Strona 4 z 6

i will follow you into the dark

: czw maja 21, 2026 12:55 pm
autor: zaylee miller
Długo nie potrafiła nazwać tego, co między nimi się wydarzyło, ale z czasem przestała tego potrzebować. Uczucie, które kiedyś wydawało się skomplikowane i trudne do zaakceptowania, po prostu stało się częścią ich codzienności. Mimo to bliskość między nimi nigdy nie przybrała formy przesadnych gestów ani publicznego afiszowania się związkiem. Zaylee od początku nie miała potrzeby, żeby cokolwiek udowadniać innym. W pracy zachowywała pełen profesjonalizm i tego samego oczekiwała od Eviny. Ich relacja nie wpływała na sposób, w jaki funkcjonowały zawodowo i obie pilnowały, żeby nie przekraczać granic, które same sobie wyznaczyły. Poza małym wyjątkiem, kiedy Bobby Hackman przyłapał je w prosektorium w dwuznacznej sytuacji. Dobrze, że już wyrosły z takich szaleństw, stając się do bólu nudne i przewidywalne.
Otto zaśmiał się rubasznie, kiedy Swanson oznajmiła, że chciałaby posłuchać rodzinnych anegdotek. Niewątpliwie Millerowie mieli ich sporo, bo im większa rodzina, tym więcej historii do opowiadania. Tych mniej i bardziej zabawnych.
Najstarsza z nich akurat sprawiała najmniej problemów — stwierdził, a Zaylee posłała żonie uśmiech przepełniony satysfakcją. Jej niedoczekanie, że będzie mieć na nią jakiegoś haka! — Co najwyżej nie mogła uwolnić się od adoratorów, ale strzelba wisząca przy drzwiach skutecznie wszystkich odstraszała — dodał żartobliwym tonem, na co koronerka wywróciła ostentacyjnie oczami.
Sama pamiętała to zupełnie inaczej niż Otto przedstawiał przy stole. Owszem, zdarzało się, że ktoś próbował zwrócić na nią uwagę. Było kilku takich, którzy nie rozumieli prostego nie i jeszcze kilku, którzy najwyraźniej uznali, że będą w stanie zmienić jej zdanie. Nie było to jednak nic, co w jej oczach zasługiwało na określenie adoratorzy w sensie, jaki próbował nadać temu Otto. Stara strzelba przy drzwiach też była faktem, ale dla Zaylee nigdy nie miała tej wymowy, którą sugerował ojciec. Wisiała tam od lat i była ozdobnym elementem domu, a nie realnym środkiem odstraszania. Może i ojciec przegonił nią dwukrotnie Nolana McCarthy'ego, ale Nolan był straszną pizdą. Przecież broń nie była nawet naładowana!
Trochę przesadzasz, tato — stwierdziła, przenosząc wzrok na Evinę, chcąc podkreślić, żeby potraktowała opowieść Otto z przymrużenie oka. Mężczyzna ewidentnie wyolbrzymiał. No i męska część rówieśników to był mały pikuś przy Helenie Grant Peregrine, z którą Zaylee spotykała się najpierw potajemnie, ale gdy ojciec dowiedział się o ich schadzkach od sąsiadów, wpadł w autentyczny szał.
I ty też przesadzasz — ostrzegła lojalnie swoją małżonkę, która właśnie próbowała zrobić z niej tyrana. — Dbam o to, żebyś nie nabawiła się marskości wątroby. Powinnaś całować mnie za to po rękach — oznajmiła i żeby nadać sowim właściwy sens, nadstawiła ją pod usta małżonki.
Evina zawsze miała małą słabość do alkoholu — oznajmił David i Zaylee, słysząc ten komentarz, automatycznie zerknęła na kieliszki, które właśnie zostały napełnione. Nie było to niczym szczególnie niezwykłym - u Swansonów alkohol przy stole był raczej normą niż wyjątkiem, ale zestawienie słów teścia z tym, co robił w danym momencie, nie umknęło jej uwadze, a nawet wywołało parsknięcie pod nosem.

