fallin' for you
: śr kwie 15, 2026 10:32 pm
Obietnica wybrzmiała z jej ust sprawiła, że niepostrzeżenie odetchnął z ulgą. Zdawał sobie sprawę, że nic nie mogło trwać wiecznie, ale pozwolił sobie na nadzieję, którą Skye dawała mu swoją postawą, słowem i czułymi gestami. Wiele obaw kierowało nim przez całe swoje życie. Uciekał przed zaangażowaniem również dlatego, że obawiał się bezcelowości inwestowania w drugą osobę swoich uczuć. Ludzie głównie robili to tylko po to, by ostatecznie i tak spotkać się z zawodem i bólem, czego za wszelką cenę próbował uniknąć. Nawet, jeśli związek był w stanie przetrwać długie lata razem, coś w końcu musiało pęknąć. Coś musiało się wydarzyć.
Na przykład choroba, której nie dało się przezwyciężyć. W ostatnich tygodniach życia mamy patrzył, jak powoli ulatywało z niej życie i jaki wpływ miało to na niego i tatę. Mimo wszystko zapamiętał słowa Anthony’ego usłyszane podczas tamtego wieczoru po śmierci: Gdybym mógł wrócić się w czasie, wiedząc to, co wiem teraz, zrobiłbym dokładnie to samo. Bo ją kochałem. I nadal będę. Dla niej byłoby warto. Trafiły do niego, przekonując, że dla tej jedynej warto było podjąć się ryzyka.
I tą jedyną trzymał właśnie w ramionach. Nawet, jeśli prędzej czy później dojdzie między nimi do konfliktu, którego się obawiał, w głębi siebie był pewien, że zrobi wszystko, by między nimi się ułożyło. Z różami, na kolanach, wiodąc ustami po jej wargach i całym ciele. Dla niej byłoby warto.
Nie dało się zaprzeczyć, że na niego nie działała, a siedzenie w drugim kącie jacuzzi nie było dla niego żadną przeszkodą. Z drugiej strony potrzebował rozmowy, szczerości i oddechu, wiedząc, że gdyby siedziała przy nim, nie potrafiłby się oprzeć przed muskaniem wargami jej szyi, czy wodzeniem palcami po jej ramieniu. Jego gesty zdawały się być instynktowne, naturalne, jakby miał to zapisane w swoim kodzie genetycznym. Skye z pewnością wpisała się w nim na stałe.
Z tym, że jego Skye w tym momencie wydawała się… zazdrosna? W pierwszym odruchu ściągnął brwi i przekrzywił głowę na bok, ale po usłyszeniu przeprosin zaraz jego rysy twarzy złagodniały, a kąciki jego ust drgnęły pod wpływem delikatnego uśmiechu. Była urocza, gdy okazywała względem niego zazdrość, choć zupełnie nie miała ku temu żadnego powodu. Aż zdziwił się w myślach, że też gryzła się w język w pracy, gdy musiała z nią pracować. Nic mu nie wspominała o tym, jak znosiła ich współpracę.
— Czy coś się między Wami wydarzyło podczas mojej nieobecności? - zapytał w zamian, nagle zainteresowany tym tematem. Nie pytał ze względu na Sydney, tylko przede wszystkim przejmował się tym, czy Skye miała z powodu jego decyzji dotyczącej przekazania jej projektu jakieś nieprzyjemności.
— Mam taką nadzieję - uśmiechnął się w odpowiedzi, patrząc w jej stronę spojrzeniem tak ciepłym, że sam pod jego wpływem mięknął. Oczywiście, że schlebiało mu to, iż po nim nie potrafiła być z nikim innym. I pragnął, by tak już zostało.
Na jej warunek drgnęła mu brew w geście zaintrygowania, a w jego oczach pojawił się łobuzerski błysk. Obserwował, jak niespiesznie zmniejsza odległość, a wraz z kolejnymi jej słowami uśmiech blondyna zaczynał się poszerzać. Już wyobrażał sobie te pikantne wiadomości w ciągu dnia, które tylko wzmagały jego apetyt, by z wyczekiwaniem wpatrywać się w zegarek i to go zadowalało. Przez cały ten czas również nie spuszczał z niej wzroku, czując na swoich udach jej dłonie, a fakt, że pochyliła się w jego stronę w wiadomym celu, już teraz mącił mu w głowie. Kusiła go niesamowicie, i dobrze o tym wiedziała. - Mówisz, że może być tego więcej? - podchwycił jej słowa cicho, powoli przesuwając błękitnym wzrokiem z jej oczu do ust i z powrotem. Mimo tego, jak bardzo chciał teraz złączyć ich wargi, świadomie odchylił głowę do tyłu. - Ustalmy kilka zasad - stwierdził, bo jeśli miał się na to zgodzić, to też należało doprecyzować. - Po pierwsze, żadnych przyjaźni ze swoim mentorem. Nie szukaj dla mnie zastępstwa - uniósł znacząco brew, uśmiechając się przy tym nieznacznie. - Po drugie, nie przynosimy pracy do domu. Nie tylko ze względu na swój pracoholizm, ale i konkurencyjność. I właściwie chyba ode mnie to tyle. Coś byś dodała? - dopytał, szczerze zainteresowany jej odpowiedzią. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zaraz zaprzyjaźniła się z jakimś nowym kolegą. Zbyt dobrze wiedział, jak to działało. Co do reszty był w stanie iść na kompromisy.
