Strona 4 z 4

daisy dress, daisy mess

: pn lip 27, 2026 8:33 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie wiedziała, jak powinna odbierać słowne zaczepki Kiry, szczególnie te o całowaniu, dlatego we własnej głowie tłumaczyła je sobie jako żart. Zwykłe zwrócenie na siebie uwagi, podkręcenie rozmowy i w głównej mierze po prostu wygłupy. Może gdzieś podświadomie czuła, że wcale nie było w tym jedynie żartobliwej niewinności, ale przecież dopóki Finch nie robiła w jej kierunku żadnych jawnych znaków, raczej nie było co sobie dopowiadać.
Whitmore miała to do siebie, że żyła faktami. Jako osoba pracująca w wydawnictwie przez wiele lat naczyła się, że ludźmi mózg uwielbiał tworzyć i dopisywać własne narracje do sytuacji, które niekiedy wcale nie były tak złożone, jak mogło się wydawać. Nauczyła się udać temu co widać gołym okiem, a nie domysłom, które ktoś może miał a może nie miał w głowie. I tym właśnie były te wszystkie zaczepki ze strony Kiry. Pustymi słowami.
Nie były nimi za to ruchy dziennikarki, które po chwili prezentowała na parkiecie. Muzyka ewidentnie ją kochała i to ze wzajenością, biorąc pod uwagę, jak dobrze potrafiła poruszać biodrami. Nie było w jej ruchach ani krzty nieśmiałości. Szczególnie gdy zwinnie obracała się i ocierała o sukienkę Whitmore, przylegając do jej brzucha swoimi kształtnymi pośladkami. Daisy czuła, jak robi jej się ciepło, ale standardowo postanowiła zwalić to na brak cyrkulacji powietrza w pomieszczeniu. Szczególnie, że zaraz rozmawiały o tym, kto im się najbardziej podoba. Świetny temat dla hetero laski, której mąż był na wyjeździe, nie ma co.
Czy ja wiem — zaśmiała się głośno, gdy Kira podsumowała jej gust do kościstych brunetek o hiszpańskiej urodzie. — Blondynki też są niczego sobie — zauważyła, przyglądając się jej uważnie. Kira przecież była śliczna. Jej długie, błon włosy w połączeniu z szarymi, niespotykanymi czami naprawdę potrafiły oczarować. Nie można było tego powiedzieć o typach Finch, które zaraz prezentowała. — Czyli twój typ za to to obcięte na boba laski z wielkimi cycami? — uniosła wysoko brew, kręcąc nieznacznie głową na boki. To akurat była dla niej nowość, w sumie nie wiadomo czemu. Przecież oprócz Harriet nigdy nie widziała Kiry z żadną nią kobietą, nie jej więc oceniać z kim lubiła się prowadzić. Tym bardziej trudno było jej się skupić, kiedy palce Finch zaciskały się mocno na jej podbródku, a zaraz potem, kiedy mówiła o jeszcze jednej, która się jej podoba, zsunęła je na szyję Whitmore, a potem w okolicy mostka.
…ale ma też męża i zapiera się, że nie podobają się jej kobiety.
O jezu, no bo żadna się nie postarała o to, żeby mi się spodobały, okej? — zaśmiała się, chociaż w jej oczach Kira mogła dostrzec pewnego rodzaju wyzwanie. — Bo to co tam było przy beer pongu, to przecież był zerowy effort — może i była już wystarczająco pijana, że powinna się zamknąć, ale nikt jej do tego nie zmusił. Wiec nawijała. Rzeczy których nie powinna. Nie powinna podjudzać Kiry do robienia c z e g o k o l w i e k.
A jednak to robiła.
Może nie do końca świadomie, a może wciąż myślała, że to tylko głupia gierka i dziennikarka wciąż pozostanie jedynie przy słowach a nie czynach?

