i slumped on the jut of the cliff
: ndz maja 03, 2026 7:04 pm
Najbardziej zastanawiające było to, jak szybko Brenna Langford pojawiała się na miejscach zbrodni. Za każdym razem wyglądało to podobnie. Zanim funkcjonariusze zdążyli dobrze zabezpieczyć teren, a technicy rozłożyć się ze swoim sprzętem kryminalistyczny, ona już tam była. Z jednej strony można było to wytłumaczyć. Pracowała dla dużej redakcji, miała dostęp do szybkich informacji, kontakty w policji, może nawet kogoś, dał jej cynk wcześniej niż innym dziennikarzom. W końcu media rządzą się swoimi prawami. Liczy się czas reakcji i przewaga nad konkurencją. To nie było nic niezwykłego. A jednak coś w tym wszystkim nie pasowało. Zaylee zauważyła to już przy pierwszym przypadku, ale wtedy uznała to za zbieg okoliczności. Przy drugim zaczęła się zastanawiać. Przy trzecim nie miała już wątpliwości. To nie była tylko kwestia refleksu czy dobrych źródeł. Brenna wyprzedzała wydarzenia w sposób, który trudno było racjonalnie wyjaśnić.
Sloan spojrzał na Lanfgrod równie wymownie, co Swanson. Wyglądała tak, jakby bardzo chciała coś powiedzieć, ale zaraz wraz z Larsem została odeskortowana do radiowozu przez Schuppa i Quigley'a.
— Mówię wam, że kiedyś te wasze działania odbiją się wszystkim czkawką — mruknął, ale nie zdecydował się podważać słów detektywki. Wiedział, że ma rację. One z kolei wiedziały, że nie był zachwycony ich postępowaniem. Wszystko pozostawało w normie.
Sloan przesunął się nieznacznie, pozwalając technikom wejść przed sobą. Jeden po drugim mijali go w pośpiechu, rozstawiając sprzęt i wymieniając krótkie uwagi.
— Te ślady krwi to świeże czy stare? — zapytał, wciąż próbując przyzwyczaić nozdrza do odoru.
Miller spojrzała na plamy. Dalej nie miała pewności, czy faktycznie jest to tylko krew, czy może jakaś niezidentyfikowana substancja.
— Sprzed kilku Częściowo zaschnięte i rozmazane. Ale w niektórych miejscach deski są podmokłe od podniesionej wody — odparła, wskazując podbródkiem na drewnianą podłogę. W ciągu ostatnich dni często padało, a poziom wody poszedł w górę.
Mężczyzna mruknął coś niewyraźnie pod nosem i przeniósł wzrok na ścianę, żeby lepiej przyjrzeć się fragmentom Pisma Świętego.
— To cytaty? Widzicie jakiś wzór? — zainteresował się, chociaż już w trakcie sprawy Nowego Początku dało się zauważyć, że zastępca komendanta nie był zbyt zorientowany w religii chrześcijańskiej. Ale nie trzeba być wierzącym. One nie były, ale ich pierwsze śledztwo zmusiło je do zagłębienia się w temat. Wprawdzie Millerowie byli od zajebania wierzący, ale Zaylee szybko odcięła się od kościoła.
— Jeszcze nie pełny — przyznała, również spoglądając na ścianę. — Ale powtarzają się określone fragmenty. Coś o oczyszczeniu, winie i karze — wyjaśniła pokrótce, bo same będą musiały najpierw dogłębnie się temu przyjrzeć, żeby dojść do jakichś wniosków.
— Mhm, mhm — dumał Sloan, Wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś intensywnie, ale nie był raczej najostrzejszą kredą w piórniku. — A z tym szczurem to o chuj chodzi?
— Być może to element rytualny. Nie w sensie symbolicznym. Oczyszczenie, na przykład. Albo zniekształcenie życia — w rozmowach z zastępcą komendanta Miller czasami miała wrażenie, że trzeba wszystko mu tłumaczyć. Zupełnie jak Samowi. Tylko Sammy miał dziesięć lat.
