Strona 4 z 4

happy birthday to me

: pn sie 24, 2026 12:11 am
autor: Eric Stones
Przez długi czas Eric przemierzał rzekę samotnie. Maszerował przez otoczony mgłą las samotnie. Czasami miał wrażenie, że utykał w bagnie, lub woda w rzece zaczynała go podtapiać, a powietrze w lesie, choć powinno być zdrowe i rześkie, było przytłaczające i duszące. Wszystko jednak się zmieniło, odkąd Sher podała mu dłoń i odwzajemniła JEGO uczucia, oficjalnie zostając JEGO dziewczyną. Od tamtej pory, rzeka wcale nie była taka głęboka, mgła w lesie ulatniała się jakoś szybciej, a i z bagna jakoś łatwiej mu się wychodziło. To uczucie było

niesamowite

piękne

prawdziwe


Bo w innym wypadku, gdyby nie było, to czy patrzyłby na zielonooką tak, jakby podziwiał najpiękniejsze dzieło sztuki lub najpiękniejszy kwiat? Czy dotykałby jej z czułością, jednocześnie pragnąc jej dotyku i oddechu na swojej skórze? Chciał dla niej jak najlepiej i planował być chłopakiem nie tylko z nazwy, ale NAPRAWDĘ. Chciał być dla niej oparciem i wsparciem. Chciał ją chronić tak jak parasol chronił człowieka przed deszczem albo kamizelka kuloodporna przed pociskami. Chciał być jej tarczą i bronią. Oprócz tego chciał być zarówno jej mężem, jak i kochankiem, z którym pod osłoną nocy mogłaby robić różne rzeczy… np. grać w gry, rozmawiać na różne tematy lub po prostu cieszyć sobą, zaspokajając żądze wraz z pożądaniem…
Te same żądze, które kierowały Erica, gdy tylko widział skrawek nagiego ciała Sher. Ciała, które mógł podziwiać praktycznie bez przerwy. Choć zdążył już się z nim zapoznać, to mimo wszystko czuł się tak, jakby widział je za każdym razem po raz pierwszy.
Za każdym razem zachwycał się nim tak, jakby widział je po raz pierwszy; tak jakby codziennie chodził do kina na ten sam film i zachwycał się, jakby oglądał go po raz pierwszy.
Sher była główną bohaterką filmu.
Jego filmu.
A jego film nie posiadał dublerów ani nie powtarzano scen. Wszystko, co szło, szło na żywo, bez scenariusza - bo tak właśnie wyglądało życie. Oczywiście, byli ludzie, którzy od dziecka wiedzieli, co chcą robić i robili wszystko, by np. dostać się na medycynę lub prawo, albo rodzice od małego pchali dziecko gdzieś i ono się oswajało. Eric taki nie był, znaczy, jego ojciec bardzo chciał i liczył, że jego syn będzie jak on - dyrektor albo manager potrafiący sprzedać nawet największe gówno, inwestujący i dbający o swój samorozwój by zarabiać jak najwięcej. Młodszy Stones podejrzewał, że ojciec chciał go w swojej firmie, aby mieć zastępcę, lecz Eric… absolutnie nie odnajdywał się w marketingu. Mógł naprawiać kody, tworzyć apki i gdy ktoś zgłaszał błąd, szukać przyczyny, ale nie wyobrażał sobie siebie chodzącego od domu do domu, mówiącego o tym, aby kupić np. pastę do butów.
No fuckin way…
Poza tym, czy ktoś powiedział, że do końca życia będzie juniorem? Z tego, co wiedział, awanse w firmie, gdzie pracował, miały miejsce, dlatego grzecznie czekał, wykonując swoje obowiązki. Poza tym, dzięki dodatkowej pracy też coś tam mu na konto wpływało, więc jak na razie nie narzekał na problemy finansowe. Gdyby było naprawdę źle… byłyby znaki, np. w postaci siedzenia dłużej w pracy lub rzadszego robienia zakupów. Jasne, wiedział, że Sher miała pieniądze, lecz jego męska duma nie pozwalałaby mu na żerowanie czy proszenie, aby mu coś pożyczyła. On ogólnie, jeżeli o pieniądze chodziło, nie lubił od nikogo pożyczać, dlatego rozliczał się praktycznie od razu albo sam płacił jako pierwszy.