kira 𖡼.𖤣𖥧𖡼.𖤣𖥧

daisy dress, daisy mess

: pn lip 27, 2026 10:58 pm
autor: kira finch
Halo, ale to Daisy dzwoniła i zaczęła prowokować! To ona wyjechała z tym całowaniem, pytając Kirę, czy chciałaby zrobić to jeszcze raz. To znaczy spróbować, bo przecież w Brantford jej nie pocałowała. Była blisko, ale w porę strzeliła sobie mentalnego liścia i wzięła się w garść. Mimo to cały czas odnosiła wrażenie, że Whitmore bada granice i sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Może liczyła, że Finch w końcu pęknie? Kira otwarcie przyznała, że chciałaby ją pocałować, ale nie zrobi tego z wiadomych powodów. A tych było co najmniej kilka. Po pierwsze - i najważniejsze - Daisy miała męża. Po drugie pracowały razem, a Whitmore była jedną z jej przełożonych. Po trzecie uparcie twierdziła, że jest heteroseksualna i kobiety jej nie interesują. Czego więc właściwie oczekiwała? Że Finch zrobi pierwszy krok tylko po to, żeby coś jej udowodnić? Tylko właściwie co? Że to nie jest takie zwykłe gadanie i naprawdę chce posmakować jej ust?
Och, czyżby? — na wieść, że blondynki też są niczego sobie, przeczesała palcami swoje jasne, długie włosy. A potem zaśmiała się głośno i pokręciła głową. — Nie mam konkretnego typu. To tak nie działa. Wszystkie kobiety są piękne i w każdej potrafię znaleźć coś interesującego. Fryzura i kolor włosów nie mają tutaj znaczenia. Ale cycki i fajny tyłek już tak. Nie masz podobnie z facetami? Już pomijając Rowana — machnęła ręką, bo jakoś nie w smak było jej wracanie do tematu męża menadżerki. Gość niestety istniał i tyle wystarczyło.
Kolejne słowa sprawiły, że poczuła się, jakby dostała obuchem w twarz. Widziała to spojrzenie. Daisy znowu to robiła. Prowokowała ją i czekała na reakcję. Finch zwilżyła usta językiem, zagryzając dolną wargę, ale ani na moment nie oderwała wzroku od niebieskich tęczówek.
W co ty pogrywasz, Whitmore? — zapytała wprost. Nie zamierzała już dłużej udawać, że tego nie zauważa. Sama nie wiedziała, gdzie kończył się żart, a zaczynało coś znacznie bardziej skomplikowanego. Wszystko mieszało się ze sobą, zostawiając w głowie Kiry coraz większy nieporządek. — Nie rób ze mnie kretynki. Doskonale wiem, że chcesz, żebym cię pocałowała — złapała ją za materiał sukienki i przyciągnęła do siebie na tyle blisko, by Daisy wpadła prosto w jej ramiona. — Liczysz na to, że to zrobię? I co potem? Jutro obudzisz się z moralniakiem i nie będziesz potrafiła spojrzeć swojemu mężowi w oczy? A później przestaniesz się do mnie odzywać, bo będzie ci głupio? — poruszyła wymownie brwiami. To był akurat najbardziej prawdopodobny scenariusz. Czy Whitmore mogła się z nią nie zgodzić? Zacisnęła mocniej palce na jej biodrach, przesuwając dłonie wzdłuż jej ciała. — Już i tak jestem wystarczająco wkurwiona, że Margaret zrobiła to, co ja chciałam zrobić wtedy przy tamtej cukierni. Nie podpuszczaj mnie — dodała cicho. Po chwili zwolniła uścisk i cofnęła się o krok.
Przez moment po prostu na nią patrzyła. Nie była zła. Ale nie była też naiwną idiotką, która pozwoli sobie wmówić, że nic się nie dzieje. Znała te sztuczki. Od lat stosowała je na innych kobietach, bawiąc się z nimi w kotka i myszkę.
Pragnę tylko przypomnieć, że to ja mam urodziny — rzuciła, zachowując się dokładnie tak, jak wcześniej zachowywała się Daisy. Podjudzała ją. Czy to była aluzja do tego, że zasługiwała na jeszcze jeden prezent. Być może. Nachyliła się, jakby chciała wyszeptać jej coś do ucha. — Chcesz wiedzieć, o czym pomyślałam, kiedy zdmuchiwałam świeczkę? — zapytała, żeby zaraz odsunąć się i zostawić po sobie tylko ciepły oddech na policzku.

