Strona 4 z 4

bulionowy trip

: czw lip 02, 2026 8:34 pm
autor: Ricardo Martinez
No już było dobrze. Rosa w szoku, idzie, Ricz już ją obmywa z tej krwi, ale nie. Musiał jej powiedzieć. Wypadło mu to, bo w tym całym zamieszaniu on był PRZEKONANY, że Rosa już wszystko wie o tych bliźniakach. Dlatego z początku nie wie o co babie chodzi, kiedy go za chabety złapała.
- Ale sie uspokój, sama mi dałaś te kopertę i kazałaś mi ją czytać- złapał te jej ręce, co się na jego koszuli zaciskały, ale je wyrwała, bo nie chciała nic z nim mieć wspólnego. Potem jeszcze macha ręką. - Nie moja wina, że tam było to napisane, przeczytałem. A to ty nie wiedziałaś że będą bliźniaki też? - ale to już powiedział do Rosi, która się napięcie odwróciła. Jego ton też był nieco milszy, bo to go akurat trochę wzruszyło i idzie przez wodę za nią i mówi:
- Rosi skarbie, może porozmawiamy o tym, ja na żadnym skanie nie widziałem dwóch bejbi i też się mega zdziwiłem. Myślałem, że ty wiesz... - ale Rosa idzie coraz szybciej i już plażą, więc on za nią i tak wybiega przed nią. - Zatrzymaj się, to jest przecież jak spełnienie naszych życzeń, nie niszczmy sobie tego, nie niszcz - nie skończył, bo Rosa go wymineła i postanowiła wcale się już dalej do niego nie odzywać.
Więc załadował ich tobołki na statek i rozgląda się za Rosi, ale ona uciekła i usiadła tak żeby przypadkiem obok niej nie usiadł. Stoi więc oparty na rufie i chmurnym spojrzeniem za nią powodzi, kiedy ta uśmiecha się do Zygfryda. Dobrze, że nie było już Marco Polo, bo jeszcze tego szczeniaka to mógł przeżyć no ale wiadomo, że tamtego to nie. Pożyczył sobie papieroska od Oppenheimera i sobie pali, i to była pierwsza chwila kiedy się w koncu mógł zastanowić nad tym co tu się odjebało!
Trzy trupy.
Klątwa.
Bliźniaki.
Ukryty ojciec.
Zagadał do Oppenheimera z pytaniem czy wie, kiedy kończy się ten rejs. Bo dla niego już za wiele i zaczał się nawet uzewnętrzniać z tego, że się pokłócił z żoną. Oppenheimer powiedział, że teraz po śmierci Gerarda na oczach wszystkuich na pewno jutro zawrócą do portu i wszyscy będą musieli wrócić wcześniej do domu, ale zanim to, to on chciałby zebrać wszystkich i im obwieścić wynik swojego dochodzenia. Ricz obiecał, że bedzie, ale jak staneli na yachcie i usłyszał, że ma dwie godziny żeby się ogarnąć i zejsć na obiad to po przytarganiu wszystkich rzeczy do ich kajuty, nic do Rosi nie gadał, tylko zaraz poszedł spać. Jebnął się na całe łóżko i tak chrapie potężnie, że wcale nie brmi, jakby miał wstawać na jakąkolwiek kolacje!!

