only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire
: wt cze 09, 2026 10:28 pm
Od kiedy jej to przeszkadzało? Od zawsze! Co innego było w klubie czy barze, gdzie ludzie migdali się ze sobą przy muzyce i alkoholu, a co innego w miejscu pracy. Tutaj przecież obowiązywały jakieś zasady, nawet jeśli w praktyce i tak co chwilę ktoś je naginał. Darling przynajmniej starała się trzymać pewnych granic, choćby dla własnego spokoju i porządku w głowie. Dobrze, że April faktycznie nie wróciła do tematu tamtego pocałunku z Riley. Sama zdążyła już o tym zapomnieć i nie miała żadnej potrzeby, żeby do tego wracać. Jeszcze zaczęłaby o tym myśleć, zamiast w pełni skupić się na narzeczonej! No i po co, na co to komu?
Gdyby jednak rozlały wino, mogły po prostu zdjąć ubrania i siedzieć w samej bieliźnie. Albo w ogóle nago! Wieczór był ciepły, więc istniało prawdopodobieństwo, że się nie rozchorują. Jakieś. Z ich szczęściem, to pewnie niewielkie i jutro rano obudziłby się całe zasmarkane. Tego też zdecydowanie nie potrzebowały. Lepiej skupić się na poezji, mimo że Teddy nie zawsze potrafiła pojąć, co autor miał na myśli.
Na początku była przekonana, że Finch bajeruje w ten sposób wszystkie dziewczyny. Szepcze im słodkie słówka, a one od razu lądują w jej w łóżku. I wcale się w tym aż tak bardzo nie myliła. Sama jednak nie potrzebowała wierszy, żeby rozłożyć przed nią nogi. Te wszystkie romantyczne zabiegi nigdy nie miały dla strażaczki większego znaczenia. Nie znała się na poezji. Właściwie wiedziała o niej tyle, ile zdążyła usłyszeć od April, czyli wystarczająco, żeby rozpoznać, kiedy ktoś próbuje brzmieć mądrzej, niż faktycznie jest. Ukochana nie wyrwała jej na piękne cytaty. Dla niej ważniejsze było, jak na nią patrzyła, kiedy to mówiła. Jak zmieniała ton głosu, kiedy była bliżej. Jak zwalniała, jakby każde słowo miało mieć znaczenie tylko dla nich dwóch. I jak potrafiła mówić ciszej, tuż przy jej uchu, tak że reszta świata przestawała istnieć. Zupełnie jak teraz.
Wstrzymała oddech, wsłuchując się w cytowane słowa. Rozumiała ich sens, choć nie miała pojęcia, do kogo należały. Nieważne. Narzeczona równie dobrze mogłaby to wymyślić, a i tak Teddy momentalnie zapominała, jak się nazywa.
— Coś tam wiesz — zgodziła się w końcu, wzdrygając lekko pod wpływem jej dotyku. Przesunęła koniuszkiem języka po zagłębieniu między szyją a ramieniem. — I coś tam jeszcze potrafisz — odsunęła się i wystawiła rękę, żeby pokazać jej gęsią skórkę, która pojawiła się na przedramieniu. Dokładnie w miejscu, w którym znajdował się tatuaż. — Ale przykro mi, to trochę za mało, żeby mnie poderwać — westchnęła teatralnie. Brakowało tylko jeszcze, żeby Darling przystawiła dłoń do czoła, jak na tym drama gifie. — Myślisz, że można sobie mnie tak po prostu mieć? — uniosła figlarnie jedną brew. No bo to przecież wcale nie tak, że potrzebowały piętnastu lat, żeby się zejść i że przyszło im to na pstryknięcie palców. Po jarmarku miały wiele momentów, które kończyły się niedopowiedzeniem i sytuacji, w których jedna z nich była o krok za daleko albo o krok za wcześnie. Kto wie, może gdyby nie wyjazd Mont Tremblant, dalej krążyłyby wokół siebie, udając, że nic się nie dzieje, jednocześnie doskonale wiedząc, że dzieje się aż za dużo i pierdoląc sobie wzajemnie w głowach. Teraz mogły pierdolić sobie w nich totalnie świadomie!
gdy wszyscy wokół brzmią nijak, twój głoś wciąż spijam
Gdyby jednak rozlały wino, mogły po prostu zdjąć ubrania i siedzieć w samej bieliźnie. Albo w ogóle nago! Wieczór był ciepły, więc istniało prawdopodobieństwo, że się nie rozchorują. Jakieś. Z ich szczęściem, to pewnie niewielkie i jutro rano obudziłby się całe zasmarkane. Tego też zdecydowanie nie potrzebowały. Lepiej skupić się na poezji, mimo że Teddy nie zawsze potrafiła pojąć, co autor miał na myśli.
Na początku była przekonana, że Finch bajeruje w ten sposób wszystkie dziewczyny. Szepcze im słodkie słówka, a one od razu lądują w jej w łóżku. I wcale się w tym aż tak bardzo nie myliła. Sama jednak nie potrzebowała wierszy, żeby rozłożyć przed nią nogi. Te wszystkie romantyczne zabiegi nigdy nie miały dla strażaczki większego znaczenia. Nie znała się na poezji. Właściwie wiedziała o niej tyle, ile zdążyła usłyszeć od April, czyli wystarczająco, żeby rozpoznać, kiedy ktoś próbuje brzmieć mądrzej, niż faktycznie jest. Ukochana nie wyrwała jej na piękne cytaty. Dla niej ważniejsze było, jak na nią patrzyła, kiedy to mówiła. Jak zmieniała ton głosu, kiedy była bliżej. Jak zwalniała, jakby każde słowo miało mieć znaczenie tylko dla nich dwóch. I jak potrafiła mówić ciszej, tuż przy jej uchu, tak że reszta świata przestawała istnieć. Zupełnie jak teraz.
Wstrzymała oddech, wsłuchując się w cytowane słowa. Rozumiała ich sens, choć nie miała pojęcia, do kogo należały. Nieważne. Narzeczona równie dobrze mogłaby to wymyślić, a i tak Teddy momentalnie zapominała, jak się nazywa.
— Coś tam wiesz — zgodziła się w końcu, wzdrygając lekko pod wpływem jej dotyku. Przesunęła koniuszkiem języka po zagłębieniu między szyją a ramieniem. — I coś tam jeszcze potrafisz — odsunęła się i wystawiła rękę, żeby pokazać jej gęsią skórkę, która pojawiła się na przedramieniu. Dokładnie w miejscu, w którym znajdował się tatuaż. — Ale przykro mi, to trochę za mało, żeby mnie poderwać — westchnęła teatralnie. Brakowało tylko jeszcze, żeby Darling przystawiła dłoń do czoła, jak na tym drama gifie. — Myślisz, że można sobie mnie tak po prostu mieć? — uniosła figlarnie jedną brew. No bo to przecież wcale nie tak, że potrzebowały piętnastu lat, żeby się zejść i że przyszło im to na pstryknięcie palców. Po jarmarku miały wiele momentów, które kończyły się niedopowiedzeniem i sytuacji, w których jedna z nich była o krok za daleko albo o krok za wcześnie. Kto wie, może gdyby nie wyjazd Mont Tremblant, dalej krążyłyby wokół siebie, udając, że nic się nie dzieje, jednocześnie doskonale wiedząc, że dzieje się aż za dużo i pierdoląc sobie wzajemnie w głowach. Teraz mogły pierdolić sobie w nich totalnie świadomie!
gdy wszyscy wokół brzmią nijak, twój głoś wciąż spijam