Strona 4 z 4

wrong timing, right feeling

: ndz maja 24, 2026 5:41 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Tylko dlaczego skoro to nic nie znaczyło, to serce biło mu tak, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi, a wszystkie myśli fiksowały się na smaku jej pełnych warg, na jej dotyku, który wciąż czuł na skórze, na karku i na policzku. Na tych zduszonych jękach, które mieszały się na ich językach, w ognistym tańcu. Było w tym tyle ognia, że ten jebany pożar mógł się przy tym schować.
A potem było tyle goryczy, kiedy musieli się od siebie oderwać, kiedy patrząc sobie nawzajem w czarne oczy mówili, że to nic.
Tylko, że nic nie robiło takiego spustoszenia, bo kiedy znowu ją zatrzymywał, przypierając do ściany, jak przecież się nie odważył przez całe jebane osiem lat. Tak blisko. Za blisko
Z dziewczyną swojego najlepszego przyjaciela.
I przecież była jeszcze Rosa. Ale Rosa nigdy nie sprawiła, że jego spojrzenie w jednej chwili robiło się całe czarne, intensywne, palące wręcz, kiedy patrzył w jej rozmigotane oczy. Błyszczały w tym nikłym świetle milionem iskier. Aż przez jeden moment Madox zawiesił się tylko na tym, na jej spojrzeniu. A później na jej słowach, zapewnieniu, że nikt się nie dowie. No bo przecież nie mógł... się dowiedzieć.
Ale może oni mogli...
Nie mogli. Nigdy nie mogli.

I zaraz Madox odsuwał się od niej, a potem już pędzili w stronę motocykla. Wiatr znowu omiótł ich sylwetki, kiedy motocykl mknął ulicą w kierunku plaży osiągając tą zawrotną prędkość. Serce znowu waliło mu w piersi, a w miejscu, w którym Pilar zaciskała palce na jego koszulce czuł jakieś dziwne ciepło. Takie samo, jak na wargach, które paliły od pocałunku.
I kiedy już byli na plaży, kiedy Stewart podała mu swój kask, to Madox je odwiesił. Chciał od razu znaleźć Rosę, chciał to sprawdzić. Czy to ta pierdolona adrenalina, która buzowała w żyłach tak na niego działała?
Na pewno. Bo co innego?
Zamyślił się wracając do tego momentu, w którym jej pełne, gorące wargi lądowały na tych jego, a on szarpnął ją do siebie energiczniej, jakby kurwa... to było jej miejsce. Więc kiedy Pilar go zatrzymała, pociągnęła do siebie, to zatrzymał się tak gwałtownie, że znowu musiał do niej sięgnąć, znowu ułożyć palce gdzieś na jej talii, żeby jej nie wywrócić.
Przytrzymać.
Przy sobie.
Czuł pod opuszkami jej gładką skórę, a na policzku jej dotyk, skóra pod nim zadrżała, a on zawiesił ciemne spojrzenie na jej oczach. Aż przełknął ślinę, kiedy sięgała do jego czoła i ucha i jakoś tak odruchowo... Automatycznie znowu znalazł się bliżej jej, zaciągając zapachem dymu i wonią jej perfum, wiatru, który przed chwilą targał jej włosy.
- Tu... - rzucił tylko krótko, a jego palce przesunęły się po jej policzku ścierając z niego resztki smoły, zatrzymał je na jej żuchwie, którą docisnął mocniej, żeby też ją wyczyścić, a potem zadarł jej głowę do góry i tym razem kciukiem przesunął pod jej nosem, bo tam była najbardziej brudna, pod nosem, zaczepił delikatnie opuszkiem o jej pełne wargi. Te wargi, które...
Dziękował bogu, że ktoś do nich podszedł, że zbił z nim piątkę i zaczepił, bo przecież on już nie umiał oderwać od niej spojrzenia. Oderwać się od niej i tych wszystkich myśli, które...
