nowym kolegą. Ale w sumie Pilar jest bardzo fajna, ale wtedy Lando przyszedł do nich z dzbankiem i szklankami, drugą ręka chciał rozłożyć jakiś mały stoliczek, ale mu nie szło i wtedy oni równo z Pilar się wyrwali do pomocy. Dziewczynka przytrzymała dzbanek, a Madox pomógł ze stołem.
- Ale fajny stolik... - dla niego to wszystko było fajne. Ale Madox trochę taki był, że on się cieszył małymi rzeczami.

Lodami,


tym, że mógł połazić po drzewach, albo popryskać się wodą, a teraz to oczy aż mu się zaświeciły, kiedy Pani Flores nalała im pełne szklanki lemoniady. Od razu chwycił jedną w dwie rączki i ją przechylił. Nie wypił całej, ale i tak kilka dużych łyków.
- Pyszna... - wydusił z siebie wycierając buzię ręką - najlepsza lemoniada jaką piłem Pani Flores - oczywiście, że musiał pochwalić, a zaraz spojrzał na Pilar, czy jej też smakowało. Ale chyba tak, bo ona jeszcze nie oderwała się od szklanki, po tych lodach ta lemoniada to było prawdziwe orzeźwienie, idealnie kwaśna i zimna.
Pani Flores i jej mąż też się napili.
- Tak, bardzo orzeźwiająca, przypieka dzisiaj... Chyba resztę podwórka skoszę jutro - stwierdził Pan Flores i przysiadł sobie na kawałku murka przy ogrodzeniu. Rzeczywiście pół ich podwórka było wykoszone, a pół nie. Madox przechylił do góry szklankę, żeby dopić resztę lemoniady.
- A mogę jeszcze? - zapytał, a Pani Flores się uśmiechnęła i pokiwała głową. Lando jeszcze mu dolał.
Madox znowu się napił, a w końcu spojrzał na mężczyznę - a może ja panu pomogę? Z tym koszeniem? Tylko później, bo teraz odprowadzam Pilar - obejrzał się na dziewczynkę. W sumie u Madoxa i Tio w domu był ogrodnik, ale Noriega czasem jemu też pomagał z koszeniem, bo on... po prostu nie umiał usiedzieć na miejscu, wiecznie coś robił. I teraz też on już przespacerował się ze swoją szklanką dookoła stolika.

