Strona 4 z 12

wrong timing, right feeling

: ndz maja 24, 2026 5:41 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Tylko dlaczego skoro to nic nie znaczyło, to serce biło mu tak, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi, a wszystkie myśli fiksowały się na smaku jej pełnych warg, na jej dotyku, który wciąż czuł na skórze, na karku i na policzku. Na tych zduszonych jękach, które mieszały się na ich językach, w ognistym tańcu. Było w tym tyle ognia, że ten jebany pożar mógł się przy tym schować.
A potem było tyle goryczy, kiedy musieli się od siebie oderwać, kiedy patrząc sobie nawzajem w czarne oczy mówili, że to nic.
Tylko, że nic nie robiło takiego spustoszenia, bo kiedy znowu ją zatrzymywał, przypierając do ściany, jak przecież się nie odważył przez całe jebane osiem lat. Tak blisko. Za blisko
Z dziewczyną swojego najlepszego przyjaciela.
I przecież była jeszcze Rosa. Ale Rosa nigdy nie sprawiła, że jego spojrzenie w jednej chwili robiło się całe czarne, intensywne, palące wręcz, kiedy patrzył w jej rozmigotane oczy. Błyszczały w tym nikłym świetle milionem iskier. Aż przez jeden moment Madox zawiesił się tylko na tym, na jej spojrzeniu. A później na jej słowach, zapewnieniu, że nikt się nie dowie. No bo przecież nie mógł... się dowiedzieć.
Ale może oni mogli...
Nie mogli. Nigdy nie mogli.

I zaraz Madox odsuwał się od niej, a potem już pędzili w stronę motocykla. Wiatr znowu omiótł ich sylwetki, kiedy motocykl mknął ulicą w kierunku plaży osiągając tą zawrotną prędkość. Serce znowu waliło mu w piersi, a w miejscu, w którym Pilar zaciskała palce na jego koszulce czuł jakieś dziwne ciepło. Takie samo, jak na wargach, które paliły od pocałunku.
I kiedy już byli na plaży, kiedy Stewart podała mu swój kask, to Madox je odwiesił. Chciał od razu znaleźć Rosę, chciał to sprawdzić. Czy to ta pierdolona adrenalina, która buzowała w żyłach tak na niego działała?
Na pewno. Bo co innego?
Zamyślił się wracając do tego momentu, w którym jej pełne, gorące wargi lądowały na tych jego, a on szarpnął ją do siebie energiczniej, jakby kurwa... to było jej miejsce. Więc kiedy Pilar go zatrzymała, pociągnęła do siebie, to zatrzymał się tak gwałtownie, że znowu musiał do niej sięgnąć, znowu ułożyć palce gdzieś na jej talii, żeby jej nie wywrócić.
Przytrzymać.
Przy sobie.
Czuł pod opuszkami jej gładką skórę, a na policzku jej dotyk, skóra pod nim zadrżała, a on zawiesił ciemne spojrzenie na jej oczach. Aż przełknął ślinę, kiedy sięgała do jego czoła i ucha i jakoś tak odruchowo... Automatycznie znowu znalazł się bliżej jej, zaciągając zapachem dymu i wonią jej perfum, wiatru, który przed chwilą targał jej włosy.
- Tu... - rzucił tylko krótko, a jego palce przesunęły się po jej policzku ścierając z niego resztki smoły, zatrzymał je na jej żuchwie, którą docisnął mocniej, żeby też ją wyczyścić, a potem zadarł jej głowę do góry i tym razem kciukiem przesunął pod jej nosem, bo tam była najbardziej brudna, pod nosem, zaczepił delikatnie opuszkiem o jej pełne wargi. Te wargi, które...
Dziękował bogu, że ktoś do nich podszedł, że zbił z nim piątkę i zaczepił, bo przecież on już nie umiał oderwać od niej spojrzenia. Oderwać się od niej i tych wszystkich myśli, które...
Ticiano przyszedł na ratunek, chociaż kiedy szarpnął do siebie Pilar, to Madox wywrócił oczami, a kiedy złożył na jej ustach pocałunek, to aż prychnął. Odsunął się, bo go skręcało. Pierwszy raz go chyba tak irytowało to, że Ticiano, jego przyjaciel przecież, obnosił się tak z tym jak to tęsknił za Pilar.
Machnął tylko do Tio ręką, nic nie odpowiadając na to dzięki, że się nią zaopiekowałeś i nawet już miał iść kupić sobie jakieś piwko, albo może znaleźć Marie, żeby z nią pogadać? Chciałby pogadać z Marie, bo ona zawsze jako jedyna go rozumiała i nie oceniała, nie musiał być przy niej zwycięzcą, ani nie musiał kłamać. Tylko, że na horyzoncie już pojawiła się Rosa. Jej długie paznokcie przesunęły się po jego torsie, oparły na pasku, za który zaraz go do siebie szarpała. Tylko, że to go tylko irytowało. I dlaczego kiedy dotyk Pilar palił w ten kurewsko niemożliwy, ale przyjemny, sposób, to ten jego dziewczyny go wkurwiał?
Nie wiedział.
- Rosa... wiesz co, musimy... - zaczął, kiedy ona się tak do niego kleiła, kiedy już znowu wisiała mu na szyi i zamykała jego usta pocałunkami, słodkimi, ale o smaku kurwa truskawkowego błyszczyka, a nie tej... dzikości.
- Ale o czym ty chcesz teraz gadać cariño? Wygrałeś, chodźmy potańczyć... Przecież ja się dla ciebie tak odstrzeliłam - już przesuwała sobie jego rękę na tyłek, przyciskała się do niego bliżej, pocałunkami schodząc po linii żuchwy na szyję.
- Rosa, ale... - znowu zaczął, tylko, że teraz wtrącił się Ticiano. A Madox utkwił w nim jakieś złe spojrzenie. Bo gdyby nie Tio, to on by nigdy, te osiem lat temu...
- Tak, stoi przy plaży, nawet... zrobiliśmy jazdę testową... z Pilar - i znowu jego ciemne spojrzenie powędrowało za Stewart, która już znowu witała się z Marie. Rosa pisnęła, że super, że muszą się przejechać, coś się zaczęła krzywić, że szkoda, że to nie ona z nim pojechała. A Ticiano zaczął, że jak on mógł tak narażać Pilar.
Madox dzisiaj ją narażał nie tylko na motocyklu, oni cały czas przyciągali kłopoty, tylko, że gdyby nie znaleźli się w nich razem, to by z tego nie wyszli. Ani on z klatki, ani potem z tego pożaru i ze spotkania z ludźmi Trucizny, gdyby nie ona.
Marie kiedy tylko zobaczyła Pilar to zaraz ją uściskała.
- Boże Pilar dobrze, że jesteś, Rosa i Tio cały czas mnie zostawiają, gdzieś znikają... - rzuciła nadymając usteczka i kręcąc głową. A zaraz sięgała do włosów Stewart, żeby przesunąć po nich palcami - ojacie, ale się potargałaś... - roześmiała się i próbowała trochę ujarzmić te kudły Stewart - i cała jesteś czerwona... Wszystko okej? - zapytała i podsunął się do przodu w kolejce do baru ciągnąc za sobą Pilar.
Madox w tym czasie machnął już ręką na Ticiano mówiąc mu, żeby dał spokój, Rosa znowu chciała się do niego kleić, Ale Noriega zrobił jakiś śmieszny unik sięgając ręką do karku.
- Wiecie co, idę po piwko, tak mi się chce pić... - rzeczywiście chciało mu się, i zaraz rzeczywiście ruszył do dziewczyn, ale Rosa i Tio przecież z nim. Tylko, że Madox znowu źle wymierzył i wpadł na Pilar, niechcący...
Tak specjalnie, jak to tylko możliwe, tak, że mogła poczuć na plecach jego tors, odbić się od niego znowu.
- Marie... nie zgadniesz - zaczął i znowu przecisnął się koło Stewart do Marie, którą zaraz objął ramieniem, ścisnął - kupiłem go - mruknął jej do ucha, a Marie odwróciła się energicznie i zdzieliła go piąstką w klatę, z no co ty na ustach. Rosa popatrzyła na to krzywo, krzyżując ręce na piersi. A Tio znowu stanął za Pilar obejmując ją w pasie, przyciągając do siebie. I chociaż Madox jeszcze złapał na moment jej spojrzenie, to zaraz się odwracał, bo już dopchali się do lady.
- Dla mnie piwo, z wkładką, rumem, okej? - zwrócił się do barmanki. I chociaż to piwo z rumem brzmiało chamsko, to klepało zajebiście, wytestowane - a dla was? - odwrócił się do ekipy, a Marie pisnęła, że one już chyba nie może, więc Madox zaraz brał jej piwo z sokiem mango. Rosa oczywiście nie chciała piwa, więc zażyczyła sobie jakiegoś drinka. Tio bezalkoholowe, bo prowadził, a Pilar?
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo zaraz dopadła do nich jakaś inna ekipa, z Luisem na czele i zaczęli się witać, więc Madox już zdecydował za nią, też piwo z rumem. I kiedy oni się jeszcze witali między sobą, to on już podawał kubeczki. A z tymi dwoma ostatnimi, dla Pilar i jego, już odbił się od lady. A zaraz stanął między Stewart, a Luisem, podał jej plastikowy kubek.
- Madox kurwa, podobno w mieście jakieś zamieszki i zgarnęli trzynastu ludzi Trucizny, kumpel z policji dał mi cynk - rzucił, wszyscy wiedzieli, że Luis chciał w przyszłości iść do policji i wszyscy uważali, że to świetny pomysł. Bo jak kiedyś był tym mizernym dzieciakiem z sąsiedztwa, to teraz przypakował, wyrósł, nadawał się na gliniarza. Madox chciał jeszcze o coś zapytać, ale tym razem przerwała im dziewczyna Luisa, Carmen.
- Chłopaki sorry, że wam przeszkadzam, ale chciałabym mojego przystojniaka porwać na parkiet - i już ciągnęła Luisa w kierunku rozłożonych na plaży desek. Madox odprowadził ich spojrzeniem i praktycznie na raz przechylił swój kubek. Chciał się nawet odwrócić i wziąć kolejny, ale znowu wyrosła przed nim Rosa - ja też bym chciała Madito - powiedziała słodko i znowu łapała go za koszulkę.
- Ale ja... - zaczął Madox, ale Marie, która też od razu wypiła chyba pół swojego piwka o smaku mango, zaproponowała, żeby wszyscy poszli. I chociaż Tio się krzywił, to ona już ściskała pod rękę Pilar ciągnąc ją przodem.

