003. white party part 2
: śr cze 17, 2026 10:40 pm
- Nie wszyscy łamią obietnice - zmarszczył czoło, starając się jakoś nadążać za jej tokiem myślenia -Zresztą, to nie jest taka obietnica jak to, że mówi sie, że nigdy sie nie pokłócisz, bo akurat ta jest absudralna. Nie można przewidzieć wszystkiego, każdej rozmowy czy sytuacji, ale akurat są obiecnie których się nie łamie- tak nawiązuje do tego co jej obiecał dopiero co, że nie będą się kłócić. Aż mu w oku błysneło coś, bo samo nawiązywanie do swojego błędu, już mu otwierało bardziej horyzonty. - Na przykład ja? Czy ja złamałem jakąś naszą obietnicę? - wypatruje w oczach Wendy momentu w którym zacznie się zastanawiać i przeszukiwać przez te kilka lat znajomości. W tym czasie przewinęły się różne obietnice, mniejsze i większe. Ale czy któraś z nich była złamana? -Czy raczej to sobie dajesz furtkę? - jeszcze się bardziej zastanawia, bo skoro nie o niego chodziło, to może właśnie o nią? Faktycznie Wendy miała skłonność do niedotrzymywania. Na przykład, kiedy mówiła że sprawdzi inne oferty pracy, a jednak wciąż pracuje w jednym i tym samym przedszkolu. Albo kiedy opowiada o Burning Manie i o tym, że kiedyś tam pojadą, a latka lecą a oni wcale nigdzie się nie wybierają...
Jakoś w tym wszystkim nie myślał zupełnie o jej czy swoich rodzicach, bo nimi nie byli i nie będą nigdy. Przecież byli sobą.
Spogląda na nią, kiedy opowiada o święcie miłości i uśmiecha się lekko, wiedząc że ten entuzjazm mógł znaleźć tylko w niej. Nie chciał jej mówić, że nie zgadza się z tym, że ślub powinien być bez intercyzy, bo on sobie na przykład innego nie wyobraża, ale nie chciał się dalej o to spierać, szczególnie, że dopiero co się pogodzili.
-Tak, może tak... może po prostu mam złe doświadczenie - zgadza się w końcu z nią, bo chyba faktycznie tak trochę było, że nie do końca umiałby zaufać, że mógłby być w związku z kimś kto bez takiego papierka by go nie zostawił nagle. I co, jeszcze gdyby wziął ten ślub bez intercyzy, to jeszcze musiałby płacić za złamane serce? A kto to by podźwignął!?
Tak czy inaczej te ich elementarne różnice może jednak wyciągali wprost ze swojej historii. Dla Wendy bajka o Kopciuszku była romantyczna, dla Petera była zupełnie nielogiczna. Jak niby spadkobierczyni miałaby skończyć jako pomoc domowa, skoro wystarczyłoby odezwać się do władz i sprawdzić testament? Dlaczego tego nie zrobiła? I jakim cudem myszy niby potrafią szyć?
- Madżik - powtarza nieco kpiąco - Teraz nie dość, że przeznaczenie to jeszcze magię w to wciągamy? A co z układem planet albo znakami zodiaku... albo dobra - machnął ręką, bo już wie co się teraz stanie, kiedy zaprowadzili rozmowę w kierunku tych znaków zodiaku. Już raz to przerabiał i dowiedział się tyle co nic, czyli:
Panna i Wodnik to trudne połączenie, które wymaga wielu kompromisów. Związek ten opiera się na kontraście: Panna to pedantyczny realista ceniący porządek, a Wodnik – wolny duch i wizjoner skupiony na ideach. Zarówno Panna, jak i Wodnik to znaki o silnym intelekcie, które uwielbiają długie, stymulujące rozmowy na abstrakcyjne lub logiczne tematy.
Czyli jak zawsze dużo gadania o niczym, bo co to właściwie oznacza, że on jest realistą a ona romantyczką. I dlaczego data urodzin niby ma mu dyktować to jaki jest?
- No nie wiem czy to takie szemrane, raczej całkiem jasne - mówi pod nosem, ale tak jak mu powiedziała, tak rzeczywiście schował telefon, spojrzał w górę i cóż. No ciężko było by teraz mu rozmawiać na jakikolwiek z poprzenich tematów. Wyglądała stunning jak Wenus i zabierała mu dech w piersi tym strojem, więc kiedy zaczęła się tak przerażona wycofywać, to nagle zrozumiał kilka rzeczy. Po pierwsze Wendy wcale nie planowała tego s h o w. Po drugie wyglądała na zażenowaną i miała reakcję absolutnie świadczącą o tym, że czuje sie przed nim jak przed jakimś BRATEM więc otrząsa się zaraz z tego szoku eorytcnzego, który mu na oczy padł i mówi:
- Nie patrzę, spokojnie - ale jak usłyszał, że upadła to jednak spojrzał i wstał z kanapy. Iść, nie iść? Jezu, może lepiej jednak nie bedzie tam szedł, bo jak ona ma się tak źle z tym czuć? Nagle była cisza w garderobie więc znów zrobił dwa kroki w tamtym kierunku.