Daisy ⋆.ೃ࿔*:・

daisy dress, daisy mess

: śr lip 29, 2026 11:17 am
autor: Daisy Whitmore
W co ty pogrywasz, Whitmore?
Te słowa przebiły osłonę w postaci głośnej muzyki i wleciały prosto do jej głowy, gdzie bezczelnie zaczęli odbijać się głuchym echem po całej czaszce. W co ona pogrywała? Kira miała rację, bo w coś na pewno. Już dawno przestała rodzić się miedzy nimi jedynie kumpelska więź. Nie miało prawa patrzeć się na zwykłą koleżankę w sposób, w jaki robiły to one, nikt normalny nie szukał przypadkowego dotyku z tak wielką desperacją, a już na pewno nie zastanawiał się co by było gdyby tak… no właśnie. A Daisy tak. Ostatnio coraz częściej zastanawiała się co by było gdyby i to przecież nie wszystko. Bo jak wyjaśnić, że osoba, która na codzień była stonowana i miała swoje granice, nagle przed jedną blondynką potrafiła być nie tylko bezczelna ale też dwuznacznie bezpośrednia i pogrywać w te wszystkie gierki.
Jasne, mogła to zwalić na alkohol. Mogła wciąż wmawiać sobie, że to tylko procenty. No tylko że nie pije od wczoraj. A jakoś nigdy wcześniej tak nie miała. I chociaż kolorowe drinki z palemką z pewnością podbijają te wszystkie emocje i odwagę, tak sam córę pragnienia pochodził przecież od niej.
I to chyba przerażało ją najbardziej.
W nic nie pogrywam — odpowiedziała równie pewnie, chociaż w środku cała się spięła. Zresztą Kira mogła to poczuć, kiedy szarpnęła za materiał sukienki, przyciągając ją do siebie, a następnie osadziła długie, szczupłe palce na biodrach Whitmore. Mogła również czuć, jak Daisy zadrżała na ten gest. Dobrze przeszkolona głowa potrafiła nienagannie oszukiwać, ale ciało? Ono przecież zdradzało wszystko. — Nie robie z ciebie żadnej kretynki — i wcale nie chce, żebyś mnie pocałowała. Tego już nie dodała. Dziwnym trafem jej wypowiedz zakończyła się w połowie. Bo może chciała? Może faktycznie w jej zmieszanej głowie wizja zrobienia czegoś tak szalonego jak pocałowanie Finch była kategoryzowana jako skryte pragnienie? Spuściła na moment wzrok i spojrzała na usta blondynki. Na to jak delikatnie je rozchylała, jak łapała powietrze i… Kurwa.
Fiksowała się na jej punkcie.
Dopiero kiedy padło hasło mąż, jakby wielki, ciężki kamień ściągnął ją na ziemie (Chat by powiedział kotwica). Przysłowiowy kubeł zimnej wody rozlał się po całym jej ciele, przywracając od porządku.
Co ty kurwa robisz? Ten głos wybrzmiał w jej głowie tak głośno, że Daisy aż odskoczyła od Kiry. Wyrwała się spod tego wyjątkowo przyjemnego uścisku i chociaż po chwil stała już dwa kroki dalej, skóra wciąż mrowiła w miejscach, gdzie zaciskała swoje palce dziennikarka. Aż przesunęła po nich dłońmi, żeby sprać to dziwne uczucie.
Wiesz co, masz rację — odchrząknęła, prostując się. Jej oczy z lekko rozmarzonych wcześniej, przeszły na bardziej chłodne spojrzenie. Karciła się w myślach za to, co robiła. — To wszystko jest mega nie na miejscu. Przepraszam — pokręciła głową, jakby wciąż walczyła z samą sobą. — Nie powinnam tak głupio gadać, a już na pewno nie powinnam chcieć… — zawahała się. Cię pocałować? To chciała powiedzieć? Miała to na końcu języka, a jednak w ostatniej chwili się w niego ugryzła. Prawie do krwi. Nie mogła tego powiedzieć. Z jednej strony przepraszała za swoje zachowanie, a w drugiej by powiedziała coś zupełnie sprzecznego? Nigdy tak przecież nie robiła. Do teraz. Kira mieszała jej w głowie, przez większość czasu pewnie nawet nie intencjonalnie, ale to był tylko i wyłącznie jej problem.
Może jednak już pójdę — wypaliła nagle, czując, jak zbiera się w jej ciele dziwna fala ciepła, a ręce delikatnie zaczynają drgać. Nie wspominając o policzkach, które piekły już niemiłosiernie. Tak. Daisy Whitmore chciała uciekać. — Może wtedy będzie… — znowu nie dokończyła, tylko tym razem bo chciała odwrócić się na pięcie, ale wpadła na jakieś obce ciało. W dodatku kobiety, która trzymała w dłoni drinka, a ten niefortunnie rozlał się po jej jasnej, różowej bluzeczce.
Patrz kurwa jak chodzisz, szajbusko! — warknęła dziewczyna, a następnie resztkę, która została w kieliszku zamiast sobie dopić… wylała prosto na Daisy.

