Strona 4 z 4

we have parks and recreation at home

: czw cze 18, 2026 12:14 am
autor: Evina J. Swanson
Chęć pomocy, którą wykazywała się Sophia była rzecz jasna hamowana przez te wszystkie procedury i kolejność działań, którą musiała zachować. Sytuacja zdecydowanie nie była zwyczajna i czy nie można było w związku z nią zastosować pewnych skróconych procedur? Była też pewna, że na pewno mogłaby chociaż spróbować się dobić do wspomnianych przełożonych, aby uzyskać dostęp do danych. Swanson doceniłaby choćby próbę dokonania czegoś podobnego.
Wyglądało na to, że prokurator Wellington faktycznie mógł odmienić ich los, gdy tylko przybędzie z wystawionym nakazem. Chyba jeszcze nigdy nie trzymała tak za niego kciuków. Po prostu ta cała sprawa coraz bardziej działała jej na nerwy i w żaden sposób Evina nie była w stanie tego zmienić. Odkąd zdecydowały się na adopcję Sama i przywiązały się do chłopca to każda sprawa, która dotyczyła dzieci w wieku szkolnym wydawała się być jeszcze bardziej dobijająca dla nich obu. Nie wspominając już o tym, że tutaj była mowa o seryjnym.
Może i faktycznie McKay miała w tej chwili związane ręce, ale detektywka miała nieodparte wrażenie, że mimo wszystko mogłaby zdziałać coś więcej, gdyby tylko tego chciała. Zresztą i tak za jakieś pół godziny (o ile wszystko dobrze pójdzie) będzie musiała im wszystko udostępnić. Z błogosławieństwem prokuratory będą mogły sobie zagarnąć, co tylko chciały, a tak pragnęły tylko kilku konkretnych wykazów. Czy naprawdę warto było tak się upierać przy tym, że nic więcej nie można zrobić?
- Mhmm... To mamy - przytaknęła i zgodnie z sugestią żony, postanowiła ulotnić się z pomieszczenia, aby kierowniczka logistyki nie mogła podsłuchać ich dalszej rozmowy.
Może i faktycznie nie miała żadnych ukrytych motywów, ale sam fakt, że przysłuchiwała się bacznie temu, co mówiły między sobą wystarczył do tego,aby nagle zapragnęły odrobiny prywatności. Nigdy nie było wiadomo, co takim ludziom chodziło po głowie.
- Zauważyłam. Mamy dwójkę solidnych podejrzanych. Piątkę jeśli weźmiemy pod uwagę również pozostałych członków ekipy, którzy z tego czy innego powodu ominęli chociaż jedno sprzątanie... Wciąż jednak nie wiemy, gdzie jeszcze pracowali, a to może być potencjalne miejsce kolejnej zbrodni. Nie sądzę, aby nasz przyjemniaczek przeszedł w permanentne uśpienie po tym jak tak drażnił się z Langford.
Może i na ten moment nie działo się nic niepokojącego, ale musiały zdawać sobie sprawę z tego, że spokój nie będzie trwał wiecznie. Musiały zbadać nowe tropy oraz w miarę możliwości objąć wzmożonymi patrolami parki, w których mogło dojść do kolejnych porwań, a następnie porzucenia zwłok.
- Wellington już tu jedzie. Powinnyśmy mieć zaraz nakaz - dodała jeszcze, bo znajdowała się w stałym kontakcie z prokuratorem.
Był ich nadzieją na to, że jeszcze tego samego dnia załatwią wszystko, co tylko chciały. Już i tak zdołały zgarnąć całkiem sporo nowych informacji, a jeszcze więcej czekało na to, aby trafić w ich ręce. Następne kilka dni na pewno będzie znajdowało się pod znakiem zintensyfikowanej pracy. Co do tego nie miała wątpliwości.