- Wendy? - pyta, ale zero odpowiedzi, może poza jakimiś jękami męczennymi - Czy mogę wejść? - dopytuje, a kiedy w końcu dostał pozwolenie to wchodzi, ale szybko ucieka spojrzeniem, żeby jej nie denerowwać. Złapał szlafroczek i wyciaga do niej na dół rękę z wieszakiem, żeby jej to podać - Nic się nie stało, Wendy - zapewnia i próbuje trochę ją pocieszyć: - No weź, przecież jesteśmy dorośli, to żaden wstyd. Sukienka wyglądała dobrze, ty wyglądałaś bardzo dobrze, nie masz sie czego wstydzić... - a kiedy się już opatrzyła tym szlafrokiem to w końcu spojrzał na nią jak tak leży na ziemi i uśmiecha się lekko. - Może po prostu ja ci coś wybiorę? Jak ci mogę pomóc?
Może na przykład pokaz za pokaz?
Wendy :*
Jakoś w tym wszystkim nie myślał zupełnie o jej czy swoich rodzicach, bo nimi nie byli i nie będą nigdy. Przecież byli sobą.
Spogląda na nią, kiedy opowiada o święcie miłości i uśmiecha się lekko, wiedząc że ten entuzjazm mógł znaleźć tylko w niej. Nie chciał jej mówić, że nie zgadza się z tym, że ślub powinien być bez intercyzy, bo on sobie na przykład innego nie wyobraża, ale nie chciał się dalej o to spierać, szczególnie, że dopiero co się pogodzili.
-Tak, może tak... może po prostu mam złe doświadczenie - zgadza się w końcu z nią, bo chyba faktycznie tak trochę było, że nie do końca umiałby zaufać, że mógłby być w związku z kimś kto bez takiego papierka by go nie zostawił nagle. I co, jeszcze gdyby wziął ten ślub bez intercyzy, to jeszcze musiałby płacić za złamane serce? A kto to by podźwignął!?
Tak czy inaczej te ich elementarne różnice może jednak wyciągali wprost ze swojej historii. Dla Wendy bajka o Kopciuszku była romantyczna, dla Petera była zupełnie nielogiczna. Jak niby spadkobierczyni miałaby skończyć jako pomoc domowa, skoro wystarczyłoby odezwać się do władz i sprawdzić testament? Dlaczego tego nie zrobiła? I jakim cudem myszy niby potrafią szyć?
- Madżik - powtarza nieco kpiąco - Teraz nie dość, że przeznaczenie to jeszcze magię w to wciągamy? A co z układem planet albo znakami zodiaku... albo dobra - machnął ręką, bo już wie co się teraz stanie, kiedy zaprowadzili rozmowę w kierunku tych znaków zodiaku. Już raz to przerabiał i dowiedział się tyle co nic, czyli:
Panna i Wodnik to trudne połączenie, które wymaga wielu kompromisów. Związek ten opiera się na kontraście: Panna to pedantyczny realista ceniący porządek, a Wodnik – wolny duch i wizjoner skupiony na ideach. Zarówno Panna, jak i Wodnik to znaki o silnym intelekcie, które uwielbiają długie, stymulujące rozmowy na abstrakcyjne lub logiczne tematy.
Czyli jak zawsze dużo gadania o niczym, bo co to właściwie oznacza, że on jest realistą a ona romantyczką. I dlaczego data urodzin niby ma mu dyktować to jaki jest?
- No nie wiem czy to takie szemrane, raczej całkiem jasne - mówi pod nosem, ale tak jak mu powiedziała, tak rzeczywiście schował telefon, spojrzał w górę i cóż. No ciężko było by teraz mu rozmawiać na jakikolwiek z poprzenich tematów. Wyglądała stunning jak Wenus i zabierała mu dech w piersi tym strojem, więc kiedy zaczęła się tak przerażona wycofywać, to nagle zrozumiał kilka rzeczy. Po pierwsze Wendy wcale nie planowała tego s h o w. Po drugie wyglądała na zażenowaną i miała reakcję absolutnie świadczącą o tym, że czuje sie przed nim jak przed jakimś BRATEM więc otrząsa się zaraz z tego szoku eorytcnzego, który mu na oczy padł i mówi:
- Nie patrzę, spokojnie - ale jak usłyszał, że upadła to jednak spojrzał i wstał z kanapy. Iść, nie iść? Jezu, może lepiej jednak nie bedzie tam szedł, bo jak ona ma się tak źle z tym czuć? Nagle była cisza w garderobie więc znów zrobił dwa kroki w tamtym kierunku.
- Wendy? - pyta, ale zero odpowiedzi, może poza jakimiś jękami męczennymi - Czy mogę wejść? - dopytuje, a kiedy w końcu dostał pozwolenie to wchodzi, ale szybko ucieka spojrzeniem, żeby jej nie denerowwać. Złapał szlafroczek i wyciaga do niej na dół rękę z wieszakiem, żeby jej to podać - Nic się nie stało, Wendy - zapewnia i próbuje trochę ją pocieszyć: - No weź, przecież jesteśmy dorośli, to żaden wstyd. Sukienka wyglądała dobrze, ty wyglądałaś bardzo dobrze, nie masz sie czego wstydzić... - a kiedy się już opatrzyła tym szlafrokiem to w końcu spojrzał na nią jak tak leży na ziemi i uśmiecha się lekko. - Może po prostu ja ci coś wybiorę? Jak ci mogę pomóc?
Może na przykład pokaz za pokaz?
Wendy :*