Italian dream
: pt lip 17, 2026 3:42 pm
Nikt wtedy nie zareagował. Zebrał się wokół niej tłum uczniów, ktorzy stali i patrzyli, jakby była jakimś zwierzątkiem w zoo bądź innym eksponatem. Nawet nauczyciele, zaalarmowani dziwnym zachowaniem jednej z uczennic przyszli sprawdzić całe to zamieszanie, ale jedyne co zrobili to poinformowali ją, żeby przestała odstawiać cyrki. I tak w ciągu kilku minut powstało tyle wersji wydarzeń… jak choćby taka, że dostała czwórkę z jakiegoś sprawdzianu i postanowiła skoczyć z drzewa i zakończyć swój żywot. A ona tylko chciała pomóc małemu kociakowi, który utknął na jednej z gałęzi. Nie myślała wtedy o niczym innym tylko o tym, żeby go stamtąd wydostać. I udało się, ale sama spadła, rozwalając sobie kolano, co spowodowało, że stróżka krwi spływała po jej smukłej łydce — zachciało się zakładać spódniczkę do szkoły…
I to był jej pierwszy atak paniki w liceum. Zawsze się pilnowała, uważała, żeby nie drasnąć się nawet kartką podczas wertowanie podręczników i swoich zeszytów. Nikt nie rozumiał, co się z nią działo, skąd te łzy, ten płytki, ale zachłanny oddech… i dlaczego nie reagowała ani na śmiechy uczniów, ani na polecenia nauczycieli. A ona ich nawet nie słyszała, nic nie widziała… dopóki ktoś nie złapał jej za policzki i nie zmusił do podniesienia głowy, potem przytulił i oddychał razem z nią. Nie. Nie ktoś. Dante. Nie miała pojęcia skąd się wziął tuż przy niej. Czy wcześniej był na fajce za szkołą i doszły do niego plotki o dramatyzującym jednorożcu, czy może z okna szkoły widział całe dziwne zajęcie… ale też nigdy potem o to nie pytała.
To był chyba ten jeden z niewielu razy, kiedy Casper spojrzał na Dantego ciut przychylniejszym spojrzeniem niż zazwyczaj. Dzień, gdy w połowie lekcji nagle przed drzwiami domu pojawiła się jego córka w towarzystwie swojego pożal się boże chłopaka. Ale wystarczyło, żeby spojrzał na jej zabandażowaną nogę, żeby odpuścił sobie dziwne komentarze. Pozwolił im bez słowa pójść do pokoju Elsy i zostać im tam tak długo jak tylko by tego potrzebowali.
Jak widać, nawet Casper Eriksen potrafił schować swoją dumę do kieszeni, kiedy chodziło o dobro jego córki.
Ale chyba nie przypuszczał, że ta licealna miłość rozwinie się do tego stopnia, że nawet po tym strasznie długim roku nadal będzie go kochała i chciała stworzyć coś więcej niż zwykły nastoletni związek i zabierze go do Włoch, a jemu zostawi pod opieką dwoje wnucząt.
Elsa parsknęła cichym śmiechem, gdy chłopak stwierdził, że nazwanie włoskiej pizzy chamską z pewnością zainteresowałoby tutejszą policję. No tak, bo to przecież było gorsze przęstepstwo niż dźgnięcie jakiegoś faceta nożyczkami fryzjerskimi.
— A co? Wydasz mnie? Tylko wysyłaj później paczki… głównie kosmetyków do włosów i farby! Z resztą sobie jakoś poradzę. A na widzenia może pozwolą ci przynieść kawałek brownie… — powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. Chyba powoli zaczynała już wracać do siebie skoro była w stanie żartować na takie głupie tematy. Ale gdy był przy niej… było po prostu lżej.
Kiedy postanowił usiąść na kanapie tuż przy jej stanowisku, ponownie się uśmiechnęła i po chwili była już całkowicie skupiona na swojej modelce. Chciała to jak najszybciej skończyć, ale jednocześnie nie zamierzała odwalać fuszerki i dlatego coś, co przeciętny fryzjer zrobiłby — niekoniecznie jakiś bardzo dokładnie — w dwadzieścia minut, jej zajęło te niecałe pół godziny. Wynik wydawał się Norweżce dosyć satysfakcjonujący. Dziewczyna wstała od razu z fotela, wysłuchała ostatnich wskazówek co do pielęgnacji włosów i oddaliła się do swoich koleżanek, które przez cały ten czas wpatrywały się intensywnie w ich kierunku.
— Na zwiedzanie kościołów chyba trochę za późno… ale mam coś, co chyba zadowoli naszą dwójkę — Sięgnęła zaraz po telefon i po wejściu w przeglądarkę oraz zakładki, wyświetliła Dantemu interesującą ją stronę — Nauka robienia pizzy z winem bez ograniczeń.
