Strona 4 z 4

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: ndz cze 21, 2026 5:49 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, gorszące tematy i trochę +18
To jest fakt, że oni nie płakali nad rozlanym mlekiem, tylko je brali i robili z niego śmietanę... Dziwne porównanie, ale chodzi o to, że kiedy się coś wypierdalało, nie szło po ich myśli, to oni i tak starali się z tego wycisnąć co się da, przekuć na swoją korzyść. Wykorzystać.
Żeby potem niczego nie żałować, że coś mogli a tego nie zrobili. Oni robili wszystko.
Dla innych głównie, ale po drodze też dla siebie, bo przecież na tych fundamentach zbudowali to co mieli, dotarli do miejsca, w którym właśnie się znaleźli.
Pięknego pokoju w willi nad oceanem. Nad walizką, gdzie Pilar miała zapakowaną sukienkę, w której zamierzała zostać jego żoną. A Madox nie mógł oderwać od niej spojrzenia na tle tego błękitu.
- Nie wiem, to chyba od Maryjki? Ona chodziła na niebiesko - tak jeszcze się zastanowił głośno, bo jednak przecież Madoxa jako dzieciaka ciotki ciągały do kościoła. Stal taki osesek w pierwszym rzędzie ze złożonymi rączkami, lokaty aniołek, a potem wybiegał z kościoła i rzucał z kuzynem niedojrzałym mango w przechodniów.
Madox zawsze był łobuzem, ale Pilar też nie była święta, i Noriega coś już o tym wiedział, że na przykład zjadła DWA robaki, żeby pokazać jaka z niej loca chica.
Zawiesił ciemne tęczówki na jej dużych, błyszczących oczach, kiedy się przysunęła, bliżej, kiedy opowiadała co mogłaby mu umyć... Chociaż przecież nie powiedziała co, dlatego Madox zaraz pytał - co? Pilar co możesz umyć? - jeszcze za nią rzucił, a potem się nawet wyrwał do przodu i już mruczał pod nosem - nienawidzę kiedy to robisz... - kiedy go nakręcała, a potem zostawiała bez odpowiedzi. Chociaż może wiedział co?
I może dlatego tak szybciutko wygrzebał z walizki ciuchy i kosmetyczkę, i zaraz poszedł do łazienki? Z jednej strony może nie powinni się tu zaczepiać, żeby nie marnować czasu. Z drugiej jaki to czas zmarnowany? A z trzeciej... przecież mogli robić co chcą. Byli w Rio. Mogli zaszaleć.
Dlatego Madox już zaraz jej nawijał, pytał co o tym wszystkim myślała, a sam oglądał się w lusterku, księżniczka.
- No kogoś musimy wziąć za świadka, ale ja wciąż myślałem, że może zadzwonię do Williama na kamerce - odwrócił się w jej kierunku i oparł o szafkę pod umywalką - ale pewnie oni muszą coś podpisać, że zrobiliśmy to w pełni świadomie czy coś - już się rozbierał i zajrzał do niej, a na ten ślub przy śmietniku, parsknął śmiechem, aż wybrzmiał w całej łazience odbijając się od ścian - no i zajebiście, my w sumie lubimy takie klimaty - znowu parsknął opierając się o chłodne szkło, kiedy ściągał z siebie spodnie - a co to za sukienka? To ta do zrywania? - zapytał i już się wychylał, żeby na nią spojrzeć - co byś chciała? - jego ciemne oczy przesunęły się po jej ciele wraz z jej dłońmi, aż musiał złapać w płuca więcej powietrza. Uśmiechnął się na jej kolejne słowa, i pokiwał głową - jak cię dzisiaj nie zakopię w piachu to... To możesz dać mi karę - pokazał jej czubek języka, bo oni i te ich kary... Szkoda, że oni to je nawet lubili, wiec co to za kara?
Zaraz zrzucił z siebie bokserki i wszedł do niej pod prysznic, a przy okazji jeszcze nawijał o orgii wylewając sobie jej żel na klatę, na ten tatuaż z dzikim lwem.