kira °❀.ೃ࿔*

daisy dress, daisy mess

: śr lip 29, 2026 4:57 pm
autor: kira finch
Nie powinna reagować w taki sposób. Była wobec niej zbyt ostra. Daisy nie robiła nic złego. Może i prowokowała, ale to nie był powód, żeby przypierać ją do ściany i cokolwiek wymuszać. Tylko na refleksję było już trochę za późno. Słowa padły i poszły w eter. Whitmore próbowała przyjąć to z obojętnością, ale Finch widziała i przede wszystkim czuła, że coś jest nie tak. Niekontrolowane drżenie podpowiedziało jej, żeby cofnąć dłonie. Ostatnie, czego pragnęła, to wywołać u niej jeszcze większą niezręczność i niepokój. Już i tak przesadziła, więc po co jeszcze z premedytacją pogarszać sytuację? A jednak tego nie zrobiła.
Za to Daisy odskoczyła od niej jak oparzona.
Finch znów miała okazję, żeby odbić piłeczkę i wmówić menadżerce, że to ona z nią pogrywała i robiła z niej kretynkę. Mogła podać całą listę przykładów, zastrzegając, że to, co wyprawiała, było niedopuszczalne, i po tysiąckroć podkreślić, że przecież miała zjebanego męża. Postawić kawę na ławę i zagrać w otwarte karty. W przeciwieństwie do niej Kira nie miała nic do stracenia. Może oprócz pracy i znajomości, na której zaczęło zależeć jej bardziej, niż początkowo przypuszczała. Bo faktycznie to, co się między nimi zrodziło, nie było zwykłym koleżeństwem. Nie było też przyjaźnią. Ugrzęzły gdzieś pomiędzy, nie potrafiąc tego sensownie określić. Ale coraz trudniej było udawać, że to nic takiego.
Daisy... — zaczęła już o wiele spokojniej, kiedy menadżerka uruchomiła się ze swoimi tłumaczeniami. — Przestań. Przecież wiesz, że zupełnie nie o to mi chodziło — zapewniła, ale na nic to się zdało. Whitmore niby słyszała, ale jej nie słuchała.
A Kira nie chciała jej wprowadzić ją w zakłopotanie. Zrobiła ruch w przód, chcąc zmniejszyć dzielący je dystans, ale zatrzymała się w półkroku. Nie do końca wiedziała, czy to aby na pewno dobry pomysł. Menadżerka sama od niej uciekała, więc takim gestem Finch w żaden sposób by nie pomogła.
Nie to miałam na myśli. Zostań i porozmawiajmy — poprosiła, ale Daisy już obracała się na pięcie. — Uwa- — chciała ją ostrzec przed paradującą z drinkami dziewczyną, ale nie zdążyła i Whitmore wpadła na nią z całym impetem. Alkohol wylał się na parkiet, a pozostała zawartość kieliszka wylądowała na sukience menadżerki.
W Kirze aż zawrzało. Niewiele myśląc podbiegła do nieznajomej dziewczyny i odepchnęła ją na bezpieczną odległość.
Pojebało cię? Nie zrobiła tego celowo — warknęła przez zaciśnięte zęby. — Jesteś w klubie, musisz liczyć się liczyć z tym, że takie rzeczy się zdarzają. To nie powód, żeby od razu tak się pieklić — kontynuowała, w międzyczasie zerkając przez ramię na Daisy. — W porządku? — zapytała z nieukrywaną troską w głosie.
A ty co, K-Rush? To twoja dupa? — parsknęła brunetka, której Finch znikąd nie kojarzyła. Za to ona najwyraźniej kojarzyła ją bardzo dobrze. Na litość boską, czy wszyscy musieli ją tutaj znać? Posłała jej pytające spojrzenie i już chciała odpowiedzieć, ale nie zdążyła nawet dobrze zareagować - nieznajoma podskoczyła do niej i uderzyła ją pięścią prosto w gębę. — To za G-Force'a — prychnęła i splunęła jej pod buty.
Twarz zapiekła niemiłosiernie. Automatycznie przyłożyła dłoń do bolącego miejsca i zacisnęła w złości pięści. Chciała się odwinąć i odpłacić pięknym za nadobnym, ale dwie koleżanki już odciągały brunetkę, przekonując, żeby dała sobie spokój nie robiła rabanu. Zniknęły gdzieś w tłumie, a Finch jedynie prychnęła i odwróciła się do Daisy, wciąż trzymając się za pulsujący z bólu policzek.
Nic mi nie jest — zapewniła, niedbale machając drugą ręką. Nie pierwszy raz dostała po mordzie i pewnie nie ostatni. Najważniejsze, że zęby miała całe. Chyba. Dla pewności sprawdziła ich stan językiem. Tak, były w komplecie, chociaż w ustach czuła metaliczny posmak krwi. Chyba pierścionek tamtej laski zahaczył też o górną wargę.