Rosario M. Vargas-Martinez

bulionowy trip

: pt lip 03, 2026 3:26 pm
autor: Rosario M. Vargas-Martinez
- Chciałam to przeczytać z tobą debilu! Na jakimś gender reveal party - krzyknęła i mu się wyszarpuje, bo to nie tak to wszystko miało wyglądać. Mieli się opalać na łodzi, Ricz by pił drinki z palemką, a ona bezalkoholowe, wieczorami tańczyli by na plaży, a w nocy się kochali. Miało być dużo słońca i miłości na tych ich wakacjach. I jeszcze mieli poznać płeć ich dzieciątka i się z tego cieszyć niesamowicie.
A tu wszystko poszło nie tak.
Rosa była zła, była zrezygnowana, zmęczona już tym tripem, który zamiast dać im zasłużony odpoczynek, to wszystko zmącił i im zabrał. Ona już nigdy chyba nie przełknie tej zupki Knorr.
- A skąd miałam to wiedzieć, jak na każde badanie chodzimy razem? I kazałam lekarzowi to schować w kopertę po tym ostatnim, żebyśmy mogli to razem uroczyście otworzyć! - ryknęła. Bo to też miało być piękne i uroczyste. Roska miała w bagażu dwa takie wielkie balony z konfetti, różowym i niebieskim i oni by wystrzelili ten odpowiedni, gdyby się już dowiedzieli. A tak co?
Nic nie wystrzelą. Chociaż Roska to miała ochotę strzelić Richa, ale tylko go wyminęła.
- Daj mi spokój - warknęła na niego i sobie poszła do łódki, żeby tam sobie posiedzieć z Zygfrydem.
Reszta to tak na nią patrzyła trochę krzywo, ale akurat ten dzieciak to z nią gadał normalnie i nawet jej powiedział, że to super, że będą bliźniaki.
Potem już są na łodzi i Oppenheimer też zaczepił Rosi, że potem ma być uroczysta kolacja i żeby przyszli, bo on powie o wynikach śledztwa. No to Roska się znowu odjebała, jak uroczysta kolacja, włoski zakręciła. Sukienka i szpilki i taka jak milion dolarów czeka aż Rich się łaskawie też ruszy.
A on chrapie tak, że cała kajuta się trzęsie. A w Rosie znowu walczą dwa wilki, bo jeden chce go zostawić i iść samej na kolację, a drugi... No jednak bała się tam iść sama, że jej się coś stanie, najbardziej to o dzieci się bała. Dwoje jak się okazało.
Tylko jak ona się tak zastanawiała jeszcze, to ktoś puka do drzwi cichutko. Rosa otwiera, a tam znowu Zygfryd i jej mówi czy ona z nim idzie na kolację. Obejrzała się Roska jeszcze na Richa wywalonego na łóżku, ale zaraz skinęła głową i wyszła z kajuty.
Poszli z Zygfrydem pod rękę jak jakaś para królewska. A przy stole też siedzą obok siebie. Ale Rosa bała się cokolwiek pić, bo jak Rich nie spróbował, to nie wiedziała. Może wszystkich chcą tu dzisiaj otruć?
Wszyscy w ogóle siedzą sztywno nad pełnymi kielichami i talerzami, na których jedzenie wygląda wybornie, ale nikt nie odważył się go ruszyć.
Oppenheimer patrzy po wszystkich i sprawdza czy wszyscy są. No są oprócz Richa, więc on zaraz odzywa się do Rosy.
- A Pani mąż? - na co ona mu, że śpi, a on - nie może spać... Musi tu być, razem ze wszystkimi... - powiedział jakoś tak złowieszczo. A zaraz Zygfryd się wyrywa, że on go przyprowadzi, ale Oppenheimer każe mu siedzieć. Młody wraca na miejsce i patrzą się na siebie z Roską. Nagle przy drzwiach pojawia się jakiś goryl, a Oppenheimer każe mu iść do kajuty sto dwa po Ricardo.
I rzeczywiście jak Ricz, którego szarpią dwa wielkie karki, otwiera oczy, to ich widzi nad sobą. Dwóch jakiś obcych kafarów, co mają po dwa metry i są w barach szerocy jak szafy. Straszni trochę. Łapią Ricza za fraki i nawet mu nie wyjaśniają co i jak, tylko go ciągną za sobą.
A Oppenheimer każe się wszystkim częstować i dodaje złowieszczo, że zaraz będzie... deser.
Nikt nic nie je i tak, a on już stoi nad Svetlaną, żeby jadła. Aż się modelka pochyliła nad talerzem i złapała za widelec.
Coś tutaj było bardzo nie halo.

