Golden ring, with one tiny little stone
: czw lip 02, 2026 10:05 am
Tyla mogła nie zdawać sobie sprawy z tego, że ktoś patrzył na nią w taki sposób, w jaki robiła to Mizzy. Nie była jeszcze na tym etapie, by mieć świadomość, że mogła być dla kogoś najważniejszą na świecie. Ważna? Jak najbardziej. Ale nie najważniejsza. Z drugiej strony sama postrzegała swoją dziewczynę w ten sam sposób. Może po niej nie było tego widać, ale dla niej dzień bez Mizzy był dniem straconym.
— Kiedyś powiedziałabym, że to krindż jak cholera. — przyznała, uśmiechając się pod nosem. Może nawet dalej troszkę tak uważała, ale tylko dlatego, że nie była przyzwyczajona. — Ale tak. Brzmi idealnie. — skoro jednak jej dziewczynie się to podobało, była skłonna przychylić się do do podobnej opinii. Etap, w którym była całkowitym niszczycielem szczęścia i dobrej zabawy był już na szczęście za nią. A z czasem miało być tylko lepiej.
— Oczywiście. — aż się uśmiechnęła na propozycję kolejnego wypadu z Mizzy. Szczerze? Nie mogła się doczekać, aż zamieszkają razem i będą mogły wspólnie spędzać czas bez przerwy. — W sumie to dobry pomysł. Można by było się rozeznać w standardach i cenach. — a to w obecnych czasach było bardzo ważne. Tyla z pewnością musiała wszystko na spokojnie przeanalizować, by wybrały coś bez ryzyka, iż ktoś może ich oszukać. Wolała mieć też absolutną pewność, bo znając swoją matkę to ta zaczęłaby obie dręczyć o to, czy na pewno wiedzą co i jak z wyprowadzką na własny rachunek. A tego wolała uniknąć. Może zatem lepiej będzie postawić ją przed faktem dokonanym, ale to jeszcze.
— Raczej na pewno. Może jakaś córka? — istniało prawdopodobieństwo, że któraś z tych kobiet (a może nawet obie) były na tyle wystraszone, że dla świętego spokoju zgodziły się na klasyczne małżeństwo, może nawet i dzieci. — Możliwe, że dopiero rodzina się tutaj przeprowadziła. Ewentualnie jedna mieszkała tutaj, druga gdzieś indziej. — wzruszyła ramionami. Możliwości było wiele. Nie tylko pod względem roku, w którym zdjęcie zostało wykonane, ale ogółem. Mogły się też dopatrywać czegoś w czymś, co po prostu było wyjątkowo zacieśnioną przyjaźnią. — Tak, dwanaście. Ale nie mogę odcyfrować nazwy. — znając życie, mogła być to nawet ulica o nazwie „Random”. Taka istniała w Nowym Jorku bodajże, o ile ją pamięć nie myliła.
Mizzy Thembo
— Kiedyś powiedziałabym, że to krindż jak cholera. — przyznała, uśmiechając się pod nosem. Może nawet dalej troszkę tak uważała, ale tylko dlatego, że nie była przyzwyczajona. — Ale tak. Brzmi idealnie. — skoro jednak jej dziewczynie się to podobało, była skłonna przychylić się do do podobnej opinii. Etap, w którym była całkowitym niszczycielem szczęścia i dobrej zabawy był już na szczęście za nią. A z czasem miało być tylko lepiej.
— Oczywiście. — aż się uśmiechnęła na propozycję kolejnego wypadu z Mizzy. Szczerze? Nie mogła się doczekać, aż zamieszkają razem i będą mogły wspólnie spędzać czas bez przerwy. — W sumie to dobry pomysł. Można by było się rozeznać w standardach i cenach. — a to w obecnych czasach było bardzo ważne. Tyla z pewnością musiała wszystko na spokojnie przeanalizować, by wybrały coś bez ryzyka, iż ktoś może ich oszukać. Wolała mieć też absolutną pewność, bo znając swoją matkę to ta zaczęłaby obie dręczyć o to, czy na pewno wiedzą co i jak z wyprowadzką na własny rachunek. A tego wolała uniknąć. Może zatem lepiej będzie postawić ją przed faktem dokonanym, ale to jeszcze.
— Raczej na pewno. Może jakaś córka? — istniało prawdopodobieństwo, że któraś z tych kobiet (a może nawet obie) były na tyle wystraszone, że dla świętego spokoju zgodziły się na klasyczne małżeństwo, może nawet i dzieci. — Możliwe, że dopiero rodzina się tutaj przeprowadziła. Ewentualnie jedna mieszkała tutaj, druga gdzieś indziej. — wzruszyła ramionami. Możliwości było wiele. Nie tylko pod względem roku, w którym zdjęcie zostało wykonane, ale ogółem. Mogły się też dopatrywać czegoś w czymś, co po prostu było wyjątkowo zacieśnioną przyjaźnią. — Tak, dwanaście. Ale nie mogę odcyfrować nazwy. — znając życie, mogła być to nawet ulica o nazwie „Random”. Taka istniała w Nowym Jorku bodajże, o ile ją pamięć nie myliła.
Mizzy Thembo