zaylee miller

we have parks and recreation at home

: czw cze 18, 2026 11:37 am
autor: zaylee miller
Śmierć małoletnich uderzała w nią najmocniej. Kiedy na jej stół sekcyjny trafiało kolejne dziecko, niezależnie od tego, czy przyczyną zgonu było zabójstwo, czy zwykły nieszczęśliwy wypadek, musiała zebrać się w sobie i grubą linią oddzielić emocje od pracy. Nie zawsze potrafiła wskazać dokładny moment, w którym ta granica zaczęła się zacierać. Może wtedy, gdy sprawy zaczęły się kumulować jedna po drugiej. A może dopiero wtedy, gdy zaczęły dotyczyć dzieci w coraz młodszym wieku. I nagle kolejne ciało w dokumentacji zaczęło przypominać kogoś, kto miał imię, ulubioną zabawkę i szkołę, do której nie zdążył wrócić. Miller zawsze była świadoma, że jej praca nie należy do łatwych. Nigdy nie miała złudzeń, czym się zajmuje i z czym będzie musiała się mierzyć. Potrafiła funkcjonować w tej rzeczywistości przez lata, zachowując profesjonalny dystans i chłodną ocenę sytuacji. To było częścią zawodu, którego sama świadomie się podjęła. A jednak pojawienie się Sama zaczęły ten dystans nadkruszać.
Zestawienie może nie dawało im pełnych informacji, ale dawało jakiś punkt zaczepienia. Mogły na początku skupić się na dwójce podejrzanych, a przy okazji sprawdzić tych, którzy również widnieli na liście skończonych zleceń. W takiej sytuacji lepiej nikogo nie wykluczać. Głupio popełnić taki amatorski błąd, gdy okaże się, że jednak nie wzięły pod uwagę innych pracowników, a potem okaże się, że jednym z nich był seryjny morderca.
Potrzebujemy też grafiku przynajmniej na najbliższy miesiąc — skinęła głową na wszystko, co powiedziała Swanson. — A najlepiej na kilka w przód. I jeszcze listy osób, które w tamtym czasie przebywały na urlopach i zwolnieniach lekarskich — dodała, bo wcale nie było powiedziane, że sprawcą nie mógł być ktoś z firmy, kto akurat nie pracował, ale posiadał dostęp do sprzętu.
Evina miała rację - morderca mógł zaatakować w każdym momencie. Na razie skutecznie sprawiał wrażenie, jakby zakończył swoje działania. Obie wiedziały jednak, że to tylko cisza przed kolejnym ruchem. Czekał. I prędzej czy później znów uderzy. Mogło to być jutro, za tydzień, miesiąc albo nawet pół roku. Dla niego czas nie miał tu większego znaczenia. Dla nich tak. A dopóki nie zostanie schwytany, nic nie było pewne, a każde założenie mogło okazać się błędne.
Ten twój prokurator porusza się w tempie konduktu pogrzebowego — mruknęła, bo przecież już dawno powinien tutaj być. Najwyraźniej wcale mu się nie spieszyło. Może utknął w korku. Albo chciał utrzeć Evinie nosa, żeby nie myślała sobie, że będzie na każde jej kiwnięcie palcem. Miał pewnie swoje widzimisię i wszystko zależało od jego aktualnego nastroju. Byłoby miło, gdyby przynajmniej on niczego nie utrudniał.

