fast laps and mixed signals
: ndz cze 14, 2026 12:28 pm
Nie miała pojęcia, w jaki sposób mogła wykorzystać dług, jaki nagle Finch miała względem Daisy. Nic nawet nie przychodziło jej do głowy, a jak już coś przemknęło przez jej myśli, to zdecydowanie nie było na miejscu, jak chociażby wykonanie masażu. Zostawiła to wszystko jednak dla siebie, bo nie tylko nie wypadało mówić tego na głos, ale również zaraz okazało się, że wcale nie były same.
Podniosła wzrok na Harriet, która wcisnęła się między nie do tego stopnia, że Whitmore musiała wykonać krok w tył, żeby zrobić jej odpowiednią ilość miejsca. Nigdy nie należała do ludzi, którzy desperacko walczyli o miejsce w stadzie, dlatego po prostu się odsunęła, bez zbędnego komentarza i obserwowała, jak kobiety się ze sobą witały. Chociaż Kira zdawała się średnio zainteresowała, tak Gourin patrzyła na blondynkę dość… wymownie. A może tak patrzyła na wszystkich? Daisy jeszcze nie potrafiła jej rozgryźć. W końcu podczas konferencji również się nie patyczkowała z kierowcą, z którym prowadziła krótki wywiad.
— Cześć — rzuciła po wstępie Kiry i jak wyrecytowała ich wzajemne stanowiska oraz miejsca pracy. Miała nawet coś dodać, zapytać, czy była tutaj sama, czy może z całą ekipą, ale Finch już zadawałą dziennikarce kolejne pytanie.
— Nie spodziewałam — Harriet wzruszyła ramionami, udając obojętność. Udając, bo spojrzenie, jakie posłała Kirze, to nawet Daisy zrozumiała. — Ale liczyłam, że się przyjemnie zaskoczę — zrobiła krok w kierunku Finch i bezczelnie zmierzyła ją spojrzeniem, nieco dłużej zatrzymując się na dekolcie. — A skoro już tu jesteś, to może wyskoczymy gdzieś wieczorem? — spytała, nie dając za wygraną, A Daisy… No właśnie, Daisy nie powinna tutaj mieć nic do gadania, bo przecież Finch była singielką i mogła sobie robić to, co jej się podobało, a jednak, wbrew sobie i temu jak normalnie by się zachowała, Whitmore zrobiła krok do przodu.
— Na wieczór mamy już plany — wtrąciła się niespodziewanie, a ciemne spojrzenie Harriet tym razem to ją zmierzyło od góry do dołu.
— Ah tak? — Gourin nie chciała odpuścić, patrząc to na jedną to na drugą, przy okazji zaciągając się papierosem, którego dostała w końcu od Kiry.
— Tak — ale jej powiedziała. I to jak dumnie. Nawet skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Proszę bardzo Daisy Whitmore walcząca z jakąś dziennikarką o to, kto miał spędzić czas z Kirą. Tego zdecydowanie nie było w jej bingo na ten rok, a już na pewno nie miała tego na swojej liście rzeczy do zrobienia. A jednak — to faktyczynie się działo. — A mój mąż ma się świetnie — dodała jeszcze przypominając sobie pytanie Harriet, które wcześniej kompletnie zignorowała. — Jak bardzo chcesz mogę załatwić ci autograf — puściła do niej oczko, nawet nie wiedząc, skąd w niej tak dużo bezczelności. Nie rozumiała swoich reakcji. Trochę jakby ciało rozłączyło się z głową i zdrowym rozumiem i po prostu zaczęło sobie żyć po swojemu.
— Nie trzeba — mruknęła dziennikarka, robiąc jakąś skwaszoną minę, bo chyba sama nie miała nikogo sławniejszego od Rowana Whitmore, żeby to przebić. Zamiast tego po prostu odwróciła się do Kiry. — Jak coś to masz mój numer — uśmiechnęła się bezczelnie. — Numer pokoju też mam ten sam co w zeszłym roku, a to akurat pewnie pamiętasz — dodała specjalnie głośno, żeby i Whitmore usłyszała, pewna, że Kira o wiele bardziej będzie wolała skończyć na numerek niż ślęczyć się po barach z jakąś hetero laską.
am I really jealous?
