oh god
: pt lip 03, 2026 1:24 pm
Zmrużyła lekko oczy, przez moment wyglądając jak podejrzliwy dinozaur, kiedy mężczyzna dał jej dosadnie do zrozumienia, że nie ma pojęcia kim są Whitney Houston ani Kevin Costner. A może chodziło o to, że jej nie usłyszał za dobrze?
Nie odpowiedziała nic, pozostawiając tę kwestię nierozwiązaną, decydując się by potraktować pytanie jako próbę żartu. Przy czym żart był czymś, o co nie podejrzewałaby go nigdy. Nie musiała go nawet poznawać dobrze, by wiedzieć, że jego humor najprawdopodobniej nie istniał. A jeśli istniał to w niezrozumiałym dla niej (i pewnie dla reszty świata) wymiarze.
Co on, na litość boską, miał z tym pakowaniem się do łóżka? Przecież już powiedziała, że wcale jej nie o to chodziło, kiedy już za pierwszym razem użył tego określenia. Słyszeć to po raz drugi było co najmniej niezręcznie. Tym bardziej, że jej policzki znów przybrały zdradziecki róż – nawet jeśli na chwilę. Co się z nią działo? Nie określiłaby się jako wstydliwą, a co do bezpośredniości, to przecież powinna być przyzwyczajona – w końcu Jason był jej dobrym kumplem, Oliver także, a ani jeden czy drugi nie hamowali się zbytnio w jej towarzystwie.
I wtedy jej to nie przeszkadzało.
Ale może to była ta znacząca różnica, że insynuacje i niedwuznaczne zwroty nie robiły na niej wrażenia, kiedy grunt znajomości był już dawno wyrównany i była z nim dobrze zaznajomiona.
Zamierzała ratować resztki swojej godności odwróceniem spojrzenia na bok; szybko jednak wróciła z uwagą do mężczyzny, bo coś wyklarował.
— Czyli jednak zamierzasz tu spać — stwierdziła. Pokój obok był odpowiedzią, której oczekiwała. Pytała o nią bezpośrednio słowami ‘czy zamierza tu spać’. Kurczę, wystarczyło jedno głupie tak, a obyłoby się bez snucia podtekstów i domysłów. — Dobrze — dodała, chcąc domknąć sprawę.
To nie tak, że jej się to uśmiechało – klasyfikowała go jako niebezpiecznego, również dla niej samej. Wiedziała jednak, że nie będzie miała większego wyboru, jeśli on już postanowił. Bo jak go od tego pomysłu odwiedzie? Nie wezwie policji, bo – jak już ustatlili – wyjdzie na skończoną idiotkę z paranoją.
Przemilczała dyskusję na temat snu – mogła się próbować upierać, że każdy potrzebuje snu; że może umyka mu, jak bardzo mu go brakuje – ostatecznie jednak uznała, że to będzie pozbawione sensu. Próba przesunięcia ściany. Rozmowa jak ze ścianą. Powinna zacząć wołać na niego per ściana. Ściany też były wysokie.
Byeok
Zabrała jego talerz i wyłączyła kuchenkę, sprzątając na szybko po przygotowaniu posiłku. Nie odwróciłą na niego wzroku, kiedy spytał ją o jej plany. W zasadzie – jeszcze bardziej skupiła się na swoim zajęciu.
Dłuższa chwila oddzieliła jego pytanie od jej odpowiedzi. W tym czasie zdążyła wyszorować patelnię i nawet ją osuszyć szmatką.
— Nie mam planów na jutro. Jadę tylko na cmentarz i wracam do domu. — To był zasadniczo jej plan na zeszły tydzień. Świadomie się izolowała. Jeśli coś się zmieniało, to tylko dlatego, że ktoś postanowił wprosić się do jej domu – mniej lub bardziej bezpośrednio. — Pojutrze to samo. W poniedziałek też. — Nie wybierała się na uczelnie; nie wybierała się do pracy, bo wzięła wolne.
Siedziała w domu i przeżywała stratę po swojemu. Problem jednak tkwił w tym, że teraz jej sposób został zachwiany cudzą obecnością, którą miała obowiązek zaakceptować. Przynajmniej do momentu, w którym nie weźmie szturmem gabinetu pana Salvatore.
— Pościelę ci w pokoju gościnnym. — Nawet nie proponowała, że pokaże mu, gdzie się znajduje. Już z góry przyjęła, że wiedział o tym. Bo skoro znalazł jej sypialnię – wcale nie po to, by wpakować jej się do łóżka, a także naprawił rolety, to znaczyło, że poruszał się po całym domu. Nie mówiąc już o tym, że w pamięci miała, jak namiętnie przeszukiwał każdą szafę i szufladę, nic sobie nie robiąc z jej obecności. I przede wszystkim – nie pytając o pozwolenie.