Evina J. Swanson

i will follow you into the dark

: pt maja 22, 2026 11:25 am
autor: Evina J. Swanson
W pewnym momencie najlepszym, co mogły zrobić było zaprzestanie ingerowania w to, co się między nimi działo i pozwolić, aby ta relacja ewoluowała w naturalny sposób. Dodatkowo miała wrażenie, że wciąż analizując i starając się nazwać to, co było między nimi doprowadzały się tylko do szaleństwa. Dużo lepiej było po prostu odpuścić i zobaczyć dokąd to wszystko je zaprowadzi.
Szybko też stały się przedmiotem wielu plotek krążących po komendzie. Nic dziwnego skoro bywało, że kłóciły się ze sobą tak głośno, że wszyscy w obrębie piętra mogli je usłyszeć. Nie były z tym subtelne. Ani trochę. Jednak nawet jeśli wszyscy już dużo wcześniej podejrzewali je o romans to nigdy nie dały im powodów do tego, aby wątpić w ich profesjonalizm. Zawsze starały się jak najdokładniej wypełniać swoje obowiązki, a gdy przychodziło do spraw służbowych to ich życie prywatne odchodziło na bok.
Już po samym sposobie w jaki Otto się zaśmiał, domyślała się tego, że musiał mieć naprawdę sporo interesujących historyjek, które tylko czekały na to, aby ujrzeć światło dzienne. Może jednak potrzebował do tego jeszcze krótkiej zachęty w postaci kilku kieliszków?
- Wiem, że najstarsza to największa nudziara, ale na pewno ma swoje za uszami - zachęcała dalej teścia.
Uśmiech satysfakcji pojawił się na pewno po jej stronie, gdy tylko stary Miller wspomniał o strzelbie. Domyślała się, że jak to każdy ojciec w pewien sposób przesadzał, ale z drugiej strony przecież Zaylee kiedyś jej wspomniała o tym, że Otto pogonił Helenę ze strzelbą, ale niekoniecznie chciała o tym opowiadać ze szczegółami.
- Mogłabym cię całować po rękach za wiele innych rzeczy - odparowała niemal natychmiast, bo mogła zawdzięczać żonie wiele różnych rzeczy, ale część z nich, jeśli nie większość, była dla detektywki niezwykle uciążliwa.
- To u nas rodzinne, tato - odparowała tylko na słowa ojca, uśmiechając się cwanie. - No, ale przecież mamy w genach wątroby ze stali nierdzewnej, prawda?
Wujek Randy mógł być na to naprawdę najlepszym przykładem. Samozwańczy barman na ich weselu dokonywał prawdziwych cudów i na pewno, kiedy jemu będą dolegały jedynie drobne nieprzyjemności to wielu z jego przyczyny obudzi się następnego dnia z kacem jakiego jeszcze nigdy w życiu nie posiadało. No, ale to był cały Randall, a Evina bezsprzecznie wdała się bardziej w rodzinę ojca chociaż widać u niej było też sporo mocnych cech przeważających u Elaine.

zaylee miller

i will follow you into the dark

: ndz maja 24, 2026 11:31 pm
autor: zaylee miller
Była grzecznym i odpowiedzialnym dzieckiem, które skupiało się wyłącznie na nauce, więc Otto nie mógł powiedzieć o niej złego słowa. No, chyba że po kilku głębszych przypomną mu się jakieś żenujące sytuacje, którymi mógłby nieco zawstydzić pierworodną. Mimo wszystko Zaylee nigdy nie dawała rodzicom powodów do narzekań. Była znakomitą uczennicą, rzadko imprezowała, a kiedy już się to zdarzało, zawsze wracała do domu o wcześniej ustalonej porze. Nie piła na umór, nie wagarowała i nie sprowadzała byle kogo. A ściślej rzecz ujmując - nie sprowadzała byle kogo frontowymi drzwiami, tylko oknem, do którego można było się wspiąć po dobudówce. I równie często przez to okno wymykała się z domu. Wtedy nieocenione okazywało się młodsze rodzeństwo, które podpierdalało ją przy każdej możliwej okazji. Nic dziwnego, że ojciec sięgał wtedy po strzelbę, żeby przegonić nieproszonych gości.
— Polej mi, to zaraz odświeży mi się pamięć — Otto zwrócił się do Eviny, nadstawiając swój kieliszek, a Zaylee spojrzała na niego ostrzegawczo. Był to ten sam wzrok, którym upominała Swanson.
Mama będzie wściekła. I znowu będzie prawić ci gadkę umoralniającą o sercu — powiedziała, bo chociaż zwykle to była jej działka, Dorothy równie mocno pilnowała, żeby Otto nie przesadzał z alkoholem. U Millerów była tendencja do zawałów, a ojciec miał za sobą aż dwa.
Mama nie będzie się wściekać, jeśli nic jej nie powiesz — mrugnął porozumiewawczo do córki, na co ta wywróciła oczami. Naprawdę nie miała zamiaru się z nim szarpać na własnym ślubie.
Pokręciła głową, bo jak widać, towarzystwo dobrało się tutaj doskonale w kwestii bagatelizowania swojego zdrowia. Ale Miller nie zamierzała walczyć z wiatrakami. Przynajmniej nie dzisiaj.
Ciekawe, czy wasze próby wątrobowe są tego samego zdania — uśmiechnęła się pod nosem, ale nie zabrała nikomu kieliszka. — Nie powinniście iść zatańczyć ze swoimi żonami? — zasugerowała, wskazując głową na Doris i Elaine, które zerkały w ich kierunku. Otto zdecydowanie powinien wytańczyć alkohol, zanim znów wleje w siebie alkohol. Nie wspominając już o jedzeniu, ale o to na pewno zadba matka, która przypilnuje, żeby wciskał w siebie ciepłej posiłki.
Nie wyganiaj starego ojca — mężczyzna wydął usta w podkówkę. — Evina, powiedz jej, żeby nas nie wyganiała — ponownie spojrzał na Swanson i tym razem to jej Miller posłała jej wymowne spojrzenie. Czy one przypadkiem nie miały się przejść po okolicy, żeby przez krótki moment nacieszyć się swoją obecnością z dala od ciekawskich oczu zgromadzonych gości?