Daisy 𑁍ࠬܓ

daisy dress, daisy mess

: śr lip 29, 2026 8:18 pm
autor: Daisy Whitmore
Wszystko było nie tak.
Czemu życie nie mogło być proste?
Czemu człowiek nie mógł tak po prostu robić tego, czego chciało jego serce? To co nagle poczuł, w tym jednym momencie i po prostu po to sięgnąć, szczególnie, że było na wyciągnięcie ręki?
W Daisy Whitmore chyba pierwszy raz tak bardzo uderzyła konsekwencja małżeństwa. Tego że jako nastolatka, która ledwo nauczyła się robić pranie i samej kanapki do szkoły, oddała swoje całe serce, a potem życie w ręce jednego mężczyzny. Nie pomyślała, że powiedzenie tak na ołtarzu w tak młodym wieku będzie wiązało się z tak wieloma konsekwencjami.
A przede wszystkim z limitami.
Z tym, że pragnienia już wcale nie lądowały na pierwszym miejscu, a był tam rozsądek. Tego ci nie wolno, to nie wypada… A przecież zmienić zdanie, jako kobieta z dziesięcioletnim stażem z obrączką na ręku wcale nie było łatwo. Nie, kiedy sama nie wiedziała, czego chciała. Może tylko skosztować? Sprawdzić, jak smakowałyby inne usta niż te, które całowała przez cały życie. Ale nie mogła tego zrobić. Nie bez konsekwencji, jakie odczułaby na swoim kręgosłupie moralnym i nie tylko.
Dlatego stała. Po prostu patrzyłam a Kirę z jakimś dziwnym żalem i to nawet nie skierowanym w jej kierunku, a bardziej własnym. Bo ona nie mogła tak po prostu jak Margaret wpić się w czyjeś usta tylko dlatego, że odczuła taki kaprys. I chociaż wcześniej nie czuła nawet takiej potrzeby, teraz…
Całe szczęście tok jej szalonych myśli przerwał dźwięk szkła odbijającego się o jej medalion na piersi. A potem posypała się już lawina nieszczęść. Zaczynając od tego, że drink wylądował na bluzce jakiejś dziewczyny, jego reszta na tej Whitmore, poleciały obelgi, a Finch… Finch skoczyła w jej obronie przed szereg. Wyrwała się do przodu jak jakaś lwica i stanęła z Daisy, chociaż ta nawet jej o to nie prosiła. Przecież to tylko drink. Wyschnie. A jednak było w zachowaniu blondynki coś, co sprawiło, że serce Stokrotki przyśpieszyło dwukrotnie. Dawno nikt nie jej tak nie bronił. To wcale nie było nic.
W porządku — uśmiechnęła się delikatnie, kiedy dziennikarka spytała, czy wszystko było okej. — To nic takiego, tylko głupi… głupia plama. To chciała powiedzieć, ale nawet nie dokończył, bo wtedy brunetka znowu zaczepiła Kirę. I znowu ktoś tego wieczoru nazwał ją tym dziwnym pseudonimem. K-Rush. Daisy ściągnęła do siebie brwi, zapisując w głowie, żeby dopytać o to Kirę, tylko wtedy…
Co ty kurwa robisz?! — krzyknęła z szeroko otwartymi oczami, kiedy kobieta wymierzyła Finch z pięści prosto w twarz. — Popierdoliło cię? — Daisy Whitmore, cóż to za słowa? Kipiała ze złości pomieszanej ze szczerym zaskoczeniem. Nigdy nie była fanką agresji, ale to co miała przed oczami… — Dzwonie na policję — warknęła stanowczo i sięgnęła po telefon, nawet nie wiedząc, czy za takie coś ktoś w ogóle by tu przyjechał, ale przecież pogadać sobie mogła, tak? Miała nawet zamiar faktycznie wybrać numer i przedzwonić, tylko dziewczyny już się ulotniły znikając w tłumie. Nie były tu najważniejsze.
Kurwa, Kira, wszystko okej? — spytała zmartwioną, nachylając się w stronę blondynki. Od raz złapała ją za głowę i pociągnęła w górę, żeby się wyprostowała. — Pokaż to — chciała sprawdzić, czy dziewczyna miała wielkie skaryfikacje po tym uderzeniu. W pierwszej chwili szukała siniaka ale kiedy tylko światło jednej z lamp zaświeciło mocniej na ich twarze… — Jezu, ty krwawisz — przestraszyła się. Nie było to wielkie zacięcie, jedynie rozdarta warga, ale wciąż nie wyglądało najlepiej. — Trzeba ci to przemyć — powiedziała zadaniowo, zapominając kompletnie, że jeszcze chwile temu po prostu chciała się ulotnić do domu i uciec. Teraz zamiast uciekać, zaciskała mocno palce na nadgarstku Kiry i ciągnęła ją do toalety.
Wszystkie kabiny w damskim były zajęte, wiec nawet nie czekając aż cokolwiek się zwolni, skierowała je do pojedynczej, dla inwalidów. Pierwsze wcisnęła tam blondynkę, a zaraz potem weszła ona sama, przekręcając zamek.
Co to było? — spytała praktycznie od razu. — Czemu ona cię uderzyła? I kto to G-Force? — pytań miała jeszcze z milion, ale postanowiła to wszystko jakoś wyważyć, żeby niczego nie pominąć. — Usiądź — poprosiła w międzyczasie, wskazując na kibel, a sama sięgnęła po ręcznik papierowy, żeby namoczyć go wodą i podać Finch.

