the world ends slower beside you
: pt maja 15, 2026 9:56 am
Miał p i e r d o l o n e szczęście, że nie próbował igrać z nią w ten sposób.
Była w stanie znieść niemal wszystko, każde ich przekomarzanie, każdą słowną wojnę, prowokacje i role, w które wchodzili z taką łatwością. Nie brała do siebie uszczypliwości, nie obrażała się o żarty, odpowiadając dokładnie tym samym. Przesuwała granice równie ochoczo jak on, czasami nawet dalej.
Ale inna kobieta stanowiła zupełnie odrębną kategorię. Zwłaszcza taka, która najwyraźniej uznała, że może bezkarnie go dotykać, przesuwać po nim spojrzeniem i wślizgiwać się w jego przestrzeń osobistą z przesadną pewnością siebie.
Była w tej kwestii hipokrytką i doskonale o tym wiedziała. Przecież sama wykorzystywała Daniela Evansa dokładnie w ten sposób - jako narzędzie, które miało doprowadzić Maddena do granicy cierpliwości. Nie oznaczało to jednak, że pozwoli komuś zrobić to samo sobie.
Madeleine krążyła po pokoju z zachwytem wymalowanym na twarzy, muskając opuszkami palców kolejne elementy wyposażenia. Zatrzymywała się przy półkach zastawionych akcesoriami, przy lustrze na ścianie, przy skórzanych pasach zwisających ze ścian, komentując wszystko z przesadnym entuzjazmem. I chociaż t e o r e t y c z n i e mówiła do nich obojga, spojrzenie niemal bez przerwy wracało do Rhysa.
- Oddamy wam ten pokój, naprawdę - zaczęła, ale urwała gwałtownie, bo blondynka ponownie znalazła się zdecydowanie za blisko jego ramienia, twarzy i całego ciała.
Nim zdołała zareagować, ciepły oddech musnął jej policzek, a chwilę później ciężka męska dłoń zacisnęła się na jej talii w bezczelny sposób. Nie powiesili na klamce tego przeklętego ananasa, nie dali nikomu żadnego zaproszenia. Skąd ci ludzie w ogóle się wzięli?
Przez sekundę patrzyła wyłącznie przed siebie - na przyklejoną do Maddena kobietę, nim zesztywniała. Nienawidziła przekraczania granic bez wyraźnego pozwolenia. A teraz, podsycona widokiem blondynki praktycznie wiszącej na j e j ukochanym, weszła w tryb totalnej wariatki.
Obróciła się gwałtownie, wyrywając z uścisku mężczyzny, po czym pchnęła go mocno w stronę ściany obok łóżka. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, jej ręka sięgnęła pod materiał kurtki przewieszonej wcześniej przez fotel, a broń błysnęła w jej dłoni. - Odstrzelę ci łeb, jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz - wycedziła lodowato, pochylając się niebezpiecznie blisko jego twarzy. Jej głos obniżył się, ale nie miał nic wspólnego z tym czarującym tonem, którym nieznajomy szeptał jej do ucha.
I wtedy wszystko poszło jeszcze, kurwa, gorzej.
Madeleine zapiszczała z zachwytem. Dosłownie z a p i s z c z a ł a, klaszcząc energicznie w dłonie. - O mój Boże, jesteście wspaniali! - rzuciła rozpromieniona, chwytając Rhysa za ramię, najwyraźniej święcie przekonana, że cała scena była częścią ich gry. Margo zamknęła oczy na jedną, długą sekundę, a potem bardzo powoli opuściła broń. - Maggie - odezwała się wyjątkowo słodkim głosem, robiąc krok w jej stronę, jakby właśnie znalazła bratnią duszę.
- Jeśli za trzy sekundy nie wyjdziecie z tego pokoju, przysięgam, że naprawdę zacznę zachowywać się zgodnie z waszymi fantazjami - odpowiedziała spokojnie, chowając broń z powrotem na miejsce.
Rhys Madden
Była w stanie znieść niemal wszystko, każde ich przekomarzanie, każdą słowną wojnę, prowokacje i role, w które wchodzili z taką łatwością. Nie brała do siebie uszczypliwości, nie obrażała się o żarty, odpowiadając dokładnie tym samym. Przesuwała granice równie ochoczo jak on, czasami nawet dalej.
Ale inna kobieta stanowiła zupełnie odrębną kategorię. Zwłaszcza taka, która najwyraźniej uznała, że może bezkarnie go dotykać, przesuwać po nim spojrzeniem i wślizgiwać się w jego przestrzeń osobistą z przesadną pewnością siebie.
Była w tej kwestii hipokrytką i doskonale o tym wiedziała. Przecież sama wykorzystywała Daniela Evansa dokładnie w ten sposób - jako narzędzie, które miało doprowadzić Maddena do granicy cierpliwości. Nie oznaczało to jednak, że pozwoli komuś zrobić to samo sobie.
Madeleine krążyła po pokoju z zachwytem wymalowanym na twarzy, muskając opuszkami palców kolejne elementy wyposażenia. Zatrzymywała się przy półkach zastawionych akcesoriami, przy lustrze na ścianie, przy skórzanych pasach zwisających ze ścian, komentując wszystko z przesadnym entuzjazmem. I chociaż t e o r e t y c z n i e mówiła do nich obojga, spojrzenie niemal bez przerwy wracało do Rhysa.
- Oddamy wam ten pokój, naprawdę - zaczęła, ale urwała gwałtownie, bo blondynka ponownie znalazła się zdecydowanie za blisko jego ramienia, twarzy i całego ciała.
Nim zdołała zareagować, ciepły oddech musnął jej policzek, a chwilę później ciężka męska dłoń zacisnęła się na jej talii w bezczelny sposób. Nie powiesili na klamce tego przeklętego ananasa, nie dali nikomu żadnego zaproszenia. Skąd ci ludzie w ogóle się wzięli?
Przez sekundę patrzyła wyłącznie przed siebie - na przyklejoną do Maddena kobietę, nim zesztywniała. Nienawidziła przekraczania granic bez wyraźnego pozwolenia. A teraz, podsycona widokiem blondynki praktycznie wiszącej na j e j ukochanym, weszła w tryb totalnej wariatki.
Obróciła się gwałtownie, wyrywając z uścisku mężczyzny, po czym pchnęła go mocno w stronę ściany obok łóżka. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, jej ręka sięgnęła pod materiał kurtki przewieszonej wcześniej przez fotel, a broń błysnęła w jej dłoni. - Odstrzelę ci łeb, jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz - wycedziła lodowato, pochylając się niebezpiecznie blisko jego twarzy. Jej głos obniżył się, ale nie miał nic wspólnego z tym czarującym tonem, którym nieznajomy szeptał jej do ucha.
I wtedy wszystko poszło jeszcze, kurwa, gorzej.
Madeleine zapiszczała z zachwytem. Dosłownie z a p i s z c z a ł a, klaszcząc energicznie w dłonie. - O mój Boże, jesteście wspaniali! - rzuciła rozpromieniona, chwytając Rhysa za ramię, najwyraźniej święcie przekonana, że cała scena była częścią ich gry. Margo zamknęła oczy na jedną, długą sekundę, a potem bardzo powoli opuściła broń. - Maggie - odezwała się wyjątkowo słodkim głosem, robiąc krok w jej stronę, jakby właśnie znalazła bratnią duszę.
- Jeśli za trzy sekundy nie wyjdziecie z tego pokoju, przysięgam, że naprawdę zacznę zachowywać się zgodnie z waszymi fantazjami - odpowiedziała spokojnie, chowając broń z powrotem na miejsce.
Rhys Madden