cerveza con ron para ti 🍺⋆☾⋆⁺₊✧

wrong timing, right feeling

: ndz maja 24, 2026 7:29 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Wciąż czuła na sobie jego dotyk.
Nawet kiedy stanęła już przy Marie, witając się z nią i tuląc, jej skóra dalej mrowiła po tym, jak zadzierał jej żuchwę do góry i kciukiem czyścił nadmiar smoły z twarzy. Jak opuszek jego palca muskał jej pełne wargi, które wcześniej… Kurwa.
Aż westchnęła głośno.
Musiała się ogarnąć, bo jak tak dalej pójdzie to będzie naprawdę źle. Nawet nie wiedziała kiedy odwróciła się w stronę miejsca, gdzie stali Tio i Madox, ale Rosa już wieszała się na sowim chłopaku i całowała go intensywnie. A Pilar znowu skręcało. Teraz może nawet bardziej niż wcześniej? Bo wiedziała, jak smakowały jego usta? Jak bardzo zmieniły teksturę po tych ośmiu latach? Cały się zmienił, a jednak wtedy przy skleikach, kiedy przyciskał ją do ściany, to jakby nic się nie zmieniło, tylko drobna iskra zamieniła się w prawdziwy ogień.
Przez moment zastanawiała się, czy on też to czuł. Pewnie nie. W końcu osiem lat temu, kiedy ona za nim szalała, on powiedział, że wcale jej nie kochał. Powinna odpuścić. Wiedziała to. Dlatego, gdy tylko Marie zaczęła nawijać, Pilar skupiła się w pełni na jej słowach, przy okazji pozwalając jej poprawić sobie włosy.
Gdzie znikają? — zainteresowała się, ściągając brwi do siebie. — Marie nie możesz się taka dawać. Zaraz pogadam z Tio i…
Nie! — Marie machnęła ręką, przysuwając się jeszcze bliżej Pilar. — Bo wiesz… coś ci powiem — wyszczerzyła się jak jakaś głupia, a potem zaczęła obracać, wodząc wzrokiem po uczestnikach imprezy. Nagle jej oczy kompletnie się zaświeciły. — Widzisz tego chłopaka, o tam? — wskazała delikatnie palcem miejsce przy jednym ze stolików, gdzie stał wysoki chłopak z ciemnymi włosami i popijał drinka.
Widzę — i on chyba też je zobaczył, prawie jakby wyczuł, że o nim gadały, bo spojrzał w ich kierunku, a dokładnie na Marie i wyniósł swój kubeczek z alkoholem w górę, posyłając jej uśmiech. — Marie?
Zagadał do mnie wcześniej, że czemu taka ładna dziewczyna siedzi sama i wiesz, no to mu powiedziałam, że czekam na znajomych, a ona zapytał, czy będzie mi mógł postawić drinka…
I? — Pilar nagle czuła, jakby musiała ją ciągnąć za język.
No powiedziałam mu że pierwsze napije się z wami i może kiedyś z nim.
Marie!! — strzeliła ją lekko w ramie. — Taki zajebisty facet cię wyrywa, a ty go spławiasz?! — aż pokręciła głową i już miała nawijać dalej, ale wtedy ktoś na nią wpadł. I może nawet by się tym za bardzo nie przejęła, gdyby nie fakt, że o tych dłoniach, które teraz zacisnęły się na jej nagiej skórze myślała przez ostatnie dwadzieścia minut.
Nie spławiam go, tylko… gram na czas — Marie zrobiła się cała czerwona, a Pilar od razu złapała zdezorientowane spojrzenie Madoxa. Oczywiście kurwa zawieszone na jej twarzy, nawet jeśli to Marie obejmował ramieniem.
Facet ją wyrywa, a ona mu dała kosza — przewróciła oczami, a potem sama spojrzała na Noriegę wymownie, żeby jakoś pomógł jej namówić Marie, że powinna w to iść. W końcu było lato, impreza, dużo alkoholu i świetna muzyka. Nawet jeśli to nie była wielka miłość, mógł być z tego świetny jednowieczorowy romans i też byłoby zajebiscie. Marie zawsze narzekała, że każde z nich miało siebie, a ona była jak to piąte koło u wozu, a tu proszę, miała okazję mieć swoją własną historię miłosną, trochę szczęścia. Pilar bardzo tego dla niej pragnęła.
Jak chcesz, to pójdę tam z tobą do niego zagadać — dodała, kiedy Madox już był następny w kolejce i zaczął brać wszystkim drinki. Niby Pilar chciała się wtrącić i powiedzieć, że sama umie za siebie zapłacić, ale skoro wygrał dzisiaj tyle kasy, to czemu nie? Coś tam jej się należało za to, że mu w tym pomogła. Tylko…
Piwo z rumem? — uniosła brew, kiedy dał jej kubek. Już miała pytać, kto w ogóle pijał takie obrzydliwe rzeczy, ale kiedy pojawił się przy nich Luis wraz z tą cała historią o zamieszkach, do niej znowu wrócily wszystkie wspomnienia tego, co działo się chwile temu przy jednym ze sklepików. Jak to osobiście mijali ludzi Trucizny, broniąc się przed nimi własnymi ustami, które łaknęły siebie jak płuca powietrza. Złapała spojrzenie Madoxa, momentalnie czując jak serce przyśpiesza i robi się jej gorąco. Nie no kurwa. Zacisnęła palce mocniej na kubku i jednym ruchem wyzerowała cała zawartość. Nie była w stanie tego zrobić na trzeźwo, obcować z nim w jednej przestrzeni. Dlatego kiedy Marie coś mruknęła, że też chce iść tańczyć, a ma jeszcze pół piwa, Stewart wzięła i od niej kubek, po czym go wyzerowała. Tio oczywiście zaczął do niej nawijać, że nie powinna tyle pić, ale ona już szarpała przyjaciółkę pod rękę.
Robimy po drodze jeden przystanek! — oznajmiła głosem nieznoszącym sprzeciwu. I chociaż Marie z początku rzucała jakieś Pilar no co ty, tak finalnie poszła z nią do stolika, gdzie drinka kończył już Roberto. Oczywiście, że pierwsze co zrobił to zaprosił Marie na parkiet i całe szczęście, że Pilar odpowiedziała za nią, bo ta chciała odmówić.
Muzyka z głośników wygrywała najgorętszą klubową salsę, o jaką można było prosić, a na parkiecie zebrała się już spora grupka par i ludzi bujających się w rytm muzyki. Pilar czuła, jak to piwo z rumem powoli zaczyna kopać i mieszać jej w głowie. Klatka piersiowa paliła. A może to było na widok jego i Rosy ciało przy ciele? Na pewno tak nie.
Skup się, Stewart.
Przecież miała swojego chłopaka.
Chłopaka, którego kochała. Który czekał na nią gdzieś obok na deskach. To jemu powinna oddać pełną uwagę. Dlatego uśmiechnęła się szeroko w jego kierunku i podeszła bliżej, tanecznym krokiem. Tio złapał jej dłoń i szarpnął mocno do siebie, otulając silnym ramieniem. Jego dotyk był przyjemny, delikatny, ale… za gorsz nie było w nim tego ognia, który wywoływał Madox. Aż sama do siebie pokręciła głową, próbując strzepać te myśli. Przyciągnęła się jeszcze bliżej Tio i złączyła ich usta w pocałunku, przelotnym, krótkim, bo przecież Ticiano nie lubił robić kilku rzeczy równocześnie i kiedy skupiał się na tańcu, wolał zostawić obściskiwanie się na potem.
Tłum sprawiał, że atmosfera była gęsta i kurewsko gorąca. Stewart czuła, jak kilka kropelek spływa po jej karku, chowając się w rozpuszczonych włosach, a kiedy DJ puścił jeszcze bardziej sensualny track Pilar przymknęła na moment oczy wcale nie myśląc o kimś innym, wczuwając się w nową melodię. A kiedy otworzyła oczy, nie wiedzieć jakim cudem jej spojrzenie padło prosto na ciemne, znajome, obłędnie piękne tęczówki. Stał do niej przodem, a przed nim Rosa ocierała się o jego tors, składając pojedyncze pocałunki na jego szyi.
Pilar momentalnie poczuła, jak zalewa ją fala gorąca.
Tio znajdował się tuż za nią, z dłońmi na biodrach swojej dziewczyny, dociskając się na maksa do jej pleców, chowając twarz w jej włosach.
I jak to się stało, że tańcząc z innymi mieli siebie na przeciwko? Że znowu patrzyli na siebie, podczas gdy zupełnie inne osoby błądziły dotykiem po ich ciałach? To było pojebane. Popierdolone wręcz. A najbardziej chore w tym wszystkim było to, że Pilar wcale nie odwróciła od niego wzroku. Wbiła go w niego jeszcze intensywniej, ręce wyrzucając do góry, zahaczając paznokciami o kark Tio i ocierając się o niego raz po raz biodrami, które bujały się w rytm muzyki. Serce waliło jej mocno w piersi, a temperatura podniosła się do poziomu, który był wręcz nie do zniesienia. I pomyśleć, że to wszystko wina gorącej, latynoskiej muzyki. Albo czegoś zupełnie innego.

Haces que mi pulso se acelere

wrong timing, right feeling

: ndz maja 24, 2026 10:48 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Akurat podszedł do dziewczyn, kiedy Marie mówiła to, że gra na czas, od razu uniósł do góry jedną brew, bo nie wiedział o co jej chodziło. I chociaż chciał się skupić na Marie, na tym co mówiła, albo może na tym, żeby jej opowiedzieć o motorze... i o innych rzeczach też? To jego ciemne tęczówki zatrzymały się na twarzy Pilar. Znowu.
- A czemu nie podoba ci się? Bo ty mu na pewno - sięgnął do ręki Marie, żeby obrócić ją w miejscu - najładniejsza dziewczyna na całej plaży - mruknął do niej wesoło, a Marie znowu się zaśmiała i zaraz powiedziała, że chłopak jej się podoba, znowu spojrzała w jego kierunku, a Madox też podniósł rękę w jego stronę, żeby się przywitać, a może dać znać, że droga wolna bo on...
On znowu to ciemne spojrzenie wbijał jakoś tak intensywnie w Pilar, a przecież Rosa była gdzieś obok.
- Lepiej nie idź Pilar bo... - bo zawrócisz mu w głowie? To chciał jej powiedzieć? Tylko, że nie zdążył, bo już stał przy barze, zerknął na nią tylko przez ramię. A zaraz dawał jej to piwo z rumem, kiwnął głową - Beerjito, zajebiście kopie - wyjaśnił jej, a widząc jej minę zapytał - a wolisz z tequilą? - może nawet by jej wymienił, bo on już znowu sięgał do baru, żeby wziąć kolejne. Jemu weszło jak złoto, zwłaszcza kiedy Luis wspomniał o tych zamieszkach. Szkoda tylko, że Madox zamiast pomyśleć o tych biednych ludziach, którzy ucierpieli, to myślał tylko i wyłącznie o tym, jak...
Nie mógł o tym myśleć, więc on jeszcze zanim się ruszyli, to zgarnął z baru kolejny kubek, żeby nie myśleć, żeby zapomnieć. A może zająć się czymś innym? Rosalindą?
- Dobra Rosa... nie ciągnij - ale ona go ciągnęła, a on tylko zdołał obejrzeć się za... Marie? Za Pilar oczywiście, a potem cisnął czerwonym, pustym już kubeczkiem gdzieś koło desek - może tutaj porozmawiamy? - i on naprawdę spojrzał w te niebieskie oczy Rosalindy, jakby na to liczył. Ale ona chyba liczyła na coś zupełnie innego, bo najpierw jej długie paznokcie musnęły jego brzuch wdzierając się pod materiał koszulki, przesunęły się w górę po torsie, na jego szyję, którą zaraz oplotła ramionami. Madox aż odchylił do tyłu głowę, no bo jak oni mieli rozmawiać?
Odwrócił Rosę odpychając ją od siebie, ale przecież ona zaraz się do niego szarpnęła, wpadając na niego z impetem i wtedy jego palce przesunęły się po jej plecach. Ale ciemne spojrzenie uciekło gdzieś od tych niebieskich tęczówek. Bo to jak paznokcie sunęły po jego skórze, jej mocne perfumy, jej ciepło i to spojrzenie.
Kiedyś dałby się za to pokroić, bo przecież był w Rosie zakochany.
Był. Prawda?
A może wcale nie w niej?
Bo kiedy jego ciemne tęczówki odszukały piękne, czekoladowe spojrzenie Pilar, to serce jakoś mocnej szarpnęło w piersi.
Kurwa. Niemożliwe to było.
Głupie. Nie na miejscu. No jak? Dlaczego? Kiedy przecież ona nie chciała nawet z nim rozmawiać, drażnił ją. Odpychała go od siebie, kłócili się i dogryzali sobie...
A dzisiaj jej smukłe palce zaciskały się na jego koszulce i szarpały go do siebie, plątały się z czarnymi kosmykami, kiedy przyciągała go jeszcze bliżej. Intensywniej. Coraz bardziej dziko. I teraz też Madox jakoś tak dziko przesunął po plecach Rosy, wbijając je na koniec w jej krągłe pośladki, przyciągając ją do siebie mocniej, tak, że ozdobna klamra jego paska wbiła się w jej podbrzusze, a Rosa jęknęła gdzieś w jego szyję. Tylko przecież on wcale o tym nie myślał, bo w głowie miał tylko te jęki, które opuszczały pełne usta Pilar, kiedy przypierał ją mocniej do muru. Jego ciemne spojrzenie zatrzymało się na jej wargach, które zadrżały, gdy Tio przesunął palcami po nagiej skórze na jej brzuchu. I Madox jeszcze doskonale pamiętał pod opuszkami jej fakturę, to jak paliła.
Ogniście.
I z takim samym żarem ona teraz wyrzucała ręce w górę i sięgała do niego... Do swojego chłopaka, do jego karku, Noriega na swoim wciąż czuł pod skórą jej paznokcie. Zapatrzył się na nią, na biodra, które teraz napierały na te Ticiano, a wcześniej na jego. On też przesunął palcami na plecy Rosy, dokładnie w te miejsca, gdzie muskał wcześniej nagą skórę Pilar, jego kolano wdarło się między jej uda, kiedy narzucał im wspólny rytm. Kiedy Rosa przesunęła palcami na jego ramiona, a Madox odchylił ją do tyłu pochylając się nad jej szyją, ale nawet na chwilę nie oderwał spojrzenia od Stewart. A zaraz szarpał do siebie swoją dziewczynę. I teraz to ona sunęła paznokciami po jego klatce piersiowej, po szyi, wplatała palce w jego ciemne kosmyki, żeby go do siebie szarpnąć, żeby zwrócić na siebie jego spojrzenie. I chociaż przez chwilę patrzył w te niebieskie oczy, to zaraz i tak uciekał do niej. Do tego jak Ticiano, obchodził się z nią delikatnie. Z nią... delikatnie?
Madox zacisnął mocno palce na pośladku Rosy, i znowu miał ją przy sobie, tak blisko, że ocierała się o jego kolano, że opierała mu głowę na piersi, a on wsuwał już czubki palców pod materiał kusej sukienki.
Tylko, że... wcale tego nie czuł. Jakby w jednej jebanej chwili, kiedy jego wargi odnalazły te Stewart, to Rosalinda przestała go kręcić. A przecież była piękna. Najpiękniejsza może na tym parkiecie, z burzą, czarnych, gęstych włosów, teraz podkręconych, z tymi pełnymi, miękkimi ustami, które błyszczały zachęcająco. W tej kusej sukience z głębokim dekoltem w kolorze krwistej czerwieni. I dużymi, niebieskimi oczami otoczonymi kurtyną czarnych rzęs, wpatrzonymi w niego jak w obrazek.
Ale co z tego, kiedy nie była nią?
- Madox - dopiero kiedy wypowiedziała jego imię, tym swoim słodkim głosem, dopiero kiedy osadziła mu na szyi ten urywany, ciepły oddech, to do niego dotarło, że to na nic. Bo Rosa mogła się o niego ocierać, mruczeć mu do ucha i prowadzić jego rękę głębiej pod materiał sukienki, ale co z tego, kiedy on nie potrafił się na niej zupełnie skupić. Kiedy kurwa intensywniej myślał o tym, jak Ticiano dotykał swoją dziewczynę.
To było pojebane. Popierdolone wręcz.
Aż Madox nie mógł tego wytrzymać. Odepchnął od siebie Rosę i teraz jego spojrzenie zatrzymało się na jej niebieskich oczach.
- Nie mogę... - rzucił i kiedy ona się do niego jeszcze wyrwała, to odwrócił się, żeby odejść. Ale Rosa złapała go jeszcze za rękę. Jeszcze stanęli na brzegu parkietu dochodząc się przez chwilę.
Ale muzyka zagłuszała wszystko i tylko ich spojrzenia, to jak Madox kręcił głową, a Rosa łapała go za koszulkę mogło coś znaczyć.

