Strona 4 z 5

bend me, break me anyway you need me

: śr cze 10, 2026 12:08 am
autor: Ruelle I. Prescott
Takie zwyczajne spotkanie w muzeum czy podobnym miejscu na pewno nie było czymś, co wydawało się być w ich stylu. Może osobno, ale razem? Ograniczały się do barów, w których mogły się rozluźnić za pomocą przyjemnej dawki alkoholu oraz do mieszkania, gdzie oddawały się perwersyjnym przyjemnościom. Poza tym raczej niewiele je łączyło.
- Nie zamierzam zachwycać się czymś, co jest filozofią dopisaną na siłę do gówna - skwitowała słowa River. - Także nie wyjeżdżaj mi z żadnym modernizmem, postmodernizmem czy inną abstrakcją, która nie pokazuje ci prawdziwego warsztatu artysty.
Dla niej liczyły się jedynie te dzieła, w które ktoś faktycznie włożył ogrom pracy i umiejętności. Prędzej była w stanie docenić widzianego na facebooku gościa, który podwieszał dziurawe wiadra z farbą i huśtał nimi nad płótnami niż kogoś kto stawiał na kartce kilka patyczaków albo próbował wmówić, że samotna czerwona kropka na pustym tle jest narracją odnośnie samotności jednostki i alienacji od społeczeństwa.
Były rzeczy, w których naturalnie nie mogły się ze sobą zgodzić. Obie uwielbiały łapać się za słówka i przeinaczać wypowiedzi na swoją korzyść. Ruelle robiła dokładnie to samo w wielu momentach, ale za każdym razem, gdy to ona padała ofiarą tej praktyki była naprawdę wielce niezadowolona.
- Kto tu uprawia gaslighting, Cross? Nie miotam się, ale ty zawsze widzisz to, co chcesz - odprychnęła niemal, gdy tylko raz jeszcze usłyszała brednie, które wydostawały się prosto z ust rysowniczki.
Właśnie dlatego tak bardzo uwielbiała ją całować. Przynajmniej wtedy dziewczyna nie miała okazji do wygłaszania żadnych głupich komentarzy. To był na pewno miły dodatek do tego, że najzwyczajniej w świecie smakowała wprost w wspaniale, a do tego potrafiła jednym pocałunkiem zawrócić jej w głowie jak nikt inny.
- Dopij tego drinka to może zrobię ci kolejnego jak ładnie poprosisz - dorzuciła jeszcze, bo nawet jeśli ten ostatni komentarz był rzucony cichszym tonem to dalej była w stanie go wychwycić.
Ich spojrzenia nie były ze sobą zsynchronizowane. Niemniej nawet jeśli Prescott wydawała się ignorować swoją towarzyszkę to cały czas była świadoma tego, co działo się przy jej stanowisku pracy. Zerkała dosyć często, ale dalej potrafiła zajmować się tym, co działo się na ekranie jej telefonu. Potrafiła mieć podzielną uwagę. Zwłaszcza jeśli tyko tego chciała.
- A już myślałam, że chciałabyś, żebym wszem i wobec ogłaszała wszystkim, że rzekomo jestem czyjąś własnością - mruknęła, ale rozumiała, że takie rozumowanie również mogło mieć sens. - Zostawię ją na niedziele i święta.
Był to rzecz jasna żart. Matka zabiłaby ją chyba, gdyby tylko spróbowała coś podobnego założyć do kościoła. Na pewno też zemdlałaby, gdyby tylko usłyszała jakich bezeceństw dopuściły się na cmentarzu w trakcie trwającej ceremonii pogrzebowej. Pani Prescott była przykładną katoliczką jak na każdą dobrą Portorykankę przystało.
- I co wtedy robisz, gdy o mnie tak myślisz? - zapytała, odkładając na chwilę telefon i spoglądając na River wyczekująco.
Chciała ją pociągnąć za język. Wyobraźnia podsuwała jej wszelkie interesujące scenariusze, ale chciała usłyszeć z ust Cross, co dokładnie chodziło jej po głowie, gdy tylko myślała o posiadaniu jej. Czy robiła cokolwiek z tym faktem? Musiała to wiedzieć...
- Sama radzisz sobie doskonale z zaznaczaniem. Nie muszę ci chyba w tym pomagać - upiła jeszcze łyk trzymanego w dłoni drinka i na potwierdzenie własnych słów, odsunęła kołnierz t-shirtu, aby ukazać formujące się na jej skórze kształty.
Od samego początku River oznaczała ją jako należącą do siebie w niezwykle hojny sposób. Chociaż faktem było, że ślady te miały tendencję do tego, aby zanikać w przeciągu tygodnia od ich powstania. Obrożę mogłaby z kolei zakładać niemalże w dowolnym momencie. Tylko czy na pewno chciała to robić? Czemu miałaby należeć do niej poza momentami, gdy lądowały w łóżku rysowniczki?

