There are times when I see you talking to other girls I feel insecure
: wt cze 02, 2026 7:59 pm
Zmrużyła oczy, próbując wyczuć, jak zdeterminowana była Ruelle. Wyglądało na to, że bardzo. Myśl, że sama podeszła do Cross, nie będąc w stanie obserwować jej wieczoru z daleka, w ogóle nie ujmowała jej pewności siebie. Sprawiała wrażenie niezrażonej ani własnymi rozmiarami, ani stanem upojenia alkoholowego, ani w ogóle niczym. Ta buta nie przestawała zadziwiać River. Doskonale rozumiała, jak mocno potrafiła budować odpowiednia pewność siebie, ale rzadko trafiała na kogoś, kto był tak wytrzymały w próbach przegadania jej. Prescott już wielokrotnie powtarzała, jak bardzo ją denerwuje i wielokrotnie już przegrywała z pieszczotami oferowanymi jej przez artystkę. A jednak nadal miała ochotę wyzywać ją na kolejne pojedynki i prosić się o więcej. Nie było szans, by Cross kiedykolwiek uznała ją za normalną.
— Widzę, że poczucie władzy uderzyło ci do głowy, Mała. W którym momencie konkretnie upoiłaś się zwycięstwem? Chwilę przed czy po tym, jak oświadczyłam, że przez najbliższe kilkanaście minut zrobię wszystko, na co wpadniesz? — odbiła od razu, uśmiechając się kąśliwie. Na pewno nie miała zamiaru dawać za wygraną. Przypomniała jej grzecznie, że dostała władzę na te kilka chwil tylko dlatego, że to był pomysł Cross, która jeszcze musiała ją do tego namawiać. I to ma być zwycięstwo, którym chciała się chełpić? Nie było opcji, żeby River obdarzyła taki triumf szacunkiem i nie miała zamiaru tego ukrywać. Wiedziała, że to trochę wjedzie Prescott na ambicje i sprawi, że skusi się na kolejne tego typu próby, a o czym innym nie śmiałaby marzyć. No, może jeszcze o momencie, w którym jej muza zrozumie, że po raz kolejny odniosła porażkę, bo przecież Cross za nic nie odda się jej w ten sposób z własnej woli. W ogóle jej nie kusiło. Ani troszkę. Nada.
Uniosła brew i rzuciła jej pełne politowania spojrzenie. Wargi artystki nawet nie drgnęły, jej reakcja nawet nie leżała obok śmiechu. Nie pochodziła nawet z tego samego kontynentu. W życiu o śmiechu nie słyszała i pewnie uważa, że jest zmyślony jak święty Mikołaj. Na pewno nie da jej się rozbroić tak kretyńskimi żartami. No dobra, ten był w miarę śmieszny, ale jak będzie doceniać każde jej słowo, to Prescott już się do reszty w dupie poprzewraca i stanie się absolutnie nie do zniesienia. Trudno było ją sobie taką wyobrazić, skoro nawet w tym momencie było tak skrajnie źle. Lepiej po prostu nie wywoływać wilka z lasu.
Zatrzymała się, powstrzymując się od ostentacyjnego westchnięcia. Przekrzywiła nieznacznie głowę, przez sekundę zastanawiając się, czy nie powinna jednak ruszyć dalej i całkowicie zignorować ten rozkaz. To byłoby wygodne, a Rue i tak przecież poszłaby za nią – co najwyżej nieco obrażona. Nie na tyle, by nie zapomniała o tym dzięki jednemu pocałunkowi. Właściwie wybór Cross powinien być oczywisty. To był najłatwiejszy dylemat świata. Kompletnie nie musiała w to wchodzić i jeszcze nie poniosłaby żadnych konsekwencji. Wymarzona sytuacja. Oczywiście, że otworzyła usta i zaczęła mówić.
— Nie planowałam spędzić z tobą wieczoru, a jednak proszę bardzo. Wszystko dzięki twojej skuteczności, więc ani się waż dawać mi minimum — zaczęła, nachylając się nieznacznie, jakby szukała fizycznej zaczepki, a nie prowadziła szczerą rozmowę. Tak to u niej niestety czasami wyglądało, a wszystkie emocje, jakie wywoływała w niej tanatopraktorka zbyt mocno kojarzyły jej się z szarpaniną.
