Pretty when you say my name like that
: pn maja 04, 2026 11:49 am
Pstryknęła palcami, jakby coś sobie przypomniała i pokiwała głową. No tak, jak mogła nie doprecyzować tak podstawowej kwestii? Dobrze, że Ruelle stała na straży zdrowego rozsądku i konkretów w tej rozmowie.
— Masz rację, przepraszam. Dwanaście orgazmów raczy dziesięć luster — doprecyzowała. Skinęła głową, chcąc pokajać się za ten błąd nowicjuszki. Oczywiście tylko sobie z niej żartowała. A może wcale nie? Nie miała pojęcia, jak wytrzymała fizycznie była Prescott, ale to zdecydowanie było warte przetestowania. Pracowanie z muzą nie musi przecież zawsze polegać wyłącznie na tworzeniu. Czasem trzeba się po prostu lepiej dotrzeć, a taki całonocny maraton docierania i ocierania na pewno pozwoliłby im porządniej osadzić się w tej absurdalnej relacji.
— Więc jesteśmy umówione. — Na jej wargach od razu pojawił się triumfalny uśmiech. To, co usłyszała, w zupełności ją na ten moment zadowalało. Obecność Rue w całym procesie mogła go wyłącznie ulepszyć. No i wydłużyć, ale to raczej nie była wada. Niektórzy uważali wręcz, że sztuka wymaga cierpliwości. Cierpliwość to ostatnie, o czym Cross pamiętała w obecności swojej modelki, ale była gotowa wydłużać czas potrzebny do skończenia dzieła. To w końcu nie był płatny kontrakt, nikt nie stał nad nią z batem (jeszcze) i nie wymagał dowożenia materiałów na konkretny termin. Przy Prescott nie liczyły się takie głupoty jak pieniądze. Na ten moment była jej jedyną widownią, która oczekiwała jakichkolwiek rezultatów.
Marnowanie czasu na banały byłoby absolutnie najgorszą opcją, jaką ktoś mógłby jej przedstawić. Nie spodziewała się tego po Prescott. Ufała swojemu osądowi. Skoro artystyczna intuicja podpowiadała jej, że ta dziewczyna to jedyne, na czym powinna się teraz skupiać, by wyżyć się twórczo, to była gotowa jej totalnie zaufać. Ryzyko i skoki na głęboką wodę były jej zdaniem niezbędne, by być w stanie wykreować coś naprawdę wartego uwagi. Prace, które do tej pory stworzyła, były bardzo obiecujące i z każdą kolejną coraz lepsze.
— Znowu mi na wszystko pozwalasz? — zwróciła uwagę z nutą rozbawienia w głosie. Od razu przyjęła wyzwanie, które jej rzuciła. Na takie prowokacje mogła reagować zawsze i to z nieskrywaną przyjemnością. Przesunęła dłoń na wewnętrzną stronę jej uda, śmiało kierując się na samą górę. Tam się jednak zatrzymała. Jeansy faktycznie nie były zbyt wdzięcznym materiałem do pracy, nie była w stanie przez nie niczego wyczuć ani odpowiednio dać siebie odczuć. Zostawiła więc jej nogi w spokoju.
— To część planu zdominowania mnie? — Potarła mocno kciukiem skórę na jej szyi w miejscu, w którym wcześniej zauważyła nikły ślad po malince. Chciała rozetrzeć makijaż, jakim Prescott starała się ukryć ten ślad. Obserwowała z satysfakcją, jak psuje jej starania, trochę bardziej odsłaniając ciemniejący ślad. Nachyliła się w jej stronę i przygryzła naznaczony fragment skóry, chcąc jeszcze mocniej przypieczętować swoją pozycję.
Ruelle I. Prescott
— Masz rację, przepraszam. Dwanaście orgazmów raczy dziesięć luster — doprecyzowała. Skinęła głową, chcąc pokajać się za ten błąd nowicjuszki. Oczywiście tylko sobie z niej żartowała. A może wcale nie? Nie miała pojęcia, jak wytrzymała fizycznie była Prescott, ale to zdecydowanie było warte przetestowania. Pracowanie z muzą nie musi przecież zawsze polegać wyłącznie na tworzeniu. Czasem trzeba się po prostu lepiej dotrzeć, a taki całonocny maraton docierania i ocierania na pewno pozwoliłby im porządniej osadzić się w tej absurdalnej relacji.
— Więc jesteśmy umówione. — Na jej wargach od razu pojawił się triumfalny uśmiech. To, co usłyszała, w zupełności ją na ten moment zadowalało. Obecność Rue w całym procesie mogła go wyłącznie ulepszyć. No i wydłużyć, ale to raczej nie była wada. Niektórzy uważali wręcz, że sztuka wymaga cierpliwości. Cierpliwość to ostatnie, o czym Cross pamiętała w obecności swojej modelki, ale była gotowa wydłużać czas potrzebny do skończenia dzieła. To w końcu nie był płatny kontrakt, nikt nie stał nad nią z batem (jeszcze) i nie wymagał dowożenia materiałów na konkretny termin. Przy Prescott nie liczyły się takie głupoty jak pieniądze. Na ten moment była jej jedyną widownią, która oczekiwała jakichkolwiek rezultatów.
Marnowanie czasu na banały byłoby absolutnie najgorszą opcją, jaką ktoś mógłby jej przedstawić. Nie spodziewała się tego po Prescott. Ufała swojemu osądowi. Skoro artystyczna intuicja podpowiadała jej, że ta dziewczyna to jedyne, na czym powinna się teraz skupiać, by wyżyć się twórczo, to była gotowa jej totalnie zaufać. Ryzyko i skoki na głęboką wodę były jej zdaniem niezbędne, by być w stanie wykreować coś naprawdę wartego uwagi. Prace, które do tej pory stworzyła, były bardzo obiecujące i z każdą kolejną coraz lepsze.
— Znowu mi na wszystko pozwalasz? — zwróciła uwagę z nutą rozbawienia w głosie. Od razu przyjęła wyzwanie, które jej rzuciła. Na takie prowokacje mogła reagować zawsze i to z nieskrywaną przyjemnością. Przesunęła dłoń na wewnętrzną stronę jej uda, śmiało kierując się na samą górę. Tam się jednak zatrzymała. Jeansy faktycznie nie były zbyt wdzięcznym materiałem do pracy, nie była w stanie przez nie niczego wyczuć ani odpowiednio dać siebie odczuć. Zostawiła więc jej nogi w spokoju.
— To część planu zdominowania mnie? — Potarła mocno kciukiem skórę na jej szyi w miejscu, w którym wcześniej zauważyła nikły ślad po malince. Chciała rozetrzeć makijaż, jakim Prescott starała się ukryć ten ślad. Obserwowała z satysfakcją, jak psuje jej starania, trochę bardziej odsłaniając ciemniejący ślad. Nachyliła się w jej stronę i przygryzła naznaczony fragment skóry, chcąc jeszcze mocniej przypieczętować swoją pozycję.
Ruelle I. Prescott