River Cross

bend me, break me anyway you need me

: śr cze 10, 2026 10:22 am
autor: River Cross
Cmoknęła niezadowolona z jej kolejnej opinii, najwyraźniej roszcząc sobie jakiekolwiek prawa do kategoryzowania ich. Teraz to już na pewno nie będzie w stanie się z nią zgodzić. Jej modelka zdecydowanie potrzebowała porządnych lekcji, żeby być w stanie wreszcie doceniać sztukę całą sobą. Problem w tym, że River była kiepską nauczycielką.
— Wolisz sztukę, która zakłada, że istnieje jedna, uniwersalna prawda? Nie ośmieszaj się, Prescott. Bez pytań, które stawiali Lichtenstein czy Kosuth nie byłoby tego... wszystkiego. — Machnęła ręką, wskazując w stronę obrazu, choć raczej miała na myśli wszystko, co do tej pory wyszło spod jej rąk. Nie tworzyła w taki sam sposób jak posmodernistyczni mistrzowie, ale potrafiła dostrzec wpływ, jaki na nią wywarli, szczególnie oglądając własne komiksy.
— Po co ci warsztat, jeśli nie umiesz przekazać nim żadnej emocji? W każdej chwili mogę cię nauczyć malować realistyczne pejzaże, które potem jakiś lekarz zawiesi sobie w poczekalni, ale jeśli nie masz w nich niczego do przekazania, to nie jesteś warta tych umiejętności — dokończyła myśl. Wierzyła, że trening czyni mistrza i że tylko skrajnie odklejone od estetyki jednostki nie będą w stanie nauczyć się rysować tak, by przeciętny widz z ulicy nie uznał ich twórczości za ładną, bo podobną do rzeczywistości. Od przenoszenia jej jeden do jednego tak, jak widzą ją wszyscy, była przecież fotografia. Sztuka musiała nieść za sobą coś więcej, bo inaczej mogłaby wyrzucić do śmieci wszystko, co kiedykolwiek narysowała i w ogóle najlepiej całą siebie.
— Jakbym zawsze widziała to, co chcę, to robiłabyś teraz dużo ciekawsze rzeczy niż warczenie na mnie — odparła, nadal nie przejmując się jej irytacją i próbami wmawiania nieprawdy. Z pewnością była w stanie wymyślić całą masę kadrów, w których Prescott wyglądałaby bardziej korzystnie niż ten, w którym wypluwała z siebie kolejne słowa, licząc, że w którymś momencie wreszcie uda jej się sprawić, że Cross się przymknie albo chociaż zrobi jej się głupio.
— Muszę prosić? Myślałam, że chcesz mnie spić i wykorzystać w najokrutniejszy sposób. — Sięgnęła po drinka, rzucając jej rozbawione spojrzenie. Nie chodziło jej oczywiście o nic seksualnego. Do tego przecież nie był im potrzebny alkohol. Nie miała też wątpliwości, że nie wykorzystała Ruelle, gdy przespały się ze sobą pierwszy raz. Alkohol jedynie przyspieszył cały proceder, a nie zmienił osądów jej modelki. Pijana Cross była natomiast bardzo skora do gadania i w ogóle nie byłaby zaskoczona, gdyby Rue starała się obrócić to przeciwko niej. Ale może nie musiała czuć się zagrożona? Rozochocona tą dziwaczną delikatnością wlała w siebie całą resztę drinka i odstawiła pustą szklankę gdzieś na bok.
— Doskonale. Zawsze miałam słabość do kościołów — powiedziała Cross. H e h. Podłapała żartobliwy ton, ale to właściwie była prawda! Nie miała wiele wspólnego z wiarą, w jej domu nie praktykowało się takich rzeczy, ale sakralne budynki zawsze się jej podobały. Doceniała kunszt rzeźbienia krzyży i lubiła odpoczywać w chłodzie samotności, która zawsze przytłaczała ją, gdy przemierzała kamienne nawy.
— Czy to nie oczywiste? Rysuję — odpowiedziała szczerze, choć nie była pewna, czy akurat tego oczekiwała od niej tanatopraktorka. Na pewno byłaby w stanie wymyślić coś dużo bardziej pikantnego, ale czemu miałaby zmyślać? Ruelle widziała jej rysunki. Zapełniały szkicownik w zastraszającym tempie. Przelanie natrętnych myśli na papier było najprostszym rozwiązaniem dla Cross. Wmawianie modelce, że zaczyna się przez nią dotykać byłoby jakimś paskudnym banałem, a na to nie zasługiwała. Zdaniem artystki nie była w stanie wymyślić lepszego komplementu, którym mogłaby obdarować swoją muzę, nawet jeśli dla niej ta odpowiedź okaże się zbyt delikatna.
— Na te ślady nie masz żadnego wpływu. Ja chcę od ciebie premedytacji. Chcę żebyś to ty pokazała mi, że do mnie należysz. — Jej wzrok od razu podążył za odsuniętym materiałem. Ślady nie były jeszcze dobrze widoczne i nie było ich tak wiele jak zazwyczaj. To wszystko jednak tylko podpisy, które zostawiała na niej z własnej woli i z którymi Prescott nic nie mogła zrobić. To zdecydowanie było za mało.
Podniosła pasek i zgięła go lekko w dłoniach. Pracował dobrze. Nie łamał się brzydko, nie marszczył przy szwie. Przesunęła palcem po nitach i kiwnęła głową zadowolona. Gładkie, chłodne i wystające tylko trochę. Może powinna częściej pracować pijana? Wzięła do ręki dwa szerokie, srebrne d-ringi i przymierzyła je do skórzanych pasków, zanim przymocowała pierwszy z nich. Dźwięk prasy rozbrzmiał w pokoju ciężej, bo warstw było więcej. Sprawdziła mocowanie, szarpiąc za kółko z wyczuciem. Ani drgnęło. Mogła kontynuować. Sięgnęła po przygotowany wcześniej odcinek łańcuszka i przewlekła go przez oba d-ringi, sprawdzając długość. Ogniwa przesunęły się po metalu z cichym, czystym dźwiękiem. Centralne kółko zawisło pośrodku, jeszcze nieprzymocowane. Pociągnęła lekko za środkowy ring. Łańcuszek skrócił dystans między bokami, obroża płynnie zmniejszyła obwód. Uśmiechnęła się zadowolona, nie mogąc doczekać się efektu końcowego.