Ticiano przyszedł na ratunek, chociaż kiedy szarpnął do siebie Pilar, to Madox wywrócił oczami, a kiedy złożył na jej ustach pocałunek, to aż prychnął. Odsunął się, bo go skręcało. Pierwszy raz go chyba tak irytowało to, że Ticiano, jego przyjaciel przecież, obnosił się tak z tym jak to tęsknił za Pilar.
Machnął tylko do Tio ręką, nic nie odpowiadając na to dzięki, że się nią zaopiekowałeś i nawet już miał iść kupić sobie jakieś piwko, albo może znaleźć Marie, żeby z nią pogadać? Chciałby pogadać z Marie, bo ona zawsze jako jedyna go rozumiała i nie oceniała, nie musiał być przy niej zwycięzcą, ani nie musiał kłamać. Tylko, że na horyzoncie już pojawiła się Rosa. Jej długie paznokcie przesunęły się po jego torsie, oparły na pasku, za który zaraz go do siebie szarpała. Tylko, że to go tylko irytowało. I dlaczego kiedy dotyk Pilar palił w ten kurewsko niemożliwy, ale przyjemny, sposób, to ten jego dziewczyny go wkurwiał?
Nie wiedział.
- Rosa... wiesz co, musimy... - zaczął, kiedy ona się tak do niego kleiła, kiedy już znowu wisiała mu na szyi i zamykała jego usta pocałunkami, słodkimi, ale o smaku kurwa truskawkowego błyszczyka, a nie tej... dzikości.
- Ale o czym ty chcesz teraz gadać cariño? Wygrałeś, chodźmy potańczyć... Przecież ja się dla ciebie tak odstrzeliłam - już przesuwała sobie jego rękę na tyłek, przyciskała się do niego bliżej, pocałunkami schodząc po linii żuchwy na szyję.
- Rosa, ale... - znowu zaczął, tylko, że teraz wtrącił się Ticiano. A Madox utkwił w nim jakieś złe spojrzenie. Bo gdyby nie Tio, to on by nigdy, te osiem lat temu...
- Tak, stoi przy plaży, nawet... zrobiliśmy jazdę testową... z Pilar - i znowu jego ciemne spojrzenie powędrowało za Stewart, która już znowu witała się z Marie. Rosa pisnęła, że super, że muszą się przejechać, coś się zaczęła krzywić, że szkoda, że to nie ona z nim pojechała. A Ticiano zaczął, że jak on mógł tak narażać Pilar.
Madox dzisiaj ją narażał nie tylko na motocyklu, oni cały czas przyciągali kłopoty, tylko, że gdyby nie znaleźli się w nich razem, to by z tego nie wyszli. Ani on z klatki, ani potem z tego pożaru i ze spotkania z ludźmi Trucizny, gdyby nie ona.
Marie kiedy tylko zobaczyła Pilar to zaraz ją uściskała.
- Boże Pilar dobrze, że jesteś, Rosa i Tio cały czas mnie zostawiają, gdzieś znikają... - rzuciła nadymając usteczka i kręcąc głową. A zaraz sięgała do włosów Stewart, żeby przesunąć po nich palcami - ojacie, ale się potargałaś... - roześmiała się i próbowała trochę ujarzmić te kudły Stewart - i cała jesteś czerwona... Wszystko okej? - zapytała i podsunął się do przodu w kolejce do baru ciągnąc za sobą Pilar.
Madox w tym czasie machnął już ręką na Ticiano mówiąc mu, żeby dał spokój, Rosa znowu chciała się do niego kleić, Ale Noriega zrobił jakiś śmieszny unik sięgając ręką do karku.
- Wiecie co, idę po piwko, tak mi się chce pić... - rzeczywiście chciało mu się, i zaraz rzeczywiście ruszył do dziewczyn, ale Rosa i Tio przecież z nim. Tylko, że Madox znowu źle wymierzył i wpadł na Pilar, niechcący...
Tak specjalnie, jak to tylko możliwe, tak, że mogła poczuć na plecach jego tors, odbić się od niego znowu.