Evina J. Swanson

i will follow you into the dark

: pn maja 25, 2026 1:38 am
autor: Evina J. Swanson
Na pewno każdy mógłby mieć swoje własne zdanie na temat tego jak faktycznie grzeczna była Miller. Może i naprawdę skupiała się w głównej mierze na nauce, ale dzieci już miały to do siebie, że potrafiły robić dosyć impulsywne i nieprzemyślane rzeczy. Spanie w psiej budzie czy smarowanie mebli kremem lub balsamem do ciała były rzeczami, które dorosłym wydawały się naprawdę abstrakcyjne, ale dzieciom jakoś przychodziły do głowy. Na pewno podobne historie również przydarzały się Zaylee.
- Naprawdę, kochanie? Będziesz własnemu ojcu żałowała na swoim weselu? - zapytała, spoglądając na małżonkę, a David za nią skinął jeszcze głową dorzucając głośne no właśnie, aby koronerka zyskała przekonanie, że znajduje się w mniejszości.
Umoralniające monologi na temat zdrowia z pewnością były działką Zaylee, ale jak widać nie była jedyną z Millerów, która je uskuteczniała. Evina mogła być pewna, że sama również w kolejnych dekadach nasłucha się podobnych i to zapewne nie tylko w momentach, gdy będzie chciała sięgnąć po kieliszek. Już była zadręczana kwestią wizyty u okulisty, a ostatnimi czasy dodatkowo, gdy tylko nie usłyszała jakiegoś wołania koronerki podczas krzątania się po domu ta dorzucała jeszcze tekst o tym, aby odwiedziła laryngologa. Nigdy nie wiedziała czy miał to być jeden z jej uszczypliwych żartów czy mówiła poważnie, uznając fakt, że nie usłyszała jej przez szum wody pod prysznicem pół mieszkania dalej za oznakę pogarszającego się słuchu.
- Jasne, że tak. Wszyscy u nas jedzą i piją, co dusza zapragnie i jakoś są zdrowi - zapewnił ją David, a oznaki takiego folgowania sobie z pewnością można było zauważyć chociażby w tężyźnie wuja Randalla.
Evina prawie parsknęła śmiechem, gdy teść po raz pierwszy zwrócił się do niej w tak błagalny sposób, starając się ją przekonać do tego, aby wzięła go w obronę przed jego własną córką. Do czego to doszło?
- Wybacz, Otto, ale już ci to mówiłam: ona się mnie nie słucha - odpowiedziała, uśmiechając się przepraszająco, aby pokazać mu, że nie była w stanie nic wskórać w tym wypadku.
Impreza trwała już w najlepsze. Wszyscy byli najedzeni obiadem, tańce rozhulały się na dobre, a i kieliszki czy szklanki wydawały się zawsze mokre od polewanych trunków, a obie małżonki starały się znaleźć okazję do tego, aby jednak móc wywalczyć dla siebie chociażby krztynę prywatności. W końcu na pewno chociaż tyle należało im się w tym wielkim dniu. Tylko, że z każdą chwilą coraz mniej pewne wydawało się to, że uda im się wspólnie uciec przed wprowadzeniem tortu lub miałyby dla siebie naprawdę niewiele czasu nim ten moment by nastąpił. Zwłaszcza, że oczekiwano od nich, że jaki pierwsze ukroją sobie kawałek i go spróbują przed resztą gości.