Skye Murray
Na przykład choroba, której nie dało się przezwyciężyć. W ostatnich tygodniach życia mamy patrzył, jak powoli ulatywało z niej życie i jaki wpływ miało to na niego i tatę. Mimo wszystko zapamiętał słowa Anthony’ego usłyszane podczas tamtego wieczoru po śmierci: Gdybym mógł wrócić się w czasie, wiedząc to, co wiem teraz, zrobiłbym dokładnie to samo. Bo ją kochałem. I nadal będę. Dla niej byłoby warto. Trafiły do niego, przekonując, że dla tej jedynej warto było podjąć się ryzyka.
I tą jedyną trzymał właśnie w ramionach. Nawet, jeśli prędzej czy później dojdzie między nimi do konfliktu, którego się obawiał, w głębi siebie był pewien, że zrobi wszystko, by między nimi się ułożyło. Z różami, na kolanach, wiodąc ustami po jej wargach i całym ciele. Dla niej byłoby warto.
Nie dało się zaprzeczyć, że na niego nie działała, a siedzenie w drugim kącie jacuzzi nie było dla niego żadną przeszkodą. Z drugiej strony potrzebował rozmowy, szczerości i oddechu, wiedząc, że gdyby siedziała przy nim, nie potrafiłby się oprzeć przed muskaniem wargami jej szyi, czy wodzeniem palcami po jej ramieniu. Jego gesty zdawały się być instynktowne, naturalne, jakby miał to zapisane w swoim kodzie genetycznym. Skye z pewnością wpisała się w nim na stałe.
Z tym, że jego Skye w tym momencie wydawała się… zazdrosna? W pierwszym odruchu ściągnął brwi i przekrzywił głowę na bok, ale po usłyszeniu przeprosin zaraz jego rysy twarzy złagodniały, a kąciki jego ust drgnęły pod wpływem delikatnego uśmiechu. Była urocza, gdy okazywała względem niego zazdrość, choć zupełnie nie miała ku temu żadnego powodu. Aż zdziwił się w myślach, że też gryzła się w język w pracy, gdy musiała z nią pracować. Nic mu nie wspominała o tym, jak znosiła ich współpracę.
— Czy coś się między Wami wydarzyło podczas mojej nieobecności? - zapytał w zamian, nagle zainteresowany tym tematem. Nie pytał ze względu na Sydney, tylko przede wszystkim przejmował się tym, czy Skye miała z powodu jego decyzji dotyczącej przekazania jej projektu jakieś nieprzyjemności.
— Mam taką nadzieję - uśmiechnął się w odpowiedzi, patrząc w jej stronę spojrzeniem tak ciepłym, że sam pod jego wpływem mięknął. Oczywiście, że schlebiało mu to, iż po nim nie potrafiła być z nikim innym. I pragnął, by tak już zostało.
Na jej warunek drgnęła mu brew w geście zaintrygowania, a w jego oczach pojawił się łobuzerski błysk. Obserwował, jak niespiesznie zmniejsza odległość, a wraz z kolejnymi jej słowami uśmiech blondyna zaczynał się poszerzać. Już wyobrażał sobie te pikantne wiadomości w ciągu dnia, które tylko wzmagały jego apetyt, by z wyczekiwaniem wpatrywać się w zegarek i to go zadowalało. Przez cały ten czas również nie spuszczał z niej wzroku, czując na swoich udach jej dłonie, a fakt, że pochyliła się w jego stronę w wiadomym celu, już teraz mącił mu w głowie. Kusiła go niesamowicie, i dobrze o tym wiedziała. - Mówisz, że może być tego więcej? - podchwycił jej słowa cicho, powoli przesuwając błękitnym wzrokiem z jej oczu do ust i z powrotem. Mimo tego, jak bardzo chciał teraz złączyć ich wargi, świadomie odchylił głowę do tyłu. - Ustalmy kilka zasad - stwierdził, bo jeśli miał się na to zgodzić, to też należało doprecyzować. - Po pierwsze, żadnych przyjaźni ze swoim mentorem. Nie szukaj dla mnie zastępstwa - uniósł znacząco brew, uśmiechając się przy tym nieznacznie. - Po drugie, nie przynosimy pracy do domu. Nie tylko ze względu na swój pracoholizm, ale i konkurencyjność. I właściwie chyba ode mnie to tyle. Coś byś dodała? - dopytał, szczerze zainteresowany jej odpowiedzią. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zaraz zaprzyjaźniła się z jakimś nowym kolegą. Zbyt dobrze wiedział, jak to działało. Co do reszty był w stanie iść na kompromisy.
Skye Murray