kira :pocieszacz:

daisy dress, daisy mess

: śr lip 29, 2026 9:07 pm
autor: kira finch
Nie tak wyobrażała sobie ten wieczór. Miały być drinki, taniec i wyborna zabawa, a zamiast tego była bezsensowna sprzeczka z Whitmore i mordobicie. Fajne urodziny, nie ma co. Lepszych Finch nie mogła sobie wymarzyć. Tylko że w obliczu całej tej sytuacji to, że dostała w ryj, było jakieś takie mało istotne. Stanęła w obronie Daisy, bo to była jedyna słuszna decyzja. Może wyrwała się przed szereg, ale to nie ona zaczęła wymachiwać łapami. Refleks też ją zawiódł. Chyba po prostu nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Nie przyszło jej do głowy, że brunetka może poczęstować ją pięścią. Może gdyby nie była znajomą G-Force'a, wszystko potoczyłoby się inaczej. Całkiem możliwe, że wszyscy po prostu rozeszliby się w swoje strony i na tym by się skończyło. Zostałaby jedynie mokra plama na sukience Daisy i wkurw tamtej laski, którą koleżanka pociągnęła w głąb klubu.
Przekleństwa, które wypadały z ust menadżerki kompletnie do niej nie pasowało, chociaż Kira musiała przyznać, że do twarzy było jej z kurwą na ustach. Jakkolwiek to dziwnie nie brzmiało. Uśmiechnęła się, trochę krzywo ze względu na ból, kiedy zaczęła tak się odgrażać. Taka zadziorna wersja Whitmore strasznie jej się podobała. Miała okazję już ją widzieć wtedy w Brantford, kiedy najpierw zwyzywała babę na rowerze, a potem postawiła się homofobowi, kiedy wracały z baru karaoke. O ile za pierwszym razem to było niewinne i dość zabawne, o tyle za drugim prawie zarobiły w zęby.
Olej to — powiedziała od razu po tym, jak Daisy wspomniała o policji. Zanim ktoś by tutaj przyjechał, brunetka zdążyłaby uciec sześćdziesiąt siedem razy. Ściągnęła brwi i zmrużyła oczy pod wpływem lampy, która rozbłysła jej prosto w oczy, kiedy menadżerka ujęła jej twarzy i nadstawiła do światła. — To nic takiego — zapewniła, ale nie zdążyła dodać nic więcej, bo Whitmore już zaciskała palce na jej nadgarstku i pociągnęła w kierunku klubowych toalet.
Przebrnęły przez rozbawiony tłum, przeszły długim korytarzem i weszły do jedynej łazienki, która była wolna. Finch od razu dopadła do lustra, przyglądając się krytycznie swojemu odbiciu. Nie było źle. Na pewno bywało gorzej. Oko jeszcze nie spuchło, ale pewnie będzie miała niezłą pizdę. Za to warga zdążyła nabrzmieć i podejść krwią. Splunęła do umywalki i spojrzała na Daisy.
Ale co? — zapytała, patrząc na nią jak na idiotkę. — Wstawiłam się za tobą, a dalej już sama widziałaś, jak to się potoczyło — wywróciła oczami, ale zaraz skrzywiła się, czując mrowienie po lewej stronie twarzy. Posłusznie zajęła miejsce na zamkniętej klapie i westchnęła pod nosem. Mogła się spodziewać, że menadżerka będzie mieć dużo pytań.
Milczała przez chwilę, aż w końcu nerwowo przetarła kark i wzruszyła lekko ramionami. Tłumaczenie, kim dokładnie był G-Force wydawało się zbyt skomplikowane i kompletnie bezsensowne. Typ nie zasłużył sobie, żeby opowiadać o nim komukolwiek.
Taki tam gość — odparła wymijająco. — Mieliśmy w przeszłości mały zatarg. To naprawdę nieważne — machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę. — Nie mam pojęcia, czemu mnie uderzyła. Najpewniej to jakaś jego kumpela, która stwierdziła, że należy mi się dostać w pysk, bo G-Force jest zbyt wielką pizdą, żeby zająć się tym osobiście — parsknęła pod nosem, przypominając sobie jeden moment po wyścigu, kiedy doszło do zamieszek. Co prawda udało jej się potraktować twarz George'a paznokciami, zostawiając na policzku krwawą szramę, ale on nie pozostał dłużny i stłukł jej żebra kopniakami. To była strasznie popierdolona akcja. Wtedy też stanęła w obronie dziewczyn. Swoją drogą, ciekawe co tam u Lyric?
I jak? — mruknęła, nadstawiając się w stronę Daisy, żeby ta mogła zająć się rozwaloną wargą. — Wyglądam już tak, jakbym wstrzyknęła sobie kwas hialuronowy? — zażartowała, bo przecież nie bolało aż tak bardzo. Moda nie szklanka.