zaylee miller

i will follow you into the dark

: wt maja 26, 2026 1:15 am
autor: zaylee miller
Nie sądziła, żeby Evina naprawdę chciała słuchać historii o tym, jak kilkuletnia Zaylee postanowiła pewnego dnia zrobić sobie makijaż przy użyciu okrutnie drogiej szminki swojej matki. I to nie byle jaki makijaż, bo wysmarowała nią pół twarzy, ręce, fragment koszulki i młodszą siostrę. Do dziś pamiętała minę matki, kiedy odkryła, jak został potraktowany jej kosmetyk, na który wydała absurdalnie dużo pieniędzy. Albo tej historii z płotem. Do tej pory uważała, że reakcja ojca była zdecydowanie przesadzona. Miała wtedy może trzynaście lat i próbowała wrócić dyskretnie do domu, co samo w sobie już było średnio przemyślanym pomysłem. Wszystko szło dobrze do momentu, w którym zahaczyła nowiutkimi spodniami o wystający fragment ogrodzenia i zawisła na nim w połowie drogi, kompletnie bezradna. Najgorsze było to, że wisiała tam dobre kilka minut, zanim ktoś ją zauważył. Nie, najgorsze było jednak nie samo rozdarcie spodni. Otto zafundował jej za to dwutygodniowy szlaban.
Będę — odparła krótko. Była tutaj jedyną osobą, która zdawała sobie sprawę z tego, jakie skutki niesie za sobą picie alkoholu. Evina i David mogli wlewać w siebie na umór, ale ojciec po dwóch zawałach powinien przyhamować.
Och, Zeze, chociaż raz mogłabyś odpuścić mi te swoje medyczne wywody — westchnął ciężko Otto. — Obiecuję, że to na razie ostatni — pochylił się i cmoknął córkę w policzek. — Tylko nie mów matce — dodał jeszcze konspiracyjnym tonem. A potem spojrzał na Evinę, unosząc przy tym wysoko brwi. — W takim razie musisz zrobić tak, żeby zaczęła cię słuchać. Do tej pory byłem przekonany, że oddaję córkę w dobre ręce, ale teraz nie jestem tego taki pewien — pokręciła głową z lekkim niezadowoleniem, na co Zaylee pacnęła go w ramię.
Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić — zastrzegła natychmiast, ale reakcja nieco wstawionego ojca lekko ją rozbawiła. Chyba zapomniał, że jego najstarsza córka miała własnym rozum i nie potrzebowała, żeby ktokolwiek miał ją pilnować. A jej związek ze Swanson nie polegał na wiecznym nadzorze, a wzajemnym wsparciu. Ewentualnie na tym, żeby od czasu do czasu jedna wyperswadowała drugiej niedorzeczne pomysły.
Wieczór mijał w tanecznej atmosferze, a goście bawili się wybornie. Miller nawet nie zorientowała się, kiedy pod altanę wjechał wózek z weselnym tortem. Dopiero nawoływania i oklaski zmusiły panny młode do wstania od stołu. Do był też doskonały moment, żeby odeskortować Otto do Dorothy, która zgromiła męża spojrzeniem. Podchmielony Otto oczywiście od razu zaczął się do niej przymilać, żeby tak się na niego nie wściekała.
Chwyć za nóż, kochanie — zwróciła się do Eviny, a kiedy ta zacisnęła palce na rękojeści, sama umieściła dłoń na jej dłoni. Na co dzień Zaylee wykonywała mnóstwo cięć, ale nigdy nie miała okazji kroić weselnego tortu. Pewnie dlatego, że pierwszy raz brała ślub. I najpewniej ostatni.

