Strona 4 z 4

when we meet again

: śr cze 17, 2026 10:18 pm
autor: Nico Rosenhall
Nie chciał jej obwiniać, chociaż czuł żal, że wyjechała bez żadnego słowa. Czuł, że jego nagły gest w postaci przytulenia musiał ją wprowadzić w pewien dyskomfort, więc był gotów odsunąć się od dziewczyny, jednak poczuł, jak zaciska palce na materiale jego koszulki.
— Wiesz, teraz może mieć to sens, bo jesteśmy dorośli i łatwiej jest nam o tym pomyśleć — powiedział cicho. — Chociaż czasami nadal jest ciężko pomyśleć, jak ktoś odpowiedzialny i dorosły, to co dopiero te pięć lat temu — dodał. Teraz było mu łatwo pomyśleć, ale wtedy? W końcu jego pierwszą myślą było wyjście z lotniska i udanie się do niej, aby dowiedzieć się, co się dzieje. To jego brat stał z nim wtedy i przypilnował, aby nie odwaliła mu szajba i żeby nie uciekł tuż przed granicą wylotu z kraju. Teraz łatwiej było mu pomyśleć, ze spokojem odpowiedź na te jej rozterki, zwłaszcza gdy nieco swobodniej go objęła. — Gdybym nie był na lotnisku razem z Leo, to prawdopodobnie bym się cofnął — stwierdził po chwili. Jej obawy były słuszne — zostałby w Oakville, próbując wymyślić jakiś sposób, aby móc spełniać marzenia razem z miłością swojego życia. — Czy rozstanie się, patrząc sobie prosto w oczy, bolałoby bardziej? Bardziej niż sam fakt, że wszystko było jedną wielką niewiadomą, razem z naszymi uczuciami? — zapytał, patrząc na nią uważnie. Wolał widzieć jej twarz, malujące się na niej emocje i wiedzieć, jak mógł zareagować, aby spróbować naprawić tę sytuację. — Żałuję, że nie odezwałem się do ciebie wcześniej. Że nie próbowałem jakoś o nas zawalczyć — odezwał się po chwili. Nie mogła zbierać na siebie winy, a on potrzebował też być z nią szczery, skoro ona po tylu latach zebrała się na odwagę, aby wyrzucić z siebie niewypowiedziane słowa. Mógł dobijać się do niej, zabiegać o kontakt, próbować dowiedzieć się, co było nie tak. Nie zostawiać jej samej w najcięższym momencie jej życia na pastwę losu i nawet jeśli nie mógłby wiele zrobić, to przynajmniej okazałby jej maksymalne wsparcie, jakie mógł dać.
To wszystko było pogmatwane. Jego uczucia były niejasne i teraz zaczął wątpić we wszystko, co na przestrzeni lat zdążył w sobie przepracować. Myślał, że zostawił ten rozdział za sobą, a tak naprawdę stał teraz na przeciwko niej i nie wiedział, co powinien zrobić. Albo może co mógł zrobić? Chciał przetestować własne uczucia, dowiedzieć się, ile jeszcze dla niego znaczyła, a zamiast tego spoglądał w jej piękne, brązowe oczy i przepadał w nich na nowo. Przepadał też w tym, że była tak blisko niego, że smarowała go ketchupem, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie i rozpływał się pod lekkim uśmiechem, który wywoływały te dziecięce zabawy.
Zrobił to. Naprawdę to zrobił.
Czuł palce zaciskające się na jego bluzce i gdzieś z tyłu głowy zapaliła mu się lampka, że zaraz oberwie za własną zuchwałość; ale nic takiego nie nadeszło. Czekał na jej jakąś reakcję, nie wiedząc jak interpretować to, że po prostu stała. Powinien się odsunąć? Odejść od niej i przeprosić za to, że po tylu latach tak nagle przekraczał jej przestrzeń osobistą? Nawet gdyby chciał to zrobić to nie mógł — bo choć wszystkie sygnały pokazywały mu, że zrobił źle, tak był jeden, maleńki szczegół, którego nie potrafił zignorować, a dokładnie dłoń, w dalszym ciągu zaciśnięta na jego koszulce i teraz miał wrażenie, że z większą zawziętością. Zupełnie jakby nie chciała, aby się odsuwał, jakby wcale nie chodziło o to, żeby zniknął. Patrzył na nią uważnie z bliska, na ciemne oczy, zarumienione uroczo policzki i lekko rozchylone usta, które nadal go kusiły. Cicho wypowiedziała jego imię, zaraz ponownie łącząc ich usta, przez co na chwilę wstrzymał oddech, nie dowierzając temu, co właśnie się działo. Nawet jeśli był to krótki pocałunek, a po nim przyszedł następny, a później kilka krótkich i pojedynczych, przez które uśmiechnął się lekko, sięgając do ud dziewczyny, aby posadzić ją na blacie, oszczędzając jej wysiłku wspinania się na palcach. Przeciągnął ostatni pocałunek, nieco dłużej ucałowując jej dolną wargę, ale nie narzucając się jej z dłuższymi czułościami.
— Chciałbym widywać się z tobą tak po prostu — rzucił, niewiele odsuwają się od jej ust. — Chciałbym pójść z tobą na spacer z Cheetosem, złapać się wieczorem i po prostu spędzić razem czas — dodał, delikatnie muskając jej kącik ust. — Chciałbym powiedzieć, że może wróciłbym do starych czasów, ale… nie chcę ci nic narzucać. Po prostu chciałbym cię mieć znowu w swoim życiu — wyrzucił z siebie, doprecyzowując. Stara miłość nie rdzewieje, to na pewno, jednak minęło pięć lat, podczas których z pewnością dużo się zmienili. Nie chciał stawiać jej w sytuacji bez wyjścia, po prostu chciał, aby przemyślała to, aby widywać się z nim swobodnie — bez stresu, zamartwiania się i ze swobodą, że przy nim mogła być tą beztroską Lilian. Chciał rozmyć zmartwienia z jej głowy.