Ruelle I. Prescott

bend me, break me anyway you need me

: śr cze 10, 2026 4:10 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Sztuka miała to do siebie, że każdy miał naniązupełnie inny pogląd. Nie było jednego prawidłowego podejścia jak w ścisłych naukach. Wszystko było relatywne. Mogły zatem zapewne kłócić się w nieskończoność jeśli chodziło o kwestie związane z kulturą.
- To ty tak to przedstawiasz. Nawet jeśli fotografia jest w stanie uchwycić jedynie rzeczywiste obiekty to od ciebie zależy w jaki sposób to zrobisz, aby nadać temu odpowiedni charakter i głębi. Wybierasz na czym się skupić, jak wykadrować ujęcie oraz co chcesz przedstawić swojemu odbiorcy - dalej argumentowała, nie zamierzając się wycofać ze swojego stanowiska. - Jeśli chcesz coś przekazać to wyrób odpowiedni warsztat, żeby to zrobić.
Była bezlitosna dla tych artystów, którzy lubowali się w niezwykle banalnych w swoich formach dziełach. Dziecko potrafiłoby wykonać serię kształtnych kwadratów w podstawowych kolorach. Chciała czuć emocje bijące od obrazu, a nie widzieć coś, co wymagało szerokiego objaśnienia w dołączonym do niego eseju, bo w samym tworze nie było nic poza prostą wizualną formą, która równie dobrze mogła uchodzić za prosty print na siedzeniach w metrze.
- Z pewnością. Zgaduję, że byłabym teraz na kolanach, dziękując pięknie za każdy najmniejszy okruch twojej uwagi - dopowiedziała, próbując sobie samej zwizualizować rzeczy, o których mogłaby fantazjować rysowniczka. - Pewnie spełniałabym też każdą twoją zachciankę...
Nie mogła teraz o tym myśleć. Miała oczyścić umysł, zrelaksować się i pozwolić River pracować, a zamiast tego jedynie nakręcała samą siebie, sprowadzając rozmowę na te bardziej oczywiste tematy. Powinna po prostu się zamknąć i dopić swojego drinka póki jeszcze zachowała jakąś względną jasność umysłu.
- To twoja działka, cariño. Nie będę ci odbierać zajęcia - odparowała na sugestię tego, że powinna spić i wykorzystać artystkę.
Nie były w stanie się wykorzystać. Obie były na to wszystko zbyt chętne, a alkohol jedynie ułatwiał sprawę. Sprawiał, że gdzieś lekko zanikały pewne bariery i oddawały się naprawdę temu, co czaiło się gdzieś wewnątrz, głęboko pod skórą i twardą skorupą pozorów. Sprawa z nimi zawsze była przynajmniej odrobinę skomplikowana.
- Potrafią mieć swój mistyczny urok jak tylko wejrzysz głębiej - przyznała, bo akurat z tym mogła się zgodzić.
Estetyka sakralna miała w sobie pewien magnetyczny urok. Mistycyzm, który potrafił do siebie silnie przyciągać i żadna z nich nie mogła temu zaprzeczyć. To był też jeden z powodów, dla których Prescott tak chętnie uczyła się łaciny. W niej wszystko wydawało się być dużo bardziej pociągające.
- Musisz w takim razie wyjątkowo często o tym myśleć, biorąc pod uwagę ilość rysunków - zauważyła, odnotowując na razie fakt, że nie da rady wyciągnąć z River nic więcej.
Nie zależało jej na wielkich wyznaniach. Była jednak ciekawa czy Cross się temu opierała czy może oddawała się na wiele sposobów swoim fantazjom. Wyglądało jednak na to, że przede wszystkim wpędzała samą swoją egzystencją rysowniczkę w twórczy szał i była w stanie to zaakceptować. Przynajmniej mogła się przekonać na własne oczy jak wielką obsesją dla niej się stała, co zdecydowanie łechtało w wyjątkowy sposób jej ego.
- Czemu miałabym to robić, River? - zapytała, dopijając drinka, którego odłożyła na pierwszą wolną powierzchnię. - Należę do ciebie jedynie w momencie, gdy mnie sobie zawłaszczasz... A teraz oczekujesz, żebym oddawała ci się dobrowolnie ot tak, gdy nawet cię nie ma w pobliżu? Nie mam ku temu powodów.
Ze wszystkich możliwych pomysłów właśnie ten wydawał jej się najbardziej śmiały oraz najbardziej absurdalny. Oczywiście, nie odrzucała myśli na to, że w samotności założy obrożę kilka razy. Choćby po to, aby ponapawać się tym w jaki sposób okalała jej szyję. Lub po to, aby podesłać kilka zdjęć do samej artystki i ją w pewien sposób nimi podręczyć. Może dzięki temu powstałyby jakieś nowe szkice?
Przyglądała się uważnie temu jak artystka pracuje. W końcu wstała ze swojego miejsca i podeszła do niej. Stanęła za jej taboretem i pochyliła się, aby uważniej przypatrzeć się jej pracy. Mimowolnie owinęła ramiona wokół jej tułowia, obejmując ją lekko. Nie chciała przeszkadzać, ale powoli zaczynało jej się nudzić samej. Zresztą miała wrażenie, że i tak Cross była bliżej ukończenia swojego dzieła niż dalej, więc równie dobrze mogła znaleźć się tuż obok gotowa do tego, aby przymierzyć swoją obrożę.