- Marie... nie zgadniesz - zaczął i znowu przecisnął się koło Stewart do Marie, którą zaraz objął ramieniem, ścisnął - kupiłem go - mruknął jej do ucha, a Marie odwróciła się energicznie i zdzieliła go piąstką w klatę, z no co ty na ustach. Rosa popatrzyła na to krzywo, krzyżując ręce na piersi. A Tio znowu stanął za Pilar obejmując ją w pasie, przyciągając do siebie. I chociaż Madox jeszcze złapał na moment jej spojrzenie, to zaraz się odwracał, bo już dopchali się do lady.
- Dla mnie piwo, z wkładką, rumem, okej? - zwrócił się do barmanki. I chociaż to piwo z rumem brzmiało chamsko, to klepało zajebiście, wytestowane - a dla was? - odwrócił się do ekipy, a Marie pisnęła, że one już chyba nie może, więc Madox zaraz brał jej piwo z sokiem mango. Rosa oczywiście nie chciała piwa, więc zażyczyła sobie jakiegoś drinka. Tio bezalkoholowe, bo prowadził, a Pilar?
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo zaraz dopadła do nich jakaś inna ekipa, z Luisem na czele i zaczęli się witać, więc Madox już zdecydował za nią, też piwo z rumem. I kiedy oni się jeszcze witali między sobą, to on już podawał kubeczki. A z tymi dwoma ostatnimi, dla Pilar i jego, już odbił się od lady. A zaraz stanął między Stewart, a Luisem, podał jej plastikowy kubek.
- Madox kurwa, podobno w mieście jakieś zamieszki i zgarnęli trzynastu ludzi Trucizny, kumpel z policji dał mi cynk - rzucił, wszyscy wiedzieli, że Luis chciał w przyszłości iść do policji i wszyscy uważali, że to świetny pomysł. Bo jak kiedyś był tym mizernym dzieciakiem z sąsiedztwa, to teraz przypakował, wyrósł, nadawał się na gliniarza. Madox chciał jeszcze o coś zapytać, ale tym razem przerwała im dziewczyna Luisa, Carmen.
- Chłopaki sorry, że wam przeszkadzam, ale chciałabym mojego przystojniaka porwać na parkiet - i już ciągnęła Luisa w kierunku rozłożonych na plaży desek. Madox odprowadził ich spojrzeniem i praktycznie na raz przechylił swój kubek. Chciał się nawet odwrócić i wziąć kolejny, ale znowu wyrosła przed nim Rosa - ja też bym chciała Madito - powiedziała słodko i znowu łapała go za koszulkę.
- Ale ja... - zaczął Madox, ale Marie, która też od razu wypiła chyba pół swojego piwka o smaku mango, zaproponowała, żeby wszyscy poszli. I chociaż Tio się krzywił, to ona już ściskała pod rękę Pilar ciągnąc ją przodem.

cerveza con ron para ti 🍺⋆☾⋆⁺₊✧

wrong timing, right feeling

: ndz maja 24, 2026 7:29 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Wciąż czuła na sobie jego dotyk.
Nawet kiedy stanęła już przy Marie, witając się z nią i tuląc, jej skóra dalej mrowiła po tym, jak zadzierał jej żuchwę do góry i kciukiem czyścił nadmiar smoły z twarzy. Jak opuszek jego palca muskał jej pełne wargi, które wcześniej… Kurwa.
Aż westchnęła głośno.
Musiała się ogarnąć, bo jak tak dalej pójdzie to będzie naprawdę źle. Nawet nie wiedziała kiedy odwróciła się w stronę miejsca, gdzie stali Tio i Madox, ale Rosa już wieszała się na sowim chłopaku i całowała go intensywnie. A Pilar znowu skręcało. Teraz może nawet bardziej niż wcześniej? Bo wiedziała, jak smakowały jego usta? Jak bardzo zmieniły teksturę po tych ośmiu latach? Cały się zmienił, a jednak wtedy przy skleikach, kiedy przyciskał ją do ściany, to jakby nic się nie zmieniło, tylko drobna iskra zamieniła się w prawdziwy ogień.