Mi amiga, porque supongo que no es mi novia? જ⁀➴ ♡

same souls, different time

: sob kwie 25, 2026 8:41 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar przewróciła wielkimi, brązowymi oczami, kiedy Madox znowu nawijał o lulo i tym, że było świetne na robaki. Brednie! Dalej nie mogła uwierzyć w to, że oni wraz z Tio tak głupio słuchali swojej ciotki i naprawdę nabrali się na to gadanie. Chociaż kiedy nawijał jej o tym, że super się nim rzucało, to akurat w to była w stanie uwierzyć. Ogólnie wszystkimi cytrusami świetnie się rzucało, bo miały twardą skórę i były ciężkie i daleko leciały! Pilar czasami rzucała sobie z Matiasem przez pół targu, zamiast po prostu nosić. Gorzej jak jakieś spadły im na ziemie, wtedy ciotka torcie na nich krzyczała, ale to szczegół!
Zerwała się z miejsca, żeby pomóc rozłożyć stolik na lemoniadę, a kiedy Noriega powiedział, że był fajny, Pilar pokiwała głową.
Faktycznie fajny — musiała się z nim zgodzić. Miał super kolorowe wzroki, na które jak się chwile dłużej popatrzyło, to aż kręciło się w głowie. Oczywiście Pilar zaraz powiedziała o tym Madoxowi i tak chwile pokręcili się w kółko, żeby zaraz powywracać się na trawę. Trochę się pośmiali, ale zaraz już pili prze-py-szną lemoniadę i tłumaczyli się z tego, czy byli razem.
Ja jestem jeszcze za mała, żeby mieć chłopaka — odezwała się gdzieś pomiędzy tym, jak chlipała pyszną wodę z cytryną i owocami. — Moja ciocia mówi, że trzeba mieć piętnaście lat minimum — dodała dumnie, chociaż Pani Flores jak i jej małżonek zaczęli się głośno śmiać, jakby nie do końca wierzyli w tą teorię. Stewart zmarszczyła brwi, spoglądając na nich podejrzliwie. — A co w tym takiego śmiesznego? — dopytała, zarzucając ręce na biodra.
Pilar, złotko — zaczęła kobieta, odstawiając własną szklankę na stolik i nachylając się lekko na krześle. — Miłość nie ma wieku, wiesz? Możesz być zauroczona w każdym wieku. Jasne, jak jest się młodszym, to możemy mylić troszkę te uczucia, możemy się zakochiwać i odkochiwać bardzo szybko, dojrzałość przychodzi z wiekiem, ale to wcale nie tak, że musisz czekać do piętnastu lat, żeby ktoś ci się mógł spodobać, czy żeby mieć chłopaka. Rozumiesz? — dopytała, patrząc na nią uważnie i troskliwie. Pilar kiwnęła głową, chociaż nie do końca rozumiała całego tego wywodu. A skąd niby miała wiedzieć, że jest zakochana czy tam zauroczona kimś? Bo był ładny? Śmieszny? Madox na przykład był. Miał super oczy i świetnie strzelał z procy. To znaczy, że już go kochała? No coś się jej nie zgadzało, bo jednak kochać to ona chyba mogła tylko ciotkę i kuzyna. Namieszała jej w głowie ta Pani Flores i to bardzo.
Do tego stopnia, że kiedy już wypili całą lemoniadę, a Madox obiecał, że jak wróci, to może jeszcze pomóc im z koszeniem trawy, Pilar wciąż się zastanawiała nad tym wszystkim, co powiedziała kobieta i do tego przyglądała mu się podejrzliwie.
A ty Madox masz jakąś dziewczynę? — spytała w końcu, przyglądając mu się uważnie. Tak uważnie, że zaraz potknęła się o przypadkowy kamień i prawie nie wpadła na drzewo. — A jaka by musiała być taka dziewczyna, żebyś się w niej zakochał? — to też ją ciekawiło. — Bo mój chłopak to na przykład powinien umieć strzelać z procy i wspinać się po drzewach. I na pewno nie mógłby być żadnym mięczakiem — przedstawiła swoje preferencje, ktore przyszły jej pierwsze do głowy, nawet z początku nie zdając sobie sprawy, że w sumie wymieniała wszystkie cechy, które miał w sobie Noriega.

¿Cómo es tu chica ideal?