Evina J. Swanson

we have parks and recreation at home

: czw cze 18, 2026 4:58 pm
autor: Evina J. Swanson
Obie mogły zgodzić się, co do tego, że ta sprawa była koszmarem. W normalnych warunkach byłaby już wysoce nieprzyjemna, ale na domiar złego trafiła akurat na ten wyjątkowy moment, gdy były jeszcze bardziej takie sprawy zdawały się odciskać na ich psychice w jeszcze gorszy sposób niż zwykle. Wszechświat naprawdę zdawał się ich nienawidzić skoro wystawiał je co rusz na podobne próby.
Nie dało się zaprzeczyć temu, że Sam stał się teraz praktycznie stałym elementem ich życia. Lada moment miały już oficjalnie zostać jego adopcyjnymi matkami, a to znaczyło naprawdę wiele. Przez to coraz bardziej zastanawiały się czy nie nadejdzie kiedyś dzień, gdy to one bezskutecznie będą go szukać po znajomych i wyczekiwać bez przerwy powrotu ze szkoły. Na pewno nie chciały znajdować się w tym miejscu, gdzie cała reszta rodziców, którzy stracili swoje dzieci.
Punkt zaczepienia nie był czymś na co liczyły. O wiele więcej dowiedziały się dzięki mężczyźnie pracującemu w kadrach niż od jego koleżanki, która zajmowała się logistyką. Inaczej za nic nie umiałyby rozszyfrować tego wszystkiego, co znajdowało się na tych niepełnych rozpiskach podsuniętym im przez McKay.
- Potrzebujemy praktycznie wszystkiego związanego, co najmniej z tą piątką, która ostatnio pracowała w naszych parkach - przytaknęła, bo jeśli faktycznie morderca mógł się ukrywać pośród nich to chciała prześwietlić ich pod każdym możliwym kątem.
Mogły rzecz jasna się mylić. Może tak naprawdę zabójca nie miał nic wspólnego z firmą sprzątającą poza faktem, że zdołał zapoznać się w jakiś sposób z grafikiem prac porządkowych przez co widok charakterystycznej furgonetki w godzinach porannych nie wzbudziłby większej sensacji wśród potencjalnych świadków.
Chwilowa cisza mogła wynikać z kilku czynników. Mógł zacząć zachowywać większą ostrożność po tym jak skontaktował się z Brenną Langford, bo nie chciał ryzykować wpadką, która mogłaby je do niego zaprowadzić... Mogły też go pochłonąć sprawy rodzinne lub coś przeszkodziło mu w prowadzeniu dalszych działań. Na pewno nie zamierzał poprzestać po tej odważnej i udanej próbie zwrócenia na siebie uwagi pewnej reporterki.
- Takie już nasze szczęście - mruknęła z pewnym niezadowoleniem, sprawdzając raz jeszcze status powiadomień na swoim telefonie.
Musiały odczekać jeszcze jakiś czas nim w końcu z odległego zakątka korytarza dobiegły je dźwięki wykłócających się dwóch głosów (z czego jeden należał do Susie), a następnie ciężkie dudnienie zbliżających się do nich kroków.
- Swanson - odezwał się Wellington, który spieszył już do nich, a jego nieco przydługie już szpakowate włosy zawały się być w lekkim nieładzie. - Niech cię szlag.
- Ciebie też miło widzieć, Mark - przywitała się z pewną nonszalancją, odrywając się od ściany, o którą zdążyła się oprzeć parę minut wcześniej. - Masz co trzeba? Pizda z logistyki nie chce nam nic pokazać bez nakazu.
Prokurator skrzywił się nieznacznie, ale skinął głową na znak, że posiada wszelkie potrzebne dokumenty, a Evina bez ociągania się, chwyciła za pobliską klamkę, aby otworzyć im wszystkim drzwi do odpowiedniego działu. Teraz już naprawdę mogli swobodnie działać.