Podniosła wzrok na Harriet, która wcisnęła się między nie do tego stopnia, że Whitmore musiała wykonać krok w tył, żeby zrobić jej odpowiednią ilość miejsca. Nigdy nie należała do ludzi, którzy desperacko walczyli o miejsce w stadzie, dlatego po prostu się odsunęła, bez zbędnego komentarza i obserwowała, jak kobiety się ze sobą witały. Chociaż Kira zdawała się średnio zainteresowała, tak Gourin patrzyła na blondynkę dość… wymownie. A może tak patrzyła na wszystkich? Daisy jeszcze nie potrafiła jej rozgryźć. W końcu podczas konferencji również się nie patyczkowała z kierowcą, z którym prowadziła krótki wywiad.
— Cześć — rzuciła po wstępie Kiry i jak wyrecytowała ich wzajemne stanowiska oraz miejsca pracy. Miała nawet coś dodać, zapytać, czy była tutaj sama, czy może z całą ekipą, ale Finch już zadawałą dziennikarce kolejne pytanie.
— Nie spodziewałam — Harriet wzruszyła ramionami, udając obojętność. Udając, bo spojrzenie, jakie posłała Kirze, to nawet Daisy zrozumiała. — Ale liczyłam, że się przyjemnie zaskoczę — zrobiła krok w kierunku Finch i bezczelnie zmierzyła ją spojrzeniem, nieco dłużej zatrzymując się na dekolcie. — A skoro już tu jesteś, to może wyskoczymy gdzieś wieczorem? — spytała, nie dając za wygraną, A Daisy… No właśnie, Daisy nie powinna tutaj mieć nic do gadania, bo przecież Finch była singielką i mogła sobie robić to, co jej się podobało, a jednak, wbrew sobie i temu jak normalnie by się zachowała, Whitmore zrobiła krok do przodu.
— Na wieczór mamy już plany — wtrąciła się niespodziewanie, a ciemne spojrzenie Harriet tym razem to ją zmierzyło od góry do dołu.
— Ah tak? — Gourin nie chciała odpuścić, patrząc to na jedną to na drugą, przy okazji zaciągając się papierosem, którego dostała w końcu od Kiry.
— Tak — ale jej powiedziała. I to jak dumnie. Nawet skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Proszę bardzo Daisy Whitmore walcząca z jakąś dziennikarką o to, kto miał spędzić czas z Kirą. Tego zdecydowanie nie było w jej bingo na ten rok, a już na pewno nie miała tego na swojej liście rzeczy do zrobienia. A jednak — to faktyczynie się działo. — A mój mąż ma się świetnie — dodała jeszcze przypominając sobie pytanie Harriet, które wcześniej kompletnie zignorowała. — Jak bardzo chcesz mogę załatwić ci autograf — puściła do niej oczko, nawet nie wiedząc, skąd w niej tak dużo bezczelności. Nie rozumiała swoich reakcji. Trochę jakby ciało rozłączyło się z głową i zdrowym rozumiem i po prostu zaczęło sobie żyć po swojemu.
— Nie trzeba — mruknęła dziennikarka, robiąc jakąś skwaszoną minę, bo chyba sama nie miała nikogo sławniejszego od Rowana Whitmore, żeby to przebić. Zamiast tego po prostu odwróciła się do Kiry. — Jak coś to masz mój numer — uśmiechnęła się bezczelnie. — Numer pokoju też mam ten sam co w zeszłym roku, a to akurat pewnie pamiętasz — dodała specjalnie głośno, żeby i Whitmore usłyszała, pewna, że Kira o wiele bardziej będzie wolała skończyć na numerek niż ślęczyć się po barach z jakąś hetero laską.
am I really jealous?