Lilian Davenport

when we meet again

: czw cze 25, 2026 2:35 pm
autor: Lilian Davenport
W milczeniu wysłuchała słów Nico, przez cały czas patrząc mu prosto w oczy. Co miała mu powiedzieć? Że miał rację? Bo miał. Ogromną. W tamtym okresie nie byli gotowi na doświadczenia, które postawiło przed nimi życie, ani na wszystkie jego kaprysy, które zwyczajnie przerosły przeciętnych osiemnastolatków. Lilian czuła to całą sobą. Każdym atomem oraz każdą emocją, ajednak wciąż obwiniała się za tamte wydarzeni i nic nie wskazywało na to, aby miało się to zmienić. Musiała nauczyć się z tym żyć.
Dobrze, że Leo cię powstrzymał — powiedziała zgodnie z prawdą. Wtedy Lilian miała własne problemy, własne rozterki i rodzinne konflikty, w które mimo że była z Nico, nie chciała go angażować. Przynajmniej nie wtedy, gdy żałoba po ojcu przeplatała się z kłopotami związanymi z lichwiarzami i prowadzeniem pensjonatu. Gdyby tamtego dnia Nicolas wyszedł z lotniska, prawdopodobnie czułaby się jeszcze bardziej winna, że zmarnował dla niej szansę na wyjazd do Nowego Jorku.
Wiedziala, że był ambitnym, młodym mężczyzną. Miał w sobie znacznie więcej pasji niż ona. W końcu lilian wciąż nie była pewna, co chciałaby robić w życiu, podczas gdy Nicolas od zawsze zdawał się wiedzieć, dokąd zmierza.
Nico... — szepnęła żałośnie, znów nie wiedząc, co powinna mu odpowiedzieć. Bo znowu, cholera, miał rację. Tamtego dnia okrutnie go porzuciła, nie dając mu żadnych prawdziwych wyjaśnień. Skłamała tylko, że po prostu się rozmyśliła, wiec teraz patrzyła na niego i desperacko szukała odpowiednich słów. Szczególnie takich, które pokazałyby, jak bardzo było jej przykro i jak wiele kosztowało ją stanie przed nim. — To ja powinnam odezwać się pierwsza, choćby później, aby wszystko ci wyjaśnić. Byłam ci to winna.
Nigdy nie miała do Nico pretensji o to, że nie próbował odbudować ich kontaktu; że nie dobijał się do niej, nie zasypywał jej wiadomościami ani nie stawiał żądań, aby z nim porozmawiała. Właściwie była mu za to wdzięczna. To nagłe milczenie, choć przytłaczające zdecydowanie miało w sobie odrobinkę ukojenia. Skoro sama nie była gotowa zmierzyć się z własnymi problemami, nie widziała powodu, aby wciągać go w ten cały kołchoz. Nie zmieniało to jednak faktu, że mogła rozegrać wszystko inaczej. Dopiero z perspektywy czasu dostrzegała inne rozwiązania.