- Nie wiem - wzruszył ramionami na jej pytanie namydlając się, ale wzrok utkwił w jej pięknych, ciemnych oczach - a ty byś chciała? Robiłaś to kiedyś? - zaczepił ją i nawet uśmiechnął się zaczepnie.
A jednak wraz z jej kolejnymi słowami uśmiech zszedł z jego twarzy, nawet zmrużył oczy - nie potrafiłbym - powiedział kompletnie szczerze, a jego spojrzenie przesunęło się wraz z jej palcami, po piersiach brzuchu i między uda. Już też nie potrafił się powstrzymać i wyrwał się do niej bliżej, ocierając o nią, kiedy wciąż prezentowała mu, jakimi ścieżkami podążałyby te inne dłonie - pojebałoby mnie chyba... - mruknął wypuszczając z płuc powietrze w jej nagi dekolt - ale jest też opcja, że podnieciło w chuj i wtedy byśmy zrobili to dziesięć razy - szarpnął się do niej, żeby musnąć zaczepnie jej pełne, gorące usta, przygryźć dolną wargę, bo zaraz to on się od niej odwracał, żeby wejść pod strumień wody i spłukać z siebie trochę piany - a ty miałaś już jęczeć tylko moje imię, jako moja żona - spojrzał na nią przez ramię odwracając się do niej tyłem. Jedną rękę sprawnie podniósł do góry, żeby umyć sobie włosy, ale tej drugiej nie mógł, więc zaraz już odwracał się do niej przodem - rączka mnie... - i chciał pomarudzić, że go boli, ale wtedy padło to zdanie.
Czy może jednak co stało się w Rio zostaje w Rio.
- Nie-grze-czna Pilar, brzmisz jak William, jak mnie chce namówić do najgorszego, to kurwa używa takich argumentów, albo... jako twój prawnik radze ci... - on też się o nią otarł, bezczelnie, a był już na nią nakręcony, gotowy i mogła to poczuć, go poczuć na sobie - chociaż ostatnio na orgietkę z bliźniaczkami mu się nie udało, chyba sam je zaliczył - wlazł w nią tak, że plecami wylądowała na ścianie, a on już opierał ręką nad jaj ramieniem, przechylił na bok głowę - powiedz mi, czy jeśli... Zgodzilibyśmy się na orgię, to nie byłaby zdrada? Ale jakby... nie wiem - trochę się w tym zakręcił, bo jednak dla Madoxa ten temat zdrady był bardzo delikatny. Już jeden ślub mu przez to nie wypalił. Już raz taka zdrada wyjebała wszystko, całe jego życie, o sto osiemdziesiąt stopni. Wbił praktycznie czarne już spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy - wytrzymałabyś, gdyby jakaś laska mnie dotykała, albo gdybym ja dotykał ją... gryzł, całował i pieprzył, myśląc o tobie? - zapytał ją trochę bez ogródek, ale czy oni mieli w ogóle względem siebie jakieś hamulce? Równo byli popierdoleni.
A Modox też już się nie hamował, tylko przysunął bliżej ściany opierając na niej łokieć, przyciskając do niej Pilar, kiedy jego palce sunęły po jej biodrze, a kolano bezczelnie wdarło się między uda - bo nikt mnie tak nie kręci jak ty - znowu jego wzrok prześlizgnął się po niej drapieżnie, zatrzymując na newralgicznych punktach, a potem na tych czarnych już oczach - tu cię mam... - pokazał na ten swój tatuaż z lwem - i tu - i na skroń - cały twój - tu już schylił się, żeby złożyć na jej pełnych, zmysłowo rozchylonych wargach, zaczepny pocałunek - więc może taka orgia, to wcale nie jak zdrada? - no tak, można było się spodziewać, że tym tokiem myślenia, to Madox coś kombinował. Ale... przecież oni oboje byli pojebani, intensywni, narwani, no i... lubili przekraczać granice, a w łóżku wychodziło im to kurewsko dobrze. Aż strach.

Eres travieso, pero me gusta 🥥˖°𓇼🌊🐚🫧🌺

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: ndz cze 21, 2026 6:53 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, +18
Pomysł z Williamem na kamerce za światka był… no głupi.