River Cross

bend me, break me anyway you need me

: śr cze 10, 2026 6:05 pm
autor: River Cross
— Sugerujesz relatywizm, a potem mówisz, że warsztat jest jedyną drogą do osiągnięcia wielkości. Zaczynają martwić mnie komplementy na temat mojej sztuki, skoro chcesz traktować ją tak... płasko. Mój warsztat zasługuje na docenienie czy muszę trochę popracować nad rysowaniem dłoni, zanim zaczniesz widzieć moje emocje? — Zdawała sobie sprawę, że jej warsztat nie jest perfekcyjny, bo przecież miała jeszcze lata rysowania przed sobą. Różnica między jej szkicami z podstawówki, liceum, a obecnymi była oczywiście dramatyczna. Ba, zauważała różnice nawet przy pracach sprzed roku, ale na tym etapie to były drobiazgi, których oko laika może nawet by nie wychwyciło. Wbrew pozorom Cross była bardzo krytyczna wobec swoich dzieł i potrafiła zauważyć ich wady. Nigdy jednak nie uznałaby za nią jakichś warsztatowych uchybień.
— Mniej więcej — potwierdziła wizję, którą roztoczyła przed nią Prescott. Modelka padająca przed nią na kolana i zachowująca się posłusznie była przecież niezwykle kuszącą wizją. Gdyby było inaczej, nie siedziałaby teraz na niewygodnym taborecie i nie szyła dla niej własnoręcznie obroży. Może nawet nieco ją z tym wszystkim ponosiło i nie powinna aż tak się starać, by zadowolić Ruelle, a przez to też samą siebie, ale teraz to już trudno. Nie lubiła zostawiać niedokończonej roboty.
— Zupełnie jak cmentarze, prawda? Przyznasz mi się kiedyś, co ty tam kombinowałaś? — Spojrzała na moment w bok, próbując przypomnieć sobie jak najdokładniej strój, który miała na sobie Prescott, gdy wpadły na siebie między grobami. Spotkanie wywarło na niej duże wrażenie. Może nawet ogromne, skoro od tamtej pory sukcesywnie ją rysowała. Nie zastanawiała się jednak na co dzień, czyj był pogrzeb, będący tłem dla ich rozmów. Żartowały coś o podstarzałym kochanku i jakoś nigdy nie wróciła do tego myślami aż do teraz.
— Na pewno więcej niż sobie zasłużyłaś — potwierdziła skinąwszy głową. Może gdyby myślała o niej trochę mniej, prace wychodziłyby jej jeszcze lepiej? Dawałaby sobie więcej szans na odpoczynek i nie snułaby się absolutnie przygnieciona pomysłami. Nie było szans, żeby mogła to przetestować. Próbowała chociażby dzisiaj i co się stało? Jakimś cudem znowu skończyła z Prescott w swojej sypialni. Co gorsza, w ogóle nie miała ochoty tego testować. Ciągnął ją do niej najwyraźniej jakiś dziwaczny masochizm.
— Żeby pogłębić moją obsesję i sadystycznie lepić wszystkie moje myśli na własną modłę? — zapytała takim tonem, jakby to było oczywiste, a fakt, że Prescott w ogóle zadawała takie pytania, był skrajnie absurdalny. Cross przecież dokładnie to zrobiłaby na jej miejscu! Uwielbiała znęcać się nad nią w taki sposób.
— No i czułabyś ekscytację i podniecenie mając świadomość tajemnicy, która okala twoją szyję — dodała jeszcze. Nie zakładała, że rozpowiadałaby na prawo i lewo od kogo dostała akcesorium i co tak naprawdę oznacza. Lubiła jednak słuchać, jak River powtarzała jej, że ją posiada, więc echo głosu artystki, które z pewnością odbiłoby się w jej ciele, gdy założyłaby obrożę z własnej inicjatywy, prawdopodobnie byłoby bardzo przyjemne.
Poczuła silny ucisk w ciele, gdy tylko Prescott do niej przylgnęła. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać, licząc, że dziewczyna nie zauważy, że musiała drugi raz wyrównać przyłożone do pasków zapięcie, bo dała się na sekundkę rozproszyć. Zaznaczyła miejsce na otwory regulacyjne, wybiła je jeden po drugim i wsunęła sprzączkę w końcówkę skóry, zabezpieczając ją kolejną pętlą i nitami. Pracowała coraz szybciej, ale nie mniej dokładnie. Im bardziej całość zbliżała się do efektu końcowego, tym ruchy stawały się gęstsze, ale i prostsze. Kostką do polerowania skóry zaczęła wygładzać czarne boki krótkimi, zdecydowanymi ruchami. Przesunęła kciukiem po wewnętrznej stronie obroży, sprawdzając każdy nit od spodu. Jeden z nich miał nieznacznie wyczuwalną krawędź. Mruknęła niezadowolona i sięgnęła po pilnik, którym ją wygładziła. Poprawiła ringi na łańcuszek, który nieco wydłużyła, by przy rozluźnionej obroży sprawiał wrażenie niewinnej ozdoby. Wybiła otwory do regulacji, zamontowała metalową szlufkę przy klamrze, dopracowywała szczegóły.
— Niecierpliwisz się — bardziej stwierdziła niż zapytała. Całość faktycznie wyglądała na prawie gotową. Cross pracowała teraz wyłącznie na detalach, które pewnie mogła sobie darować, ale przecież nie zrobi czegoś od niechcenia. A może po prostu robiła Prescott trochę na złość, celowo to przeciągając? Sięgnęła do pudła, z którego wyjęła długi i nieco grubszy łańcuch od tego, który był przyczepiony do obroży. W końcu to miał być pełen zestaw, razem ze smyczą.

Ruelle I. Prescott

bend me, break me anyway you need me

: śr cze 10, 2026 9:27 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie chodziło jej o perfekcjonizm, bo osiągnięcie ideału nie było właściwie możliwe, ale nie była w stanie zadowolić się byle czym pod względem jakości. Całe szczęście akurat River posiadała naprawdę dobry warsztat i widać było, że potrafi rysować. Naprawdę zachwycały ją prace, które wychodziło spod pędzla czy ołówka Cross.
- W takim razie może powinnam udzielać ci komplementów połączonych z dogłębną analizą, żebyś wiedziała, że mówię całkiem poważnie, gdy zdarza mi się ciebie chwalić? - zapytała całkowicie poważnie.
Mogła to robić. Zwykle jednak brakowało jej odpowiednich słów, aby móc w pełni opisać to, co sądziła na temat jej dzieł lub jakie też emocje w niej wywoływał. Może dlatego, że nie znała się tak dobrze na sztuce. Lub dlatego, że zwykle znajdowała się w stanie wskazującym, który nie sprzyjał zbytniej elokwencji.
Zdążyły już się na tyle ze sobą zaznajomić, aby zdawać sobie sprawę z tego jak kształtowały się ich fantazje. Oczywiście, zapewne było jeszcze sporo rzeczy, z których nie zdawały sobie dotychczas sprawy, ale przecież miały jeszcze naprawdę sporo czasu, aby powoli odkrywać, co na nie działało w odpowiedni sposób.
- Po prostu postanowiłam przyjść na pogrzeb - odpowiedziała, bo nie było chyba dobrego sposobu na to, aby wytłumaczyć to, co w tamtym momencie robiła.
Po prostu lubiła pojawiać się na pogrzebach. Było w nich coś, co wyjątkowo ją fascynowało. Lubiła tę formę, estetykę oraz wyjątkową atmosferę, która im towarzyszyła. Dlatego się decydowała na to, aby je odwiedzać, gdy miała chwilę czasu. Dodatkowo mogła stanowić pewną atrakcję jako tajemnicza żałobniczka znajdująca się w pewnym oddaleniu od reszty tłumu.
- Chyba właśnie wyjątkowo sobie zasłużyłam skoro, aż tak cię prześladuję - powiedziała jeszcze, uśmiechając się lekko na tę uwagę wygłoszoną przez rysowniczkę.
W przeciwnym razie na pewno tyle jej prac nie byłoby poświęconych właśnie jej. Cross wydawała się być całkiem wybredna jeśli chodziło o to, czemu poświęcała swoją uwagę, więc na pewno musiała wyjątkowo zawrócić jej w głowie.
- Może w takim razie nie powiem ci nic więcej? Będziesz się musiała domyślić czy noszę ją gdzieś indziej. Nie pozostanie ci nic innego niż zastanawianie się nad tym czy ktokolwiek inny mnie w niej zobaczył i czy domyśla się jej przeznaczenia... Albo czy właśnie dochodzę w niej na swoim łóżku, dotykając się do myśli o tobie... - kontynuowała zmysłowo obniżonym tonem.
Podobało jej się roztaczanie takiej wizji. Niech River myśli o tym wszystkim, co tylko chciała. Z pewnością jeszcze nie raz i nie dwa odpłynie w takim kierunku, pragnąc ją narysować dokładnie w takim wydaniu w jakim jawiła jej się w tych zbereźnych marzeniach.
Nie była nawet świadoma tego jak bardzo działa w tej chwili na rysowniczkę. Nie chciała jej rozpraszać. Chciała tylko jej dotknąć i nacieszyć się jej ciepłym ciałem. Mruknęła z zadowoleniem, przesuwając leniwie dłonie po materiale jej koszulki.
- Chciałam po prostu zobaczyć z bliska jak pracujesz - mruknęła, chcąc się jakoś z tego wybronić.
Była niecierpliwa. Nie mogła się doczekać skóry opasającej w końcu jej szyję. Nie mogła tak jednak tego przedstawić. Śledziła każdy najmniejszy ruch River, ale jednocześnie starała się czerpać z jej obecności tyle ile mogła... Dlatego też powoli przesunęła dłonie na jej ramiona, aby zaczepnie wtargnąć palcami pod materiał w okolicach obojczyków rysowniczki. Naprawdę nie chciała jej rozpraszać!