Evina J. Swanson

i will follow you into the dark

: wt maja 26, 2026 7:17 am
autor: Evina J. Swanson
Nie miała nigdy wcześniej okazji, aby wysłuchać podobnych historii o koronerce i chociaż na pewno nie były jej do życia potrzebne to jednak czuła, że byłoby zabawnie ich wysłuchać. Nie wspominając o tym, że byłaby to wprost wyborna okazja do tego, aby poznać swoją żonę od zupełnie nowej strony.
Zdecydowanie to Elaine i David byli bardziej skorzy do opowiadania podobnych żenujących historii oraz przeglądania starych albumów ze zdjęciami. Mieli kilka naprawdę ciekawych fotografii. W tym jedno z młodą Eviną, która wróciła do domu umorusana błotem od stóp do głów po tym jak bawiła się na podwórku po pewnej intensywnej ulewie. Lub jak ułożyła swoje wszystkie pluszaki na śpiącej postaci pijanego wujka Randy'ego, który zasnął na kanapie w ich salonie. Opcji było naprawdę wiele.
Pokręciła głową, gdy tylko równie spity Otto Miller zarzucił, że chyba nie była odpowiednią osobą do tego, aby oddać jej córkę skoro ta nie zamierzała jej słuchać. Co prawda czasami byłoby to naprawdę przydatne, biorąc pod uwagę w jakie rzeczy potrafiły się ładować. Jedno krótkie nie mogłoby jej zaoszczędzić tony zmartwień o Zaylee, która przyczepiała się do niej podczas niektórych naprawdę niebezpiecznych akcji. Tylko, że było nieco inaczej. Tworzyły duet dwóch silnych i niezależnych kobiet, które potrafiły słuchać jedynie jeśli tego chciały.
- Nie stawiaj mi niemożliwych wyzwań - zaśmiała się jeszcze w odpowiedzi na słowa teścia i zaraz skupiła się bardziej na małżonce, która znajdowała się obok.
Przez jakiś czas faktycznie wymknięcie się z własnej imprezy wydawało się być praktycznie niemożliwe. Zwłaszcza, gdy wujek Randall musiał je obie obcałować i porwać po kolei do tańca, bo najwyraźniej znudziło mu się siedzenie przy stole z samym piciem i rozmowami. Od tego momentu minęła ledwie chwila nim obsługa przywiozła sporych rozmiarów tort weselny pokryty hojną warstwą kremu śmietanowego.
Evina nie potrzebowała większej zachęty do tego, aby stanąć u boku żony i chwycić za nóż. Uśmiechnęła się jeszcze do koronerki, która ujęła jej dłoń i wspólnie wykonały pierwsze cięcie przy aplauzie gości, aby ukroić kawałek dla siebie. Swanson niemal od razu sięgnęła po pobliski widelczyk do ciasta i nabrała na niego stosowną ilość wypieku, którą podsunęła do ust małżonki.
- To co... Spacer nad jeziorem za pół godziny? - zasugerowała jeszcze na tyle ściszonym głosem, że nikt nie miał prawa ich słyszeć.
Na chwilę powinny odpocząć od ludzi. Potem z pewnością wrócą na imprezę z zupełnie nową energią, kiedy już nieco się wyciszą we własnym towarzystwie... Lub niekoniecznie wyciszą, ale na pewno potrzebowały w tym całym weselnym chaosie momentu dla siebie. Takiego, który wykorzystałyby na to, aby jeszcze lepiej uświadomić sobie to, co się stało dzisiejszego dnia.

zaylee miller

i will follow you into the dark

: wt maja 26, 2026 11:24 pm
autor: zaylee miller
Była wdzięczna ojcu, że tym razem nie zaczął wyciągać bardziej żenujących historii z jej dzieciństwa. Zdecydowanie nie był to czas ani miejsce na opowieści, które mogłyby stać się rodzinną atrakcją wieczoru kosztem jej godności. Zaylee dobrze wiedziała, że Otto miał jakiś zapas kompromitujących wspomnień i wystarczyłoby kilka kieliszków więcej, żeby nagle przypomniał sobie wszystkie z wyjątkową dokładnością. Zresztą podobne rozmowy pewnie jeszcze nieraz wrócą. Evina prędzej czy później i tak dowie się więcej o jej dzieciństwie, wczesnej młodości i wszystkich sytuacjach, które rodzina Millerów do dziś wspominała z rozbawieniem. Same jednak raczej rzadko poruszały takie tematy. Po prostu żadna z nich nie należała do osób przesadnie sentymentalnych. Nie spędzały wieczorów na siedzeniu w salonie i przeglądaniu starych albumów ze zdjęciami. Poza tym trudno było pielęgnować podobne rytuały, skoro większość zdjęć nadal znajdowała się w domu rodziców w Whitby. To tam zostały stare albumy, dziecięce fotografie i wszystkie te rodzinne pamiątki, których Zaylee nigdy nawet nie pomyślała, żeby zabrać ze sobą do Toronto. Przez lata zwyczajnie nie były jej potrzebne.
Podejrzewała jednak, że w końcu przyjdzie moment, kiedy zaczną do nich wracać. Najpewniej wtedy, gdy Sammy podrośnie i zacznie zadawać pytania. Jak wyglądały w jego wieku i która sprawiała większe problemy jako dziecko.
Tort - jak na doskonały tort przystało - był w sam raz. Czyli taki nie za słodki. Zaylee oblizała widelczyk, który żona przystawiła jej do ust. Czekolada i śmietanka perfekcyjnie komponowały się z malinowym musem.
Brzmi jak sprytny plan — zgodziła się z nią, również szepcząc. Potrzebowała na chwilę wyrwać się z tego gwaru. Na co dzień otaczała się ciszą z prosektorium, więc po kilku godzinach muzyki i głośnych rozmów, czuła się już nieco przebodźcowana. — Mam nadzieję, że nie będziemy mieć towarzystwa — zerknęła ukradkiem na Sama, który kręcił się w pobliżu. Jeśli zobaczy, że jego matki urywają się na moment, na pewno będzie chciał z nimi iść. Miller musiała się postarać, żeby ktoś odwrócił jego uwagę. Na przykład Lucas. W końcu nie ma nic fajniejszego od zabawnego wujka, prawda?
Tym razem to ona sięgnęła po widelczyk, żeby nakarmić Evinę. Nawet przysunęła się, żeby scałować z jej ust trochę śmietankowego kremu, ale oczywiście zaraz zostały porwane do tańca przez rodzinę Swansonów, z czego trudno było się wymigać. Poza tym obie wychodziły z założenia, że lepiej zrobić to teraz niż odkładać na sam koniec, kiedy będą już wykończone, a goście zbyt pijani, żeby trzymać fason. W końcu wymieniły porozumiewawcze spojrzenia ponad ramieniem wuja Randy'ego. Teraz trzeba było wymyślić jakiś mały pretekst, który pozwoli im się ulotnić bez zbędnych pytań. Wizyta w toalecie jak zwykle okazała się niezawodna, chociaż Zaylee musiała wytłumaczyć siostrze, że wcale nie musi jej eskortować.
Nie czuję nóg — stwierdziła, kiedy natknęła się na Swanson w umówionym wcześniej miejscu. Ściągnęła szpilki i zawieszając je na palcu, przerzuciła przez ramię. Damą już dzisiaj pobyła, teraz potrzebowała chwili wytchnienia. Obuwie zmieni na jakieś wygodniejsze, gdy nadejdzie pora powrotu na parkiet. — Cześć, maleńka, często tu bywasz? — rzuciła kokieteryjnie do żony, przyciągając ją do siebie za materiał sukni.