zaylee miller

we have parks and recreation at home

: pt cze 19, 2026 6:59 pm
autor: zaylee miller
Nie był to jeszcze żaden przełom. Daleko było im do postawienia komukolwiek zarzutów. Wciąż mogły podążać całkowicie błędnym tropem. Mimo wszystko po raz pierwszy od dłuższego czasu miały przed sobą coś, co mogło doprowadzić je do jakichś konkretów. Nie kolejną teorię ani przypuszczenie, ale nazwiska. Ludzi, których można było sprawdzić i prześwietlić. Nie była policjantką, ale przez lata pracy przy śledztwach nauczyła się jednego - najwięcej błędów popełniało się wtedy, gdy zbyt szybko uznawało się jakieś informacje za nieważne.
Im więcej danych dostaniemy, tym lepiej — przytaknęła. Automatycznie sięgnęła do swojej torebki, z której chciała wyciągnąć paczkę papierosów. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że znajdują się przecież wewnątrz budynku, więc cofnęła ręką i machnęła nią niedbale. Papieros musiał jeszcze poczekać.
Oparła się ramieniem o ścianę i jeszcze raz przejrzała dokumenty, które trzymała pod pachą. Niepełne rozpiski od McKay zaczęły ją irytować. Zupełnie jak fakt, że utknęły przez procedury. Oczywiście rozumiała stanowisko Sophii McKay. Sama na jej miejscu postąpiłaby identycznie. Gdyby ktoś pojawił się w prosektorium i zażądał dostępu do dokumentacji bez odpowiednich uprawnień, Miller również kazałaby mu wrócić z nakazem. To nie oznaczało jednak, że musiała to lubić. Cierpliwość nie była jej mocną stroną. A morderca nadal był na wolności. Każdy kolejny dzień oznaczał kolejną szansę, że znowu zaatakuje. Przez chwilę sprawdziła telefon. Nic nowego. Żadnych wiadomości od laboratorium, ani żadnych aktualizacji od techników.
Schowała urządzenie z powrotem do kieszeni dokładnie w momencie, gdy ciszę przerwały podniesione głosy dobiegające z dalszej części korytarza. Zmarszczyła lekko brwi. Nie musiała nawet widzieć Susie, żeby wiedzieć, że to właśnie ona bierze udział w tej wymianie zdań. Miała do czynienia z nią przez kilka minut, a rozpoznałaby ją po głosie szybciej niż potwarzy. Po chwili po korytarzu poniosły się ciężkie kroki, a wraz z nimi pojawił się mężczyzna. Brzmiał jak typowy prokurator, który już niejednokrotnie miał styczność z detektywką. I tak, jakby Swanson nie raz napsuła mu krwi. Łatwo to wywnioskować po tym, jakie słowa padły na powitanie. Nie miały zbyt wiele wspólnego z uprzejmością.
Czyli jednak nie zmarnowałyśmy całego popołudnia — zauważyła, wtrącając się w krótką wymianę zdań. — Doktor Zaylee Miller. Koronerka pracująca dla TPSH. Chyba nie mieliśmy okazji się poznać — rzuciła i nawet wyciągnęła rękę, żeby uścisnąć mężczyźnie dłoń. Ten przyjrzał się jej podejrzliwie, ale w końcu przywitał się z nią. Uścisk był tak lekki, że to Wellington powinien otrzymać miano pizdy, a nie McKay z logistyki.
Ruszyła za Eviną i Wellingtonem w stronę działu logistyki. Tym razem nie musiały już zastanawiać się, jak przekonać McKay do współpracy ani szukać kolejnych argumentów. Sprawa była znacznie prostsza. Procedury, które jeszcze kilka minut temu skutecznie blokowały im dostęp do dokumentacji, teraz działały na ich korzyść.
Dzień dobry — Wellington postanowił od razu przejść do rzeczy. — Mark Wellington, biuro prokuratora. Przywieźliśmy nakaz umożliwiający dostęp do dokumentacji, o którą prosiła detektyw Swanson — położył dokument na biurku i obrócił go w stronę kobiety.
McKay ssięgnęła po nakaz i przez chwilę uważnie go czytała.
Rozumiem — odezwała się ze stoickim spokojem. — W takim razie przygotuję wszystko, czego państwo potrzebują — uśmiechnęła się i to było prawdopodobnie najbardziej entuzjastyczne potwierdzenie współpracy, jakie mogły od niej otrzymać.
Potrzebujemy pełnej dokumentacji dotyczącej pracowników przypisanych do parków objętych śledztwem — przypomniała jej Zaylee. — Historii zmian, harmonogramów, informacji o urlopach, zwolnieniach lekarskich i wszelkich zastępstwach. Interesuje nas również grafik na najbliższe tygodnie — wyjaśniła skrupultanie, tak na wszelki wypadek, gdy Sophie miała pamięć złotej rybki.
McKay skinęła głową.
To trochę potrwa — uprzedziła.
Nie szkodzi — odparła natcyhmiast Miller. Bo naprawdę nie szkodziło. Po raz pierwszy od dawna miała poczucie, że nie stoją w miejscu. Nawet jeśli za chwilę czekało je kilka godzin przekopywania się przez tabele, nazwiska i harmonogramy, wolała to od bezczynnego czekania na kolejny ruch mordercy. A jeśli odpowiedź faktycznie znajdowała się gdzieś w tych dokumentach, zamierzała ją znaleźć. Choćby musiała przejrzeć każdą pierdoloną stronę osobiście.