Nie lubił być NICZYIM dłużnikiem.


Bo to tak, jakby chodzić z dodatkowym kamieniem u nogi lub ciężkim dużym brelokiem dołączonym do kluczy. Będąc na studiach, zdarzyło mu się np. oddać pożyczone pieniądze po miesiącu lub dopiero, gdy mu ktoś przypomniał, bo zwyczajnie ulotnił się ten fakt z jego głowy. Jakże mu było głupio, gdy po kilku tygodniach pisał do niego znajomy z zapytaniem, czy wiadomo, kiedy da radę oddać hajs. Chociaż kiedyś Eric pożyczył jednemu kumplowi grę i tenże kumpel do tej pory mu jej nie oddał…
Sher natomiast była ZŁODZIEJKĄ jego SERCA, lecz absolutnie nie miał o to do niej pretensji. Poza tym,
ukradła je już
dawno
temu Nie zamierzał liczyć odsetek, pragnął natomiast wyłącznie jednego.
By pamiętała, że to jego serce należało do niej. Że on, Eric Stones, w całości i zupełności należał do niej i miał nadzieję, że nikt i nic tego nie zmieni. Inaczej na pewno byłby bardzo wkurwionyzdenerwowany, a także smutny. Jeżeli któreś z nich roztraska szkło, będzie należało je pozbierać, jeżeli któreś z nich porwie papier, na którym rysowali coś razem, powinni zrobić to samo na kolejnej kartce; natomiast jeżeli jedno z nich postanowi obrzucić drugie wiadrem pomyj, powinni ze sobą szczerze porozmawiać, bo takie pomyje nie należały do najprzyjemniejszych, a samo wiadro do najczystszych, ale klucz - do sukcesu - stanowiła… szczera rozmowa. Wysłychanie i rozmowa - dwa klucze. Nie sztuką było mówić, jeżeli jednocześnie nie potrafiło się słuchać. Podnieść głos było łatwo; czy równie łatwo przychodziła chęć rozmowy albo pogodzenia się?
- Uff, to jestem nieco spokojniejszy, chociaż nie ukrywam… wolałbym nie mieć absolutnie ŻADNEJ konkurencji. - odpowiedział, specjalnie podkreślając wypowiedziane słowo żadnej, ponieważ chciał być JEDYNYM, a tak? Musiał dzielić się pościelą z Sher…. i to WŁASNĄ pościelą. Absurd.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


you are the most beutiful flower

happy birthday to me

: pn sie 24, 2026 9:51 pm
autor: Shereen Winfield
Czuła się jak nastolatka przeżywająca pierwsze zauroczenie.
Po zakończonym, nieprzyjemnym związku z Oliverem zostały gorzkie wspomnienia i złość, że dała się łatwo zmanipulować. Oczarował ją ten cały urok złego chłopca, którego chciała naprawić. Naprawdę była na siebie wściekła. Jako nastolatka nie była zbyt rozsądna i otwarcie flirtowała z kolegami, ale nie dała się nabrać na żadną tego typu sztuczkę — a przecież tych chłopców słuchających rocka, spotykających się na przerwach za muralem i pijących alkohol w zniszczonych budynkach po lekcjach było wielu. Shereen unikała takiego towarzystwa, zbyt zajęta zdobywaniem popularności wśród koleżanek, które dawały jej uwagę i traktował ją jak przykład. Przyjaciółki bardziej dbały o wysoką samoocenę Shereen, niż koledzy, dlatego chętniej się z nimi trzymała. Co ją tknęło, żeby w wieku dwudziestu paru lat zwrócić uwagę na typa w barze, którego sama obecność była już podejrzana. Nie musiał się odzywać, wystarczyło chłodne spojrzenie, by zrozumieć, że był jednym wielkim red flagiem. Najwidoczniej Winfield przeżywała jakiś kryzys. Może marzyła jej się przelotna przygoda z kimś, kto wygląda jak kłopoty. Może odczuła wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy i dlatego zaczęła się z nim umawiać. Później faktycznie tak było. Poznała go bliżej, lepiej, dowiedziała się o patologicznym środowisku, w którym się wychowywał i postąpiła jak najgłupsza osoba na świecie. Chciała uczynić go szczęśliwym. Przelotna relacja zamieniła się w związek. Związek w słowne przepychanki i toksyczne, wyniszczające zachowania, które wzmacniały i na zmianę łamały charakter Shereen. Zazdrość. Ograniczenia. Kontrola. Obawa, że jak wróci do domu później niż zazwyczaj, będzie musiała zderzyć się z chłodem, dystansem i zarzutem zdrady. Oliver naprawdę nie lubił jej znajomych. Wierzył, że miał do niej pełne prawa, jakby była przedmiotem — pechowo, bo Shereen ceniła sobie lekkość i niezależność w relacjach. Nie lubiła być ograniczana, ani niepokoić się o tak przyziemne sprawy, jakimi były jej więzi z innymi osobami. Rezygnacja z przyjaciół na rzecz satysfakcji chłopaka? Nie było opcji.