Evina J. Swanson

i will follow you into the dark

: śr maja 27, 2026 1:07 pm
autor: Evina J. Swanson
Była pewna, że jeszcze kiedyś nadejdzie ten moment, w którym faktycznie zaczną się wymieniać takimi opowieściami. To raczej było nieuniknione, ale faktycznie w tym momencie było wokół nieco zbyt wiele ludzi, a i obie gwiazdy wieczoru miały na głowie zupełnie inne sprawy niż zatapianie się w takich wspominkach. Evina jednak nie mogła sobie odpuścić okazji, aby przynajmniej częściowo nie podrażnić się ze swoją małżonką. Otto wydawał się być do tego idealnym narzędziem chociaż aktualnie znajdował się już przy boku Dorothy, która miała upilnować, aby nie wlał w siebie kolejnego kieliszka. Zdecydowanie na ten moment mu wystarczyło. W końcu chciał zachować jakąś godność.
Wybór tortu nie był łatwy, bo miały swego czasu niesamowicie wiele wyjątkowo smakowitych opcji, ale teraz Swanson miała wrażenie, że wybrały idealnie.
Krem nie był zbyt słodki, mus malinowy dawał przyjemną kwaskowatość, która rozchodziła się po języku, a czekolada była wysokiej jakości. Niezaprzeczalnie było wyjątkowe dzieło cukiernictwa.
- Bardzo sprytny - potwierdziła jakby naprawdę była to niezwykle istotna kwestia po czym zerknęła w kierunku Sammy'ego. - Chyba Vinnie go nieco zajmuje. O ile będziesz ostrożna to nic nie zauważy.
Dziesięciolatek był teraz pośród rodziny, gdzie każdy poświęcał mu sporo uwagi, a dodatkowo miał kogoś mniej więcej w swoim wieku. Skoro dotychczas nie chodził uczepiony ich sukien to raczej nie powinno go zainteresować, że nie dojrzy ich postaci przez moment w całym tym weselnym chaosie.
Pozwoliła jeszcze na to, aby Zaylee również nakarmiła ją ciastem i skradła jej słodki pocałunek po czym zajęła się pochłanianiem swojego kawałka ciasta, kiedy obsługa kroiła tort dla reszty gości. Po wszystkim nastąpiła krótka seria toastów z krótkim monologiem świadka po czym mogły znaleźć ten jeden moment, aby swobodnie się wymknąć z parkietu.
Nie było to może najłatwiejsze, ale w końcu mogły się spotkać gdzieś nad jeziorem w miejscu ocienionym drzewami, które rosły w pobliżu. O trwającym weselu świadczyły jedynie pojedyncze światła oświetlające teren oraz odgłosy muzyki i pokrzykiwań gości, które docierały do nich nieco przytłumione. W końcu jednak Evina dostrzegła jak żona podchodzi do niej, narzekając na szpilki, co jedynie wywołało u niej spore rozbawienie.
- Potem zmienisz je na coś wygodniejszego - stwierdziła, bo sama również miała coś podobnego w planach chociaż jej buty znajdowały się na stabilniejszym obcasie i nie sprawiały aż tak wielkich problemów.
Dała się przyciągnąć bliżej do małżonki, nad którą górowała teraz dzięki jedynie kilku dodatkowym centymetrom i niemal pieszczotliwie ułożyła dłonie na jej talii, chcąc ją przytrzymać tak blisko siebie jak to tylko możliwe.
Nareszcie mogła też nacieszyć się smakiem jej ust bez przeświadczenia, że są obserwowane przez dziesiątki oczu. Mogła smakować jej powoli, zagłębiając się coraz dalej i czuć jak w ten charakterystyczny dla siebie sposób Miller przygryza jej dolną wargę na chwilę przed tym jak się od siebie odsunęły, aby zażyć oddechu.
- Zacznę częściej jak tak to się będzie kończyć - odmruknęła przyjemnie niskim tonem, gdy tylko znalazła chwilę na udzielenie odpowiedzi na tę krótką zaczepkę.
Na chwilę pochyliła się, aby wtulić twarz w zagłębienie jej szyi, gdzie złożyła kolejny leniwy pocałunek. Zaciągnęła się mocno zapachem jej perfum, które uderzały do głowy lepiej niż niejeden alkohol i zacisnęła mocniej dłonie na materiale jej sukienki.
- Dalej nie wierzę, że w końcu to zrobiłyśmy - rzuciła ze śmiechem.
Chyba potrzebowała czasu, aby oswoić się z myślą, że w końcu zostały małżeństwem, a wszystko szło naprawdę doskonale. Cieszyła się tym spokojem oraz bliskością świeżo poślubionej koronerki.

