Strona 4 z 4

boys will be bugs, right?

: ndz lip 05, 2026 10:22 pm
autor: zaylee miller
Sammy miał dopiero dziesięć lat. Miał prawo popełniać błędy. Pewnie popełni ich jeszcze całe mnóstwo, zanim dorośnie. I właśnie po to miał dwie matki, które kochały go ponad wszystko i chciały dla niego jak najlepiej. Były po to, żeby pomóc mu odnaleźć właściwą drogę, kiedy trochę się pogubi. Żeby zwrócić uwagę, gdy zrobi coś niewłaściwego, ale też wesprzeć go wtedy, gdy zwyczajnie nie będzie sobie z czymś radził albo dopadną go wątpliwości. Na razie wyciąganie z niego zmartwień przypominało momentami przesłuchanie, a nie zwykłą rozmowę. Samuel uparcie trzymał wiele rzeczy dla siebie i trzeba było wykazać się nie lada cierpliwością, żeby w końcu powiedział, co naprawdę siedzi mu w głowie. Zaylee miała jednak nadzieję, że z czasem to się zmieni. Że pewnego dnia sam zacznie przychodzić po radę, zamiast czekać, aż któraś z nich zauważy, że coś jest nie tak. Nie oczekiwała, że będzie mówił im absolutnie o wszystkim. Była realistką. Wiedziała, że przyjdzie taki moment, kiedy łatwiej będzie mu zwierzyć się kolegom niż matkom. I to było całkowicie normalne. Chciała tylko, żeby nigdy nie zapomniał, że do nich też zawsze może przyjść. Bez względu na to, co się wydarzyło. Bez strachu, że zostanie odrzucony albo przestanie być kochany.
Słowa Eviny chyba dały mu do myślenia. Spuścił wzrok i przełknął głośno ślinę, wpatrując się w swoje dłonie.
Nie — odpowiedział cicho, a głos wyraźnie mu zadrżał. Robił wszystko, żeby się nie rozpłakać. Mocno zagryzał dolną wargę, jakby to miało zatrzymać łzy. — Chyba byłem okropnym kumplem — dodał. W końcu to do niego dotarło. Zaylee od początku przeczuwała, że prędzej czy później sam dojdzie do takiego wniosku. Był bystrym dzieciakiem. Czasem potrzebował po prostu bodźca żeby poukładać sobie wszystko w głowie.
Pokiwał blond czupryną, chcąc dać obu kobietom do zrozumienia, że rozumie i że nie postąpi w przyszłości w podobny sposób. Ale czy faktycznie tak będzie? To miał pokazać dopiero czas. W ciszy wysłuchał wszystkiego, co mówiła Zaylee. Ta uśmiechnęła się delikatnie, kiedy poczuła na ramieniu dłoń żony. Dobrze, że przyjechały tutaj razem. Każda z nich pewnie poradziłaby sobie z tą rozmową w pojedynkę, ale wspólna obecność pozwalała im się uziemić. Pilnowały się wzajemnie, żeby druga nie powiedziała o jedno słowo za dużo ani nie zareagowała zbyt ostro pod wpływem emocji.
Czy Liam i jego rodzice są jeszcze gdzieś tutaj? Mógłbym go teraz przeprosić? — zapytał niepewnie Młody, przenosząc wzrok z Miller na Swanson i z powrotem.

Evina J. Swanson

boys will be bugs, right?

: pn lip 06, 2026 1:05 am
autor: Evina J. Swanson
Dzieciństwo było od tego, aby popełniać w tym czasie głupoty. Miał czas na to, aby popełniać błędy i mierzyć się z ich konsekwencjami, które nie zrujnują mu życia, bo przecież był tylko dzieciakiem, starającym się rozgryźć, co było słuszne, a co niekoniecznie. Całe szczęście nie musiał tego robić samotnie.
Całe szczęście miał teraz przy sobie dwie matki, które chciały być przy nim zawsze, gdy będzie tego potrzebował. Były od tego, aby służyć mu radą, gdy będzie miał jakieś wątpliwości, a także wspierać, kiedy przyjdzie na to czas. Oprócz tego ich zadaniem było także reagować odpowiednio i korygować jego błędy, gdy tylko takowe popełniał. Musiały jak najlepiej nauczyć go tego, co same wiedziały o życiu i liczyć na to, że młody będzie podążać za tym w przyszłość.
Chyba na razie im się udawało to robić. Nie zawsze będzie to szło takk dobrze. W przyszłości pewnie więcej razy się pokłócą i sprawią, że Sam trzaśnie im drzwiami nim w końcu ochłonie i po czasie dojdzie do tego, że miały rację i chciały dla niego dobrze, ale na razie nie musiały się tym przejmować. To był problem dla ich przyszłych wcieleń.
Skinęła głową na słowa syna. Może i nie chciała go doprowadzić do łez, ale jeśli dzięki temu uświadomił sobie swoje postępowanie to nie zamierzała na to narzekać. Liczył się w końcu efekt, prawda?
Doszli chyba powoli do porozumienia. Spoglądała na to jak blondynek kiwa głową i przesunęła dłonią po ramieniu Zaylee w cichym komunikacie, że jednak udało im się. Pierwszy dosyć poważny kryzys zażegnany. W dodatku wyglądało na to, że młody chciał dosyć szybko wcielić w życie to o czym mówiły. Oby tylko faktycznie wytrwał w tym swoim postanowieniu i zadbał o to, aby Liam już nie był dręczony przez kogokolwiek z klasy.
- Widziałyśmy jak wychodzą ze szkoły, ale możemy zadzwonić do nich czy są jeszcze w pobliżu jeśli chcesz - zaproponowała łagodnie po czym sięgnęła po telefon. - Weź swoje rzeczy i zbieramy się.
Raczej nie było sensu w tym, aby dłużej siedzieli w szkole. Zwłaszcza, że Sam zdążył zrozumieć na czym polegał jego błąd. Swanson pozwoliła na to, aby powoli doprowadził się do porządku, a sama zadzwoniła do pana Wyle'a, aby zapytać czy wciąż byli w pobliżu szkoły. Całe szczęście wybrali się do pobliskiej lodziarni i w razie potrzeby mogli łatwo zawrócić. Cóż... Może jednak Samuel będzie mógł jeszcze tego samego dnia wszystko naprawić.

zaylee miller