— Co myślisz? Jest napisane, że mają też wina bezalkoholowe, więc nie umrę tam z pragnienia. No i w trakcie robienia pizzy będą też przekąski, jakieś owoce, pieczywo, więc czymś się zapcham na wypadek jakby moje umiejętności kulinarne przerosły tych instruktorów… — Zaśmiała się cicho, jednak od razu spoważniała, kiedy pojawił się przy nich Riccardo. Bez słowa słuchała jego przytyków, wiedząc, że ignorowanie tych głupich tekstów było najlepszym pomysłem. Ech, gdyby to był ktoś inny, choćby makijażysta bądź krawiec to nawet sekundy by się nie wahała, żeby chociażby pokazać mu środkowy palec — oczywiście u tej uszkodzonej ręki, co by zademonstrować przy okazji plaster w jednorożce — ale nie, bo akurat to szef musiał się do niej przyczepić.
Kiedy Dante podsunął jej nożyczki, w dosyć oczywisty sposób nawiązując do swojej wcześniejszej sugestii, popukała się palcem w czoło, dając mu do zrozumienia, żeby przestał się wygłupiać. A kiedy odłożył je z powrotem na podajnik… prawie dostała zawału serca. Bo oczywiście, że nie odłożył ich dokładnie w ten sposób w jaki leżały wcześniej.
- Weź ich nie dotykaj — mruknęła, uderzając go lekko w wierzch dłoni, po czym poprawiła swoje dzieciątka w należyty sposób. — A potem jestem zaskoczona, że zamiast po szczotkę to sięgam po żyletki… — Westchnęła ciężko, mimowolnie spoglądając w stronę Włocha. To nie tak, że sie go bała. Raczej tego, do czego był zdolny swoją niewyparzoną gębą. Jedno zdanie. Jeden złośliwy komentarz. Jedno celne uderzenie w czuły punkt i potrafił zepsuć człowiekowi cały dzień.
I wtedy do niej dotarło, że choć stał oddalony o dobrych kilkanaście metrów… to cały czas im się przyglądał. I nagle ją olśniło.
— A może to przez ciebie? Może wpadłeś mu w oko i teraz próbuje mnie zdeklasować w twoich oczach, żebyś wpadł mu w ramiona, hm? — Sama nie wiedziała czy mówiła to w żartach, czy na poważnie. W końcu Riccardo raczej nie wyglądał jej na kogoś kto gustował w mężczyznach, ale kto wie? Może dobrze się z tym krył? Zwłaszcza, że przecież Dante był cholernie przystojny i mógł się podobać dosłownie każdemu. Zarówno tym modelkom, które otaczały go kilka chwil wcześniej jak temu wielkiemu samcowi alfa, który myślał, że cały świat należał do niego.
Dante Levasseur
I to był jej pierwszy atak paniki w liceum. Zawsze się pilnowała, uważała, żeby nie drasnąć się nawet kartką podczas wertowanie podręczników i swoich zeszytów. Nikt nie rozumiał, co się z nią działo, skąd te łzy, ten płytki, ale zachłanny oddech… i dlaczego nie reagowała ani na śmiechy uczniów, ani na polecenia nauczycieli. A ona ich nawet nie słyszała, nic nie widziała… dopóki ktoś nie złapał jej za policzki i nie zmusił do podniesienia głowy, potem przytulił i oddychał razem z nią. Nie. Nie ktoś. Dante. Nie miała pojęcia skąd się wziął tuż przy niej. Czy wcześniej był na fajce za szkołą i doszły do niego plotki o dramatyzującym jednorożcu, czy może z okna szkoły widział całe dziwne zajęcie… ale też nigdy potem o to nie pytała.
To był chyba ten jeden z niewielu razy, kiedy Casper spojrzał na Dantego ciut przychylniejszym spojrzeniem niż zazwyczaj. Dzień, gdy w połowie lekcji nagle przed drzwiami domu pojawiła się jego córka w towarzystwie swojego pożal się boże chłopaka. Ale wystarczyło, żeby spojrzał na jej zabandażowaną nogę, żeby odpuścił sobie dziwne komentarze. Pozwolił im bez słowa pójść do pokoju Elsy i zostać im tam tak długo jak tylko by tego potrzebowali.
Jak widać, nawet Casper Eriksen potrafił schować swoją dumę do kieszeni, kiedy chodziło o dobro jego córki.
Ale chyba nie przypuszczał, że ta licealna miłość rozwinie się do tego stopnia, że nawet po tym strasznie długim roku nadal będzie go kochała i chciała stworzyć coś więcej niż zwykły nastoletni związek i zabierze go do Włoch, a jemu zostawi pod opieką dwoje wnucząt.