Me estás volviendo loco ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

wrong timing, right feeling

: pn maja 25, 2026 5:45 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Była głupia.
Głupia myśląc, że całując go wtedy za sklepem, to niczego nie zmieni. Że tylko na chwile złączą swoje usta, żeby uchronić się przed ludzi trucizny, a potem tak po prostu wrócą do swoich drugich połówek, jakby nic z tego wcześniej nie miało miejsca.
Kurwa jak bardzo się myliła.
Nic nie było tak jak wcześniej.
Nic.
Nawet patrzeć na niego nie potrafiła, nie czując palącego gorąca gdzieś w okolicy klatki piersiowej. Jego spojrzenie wdzierało się w prosto pod czaszkę i wędrowało do serca, które przecież pamiętało te wszystkie emocje dziesięcioletniej, zakochanej po uszy dziewczynki. Dzieciaka, który myślał, że w końcu znalazł coś stałego, z wyboru w swoim życiu. Kogoś innego niż rodzina, która musiała być, a kogoś kto chciał. Nigdy nikt nie oczarował jej tak bardzo jak Madox. I chociaż na przestrzeni lat myślała, że się od niego uwolniła, że się odkochała, wystarczyło jedno pierdolone zbliżenie, żeby te wszystkie uczucia znowu wróciły. I szczerze? Nienawidziła się za to. Za to, że w ogóle do tego dopuściła.
A zaraz okazało się, że nawet nie umiała uczyć się na własnych błędach.
Bo przecież każda, normalna dziewczyna, łapiąc spojrzenie tego drugiego, będąc w takiej sytuacji, w jakiej była ona, po prosu odwróciłaby się na pięcie, przodem do swojego mężczyzny i to nim zajęła. Skupiła się własnej drugiej połówce. Ale Pilar przecież nigdy nie była normalna. Zawsze szła pod prąd, przyciągała kłopoty. I tutaj jak widać też nie miała zamiaru iść za tym, co powinna.
A więc tańczyła do niego przodem, spojrzeniem mając zawieszone na jego ciemnych, obłędnie pięknych oczach, walcząc z szalejącym w piersi sercem. Widziała dokładnie w jaki sposób dotykał Rosę. Błądziła za jego szorstkimi, obitymi dłońmi, a jej zdradziecka głowa wyobrażała sobie, jakby to ją dotykał. Po plecach, wzdłuż kręgosłupa, a potem na pośladkach… aż złapała więcej powietrza w płuca i zadrżała, co Tio doskonale wyczuł, przekonany, że to wszystko jego zasługa. Mruknął jej zadowolony do ucha, a ona tylko odchyliła głowę w tył, opierając na torsie swojego faceta, podczas gdy dłońmi błądziła po jego karku, wplatając włosy w którkie włosy i szarpiąc za nie, dokładnie tak samo, jak szarpała te Madoxa.
Było jej coraz cieplej. Gorąco nawet. Powietrze zrobiło się gęste, a ciało przepocone. Była jak w transie. Poruszała się do sensualnej melodii, jakby to z nim tańczyła. Na odległość. Jakby grali w jakąś chorą grę doprowadzenia siebie nawzajem do pierdolonego szału i szczerze? Działało. Bo kiedy Madox wdarł się kolanem między uda Rosy, pozwalając jej się o siebie otrzeć, Pilar mimowolnie rozchyliła wargi, łaknąc powietrza. Nie słyszał jej ciężkiego oddechu, ale spokojnie mógł go sobie wyobrazić po tym, jak jej usta drżały na całe to przedstawienie. Tio z tyłu również nie próżnował, sunąc swoimi palcami po rozgrzanym brzuchu i biodrach Stewart, gdzie raz po raz zahaczał wystający, cienki materiał majtek, akurat w momencie, gdy dłoń Madoxa wciskała się pod sukienkę Rosy.
Kurwa.
Nigdy w życiu nie była tak nakręcona od samego patrzenia. Tak zafiksowana i rozpalona. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Pilar w swojej głowie wciąż tłumaczyła sobie, że przecież to było spowodowane Ticiano. Tym co z nią robił, a wcale nie tym, co oglądały jej oczy. Kłamała przed samą sobą, wkręcała sobie kompletnie zagiętą rzeczywistość, która wcale nie istniała.
Chciała w nią wierzyć.
Tylko kiedy Rosa szarpała do siebie Madoxa, a potem pobiegła za nim gdzieś na drugi koniec parkietu, Pilar od razu poczuła kolejny ścisk w podbrzuszu. Zamiast jednak patrzeć za nimi, w ostatnim akcie desperacji odwróciła się w stronę swojego chłopaka i bez ostrzeżenia wpiła się w jego usta. Mocno i agresywnie. Dokładnie tak, jak zrobiła to z Madoxem przy sklepie. Było jej gorąco, była nakręcona, krew wrzała w jej żyłach do istnego szaleństwa… co mogło pójść nie tak? Zaraz okazało się, że wszystko. Bo Tio wcale nie szarpnął jej do siebie, nie odwzajemnił tego pocałunku, jakby miał być ostatnim, jaki kiedykolwiek będą mieć, wygłodniały, pełen napięcia — on złapał jej policzki i lekko odciągnął, by zaraz narzucić własny rytm. Powolniejszy. Bardziej sensualny niż impulsywny. Taki, jaki lubił najbardziej. I chociaż ona z całej siły próbowała sobie wmawiać, że tego właśnie chciała… no to kurwa nie było to. Nawet w jednym stopniu nie czuła tego, co czuła przy Noriedze. Jej plecy się chłodziły zamiast rozgrzać, uda przestały drżeć, a z gardła już wcale nie wydawał się charakterystyczny jęk.
Nic nie było takie samo.
Zepsuli się.
Ona się zepsuła.
Madox ją zepsuł.
Odsunęła się od Tio, zaglądając gdzieś za jego ramię, gdzie Noriega wciąż stał z Rosą i ewidentnie intensywnie nad czymś dyskutowali. Nagle zachciała wiedzieć o czym, a przecież nigdy wcześniej ją to nie obchodziło.
Pilar, co jest? — zapytał Ticiano, wyrywając ją z amoku.
Co? — spytała, kręcąc głową. — Nic nie jest, wszystko okej — wzruszyła ramionami, wymuszając na twarz uśmiech. Nie mogła teraz obarczać tym Ticiano. Nie mogła mu zrobić takiego świństwa. Zostało jej udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Bo co innego? Szkoda tylko, że kiedy on odwrócił się przez ramię i powiódł za jej spojrzeniem od razu zobaczył tam Madoxa i Rosę.
O co chodzi? Rosa ci coś powiedziała? — nachyliła się bliżej, muskając na zmianę jej policzki i czoło. — Weź jej nie słuchaj, ona jest szurnięta — dodał, a Pilar spojrzała na niego jak na wariata, ściągając brwi do siebie. Bo teraz to ona jego nie rozumiała.
A co mi miała powiedzieć? — zainteresowała się, zaglądając w ciemne oczy swojego chłopaka. Nawet nie zauważyła kiedy dokładnie przestali tańczyć i też po prostu rozmawiali. Tio wydawał się zdenerwowany?
Nie no, nic… — mruknął jakoś niepewnie, odwracając na moment spojrzenie. Ukrywał coś przed nią? Miało to coś wspólnego z tym, że Marie wspomniała, że ciągle ją zostawiali? Zakręciła się na moment we własnej głowie, chociaż spojrzenie wciąż uciekało jej nad ramię Tio do Madoxa i Rosy.
Ogarnęła się dopiero, kiedy piosenka się skończyła, a za jej plecami pojawiła się Marie z Roberto. Chłopak obejmował ją ramieniem i szczerzył się na lewo i prawo, pokazując śnieżnobiałe zęby.
Roberto zaprasza nas do swojej ekipy — psiknęła zadowolona, patrząc na Pilar z wielkimi nadziejami. — Będą grać w prawda albo wyzwanie — dodała i zaraz zaczęła się rozglądać. — A gdzie Madox i Rosita? Chciałam ich też zgarnąć — Pilar machnęła ręką w odpowiednim kierunku, przy okazji łapiąc powietrze w płuca, żeby zaraz oznajmić jej, że oni z Tio musieli jeszcze coś przegadać zanim pójdą gdzieś w coś grać, ale ona już wcale jej nie słuchała. Po prostu szarpnęła ich za fraki, kierując się do miejsca, gdzie Noriega dyskutował z Rosalindą, a Pilar znowu serce zabiło niepoprawnie szybko, kiedy tylko znalazła się obok niego.

No puedo dejar de pensar en ti.

