bajo el cielo de río, contigo siempre ❤︎
: ndz cze 21, 2026 5:49 pm
trigger warning
przekleństwa, gorszące tematy i trochę +18Żeby potem niczego nie żałować, że coś mogli a tego nie zrobili. Oni robili wszystko.
Dla innych głównie, ale po drodze też dla siebie, bo przecież na tych fundamentach zbudowali to co mieli, dotarli do miejsca, w którym właśnie się znaleźli.
Pięknego pokoju w willi nad oceanem. Nad walizką, gdzie Pilar miała zapakowaną sukienkę, w której zamierzała zostać jego żoną. A Madox nie mógł oderwać od niej spojrzenia na tle tego błękitu.
- Nie wiem, to chyba od Maryjki? Ona chodziła na niebiesko - tak jeszcze się zastanowił głośno, bo jednak przecież Madoxa jako dzieciaka ciotki ciągały do kościoła. Stal taki osesek w pierwszym rzędzie ze złożonymi rączkami, lokaty aniołek, a potem wybiegał z kościoła i rzucał z kuzynem niedojrzałym mango w przechodniów.
Madox zawsze był łobuzem, ale Pilar też nie była święta, i Noriega coś już o tym wiedział, że na przykład zjadła DWA robaki, żeby pokazać jaka z niej loca chica.
Zawiesił ciemne tęczówki na jej dużych, błyszczących oczach, kiedy się przysunęła, bliżej, kiedy opowiadała co mogłaby mu umyć... Chociaż przecież nie powiedziała co, dlatego Madox zaraz pytał - co? Pilar co możesz umyć? - jeszcze za nią rzucił, a potem się nawet wyrwał do przodu i już mruczał pod nosem - nienawidzę kiedy to robisz... - kiedy go nakręcała, a potem zostawiała bez odpowiedzi. Chociaż może wiedział co?
I może dlatego tak szybciutko wygrzebał z walizki ciuchy i kosmetyczkę, i zaraz poszedł do łazienki? Z jednej strony może nie powinni się tu zaczepiać, żeby nie marnować czasu. Z drugiej jaki to czas zmarnowany? A z trzeciej... przecież mogli robić co chcą. Byli w Rio. Mogli zaszaleć.
Dlatego Madox już zaraz jej nawijał, pytał co o tym wszystkim myślała, a sam oglądał się w lusterku, księżniczka.
- No kogoś musimy wziąć za świadka, ale ja wciąż myślałem, że może zadzwonię do Williama na kamerce - odwrócił się w jej kierunku i oparł o szafkę pod umywalką - ale pewnie oni muszą coś podpisać, że zrobiliśmy to w pełni świadomie czy coś - już się rozbierał i zajrzał do niej, a na ten ślub przy śmietniku, parsknął śmiechem, aż wybrzmiał w całej łazience odbijając się od ścian - no i zajebiście, my w sumie lubimy takie klimaty - znowu parsknął opierając się o chłodne szkło, kiedy ściągał z siebie spodnie - a co to za sukienka? To ta do zrywania? - zapytał i już się wychylał, żeby na nią spojrzeć - co byś chciała? - jego ciemne oczy przesunęły się po jej ciele wraz z jej dłońmi, aż musiał złapać w płuca więcej powietrza. Uśmiechnął się na jej kolejne słowa, i pokiwał głową - jak cię dzisiaj nie zakopię w piachu to... To możesz dać mi karę - pokazał jej czubek języka, bo oni i te ich kary... Szkoda, że oni to je nawet lubili, wiec co to za kara?
Zaraz zrzucił z siebie bokserki i wszedł do niej pod prysznic, a przy okazji jeszcze nawijał o orgii wylewając sobie jej żel na klatę, na ten tatuaż z dzikim lwem.