Przez moment zastanawiała się, czy on też to czuł. Pewnie nie. W końcu osiem lat temu, kiedy ona za nim szalała, on powiedział, że wcale jej nie kochał. Powinna odpuścić. Wiedziała to. Dlatego, gdy tylko Marie zaczęła nawijać, Pilar skupiła się w pełni na jej słowach, przy okazji pozwalając jej poprawić sobie włosy.
Gdzie znikają? — zainteresowała się, ściągając brwi do siebie. — Marie nie możesz się taka dawać. Zaraz pogadam z Tio i…
Nie! — Marie machnęła ręką, przysuwając się jeszcze bliżej Pilar. — Bo wiesz… coś ci powiem — wyszczerzyła się jak jakaś głupia, a potem zaczęła obracać, wodząc wzrokiem po uczestnikach imprezy. Nagle jej oczy kompletnie się zaświeciły. — Widzisz tego chłopaka, o tam? — wskazała delikatnie palcem miejsce przy jednym ze stolików, gdzie stał wysoki chłopak z ciemnymi włosami i popijał drinka.
Widzę — i on chyba też je zobaczył, prawie jakby wyczuł, że o nim gadały, bo spojrzał w ich kierunku, a dokładnie na Marie i wyniósł swój kubeczek z alkoholem w górę, posyłając jej uśmiech. — Marie?
Zagadał do mnie wcześniej, że czemu taka ładna dziewczyna siedzi sama i wiesz, no to mu powiedziałam, że czekam na znajomych, a ona zapytał, czy będzie mi mógł postawić drinka…
I? — Pilar nagle czuła, jakby musiała ją ciągnąć za język.
No powiedziałam mu że pierwsze napije się z wami i może kiedyś z nim.
Marie!! — strzeliła ją lekko w ramie. — Taki zajebisty facet cię wyrywa, a ty go spławiasz?! — aż pokręciła głową i już miała nawijać dalej, ale wtedy ktoś na nią wpadł. I może nawet by się tym za bardzo nie przejęła, gdyby nie fakt, że o tych dłoniach, które teraz zacisnęły się na jej nagiej skórze myślała przez ostatnie dwadzieścia minut.
Nie spławiam go, tylko… gram na czas — Marie zrobiła się cała czerwona, a Pilar od razu złapała zdezorientowane spojrzenie Madoxa. Oczywiście kurwa zawieszone na jej twarzy, nawet jeśli to Marie obejmował ramieniem.
Facet ją wyrywa, a ona mu dała kosza — przewróciła oczami, a potem sama spojrzała na Noriegę wymownie, żeby jakoś pomógł jej namówić Marie, że powinna w to iść. W końcu było lato, impreza, dużo alkoholu i świetna muzyka. Nawet jeśli to nie była wielka miłość, mógł być z tego świetny jednowieczorowy romans i też byłoby zajebiscie. Marie zawsze narzekała, że każde z nich miało siebie, a ona była jak to piąte koło u wozu, a tu proszę, miała okazję mieć swoją własną historię miłosną, trochę szczęścia. Pilar bardzo tego dla niej pragnęła.
Jak chcesz, to pójdę tam z tobą do niego zagadać — dodała, kiedy Madox już był następny w kolejce i zaczął brać wszystkim drinki. Niby Pilar chciała się wtrącić i powiedzieć, że sama umie za siebie zapłacić, ale skoro wygrał dzisiaj tyle kasy, to czemu nie? Coś tam jej się należało za to, że mu w tym pomogła. Tylko…
Piwo z rumem? — uniosła brew, kiedy dał jej kubek. Już miała pytać, kto w ogóle pijał takie obrzydliwe rzeczy, ale kiedy pojawił się przy nich Luis wraz z tą cała historią o zamieszkach, do niej znowu wrócily wszystkie wspomnienia tego, co działo się chwile temu przy jednym ze sklepików. Jak to osobiście mijali ludzi Trucizny, broniąc się przed nimi własnymi ustami, które łaknęły siebie jak płuca powietrza. Złapała spojrzenie Madoxa, momentalnie czując jak serce przyśpiesza i robi się jej gorąco. Nie no kurwa. Zacisnęła palce mocniej na kubku i jednym ruchem wyzerowała cała zawartość. Nie była w stanie tego zrobić na trzeźwo, obcować z nim w jednej przestrzeni. Dlatego kiedy Marie coś mruknęła, że też chce iść tańczyć, a ma jeszcze pół piwa, Stewart wzięła i od niej kubek, po czym go wyzerowała. Tio oczywiście zaczął do niej nawijać, że nie powinna tyle pić, ale ona już szarpała przyjaciółkę pod rękę.