Pocałunek był zwieńczeniem tego wszystkiego co czuli i tego, co próbowali nie czuć w tamtym trudnym okresie. Serduszko Lilian biło coraz szybciej z każdym kolejnym spojrzeniem, którym obdarzał ją Nico. Więc kiedy uniósł ją i posadził na blacie, odruchowo oparła dłonie na jego szerokich ramionach. Przysunęła się bliżej.
Przez chwilę po ostatnim pocałunku tylko na niego patrzyła. Z bliska dostrzegała każdy szczegół jego twarzy, który, zanim zdążył się odezwać, zbadała kilkukrotnie. Nie mogła uwierzyć, że naprawdę się zbliżyli, chociaż przecież rumieńce na jej policzkach i rozgrzane wargi były najlepszym tego dowodem.
Zaraz spokojnie wysłuchała wszystkiego, co Nico próbował przekazać, jednocześnie co jakiś czas potakując ze zrozumieniem. Była wdzięczna za to, że nie mówił o żadnych deklaracjach, ale chciał jedynie z powrotem dać im przestrzeń, aby mogli poznać się na nowo. Wspominał o zwykłych spacerach, wspólnych wieczorach i innych chwilach, jakie mogli zbudować od samego początku. Wtedy od razu pomyślała o latach, w których jeszcze się nie kochali, lecz tylko przyjaźnili.
Było to rozsądne rozwiązanie, bo prawda była taka, że Lilian sama nie do końca wiedziała, co czuła. Brakowało jej Nicolasa, ale nie chciała opierać się wyłącznie na wspomnieniach i tęsknocie za przeszłością. Uciekło im pięć lat. Pięć niewyobrażalnie długich lat, podczas których każde z nich poszło własną drogą, doświadczyło życia na swój sposób i nieuchronnie się zmieniło. Cholera, nie mogła przecież o tym zapomnieć!
Nicolasie Rosenhallu — zaczęła bardzo poważnie, uprzednio gładząc mężczyzne opuszkami palców po karku. Delikatny uśmiech igrał na jej wargach, a w oczach pojawił się przyjazny błysk. — Jestem gotowa na to, aby znowu cię poznać — oznajmiła radośnie. Zgodziła się z wszystkim, co powiedział i nieświadomie również z tym, co sam myślał.

Reszta wieczoru upłynęła im w spokojnej atmosferze. Rozmawiali o studiach Nicolasa, a w szczególności o trudniejszych przedmiotach, jakie spędziły mu sen z powiek. Lilian słuchała wszystkiego z zainteresowaniem i co jakiś czas włączała jakieś anegdotki. Później poruszyli temat pensjonatu i jej przenosin z Oakville do Toronto. Opowiedziała o tym jak wiele stresu kosztowała ją ta cała sytuacja, ale też o tym, jak świetnie odnalazła się w dużym mieście. Przy tym wszystkim nie zabrakło również narzekania na irytujące zachowanie babki Dolores.
Gdzieś w tle leciał film, ale żadne z nich nie zwracało na niego uwagi. Lilian jedynie sporadycznie zerkała w stronę telewizora, próbując zorientować się w fabule, ale prędko wracała do rozmowy z Nico. Była bardzo pochłonieta nadrabianiem pięciu straconych lat.

K O N I E C.

Nico Rosenhall