- Nie wiem - wzruszył ramionami na jej pytanie namydlając się, ale wzrok utkwił w jej pięknych, ciemnych oczach - a ty byś chciała? Robiłaś to kiedyś? - zaczepił ją i nawet uśmiechnął się zaczepnie.
A jednak wraz z jej kolejnymi słowami uśmiech zszedł z jego twarzy, nawet zmrużył oczy - nie potrafiłbym - powiedział kompletnie szczerze, a jego spojrzenie przesunęło się wraz z jej palcami, po piersiach brzuchu i między uda. Już też nie potrafił się powstrzymać i wyrwał się do niej bliżej, ocierając o nią, kiedy wciąż prezentowała mu, jakimi ścieżkami podążałyby te inne dłonie - pojebałoby mnie chyba... - mruknął wypuszczając z płuc powietrze w jej nagi dekolt - ale jest też opcja, że podnieciło w chuj i wtedy byśmy zrobili to dziesięć razy - szarpnął się do niej, żeby musnąć zaczepnie jej pełne, gorące usta, przygryźć dolną wargę, bo zaraz to on się od niej odwracał, żeby wejść pod strumień wody i spłukać z siebie trochę piany - a ty miałaś już jęczeć tylko moje imię, jako moja żona - spojrzał na nią przez ramię odwracając się do niej tyłem. Jedną rękę sprawnie podniósł do góry, żeby umyć sobie włosy, ale tej drugiej nie mógł, więc zaraz już odwracał się do niej przodem - rączka mnie... - i chciał pomarudzić, że go boli, ale wtedy padło to zdanie.
Czy może jednak co stało się w Rio zostaje w Rio.
- Nie-grze-czna Pilar, brzmisz jak William, jak mnie chce namówić do najgorszego, to kurwa używa takich argumentów, albo... jako twój prawnik radze ci... - on też się o nią otarł, bezczelnie, a był już na nią nakręcony, gotowy i mogła to poczuć, go poczuć na sobie - chociaż ostatnio na orgietkę z bliźniaczkami mu się nie udało, chyba sam je zaliczył - wlazł w nią tak, że plecami wylądowała na ścianie, a on już opierał ręką nad jaj ramieniem, przechylił na bok głowę - powiedz mi, czy jeśli... Zgodzilibyśmy się na orgię, to nie byłaby zdrada? Ale jakby... nie wiem - trochę się w tym zakręcił, bo jednak dla Madoxa ten temat zdrady był bardzo delikatny. Już jeden ślub mu przez to nie wypalił. Już raz taka zdrada wyjebała wszystko, całe jego życie, o sto osiemdziesiąt stopni. Wbił praktycznie czarne już spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy - wytrzymałabyś, gdyby jakaś laska mnie dotykała, albo gdybym ja dotykał ją... gryzł, całował i pieprzył, myśląc o tobie? - zapytał ją trochę bez ogródek, ale czy oni mieli w ogóle względem siebie jakieś hamulce? Równo byli popierdoleni.
A Modox też już się nie hamował, tylko przysunął bliżej ściany opierając na niej łokieć, przyciskając do niej Pilar, kiedy jego palce sunęły po jej biodrze, a kolano bezczelnie wdarło się między uda - bo nikt mnie tak nie kręci jak ty - znowu jego wzrok prześlizgnął się po niej drapieżnie, zatrzymując na newralgicznych punktach, a potem na tych czarnych już oczach - tu cię mam... - pokazał na ten swój tatuaż z lwem - i tu - i na skroń - cały twój - tu już schylił się, żeby złożyć na jej pełnych, zmysłowo rozchylonych wargach, zaczepny pocałunek - więc może taka orgia, to wcale nie jak zdrada? - no tak, można było się spodziewać, że tym tokiem myślenia, to Madox coś kombinował. Ale... przecież oni oboje byli pojebani, intensywni, narwani, no i... lubili przekraczać granice, a w łóżku wychodziło im to kurewsko dobrze. Aż strach.
Eres travieso, pero me gusta