Robimy po drodze jeden przystanek! — oznajmiła głosem nieznoszącym sprzeciwu. I chociaż Marie z początku rzucała jakieś Pilar no co ty, tak finalnie poszła z nią do stolika, gdzie drinka kończył już Roberto. Oczywiście, że pierwsze co zrobił to zaprosił Marie na parkiet i całe szczęście, że Pilar odpowiedziała za nią, bo ta chciała odmówić.
Muzyka z głośników wygrywała najgorętszą klubową salsę, o jaką można było prosić, a na parkiecie zebrała się już spora grupka par i ludzi bujających się w rytm muzyki. Pilar czuła, jak to piwo z rumem powoli zaczyna kopać i mieszać jej w głowie. Klatka piersiowa paliła. A może to było na widok jego i Rosy ciało przy ciele? Na pewno tak nie.
Skup się, Stewart.
Przecież miała swojego chłopaka.
Chłopaka, którego kochała. Który czekał na nią gdzieś obok na deskach. To jemu powinna oddać pełną uwagę. Dlatego uśmiechnęła się szeroko w jego kierunku i podeszła bliżej, tanecznym krokiem. Tio złapał jej dłoń i szarpnął mocno do siebie, otulając silnym ramieniem. Jego dotyk był przyjemny, delikatny, ale… za gorsz nie było w nim tego ognia, który wywoływał Madox. Aż sama do siebie pokręciła głową, próbując strzepać te myśli. Przyciągnęła się jeszcze bliżej Tio i złączyła ich usta w pocałunku, przelotnym, krótkim, bo przecież Ticiano nie lubił robić kilku rzeczy równocześnie i kiedy skupiał się na tańcu, wolał zostawić obściskiwanie się na potem.
Tłum sprawiał, że atmosfera była gęsta i kurewsko gorąca. Stewart czuła, jak kilka kropelek spływa po jej karku, chowając się w rozpuszczonych włosach, a kiedy DJ puścił jeszcze bardziej sensualny track Pilar przymknęła na moment oczy wcale nie myśląc o kimś innym, wczuwając się w nową melodię. A kiedy otworzyła oczy, nie wiedzieć jakim cudem jej spojrzenie padło prosto na ciemne, znajome, obłędnie piękne tęczówki. Stał do niej przodem, a przed nim Rosa ocierała się o jego tors, składając pojedyncze pocałunki na jego szyi.
Pilar momentalnie poczuła, jak zalewa ją fala gorąca.
Tio znajdował się tuż za nią, z dłońmi na biodrach swojej dziewczyny, dociskając się na maksa do jej pleców, chowając twarz w jej włosach.
I jak to się stało, że tańcząc z innymi mieli siebie na przeciwko? Że znowu patrzyli na siebie, podczas gdy zupełnie inne osoby błądziły dotykiem po ich ciałach? To było pojebane. Popierdolone wręcz. A najbardziej chore w tym wszystkim było to, że Pilar wcale nie odwróciła od niego wzroku. Wbiła go w niego jeszcze intensywniej, ręce wyrzucając do góry, zahaczając paznokciami o kark Tio i ocierając się o niego raz po raz biodrami, które bujały się w rytm muzyki. Serce waliło jej mocno w piersi, a temperatura podniosła się do poziomu, który był wręcz nie do zniesienia. I pomyśleć, że to wszystko wina gorącej, latynoskiej muzyki. Albo czegoś zupełnie innego.

Haces que mi pulso se acelere