— Działasz jak... taki błąd w kompozycji, którego nie da się usunąć, bo nagle okazuje się, że to wokół niego trzeba, kurwa, przemalować całą resztę. A ja grzecznie czyszczę pędzle, zamiast wypieprzyć to płótno do śmieci – jeśli wolisz metaforę bliższą mojemu ego. — Machnęła lekceważąco ręką, jakby wszystko, co mówiła faktycznie było jedynie przetłumaczeniem na nieco bardziej zrozumiały język. Nie znała hiszpańskiego, a sztuka zawsze była dla niej bardziej zrozumiała i Prescott powinna się do tego przyzwyczaić. Mogła sobie darować tę metaforę i każdą kolejną sekundę bezsensownego odsłaniania się.
— Wystarczy, że oddychasz gdzieś w pobliżu, a mój łeb zaczyna zachowywać się, jakby dostał temat całej wystawy, chorobę zakaźną i objawienie, kurwa, religijne w jednym. Przeciążasz mi każdy możliwy wymiar bodźców, dręcząc moją skórę, mięśnie, krew i pamięć. Nieważne, ile razy cię narysuję, cały czas wydajesz mi się taka... — zawiesiła głos, próbując znaleźć odpowiednie dokończenie tego zdania. Przesunęła wzrokiem po jej sylwetce, chyba licząc na to, że gdzieś znajdzie odpowiedź. Ciało Prescott dawało jej wyłącznie więcej wątpliwości, więc to był dość głupi pomysł. W ogóle nie robiła się mniej zirytowana, w ogóle nie mijała jej ochota zerwania z niej każdego kawałka ubrania. Uniosła rozchylone dłonie, jakby miała zamiar zacząć ją dusić, ale zacisnęła dłonie w pięści, wbijając paznokcie we własną skórę.
—... niewyczerpana — dokończyła wreszcie i strzepnęła obie dłonie, chcąc chyba pozbyć się z siebie tych wszystkich słów nie tylko werbalnie, ale i fizycznie. Miała wrażenie, że ją obsiadły, oblepiły i wreszcie dostały jakąś okazję, żeby się od niej odczepić. Powinna poczuć teraz ulgę, ale jakoś nie nadchodziła. Wpatrywała się intensywnie w Ruelle i miała wrażenie, że nic, co powiedziała, nie mogło być wystarczające, by odpowiednio zobrazować jej swoje myśli. Nazywanie tego wszystkiego było równie frustrujące, co obcowanie z samą Rue. Nieważne, ile starała się z tego wyszarpać, powierzchnia zdawała się nietknięta i wciąż było tak absurdalnie dużo do odkrycia i ukradnięcia.
Ruelle I. Prescott
— Widzę, że poczucie władzy uderzyło ci do głowy, Mała. W którym momencie konkretnie upoiłaś się zwycięstwem? Chwilę przed czy po tym, jak oświadczyłam, że przez najbliższe kilkanaście minut zrobię wszystko, na co wpadniesz? — odbiła od razu, uśmiechając się kąśliwie. Na pewno nie miała zamiaru dawać za wygraną. Przypomniała jej grzecznie, że dostała władzę na te kilka chwil tylko dlatego, że to był pomysł Cross, która jeszcze musiała ją do tego namawiać. I to ma być zwycięstwo, którym chciała się chełpić? Nie było opcji, żeby River obdarzyła taki triumf szacunkiem i nie miała zamiaru tego ukrywać. Wiedziała, że to trochę wjedzie Prescott na ambicje i sprawi, że skusi się na kolejne tego typu próby, a o czym innym nie śmiałaby marzyć. No, może jeszcze o momencie, w którym jej muza zrozumie, że po raz kolejny odniosła porażkę, bo przecież Cross za nic nie odda się jej w ten sposób z własnej woli. W ogóle jej nie kusiło. Ani troszkę. Nada.
Uniosła brew i rzuciła jej pełne politowania spojrzenie. Wargi artystki nawet nie drgnęły, jej reakcja nawet nie leżała obok śmiechu. Nie pochodziła nawet z tego samego kontynentu. W życiu o śmiechu nie słyszała i pewnie uważa, że jest zmyślony jak święty Mikołaj. Na pewno nie da jej się rozbroić tak kretyńskimi żartami. No dobra, ten był w miarę śmieszny, ale jak będzie doceniać każde jej słowo, to Prescott już się do reszty w dupie poprzewraca i stanie się absolutnie nie do zniesienia. Trudno było ją sobie taką wyobrazić, skoro nawet w tym momencie było tak skrajnie źle. Lepiej po prostu nie wywoływać wilka z lasu.