zaylee miller

i will follow you into the dark

: czw maja 28, 2026 1:20 pm
autor: zaylee miller
Często chodziła na obcasach, ale nowe buty wyraźnie dawały jej się we znaki. Skóra była jeszcze sztywna, a sama konstrukcja obuwia nie zdążyła się dopasować do jej stopy, dlatego łatwiej było je po prostu ściągnąć i na razie nie zawracać sobie nimi głowy. Pewnie i tak później znowu w nie wskoczy, bo przecież musiała do końca własnego wesela wyglądać zjawiskowo. Teraz musiała jednak uważać, żeby nie poranić sobie stóp o jakieś drobne kamienie i nierówności. Na szczęście nie musiała oddalać się na razie nigdzie poza ramiona własnej żony.
Wtedy musiałabyś brać ślub codziennie. Nie wiem, czy to na nasze nerwy i czy mamy wystarczająco dużo czasu — zaśmiała się tuż przy jej ustach. Nie chodziło o sam stres związany z uroczystością, bo tego nie było wcale, ale o wszystko, co było związane z organizacją. Dobrze, że tak przebiegła w miarę sprawnie i nie wymagała od nich, żeby uczestniczyły w tym na miejscu. Większość spraw mogły załatwić i potwierdzić telefonicznie, co w przypadku ich pracy było niezwykle wygodne.
Odchyliła szyję, dając Evinie lepszy dostęp do skóry, na której ta złożyła delikatny pocałunek. Zaylee westchnęła cicho, wyraźnie rozluźniając się w tej chwili bliskości, choć wiedziała, że ten moment nie potrwa długo i wkrótce będą musiały wrócić pod altanę, gdzie wciąż rozbrzmiewała muzyka, a śmiechy i okrzyki gości przebijały się przez kolejne utwory.
Nie wierzysz, że w końcu zostałam twoją żoną, czy że nareszcie mamy to za sobą? — zapytała, przesuwając ręce wzdłuż jej tali aż do ramion. To wcale nie tak, że dla Miller było to jedynie odhaczone wydarzenie. Dla niej również brzmiało to trochę jak coś nierealnego.
Odsunęła się nieznacznie, żeby móc spojrzeć Swanson prosto w oczy. Dopiero po chwili pokiwała z aprobatą głową.
Muszę stwierdzić, że wyglądasz w tym małżeństwie podejrzanie dobrze — uśmiechnęła się zawadiacko. — I co, czujesz jakąś różnicę, kiedy już oficjalnie wcisnęłam ci obrączkę na palec? — dopytała jeszcze, mrużąc lekko oczy, jakby próbowała wyłapać w ukochanej jakiekolwiek zmiany. Próbowała znaleźć w niej coś nowego, coś, co zdradzałoby, że ten dzień faktycznie coś zmienił.
Miller sama nie miała w sobie poczucia nagłej transformacji. Nie uważała, żeby cokolwiek w ich relacji uległo zmianie w sposób, który wymagałby przewartościowania tego, co między nimi już istniało. Ślub nie był dla niej momentem przełomowym, a raczej formalnym potwierdzeniem czegoś, co i tak od dawna funkcjonowało w ich codziennym życiu. Obie wiedziały, że to przede wszystkim praktyczna decyzja, która miała ułatwić im przyszłość - uporządkować kwestie prawne, rodzinne i zawodowe, a przy tym dać im większy spokój w sprawach, które wcześniej potrafiły być nieco skomplikowane.
W ich relacji nic nie musiało się zmieniać, bo wszystko już wcześniej było stabilne. A Evina była tam samo cudowna, jak dotychczas i Zaylee kochała ją tak samo mocno jak wcześniej. A właściwie każdego dnia coraz bardziej, chociaż nie miała pojęcia, że to w ogóle możliwe i uświadamiała sobie to w najmniej spodziewanych momentach.