wrong timing, right feeling

: pn maja 25, 2026 8:18 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Przecież to nie powinno do nich wracać. Zostawili to za plecami lata temu. Chociaż prawda jest taka, że Madox długo nie umiał przejść nad tym do porządku dziennego. I wiele razy jeszcze podrzucał jej na parapet kamienie z dziurą, kiedy już wcale nie powinien. Wahał się i szarpał, im był starszy tym bardziej, bo przecież on cały czas pojawiał się w jej dzielnicy, u Pani Flores, cały czas słuchał Pilar to... Pilar tamto.
A potem nagle Ticiano stwierdził, że on jest w niej zakochany, że dzięki niemu to złamane serce Pilar, które pozostawił po sobie Madox, znowu zabiło mocniej.
I może tak było?
Przecież byli szczęśliwi. Noriega to widział, jak Ticiano odnosił się do Stewart, z szacunkiem, z troską, z czymś takim, czego sam Madox przecież nigdy nie był nauczony. Bo on o siebie troszczył się sam. Bo on cały czas walczył, z tym co się działo u niego w domu, wiecznymi krzykami i pretensjami, z tym co się wyprawiało na ulicy, na której on przecież dorastał.
A potem nagle pojawiła się Rosa, która też o niego zadbała, uratowała mu tyłek, bo przecież gdyby policja go zgarnęła na tamtej walce, w której on brał udział, to by go wsadzili. A ona go wyprowadziła. I była pierwszą dziewczyną, do której on poczuł coś więcej, pierwszą dziewczyną po Pilar, z którą zaczął się prowadzać. Bo wcześniej Madox miał przecież tylko koleżanki. Różne, czasem nawet sporo od niego starsze, bo lubił studentki aktorstwa, były ciekawe, ładne, i często chętne.
Tak jak Rosa teraz była...
Kiedy jego palce sunęły po jej rozgrzanej, gładkiej skórze, szkoda tylko, że on wolałby dotykać kogoś zupełnie innego. Słuchać innych jęków i... patrzeć w zupełnie inne oczy. Chociaż tych spojrzenie akurat cały czas łapał, kiedy Rosalinda nie szarpała go za policzek do siebie.
- Proszę cię - wyszeptał jej gdzieś do ucha, przytulając policzek do tych pachnących drogim szamponem kosmyków. Dlaczego nie pachniały ogniem i wiatrem?
I pewnie on też powinien się zająć Rosą, tym jak się na niego nakręcała, co przecież czuł, na całym ciele czuł, jak się pod nim spinała i drżała pod jego dotykiem. A on się zastanawiał, czy Stewart też by zadrżała?
Czy też lubiła by to, kiedy szczypnął zębami skórę gdzieś za uchem swojej jeszcze dziewczyny. Lubiłaby. Widział to w jej ciemnych oczach, w ustach, które łapały powietrze, walczyły o oddech. I gdyby był na miejscu Ticiano, to z jej pełnych, gorących warg spił by to westchnienie. Każde jedno. Do utraty tchu.
Serce waliło mu w piersi w jakimś szalonym rytmie, a palce wdarły się już tak głęboko pod materiał kusej sukienki Rosalindy, że...
Gdyby to Madox nie wyrwało się z jej ust, zupełnie inne niż, to które wyrzucały dzisiaj pełne wargi Stewart, to kurwa... Gotowy był przelecieć Rosę wyobrażając sobie, że to była Pilar. Był na nią nakręcony. Sam nie wiedział na którą.
Wiedział doskonale. Bo zaraz odpychał od siebie Rosę i przez chwilę jeszcze się z nią szarpał. Ona jego, on ją, z dala od siebie, kiedy znowu ujmowała w dłonie jego policzki.
Dopiero na skraju parkietu, stanął z nią znowu, kiedy zacisnęła na jego koszulce mocno palce, w jakimś desperackim geście. Chciał rzucić Rosę, nie ze względu na Pilar, ale dlatego, że ona coraz częściej go denerwowała, dlatego, że łapał się na tym, że on nic zupełnie do niej nie czuje, ale potem... Patrzył w jej niebieskie oczy i mu przechodziło. Potem ona szeptała mu do ucha jaki jest wspaniały, a ona zapominał o wszystkim, a on był w nią jakiś taki zapatrzony, nawet jeśli Rosa bywała paskudna, bardzo często, dla Marie, dla Pilar. Dla Madoxa też.
I dzisiaj też mu przeszło, i może gdyby on nie stwierdził, że zabiera ze sobą Pilar na motorze, tylko pojechał z Rosą, to teraz... Oni by teraz pewnie znowu zaglądali sobie głęboko w oczy, całowali się do utraty tchu, a potem pieprzyli się gdzieś na plaży. Bo przecież byli w tym dzicy. Rosa też była.
Tylko kurwa nie była nią.
Gdyby tylko nie pocałował dzisiaj Pilar, gdyby smak jej ust nie przywołał jakiś wspomnień i nie sprawił, że serce mu tak do niej szarpnęło. Że wszystkie myśli się na niej zakręciły, to on by wcale nie zerwał z Rosą. Może nawet kiedyś by się jej oświadczył? Kto to wie.
Ale jednak to robił.
- Rosa to jest koniec... - rzucił kręcąc głową.
Nie robił tego dlatego, że go denerwowała, czy, że była okropna. Robił to, bo on wciąż, cały czas, bez przerwy myślał o Pilar.
Rosa miała już łzy w oczach, ale zaraz pojawili się przy nich wszyscy, i chociaż po Madoxie było widać, że jest zły, to jednak podsunął się do Rosalindy bliżej, jednak zaraz szeptał jej na ucho - nie rób scen... Proszę cię, nie psujmy im imprezy - teraz to Rosa spojrzała na niego z wyrzutem, z takim ogniem w oczach. Uniosła rękę, jakby chciała go uderzyć, ale Madox ją złapał, pokręcił delikatnie głową - te lo ruego, wrócimy do tego jutro, na spokojnie... - mruknął jej do ucha, a przecież on nie prosił, nie błagał. On zawsze robił co chciał.
A dzisiaj ją prosił, żeby nie psuli reszcie imprezy. Marie, która wreszcie znalazła sobie jakiegoś chłopaka i teraz wesoło szczebiotała mu coś do ucha. I Pilar z Ticiano, którzy...
Właściwie nawet nie zdążył zobaczyć co, bo zaraz Marie ciągnęła Rosę i Stewart ze sobą, a Roberto odwrócił się do chłopaków.
- Zawsze chciałem się umówić z Marie, ale myślałem, że ty z nią kręcisz Madox - zagadał, a Noriega uniósł jedną brew, a zaraz wtrącił się Ticiano - przecież Madox jest z Rosalindą - powiedział. A Roberto spojrzał na niego jakoś krzywo - z Rosą? Przecież ona... - chciał coś powiedzieć, ale już jakiś jego kumpel z kółeczka złapał go za ramię i pociągnął do siebie. I może Madox normalnie by się tym przejął? Zapytał co ona, ale przecież on już nie chciał wcale być z Rosą.
A jednak w tym przeklętym kółeczku wylądował między nią a Marie. Rosa była na niego obrażona, nawet go nie dotknęła, ale on jej też. Butelką zakręciła jakaś dziewczyna i wypadło na Roberto, a ten zaraz powiedział, że chce wyzwanie. Panna zagwizdała.
- Dobra, to coś trudnego... Musisz zatańczyć przed laską, która ci się podoba! - dziewczyny popatrzyły po sobie, bo chyba Roberto podobał się tam niejednej. Ale on nawet się nie zastanowił, zaraz oddał swój kubeczek Madoxowi, bo akurat miał go pod ręką. I kiedy Roberto padł przed Marie na kolana łapiąc w zęby rąbek jej sukienki, to Noriega wychylił drinka. Marie pisnęła wesoło i się cofnęła, a Madox wpadł na... no niestety na Rosę, która przytrzymała się go za ramię. I on też w jakimś jebanym geście pokrzepienia swojej zaraz pewnie byłej, oparł palce na jej ręce. A Roberto już wstał, już kręcił tyłkiem przed Marie, co wszyscy skwitowali głośnymi śmiechami. A potem już obracał ją dookoła w piruecie, złapał w talii i odchylił do tyłu... Ktoś zagwizdał, a Roberto może nawet by ją pocałował? Chciał, tylko, że Marie się zasłoniła, a zaraz szeptała, że nie tak przy wszystkich. Madox się uśmiechnął, bo Marie to jednak była urocza. A Rosa oparła mu głowę o ramię.
- Pamiętasz, kiedy ty mnie pocałowałeś po raz pierwszy? - zapytała.
Pamiętał. Jak nie zawahał się nawet przez moment, kiedy całował jej pełne, miękkie usta. Ale kiedy to było?
Jego ciemne spojrzenie znowu zatrzymało się na profilu Stewart. A butelka na?

Siempre has estado en mi corazón ₊˚⊹♡

wrong timing, right feeling

: wt maja 26, 2026 1:41 am
autor: Pilar Noriega
Była szczęśliwa z Ticiano.
Mieli kilka dobrych chwil, kilka nawet bardzo dobrych.
NIe były one ogniste, nie były impulsywne, raczej Pilar musiała się przy nim odpowiednio tonować, jednak były dobre. Bo może i nie mogła zrywać z niego ciuchów albo popychać go na ścianę i całować do nieprzytomności, to Tio przynajmniej był przy niej, kiedy tego potrzebowała. Dawał jej bezpieczeństwo i zapewnienia, że nigdy jej nie skrzywdzi. I chociaż Pilar nauczona doświadczeniem miała do tego z początku bardzo sceptyczne podejście, tak z dnia na dzień udowadniał, że można mu było ufać. A przynajmiej tak się jej wydawało. Że był wierny. I że to jedyny odpowiedni związek, w jakim powinna być.
Tylko czemu kiedy znowu znalazła się obok Madoxa, łapiąc jego ciemne spojrzenie serce szalało jej w piersi? Czy to było kurwa normalne? Czemu przy Tio tak nie wariowało? Czemu biło tylko trochę mocniej? Bo co, bo nagle zachciała czegoś, czego nie mogła mieć? Zakazany owoc, który, kurwa, smakował obłędnie? Temu Ewie odjebało? Bo skosztowała jebanego jabłka i już nie mogła myśleć o niczym innym? Bo raj przy tym jak smakował zakazany owoc był niczym? Wolała męczyć się w katuszach, bólu i zranieniu, ale móc go smakować? A Adam… on przecież też wskoczył w to razem z nią. I jasne, byli powodem dla którego ludzie nie rodzili się w raju, tylko czy tam dałoby się czuć więcej? Czy intensywnie? Jeśli wszystko było do porzygu idealne? Te wszystkie myśli kłębiły się w jej głowie, kiedy Marie szarpała ich w stronę miejsca, gdzie na plaży już siedziała grupka ludzi.
Dookoła walały się otwarte i zamknięte jeszcze butelki z alkoholem. Jedna z nich nawet została umieszczona na samym środku idealnie uklepanego miejsca mokrym piaskiem, żeby można było na nim odpowiednio kręcić. Kilka dziewczyn pomachało do Roberto, jeszcze inne skrzywiły się, że przyszedł z Marie. Pilar zajęła pierwsze lepsze miejsce, gdzieś między Tio, a jakimś chłopakiem, którego imienia za nic nie mogła spamiętać, a kiedy podniosła wzrok oczywiście okazało się, że Madox był w lini prostej do niej. Tuż obok Rosy, która… wydawała się znowu naburmuszona. Znowu obrażona. Ciekawe o co tym razem.
Nie było jednak czasu się na tym zastanawiać, bo butelka poszła w ruch i jako pierwszy swoje zadanie dostał Roberto. Oczywiście słysząc jego treść ucieszył cię, zrywając się do pionu i na raz padł przed Marie na kolana. Pilar mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Dobrze było widzieć przyjeciółke w końcu w centrum uwagi. NIe Rosę, która trzymała dłoń na ramieniu Madoxa, ani nie jego, który łapał ją pomiędzy swoje palce, nie Pilar, której na ten widok znowu zrobiło się jakoś niedobrze, ani Tio, który siedział jakiś dziwnie zamyślony. Marie. I było po niej widać, że bawiła się przednio ale również była mega zestresowana. Bo kiedy Robert nachylił się w jej stronę, aby skraść z pełnych ust przelotny pocałunek, ona mu nie pozwoliła. Cała Marie, oczywiście, że nie pryz ludziach. Prywatnie. Kameralnie. W samotności, a najlepiej do tego, żeby było mega romantycznie.
No co ty!! — krzyknął facet siedzący obok Pilar. — Pierwsze pocałunki i tak zawsze są niezręczne, niezależnie gdzie się odbędą — zaśmiał się głośno, próbując ją zachęcić, do działania, a w tym samym czasie Pilar jakoś mimowolnie podniosła spojrzenie na Noriegę. Czy ich był niezręczny? Cóż, może miała w głowie jakąś zagiętą rzeczywistość, jednak w jej głowie ona zapamiętała go jak niesamowity, przepełniony robakami w brzuchu, które rozlazły się po całym ciele. Pamiętała dokładnie te wszystkie komplementy, jakie wtedy jej powiedział i jak złapał ją za rękę, żeby odprowadzić ją pod dom, gdzie znowu się całowali, aż ciotka nie przegoniła go ścierką. Czy on też o tym myślał? Pamiętał? A może chciał zapomnieć. Może myślał teraz o pierwszych pocałunkach z Rosą? Z innymi kobietami? Może. Ona nie. Nawet nie zauważyła, kiedy Tio ułożył jej dłoń na kolanie i zaczął powoli przesuwać się w stronę jej biodra. Była na to za bardzo zamyślona.
Co ty gadasz, Alfredo — jakaś dziewczyna zdzieliła chłopaka siedzącego obok Pilar w głowę. — Pierwsze pocałunki są w chuj ważne — poprawiła go, kompletnie nie zgadzając się z tym, ze były niezręczne. — Ja tam uważam, że po pierwszym od razu czuć, czy jest chemia czy nie — wzruszyła ramionami, grzebiąc sobie w paznokciach i uśmiechając się pokrzepiająco do Marie, dając jej znać, że doskonale ją rozumiała, bo przecież te pierwsze były ważne. Pamiętało się je. Nie drugie, nie trzecie. Te pierwsze. Pierwsze jak miało się dziesięć lat i pierwsze w wieku osiemnastu.
Aż westchnęła głośno, próbując doprowadzić się do porządku. W tym czasie Roberto już nachylał się nad butelką i zakręcił nią tam mocno, że jebła Alfredo w stopę, więc musiał zrobić to jeszcze raz. I wtedy wypadło na nikogo innego jak Stewart. Uniosła spojrzenie na chłopaka.
Prawda czy wyzwanie, moja droga? — spytał nonszalancko, nachylając się w jej stronę.
Wyzwanie — odpowiedziała praktycznie od razu. Przecież ona kochała wyzwania. Nie potrafiła przejść obok żadnego obojętnie, bez wygrywania. Tylko tutaj chyba zapomniała, w jaką zabawę grali.
Pocałuuuuuj… — Roberto zaczął przeciągać, przyglądając się wszystkim ludziom dookoła, a kiedy jego spojrzenie przeskoczyło przez Madoxa, Tio poprawił się na miejscu.
Typie, ona ma chłopaka — wtrącił się, nim Roberto zdążył cokolwiek powiedzieć. — Nie będzie całować nikogo poza mną — dodał ostro, tonem nieznoszącym sprzeciwu i zaraz objął ją ramieniem. Ona natomiast przelotnie wbiła spojrzenie w Noriegę, czując dreszcz na plecach i smak jego ust z tego jednego razu, kiedy pocałowała kogoś innego poza Tio. Nie specjalnie. Nie planowała tego. Tak po prostu wyszło.
Ale no to przyszliście się tu bawić, czy mieć kije w dupie?! — odezwała się z jedna z dziewczyn, ewidentnie już trochę spruta, a Pilar przewróciła oczami.
Bawić — tym razem do Pilar się wtrąciła. — No dawaj to zadanie — ponagliła Roberto, a tan zachwiał się, aż musiał przytrzymać się Marie i klapnąć gdzieś obok niej, obejmując ją ramieniem. Widziała błysk w jego oku. Widziała też, że miał już dla niej zadanie.
Podoba mi się ta pewność siebie — uśmiechnął się bezczelnie, a zaraz potem upił łyka piwa. — Musisz… zdjąć trzy części swojej garderoby — rzucił w końcu. Czuła po lewej, jak Tio cały się spiął. Oczywiście, że mu się to nie podobało. Szkoda, że tak jak powiedziała laska po prawej — przyszli się tutaj bawić i ona zamierzała.
Specjalne dla ciebie, Roberto — odpyskowała mu, a następnie w pierwszej kolejności zrzuciła z siebie jednego buta… a zaraz potem drugiego. Dwa. Mogła sięgnąć po skarpetkę i byłoby trzy, ale gdzie w tym ta wspomniana wcześniej zabawa? Złapała za materiał koszulki i przejechała po niej palcami. Alfredo zagwizdał zadowolony, a ona nawet nie wiedzieć kiedy, wbiła swoje spojrzenie naprzeciwko. Jej wina, że siedział tam akurat on? Tylko zamiast zdjąć z siebie bluzkę, tak jak obstawiali wszyscy, Pilar schowała palce pod materiałem. Wyprężyła kręgosłup, sięgając do tyłu, by… odpiąć zapięcie koronkowego stanika, a następnie powoli przeciągnęła jedno ramiączko pod rękawkiem, zaraz potem drugie, by na końcu wyciągnąć cały stanik spod bluzki i unieść go w powietrze.
O kurwa — rzucił Alfredo, a dziewczyny się zaśmiały. Zakręciła nim na palcu, po czym rzuciła w kierunku Marie. Ta również wstawiona… założyła go sobie na głowe, a potem schowała pod materiał sukienki, mówiąc, że to na pamiątkę. Tio nie był za bardzo zadowolony, ale Pilar nie miała zamiaru się tym przejmować. Poprawiła włosy i zaraz nachyliła się w stronę butelki, żeby ponownie nią zakręcić. Wypadło na jedną z dziewczyn, która w dodatku wybrała prawdę, więc pewnie padło jedno z tych standardowych pytań pod tytułem jakie było najdziwniejsze miejsce, gdzie uprawiała seks, a ona powiedziała, że na zachraysti w kościele. No to kurwa niezłe towarzystwo tutaj sprowadził Roberto.