River Cross

bend me, break me anyway you need me

: czw cze 11, 2026 10:22 am
autor: River Cross
Prescott zdarzało się czasami wpaść na jakiś dobry pomysł, no kto by pomyślał! Artystka wyprostowała się nieco i pozwoliła słowom dokładnie na sobie osiąść, dając sobie szansę na zmianę zdania. W jej głowie nie pojawiła się jednak ani jedna myśl, która by ją przed tym wzbraniała.
— Dokładnie tak — potwierdziła równie poważnym tonem. Oczekiwała przecież tego od samego początku, a fakt, że dostawała do tej pory tylko jakieś ochłapy informacji był nieco irytujący. Dogłębna analiza była tym, czego potrzebowała.
— Przecież wiesz, że z jakiegoś powodu lubię cię słuchać. A nie ma ciekawszego tematu niż ja albo moja sztuka — dodała już bardziej nonszalancko, żeby nie wyjść na totalnie zdesperowaną. Nie potrzebowała analiz godnych profesorów historii sztuki. Gdyby zależało jej na takich opiniach, poszłaby na studia. Omijała jednak uniwersytety szerokim łukiem, wierząc, że mogłyby co najwyżej zniszczyć w niej swobodę, którą tak ceniła. Wierzyła, że douczanie się we własnej profesji było bardzo ważne, ale na pewno nie w sposób, który oferowały państwowe uczelnie. Zawsze radziła sobie na własną rękę i uważała, że wyszło jej to na dobre.
Postanowiłaś przyjść na pogrzeb? — znowu po niej powtórzyła, upewniając się, że dobrze usłyszała. To było wyjątkowo dziwaczne zdanie. Miała wrażenie, że w życiu nie usłyszała go z żadnych innych ust i może już nie usłyszy, a przecież była w trakcie rysowania komiksu o tematyce śmiertelności, więc zbierała takie doświadczenia wyjątkowo skrupulatnie.
— Ujmujesz to w dziwaczny sposób. Mam wrażenie, że ludzie zazwyczaj nie postanawiają pójść na pogrzeb swoich bliskich. To raczej odruch serca. Albo sumienia — wyjaśniła własne wątpliwości, bo przecież do głowy jej nawet nie przyszło, że Prescott zjawiła się tam w ramach realizowania swojego dziwacznego hobby. Wiedziała, że martwy mężczyzna nie był żadnym podstarzałym kochankiem i domyśliła się, że nie powinna bardziej ciągnąć jej za język w kwestii jego personaliów, bo wyraźnie nie miała ochoty dzielić się tą historią. Chciała jednak dowiedzieć się więcej na temat jej sposobu myślenia i podejścia do śmierci.
— Zasłużyłaś na to, by istnieć w moich myślach, ale nie na to, by o tym słuchać — doprecyzowała najwyraźniej nieco niezadowolona. Może wypowiedzenie tych słów na głos nieco ją otrzeźwi albo chociaż ogarnie. Powinna powściągnąć się w kwestii komplementów, bo dzisiaj naprawdę z nimi przeginała i z pewnością będzie tego żałować przy ich kolejnym spotkaniu. Już i tak było za późno, by wyjść z tego z czystym sumieniem, ale może przynajmniej przestanie kopać ten grób głębiej.
— Może w takim razie zachowam te myśli dla siebie — odbiła od razu. Nie będzie przecież udawać, że takie pomysły w ogóle nie będą pojawiać się w jej głowie, bo w to już nikt by nie uwierzył. Prescott nie musiała jednak dowiadywać się zawsze o każdej myśli, jaka pojawiała się w jej głowie i zdecydowanie nie musiała oglądać każdego szkicu, który dzięki nim się pojawił.
— Mhm — mruknęła, dając jej do zrozumienia, że kompletnie jej nie wierzy. Ale niech jej będzie! Obserwowanie River przy pracy musiało być fascynujące. To nic, że jakoś nie garnęła się do tego z tak bliska, gdy rysowała i malowała, czyli robiła to, co wychodziło jej dużo lepiej niż szycie. Cross mogła co najwyżej żałować, że nie jest w stanie czasem wyjść z własnej skóry i popatrzeć na siebie w takim stanie. Na pewno wyglądała doskonale.
Zostały jej ostatnie szlify. Dopieszczała obrożę, by wyglądała jak najlepiej, biorąc pod uwagę krótki czas, jaki miała na jej przygotowanie. Na pewno mogłaby jej przygotować coś dużo ciekawszego, gdyby poświęciła na to więcej czasu, ale jej też się przecież spieszyło. Może skusi się na jeszcze jeden projekt? Musiała wymienić karabińczyk przy łańcuszku i doczepić do niego prowizoryczną, skórzaną rączkę. Poszłoby jej dużo szybciej, gdyby nie dłonie tanatopraktorki sunące leniwie pod materiałem jej koszulki. Na jej ciele natychmiast pojawiła się gęsia skórka, ale nie stała się powodem do przerwania pracy. Udawała, że nawet jej nie zauważyła.
Uniosła wreszcie gotowe dzieło, by móc przyjrzeć się mu z kilku różnych perspektyw. Gotowa czarna obroża miała w sobie coś z eleganckiej prostoty. Matowa powierzchnia łapała światło tylko na załamaniach i przy równym, ciemnym szwie biegnącym blisko krawędzi. Po zewnętrznej stronie znajdowało się kilka srebrnych nitów, wystających nieco po zewnętrznej stronie. Chłodne punkty metalu prowadziły wzrok w stronę bocznych d-ringów, między którymi pracował srebrny łańcuszek półzacisku zakończony centralnym kółkiem do smyczy. Przy pociągnięciu ogniwa przesuwały się z metalicznym brzękiem, a obroża zwężała się płynnie. Z tyłu miała prostą, solidną klamrę i rząd otworów regulacji, a od spodu miękkie i gładko wykończone podszycie. Jak na pierwszy tego typu prezent zdecydowanie wystarczy. Cross skinęła głową zadowolona, wyłączyła maszynę do szycia i obróciła się przodem do tanatopraktorki, wyswobadzając się z jej objęć. Rozpięła klamrę i już wyciągała ręce w stronę Rue, by przekazać jej akcesorium, ale zatrzymała się w połowie gestu. To zdecydowanie nie mogło tak wyglądać. Uniosła podbródek, a jej wargi rozciągnęły się w charakterystycznym, cwaniackim uśmiechu. Skończenie projektu wyraźnie dodało jej pewności i pozwoliło wrócić do tej wersji siebie, w której patrzyła na nią z wyższością, niezależnie od zajmowanej pozycji. W tej wersji czuła się dużo lepiej niż w tej pijacko rozmarzonej.
— Na kolana — rozkazała miękkim, spokojnym tonem i skinęła głową ponaglająco. Zakładanie jej tego w każdym innym układzie wydawało jej się teraz wyjątkowo nie na miejscu. Zacisnęła mocniej palce na materiale obroży, nie mając zamiaru dać jej nawet szansy powąchać, póki nie zdecyduje się zagrać z nią w tę grę.