Eric był zupełnie inny.
Długo rozważała kolejny związek. Nie była pewna, czy powinna go rozpoczynać. Stones swoim zachowaniem uświadamiał jej, że owszem, powinna. Skutecznie naprawiał to, co łamał Oliver, pozwalając jej przy tym na swobodę. Poza tym sama namieszała. Namierzała między nimi pocałunkiem, który przełamał granice, których pilnowali długimi latami. Całkowicie je zburzył. Dał początek zdarzeniom, które doprowadziły ich do punktu, z którego nie dało się tak po prostu zawrócić — zgubili się w intensywności chwili. Zanurzyli w niej i przepadli. Przez kilka pierwszych godzin po powrocie do domu następnego dnia, była na siebie zła i czuła się zmieszana. Następne razy przynoszące podobny scenariusz pozwoliły jej się odnaleźć w tej nowej sytuacji. Dotyk Erica stał się jej codziennością, wykluczając z niej zwykłe rozmowy i dystans. Ostatecznie i tak kończyła w jego ramionach (nie żałowała tego). Przejście do oficjalnego związku było dużo łatwiejsze, bo praktycznie i tak już w nim byli, tylko żadne z nich nie próbowało nazwać w ten sposób tej relacji.

W ciągu jednego dnia dostała chłopaka.
Udało jej się zjeść dobry tort.
Zaliczyć dobry seks i złożyć Ericowi wyjątkowe życzenia urodzinowe.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



You know I'm gonna make you mine

happy birthday to me

: ndz sie 30, 2026 1:54 am
autor: Eric Stones
Eric czuł się tak, jakby nie wiedząc, co czeka na niego po drugiej stronie, otworzył drzwi i zastał PRZEPIĘKNY widok wraz ze wszystkim tym, co go uszczęśliwiało i uspokajało.
Jakby po raz pierwszy wchodził w tak POWAŻNĄ relację, mimo iż miał za sobą kilka związków, choć jego serce zawsze najgłośniej biło do tej, która wyjechała na studia. Pragnienie Shereen należało porównać do pragnienia zakazanego owocu, z tego prostego względu: była jego NAJLEPSZĄ przyjaciółką, a do tego wiedział, że NIE odwzajemniała tego samego uczucia względem niego; człowiek nigdy nie wie, czego można spodziewać się po drugiej osobie, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, iż nie każda przyjaźń ewoluowała w związek. Niektórzy przyjaciele pozostawali w tej bezpiecznej strefie, a zdarzało się również tak, że druga osoba nie potrafiła obdarować przyjaciela romantycznymi uczuciami.
Bo do zakochania, nikogo nie można było zmusić.