Po pierwsze dlatego, że przecież świadkowie byli po to, żeby podpisać odpowiednią dokumentacje, a nie tylko oglądać, jak państwo młodzi składają sobie przysięgi. Po drugie skoro oni nawet nie wiedzieli kiedy się pobrać, to nie tylko mogło tam nie być zasięgu, chociażby na takiej skarpie, ale także w Toronto będzie wypadał środek nocy. A przecież oboje wiedzieli, co William robił o takich godzinach (spoiler: był już pewnie zaćpany pod stołem w Emptiness). Nie mogli więc ryzykować, że Patel nawet na odległość pokrzyżuje im wszystkie plany. Poza tym, jeśli Madox naprawdę chciał, żeby Will przy tym był, zawsze mógł i tak do niego zadzwonić. Przecież to nie tak, że oni swój ślub będą brać w kościele — postawią telefon na jakimś pierwszym, lepszym drzewie i chuj i będzie. Trzeba sobie było jakoś radzić.
Tak samo jak w przypadku zakopania Pilar w piasku, co przecież Noriega obiecał jej już na poprzedniej wycieczce do Meksyku. Na dźwięk tego, że jeśli tego nie zrobi, to Stewart ta mu karę, zaśmiała się głośno.
A przepraszam gdzie wtedy jakaś motywacja dla ciebie? — zajrzała mu prosto w te obłędne, piękne, czekoladowe oczy. — Przecież oboje dobrze wiemy jak lubisz kary — nie mógł z tym dyskutować; nie mógł udawać, że wcale tak nie było, kiedy chyba oboje pamiętają chociażby sytuacje z szarą taśmą, która niby miała go wkurwiać, a finalnie jeszcze bardziej go nakręciła. Albo kiedy jeszcze mieszkaniu Pilar stwierdzili, że była niegrzeczna i musiała zostać ukarana… na kolanach. Wtedy też przecież oboje mieli z tego niezdrową ilość przyjemności, więc o czym my tutaj mówimy? To już brak kary by go bardziej przekonał i odpowiednio zmotywował.
I może nawet by jeszcze trochę na ten temat podyskutowali. Rozważyli opcje, które mieli do wyboru, może, ale nagle miedzy nimi oprócz napięcia pojawił się również zupełnie inny temat. Który chociaż wyszedł kompletnie przypadkowo, zdawał się siedzieć gdzieś w ich głowach… i spojrzeniach, które wygłodniałe błądziły po ciałach. To jej było już prawie czarne, gdy woda spłukiwała płyn z wyrzeźbionego ciała, a jego usta mówiły o tym, jak nie potrafiłby patrzeć na to, jak ktoś inny jej dotyka; jak bardzo by go wtedy pojebało. Albo podnieciło. No tak, bo przecież oni byli na tyle pierdolnięci, że chyba wyznwali zasadę co nie zabije to wzmocni, przekraczając granice do tego stopnia, że ona w ogóle przestawała być jakąkolwiek granicą, progiem, po prostu kolejnym, nakręcającym ich elementem w pojebanej grze zwanej namiętnością.
I jęczałabym — weszła mu od razu w pół słowa, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Tylko twoje imię — nawet gdyby to ktoś inny ją dotykał, to przecież ona i tak myślałaby tylko o nim. W życiu przez jej gardło nie przeszłoby jakakolwiek inne imię. To jego było jedynym, jakie chciała znać, jakie chciała krzyczeć, gdy jej ciało poddawało się przyjemnym dreszczom, od których ją uzależnił.