Ruelle I. Prescott

bend me, break me anyway you need me

: czw cze 11, 2026 2:29 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Byłaby w stanie się wykłócać o to, że dosyć często miała naprawdę dobre pomysły, ale problem polegał na tym, że River nie potrafiła tego odpowiednio docenić. Zapewne dlatego, że musiała wiecznie stać w kontrze do tanatopraktorki. Nie wspominając już o tym, że żyła w fałszywym przeświadczeniu o tym, że ma zawsze rację, co było wyjątkowo frustrujące.
-  W takim razie od teraz będę dawała ci pełne recenzje - mruknęła potakująco. - Mam jednak nieodparte wrażenie, że bardziej lubisz mnie słuchać dla brzmienia mojego głosu niż dla tego, co mówię... Chyba, że chodzi o komplementy.
Trudno było odnieść inne wrażenie, gdy tak często się ze sobą kłóciły, a dodatkowo Cross wyjątkowo lubiła przekręcać jej słowa. Może to był jakiś fetysz? Tylko River była na tyle pokręcona by takowy posiadać. 
- Dokładnie. Wydawało mi się, że może być interesujący - odpowiedziała, bo nie sądziła, że rysowniczka będzie potrzebowała dalszych wyjaśnień. - Nie znałam go, więc w moim przypadku nie może być o tym mowy.
Możliwe, że to jedynie jeszcze bardziej namąci dziewczynie w głowie, bo na pewno takie chodzenie na pogrzeby nieznajomych nie należało do szczególnie popularnych zainteresowań. Było to mimo wszystko coś, co ją interesowało. Wiązało się to również z owym umiłowaniem do owej sfery sacrum.
Według artystki chyba wyjątkowo zasługiwała na mało rzeczy. Przynajmniej takie wrażenie mogła odnieść Prescott. W końcu ileż razy słyszała z jej ust coś podobnego? Miała przez to jedynie ochotę tym bardziej udowodnić jej, że zasługiwała na wszystko, co tylko Cross mogła jej zaoferować oraz na wiele więcej.
- Dzisiaj i tak byłaś wyjątkowo wylewna. Dzień dobroci dla zwierząt? - zapytała zaczepnie.
Nie mogła się powstrzymać od podobnego żartu. Zwłaszcza, że River pracowała aktualnie nad akcesorium, które miało uczynić z Prescott jej sukę. To był zdecydowanie ich poziom humoru.
Wiedziała, że nie było opcji, aby River uwierzyła w jej wyjaśnienie, ale nie obchodziło jej to. W końcu rysowniczka i tak miała swoją własną wizję rzeczywistości. Mogła mieć jednak w każdym wypadku jakieś wyjaśnienie dla swojej obecności tuż za artystką. Przecież  tym razem nie musiała jej pozować. Została zostawiona samopas, aby robiła dokładnie to, co chciała i teraz miała ochotę podrażnić się odrobinę z Cross.
Jej paznokcie delikatnie zadrapały dekolt dziewczyny, gdy Rue z niejakim podziwem podziwiała jak sprawnie i zwinnie River potrafiła się uporać ze swoim zadaniem. Chociaż wydawało jej się, że przez chwilę artystka jakby się zawahała i musiała poprawić samą siebie, ale zaraz też wróciła do normalnego rytmu pracy. Mogło to być też wyłącznie jej przewidzenie.
Obroża naprawdę jej się podobała. Była prosta i elegancka. Bez żadnych niepotrzebnych ozdób, które jedynie by ją denerwowały. Właśnie czegoś podobnego oczekiwała, a skóra miała naprawdę przyjemny odcień czerni. Nie wspominając już o tej chłodnej, matowej powierzchni. Tak bardzo do niej pasowała. Prescott nie mogła się doczekać, aż wreszcie zamknie się wokół jej szyi, ale starała się nie dać po sobie tego poznać.
Nie była zadowolona z tego, że Cross uciekła z jej objęć, ale chwilowo mogła to zaakceptować, biorąc pod uwagę, że miały przecież coś ważniejszego do zrobienia. Mogłaby bez problemu uklęknąć przed rysowniczką i być grzeczną, ale to nie pasowałoby do niej. Nawet w tych okolicznościach. Dlatego zamiast tego po prostu zbliżyła się do dziewczyny, aby usiąść okrakiem na jej kolanach. Była naprawdę zadowolona z tego jak postanowiła wybrnąć z tej sytuacji. Spojrzała jeszcze wyczekująco na rysowniczkę, rzucając jej nieme wyzwanie.