Ricardo Martinez

bulionowy trip

: ndz lip 05, 2026 5:29 pm
autor: Ricardo Martinez
Ricz miał sen, że opalał się na plaży, sączył kolorowy drineczek sex on a beach i słuchał dobrej nutki, a Rosi była bez brzucha, tylko taka wciąż szczupła i śliczna jak tego dnia z pięć lat temu, co kochali się najmocniej pod słońcem. I Rosi w tym śnie była bardzo słodka, namiętna, miła i ani razu na niego nie krzyknęła. Ricz aż płakał przez ten sen, bo to na prawde piękne było, taka wyzja.
Ale nagle ten sen się zmienił. Jego słodka Rosie zniknęła, a nad zatoką nad którą pił drinka rozpętała się burza z piorunami. Nagle jeden z piorunów jebnął w sam środek oceanu i ocean zaczął się rozstępować na dwie. Ricz wciąż siedział na swoim leżaku i obserwował to jak nagle z tego oceanu wyszła blondynka, która była modelką i miała rosyjskie rysy twarzy. W ręku trzymała talerz z zupą barsz w której pływały trzy pierogi.
Co było dalej - Ricz nie pamięta, ale kiedy się obudził to oczy wytrzeszcza do sufitu i patrzy a ma nad sobą jakiś dwóch goryli. Ricz wciąż w gatkach z plaży i w lnianej koszuli zostaje przetransportowany do jadalni i jest tutaj zupełnie nierozbudzony. Jak tylko wszedł do pokoju, to widzi, że wszystkie oczy są na niego zwrócone. Wzrusza ramionami w odpoowiedzi na wzrok jednej jedynej pary oczu, która go interesuje - oczu Rosi. A kiedy Oppenheimer go zobaczył, wskazał mu miejsce obok żony. Ricz poczłapał na to miejsce, ale czuje się jakby go ktos walnął w głowę. Ale jak siadał to mówi do Rosi na ucho po cichu sie przychylając:
- Rosi, wiem kto zabił - ale ona pewnie ma to gdzieś, bo jest wszak obrażona. Poza tym Oppenheimer zaczyna:
- Już jutro zakończymy ten rejs, poinformowałem policję o tym, że mamy pośród nas mordercę. I to trzykrotnego mordercę. Dobrze, że siedzicie, bo po tym, co za chwilę usłyszycie, część z was i tak nie miała by siły stać.
Zapadła cisza, już nikt nie jadł. Ricz to nawet się rozejrzał po stole, ale jak usłyszał, że Oppenheimer też zna mordercę, to się skupił na nim. Oppenheimer spojrzał po twarzach zebranych.
– Od chwili śmierci Marco Polo wszyscy robiliście dokładnie to samo. Kłamaliście. Nie dlatego, że byliście mordercami. Dlatego, że baliście się, iż prawda o waszym życiu wyjdzie na jaw.
Spojrzał na Ricza.
– Ricz. Marco miał rację. Od miesięcy zdradzałeś Rosę. Twoja kochanka nie była na statku, ale jej przyjaciółka – pani Barilla – wiedziała o wszystkim. Dlatego tak bardzo bałeś się policji. Nie zabiłeś Marco. Chroniłeś siebie.
Przesunał spojrzenie na jego żonę.
– A ty, Roso... Nie jesteś kobietą, za którą się podajesz. Marco wyciągnął cię z anonimowości. Pracowałaś kiedyś z nim nad jedną z prac, któa była oskarżona o plagiat i gdyby to wyszło na jaw, to mogłabyś zostać pozbawiona uprawnień, a po jego śmierci zabrałaś ze stołu list. Wiem, że go masz. Gdybyś od razu go pokazała, być może oszczędzilibyśmy sobie kolejnych tragedii.
Odwrócił się do pani Bell.
- Gerard który dziś umarł powiedział Pani w zaufaniu o swoim sekrecie. To mogło Panią narazić, gdyby nie to że Marco Polo ujawnił jego sekret. Wiedział dokładnie o tym, że jedna z części na podrukcji była wadliwa i spowodowało to mnóstwo wypadków samochodowcyh. Pani Bell. Wykrozystała pani ten motyw w swojej powieści. Ale to nie pierwszy raz prawda? Pańskie książki nie były wyłącznie pani autorstwa. Człowiek, który pomagał je pisać, został wymazany z historii. To hańba, ale nie morderstwo.
Spojrzał na pana Barillę.