Daisy 🤕

daisy dress, daisy mess

: śr lip 29, 2026 11:12 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie umiała tego olać.
Udawać, że właśnie nie była światkiem, jak jakaś przypadkowa kobieta z klubu sprzedała Kirze leje prosto w twarz. Kto tak robił? Cóż, na pewno nikt normalny, a już z pewnością nie bezpodstawnie. I chociaż Whitmore miała nadzieje, że był to przypadek, tak nie była na tyle głupia, żeby sama w to uwierzyć. Powtórzenie się ksywki w stronę Kiry, było wystarczającym dowodem na to, że dziewczyny jednak się kojarzyły, a przynajmniej tamta brunetka kojarzyła Finch. Niemniej niezależnie od tego kim był ten cały G-Force nie powinna jej bić.
Jak to nic? — oburzyła się, kiedy Kira po raz kolejny zarzekła się, że nic jej nie było. — Laska uderzyła cię w biały dzień na środku parkietu, a ty mówisz, że to nic? — nie rozumiała tego. Może dlatego, że całe życie trwała w bezpieczeństwie i tak skrajne sytuacje jak ta wydawały się jej zbyt abstrakcyjne, ale nie potrafiła tego przeboleć. A tym bardziej tego, że Finch tak po prostu pozwoliła jej odejść bez najmniejszych konsekwencji.
Zatarg? — ściągnęła brwi do siebie, słysząc słowa blondynki. — Za zatarg chyba się nie bije ludzi, co? — dopytała już trochę bardziej niepewnie. Bo może jednak bije? Może tylko Whitmore nie miała takiej przyjemności spotkać podobnych ludzi na swojej drodze zwanej życiem. Szkoda, że Kira miała i teraz jej twarzy wyglądała, jakby wyrżnęła się prosto na twarz i po drodze nadziała się na czyjegoś buta. Diasy ani torcie nie podobała się ta sytuacja, chociaż kiedy padło pytanie o kwas hialuronowy, nie potrafiła się nie zaśmiać.
Wyglądasz, jakbyś zamówiła sobie botoks z Temu — rzuciła rozbawiona, a po chwili i jej śmiech opuścił gardło i odbił się od obskurnych kafelek. Niby jeden głupi żart, a jednak był w stanie jako tako rozluźnić atmosferę. Rozszuać nieco za bardzo spięte mięśnie. Błękitny wzrok Daisy spoczął na twarzy Kiry. — Czekaj, źle to zrobiłaś — wtrąciła, przyglądając się czerwonej szramie pod dolną wargą, którą Finch jedynie roztarła jeszcze bardziej.
Sięgnęła pod nowy kawałek ręcznika papierowego, a następnie namoczyła go i nachyliła się tuż nad twarz blondynki. Oddech Whitmore wylądował bezpośrednio na bladej buzi Kiry, delikatnie odwiewając jej włosy.
Masz tu jeszcze krew — wyszeptała, jakby nalge nie było potrzeby fatygować się na normalny ton. W końcu znajdywały się od siebie na jakieś m i l i m e t r y. — Chciałam ci ją… — zaczęła, rzucając słowa na raty, zbyt zajęta tym, jak jej palce zacisnęły się na podbródku Kiry, żeby ją sobie przytrzymać, a druga dłoń, tak z ręcznikiem, przysunęła się do zakrwawionego miejsca. Delikatnie przetarła wilgotnym papierem jej skórę, co jakiś czas podnosząc spojrzenie na wyjątkowo piękne, szare oczy. — K-Rush. Skąd taka ksywka?