Elsa parsknęła cichym śmiechem, gdy chłopak stwierdził, że nazwanie włoskiej pizzy chamską z pewnością zainteresowałoby tutejszą policję. No tak, bo to przecież było gorsze przęstepstwo niż dźgnięcie jakiegoś faceta nożyczkami fryzjerskimi.
— A co? Wydasz mnie? Tylko wysyłaj później paczki… głównie kosmetyków do włosów i farby! Z resztą sobie jakoś poradzę. A na widzenia może pozwolą ci przynieść kawałek brownie… — powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. Chyba powoli zaczynała już wracać do siebie skoro była w stanie żartować na takie głupie tematy. Ale gdy był przy niej… było po prostu lżej.
Kiedy postanowił usiąść na kanapie tuż przy jej stanowisku, ponownie się uśmiechnęła i po chwili była już całkowicie skupiona na swojej modelce. Chciała to jak najszybciej skończyć, ale jednocześnie nie zamierzała odwalać fuszerki i dlatego coś, co przeciętny fryzjer zrobiłby — niekoniecznie jakiś bardzo dokładnie — w dwadzieścia minut, jej zajęło te niecałe pół godziny. Wynik wydawał się Norweżce dosyć satysfakcjonujący. Dziewczyna wstała od razu z fotela, wysłuchała ostatnich wskazówek co do pielęgnacji włosów i oddaliła się do swoich koleżanek, które przez cały ten czas wpatrywały się intensywnie w ich kierunku.
— Na zwiedzanie kościołów chyba trochę za późno… ale mam coś, co chyba zadowoli naszą dwójkę — Sięgnęła zaraz po telefon i po wejściu w przeglądarkę oraz zakładki, wyświetliła Dantemu interesującą ją stronę — Nauka robienia pizzy z winem bez ograniczeń.
— Co myślisz? Jest napisane, że mają też wina bezalkoholowe, więc nie umrę tam z pragnienia. No i w trakcie robienia pizzy będą też przekąski, jakieś owoce, pieczywo, więc czymś się zapcham na wypadek jakby moje umiejętności kulinarne przerosły tych instruktorów… — Zaśmiała się cicho, jednak od razu spoważniała, kiedy pojawił się przy nich Riccardo. Bez słowa słuchała jego przytyków, wiedząc, że ignorowanie tych głupich tekstów było najlepszym pomysłem. Ech, gdyby to był ktoś inny, choćby makijażysta bądź krawiec to nawet sekundy by się nie wahała, żeby chociażby pokazać mu środkowy palec — oczywiście u tej uszkodzonej ręki, co by zademonstrować przy okazji plaster w jednorożce — ale nie, bo akurat to szef musiał się do niej przyczepić.
Kiedy Dante podsunął jej nożyczki, w dosyć oczywisty sposób nawiązując do swojej wcześniejszej sugestii, popukała się palcem w czoło, dając mu do zrozumienia, żeby przestał się wygłupiać. A kiedy odłożył je z powrotem na podajnik… prawie dostała zawału serca. Bo oczywiście, że nie odłożył ich dokładnie w ten sposób w jaki leżały wcześniej.
- Weź ich nie dotykaj — mruknęła, uderzając go lekko w wierzch dłoni, po czym poprawiła swoje dzieciątka w należyty sposób. — A potem jestem zaskoczona, że zamiast po szczotkę to sięgam po żyletki… — Westchnęła ciężko, mimowolnie spoglądając w stronę Włocha. To nie tak, że sie go bała. Raczej tego, do czego był zdolny swoją niewyparzoną gębą. Jedno zdanie. Jeden złośliwy komentarz. Jedno celne uderzenie w czuły punkt i potrafił zepsuć człowiekowi cały dzień.
I wtedy do niej dotarło, że choć stał oddalony o dobrych kilkanaście metrów… to cały czas im się przyglądał. I nagle ją olśniło.
— A może to przez ciebie? Może wpadłeś mu w oko i teraz próbuje mnie zdeklasować w twoich oczach, żebyś wpadł mu w ramiona, hm? — Sama nie wiedziała czy mówiła to w żartach, czy na poważnie. W końcu Riccardo raczej nie wyglądał jej na kogoś kto gustował w mężczyznach, ale kto wie? Może dobrze się z tym krył? Zwłaszcza, że przecież Dante był cholernie przystojny i mógł się podobać dosłownie każdemu. Zarówno tym modelkom, które otaczały go kilka chwil wcześniej jak temu wielkiemu samcowi alfa, który myślał, że cały świat należał do niego.
Dante Levasseur