Nuestro primer beso fue increíble

wrong timing, right feeling

: wt maja 26, 2026 12:27 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
On też miał z Rosą kilka dobrych chwil.
Nie takich, kiedy biegli ile sił w nogach między straganami, a potem leżeli na trawie nie mogąc złapać oddechu. Nie takich, jak wtedy gdy wklejali do jego albumu ostatnią naklejkę, której mu brakowało.
Ale dobrych, takich w których Rosa mówiła mu, że go kocha, że jest dla niej wszystkim, a on się śmiał. Żartował sobie, że na pewno nie jest, bo gdyby miała wybierać pomiędzy nim, a nową torebką, to ją by wybrała, a Rosa wtedy marszczyła nos i zarzekała się, że to nieprawda.
Madox wiedział swoje i wiedział chyba też, że on Rosy nie kochał. Podobała mu się, niesamowicie, była dla niego ważna, ale chyba nigdy najważniejsza.
Tylko dlaczego dotarło to do niego dopiero dzisiaj?
To i jeszcze kilka innych rzeczy, które on teraz próbował topić w tych drinkach, coraz to innych. Raz dostał piwo, też z jakąś wkładką, ale nie rumem. Później wódkę z sokiem, a na dokładkę jeszcze... chyba wszystko z tych leżących dookoła flaszek wymieszane razem w jakimś kociołku Panoramiksa. Pycha.
Starał się patrzeć na butelkę, na to jak szyjka zatrzymała się na Roberto, a potem on wstawał, żeby zatańczyć przed Marie, najpierw na kolanach w tym piasku, prawie wsadzając jej głowę pod sukienkę. Ale i tak jego spojrzenie wciąż uciekało do Pilar, która siedziała na przeciwko, do tego jak Ticiano obejmował ją ramieniem.
Jej chłopak. Jego najlepszy przyjaciel.
Jego kurwa pierdolony najlepszy przyjaciel, który dzisiaj nawet na niego nie postawił. A lata temu wytknął mu, że Madox nie potrafi kochać... Może nie potrafił?
Bo Rosie przecież nigdy nie umiał tego odwzajemnić.
Chociaż teraz ułożył palce na jej ręce, kiedy złapała go pod ramię. Niby słuchał co reszta gadała o tych pierwszych pocałunkach, ale myślami był gdzieś daleko. Gdzieś przy takim pocałunku o smaku... czekolady i mango.
- Co? - dopiero kiedy Rosa zapytała go, czy pamięta ten ich, pierwszy, to się na nią spojrzał. Pamiętał, to że się nie zawahał, bo przecież on nigdy się nie bał. Nie zastanawiał, tylko to robił. Ale kompletnie nie wiedział kiedy to było... Jak go wyciągnęła z tej piwnicy? Od razu, na tej całej adrenalinie, która buzowała w żyłach. Jaki smak miał wtedy na języku?
Mango i czekolada...
Nie, na pewno nie. I na pewno gdyby nie ta adrenalina, to, że ona mu pomogła i patrzyła w niego niebieskimi oczami, to by tego nie zrobił. A potem wszystko już poszło z górki, bo to było nawet wygodne, mieć obok siebie Rosę.
Ale czy... kiedykolwiek była między nimi taka chemia, jak między nim i Pilar? Kiedy mieli dziesięć lat i dawali sobie te szybkie, słodkie buziaki, które sprawiały, że w brzuchu gilgotały robaki. I kiedy mieli osiemnaście, a jeden pocałunek sprawił, że cali kurwa w kilka sekund... zapłonęli?
Dopiero kiedy butelka wskazała na Pilar, to Madox znowu podniósł na nią spojrzenie. Wyzwanie, oczywiście, niczego innego się po niej nie spodziewał. Nawet uśmiechnął się delikatnie, chociaż kiedy Roberto zaczął to pocałuj, to aż jakoś odruchowo wstrzymał powietrze. Ale zaraz wtrącił się Ticiano, że Pilar to jego dziewczyna i nie będzie nikogo oprócz niego całować. Ciekawe...
Bo może jednak będzie?
Wtrąciła się jedna z dziewczyn, że przyszli się tu bawić, czy mieć kija w dupie? Ktoś tam się zaśmiał, Madox też. Bo przecież, że bawić.
- No to ja kurwa nie gram... - mruknęła zaraz jakaś blondynka i już chciała podnieść się z miejsca, ale ewidentnie była na to za pijaniutka - miało być na całowanie też, a nie jakieś zatańcz, co ja kurde jestem? Striptizerka? - zaczęła się rzucać, aż Roberto poklepał ją po ramieniu, że spoko Carmen.
A Noriega… No on przecież nie byłby sobą, jakby nie wtrącił swoich trzech groszy.
- To ja też nie gram, chujowa butelka bez całowania - Rosa ścisnęła go jakoś mocniej za ramię, ale też ktoś tam go poparł. Marie pisnęła coś, że jak to na całowanie? Ona tak nie chce, ale zaraz znowu wtrąciła się Carmen.
- Och! Nie bądź taka święta Marie, to tylko takie przelizanie, żeby było miło, chyba się już całowałaś nie? Mogę cię nauczyć... - i nawet się przesunęła do Marie na klęczkach po piasku, ale Marie się cofnęła wpadając w ramiona Roberto. A Carmen ktoś ściągnął na swoje miejsce.
- Jak na mnie wypadnie, to ja biorę całowanie - wtrącił się jeszcze Madox, a Carmen posłała mu buziaczka z ja też na ustach.
Może jeszcze by się nad tym rozwodzili, ale jednak Pilar też uznała, że przyszła się tutaj bawić.
Wiadomo.
A kiedy dostała od Roberto zadanie, to jakiś chłopak nawet zagwizdał. Carmen rzuciła coś, żeby Pilar dała czadu. Tio się skrzywił, a Madox?
On się uśmiechnął z tymi ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na Stewart. Chociaż kiedy zdjęła buta, to parsknął śmiechem. Rosa zaraz wbiła mu paznokcie w ramię, i ułożyła na ustach jego imię Madox!
Noriega wywrócił na to oczami.
- Ty byś pewnie od razu wyskoczyła z sukienki... - mruknął, na co Rosalinda znowu na niego fuknęła obrażona. Ale Pilar już zdejmowała z siebie stanik, co prawda rękawem, ale kiedy wyciągnęła na wierzch koronkę, to Madox też zagwizdał, ale nie był jedyny, bo właściwie... Chyba cała ekipa chciała się tutaj bawić. Nawet na moment nie spuścił spojrzenia ze Stewart, kiedy rzucała koronką... prawie w niego, bo gdyby nie złapała go za rękę Rosa, to by sięgnął, a tak złapała go Marie, która stała obok niego. Roberto mruknął jej coś do ucha, że teraz zdejmie z niej dwa, a Marie znowu pisnęła i się zaczerwieniła.
Butelka poszła w ruch i padło na koleżankę Carmen i chociaż ta jej cały czas mówiła całowanie, całowanie, całowanie jak jakąś mantrę, to wybrała prawdę, że niby na rozgrzewkę, chociaż kiedy padło to pytanie i jej odpowiedź to zaraz okazało się, że z niej też było niezłe ziółko. Ktoś zrobił uuuu, ktoś inny rzucił no nieźle, ale zaraz wtrąciła się Carmen.
- Wtedy co obciągałaś temu ministrantowi? Obciąganie się nie liczy! - wskazała w nią długim, czerwonym paznokciem.
- No jak nie? - jęknęła ta druga i zaraz popatrzyła po reszcie - liczy się nie? - nawet się trochę poszarpały z Carmen, ale Alfredo odciągnął je od siebie mówiąc, żeby poczekały na zdanie, gdzie będą mogły się na siebie rzucić. Zdania co do obciągania były podzielone, ale większość jednak uznała, że się liczy, chociaż Rosa coś mruknęła, że według niej to nie. I może Madox nawet by się tym zainteresował? Przejął...
Gdyby nie miał Rosy już totalnie gdzieś, w du-pie konkretnie.
Nawet na nią nie spojrzał, kiedy butelka ją wskazała i Rosa chyba chciała wybrać całowanie (wybrałaby, jakbym nie rzucała kostkami, heh), ale przecież tego już próbowała na Madoxie i nie podziałało. Więc może liczyła, że zaraz będzie mogła przed nim odstawić jakiś taniec erotyczny? Wybrała zadanie.
A koleżanka Carmen się zastanowiła opierając palec na pełnych wargach. Zaraz jednak Carmen złapała ją za ramię i przyciągnęła do siebie, wyszeptała jej coś na ucho.
- Dobra! - zachichotała dziewczyna, a potem zdzieliła Carmen w ramię - ty to masz pomysły... - zaśmiały się razem. A Rosa chyba trochę się spięła bo Madox wyczuł na ręce jej paznokcie. Wszyscy za to czekali niecierpliwie na zadanie - daj komuś, kogo nie lubisz, swój telefon i pozwól mu wysłać z niego sms, do kogo chce - dziewczyna uśmiechnęła się wrednie, a Carmen rzuciła... trzeba było wziąć całowanie. Rosa najpierw powiedziała coś, że nie, ale laski oczywiście ją pocisnęły, że wymięka. A przecież Rosalinda też nie wymiękała, zaraz wyjęła ze swojej torebusi telefon.
- Dobra to Marie... - rzucił wyciągając w jej kierunku rękę, a Marie aż się skrzywiła, wiec oczywiście zaraz wtrącił się Madox.
- Co ty pierdolisz? Marie to twoja przyjaciółka? - Rosa aż nadęła usta, a Carmen i jej koleżanka wyciągnęły ręce z dawaj nam na ustach. Rosalinda nawet nie brała tego pod uwagę. Zaraz wyciągnęła telefon w kierunku Pilar. Ciekawe na co liczyła? Że się nad nią zlituje, biorąc pod uwagę, że byli paczką?
- Dobra... Pilar - rzuciła obrażona, a Madox aż parsknął śmiechem, bo on liczył chyba na coś zupełnie innego, Ticiano za to jakoś dziwnie się spiął, nawet pokręcił głową, ale Rosa tego nie zauważyła. Też była już pijana, a do tego obrażona na cały świat chyba.