- Pan udawał bogacza, choć od miesięcy był bankrutem. Nawet teraz, mimo, że jest Pan na wyciecze - nagrodzie, utrzymuje Pan, że ma podobny jacht sam. To nie jest prawda, bo nie rozróżnił Pan prosecco od szampana,.
Na Bazzara.
– A pan przez lata prał pieniądze i pomagał tuszować niewygodne sprawy Gerarda, jego śmierć była dla Pana najbardziej wygoda, czyż nie? Ale robił to wszystko pan dla niego, bo dobrze Pan na tym zarabiał..
Na Zygfryda i Hope:
- Odkryłeś sekret Twojej matki, ale czy powiedziała ci również, że mężczyzna, który zginął od błędu Gerarda nie był twoim ojcem? - Zygfryd się poruszył i spogląda na Rosi i Ricza znacząco. Ricz zaś opiera rękę o oparcie krzesła Rosi i tak ją przytula bezwiednie, może troche odruchowo, po prostu jest w szoku, że wszyscy ludzie na rejsie są ze sobą jakoś połączeni!!
- Na początku podejrzewałem, że pani Potter jest oczywistą kandydatką na morderczynię Gerarda, ale coś mi tu nie pasowało. Dlaczego matka ryzykowałaby dożywocie, więdząc, że jej syn zostanie sam? To nie trzymało się kupy. Są zbyt ze sobą zżyci. Myliłem sie i dowieziałem się o tym dopiero dziś po południu, kiedy pani Martiez zginęła - na szczęście szybko została odnaleziona
Skinął w jej stronę głową, a przy stole zapadła chwila ciszy. Oppenheimer stanął na szczycie stołu.
- Bo wszystkie te sekrety miały tylko jedno zadanie.Odwrócić naszą uwagę.
Podniósł z blatu złożoną kartkę.
– Marco Polo wiedział, że jedna osoba przy tym stole żyje pod fałszywym nazwiskiem.
Spojrzał prosto na Svetlanę.
Pani nie jest Svetlaną. Nazywa się pani Sofia Volkov.
Na sali zrobiło się tak cicho, że słychać było jedynie silniki statku.
Ojciec Sofii zginął w wypadku spowodowanym wadliwą częścią samochodową. Gerard wiedział o wadzie. Bazzar pomógł ukryć dokumenty. Ja... – zawahał się – ...ja pozwoliłem, by śledztwo zostało zamknięte szybko. Nie jestem z tego dumny.
Svetlana nie spuszczała z niego wzroku.
– Marco zaprosił nas wszystkich, bo zamierzał ujawnić prawdę. Wiedział już, kim naprawdę jesteś.
Wyciągnął lis - ten sam list, który zabrała Rosa. To w nim Marco opisał prawdziwą tożsamość Sofii.
– Marco musiał umrzeć pierwszy, bo zamierzał odebrać ci jedyną broń, jaką miałaś – anonimowość. Matthew nie zginął przypadkiem. Znalazł zakrwawiony nóż i zobaczył coś, czego nie powinien. Został zabity, a jego ciało wyrzucono za burtę, aby wszyscy uwierzyli, że wypadł podczas sztormu. Gerard był Twoim głównym celem. Ale dorwałaś go dopiero na sam koniec. Nie zabijałaś przypadkowo. Zabijałaś ludzi, których uważałaś za winnych śmierci swojego ojca...i każdego, kto mógł odkryć prawdę o tobie, zanim sama wymierzyłabyś sprawiedliwość. Pani Martinez - zwrócił się do Rosy - Pani była następna dlatego, że miała Pani list. Svetlana nie zdążyła Pani dopaść
Svetlana uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od początku rejsu - tak samo jak wtedy, gdy umarł Marco Polo.Oppenheimer pokiwał głową. Dobrze wiedział co oznaczał ten uśmiech. Kiedy wszyscy byli przerażeni, ona się uśmiechała. Svetlana powoli wstała od stołu.
- Wie pan, co jest najgorsze, inspektorze?
Oppenheimer milczał.
Że w niczym się pan nie pomylił. Po raz pierwszy od wielu lat...tylko spóźnił się pan o jedno morderstwo.
I później Ricz tylko rzucił się, żeby obronić Rosę swoim ciałem, bo w resturacji rozległy się dwa strzały. Upadli na ziemię, ona pod nim a on na niej. I jak otworzył oczy to przynajmniej wiedział, że jej się nic nie stało, bo jej wkurwione spojrzenie wciąż na niego patrzało.