River Cross

bend me, break me anyway you need me

: czw cze 11, 2026 5:26 pm
autor: River Cross
Skinęła głową, wyraźnie zadowolona z takiej decyzji. Może wreszcie się doczeka! Pozostawało w niej oczywiście nadal sporo wątpliwości czy Prescott nie zmieni zaraz zdania i nie zrobi jej na złość, nadal zachowując większość przemyśleń dla siebie, ale musiała być pozytywnie nastawiona, bo inaczej da jej się wykończyć.
— Załóżmy, że podoba mi się jedno i drugie — ucięła w zadziwiająco miły sposób. Musiała wprawdzie nieco nagiąć ten komplement, żeby się Prescott w dupie nie poprzewracało, ale to i ta lepsze niż zignorowanie jej albo dalsza próba wykłócania się. No była dzisiaj chodzącym aniołem, okno otworzyć, a wyleci.
— Czekaj, jak to go nie znałaś? To po cholerę tam poszłaś? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Nie była pewna, czy znowu próbowała ją wkręcać w jakąś głupotę czy mówiła całkowicie szczerze. Z Ruelle to nigdy nie wiadomo. Coś jej jednak podpowiadało, że to nie są durne żarty. Ale w takim razie czym to było? Nie spodziewała się, że ktoś normalny mógłby mieć takie hobby jak szlajanie się po cudzych pogrzebach i angażować się w nie na tyle, by mieć do tego przygotowane odpowiednie stroje. Ale z drugiej strony nie rozmawiała właśnie z kimś normalnym.
— Mhm. Dzień otwarty w schronisku. Nie licz na powtórkę — zastrzegła. Tak będzie zdecydowanie rozsądniej. Nie powinno być trudno trzymać się tego postanowienia. Wystarczy tyle nie pić, a to akurat mogła bez problemu zrobić. Jakby pozwalała sobie częściej na taką wylewność, to wyszłaby na jakąś straszną cipę. Wprawdzie trochę nią była, ale przecież Prescott nie musiała o tym wiedzieć. Słodkim sekretem Cross powinno pozostać, że z zewnątrz to silna dziewczyna, a w środku ledwo się trzyma.
Pracowanie w tym całym napięciu nie było łatwe. Miała wrażenie, że to najbardziej skomplikowane zadanie, jakie postawiła przed sobą do tej pory. Może i obraz wymagał więcej pracy, ale dawała się w trakcie malowania prowadzić natchnieniu i wszystko szło samo. No i część pracy wykonała z daleka od Ruelle. Podobnie zresztą było ze szkicem, który kreśliła, gdy modelka się przed nią masturbowała. Trzeba było ją jednak poprosić, żeby zajęła się sobą. Do tego Cross była już przyzwyczajona, a to całe ocieranie się było jakąś nowością. No i znów – dodatkową kwestią do zapamiętania – mniej pić. Bardzo dojrzałe wnioski jak na kogoś w jej wieku. Ważne jednak, że się udało. Efekt końcowy był zadowalający wizualnie i przede wszystkim działał.
Uniosła zaskoczona brew, gdy modelka na niej usiadła, bo przez pierwszą sekundę nie dotarło do niej, co takiego kombinowała. Na szczęście odpowiednie mechanizmy jednak zatrybiły. Przygryzła dolną wargę, żeby się nie roześmiać, bo była dzisiaj zdecydowanie zbyt wesołkowata.
— Okej, mój błąd — przyznała, skinąwszy głową. O dziwo po wypowiedzeniu tych słów nie pochłonęło jej piekło ani nie strzelił piorun. Cały czas siedziała w tym samym miejscu, podobnie zresztą jak Ruelle. Dała się zrobić jak dziecko, no co tu kryć. Aż nie miała serca jej za to karać.
— Włosy — poleciła krótko, rozpinając obrożę. Kiedy tanatopraktorka zebrała je do góry, otoczyła materiałem jej szyję, ustawiając pasek tak, by przednie kółko znajdowało się dokładnie po środku. Zapięła klamrę nieco ciaśniej niż powinna, ale nie zabrała jej tym samym możliwości oddychania. Przecież dopiero zaczynały. Sięgnęła do stolika i zgarnęła z niego smycz. Przyczepiła łańcuch do kółka i odchyliła się nieznacznie, by móc przyjrzeć się Ruelle jak najdokładniej. Obserwowała ją w milczeniu, dokładnie skanując każdy skrawek jej twarzy, szyi i ramion. Wyglądała dużo lepiej niż na jej szkicu, na którym też ubrała ją w podobne akcesorium. Paliło ją w płucach, a liczba myśli w głowie stała się wręcz przytłaczająca. Chyba powinna przygotować się wcześniej psychicznie.
— Wyglądasz... — zawiesiła głos, przekrzywiając nieco głowę. Żaden z przymiotników, który przychodził jej teraz do głowy, nie pasował do widoku, który miała przed oczami. Na pewno łatwiej byłoby jej narysować wszystko, co teraz czuła niż to jakoś ponazywać. Oplotła łańcuch wokół dłoni kilkukrotnie, skracając go i szarpnęła nim. Łańcuszek w obroży Prescott zadrżał cicho, przesuwając się po ringach, a skóra opięła się ciaśniej na jej gardle. Tym samym przysunęła dziewczynę z powrotem bardzo blisko siebie. Zacisk działał bardzo dobrze. Przytłumiał oddech, ale pozwalał na łapanie powietrza na tyle, by wytrzymać w ten sposób dłuższą chwilę.
— Kurwa, sama nie wiem, jak — dokończyła i rozluźniła uścisk. Nie czekając na żaden wredny komentarz, wpiła się zachłannie w jej usta, mając wrażenie, że nie byłaby w stanie wytrzymać ani sekundy dłużej bez ich smaku. Tanatopraktorka absolutnie zawróciła jej w głowie. Była pewna, że trzyma na swoich kolanach tę samą okrutną boginię z obrazu, która towarzyszyła jej w codzienności przez ostatnie tygodnie. I jak miała niby nie uważać się za wybitną artystkę, skoro pracowała na takim materiale?

