Strona 4 z 4

the world ends slower beside you

: pt maja 15, 2026 9:56 am
autor: margo mercer
Miał p i e r d o l o n e szczęście, że nie próbował igrać z nią w ten sposób.
Była w stanie znieść niemal wszystko, każde ich przekomarzanie, każdą słowną wojnę, prowokacje i role, w które wchodzili z taką łatwością. Nie brała do siebie uszczypliwości, nie obrażała się o żarty, odpowiadając dokładnie tym samym. Przesuwała granice równie ochoczo jak on, czasami nawet dalej.
Ale inna kobieta stanowiła zupełnie odrębną kategorię. Zwłaszcza taka, która najwyraźniej uznała, że może bezkarnie go dotykać, przesuwać po nim spojrzeniem i wślizgiwać się w jego przestrzeń osobistą z przesadną pewnością siebie.
Była w tej kwestii hipokrytką i doskonale o tym wiedziała. Przecież sama wykorzystywała Daniela Evansa dokładnie w ten sposób - jako narzędzie, które miało doprowadzić Maddena do granicy cierpliwości. Nie oznaczało to jednak, że pozwoli komuś zrobić to samo sobie.
Madeleine krążyła po pokoju z zachwytem wymalowanym na twarzy, muskając opuszkami palców kolejne elementy wyposażenia. Zatrzymywała się przy półkach zastawionych akcesoriami, przy lustrze na ścianie, przy skórzanych pasach zwisających ze ścian, komentując wszystko z przesadnym entuzjazmem. I chociaż t e o r e t y c z n i e mówiła do nich obojga, spojrzenie niemal bez przerwy wracało do Rhysa.
- Oddamy wam ten pokój, naprawdę - zaczęła, ale urwała gwałtownie, bo blondynka ponownie znalazła się zdecydowanie za blisko jego ramienia, twarzy i całego ciała.
Nim zdołała zareagować, ciepły oddech musnął jej policzek, a chwilę później ciężka męska dłoń zacisnęła się na jej talii w bezczelny sposób. Nie powiesili na klamce tego przeklętego ananasa, nie dali nikomu żadnego zaproszenia. Skąd ci ludzie w ogóle się wzięli?
Przez sekundę patrzyła wyłącznie przed siebie - na przyklejoną do Maddena kobietę, nim zesztywniała. Nienawidziła przekraczania granic bez wyraźnego pozwolenia. A teraz, podsycona widokiem blondynki praktycznie wiszącej na j e j ukochanym, weszła w tryb totalnej wariatki.
Obróciła się gwałtownie, wyrywając z uścisku mężczyzny, po czym pchnęła go mocno w stronę ściany obok łóżka. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, jej ręka sięgnęła pod materiał kurtki przewieszonej wcześniej przez fotel, a broń błysnęła w jej dłoni. - Odstrzelę ci łeb, jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz - wycedziła lodowato, pochylając się niebezpiecznie blisko jego twarzy. Jej głos obniżył się, ale nie miał nic wspólnego z tym czarującym tonem, którym nieznajomy szeptał jej do ucha.
I wtedy wszystko poszło jeszcze, kurwa, gorzej.
Madeleine zapiszczała z zachwytem. Dosłownie z a p i s z c z a ł a, klaszcząc energicznie w dłonie. - O mój Boże, jesteście wspaniali! - rzuciła rozpromieniona, chwytając Rhysa za ramię, najwyraźniej święcie przekonana, że cała scena była częścią ich gry. Margo zamknęła oczy na jedną, długą sekundę, a potem bardzo powoli opuściła broń. - Maggie - odezwała się wyjątkowo słodkim głosem, robiąc krok w jej stronę, jakby właśnie znalazła bratnią duszę.
- Jeśli za trzy sekundy nie wyjdziecie z tego pokoju, przysięgam, że naprawdę zacznę zachowywać się zgodnie z waszymi fantazjami - odpowiedziała spokojnie, chowając broń z powrotem na miejsce.

Rhys Madden

the world ends slower beside you

: pt maja 15, 2026 9:30 pm
autor: Rhys Madden
Spodziewał się wszystkiego, ale nie t e g o.
W osłupieniu patrzył na wszystkie sygnały ostrzegawcze, które zdążył już poznać. Na brwi, które najpierw uniosły się w zaskoczeniu a później zmarszczyły wściekle. Na drapieżne spojrzenie, które przesunęło się z jego tęczówek na ramię kobiety, znów sięgające w jego stronę. W tych absurdalnych okolicznościach nie zdziwiłby się, gdyby dostrzegł parę puszczoną z jej nozdrzy jak u rozjuszonego byka.
Podejrzewał, że natychmiast utnie to nieporozumienie, przerywając fantazje snute przez drugą parę. Może zrobi to krzykiem, zniecierpliwieniem, a może chwyci Maddie za jej skąpe ubranie i wytarga ją na sam korytarz.
Ale w najśmielszych snach nie wyobrażał sobie t e g o.
Drgnął, dostrzegając błysk broni. W pierwszym odruchu - tym, który zakorzeniła w nim policyjna praca - jego ciało owładnęło napięcie. W drugim odetchnął widząc, że broń leżała w rękach Margo.
W trzecim znów się napiął, bo broń leżała w rękach Margo.
- Zaszło pewne nieporozumienie... - zaczął, próbując, unosząc dłonie w obronnym geście jakby to w niego celowała w tej chwili lufa broni. Nie zdążył jednak dokończyć, bo Mercer dość dosadnie przekazała, z grubsza, to samo - tylko w zupełnie inny sposób.
Ta iskra szaleństwa w jej oczach powinna go zaniepokoić. Powinien natychmiast ją upomnieć, przypomnieć, że była policjantką, że nie mogła się w ten sposób zachowywać - szczególnie, gdy sama potwierdziła wpisanie na enigmatyczną listę przez recepcjonistę, tak samo jak sama zarezerwowała dla nich ten hotel.
Ale z jakiegoś powodu jego uśmiech poszerzył się na widok broni, a ta iskierka szaleństwa w ten nienormalny sposób charakterystyczny dla nich mu się s p o d o b a ł a.
- Koniec zabawy - zadecydował, potwierdzając - odwrócił stojącą przy nim kobietę i chwycił ją za nadgarstki zupełnie tak, jak na co dzień postępowali z przestępcami. Dzięki temu mógł trzymać ją na dystans - i na tym dystansie pchnął ją lekko w stronę drzwi, a Madeline aż drżała z ekscytacji.
- Boże, jak realistycznie! - zapiała, mijając Margo i będąc wyprowadzaną, nie do końca pojmując, że faktycznie była wyprowadzana. - Ćwiczyliście to już wcześniej?
- Na okrągło - odrzucił dyplomatycznie, wypychając kobietę na zewnątrz. Jej mąż wyciągnął ręce przed siebie, tkwiąc w idiotyczny sposób przed Margo jakby spodziewał się, że i on zostanie "skuty" - zamiast tego został chwycony przez Maddena za kark i wyrzucony na zewnątrz w nieco mniej wiarygodny sposób.
- Hej! - krzyknął jeszcze nim drzwi za nim się zamknęły, a Rhys oparł się o nie plecami, po raz pierwszy odkąd wtargnęli do pokoju biorąc głęboki wdech i wydech.
Ignorując odgłosy ożywionej rozmowy dobiegające z korytarza, w którym para zastanawiała się nad tym co się. takiego stało, Madden przeniósł swój wzrok na Margo i uśmiechnął się pod nosem.
- Jestem prawie pewien, że grożenie cywilom ze służbowej broni jest nielegalne, detektyw Mercer.

margo mercer