Zatrzymała się, powstrzymując się od ostentacyjnego westchnięcia. Przekrzywiła nieznacznie głowę, przez sekundę zastanawiając się, czy nie powinna jednak ruszyć dalej i całkowicie zignorować ten rozkaz. To byłoby wygodne, a Rue i tak przecież poszłaby za nią – co najwyżej nieco obrażona. Nie na tyle, by nie zapomniała o tym dzięki jednemu pocałunkowi. Właściwie wybór Cross powinien być oczywisty. To był najłatwiejszy dylemat świata. Kompletnie nie musiała w to wchodzić i jeszcze nie poniosłaby żadnych konsekwencji. Wymarzona sytuacja. Oczywiście, że otworzyła usta i zaczęła mówić.
— Nie planowałam spędzić z tobą wieczoru, a jednak proszę bardzo. Wszystko dzięki twojej skuteczności, więc ani się waż dawać mi minimum — zaczęła, nachylając się nieznacznie, jakby szukała fizycznej zaczepki, a nie prowadziła szczerą rozmowę. Tak to u niej niestety czasami wyglądało, a wszystkie emocje, jakie wywoływała w niej tanatopraktorka zbyt mocno kojarzyły jej się z szarpaniną.
— Działasz jak... taki błąd w kompozycji, którego nie da się usunąć, bo nagle okazuje się, że to wokół niego trzeba, kurwa, przemalować całą resztę. A ja grzecznie czyszczę pędzle, zamiast wypieprzyć to płótno do śmieci – jeśli wolisz metaforę bliższą mojemu ego. — Machnęła lekceważąco ręką, jakby wszystko, co mówiła faktycznie było jedynie przetłumaczeniem na nieco bardziej zrozumiały język. Nie znała hiszpańskiego, a sztuka zawsze była dla niej bardziej zrozumiała i Prescott powinna się do tego przyzwyczaić. Mogła sobie darować tę metaforę i każdą kolejną sekundę bezsensownego odsłaniania się.
— Wystarczy, że oddychasz gdzieś w pobliżu, a mój łeb zaczyna zachowywać się, jakby dostał temat całej wystawy, chorobę zakaźną i objawienie, kurwa, religijne w jednym. Przeciążasz mi każdy możliwy wymiar bodźców, dręcząc moją skórę, mięśnie, krew i pamięć. Nieważne, ile razy cię narysuję, cały czas wydajesz mi się taka... — zawiesiła głos, próbując znaleźć odpowiednie dokończenie tego zdania. Przesunęła wzrokiem po jej sylwetce, chyba licząc na to, że gdzieś znajdzie odpowiedź. Ciało Prescott dawało jej wyłącznie więcej wątpliwości, więc to był dość głupi pomysł. W ogóle nie robiła się mniej zirytowana, w ogóle nie mijała jej ochota zerwania z niej każdego kawałka ubrania. Uniosła rozchylone dłonie, jakby miała zamiar zacząć ją dusić, ale zacisnęła dłonie w pięści, wbijając paznokcie we własną skórę.
—... niewyczerpana — dokończyła wreszcie i strzepnęła obie dłonie, chcąc chyba pozbyć się z siebie tych wszystkich słów nie tylko werbalnie, ale i fizycznie. Miała wrażenie, że ją obsiadły, oblepiły i wreszcie dostały jakąś okazję, żeby się od niej odczepić. Powinna poczuć teraz ulgę, ale jakoś nie nadchodziła. Wpatrywała się intensywnie w Ruelle i miała wrażenie, że nic, co powiedziała, nie mogło być wystarczające, by odpowiednio zobrazować jej swoje myśli. Nazywanie tego wszystkiego było równie frustrujące, co obcowanie z samą Rue. Nieważne, ile starała się z tego wyszarpać, powierzchnia zdawała się nietknięta i wciąż było tak absurdalnie dużo do odkrycia i ukradnięcia.
Ruelle I. Prescott