Ciekawe czy szafkę z jej bielizną też przeszukiwał.
Damon Tae
Nie odpowiedziała nic, pozostawiając tę kwestię nierozwiązaną, decydując się by potraktować pytanie jako próbę żartu. Przy czym żart był czymś, o co nie podejrzewałaby go nigdy. Nie musiała go nawet poznawać dobrze, by wiedzieć, że jego humor najprawdopodobniej nie istniał. A jeśli istniał to w niezrozumiałym dla niej (i pewnie dla reszty świata) wymiarze.
Co on, na litość boską, miał z tym pakowaniem się do łóżka? Przecież już powiedziała, że wcale jej nie o to chodziło, kiedy już za pierwszym razem użył tego określenia. Słyszeć to po raz drugi było co najmniej niezręcznie. Tym bardziej, że jej policzki znów przybrały zdradziecki róż – nawet jeśli na chwilę. Co się z nią działo? Nie określiłaby się jako wstydliwą, a co do bezpośredniości, to przecież powinna być przyzwyczajona – w końcu Jason był jej dobrym kumplem, Oliver także, a ani jeden czy drugi nie hamowali się zbytnio w jej towarzystwie.
I wtedy jej to nie przeszkadzało.
Ale może to była ta znacząca różnica, że insynuacje i niedwuznaczne zwroty nie robiły na niej wrażenia, kiedy grunt znajomości był już dawno wyrównany i była z nim dobrze zaznajomiona.
Zamierzała ratować resztki swojej godności odwróceniem spojrzenia na bok; szybko jednak wróciła z uwagą do mężczyzny, bo coś wyklarował.
— Czyli jednak zamierzasz tu spać — stwierdziła. Pokój obok był odpowiedzią, której oczekiwała. Pytała o nią bezpośrednio słowami ‘czy zamierza tu spać’. Kurczę, wystarczyło jedno głupie tak, a obyłoby się bez snucia podtekstów i domysłów. — Dobrze — dodała, chcąc domknąć sprawę.
To nie tak, że jej się to uśmiechało – klasyfikowała go jako niebezpiecznego, również dla niej samej. Wiedziała jednak, że nie będzie miała większego wyboru, jeśli on już postanowił. Bo jak go od tego pomysłu odwiedzie? Nie wezwie policji, bo – jak już ustatlili – wyjdzie na skończoną idiotkę z paranoją.
Przemilczała dyskusję na temat snu – mogła się próbować upierać, że każdy potrzebuje snu; że może umyka mu, jak bardzo mu go brakuje – ostatecznie jednak uznała, że to będzie pozbawione sensu. Próba przesunięcia ściany. Rozmowa jak ze ścianą. Powinna zacząć wołać na niego per ściana. Ściany też były wysokie.
Byeok
Zabrała jego talerz i wyłączyła kuchenkę, sprzątając na szybko po przygotowaniu posiłku. Nie odwróciłą na niego wzroku, kiedy spytał ją o jej plany. W zasadzie – jeszcze bardziej skupiła się na swoim zajęciu.
Dłuższa chwila oddzieliła jego pytanie od jej odpowiedzi. W tym czasie zdążyła wyszorować patelnię i nawet ją osuszyć szmatką.
— Nie mam planów na jutro. Jadę tylko na cmentarz i wracam do domu. — To był zasadniczo jej plan na zeszły tydzień. Świadomie się izolowała. Jeśli coś się zmieniało, to tylko dlatego, że ktoś postanowił wprosić się do jej domu – mniej lub bardziej bezpośrednio. — Pojutrze to samo. W poniedziałek też. — Nie wybierała się na uczelnie; nie wybierała się do pracy, bo wzięła wolne.
Siedziała w domu i przeżywała stratę po swojemu. Problem jednak tkwił w tym, że teraz jej sposób został zachwiany cudzą obecnością, którą miała obowiązek zaakceptować. Przynajmniej do momentu, w którym nie weźmie szturmem gabinetu pana Salvatore.
— Pościelę ci w pokoju gościnnym. — Nawet nie proponowała, że pokaże mu, gdzie się znajduje. Już z góry przyjęła, że wiedział o tym. Bo skoro znalazł jej sypialnię – wcale nie po to, by wpakować jej się do łóżka, a także naprawił rolety, to znaczyło, że poruszał się po całym domu. Nie mówiąc już o tym, że w pamięci miała, jak namiętnie przeszukiwał każdą szafę i szufladę, nic sobie nie robiąc z jej obecności. I przede wszystkim – nie pytając o pozwolenie.
Ciekawe czy szafkę z jej bielizną też przeszukiwał.
Damon Tae