— Chłopcy zaraz to wszystko zabezpieczą. Następnym razem, Swanson, poczekaj łaskawie, zanim będziesz wymachiwać łomem na prawo i lewo — ostrzegł ją lojalnie, chociaż chyba niespecjalnie łudził się, że Evina go posłucha. Na jego miejscu Zaylee by się nie łudziła. — Zbierajcie się na komisariat — zadecydował, jednocześnie sugerując, że on jeszcze tutaj przez chwilę zabawi i dopilnuje, żeby wszystko przebiegło tak, jak należy.
Evina J. Swanson
Sloan spojrzał na Lanfgrod równie wymownie, co Swanson. Wyglądała tak, jakby bardzo chciała coś powiedzieć, ale zaraz wraz z Larsem została odeskortowana do radiowozu przez Schuppa i Quigley'a.
— Mówię wam, że kiedyś te wasze działania odbiją się wszystkim czkawką — mruknął, ale nie zdecydował się podważać słów detektywki. Wiedział, że ma rację. One z kolei wiedziały, że nie był zachwycony ich postępowaniem. Wszystko pozostawało w normie.
Sloan przesunął się nieznacznie, pozwalając technikom wejść przed sobą. Jeden po drugim mijali go w pośpiechu, rozstawiając sprzęt i wymieniając krótkie uwagi.
— Te ślady krwi to świeże czy stare? — zapytał, wciąż próbując przyzwyczaić nozdrza do odoru.
Miller spojrzała na plamy. Dalej nie miała pewności, czy faktycznie jest to tylko krew, czy może jakaś niezidentyfikowana substancja.
— Sprzed kilku Częściowo zaschnięte i rozmazane. Ale w niektórych miejscach deski są podmokłe od podniesionej wody — odparła, wskazując podbródkiem na drewnianą podłogę. W ciągu ostatnich dni często padało, a poziom wody poszedł w górę.
Mężczyzna mruknął coś niewyraźnie pod nosem i przeniósł wzrok na ścianę, żeby lepiej przyjrzeć się fragmentom Pisma Świętego.
— To cytaty? Widzicie jakiś wzór? — zainteresował się, chociaż już w trakcie sprawy Nowego Początku dało się zauważyć, że zastępca komendanta nie był zbyt zorientowany w religii chrześcijańskiej. Ale nie trzeba być wierzącym. One nie były, ale ich pierwsze śledztwo zmusiło je do zagłębienia się w temat. Wprawdzie Millerowie byli od zajebania wierzący, ale Zaylee szybko odcięła się od kościoła.
— Jeszcze nie pełny — przyznała, również spoglądając na ścianę. — Ale powtarzają się określone fragmenty. Coś o oczyszczeniu, winie i karze — wyjaśniła pokrótce, bo same będą musiały najpierw dogłębnie się temu przyjrzeć, żeby dojść do jakichś wniosków.
— Mhm, mhm — dumał Sloan, Wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś intensywnie, ale nie był raczej najostrzejszą kredą w piórniku. — A z tym szczurem to o chuj chodzi?
— Być może to element rytualny. Nie w sensie symbolicznym. Oczyszczenie, na przykład. Albo zniekształcenie życia — w rozmowach z zastępcą komendanta Miller czasami miała wrażenie, że trzeba wszystko mu tłumaczyć. Zupełnie jak Samowi. Tylko Sammy miał dziesięć lat.
— Chłopcy zaraz to wszystko zabezpieczą. Następnym razem, Swanson, poczekaj łaskawie, zanim będziesz wymachiwać łomem na prawo i lewo — ostrzegł ją lojalnie, chociaż chyba niespecjalnie łudził się, że Evina go posłucha. Na jego miejscu Zaylee by się nie łudziła. — Zbierajcie się na komisariat — zadecydował, jednocześnie sugerując, że on jeszcze tutaj przez chwilę zabawi i dopilnuje, żeby wszystko przebiegło tak, jak należy.
Evina J. Swanson