there’s something off here
: śr kwie 22, 2026 5:44 pm
Słysząc, że jej na tym zależy, był już w zasadzie pewny, że na kolejnych korepetycjach powinien pojawić się z tym nieszczęsnym brownie. Licząc przy okazji na to, że faktycznie udało mu się poprawnie zapamiętać wtrąconą w jej wypowiedź informację o cieście. Może i niekoniecznie po to, by udowadniać jej w ten sposób, że mógłby okazać się tą przeznaczoną jej osobą – to zdecydowanie brzmiało zbyt górnolotnie i zbyt… zobowiązująco – ale choćby po to, żeby pokazać, że mimo wszystko wcale nie przesypiał całych ich spotkać i że rzeczywiście od czasu do czasu potrafił skupić się na tym, co do niego mówiła. Nawet jeśli nie miało to kompletnie żadnego związku z fizyką, matematyką, czy innymi, równie porywającymi tematami.
– Skoro tak, to chyba możesz go sobie zatrzymać – również odpowiedział jej uśmiechem, choć ten zdecydowanie nie miał w sobie nic wspólnego z jakąś niewinnością. – Nie wybieram się na żaden sprawdzian, zapomniałaś już?
Chociaż… w tym momencie pewnie byłby zdecydowanie bardziej skłonny zmienić zdanie niż miało to miejsce podczas ich rozmowy w bibliotece. Ta, mogłoby się wydawać, toczyła się pomiędzy nimi całe wieki temu. Przed tym, jak Elsa wtuliła się w niego po jego interwencji w sytuacji z Trevorem. Przed tym, jak poprosiła go o narysowanie czegoś ładnego, żeby choćby tymczasowo zakryć te czerwone ślady na szyi. A także przed tym, jak ich dłonie złączyły się ze sobą, a ona chwilę później nachyliła się nad nim – tylko po to, żeby wspomnieć o swoim naturalnym kolorze włosów, a jednocześnie całkiem skutecznie sprawiając, że zupełnie mógł już zapomnieć o jakiejś tam imprezie i docierających z dziwnego oddalenia głosach jej uczestników. Prawdopodobnie podpitych już znacznie bardziej niż wtedy, kiedy oddalali się od reszty. Ale to zdecydowanie nie było istotne – nie na tyle, by jakkolwiek zwracać na to uwagę, kiedy tutaj, w tej podobno spokojniejszej części ogrodu działo się i tak wystarczająco dużo.
Pewnie można byłoby wręcz uznać, że niemożliwe było, żeby tak wiele mogło wydarzyć się w tak niedługim czasie, jaki w rzeczywistości minął od momentu, gdy wspólnie wychodzili ze szkolnej biblioteki…
I zdecydowanie powinien jakoś zareagować, kiedy nachyliła się nad nim jeszcze bardziej. Problem stanowił jednak ten krótkotrwały rozdźwięk pomiędzy tym, co chciałby zrobić, a co rzeczywiście powinien. I nawet jeśli zawahanie trwało naprawdę ledwie moment, to najwyraźniej był to czas wystarczający, by Elsa się odsunęła. Co okazało się zresztą znacznie bardziej rozczarowujące, niż mógłby się spodziewać. Podobnie zresztą jak to trącenie jego nosa własnym – co pewnie można byłoby uznać za gest całkiem miły, ale… może niekoniecznie w tym konkretnym momencie.
I oczywiście, że chciał jej przerwać ten nagły potok słów. Najpewniej już po pierwszym zdaniu, żeby zaprotestować w kwestii tego, że miałoby to być jakkolwiek głupie. Choć pewnie… faktycznie było. Na szczęście jednak raczej nieczęsto przejmował się tym, że coś miałoby być głupie – a przynajmniej nie na tyle, by z tego powodu rezygnować z realizacji jakiegoś pomysłu, który należałoby uznać właśnie za taki. Kilkukrotnie nabierał powietrza, raz lub dwa udało mu się nawet wtrącić coś, co bardziej mogłoby przypominać monosylaby niż pełnoprawne wyrazy. Musiał się jednak chwilowo poddać, uświadamiając sobie, że na przerwanie jej słowotoku zdecydowanie nie miał większych szans.
Dopiero po tym jej ostatnim, wypowiedzianym już zdecydowanie ciszej zdaniu, wolną ręką – druga jakoś wciąż wcale nie chciała rozstawać się z jej dłonią – chwycił delikatnie jej podbródek, żeby nakłonić ją do ponownego uniesienia głowy. Tym razem nie zamierzał tracić bezsensownie czasu na analizowanie tego, czy to czego chciał faktycznie pokrywało się z tym, co powinien. Z początku ledwie musnął jej wargi swoimi, po chwili pogłębiając jednak pocałunek. Może wciąż trochę niepewnie, nadal z czającą się gdzieś z tyłu głowy obawą, że raz jeszcze to ona miałaby wykazać się tym cholernym rozsądkiem i mimo wszystko się odsunąć.
– Nie mam aż tak beznadziejnej pamięci – i zdecydowanie nie zdążył wypić aż tak dużo, by następnego dnia nie pamiętać o tym, co się wydarzyło. A już zwłaszcza o tym, że ją pocałował. – Ale w razie czego możesz mi o tym jutro przypomnieć.