Ruelle I. Prescott

bend me, break me anyway you need me

: czw cze 11, 2026 7:25 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie przypuszczałaby, że to, co jest w stanie powiedzieć może być w jakiś sposób miłe dla Cross. Wiedziała jednak, że ta naprawdę mocno ceniła swoją sztukę, a posłuchanie czegoś, co było bardziej rozwiniętą oceną niż zwyczajowe słodkie i płytkie pochlebstwa musiało być dla niej naprawdę czymś wyjątkowo przyjemnym.
- Załóżmy? Czyżbyś jednak lubiła słuchać, co mam do powiedzenia? - zapytała, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie uzyska odpowiedzi twierdzącej, bo to przecież byłoby naprawdę zbyt proste.
Tak jak przewidziała, River zdawała się być jeszcze bardziej skonsternowana, gdy tylko usłyszała, że Prescott postanowiła się pojawić na pogrzebie wyprawionym na cześć kogoś kogo kompletnie nie znała. Kto w ogóle tak robił? Chyba wyłącznie ona. Ewentualnie może ktoś, kto chciałby się wprosić na stypę, aby mieć darmowy posiłek.
- Tak po prostu. Wydawało mi się, że to będzie ładny pogrzeb - odpowiedziała jakby to miało być najlepsze wyjaśnienie dla jej zachowania.
Żadna z nich nie była normalna. Właśnie dlatego były w stanie ze sobą wytrzymać. Nawet jeśli tak niewiele brakowało do tego, żeby się wzajemnie pozabijały. Mimo wszystko w jakiś sposób dopasowywały się do swojego wzajemnego wariactwa. Był z nich naprawdę wyjątkowy duet.
- Nie będę się zatem przyzwyczajać - odparła, przyjmując w pełni taką odpowiedź.
Ten wieczór z pewnością był już wystarczająco dziwny i odbiegający od ich zwyczajowej normy. Trudno było w zasadzie wskazać jeden czynnik, który to wszystko spowodował. Może to był ten alkohol, może obecność tej dodatkowej osoby, która w jakiś sposób zaburzyła to wszystko, co znajdowało się między nimi, zmieniając w pewien sposób ich dynamikę.
Cross naprawdę się bardzo dobrze sprawowała, pracując niestrudzenie nawet w momencie, gdy rozpraszały ją błądzące pod materiałem koszulki dłonie. Zwłaszcza, że teraz miała do czynienia z zadaniem, które wymagało od niej precyzji oraz skrupulatności. Naprawdę była wybitna.
Musiała skorzystać z tego, że River nie wydała jej precyzyjnego polecenia. Naprawdę czuła się tak jakby ją przechytrzyła, ale wydawało się, że rysowniczkę to bardziej rozbawiło niż wprawiło w słuszny gniew, którym zwykle się wykazywała w momencie, gdy Ruelle wykazywała się pewnym nieposłuszeństwem.
- Takie słowa potrafią ci przejść przez gardło? - zapytała, pochylając się w jej stronę.
Miała ochotę przygryźć jej dolną wargę i wpić się w jej usta, ale zanim to uczyniła nadeszło kolejne polecenie. Tym razem bez jakiegokolwiek kombinowania, uniosła włosy znad swojego karku, aby pozwolić rysowniczce na zamknięcie obroży wokół jej szyi.
Czuła jak puls jej przyspiesza w momencie, gdy tylko czarna skóra zacisnęła się na jej gardle. Czuła jak napierała na nią, ale nie utrudniała jej jeszcze oddychania. Westchnęła z rozkoszą, gdy tylko Cross doczepiła jeszcze do metalowego okręgu smycz.
Jej spojrzenie stało się nieco bardziej zamglone. Przyglądała się uważnie swojej artystce, która wydawała się być wprost urzeczona znajdującą się na jej kolanach tanatopraktorką. Czekała w naprawdę sporym napięciu na to, aż dziewczyna wyda swój osąd odnośnie tego jak się prezentowała.
Czuła jak coś ścisnęło ją w podbrzuszu, gdy tylko usłyszała w końcu wyjątkowy komplement z jej ust. Nie próbowała nawet walczyć w chwili, gdy Cross szarpnęła mocniej za łańcuch i przyciągnęła ją bliżej siebie.
Jej usta smakowały tym razem zupełnie inaczej. Ruelle zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko poczuła jej język. Powoli coraz bardziej rozluźniała się pod jej dotykiem, a dłonie raz jeszcze znalazły się pod koszulką River, podciągając jej materiał w górę.
Nigdy nie sądziła, że będzie mogła to przyznać choćby przed samą sobą, ale miała wrażenie, że naprawdę była stworzona do tego, aby nosić na sobie obrożę stworzoną przez River. Sama była dla niej stworzona. Po to, aby być jej źródłem inspiracji i prześladować ją w najsłodszy możliwy sposób...

River Cross

bend me, break me anyway you need me

: czw cze 11, 2026 8:23 pm
autor: River Cross
— Spijam każde słowo, żeby potem móc obrócić je przeciwko tobie — odgryzła się. Taka odpowiedź powinna jej wystarczyć. Otrzymała przecież już niejeden dowód, że Cross słuchała jej bardzo uważnie, bo uwielbiała robić jej tak na złość. Z równym zainteresowaniem słuchała, gdy dziewczyna mówiła do niej po hiszpańsku, ale z tym było zdecydowanie trudnej coś ugrać. A i tak jej się to bardzo podobał.
— Jesteś pieprznięta, Mała — zaśmiała się, absolutnie zachwycona tą pokręconą odpowiedzią. Sama nie mogłaby przecież tego lepiej wymyślić. Ruelle naprawdę musiała być postacią wyciągniętą z jakiegoś innego wymiaru. Albo kart świetnego komiksu. Cross powinna jeszcze mocniej żałować, że to nie ona ją wymyśliła. Może jednak powinna stworzyć kogoś zainspirowanego swoją modelką i włączyć do historii, którą aktualnie pisała? To byłoby dużo dziwniejsze niż to całe obsesyjne szkicowanie i malowanie. Umieściłoby Prescott w jej codzienności na stałe. Właściwie na wieki, bo jeśli tylko nic się nie wykrzaczy i faktycznie go wyda, to przecież pozostanie to gdzieś w przestrzeni na wieki. Jakiś biedny archeolog to odkopie za dwieście lat i dostanie wylewu.
— Uznajmy to za przedłużenie tego dnia dobroci. — Przyznawanie się do błędów nie leżało w jej naturze, a robienie tego w towarzystwie Ruelle wydawało jej się podwójnie niezręczne i niepotrzebne. Na pewno nie wejdzie to do ich rutyny, bez przesady. Oczywiście głównie przez to, że Cross myliła się bardzo rzadko! I prawie nigdy nie opuszczała gardy na tyle, by dać się tak łatwo przechytrzyć. Niech to będzie dodatkową nagrodą obok tych wszystkich komplementów, które jej dzisiaj sprawiła. Można właściwie uznać, że miały z głowy zarówno urodziny Prescott, jak i Halloween i święta. Tyle prezentów na raz, to się w głowie nie mieści.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description