same souls, different time

: ndz kwie 26, 2026 12:27 pm
autor: Madox A. Noriega
Pani Flores za to pokiwała głową mówiąc, że kwaśne jest zdrowe i powinni je czasem jeść, co dla Madoxa było równoznaczne z tym, że działało na robaki. Zaraz nawijał też o tym, jak się nimi fajnie rzuca, no i opowiadał, że niedojrzałym mango też, ale najlepiej jak jest dojrzałe i taaaakie słodkie.
W ogóle Madoxowi często buzia się nie zamykała... I on nie umiał usiedzieć w spokoju, ciągle coś robił, więc kiedy Pilar zaproponowała to, żeby pokręcili się wokół stolika patrząc na te psychodeliczne wzroki, to nawet nie musiała mu dwa razy powtarzać. Zaraz leżeli na trawie, łapiąc powietrze w płuca, bo od tego kręcenia naprawdę ich oboje zmuli, a przynajmniej Madoxa, chociaż na policzkach dziewczynki, też pojawiły się wypieki.
Więc zimna lemoniada była zbawienna. Zwłaszcza, że Madox też schował się za szklanką, kiedy rozmawiali o tym, czy on był chłopakiem Pilar, czy nie. Nie był. Ale słuchał tej wymiany zdań pomiędzy dziewczynką a staruszką.
- Moja ciotka Catherina mówi, że ona z wujkiem to już się w przedszkolu zakochali - musiał się wtrącić Madox - a za to ciotka Izabela jest stara i jeszcze nie ma męża - wzruszył ramionami, a Pani Flores znowu się zaśmiała.
- Nie znasz dnia, ani godziny... My z Landito też jesteśmy razem już ponad sześćdziesiąt lat - sięgnęła do ręki swojego małżonka i splotła jego palce ze swoimi. A Madox zrobił wielkie oczy.
- Jacie, tyle lat? To jest... - liczył chwilę coś na palcach - sześć razy tyle co mam ja - aż pokręcił głową, bo bardzo dużo mu się to wydawało.
Dlatego kiedy już ruszyli dalej ulicą, w kierunku domu Pilar, to Madox zawiesił na niej spojrzenie, ale już nie szedł tyłem, tylko ramię w ramię z nią, wystawiając buzię do zachodzącego już słońca.
- Pilar jak myślisz, to ile lat ma Pani Flores, jak ponad sześćdziesiąt ma już męża? - bo na nim pewnie większe wrażenie niż ten wywód o zakochiwaniu zrobiło to, ile lat oni byli razem.
Tylko, że wtedy Pilar zapytała go o to, czy on ma dziewczynę, a Madox od razu prychnął.
- Nie... Dziewczyny są głupie - chociaż zaraz złapał jej spojrzenie - to znaczy... ty jesteś fajna - musiał to powiedzieć, bo Pilar była całkiem fajna. A zaraz też sięgnął do niej, kiedy się potknęła, żeby ją przytrzymać, jakoś tak odruchowo. Na jej pytanie zmarszczył brwi... Bo było trudne. Bo Madox nigdy nie myślał, że się zakocha, w jakiejś dziewczynie. Ale w sumie... może w Pilar by mógł? Przechylił na bok głowę.
- No... najlepiej jakby moja dziewczyna hodowała mango, robiła buñuelos, umiała tańczyć i śpiewać, żeby była śmieszna i ładna, i nie kazała mi chodzić do kościoła... - tak zaczął jej wymieniać pokazując na palcach. Chyba miał wygórowane oczekiwania... Troszeczkę.
Za to kiedy Pilar mu powiedziała jaki powinien być jej chłopak, to uśmiechnął się szeroko, a zaraz zrobił krok w przód, żeby ją zatrzymać i przed nią stanąć - to ja - nawet pokazał na siebie palcem, a potem pochylił się w jej kierunku, te ciemne, duże ślepia zawieszając na jej błyszczących, czekoladowych oczach - chyba się we mnie zakochałaś - powiedział wesoło, a zaraz się roześmiał, zaraz już się od niej odsuwał, żeby ją odrobinę wyprzedzić - vamos, mi chica - pośpieszył ją machając rączką. A kiedy Pilar go dogoniła mówiąc coś, że nie jest jego dziewczyną, to Madox tylko przechylił na bok głowę - ale chciałabyś być... Bo dałem ci kamień z muszlą i... ryzykowałem życie, żeby przynieść ci album - co prawda ryzykował tylko, że ktoś go pogoni, albo, że będzie miał pecha do końca życia, ale to też coś - podoba ci się jak strzelam z procy i wchodzę na drzewo, i też... - znowu wyrwał się do przodu, przed nią, tylko tym razem tak gwałtownie, że na niego wpadła i Madox przytrzymał ją za ramię, żeby nie wyrżnęła - moje oczy... - jemu te jej też się podobały, duże, ciemne i błyszczące. Zupełnie takie, jak te jego.

Pero... ¿te gustaría ser mi novia? (˶ᵔ ᵕ ᵔ˶) ‹𝟹