Rosario M. Vargas-Martinez

bulionowy trip

: ndz lip 05, 2026 8:02 pm
autor: Rosario M. Vargas-Martinez
Rosa oczywiście wywraca oczami, jak Ricz koło niej siada, ale tak naprawdę to jej kamień z serca spadł, że te dwa bandziory, co go tu przyprowadziły, to nic mu nie zrobiły. No bo ich relacja to jest taka, że oni się kochają i nienawidzą chyba jednocześnie. A przynajmniej to Rosa tak ma.
Niby patrzy na Ricardo podejrzliwi zmrużonymi oczętami.
- Kto? - zapytała go, ale Oppenheimer już mówi, że on też wie. Więc Rosa teraz na niego przenosi spojrzenie i słucha go. A on wali taką przemową, że wszyscy przy tym stole się pospinali, nikt już nic nie je, ani nie pije, a ludzie tylko patrzą po sobie podejrzliwie, bo się okazuje, że wszyscy tutaj kłamią.
Że Ricz to wiadomo, ale jak ten Opeenheimer tak mówi, to Rosa aż zacisnęła palce na przedramieniu swojego męża.
- Jak to od miesięcy? - i aż wbiła paznokcie w ramię Ricz, bo ona myślała, że to taka jednorazowa akcja była. Jeden raz i chwila zapomnienia w ramionach jakiejś rudej lafiryndy, a to trwało od miesięcy.
Aż jej się słabo zrobiło, a jeszcze gorzej jak się okazało, że Barilla to przyjaciółka jego kochanki, aż Rosa się tak patrzy na tą babę i chyba by się na nią rzuciła furiatka, ale wtedy Oppenheimer mówi dalej i teraz już o jej tajemnicy. Rosario to było trochę wstyd, bo to była prawda, że kiedyś jej pracę oskarżono o plagiat, ale Marco Polo wtedy jej pomógł to zataić. I ona mu potem całe życie była wdzięczna, bo przecież jej praca, to była jej druga ukochana rzecz po... no Riczu.
- Ja... Ja już nie mam tego listu, ale nie chciałam, żebyście poznali moją tajemnicę - i chowa twarz w rączkach biedna Roska. No bo w sumie jej tajemnica to nie jest taka najgorsza, nikomu krzywdy nie zrobiła, ale jest wstydliwa.
Oppenheimer mówi dalej te wszystkie sekrety, a Rosa jeszcze nie podniosła głowy tylko tak chlipie cicho. Ale tam na wierzch wychodzą takie brudy, że no każdy stąd ma coś na sumieniu. Tylko, że Rosy to wcale tak nie obchodzi, bo ją najbardziej interesuje ten jej sekret i ten Richa, że ją miesiącami zdradzał.
No ale jak te tajemnice wszystkie wychodzą, to Rosa tak podnosi twarz znad stołu, bo nie dowierzała, że to się tak wszystko składa w całość, a do tego...
- Svetlana? - aż jej się wyrwało, bo ona specjalnie pewnie ten kostium założyła taki sam! Żeby ją zabić. Teraz już się wszystko składa w całość. Skoro ona była następna.
Tylko potem Svetlana, a tak naprawdę Sofia zrywa się z miejsca i wyciąga spod stołu pistolet.
- Jezu! - krzyknęła jeszcze Rosa i całe życie jej przeleciało przed oczami. Calutkie. Jak była dzieciątkiem najsłodszym na świecie, a potem jak była małą dziewczynką i już wtedy chciała zostać psychiatrą. A potem jak była nastolatką i się z koleżanką uczyła całować. A potem jak się umawiała z chłopakami, i Rich… Ten łysy z fryzurą na piłkę tenisową. Jak jej mówi, że spadła z nieba.
A potem dziesięć lat i ta sama gęba, którą ona przez te wszystkie lata kochała nad życie i nienawidziła równie mocno. Ale jednak w ogólnym rozrachunku do tego stopnia była w nim zadłużona, że wzięła z nim ślub. I ten ślub przepiękny też widziała, najszczęśliwszy dzień jej życia, kiedy ona jeszcze nic nie wiedziała, tylko myślała, że Ricardo jest taki cichy bo się struł sałatką, a mówiła mu, żeby jej nie jadł.
I już myślała, że to jej koniec będzie, bo wybrzmiały te dwa strzały, ale zaraz walnęła na ziemię i przygniótł ją jakiś ciężar. Ale najciężej to jej było na sercu, że tak skończyli pokłóceni. Tylko się wtedy okazało, że jej jednak nie trafiło, bo na niej leży Ricz, no i Rosa sięga ręką po podłodze, chciała go zepchnąć, tylko tam jest... pełno krwi!
Więc Rosa krzyknęła - Boże Rich! - i go szarpie za koszulę, czy on umarł? Ale nie, bo patrzy na nią tymi ciemnymi ślepiami, a ona na niego.
A zaraz się okazało, że to nie jest krew nawet. Tylko Svetlana chciała ją zabić, ale Ricardo ją odepchnął i Rosjanka strzeliła w karafkę z winem, bo się na nią rzucił Oppenheimer, też ryzykując własnym życiem, dla Rosy!
No i powalił blondynę na podłogę, wytrącił jej pistolet, a zaraz nawet zakuwa ją w kajdanki.
Rosa niby jest zła, niby jeszcze źle patrzy na swojego męża, ale jednak trzyma go cały czas za koszulę, bo jakby go straciła, to by sama tego chyba nie przeżyła!
Chociaż to nie tak, że mu nagle wybaczyła tą trwającą kilka miesięcy zdradę. Ciężko jej jest jakoś tak znowu...
Aż się za brzuch złapała.
- Ricz źle się czuję - mówi taka blada cała. Za dużo stresu, za dużo emocji i tego wszystkiego, to już było dla niej.

