darling, everyday feels like a Monday
: śr cze 24, 2026 2:37 pm
was it all any more faded after all?
i don't know...
p a n i k a
Czuł, jak pomieszczenie, w którym się znajdował, zacieśnia się wokół niego z każdym pieprzonym oddechem. Jak ściany podchodzą bliżej, jak powietrze robi się cięższe, jak wszystko w nim krzyczy, że musi coś zrobić, tylko nie miał pojęcia co. Nie był w stanie na nią spojrzeć. Nie potrafił napotkać jej tęczówek, jak ostatni tchórz. To nie był on. Zdawał sobie z tego sprawę. A jednak coś, co jeszcze przed chwilą wydawało się idealnym wieczorem, musiało się spieprzyć przez jeden moment słabości, której nie mógł w żaden sposób kontrolować. Tracił...
k o n t r o l ę
Nad sobą... i wszystkim, co działo się przy niej - wokół niej. Czy naprawdę tracił resztki rozumu tylko dlatego, że na moment pozwolił sobie poczuć za dużo? Oparł się dłonią o ścianę, masując palcami skroń, próbując w ten sposób uciszyć cały ten chaos w swojej głowie. Wtedy usłyszał jej łagodny głos, niemalże ostrożony, jakby samym tonem głosu upewniała się, czy by jej znowu nie zaatakował. Zaraz po nim dobiegł do niego specyficzny szelest pościeli, który oznajmil mu, że poruszyła się na łóżku... Parsknął pod nosem z niedowierzaniem. Naprawdę chciała się do niego odzywać? Jeszcze go uspokajać? - È solo un incubo, Elena? - zapytał niemal drwiąco, odwracając się w jej stronę. Spojrzał w dół, na jej drobną sylwetkę, i poczuł, jak coś w nim pęka jeszcze bardziej. - È proprio un cazzo di incubo. - Chwycił ją za nadgarstki i uniósł jej dłonie ku górze, zaciskając palce mocniej, niż powinien - za mocno - wiedział o tym niemal od razu, ale spanikowal i chciał, żeby wiedziała z kim miała do czyenienia. - Come posso frequentarti, se non riesco a fidarmi di me stesso? - wyrzucił z siebie- Jak, do cholery? - Odwrócił wzrok na moment, wciąż trzymając jej nadgarstki... może bał się ją puścić? Dopiero po chwili zmusił się, żeby spojrzeć jej w twarz. I to był błąd. Bo była taka łagodna... piękno, które biło z jej twarzy działało na niego niemal uspokajająco. Rozluźnił palce.
Powoli przesunął dłońmi wzdłuż jej ciała, po ramionach, talii, aż w końcu objął ją w pasie i przyciągnął do siebie cholernie mocno - wbrew wszystkiemu nie potrafił jej puścić. Nachylił się, chowając twarz w jej szyi, we włosach, w tym słodkim zapachu perfum i skóry, który działał na niego uzależniająco. Przez moment po prostu stał tak z nią w ramionach. Trzymał ją. O d d y c h a ł nią. Czuł, jak bardzo jej potrzebował. Łzy paliły go gdzieś głęboko, w samym środku serca. Wiedział, że nie znali się długo. Wiedział, że to nie miało prawa znaczyć aż tyle. A jednak, gdyby istniała rzeczywistość, w której ona czuła choćby namiastkę tego przyciągania, które on czuł do niej, zrozumiałaby, jak bardzo walczył sam ze sobą. Zrozumiałaby, że to, co zaraz zrobi, będzie najgorszą możliwą rzeczą. Splunie sam sobie w twarz. Zniszczy coś, czego jeszcze nawet nie zdążył nazwać. Pozwoli, żeby cisza rozlała się po jego sypialni i przykryła wszystko tym jednym, okrutnym faktem. Nie ufał sobie. Nie przy niej. - Idź już - wyszeptał cicho w jej szyję, zaciskając dłonie mocniej na jej ciele. Słowa mówiły jedno... a ciało krzyczało coś zupełnie innego. - Non voglio vederti mai più.- wyrzucił z siebie cicho i spojrzał jej w twarz. Przez kilka sekund tylko patrzył, próbując zapamiętać każdy szczegół, zanim sam sobie odbierze prawo do patrzenia na nią kiedykolwiek jeszcze. Potem wysunął dwa palce, chwycił delikatnie jej podbródek i uniósł jej twarz ku sobie... nie będąc pewnym co ma jej jeszcze powiedzieć.
picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִֶָ་࿐
i don't know...
