happy birthday, son!
: pt kwie 17, 2026 4:22 pm
Czasami ta troska potrafiła być przytłaczająca. Zwłaszcza dla Swanson, która w zasadzie nie przywykła do czegoś podobnego. Kojarzyła jej się głównie z matczyną opieką oraz byciem traktowaną niczym dziecko. Powoli to się zmieniało. Rozumiała, że tak po prostu sprawy wyglądały i musiały się o siebie troszczyć, bo nie wiadomo, kiedy mogło ich dopaść coś tragicznego. Już i tak wystarczająco wiele razy otarły się o śmierć, a przecież miały spędzić resztę życia nie tylko z sobą, ale i z Samem, który na pewno nie chciałby zbyt szybko stanąć nad trumną którejkolwiek z nich.
- W to nie wątpię, młody - zapewniła go, bo był dosyć zaradny mimo wszystko.
Jeśli tylko przyłożyłby się odpowiednio do swojego zadania to jak najbardziej możliwe było, aby uporał się ze wszystkim samodzielnie bez jakiegokolwiek wsparcia z ich strony. Tym bardziej, że już jakiś czas temu zauważyły u niego smykałkę do budownictwa. Przynajmniej jeśli chodziło o klocki lego. Nie różnił się w tym szczególnie mocno od innych dzieciaków w jego wieku. Dalej nie miały pojęcia, co z niego mogłoby wyrosnąć.
Ależ oczywiście, że Zaylee nie mogła się z nią zgodzić. Prawda była jednak taka, że pod pewnymi względami Sam mocno je przypominał. Nie było mowy, aby od tego uciekły, ale jak zwykle mogły dyskutować po kim mógł w teorii mieć te wszystkie bardziej negatywne cechy. Upartość jednak na pewno była czymś, czym obie się odznaczały.
- Oczywiście, że nie żartuję, panno obrażalska - uśmiechnęła się, chcąc jeszcze trochę się z nią podrażnić.
Stąpała po cienkim lodzie, ale może właśnie przez ten lekki i żartobliwy ton wszystko skończy się jedynie przerzucaniem się zaczepkami. Zresztą były już na takim etapie związku, że naprawdę musiały się postarać, aby doprowadzić do jakiejś większej kłótni. W końcu zostawienie brudnego kubka na ławie było niczym w porównaniu z bezsensownym ryzykowaniem życia podczas policyjnej akcji.
- Brawo. Wygląda wspaniale! - pochwaliła go, bo wyglądało na to, że udało mu się w pełni zakończyć całą budowlę, która prezentowała się naprawdę wspaniale.
Była pewna, że już Zaylee zajmie się tym, aby znaleźć dla Skrzydła Szpitalnego odpowiednie miejsce. Sama musiała przygotować coś, co pozwoliłoby im rozkoszować się filmem. Popcorn był idealnym wyborem. Może gdzieś jeszcze mieli ciastka. Na sugestię narzeczonej uśmiechnęła się jedynie z zadowoleniem.
- Jeszcze pytasz? - odparła, bo odpowiedź powinna się wydawać oczywista. - Rozłóż kanapę i poszukaj koców. Przyniosę, co trzeba.
Całe szczęście w kuchni miała tacę, na którą mogła załadować sporo rzeczy, ale i tak nie zabrała się w jednym kursie. Herbata owocowa i popcorn zajęły już sporo miejsca. Później jeszcze wróciła się po jakieś drobniejsze przekąski oraz kieliszki i butelkę wina. Żeby młodszy nie poczuł się poszkodowany to dla niego przyniosła colę i wysoką szklankę.
- Wszyscy gotowi? - zapytała kontrolnie, rozsiadając się wygodnie na kanapie i sięgnęła po korkociąg, aby otworzyć wino dla ich dwójki.
Teraz czekał ich naprawdę długi i przyjemny maraton osadzony w Hogwarcie...
zaylee miller
- W to nie wątpię, młody - zapewniła go, bo był dosyć zaradny mimo wszystko.
Jeśli tylko przyłożyłby się odpowiednio do swojego zadania to jak najbardziej możliwe było, aby uporał się ze wszystkim samodzielnie bez jakiegokolwiek wsparcia z ich strony. Tym bardziej, że już jakiś czas temu zauważyły u niego smykałkę do budownictwa. Przynajmniej jeśli chodziło o klocki lego. Nie różnił się w tym szczególnie mocno od innych dzieciaków w jego wieku. Dalej nie miały pojęcia, co z niego mogłoby wyrosnąć.
Ależ oczywiście, że Zaylee nie mogła się z nią zgodzić. Prawda była jednak taka, że pod pewnymi względami Sam mocno je przypominał. Nie było mowy, aby od tego uciekły, ale jak zwykle mogły dyskutować po kim mógł w teorii mieć te wszystkie bardziej negatywne cechy. Upartość jednak na pewno była czymś, czym obie się odznaczały.
- Oczywiście, że nie żartuję, panno obrażalska - uśmiechnęła się, chcąc jeszcze trochę się z nią podrażnić.
Stąpała po cienkim lodzie, ale może właśnie przez ten lekki i żartobliwy ton wszystko skończy się jedynie przerzucaniem się zaczepkami. Zresztą były już na takim etapie związku, że naprawdę musiały się postarać, aby doprowadzić do jakiejś większej kłótni. W końcu zostawienie brudnego kubka na ławie było niczym w porównaniu z bezsensownym ryzykowaniem życia podczas policyjnej akcji.
- Brawo. Wygląda wspaniale! - pochwaliła go, bo wyglądało na to, że udało mu się w pełni zakończyć całą budowlę, która prezentowała się naprawdę wspaniale.
Była pewna, że już Zaylee zajmie się tym, aby znaleźć dla Skrzydła Szpitalnego odpowiednie miejsce. Sama musiała przygotować coś, co pozwoliłoby im rozkoszować się filmem. Popcorn był idealnym wyborem. Może gdzieś jeszcze mieli ciastka. Na sugestię narzeczonej uśmiechnęła się jedynie z zadowoleniem.
- Jeszcze pytasz? - odparła, bo odpowiedź powinna się wydawać oczywista. - Rozłóż kanapę i poszukaj koców. Przyniosę, co trzeba.
Całe szczęście w kuchni miała tacę, na którą mogła załadować sporo rzeczy, ale i tak nie zabrała się w jednym kursie. Herbata owocowa i popcorn zajęły już sporo miejsca. Później jeszcze wróciła się po jakieś drobniejsze przekąski oraz kieliszki i butelkę wina. Żeby młodszy nie poczuł się poszkodowany to dla niego przyniosła colę i wysoką szklankę.
- Wszyscy gotowi? - zapytała kontrolnie, rozsiadając się wygodnie na kanapie i sięgnęła po korkociąg, aby otworzyć wino dla ich dwójki.
Teraz czekał ich naprawdę długi i przyjemny maraton osadzony w Hogwarcie...
zaylee miller