Evina J. Swanson

we have parks and recreation at home

: pt cze 19, 2026 9:35 pm
autor: Evina J. Swanson
Może i faktycznie nie był to prawdziwy przełom, ale na pewno było to dosyć spore znalezisko jeśli wzięło się pod uwagę fakt, że na razie nie mieli praktycznie niczego. To wszystko wydawało się być obiecujące, ale nie powinny opierać całych swoich nadziei na jednym skrawku informacji.
Przygarnęłaby teraz papierosa. Nie umknął jej ten gest ze strony żony. Ją także świerzbiły teraz palce i najchętniej wyciągnęłaby swoją paczkę, aby zapalić, bo stęskniła się za tym prostym rytuałem oraz smakiem nikotyny na języku.
Mogły jedynie czekać i układać sobie na nowo w głowie wszelkie dostępne informacje na temat tego, co udało im się już odkryć. Z tym, że raczej nie było tam zbyt wiele rzeczy wymagających szczególnego namysłu. Potrzebowały bowiem kolejnych informacji, aby móc lepiej skatalogować to, czego się dowiedziały. Zapewne mogłyby to robić w tym momencie, gdyby nie to, że McKay je przystopowała.
Głos Susie był z pewnością nie do zapomnienia. Głównie dlatego, że wzbudzał w nich szczególną irytację. Najwyraźniej jednak działała na nerwy również Wellingtonowi, co było nieco pocieszające. Chociaż tylko odrobinę.
Prokurator rzecz jasna nie wydawał się być zachwycony tym, że został ściągnięty w trybie pilnym na miejsce, ani tym bardziej komentarzem ze strony koronerki, który należał do tych z kategorii uszczypliwych. To jednak było jeno z typowych zachowań dla Miller. Tylko, że skąd mężczyzna mógł o tym wiedzieć?
Wellington po przekroczeniu progu mógł działać swoje cuda. Nie było już odwrotu. Musieli uzyskać dostęp do całej potrzebnej im dokumentacji. Całe szczęście nie miała wcześniej większych problemów z przekonaniem mężczyzny o tym, że było to wszystko absolutnie potrzebne do rozwiązania ich sprawy.
- Potrzebujemy też rozpiski wszystkich parków, którymi zajmowali się niektórzy z pracowników - dodała jeszcze, aby dorzucić swoją cegiełkę do tego, co zdążyła powiedzieć już Zaylee. - Potrzebujemy kopii tych dokumentów do późniejszego wglądu.
Nie miała pojęcia ile dokładnie czasu zajmie przygotowanie czegoś takiego. Nie powinno być to tak trudne skoro wszystko znajdowało się w odpowiednich systemach i folderach, prawda? Przynajmniej w takim przeświadczeniu żyła Swanson, która nigdy nie była szczególną fanką technologii i nie miała pojęcia jak to wszystko miałoby działać w przypadku przygotowania takich zestawień.

zaylee miller

we have parks and recreation at home

: sob cze 20, 2026 7:01 pm
autor: zaylee miller
W przeciwieństwie do nich Wellington nie musiał nikogo przekonywać ani prosić o współpracę. Wystarczyło, że położył odpowiedni dokument na biurku. Właśnie dlatego nakazy były takie skuteczne. Ludzie mogli dyskutować z policjantami, mogli odmawiać detektywom i zasłaniać się procedurami, ale z podpisem prokuratora trudno było polemizować. McKay nie sprawiała wrażenia urażonej faktem, że tak szybko do niej wróciły. Chyba nawet poczuła ulgę, bo dzięki nakazowi nie musiała już samodzielnie podejmować decyzji ani zastanawiać się, gdzie kończą się jej kompetencje. Otrzymała podstawę prawną i mogła działać.
Może i ścigały seryjnego mordercę, od miesięcy tkwiąc w śledczym bagnie, a ich sprawa nie posuwała się naprzód tak szybko, jakby chciały, ale przynajmniej ktoś w tej firmie potrafił prowadzić dokumentację. To już było coś. Późniejszy wgląd do dokumentów, o którym wspomniała Swanson, było bardzo ładnym określeniem, jak na kilka kolejnych wieczorów spędzonych nad dokumentami.
I jeszcze potrzebujemy historii zmian w systemie — wtrąciła po chwili. — Nie tylko aktualnych grafików. Interesują nas też wcześniejsze wersje i korekty — wyjaśniła. Ważne było, czy pracownicy zamieniali się godzinami pracy między sobą. Może któremuś z nich niezwykle zależało na tym, żeby pracować akurat w jakiś konkretny dzień, dokładnie w jednym z parków, gdzie później znaleziono dziecięce zwłoki.
McKay nie zwlekała. Po krótkim skinieniu głową wróciła do komputera i zaczęła pracować bez zbędnych komentarzy. Dla Zaylee był to dobry znak, bo oznaczał, że kobieta nie będzie szukała obejść ani przeciągała sprawy ponad konieczność. Zaylee podeszła bliżej, ale nie na tyle, żeby jej przeszkadzać. Zerknęła na pierwsze wydruki - listy pracowników, daty i przypisania do konkretnych parków. Dokładnie to, o co prosiły.
Szybko pani to wyciąga — zauważyła, jednak bez złośliwości. Wprawdzie miała ochotę dopytać, czy nie można było tak od razu, ale przecież wiedziała, że to tak nie działało.
McKay nawet nie odwróciła się od ekranu.
Wystarczy wiedzieć czego gdzie szukać — odpowiedziała krótko.
Drukarka pracowała non stop, a biurko McKay zaczynało powoli zapełniać się kolejnymi kartkami. Miller wzięła jedną z pierwszych stron. Przejrzała ją powoli, przesuwając wzrok po nazwiskach i datach. Obróciła kartkę, porównując ją z kolejną. Ten sam pracownik, inny tydzień i inny park. Według drugiego zestawienia, na tej zmianie miał być zupełnie kto inny. Bez słowa podała dokumenty Evinie, żeby pokazać jej te rotacje. Niby nic nadzwyczajnego. W takich firmach ludzie ustalali grafik pod siebie, brali zastępstwa, pracowali w różnych lokalizacjach. Sama struktura pracy wymuszała ruch.