Evina J. Swanson

i will follow you into the dark

: czw maja 28, 2026 3:10 pm
autor: Evina J. Swanson
Kreacje w pełni kompletowały wyłącznie na tę okazję, a to oznaczało jedynie to, że nowe buty nie miały nawet okazji do tego, aby zostać rozchodzone. Nic zatem dziwnego, że zaczynały się dawać Zaylee w znaki. Chociaż pewnie Evina również mogłaby to samo powiedzieć o swoich. Niby były wygodne, ale miała wrażenie, że jedynie trzymała się tak dobrze dzięki szalejącym emocjom i odrobinie alkoholu, która to mieszanka potrafiła skutecznie człowieka znieczulić.
- Masz rację... Może zamiast tego będziemy się wkręcać na wesela obcych ludzi, aby się tutaj pokręcić? - zaproponowała żartobliwie jakby naprawdę rozważała taką opcję.
Może faktycznie powinny częściej się wyrywać w takie miejsca oddalone nieco od miasta byle tylko odetchnąć, gdy znajdą na to czas. Teraz wcale nie wydawało się to takie głupie i nawet jeśli Swanson nie była romantyczką to jednak wizja obściskiwania się z koronerką gdzieś w spokojnym miejscu nad taflą ciemnego jeziora pośród ciszy i szumiących wokół drzew.
Z zadowoleniem uśmiechnęła się, gdy tylko Miller odchyliła głowę, dając jej jeszcze lepszy dostęp do swojej szyi. Skorzystała z niego niemal od razu, składając na niej jeszcze kilka drobniejszych pocałunków, aby móc się nacieszyć ciepłem jej skóry pod swoimi wargami oraz tym wyjątkowym spokojem, który właśnie na nie spływał.
- Obie te rzeczy... Wydaje się to nieco nierealne - przyznała szczerze, podłapując jej spojrzenie, gdy tylko koronerka się od niej odsunęła. - Po prostu tyle na to czekałyśmy, a teraz jest zwyczajnie po wszystkim.
Zupełnie jakby cała ceremonia minęła w przeciągu mgnienia oka. Czas jakby naprawdę zaczął płynąć w dziwny i niezrozumiały dla niej sposób, ale nie zamierzała na to narzekać tak długo jak miała przy boku pewną kobietę, która już na dobre związała się z nią małżeńskim węzłem.
Zaśmiała się krótko na ten komplement i pochyliła się ku kobiecie, aby zatrzymać się z uśmiechem tuż przy jej ustach, powstrzymując się w ostatnim momencie od złożenia na nich namiętnego pocałunku.
- Jestem po prostu szczęśliwa... I trochę pijana - odpowiedziała z rozbrajającą szczerością, bo taka kombinacja mogła zdecydowanie dodawać jej nieco więcej glamouru.
Skorzystała z okazji i pocałowała ją raz jeszcze. Kryła się w tym pewna delikatność oraz uczucie, któremu żadna z nich nie mogła zaprzeczyć. Chyba ten dzień naprawdę wyciągał z niej wszelkie możliwe sentymenty oraz pokłady romantyzmu. Coś podobnego na pewno się szybko nie powtórzy.
- Jeszcze trzymają mnie emocje po tym wszystkim, ale... Czuję, że nareszcie mamy jakiś dowód na to, że do siebie należymy i chociaż wcale go nie potrzebujemy to miło jest mieć coś, co o tym przypomina - odpowiedziała w końcu, przesuwając dłoń nieco wyżej na odsłonięte plecy ukochanej, aby dotknąć wystawionej na chłodne wieczorne powietrze skóry. - Nie jest ci zimno?
Prawda była taka, że od dawna żyły jak małżeństwo i jedyne, co zmieniło się w ich przypadku to stan cywilny w papierach oraz obecność obrączek ze stali chirurgicznych na dłoniach obu z nich. Euforia, która od jakiegoś czasu towarzyszyła Swanson więcej miała wspólnego z faktem, że zrobiły wspólnie coś wyjątkowego.
W ich życiu nie zmieniało się praktycznie nic. Dalej miały tę samą stabilność: miały dom, dwa koty oraz dziecko, które wkrótce miało do nich w tym domu dokończyć. Ślub sprawiał jedynie, że nikt z postronnych nie miał wątpliwości, co do tego, że tworzą prawdziwą rodzinę.

zaylee miller