un beso de chocolate y mango ‎♡₊˚ 🍫🥭・₊✧*

wrong timing, right feeling

: wt maja 26, 2026 8:51 pm
autor: Pilar Noriega
Rosa na pewno wyskoczyłaby z sukienki, gdyby tylko dostała takie zadanie. 
Lubiła być w centrym uwagi. Uwielbiała, kiedy faceci rozbierali ją wzrokiem, kiedy patrzyli na nią, jakby chcieli się do niej dobrać, z ogniem i pożądaniem. Zawsze kręciła się przy jakiś typach, często w sukienkach z ogromnym dekoltem i materiałem ledwo zakrywającym tyłek. Lubiła pokazywać
Pilar była jej zupełnym przeciwieństwem. Bo chociaż w jej żyłach płynęła równie gorąca krew, tak Stewart była z tych, co lubili kusić niewymownie. Stopniowo. Testować granice, zamiast od razu dawać wszystkie karty odkryte na stół. Jasne, mogła zdjąć bluzkę i siedzieć przez resztę imprezy z samym staniku, ale przecież to było równoznaczne z tym jakby siedziała tu przy nich w stroju kompielowym, nic nadzwyczajnego. A takto wyobraźnia wiedziała, że pod cienkim materiałem koszuli, po której znowu sunęła palcami… nie było już nic. Zdecydowanie wolała takie zabawy. Chociaż trzeba przyznać, że nie spodziewała się, że to Marie złapie stanik. Bardziej celowała w… naprzeciwko
Tio westchnął głośno, kiedy już usiadła na tyłku i oczywiście nachylił się do niej, żeby powiedzieć, że nie powinna robić takich rzeczy, bo przecież miała chłopaka, a ona jedynie popatrzyła na niego z niedowierzaniem i złapała za piwo. Kurwa, przecież mieli po osiemnaście lat. Nie brali jeszcze ślubu, nie byli gotowi się ustatkować. Czy to nie był przypadkiem najlepszy wiek do tego, by jeszcze zaszaleć? Jeśli ich związek faktycznie był silny, na pewno mógł wytrzymać jakieś latające staniki i buziaki przy głupiej grze w butelkę, które nic nie znaczyły. Czy może jednak nie mógł? 
Nawet nie miała czasu się nad tym dłużej zastanowić, bo dookoła rozpoczęła się wielka dyskusja na temat tego, czy obciąganie powinno się zaliczać jako seks. Ludzie przekrzykiwali się i prawili swoje racje, jedni mówili, że przecież nie przez przypadek nazywa się to seksem oralnym, ale byli też tacy, który zarzekali się, że jedynie penetracja liczyła się jako seks. I tak w kółko. A nawet doszło do jakiś rękoczynów. Pilar w tym wszystkim przemilczała temat. Jasne, miała swoje zdanie, ale kogo ono by tam tak właściwie obchodziło? Na pewno nie Tio, który już patrzył na nią jakiś naburmuszony. 
Całe szczęście po pięciu minutach koleżanka Carmen w końcu uciszyła towarzystwo i zabrała się za kręcenie butelka. Jakże było wielkie zaskoczenie na twarzach, kiedy główka wskazała Rosalindę, a jeszcze większe kiedy ta nie wybrała całowania. Pilar miała wrażenie, że akurat ona będzie pierwsza do wciskania komuś języka do gardła, a tu proszę. Wzięła wyzwanie. Nawet lepiej. Szczególnie, że Carmen wraz z koleżanką wymyśliły świetne, idealnie dla niej dopasowane. Spodobało się ono chyba wszystkim, tylko nie samej zainteresowanej. 
No chyba nie masz niczego do ukrycia? — Stewart oczywiście musiała się wtrącić i rzucić swoje cztery grosze. Alfredo obok niej zaśmiał się głośno i zarzucił jakimś no właśnie, a Rosa dla odmiany spojrzała na nią, jakby chciała ją zabić. Czyli jednak nic nowego. Reszta również podłapała temat i zaraz wszyscy zaczęli ją namawiać, żeby jednak dała wysłać komuś wiadomość. 
Rosa nie była cienka. Pomimo jej kobiecego wyglądu, też bywała uparta i nie znosiła, kiedy ktoś wytykał jej, że nie potrafiła czegoś zrobić. Dlatego zacisnęła mocniej palce na telefonie i w pierwszej chwili podała go Marie. Pilar prychnęła równo z Madoxem i już była gotowa się kłócić, że przecież Marie była jej przyjaciółką, ale całe szczęście zrobił to za nią Noriega. Jej niebieskie oczy przeskanowały całe otoczenie, nieco dłużej zatrzymały się na Tio i tak naprawdę w pierwszej chwili to w jego kierunku zrobiła krok, ale zaraz pod presją tłumu chyba, wyciągnęła go w stronę Pilar. Stewart zamrugała kilkakrotnie i podniosła na nią spojrzenie. 
O popatrz, a ja myślałam, że jesteśmy koleżanki — rzuciła z udawanym smutkiem i jednym, zwinnym ruchem zgarnęła jej telefon do własnej dłoni. Rosa coś tam mruknęła pod nosem, że przecież Pilar dobrze wiedziała, że się nie lubiły i finalnie usiadła na swoim miejscu. Pilar natomiast posłała jej bezczelne spojrzenie. Miała nadzieje, że Stewart się zlituje? Nad nią? Jej kurwa niedoczekanie. Bo to był chyba pierwszy raz, kiedy można się było na niej odegrać bez jakichkolwiek konsekwencji. 
Zobaczmy… — rozsiadła się wygodnie, prostując plecy i zaczesując włosy do tyłu. Jednym ruchem palca odblokowała telefon, który nie miał kodu, a następnie przeszła do zakładki kontakty. Czuła na sobie spojrzenia wszystkich. Tio oraz Alfredo patrzyli jej przez ramię, co tam właściwie klikała. Już na pierwszy rzut okaz rzuciły jej się dziwne numery telefonów pozapisywane jako 1, 2, 3… aż do jedenastki. Kto normalny tak zapisywał kontakty? Do tego pod mama miała chyba cztery różne numery. Pilar uniosła spojrzenie znak ekranu i spojrzała wymownie na Rosalindę, ta natomiast tylko potupała nerwowo nogą, jakby chciała mieć już to wszystko za sobą.
Ej ale co ty w kontaktach szukasz? — odezwał się Alfredo. — Weź w wiadomości wejdź, może tam będzie coś lepszego — rzucił podekscytowany i w sumie Pilar musiała przyznać mu rację. Chociaż z drugiej strony, Rosa była w związku więc nie spodziewała się tam zobaczyć czegoś niewiadomo jak pikantnego.
Cóż, jakież było jej zdziwienie, kiedy oczom ukazały się w poglądzie wiadomości kilka nawet jeszcze nieodczytanych od numerów cztery, osiem i dziesięć. A jeden z nich nawet o treści nie mogę przestać o tobie myśleć. Pilar ściągnęła brwi do siebie i zaraz patrzyła zdezorientowana na zmianę na Rosę, Madoxa i telefon, na którym finalnie weszła w rozmowę z dziesiątką. I momentalnie pożałowała. Może inni nie widzieli tego co ona, jednak mogli zobaczyć na jej twarzy jak bardzo pobladła, podczas gdy jej głowa tylko kręciła się ba boki z niedowierzaniem.
No co ty tam tyle grzebiesz?! — warknęła Rosalinda, unosząc się i wymachując rękami. — Miałaś tylko jednego SMSa wysłać.
Zamknij się — odpyskowała jej praktycznie od razu, przeglądając te wszystkie… zdjęcia, jakie wysyłała sobie z dziesiątką. Jej nagie piersi, tyłek i jego sterczące kurwa przyrodzenie z podpisiem nie mogę się doczekać aż znowu będziesz się nim krztusić. Serce zabiło jej szybciej. Gdyby teraz ktoś zmierzył jej tętno, pewnie wyjebałoby poza skalę. I Rosa chyba doskonale sobie z tego zdawała sprawę, bo faktycznie się zamknęła. Widziała w spojrzeniu Pilar ten cały gniew. Widziała, że Stewart już wiedziała.
Zdradzała go.
Rosa zdradzała Madoxa,
Robiła go kurwa na boku, a teraz tak po prostu siedziała sobie z nim ramie w ramię, głaskała go po ręce i pewnie mówiła do ucha, że kurewsko go kochała. Pilar zacisnęła mocniej palce na telefonie. Nie wiedziała co z tym zrobić. Miała ochotę kurwa cisnąć jej tym w twarz i wyszarpać ja za włosy, tylko wszyscy na nią patrzyli, w tym Madox, a Alfredo po raz kolejny ją ponaglił, żeby w końcu wysłała tą wiadomość. No wiec napisała. Dokładnie do tego numeru, który wysyłał jej nudeski, że miał takiego małego, że Rosa jednak chyba przerzuci się na murzynów i żeby więcej do niej nie pisał.
Jaaaa pierdole, ale grubo — krzyknął Alfredo, łapiąc się za głowę. Dziewczyny od razu chciały wiedzieć, co napisała, zaczęły dopytywać, ale Pilar nawet nie zwracała na nie uwagi. Wyszła jeszcze do wiadomości, żeby sprawdzić, jak dużo tego było, kiedy gdzieś poniżej mignął jej podpis Tio. Ostatnia wiadomość na podglądzie to było jakieś krótkie ty wiesz z czerwonym serduszkiem, na które Pilar chciała od razu kliknąć.
Wystarczy już, co? — Ticiano zerwał się z miejsca i wyrwał jej telefon z dłoni. — Miałaś tylko jednego napisać — rzucił zdenerwowany, a potem cisnął komórką w stronę Rosy, która… o dziwo nawet nie sprawdziła, co napisała Pilar. Po prostu kurwa schowała go do torebusi, z niemym proszę cię na ustach, wypowiedziane prosto w stronę Stewart. Tylko ona nawet nie miałą zamiaru jej odpowiedzieć, bo już przekręcała głowę, żeby dosłownie zabić wzrokiem swojego faceta.
Co ty odpierdalasz? — warknęła do niego półszeptem, kiedy inni zaczęli już nawijać, żeby Rosa kręciła butelką, bo zaraz się tutaj zanudzą na smierć. — Ukrywasz coś przede mną?
Oczywiście, że nie — Tio odpowiedział praktycznie od razu, niby patrząc jej w oczy, a jednak spojrzenie co jakiś czas uciekało mu na boki. Przysunął się bliżej. — Obiecuje, że potem pokaże ci wszystkie wiadomości na moim telefonie, jak będziesz chciała. Ale potem, teraz się bawmy, dobrze? Dla całej ekipy — nachylił się w jej stronę, żeby musnąć jej usta w pocałunku. Tylko Pilar w ostatniej chwili przekręciła głowę, a usta Tio zatrzymały się na jej policzku. Sama nie wiedziała, co powinna o tym wszystkim myśleć. Miała jebany mętlik w głowie. I do tego jeszcze Madox… który przecież nic nie wiedział.
Za dużo tego było.
Nie miała pojęcia, co zrobić.
I chociaż miała ochotę zacząć się wydzierać, to finalnie po prostu się zamknęła, obiecując sobie, że wróci do tego po grze. Tio miał rację — nie powinna psuć wszystkim innym zabawy. Poza tym, to nie było coś o czym dyskutowało się z całą inną ekipą. Nawet nie zauważyła, że butelka wylądowała na Marie.
Prawda — rzuciła chichocząc pod nosem. Oczywiście, że Marie nie wzięła wyzwania.
Czy podkochiwałaś się kiedyś z kimkolwiek z naszej paczki? — Rosa nie zostawiła na niej suchej nitki. Wbiła niebieskie ślepia prosto w swoją przyjaciółkę i delektowała się tym, jak Marie zrobiła się cała czerwona, jakoś nerwów spoglądając na Madoxa.