Evina J. Swanson

we have parks and recreation at home

: sob cze 20, 2026 10:28 pm
autor: Evina J. Swanson
Zaskakujące jak jeden papier potrafił wszystko zmienić. Chociaż nawet w jego obliczu na pewno trafiłyby na takich, którzy dalej staraliby się stawiać oprór i próbowali się z tego wszystkiego wykręcić w ten czy inny sposób. Całe szczęście McKay nie upierała się, że w dalszym ciągu potrzebuje autoryzacji z góry lub że powinni się kontaktować bezpośrednio z jej przełożonymi. Chociaż to ułatwiało w jakiś sposób sprawę.
Zarówno Swanson jak i Miller doskonale znały już ten cały schemat i wiedziały w jaki sposób skończy się dla nich zabawa z papierologią. Nie będą mogły się od niej oderwać przez najbliższych kilka dni. Lub też raczej nocy, bo za dnia mogły próbować dorwać odpowiednich pracowników służb porządkowych, aby przesłuchać ich w związku z serią morderstw, licząc na to, że dowiedzą się czegoś więcej podczas tych rozmów. Równie dobrze jednak mogli niczego nie widzieć, a w ich szeregach nie musiał znajdować się morderca.
Była też niezwykle zadowolona z tego, że żona jak zwykle trzymała rękę na pulsie i wiedziała, co powinna dodać, aby na pewno otrzymały wszystko, co potrzebne. Dlatego tak dobrze razem pracowały. Zawsze jeśli tylko jedna z nich coś przeoczyła to druga mogła bez problemu to uzupełnić.
- Dokumentacja na pewno zgadza się ze stanem faktycznym? Istnieje możliwość, że pracownicy mogliby się wymienić między sobą dyżurami i nie zostało to nigdzie odnotowane? Chcemy się upewnić czy na pewno zawsze na miejscu znajdowały się akurat te osoby, które powinny.
W swoim życiu Evina prześledziła sporo spraw związanych z morderstwami, zwłaszcza seryjnymi, zapoznając się z przypadkami z całego świata. Pamiętała dokładnie jak trafiła kiedyś na sprawę jednego zabójcy z komunistycznej Polski, który został skreślony z listy podejrzanych dlatego, że w dniu popełnienia zbrodni rzekomo pracował. Dopiero dużo później na jaw wyszło, że tego dnia odbierał nadgodziny i nie było go w zakładzie chociaż figurował na liście obecności. Tutaj, co prawda mogły mieć raczej do czynienia z owymi nadgodzinami czy zamianami, ale warto było się, co do tego upewnić.
Mogły liczyć na naprawdę udaną współpracę ze strony McKay, która dbała o to, aby dostały jak najszybciej dokładnie to, o co ją wcześniej prosiły. Nie zwlekała. Odłożyła na bok wszystkie wcześniejsze obowiązki po to, aby zająć się w pełni ich wymaganiami. Może nawet zasłużyła na tę niewielką dozę sympatii ze strony Eviny?
Bez słowa przyjęła wręczoną jej przez koronerkę kartkę, a następnie skinęła głową. Zauważyła również te zmiany, które odnotowała w głowie, bo nie zamierzała wszystkiego dyskutować na głos w obecności pracownicy działu logistyki. Zresztą najlepiej chyba będzie o wszystko zapytać samych zainteresowanych, którzy dokonywali zmian w wprost o całą sytuację. Zdecydowanie wszystko zaczynało robić się coraz ciekawsze.
- Dziękujemy za współpracę... Jeśli uznałaby pani kiedyś, że jest coś o czym warto byłoby nas poinformować to w recepcji powinni posiadać do mnie numer kontaktowy - powiedziała jeszcze kobiecie, ale nie sądziła, aby musiała kiedykolwiek z niego skorzystać.