Ricardo Martinez

bulionowy trip

: czw lip 09, 2026 11:25 pm
autor: Ricardo Martinez
Strzały. Ricz przykrywa swoim ciałem to małe swojej żony i obejmuje ją mocno, żeby na pewno żadna część nie była odsłonięta i narażona na pocisk. Jest bohaterem, bo jak inaczej można to nazwać, skoro pocisk przeleciał tuż nad nim, kiedy zwalali się na ziemię. Gdyby nic nie zrobił, gdyby nie wstał z łóżka, gdyby chłopy go nie obudziły... mógłby rano obudzić sie już wdowcem. A takiego scenariusza na ten wyjazd na pewno nie miał.
Patrzy teraz na Rosi, ona na niego, jak ona się szarpie to on spadł z niej wprost na te rozbite szkło i jęczy "o kurwa kurwa", a ponieważ nie ma zeba na przodzie to brzmi to jak "o kułwa kułwa". Rozgląda sie na boki i unosi dłoń i widzi tony krwi wokół siebie.
- Ojezu, ja też się źle czuje- zzezował się tak, bo aż mu się w głowie zakręciło, stara się na nią spojrzeć, ale plecy go napierdalają, bo przecież wbity ma jakiś wielki kawał szkła w nie. Odwraca się na brzuch i ma już łzy w oczach - Rosa, czy to ja umieram? - aż tak stęka, ale zaraz go jakiś goryl podnosi i Rosa może zobaczyć, że z pleców Ricza wystaje część karafki.
Kątem oka widzi jak Svetlana ściśnięta przez Oppenheimera drze się w kącie
-Nic mi nie udowodnicie!! Wszyscy dziś zginiecie!! - ale Oppenheimer jej wsadza serwetkę w usta i sadza na krześle pokazując, żeby ktoś się zajął rannymi. RIcza położyli na stół, on tylko ściska Rosi za rączkę i mówi:
- Rosi, jak umrę, to chce żebyś wszystkie konta moje wyczyściła na Kajmanach i pojechała z moim przyjacielem Patelkiem na wakacje, rozsypcie moje prochy na Kilamandżaro, zawsze marzyłem, żeby tam pojechać - ale ktoś tam mówi, chyba Zygfryd, że nic mu nie będzie, zato jakiś ktoś inny staje na stole i zaczyna ciągnąć i wyciągać mu to szkło z pleców. Boli NIEZIEMSKO i Ricz sie drze w niebogłosy i ściska rączkę Rosi jeszcze mocniej i szuka jej spojrzeniem. Szkło zostało wyciągnięte ale ktoś mówi, chyba pani Bell "O jacie, ale z niego sie leje krew" i wszyscy panikuja, na szczęście zaalarmowany kapitan zszedł i jak tylko zobaczył co się dzieje to zaraz przywołał kogoś kto się znał na pierwszej pomocy i już mu ktoś koszule rozciał i zacyzna go opatrywać. Ricz dwa razy zemdlał w tym czasie, w końcu jednak został opatrzony ileży już tylko i powtarza: - Rosi musisz być silna