Zaśmiała się na uwagę o Williamie. Cóż ona z pewnością nie będzie mu mówić, że jako prawnik coś powinien zrobić. Mogła to robić jako narzeczona, ale przecież wiadomo, że Madox i tak czasami chodził własnymi ścieżkami i podejmował własne decyzje. O bliźniaczkach to nawet nie słyszała, dlatego aż uniosła wysoko brew. Kolejny powód, żeby nie lubić Patela. Nawet nie musiała dopytywać gdzie to było, bo pewnie odpowiedź leżałaby w Vegas. Już chciała to wszystko jakoś skomentować, może dopytać o bliźniaczki, ale wtedy on przysunął się jeszcze bliżej, ocierając o nią, a mały Madito sukcesywnie ją zaczepił. Aż na moment spuściła spojrzenie i naprawdę walczyła ze sobą, żeby nie sięgnąć do niego ręką. Bliskość Madoxa była jej jebaną piętą Achillesa. Nie umiała mu się oprzeć, był jej kurwa słabym punktem. Chociaż pytanie które zadał, sprawiło, że zadarła głowę w górę.
Czy wspólna orgia byłaby zdradą? Nie miała odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony można było na to spojrzeć tak, że każdy, jakikolwiek stosunek czy zbliżenie z inną sobą było, ale z drugiej…
Skoro oboje bralibyśmy w tym udział, no to chyba nie? — spytała, nie stwierdziła. Sama nie wiedziała. Chciała, żeby oboje jakoś do tego doszli, co czuli i co myśleli. Bo Pilar wciąż miała mieszane uczucia. Chociaż argument, że przecież w dwójką by się na to zgodzili był naprawdę solidny i nie do podważenia. Zaś kiedy zaczął wymieniać co by robił tym innym laskom, jakby je gryzł, całował i pieprzył… to wyrwała się do niego akurat w momencie, gdy pchnął ją na ścianę, dlatego uderzyła w nią z podwójnym impetem, aż usiała się do przytrzymać za szyję. A może po prostu chciała go poddusić.
Nie — warknęła, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. — Nie zniosłabym tego, gdyby ktokolwiek inny cię całował… — przejechała kciukiem po jego ustach, zaczepiając dolną wargę, a zaraz podniosła na niego spojrzenie. — To by musiała być zasada — dodała po chwili stanowczym głosem, a kiedy spojrzał na nią pytająco, kontynuowała. — Wszystko poniżej dozwolone, ale te usta są moje — postawiła warunek, oczywiście do czysto hipotetycznej sytuacji, do której nawet nie było wiadomo czy dojdzie. — Nikogo nie będziesz nimi całować — rzuciła tonem nieznoszącym sprzeciwu, a potem wpiła się w nie agresywnie. W całowaniu było coś… wyjątkowego, intensywnego. Coś tak intymnego, że z jakiegoś pojebanego powodu Pilar miała wrażenie, że prędzej zniosłaby widok jego pieprzącego jakaś laskę niż namiętnie się z nią całującego. Już sama myśl sprawiała, że jej ciało zalewał gorąc. Szarpnęła go za włosy, pogłębiając pocałunek. Nie no kurwa, nie ma takiej opcji, że jakaś inna kobieta będzie smakowała go w taki sposób. Nawet jeśli cały czas myślałby tylko o niej. — M o j e — przeliterowała, gdy w końcu się od niego oderwała, a jej szalejąca klatka piersiowa obijała się szalenie o tą jego w nierównych podrywach. — A resztę… może byłabym w stanie znieść — progres? Decyzja? Sama nie wiedziała co to było, ale skoro już ustalali ewentualne zasady, może faktycznie będą mieli okazje zaszaleć? Razem? Ten ostatni raz kompletnie dać się ponieść, zrobić kurwa rzeczy, które zostaną tylko i wyłącznie tu, w Rio de Janeiro, tylko między nimi. Przesunęła paznokciami po jego plecach, a gdy była na wysokości bioder, przesunęła je do przodu, chociaż zaraz odchyliła głowę do tyłu i jęknęła.
Kurwa, tylko jak to się ma do wstrzemięźliwości przed ślubem? Może takie się nie liczy? — spytała po-wo-li jednak sunąc dłonią po jego podbrzuszu, a gdy spojrzał na nią jak na wariatkę, Stewart zaśmiała mu się prosto w twarz. — No Theresa powiedziała, że nie mogę ci dać na dwadzieścia cztery godziny przed ślubem — wyjaśniła i wyciągnęła się jeszcze po słuchawkę od prysznica. Przełączyła strumień i zaraz oblała Noriegę po głowie, wplatając dłoń w jego włosy, żeby spłukać mu resztki szamponu. — Więc dzisiaj bez seksu, cariño — mruknęła równie zawiedziona co on, szczególnie, że cała już drżała pod jego dotykiem i mimowolnie ocierała się o to jego najbardziej wrażliwe miejsce. Czuła jaki był gotowy. Jak bardzo nakręcony. A jednak przesąd to przesąd, nie?