kira :przytulon:

daisy dress, daisy mess

: czw lip 30, 2026 10:30 am
autor: kira finch
W żaden biały dzień, jest już wieczór — posłała jej rozbawione spojrzenie. Zawsze łatwiej było obrócić wszystko w żart. Tym bardziej że Kira naprawdę nie uważała tego za nic wielkiego. Stało się. Zawsze mogło być gorzej. Wciąż miała wszystkie zęby i nikt nie upierdolił jej ręki, a podobno takie rzeczy się zdarzały. — Nie dramatyzuj, Daisy — spojrzała na menadżerkę z pobłażliwym uśmiechem. Nie pomyślała nawet, że dla niej mogło to znaczyć coś więcej. Whitmore nie miała pojęcia, w jakim środowisku obracała się Finch i że dla wielu ludzi była bardziej rozpoznawalna pod pseudonimem niż własnym nazwiskiem.
Uniosła rękę i przycisnęła palce do nasady nosa. Najchętniej wyznałaby Daisy prawdę. O wyścigach i o G-Forcie. Ale nie mogła. Wszystko, co robiła i czym zajmowała się po godzinach, było nielegalne i mogło przysporzyć jej kłopotów. A już na pewno mogłaby wylecieć z redakcji na zbity pysk. To wcale nie tak, że nie ufała menadżerce i uważała, że sprzedałaby ją przy pierwszej lepszej okazji. Po prostu niewiele osób o tym wiedziało. I chyba będzie lepiej, jeśli tak pozostanie.
Kto powiedział, że w tych czasach nie dostaje się w mordę całkiem za darmo? — mrużąc nieznacznie oczy, jakby to miało jakkolwiek pomóc Whitmore przyjrzeć się rozciętej wardze. Botoks brzmiał okropnie. Czy to oznaczało, że teraz Kira miała wary-obciągary? Niezbędne akcesorium każdej lesbijki, która omija kutasy szerokim łukiem? Przykra sprawa.
Ściągnęła brwi, kiedy Daisy stwierdziła, że źle się wytarła. No może i tak było, skoro nie widziała się w lustrze i opatrywała się na ślepo? W końcu to Whitmore usadziła ją na kiblu. Kira syknęła cicho, kiedy menadżerka ujęła jej twarz. Teraz piekła ją już cała gęba. Mimo to dumnie uniosła podbródek, wystawiając twarz do światła i pozwalając Daisy zająć się resztkami przyschniętej krwi.
Wyżywasz się na mnie za to, co powiedziałam na parkiecie?— zapytała, przymykając na chwilę oczy. Była prawie pewna, że w którymś momencie menadżerka celowo docisnęła papierowy ręcznik do jej ust nieco mocniej niż na początku zamierzała. No dobra, to mógł być przypadek, ale Finch w ramach żartu wolała trochę wyolbrzymiać.
Wiedziała, że kiedyś musiało paść pytanie o ksywkę. Nie spodziewała się jednak, że stanie się to już teraz. Ale Kira była córką prawników i to takich niezłych, więc wiedziała, jak nie dać się podejść. Wiedziała też, że nie powinna zbyt długo zwlekać z odpowiedzią, bo to wzbudzi podejrzenia. Tego też nauczyli ją rodzice, przed którymi musiała spowiadać się notorycznie. Im dłużej się wahała, tym szybciej wpadali na to, że ściemnia.
Ze szkoły — wypaliła natychmiast. Kurwa, wcale nie chciała jej okłamywać. — Mówili tak na mnie w liceum. Tak się przyjęło i tak już zostało. A co, podoba ci się? — utkwiła spojrzenie w niebieskich tęczówkach Whitmore. Czuła jej oddech na swojej twarzy, który rozdmuchiwał pojedyncze kosmyki włosów. Wyciągnęła ręce i zacisnęła palce na materiale sukienki, przyciągając Daisy jeszcze bliżej.

Daisy 🩹