Jasne, można było udawać, lecz czy taka relacja miałaby w ogóle sens?
Można było zapłacić komuś, by udawał drugą połówkę, lecz to dalej nie to samo co prawdziwy związek, chyba że nagle coś jednak by zaiskrzyło. Eric kiedyś oglądał taki film, gdzie główny bohater zapłacił bohaterce, by udawała jego dziewczynę, i po jakimś czasie wręczył jej papier, żeby udawała jego żonę, a jej było przykro, bo z jednej strony zaczęła coś do niego czuć, a z drugiej… wolałaby prawdziwy ślub, niżeli wyłącznie na kontrakcie, zawierającym klauzulę, że jeżeli odejdzie, zostanie bez niczego. Ostatecznie odeszła i próbowała zapomnieć o mężczyźnie, który trzymał ją wyłącznie dla siebie.
Czy człowiek, żyjąc w klatce, potrafił się do niej przyzwyczaić?
Eric nie chciał zamykać Shereen w ciasnej klitce, nie chciał zabierać jej powietrza ani ograniczać. Chciał dla niej wyłącznie jednego:
szczęścia.

Zdając sobie sprawę, że związek Sher z Oliverem należało zaliczyć do nieudanych, uważał, że Shereen zasługiwała na P R A W D Z I W E szczęście. Pragnął ją uszczęśliwiać: od czułych słów po gesty i zwyczajne upominki typu kwiaty czy wspólne wypady na miasto lub za miasto. Oczywiście, dopiero co wchodzili na wyższy poziom i ustalili pewne, a jednocześnie dość ważne zasady, ale on już planował wizytę w kwiaciarni - poza tym, 4 dni po jego urodzinach, Winfield miała urodziny, co oznaczało, że nie mógł przyjść do niej z pustymi rękami.
Poza uszczęśliwianiem, chciał ją również rozpieszczać, adorować…
po prostu K O C H A Ć, na swój sposób - tak jak potrafił. Kochanie nie zawierało instrukcji, ale wystarczyło:
słuchać UWAŻNIE;
być bez względu na wszystko;
całować namiętnie lub dawać buziaki;
przytulać mocno
a powinno być w porządku, choć wiadomo, co człowiek to inne podejście.
Dodatkowo uważał, że jeżeli doprowadzi Sher do śmiechu, uśmiechu lub obu, będzie najszczęśliwszy. Bo czy było coś piękniejszego od szczerej radości ukochanej osoby? Co jak co, ale jej śmiech wraz z uśmiechem działał na niego niczym energetyk, dodawał mu sił i pomagał przetrwać dzień. Tak było nawet za czasów liceum, tzn. gdy zielonooka wybuchała śmiechem, on także zaczynał się śmiać, nawet jeśli powiedziała coś niezwykle banalnego lub absolutnie nieśmieszny żart, z którego sama parskała śmiechem, a ponieważ to ona w głównej mierze nauczyła go mówić po angielsku, jego linguisz (litewsko-angielski) niejednokrotnie mógł doprowadzać do drgania kącików ust. On sam doskonale pamiętał gdy zaczynał coś mówić po angielsku, a w połowie lub pod koniec, aktywował tryb litewski.
W sumie ciekawe, jakbym teraz poleciał, czy bym się dogadał. bo jednak z dziadkami mieszkającymi na Litwie, rozmawiał od czasu do czasu (bardzo rzadko).

Eric też nie był pewny, czy dobrze zrobił stawiając wszystko na szali uczuć wtedy, kiedy Shereen odwiedziła go po raz pierwszy, odkąd wróciła do Toronto. Nie wiedział, czy przypadkiem zaraz albo on, albo ona nie powiedzą: „stop”, bo przecież byli PRZYJACIÓŁMI, a na ogół przyjaciele nie doprowadzają się nawzajem do szaleństwa w erotycznym tańcu ciał. Aczkolwiek właśnie dzięki temu wiedział, że Shereen naprawdę dobrze tańczyła językiem, dotykiem, ciałem…
I co więcej, on chciał z nią tańczyć o wiele dłużej…
Dlatego ucieszyło go, kiedy wyraziła chęć powtórki z rozrywki.
Nie spodziewał się jednak, że w dniu swoich urodzin nie dostanie wyłącznie powtórki, tylko zobaczy nowe kroki w wykonaniu Shereen.
A potem obydwoje wylądowali w kabinie prysznicowej. Miejscu, gdzie Eric mył się po ciężkich dniach lub z samego rana, w zależności od tego, kiedy miał ochotę i siłę.
Nie przypuszczał jednak, że ponownie będzie mu dane brać prysznic wspólnie z Sher.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


touch me like you do