Uśmiechnął się, mimo wszystko mając nadzieję, że przypomnienie nie miałoby w takim wypadku sprowadzać się do oznajmienia mu, że miał nigdy więcej nie robić nic podobnego i że tak właściwie nic ich przecież nie łączyło. Poza tymi nieszczęsnymi korepetycjami.
Elsa Eriksen
– Skoro tak, to chyba możesz go sobie zatrzymać – również odpowiedział jej uśmiechem, choć ten zdecydowanie nie miał w sobie nic wspólnego z jakąś niewinnością. – Nie wybieram się na żaden sprawdzian, zapomniałaś już?
Chociaż… w tym momencie pewnie byłby zdecydowanie bardziej skłonny zmienić zdanie niż miało to miejsce podczas ich rozmowy w bibliotece. Ta, mogłoby się wydawać, toczyła się pomiędzy nimi całe wieki temu. Przed tym, jak Elsa wtuliła się w niego po jego interwencji w sytuacji z Trevorem. Przed tym, jak poprosiła go o narysowanie czegoś ładnego, żeby choćby tymczasowo zakryć te czerwone ślady na szyi. A także przed tym, jak ich dłonie złączyły się ze sobą, a ona chwilę później nachyliła się nad nim – tylko po to, żeby wspomnieć o swoim naturalnym kolorze włosów, a jednocześnie całkiem skutecznie sprawiając, że zupełnie mógł już zapomnieć o jakiejś tam imprezie i docierających z dziwnego oddalenia głosach jej uczestników. Prawdopodobnie podpitych już znacznie bardziej niż wtedy, kiedy oddalali się od reszty. Ale to zdecydowanie nie było istotne – nie na tyle, by jakkolwiek zwracać na to uwagę, kiedy tutaj, w tej podobno spokojniejszej części ogrodu działo się i tak wystarczająco dużo.
Pewnie można byłoby wręcz uznać, że niemożliwe było, żeby tak wiele mogło wydarzyć się w tak niedługim czasie, jaki w rzeczywistości minął od momentu, gdy wspólnie wychodzili ze szkolnej biblioteki…
I zdecydowanie powinien jakoś zareagować, kiedy nachyliła się nad nim jeszcze bardziej. Problem stanowił jednak ten krótkotrwały rozdźwięk pomiędzy tym, co chciałby zrobić, a co rzeczywiście powinien. I nawet jeśli zawahanie trwało naprawdę ledwie moment, to najwyraźniej był to czas wystarczający, by Elsa się odsunęła. Co okazało się zresztą znacznie bardziej rozczarowujące, niż mógłby się spodziewać. Podobnie zresztą jak to trącenie jego nosa własnym – co pewnie można byłoby uznać za gest całkiem miły, ale… może niekoniecznie w tym konkretnym momencie.
I oczywiście, że chciał jej przerwać ten nagły potok słów. Najpewniej już po pierwszym zdaniu, żeby zaprotestować w kwestii tego, że miałoby to być jakkolwiek głupie. Choć pewnie… faktycznie było. Na szczęście jednak raczej nieczęsto przejmował się tym, że coś miałoby być głupie – a przynajmniej nie na tyle, by z tego powodu rezygnować z realizacji jakiegoś pomysłu, który należałoby uznać właśnie za taki. Kilkukrotnie nabierał powietrza, raz lub dwa udało mu się nawet wtrącić coś, co bardziej mogłoby przypominać monosylaby niż pełnoprawne wyrazy. Musiał się jednak chwilowo poddać, uświadamiając sobie, że na przerwanie jej słowotoku zdecydowanie nie miał większych szans.
Dopiero po tym jej ostatnim, wypowiedzianym już zdecydowanie ciszej zdaniu, wolną ręką – druga jakoś wciąż wcale nie chciała rozstawać się z jej dłonią – chwycił delikatnie jej podbródek, żeby nakłonić ją do ponownego uniesienia głowy. Tym razem nie zamierzał tracić bezsensownie czasu na analizowanie tego, czy to czego chciał faktycznie pokrywało się z tym, co powinien. Z początku ledwie musnął jej wargi swoimi, po chwili pogłębiając jednak pocałunek. Może wciąż trochę niepewnie, nadal z czającą się gdzieś z tyłu głowy obawą, że raz jeszcze to ona miałaby wykazać się tym cholernym rozsądkiem i mimo wszystko się odsunąć.
– Nie mam aż tak beznadziejnej pamięci – i zdecydowanie nie zdążył wypić aż tak dużo, by następnego dnia nie pamiętać o tym, co się wydarzyło. A już zwłaszcza o tym, że ją pocałował. – Ale w razie czego możesz mi o tym jutro przypomnieć.
Uśmiechnął się, mimo wszystko mając nadzieję, że przypomnienie nie miałoby w takim wypadku sprowadzać się do oznajmienia mu, że miał nigdy więcej nie robić nic podobnego i że tak właściwie nic ich przecież nie łączyło. Poza tymi nieszczęsnymi korepetycjami.
Elsa Eriksen