Tengo que decirte algo

wrong timing, right feeling

: śr maja 27, 2026 2:18 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i małolaty się bawią
Pilar rzeczywiście wiedziała co robi, bo chociaż obok miał Rosę z tym głębokim dekoltem i sukienką ledwo zasłaniającą tyłek, to on przecież cały czas się zastanawiał jak ciało Stewart, które niepodważalnie reagowało na niego, przyjęłoby to, kiedy wsunąłby palce pod materiał tej cienkiej koszulki, na jej piersi, których nie ograniczał już wcale koronkowy stanik.
Kurwa.
Za dużo już wypił, stąd te myśli. Bo przecież nie od tego pocałunku. Przecież co to było jakieś całowanie, nic nie znaczyło... Nie?
- A jak pieprzysz kogoś palcami, to też się nie liczy? - oczywiście, że Madox jeszcze dowalił, i znowu dyskusja rozgorzała, najbardziej udzielała się Carmen, która uznała, że nic się nie liczy oprócz normalnego chuja w cipie, takimi słowami to określiła. Ale wtedy jej przyjaciółka, Lucita zdzieliła ją w ten blond łeb.
- Ale ty głupia jesteś Carmenita! Wszyscy wiemy, że dla ciebie nic się nie liczy, bo jak komuś obciągasz, albo robi ci dobrze ręką, to potem udajesz przed Brentem, że go nie zdradziłaś... Po co ci taki chłop na odległość? - kilka osób parsknęło śmiechem, a Carmen oddała przyjaciółce.
- Zamknij się wywłoko, ja kocham Brenta - znowu ktoś parsknął śmiechem, a Alfredo wtrącił - dobrze, że jakiegoś Brenta tak w chuja robi, a nie któregoś z nas - Carmen posłała mu mordercze spojrzenie.
Madox z Roberto zgodzili się jednak, że dla nich wszystko się liczy, nawet sobie zbili piątkę, Alfredo też chciał, ale prawie się wyjebał o butelkę i nastąpiły jakieś roszady w kółeczku, ale też... w ruch poszła kolejna flaszka, tym razem pełna, z Aguardiente.
Ale zaraz już butelkę kręciła Lucita, a jej przyjaciółka podsuwała jej zadanie dla Rosy, której swoją drogą obie nie lubiły. Więc chciały jej zrobić na złość.
I zrobiły, bo Rosa nie mogła dać telefonu Marie, ale tym dwóm wariatkom Carmen i Lucicie na pewno by go nie oddała. O chłopakach nie myślała wcale, bo oni przecież zaraz by się sprzedali...
Liczyła, że Pilar tego nie zrobi? Nie lubiła się w końcu z Madoxem zawsze sobie dogryzali, a te dzisiejsze przeciągłe spojrzenia... Ach Rosa sobie je pewnie ujebała. Padło na Stewart. Jakby serio liczyła na jakąś solidarność jajników.
Noriega akurat w momencie, w którym Pilar przeglądała kontakty zgadał się o czymś z Roberto, chociaż jego spojrzenie i tak uciekało na Stewart. Pewnie dlatego, że grzebała w telefonie Rosy, on nigdy tego nie robił. Ufał jej? A może miał to gdzieś? Dzisiaj już chyba tak, chociaż kiedy Pilar podniosła na niego spojrzenie, a potem na Rosę, a potem na telefon i jakby momentalnie zbladła, to uniósł jedną brew. Nie obchodziło go to, a jednak... był ciekawy co tam znalazła. A na pewno nie podejrzewał tego, co faktycznie tam było. Bo przecież... on był wierny Rosie. Zawsze.
A ona przygruchała sobie jakiś pierdolonych dwunastu apostołów, albo więcej biorąc pod uwagę Tio i te wszystkie mamusie. Przecież jakby Madox się o tym dowiedział, to by się wściekł, on zawsze był jakiś narwany, i może nawet tu już nie chodziło by o to, że to byłaby zazdrość, bo przecież on już podjął decyzję o zerwaniu z Rosą. Tylko... jak można komuś robić coś takiego? Oszukiwać tyle czasu?
Zawiesił ciemne tęczówki na twarzy Pilar, może później ją zapyta co tam znalazła, zwłaszcza, że Alfredo już rzucił to ale grubo, chociaż chyba nie widział tych zdjęć, tylko tego smsa, bo pewnie zaraz by wypaplał.
Towarzystwo Madoxa raczej lubiło, bo on zawsze się ze wszystkimi witał, zagadał. Za Rosą za to chyba nie przepadał nikt, no chyba, że akurat siedział tu któryś z jej kochasiów?
Madox przez moment zagapił się na Ticiano, kiedy wyrwał Pilar telefon, a zaraz zaczęli się dochodzić, nie słyszał za dobrze, bo dookoła było głośno, zaraz zresztą dostał butelkę z guaro i upił kilka sporych łyków. Alkohol już nieźle szumiał mu w głowie. I zagłuszał chyba te pytania co Pilar znalazła w telefonie Rosy, bo coś musiała, przecież widział jej spojrzenie. Ale teraz... Mieli się przecież bawić.
Butelka wskazała Marie, Roberto podpowiadał jej całowanie, Madox rzucił coś, że wyzwanie, a Carmen, że obciąganie, po czym parsknęła śmiechem. A Marie oczywiście wzięła prawdę, to też nie zdziwiło Madoxa, chociaż kiedy Rosa rzuciła to pytanie czy Marie podkochiwała się kiedyś w kimkolwiek z paczki, a zielone spojrzenie Marie padło na niego, a ona zaraz spaliła buraka, to był trochę zaskoczony. Na dużo sobie pozwalał względem Marie, ale on naprawdę traktował ją jak siostrę, przyjaciółkę, chociaż przecież często jej słodził, powtarzał jaka jest śliczna... Mógł jej zawrócić w głowie, ale nie specjalnie, nie na umyślnie.
- Ja... To znaczy... - zaczęła kręcić Marie, a Rosa patrzyła na nią mrużąc oczy, a zaraz rzuciła - gadaj! - ale to za to wkurzyło Carmen, która dopiero była nawalona i zaraz poprawiła się na miejscu nazywając Rosę wredną małpą. Lucita się zaśmiała, i obie z Carmen popatrzyły na Marie.
- No dawaj Marie, to żaden wstyd, każdy się tutaj w kimś podkochiwał... Ja w Carmen - powiedziała Lucita, a Carmen zaraz jej odpowiedziała ja w tobie też i objęły się ramionami ściskając. Carmen i Lucita rzeczywiście zawsze trzymały się razem, od podstawówki, najlepsze przyjaciółki. I to chyba zachęciło pijaniutką Marie, żeby ona też wyznała swoją prawdę, że podkochiwała się w swoim przyjacielu.
- No w Madoxie... - rzuciła i zasłoniła się rękami, ale zaraz podniosła głowę - ale to było kiedyś, zanim się zeszliście z Rosą! - dodała piskliwym głosem. Madox może się tego nie spodziewał, ale zaraz mrugnął do Marie jednym okiem tak na pokrzepienie. Rosa za to już wywracała oczami, a zaraz warknęła suka i może jeszcze chciała coś dodać, ale znowu odpaliła się Carmen.
- Zamknij się Rosalinda! Przecież powiedziała, że zanim się zeszliście - pokręciła głową, a zaraz Lucita przemieściła się na kolanach po piaski w kierunku Noriegi - zresztą kto się nie podkochiwał w Madoxie? Zobacz tylko na tą twarz... - i złapała go za podbródek, żeby mu pokręcić głową. Alfredo wtrącił, że on się nie podkochiwał, ktoś tam parsknął śmiechem, Madox też, a zaraz obok nich lądowała już Carmen, prawie mu na kolanach, bo tak się zatoczyła - ja się podkochiwałam - rzuciła, a Lucita dodała, że ona też i już po chwili zbijały sobie piąteczkę przed Noriegą. Madox zawsze miał powodzenie, więc za specjalnie go to nie dziwiło. Chociaż już miał urwać temat, a jednak Carmen jeszcze wskazała na Rosę.
- A on wybrał ją - pokazała jaki ma z tego powodu odruch wymiotny, Lucita zaśmiała się głośno, a Rosa się wściekła i zaraz wyrwała się do Carmen, wylądowały w piachu i dołączyła do nich Lucita. Zaraz oczywiście poszło Madox zabierz swoją dziewczynę!.
- To już nie jest moja dziewczyna - odpowiedział od razu, i w sumie jakoś tak się złożyło, że on odciągnął Carmen. Roberto Lucitę, a Rosę... Tio. No tak.
- Ojej Roska chyba chłopak cię rzucił... jak się z tym czujesz... suko? - oczywiście odezwała się Carmen, aż Madox musiał jej zasłonić usta ręką, ale go uśliniła. Rosalinda za to popatrzyła wściekle po wszystkich, a później jeszcze na Madoxa, odwróciła się na pięcie i wyrwał przed siebie. Ticiano jeszcze chciał ją zatrzymać łapiąc za rękę, ale mu się wyrwała i zniknęła.
Marie chciała iść za nią, ale przytrzymał ją Roberto, a do tego jeszcze odezwał się Noriega - daj spokój Marie - zrobiło się niezłe zamieszanie, które Alfredo zaraz skwitował - jedna pierdolnięta mniej... - Lucita i Carmen parsknęły śmiechem. Aż Madox też się uśmiechnął. Bo w zasadzie to... ulżyło mu. Rosa była pierdolnięta, w najgorszym tego słowa znaczeniu, szkoda tylko, że on to zauważył dopiero dzisiaj. Że żeby do tego dojść, to musiał zaliczyć ten pocałunek z Pilar, który kurwa wszystko nagle zmienił. Wypierdolił do góry nogami.
Zaraz jednak dziewczyny, które usiadły obok Noriegi stwierdziły, że grają dalej i jak bez Rosy to nawet lepiej. Marie też pokiwała głową, ale zaraz się zawstydziła, że to zrobiła i Roberto tłumaczył jej coś na uszko. Słodko razem wyglądali. Alfredo zaoferował się, że on kręci, skoro Rosalinda poszła. A zakręcił tak mocno, że butelka obróciła się chyba trzy razy i padło na Lucitę. Carmen rzuciła o kurwa, Madox, że farciara, a Lucita wyrwała się do góry klękając na piasku.
- Całowanie! - zawołała entuzjastycznie, przez towarzystwo przeszło uuuu, a Alfredo zaraz się odezwał - to ze mną - już się przysunął do Lucity, ale pokazała mu faka. Carmen parsknęła - tylko nie z kim chce, dawaj coś trudniejszego! - zawołała, a Alfredo się rozejrzał - no to... całujesz osobę po... lewej? - rzucił, bo po prawej to akurat miała Marie i Roberto, którzy przytulali się do siebie, a po lewej... Carmen, która zaraz się wyrwała - dwie po lewej - rzuciła swoją propozycją ciągnąc Madoxa za koszulkę. Oczywiście towarzystwo podłapało, Alfredo już zrzędził, że farciarz. A dziewczyny przysunęły się do Madoxa z obu stron, no bo skoro on już nie był z Rosą, to chyba mógł? A zresztą on pierwszy wyrywał się na to całowanie. No to jak teraz miał odmówić? I po co?
Zaraz we trójkę klęknęli na piasku i już rzeczywiście mieli się całować, tylko Carmen wtedy zrobiła się jakaś blada, wstała szybko z ziemi i chwiejnym krokiem oddaliła się od kółeczka, ale że wszyscy odwrócili się w jej kierunku i zapadła cisza, to zaraz usłyszeli jak rzyga.
- No ładnie Madox... - rzucił Alfredo, śmiejąc się, ale Lucita pokręciła głową - ja pierdole, czy ktoś mnie wreszcie pocałuje? - wzniosła ręce do nieba, i Madox nawet chciał szarpnął się do niej, ale zatrzymała go opierając mu rękę na torsie - ale we troje... Fajnie będzie - rzuciła. Alfredo oczywiście zaoferował się, że z nim, ale Madox nie chciał i zaraz rzucił, że no są kumplami, ale nie aż tak, więc w końcu padło na to, żeby Lucita wybrała sama. Do kółeczka dołączyła już Carmen gotowa do pocałunków, ale wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że musi odczekać karniaka, czyli trzy kolejki. Carmen westchnęła ciężko, ale zaraz sama wytypowała... Pilar.
A Lucita pokiwała tylko głową - chodź Pilar - już wyciągała do niej rękę, tylko ciekawe czy znowu nie powstrzyma jej Tio. A gdzie on właściwie był?
No i zresztą czy Stewart się na to zgodzi, bo Madox i Lucita byli chętni. Noriega nawet zawiesił ciemne spojrzenie na pięknych, czekoladowych oczach Pilar z jakimś takim wyzywającym uśmieszkiem na twarzy.