Así que hoy no hay sexo, cariño.

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: ndz cze 21, 2026 9:05 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i dużo gadania o seksie
Jakby Madox miał mało głupich pomysłów.
Dużo ich miał. A zaraz kolejny z tą karą, jak się okazało. No bo rzeczywiście oni oboje wiedzieli, że lubił kary, jakkolwiek nie źle to brzmiało. Chociaż takie kary, to dla niego też nie kary. Dla niego to może karą by było, gdyby mu tą szarą taśmą zakleić usta, bo nie mógłby wtedy nawijać.
A zaraz przecież już narzucił temat tych orgii, a Pilar dorzucała jeszcze do ognia. Zresztą oni oboje na mieli już na pewno grzecznych myśli, kiedy tak przerzucali się kolejnymi pytaniami i dyskutowali o tym, czy on by zniósł, gdyby dotykał jej inny facet.
Nie zniósłby.
A może zniósł? Kiedy jej pełne wargi i tak układały się w jego imię, a głowa fiksowała tylko na nim. On też się przez chwilę nad tym zastanowił, ale Madox to mógł sobie gadać jedno, namawiać ją na świetną orgię, a jakby doszło co do czego, to emocje wzięłyby górę i nie umiałby tego znieść. Jeśli chodziło o Pilar, to przecież najczęściej kierowały nim właśnie uczucia, a było ich tyle, tak skrajnych, że ciężko to było określić, ubrać w słowa i z góry założyć, jak on by na to patrzył.
Dlatego zaraz dopytywał Pilar, co on o tym myślała.
Czy to była zdrada według niej.
Uśmiechnął się delikatnie na jej słowa.
- Jakbyśmy się oboje na to zgodzili, to chyba nie - powtórzył po niej, ale czy naprawdę był taki pewny? A jakby mu się nagle ujebało, że tak, bo na przykład spojrzała na tego innego faceta tak, jak na niego zawsze patrzyła?
Madox był nieprzewidywalny, on czasem sam nie umiał się określić, co mógłby odjebać, i z tym chyba też nie umiał. Ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, nie? A zresztą oni lubili ryzyko.
Mruknął specjalnie, kiedy jej palce wylądowały na jego gardle, żeby poczuła to na opuszkach, jak na niego działała za każdym razem, kiedy była blisko. Zresztą nie tylko na palcach mogła to czuć, bo kiedy na nią napierał, to też niżej, jaki był twardy.
- Całował? - oczywiście, że trochę się zdziwił, bo co to było całowanie, on nawet Williama pocałował na ślubie, ale tego kompletnie nie pamiętał, widział tylko na filmie. No i to było tylko cmoknięcie, jeszcze ze strony Madoxa całkowicie po kumpelsku. No i prawda jest taka, że dla Noriegi to całowanie się też było zdradą, mógł się zarzekać, że nie, ale tak było. Może dlatego się tak wkurzył o to, że Pilar całowała się z Galenem Wyattem po ich powrocie z Madellin?