Rosario M. Vargas-Martinez

bulionowy trip

: ndz lip 12, 2026 1:49 pm
autor: Rosario M. Vargas-Martinez
To fakt, że Ricz był bohaterem, że tak swoją żonę osłonił przed pociskami, ale! Był też złolem, bo najpierw ją zdradził i to zaraz po ślubie z jakąś randomową laską, z którą nawet nie miał wielkiej miłości, tylko pewnie sam seks.
Później jest dużo tej krwi i Roska się trochę przeraziła, ale to wino, ale potem jednak krew! I to Ricardo, jak mu się to szkło wbiło w plecy. Może ona mu życzyła źle, żeby jakiś piorun z jasnego nieba grzmotnął mu prosto w łeb i go ukarał za zdradę, ale nie życzyła mu nigdy żeby się wykrwawił, aż jej się słabo zrobiło. I musieli ją posadzić na jakimś krześle, a młody Zygfryd ją pociesza. A ona...
- Nie Ricz, na pewno nie umierasz! - no Ricza pociesza, ale już przed oczami miała taki obrazek, że ona w czarnej sukni nad trumną jego stoi i podwija czarną woalkę z twarzy, żeby na niego jeszcze spojrzeć. Straszna to była trochę wizja, więc jej się znowu słabo robiło. Prawie zemdlała przy tym, ale jednak starała się być silna dla swojego wciąż jeszcze męża. Ale blada to była już jak śmierć.
- Dobrze, na Kilimadżaro, z Patelkiem - kiwa głową, że spełni ostatnią wolę męża, ale zaraz go walnęła w ramię - nie no nie umrzesz Ricz! A kto nasze dzieci nauczy grać w piłkę? Przecież wiesz, że ja nie umiem, ja nawet nie wiem kiedy jest spalony - jeszcze tak mu mówi zaglądając mu głęboko w oczy. Ale potem Ricz zemdlał, a kapitan zawołał medyków, którzy go opatrzyli. Rosie też coś podali na uspokojenie, bo ona raz płakała, a raz to nic się nie odzywała, na pewno nie była silna, tak jak Ricz jej kazał. Tylko bardziej załamana.
Aż w końcu wszyscy się z tej restauracji rozeszli, Svetlanę zamknęli gdzieś w kajucie zakutą w kajdanki i Oppenheimer jej pilnował. A Ricza położyli do łóżka na brzuchu i dali mu jakieś prochy. Rosce też dali i jak ona najpierw miała spać w kajucie Svetlany, sama, to w nocy przylazła do Richa i chociaż jeszcze mu nie wybaczyła, to się do niego wpakowała go łóżka i tak delikatnie przytuliła, a potem go pyta.
- Śpisz Rich? - ale on jej nic nie odpowiedział, to chyba jednak spał, więc Rosa mu tak mówi - bałam się, że cię stracę... kocham cię - pogłaskała go po włosach, a potem też sama poszła spać. Ale nie wiadomo, czy Rich to słyszał, czy wcale nie, bo spał.
Za to na drugi dzień, to już statek przybił do portu i ich wszystkich ściągnęli, trochę było zamieszania, dużo pytań i przesłuchań, ale Rosa z Richem to w pierwszej kolejności pojechali do szpitala. Bo trzeba było sprawdzić czy wszystko dobrze z dzieciątkami i zszyć Richa.
Dopiero po kilku kolejnych dniach wrócili do domu, tym razem pierwszą klasą prosto do Toronto, w ramach zadośćuczynienia za ten nieudany rejs, od Knorra. W ogóle dostali jakiś dożywotni zapas zupek, ale Rosa nie mogła na nie patrzeć.
Na Richa zresztą też, bo dzień później jak się obudziła, to jakaś taka pusta w środku była, jakby już go wcale nie nosiła w sercu.
Tak jak jej ta czarownica powiedziała. Jakby o nim zapomniała. A poprzedniej nocy jeszcze mu wyznała, że bała się, że go straci i że go kocha.
Życie to było przewrotne. A klątwy działały niestety.
koniec
Ricardo Martinez