Eso es una mierda, lo siento 𓍢ִ໋🌷͙֒✧˚ ༘ ⋆。˚♡

wrong timing, right feeling

: śr maja 27, 2026 5:23 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Marie była… urocza.
W całym tym swoim zakłopotaniu, w jakim się znalazła po pytaniu Lucity, mogła naprawdę rozczulać. To jak w ułamku sekundy zrobiła się cała czerwona na twarzy, jak raz po raz zasłaniała się dłonią i drżała z zawstydzenia. Nigdy też nie lubiła ani nie czuła potrzeby być w centrum uwagi, wiec kiedy wszyscy na nią spojrzeli, wyczekując, musiała poczuć naprawdę dużą presje. Szczególnie kiedy Rosa i reszta dziewczyn tak bardzo na nią naciskały.
Pilar siedziała z boku, przyglądając się temu intensywnie, wciąż myślami błądząc gdzieś wokół tego, co zobaczyła w telefonie Rozalindy, raz po raz łapiąc spojrzenie Madoxa. A jeśli chodziło o Marie, to nawet nie musiała czekać na jej odpowiedź, bo przecież to było oczywiste. Stewart nie raz widziała, jak ich przyjaciółka patrzyła na Madoxa. Swego czasu była w niego zapatrzona jak w obrazek i tak szczerze, to chyba nie było się jej co dziwić, bo przecież Noriega potrafił być naprawdę czarujący. Akurat Pilar jako pierwsze przekonała się o tym na własnej skórze, aż za dobrze.
Tylko zaraz się okazało, że nie tylko Marie się w nim podkochiwała, bo Carmen i Lucia również, a nawet zaczęły mu pokazywać jak bardzo, przysuwając się do niego na kolanach, ale były tak wstawione, że jedna już obijała się o drugą i prawie się nie wyrżnęły na twarze tuż przed nogami Noriegi, w ostatniej chwili utrzymując pozycje.
Ona się podkochiwała — Carmen wskazała na Marie. — Ona się podkochiwała też, i ona — a potem kolejno na Rosę i Lucite i jeszcze jedną dziewczynę, która nie wiedzieć, kiedy trafiła do ich kółeczka, a potem jej spojrzenie padło na Pilar. — I o.. a ty się podkochiwałaś w nim kiedyś? — spytała z wleką konsternacją na twarzy, przekręcając głowę na bok, a Pilar poczuła jak znowu robaki z dzieciństwa, rozchodzą się po jej brzuchu.
Tak — skinęła głową, już nawet nie patrząc na samą Carmen ale prosto w oczy Madoxa. W te piękne, brązowo-czekoladowe oczy, dla których była gotowa ukraść wszystkie batony świata, byleby zdobyć dla tego każdą najkejkę, jaką tylko chciał i potrzebował, żeby skończyć album. Kiedyś nie widziała poza nim świata. — Nikt za dzieciaka nie kochał go tak jak ja — dodała bez-czel-nie, nawet na moment nie ściągając z niego spojrzenia. I chociaż zaraz potem posłała mu równie bezczelny uśmiech, tak w jej oczach było widać ten dziecięcy żal. To jak zostawił ją w ostatni dzień lata bez żadnego wyjaśnienia, jak bardzo potem cierpiała, jak zastanawiała się, co było z nią nie tak. Bo przecież musiało być, skoro pierwsze własna matka jej nie chciała, a potem i on. On też jej nie chciał. A przynajmniej w takim przekonaniu Pilar funkcjonowała przez ostatnie osiem lat.
Kilka osób dookoła zrobiło jakieś uuu, Alfredo nawet chciał znać więcej szczegółów, a Tio, który siedział obok jeszcze bardziej się spiął, dosłownie gromiąc swojego kumpla wzrokiem. Dziwne zachowanie z jego storny, bo przecież sam doskonale wiedział, jak to z nimi było. Był świadkiem ich pierwszego spotkania, a potem całe lata spędzili w trójkę. Wiedział doskonale, jak bardzo Stewart potem cierpiała. W końcu to on złożył jej połamane serce w miarę do kupy.
I może ktoś jeszcze by coś powiedział, ale wtedy Carmen zaczęła się spuszczać nad tym, jak to Madox wybrał ją, a potem już wszystko posypało się jak domino: Lucita się zaśmiała, Rosa się wkurwiła, razem z Carmen skończyły a podłodze i trzeba je było od siebie odciągać. A dokładniej to chłopaki mieli, bo Pilar z Marie tylko popatrzyły na siebie zaskoczone. I to chyba nawet nie chodziło o to, że tamte się pobiły, a raczej fakt, że Madox oznajmił, że Rosa już nie była jego dziewczyną. Nikt inny zdawał się tym nie przejąć i może prawidłowo, bo pewnie Madox znowu tylko tak gadał, a lada moment do siebie wrócą. Zawsze przecież wracali.
Zawsze też Rosa po prostu sobie szła, kiedy robiło się niewygodnie i tak też zadziało się po chwili, gdy Carmen znowu kusiła słowami. Odwróciła się bezczelnie na pięcie i zaczęła kierować w stronę tłumu na parkiecie. Pilar była przykonana, że lada moment Madox zerwie się z miejsca i za nią pójdzie, jednak ku jej ogromnemu zdziwieniu, z miejsca zerwał się… Tio. Złapał ją za rękę, jakby robił to już wiele razy wcześniej, a potem nawet chciał sięgnąć do jej policzka, ale mu się wyrwała. I może dla niektórych nie było w tym nic dziwnego, jednak dla Pilar już tak. Znała go przecież. Wiedziała, jak się zachowywał i to… było jakieś odklejone. Podejrzane. Szczególnie, że ruszył kawałek za nią.
Pilar nie miała jednak czasu się nad tym dłużej zastanawiać, bo butelka znowu się kręciła i tym razem padło na Lucindę. Oczywiście, ze wybrała żałowanie, w dodatku Madoxa. Bo nigdy nie specjalnie nigdy nie chciała, ale jednak i tak padło na jej. Carmen ochoczo się do tego wszystkiego dokooptowała i może nawet urządziliby całkiem niezłą scenkę pośrodku koła przed wszystkimi, ale wtedy Carmen pobiegła się wyrzygać. Stewart zaśmiała się głośno, popijając nie widząc już którą butelkę alkoholu.
Dobrze, że teraz, a nie jak już się całowaliście — prychnęła, nawet chyba nie chcąc sobie tego wyobrażać, bo kurwa… obrzydlistwo. Niby poczekali na Carmen, żeby mogli zrobić ustny trójkącik, ale nikt już nie chciał całować jej obrzyganej twarzy, więc trzeba było dobra inną trzecią osobę. Alfredo ewidentnie chciał, szczególnie pomigdalić się z Lucią, ale zamiast niego wytypowana została Pilar. Podniosła na nich spojrzenie, lekko zaskoczona, nie do końca wiedząc, czy mówiły na poważnie.
Dawaj, Pilar, będzie fajnie — zachęciła brunetka, błądząc spojrzeniem po ciele Stewart. Przez moment nawet wyglądała, jakby miała na nią jeszcze większą ochotę niż na Madoxa. No właśnie, Madoxa. Bo Pilar nawet przez moment nie zwróciła uwagi na Lucindę. Była śliczna i zabawna, ale kurwa… już jeden pocałunek za sklepami wywalił całe jej życie i głowę do góry nogami. Czy była gotowa na kolejny? Ciepły dreszcz przeszedł przez jej ciało i zatrzymał się gdzieś między nogami. Nawet nie zauważyła momentu, jak rozchyliła usta, patrząc na jego twarz. Wciąż się zastanawiała?Odwróciła się w bok, widząc, że Tio dalej nie było, a potem znowu na nich, czekających.
Dobra, chuj — mruknęła, łapiąc jeszcze kilka łyków rumu prosto z butelki. Przecież przyszli się tutaj bawić tak? No tak. Poza tym, to był pocałunek w trójkę, to wcale nie tak, że miałaby się całować sam na sam z Noriegą, muskać jego obłędnie miękkie, gorące usta i…ogarnij się kurwa.
Ej tylko zróbcie do tak, żebym mógł patrzeć — Alfredo aż zagwizdał, cały podekscytowany, a Pilar podniosła się z siedzenia na kolana, by po chwili, wbijając wzrok w Noriegę, podejść do nich powoli na kolanach, przesuwając się zwinnie po piachu. Serce waliło jej mocno. O wiele mocniej niż powinno, biorąc pod uwagę, że miał to być jedynie pocałunek w durnej grze.
Kiedy już znalazła się przy nich, podniosła się lekko w górę prostując plecy i podchodząc jeszcze bliżej. Spojrzała przelotnie na Lucintę, a zaraz potem na Madoxa. Znowu był blisko. Za blisko. Tak blisko, że jego znajomy zapach pomieszany z alkoholem w sekundę wdarł się do jej głowi i zaczął siać w niej jebany zamęt. Nagle znowu nie potrafiła się skupić. Lucinda popatrzyła na nich swoimi pijanymi oczkami, łapiąc jedno i drugie za policzki.
Tylko z języczkiem — poinstruowała. — Nie życzę sobie jakiś krótkich cmoknięć. To ma być porządne lizanie — rzuciła zadowolona i złapała większy wdech, jakby nie mogła się doczekać. Pilar za ten czas, kompletnie ignorując walące serce i paląca na całym ciele skórę, uniosła dłoń i zacisnęła palce na koszulce Madoxa. Czy naprawdę miała zamiar pochować go po raz drugi tego wieczoru? Tak. Czy jej się udało? Oczywiście, że kurwa nie. Bo kiedy już czuła na sobie jego oddech, na wargach znajomy smak, to wtedy nie wiedzieć skąd, wyrósł Tio prosto za jej plecami. Jednym ruchem pociągnął Pilar za ramię w górę, a jej dłoń jedynie przejechała po klatce piersiowej Madoxa.
Tio! — krzyknęła ewidentnie niezadowolona. Może nawet trochę za bardzo?
Pojebało cię, Pilar?! — warknął. — Co ty wyprawiasz? — znowu zarzucał ją pretensjami, patrząc na nią z takim wyrzutem, jakby co najmniej chciała zabrać kilku przypadkowych facetów do kibla.
Nie przesadzasz trochę? To tylko zabawa… — odpyskowała mu praktycznie od razu, wskazując ręką na butelkę tuż przy nodze Alfredo. Taka zabawa, że Pilar nie miała nawet żadnych wątpliwości, żeby pocałować Madoxa, a niby tak bardzo go nienawidziła.
Ja pierdole, ale to jest toxic — Carmen spojrzała na Tio i zaraz przewróciła oczami. — Typie, ona nie jest twoją własnością — mruknęła lekko oburzona i nawet chyba chciała coś jeszcze powiedzieć, może że nie powinien jej tak mocno szarpać, bo to jednak nie wypadało? Ale wtedy Lucinta jęknęła głośno, sama zaciskając dłonie na koszulce Madoxa.
A jebać was wszystkich. Nic nie umiecie się bawić — rzuciła swoim pijanym głosikiem i nawet nie czekając na reakcje kogokolwiek po prostu wyrwała się do Madoxa, wpijając w jego usta, jęcząc głośno z zadowolenia. Naparła na niego z takim impetem, że od razu poleciał na plecy, a ona usiadła na nim okrakiem i jeszcze bardziej pogłębiła pocałunek.
I chociaż nie wyglądał on najbardziej spektakularnie, a bardziej chaotycznie i niechlujnie, tak Pilar spojrzała na to wszystko z… zazdrością? Gniewem? Żalem? Nawet nie potrafiła tego dokładnie określić, obrać w słowa. Bo przecież Madox nic dla niej nie znaczył…
To czemu tak bardzo ruszył ją ten widok? Do Rosy już się przyzwyczaiła, ale do tego? No kurwa aż musiała się odwrócić, chociaż i tak nic to nie dało, bo Lucinda brzmiała, jakby miała dojść od samego całowania Noriegi. Jej pojękiwania i mruczenie wwiercało się w czaszkę Pilar i siało absolutne spustoszenie. Dlatego kiedy w końcu się do siebie oderwali, a Madox usiadł w kółku, mógł zobaczyć jej intensywne spojrzenie. Czy był w stanie wyczytać emocje, jakie się w nim chowały? Nie miała pojęcia, ale w jakiś chory, pojebany sposób, ją to zabolało. I pierwszy raz też tak bardzo świadomie była zazdrosna o to, że inna dziewczyna go całowała. Pojebane.
No kurwa popierdolone.
Aż westchnęła głośno, kiedy Lucinda dalej próbowała się do niego przymilać.
Ty, kręcisz czy jak? — Carmen już się niecierpliwiła na koleżankę, która jeszcze sunęła dłonią po piersi Noriegi. — Bo jak chcecie się ruchać, to może gdzieś dalej.
Albo tutaj — wtrącił Alfredo, oczywiście zadowolony.
Dobra, ja zakręcę — przerwała im Pilar, wyrywając się do butelki. Wszystko, byleby kurwa zakończyć tą całą szopkę. Zła na sytuacje z Noriegą, ale chyba najbardziej jednak na Tio, który zachowywał się mega dziwnie, ciągle ją szarpał, na nic nie pozwalał, a potem jeszcze poszedł sobie za pieprzoną Rosą, zamiast zostać tu z nią, nie wspominając o tych Smsach, których nie pozwolił jej przeczytać i serduszkach, które jej wysyłał… dlatego kiedy butelka się zatrzymała, a główka wskazała na przestrzeń między Tio a Carmen, Pilar zwinnym ruchem przekręciła ją bardziej w stronę swojego chłopaka.
Co wybierasz?! — podekscytowała się Lucinda, pewnie gotowa mu powiedzieć, żeby wybrał też całowanie, ale zanim on zdążył otworzyć usta, Pilar odpowiedziała za niego.
Prawda — rzuciła chłodno, wbijając w niego spojrzenie. — Co cie łączy z Rosą? — spytała prosto z mostu, zrzucając taką bombę, że dosłownie wszyscy dookoła ucichli. Nawet Lucinda przestała się dobierać do Madoxa. Tio natomiast patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. — Pytam, co cie z nią łączy — powtórzyła ostro. — Co to były za wiadomości? — no i szambo wyjebało

Quería besarte.