zaylee miller

we have parks and recreation at home

: ndz cze 21, 2026 1:38 pm
autor: zaylee miller
Nie miała nic przeciwko temu, żeby ugrzęznąć w papierach. Na pewno jednak byłoby jej znacznie łatwiej, gdyby nie musiała zajmować się tym po godzinach albo wciskać kolejnych zestawień pomiędzy jedną sekcję zwłok a następną. Ostatnie miesiące były wyjątkowo wymagające. Śledztwo zabierało coraz więcej czasu, a obowiązki w prosektorium wcale nie stawały się przez to mniej pilne. Ciała bezustannie trafiały na jej stół. Raporty nadal trzeba było pisać. Rodziny wciąż czekały na odpowiedzi. Dobę uparcie ograniczono do dwudziestu czterech godzin, co Zaylee od dawna uważała za niedopatrzenie natury.
Jej mózg bezustannie pracował na najwyższych obrotach, więc zawsze pamiętała o najdrobniejszych szczegółach. Kiedy działo się inaczej, to oznaczało, że Miller była skrajnie wyczerpana i potrzebowała porządnej dawki snu. Ale jak była w formie, tak jak dzisiaj, potrafiła przyczepić się każdego detalu. Wychodziła z założenia, że lepiej mieć więcej informacji, niż mniej. Nawet jeśli te później te nie okażą się przydatne, to przynajmniej nie będzie miała sobie nic do zarzucenia.
Wszystkie zmiany dyżurów i zastępstwa muszą być odnotowane w systemie. Nie ma możliwości, żeby ktoś zamienił się z kimś innym nieformalnie i żeby nie zostało to zarejestrowane — zapewniła McKay i ani Zaylee, ani Evina nie miały powodów, żeby jej nie wierzyć. — Każda zmiana harmonogramu wymaga akceptacji przełożonego i automatycznie aktualizuje bazę danych. Nawet jeśli ktoś faktycznie próbowałby obejść procedurę, system i tak musiałby to odnotować. W przeciwnym razie nie dałoby się później rozliczyć godzin pracy ani odpowiedzialności za dany rejon — wyjaśniła skrupulatnie, co powinno rozwiać wszelkie wątpliwości, które gdzieś tam zrodziły się w głowie detektywki.
Miller wcale nie zdziwił fakt, że żona potrzebuje zapewnień. Na pewno w swojej karierze widziała już nie takie rzeczy, które swoimi niedogodnościami mocno zaszły jej za skórę.
Oczywiście, nie widzę innej możliwości — odparła Sophie, tym samym gwarantując, że recepcja otrzyma numer Swanson. — Osobiście tego dopilnuję — dodała, chyba doskonale zdając sobie sprawę z tego, że Susie pracująca na tym stanowisku niespecjalnie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Zaylee nie zdziwiłaby się wcale, gdyby dziewczyna okazała się siostrzenicą kogoś z zarządu. Nepotyzm był powszechnie znany w strukturach niektórych firm.
Umieściła wszystkie dokumenty do teczki i chwilę później żegnały się nie tylko z kobietą z działu logistyki, ale również z prokuratorem. A kiedy opuszczały budynek, koronerka nie omieszkała obdarzyć recepcjonistkę pobłażliwym uśmiechem. Susie wyglądała tak, jakby chciała coś odpowiedzieć, ale niestety nie miała już okazji, bo Miller i Swanson udały się prosto do samochodu, a potem na komisariat, gdzie czekał jej jeszcze ogrom pracy.
koniec
Evina J. Swanson