Uszczypnął zębami opuszek jej palca, kiedy sięgnęła do jego ust. A ciemne spojrzenie zawiesił na jej oczach, jednak zaraz zjechało ono na jej pełne, gorące wargi - to dobra zasada - stwierdził, a zaraz się uśmiechnął - ale wszystko poniżej dozwolone? - przesunął wytatuowanymi palcami po jej boku, wyżej, zahaczając kciukiem o pierś, ale wędrówkę zakończył na jej szyi. Uśmiechnął się znowu, kiedy tak stanowczo stwierdziła, że nikogo nie będzie nimi całować, i może by coś na to powiedział, że nikogo innego nie chce? Tylko nie zdążył, bo Pilar już wpiła się w jego wargi, z tą całą agresją, która w niej siedziała, a on jeszcze przesunął opuszkami po jej szyj na kark, przytrzymując ją przy sobie, kiedy kradli sobie z płuc powietrze w ten najbardziej przyjemny sposób. A kiedy szarpnęła go za włosy, to jeszcze mruknął w jej usta. Smakowała obłędnie, a ich języki tańczyły już wspólny taniec, jakby kurwa znały go na pamięć, były do tego stworzone, dla siebie. I kiedy się od niego oderwała, to on jeszcze raz się do niej szarpnął, tylko powstrzymały go jej smukłe palce znowu oparte na jego wargach - twoje - powtórzył po niej i ugryzł ją w palec. Ale kiedy przyznała, że resztę byłaby w stanie znieść, to Madox się zastanowił, a zaraz przesunął spojrzeniem w dół - ja nie wiem, na pewno nie zniósłbym, gdyby ktoś cię pieprzył w mojej ulubionej pozycji - no tak, a w innej by zniósł. Powiedzmy, że Madox też chciał iść na jakiś tam kompromis, ustalić jakieś zasady...
Tylko, że oni wiecznie kurwa łamali wszystkie zasady, więc ciekawe czy to coś da. Ale pogadać sobie mogli, bo na przykład Noriegę to dodatkowo nakręcało. Ocierał się już o nią i łasił jak dziki kot, a ona mu nagle wypala ze wstrzemięźliwością - co? - aż on też wypalił - jakiej wstrzemięźliwości przed ślubem? Pojebało cię Pilar? Przecież jeszcze musimy skorzystać, jak jesteśmy narzeczeństwem, zresztą jakby się nadarzyła ta orgia, albo nie wiem, trójkąt z Shakirą? - zaczął nawijać, chociaż spojrzenie spuścił na jej dłoń na jego podbrzuszu, bo chciał ją poczuć jeszcze niżej - co? - znowu wypalił, kiedy powiedziała o tym co jej WMAWIAŁA Theresa - co to za pomysł? Czemu niby? To niech ona nie daje Raviemu przez dwadzieścia cztery godziny, idę jej to powiem - i nawet się ruszył, ale Pilar już sięgnęła po słuchawkę i spłukiwała mu szampon. Oczywiście, że patrzył na nią obrażony, aż ściągnął do siebie brwi i już stał do niej przodem - w ogóle mi się nie podoba ten pomysł... - mruknął i spuścił spojrzenie na dół - no zobacz... Jak mnie tak znowu zostawisz to... to idę na orgię - świetna groźba. Zwłaszcza, że już ustalili, że mogą ale tylko razem, tylko z pewnymi zasadami...
A może teraz już nie mogli, skoro trzeba było zachować wstrzemięźliwość? A może tylko Pilar musiała?
I teraz Madox zmrużył powieki wpatrując się w nią intensywnie.
- Ale słuchaj... to ty musisz zachować wstrzemięźliwość? To może sobie z Theresą zostaniecie i pomalujecie paznokcie, czy coś? A ja z Ravim pójdziemy się zabawić... - przecież wiadomo, że by bez niej nie poszedł, ale musiał ją trochę pozaczepiać - i dlaczego w ogóle niby jest taka zasada? Co nam to da? Pójdziemy do nieba, czy jak dwadzieścia cztery godziny będziesz mi odmawiać, to potem się na ciebie rzucę bardziej ochoczo? I tak to zrobię - Madox to się czasem tak nagadał. Ale był szczerze ZBULWERSOWANY tym niedorzecznym pomysłem i znowu się do niej przysunął, ale ona mu już spłukiwała resztę piany, tym razem z klaty i brzucha - nienawidzę ślubnych zasad, kto to w ogóle wymyśla? - znowu marudził, bo nawet ta zimna woda mu nie pomogła, żeby chociaż odrobinę rozładować napięcie.

Estas reglas son tan estúpidas 𓇼🧉🐚𓆉︎ ࿔*:・゚☾