Czuł, jak pomieszczenie, w którym się znajdował, zacieśnia się wokół niego z każdym pieprzonym oddechem. Jak ściany podchodzą bliżej, jak powietrze robi się cięższe, jak wszystko w nim krzyczy, że musi coś zrobić, tylko nie miał pojęcia co. Nie był w stanie na nią spojrzeć. Nie potrafił napotkać jej tęczówek, jak ostatni tchórz. To nie był on. Zdawał sobie z tego sprawę. A jednak coś, co jeszcze przed chwilą wydawało się idealnym wieczorem, musiało się spieprzyć przez jeden moment słabości, której nie mógł w żaden sposób kontrolować. Tracił...
Nad sobą... i wszystkim, co działo się przy niej - wokół niej. Czy naprawdę tracił resztki rozumu tylko dlatego, że na moment pozwolił sobie poczuć za dużo? Oparł się dłonią o ścianę, masując palcami skroń, próbując w ten sposób uciszyć cały ten chaos w swojej głowie. Wtedy usłyszał jej łagodny głos, niemalże ostrożony, jakby samym tonem głosu upewniała się, czy by jej znowu nie zaatakował. Zaraz po nim dobiegł do niego specyficzny szelest pościeli, który oznajmil mu, że poruszyła się na łóżku... Parsknął pod nosem z niedowierzaniem. Naprawdę chciała się do niego odzywać? Jeszcze go uspokajać? - È solo un incubo, Elena? - zapytał niemal drwiąco, odwracając się w jej stronę. Spojrzał w dół, na jej drobną sylwetkę, i poczuł, jak coś w nim pęka jeszcze bardziej. - È proprio un cazzo di incubo. - Chwycił ją za nadgarstki i uniósł jej dłonie ku górze, zaciskając palce mocniej, niż powinien - za mocno - wiedział o tym niemal od razu, ale spanikowal i chciał, żeby wiedziała z kim miała do czyenienia. - Come posso frequentarti, se non riesco a fidarmi di me stesso? - wyrzucił z siebie- Jak, do cholery? - Odwrócił wzrok na moment, wciąż trzymając jej nadgarstki... może bał się ją puścić? Dopiero po chwili zmusił się, żeby spojrzeć jej w twarz. I to był błąd. Bo była taka łagodna... piękno, które biło z jej twarzy działało na niego niemal uspokajająco. Rozluźnił palce.
Powoli przesunął dłońmi wzdłuż jej ciała, po ramionach, talii, aż w końcu objął ją w pasie i przyciągnął do siebie cholernie mocno - wbrew wszystkiemu nie potrafił jej puścić. Nachylił się, chowając twarz w jej szyi, we włosach, w tym słodkim zapachu perfum i skóry, który działał na niego uzależniająco. Przez moment po prostu stał tak z nią w ramionach. Trzymał ją. O d d y c h a ł nią. Czuł, jak bardzo jej potrzebował. Łzy paliły go gdzieś głęboko, w samym środku serca. Wiedział, że nie znali się długo. Wiedział, że to nie miało prawa znaczyć aż tyle. A jednak, gdyby istniała rzeczywistość, w której ona czuła choćby namiastkę tego przyciągania, które on czuł do niej, zrozumiałaby, jak bardzo walczył sam ze sobą. Zrozumiałaby, że to, co zaraz zrobi, będzie najgorszą możliwą rzeczą. Splunie sam sobie w twarz. Zniszczy coś, czego jeszcze nawet nie zdążył nazwać. Pozwoli, żeby cisza rozlała się po jego sypialni i przykryła wszystko tym jednym, okrutnym faktem. Nie ufał sobie. Nie przy niej. - Idź już - wyszeptał cicho w jej szyję, zaciskając dłonie mocniej na jej ciele. Słowa mówiły jedno... a ciało krzyczało coś zupełnie innego. - Non voglio vederti mai più.- wyrzucił z siebie cicho i spojrzał jej w twarz. Przez kilka sekund tylko patrzył, próbując zapamiętać każdy szczegół, zanim sam sobie odbierze prawo do patrzenia na nią kiedykolwiek jeszcze. Potem wysunął dwa palce, chwycił delikatnie jej podbródek i uniósł jej twarz ku sobie... nie będąc pewnym co ma jej jeszcze powiedzieć.
picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִֶָ་࿐