Strona 4 z 4

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: czw lip 30, 2026 8:58 pm
autor: River Cross
Przez cały dzień udało jej się unikać rozmawiania z osobami, z którymi naprawdę nie chciała tego robić. Właściwie nie miała ochoty na kontakt z kimkolwiek, kto nie był Raven. W trakcie jednej z przerw opowiedziała jej, co wydarzyło się w Dziale Ksiąg Zakazanych. Przyjaciółka skarciła je za nieostrożność. River oberwało się też za Ruelle, której akurat nie było obok, żeby dostać po łbie, co nie było specjalnie sprawiedliwe. Była równie ciekawa, co Cross, co konkretnie stało się Krukonce i jak szybko z tego wyjdzie.
Czy to cię nauczy, żeby nie łazić za nią jak durna gęś?zapytała i zajrzała jej przez ramię. Spojrzała na rysunek kota, który właśnie kończyła River. Nie było jej z nimi w nocy, ale szkic w oczywisty sposób przedstawiał bibliotekę. Doskonale też zdawała sobie sprawę, że kogo ten rysunek miał zawędrować, skoro od razu przybrał formę zgrabnego origami.
— Słucham? Przepraszam, zamyśliłam się. — River podniosła na nią wzrok, gdy stuknęła w rudzika różdżką, by wzbił się do lotu.
Nieważne. — Jej przyjaciółka westchnęła ciężko, co Cross skwitowała tylko wzruszeniem ramionami. Najwyraźniej nie mówiła niczego aż takiego ważnego, skoro nie miała w planach kłopotać się powtarzaniem. Była jedyną osobą, której Cross opowiedziała cokolwiek. Całą resztą zbywała, pozwalając plotkom rozsiewać się we własnym tempie.

Uśmiechnęła się, gdy weszła do skrzydła szpitalnego i zauważyła Krukonkę stojącą o własnych siłach z daleka od łóżka. Chyba dyskutowała o czymś z uzdrowicielką, więc wróciła do poziomu energii, który pozwalał jej się wykłócać. Doskonale.
— Który ci się najbardziej podobał? — zapytała, w ogóle nie biorąc pod uwagę opcji, że mógł nie podobać jej się żaden. Przecież żadna z nich nie miała problemów ze wzrokiem ani umysłem. A przynajmniej nie takich, by nie być w stanie docenić zdolności Ślizgonki do rysowania i gładkiego animowana swoich szkiców.
— Czujesz się lepiej? To oznacza, że wychodzimy? — Ruchem głowy wskazała na pakunek, który Prescott dostała od uzdrowicielki. Przyszła tutaj z zamiarem siedzenia w miejscu, ale równie dobrze mogła uciec stąd jak najdalej. Kto normalny chciałby siedzieć w skrzydle szpitalnym i wdychać opary tych wszystkich leczniczych eliksirów?
— Czego się dowiedziałaś? — Przyjrzała się jej uważnie, gdy tylko odsunęły się od uzdrowicielki i skierowały w stronę korytarza. Krukonka nadal nie wyglądała tak dobrze jak zawsze jak powinna.S Skóra na ramieniu, którą przyuważyła, gdy Prescott poprawiła szatę, nie zapowiadała żadnych dobrych wiadomości.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt lip 31, 2026 1:05 am
autor: Ruelle I. Prescott
Niewątpliwym plusem tego wszystkiego dla Krukonki był fakt, że nie musiała się zmierzać z tłumami uczniów, którzy pewnie najchętniej rzuciliby się na nią w poszukiwaniu odpowiedzi na palące je pytania.
Całe szczęście jedyną osobą, której musiała się tłumaczyć była Violetta, odwiedzająca ją w trakcie obiadu. Było coś naprawdę dziwnego w tym, że Strauss wchodziła do Skrzydła Szpitalnego jak do siebie i nawet była z panią McLaughlin po imieniu. To tylko świadczyło o tym jak często tutaj trafiała jako jedna ze szkolnych gwiazd Quidditcha i znana awanturniczka.
- Serio tam polazłaś z Cross? - zapytała, siedząc tuż obok łóżka Prescott i sięgnęła po jedną z carmillowych muffinek, które wydłużały kły jedzących do wampirzych rozmiarów. - Miałyśmy przecież iść razem.
- Miałyśmy, ale ty wolałaś borsuczyć się z Williams - przypomniała jej Ruelle i odniosła nawet wrażenie, że blade lico jej koleżanki przybrało bardziej różany odcień na wspomnienie o pewnej Puchonce. - Jak było?
Viol zamilknęła na chwilę. aby przełknąć gryz przemyconej z Wielkiej Sali babeczki po czym postanowiła powrócić do porzuconego tematu.
- Na pewno nie tak ostro jak u ciebie - odpowiedziała, starając się jakoś wymigać od odpowiedzi odnośnie swojej randki. - No, ale powiedz dokładnie, co tam się wydarzyło... No i co powiedziała Ainsworth.
Prescott postanowiła jej wszystko streścić, a z każdym kolejnym słowem mina przyjaciółki wskazywała na to, że naprawdę nie podoba jej się to, co słyszy. Była wyraźnie zmartwiona, ale całe szczęście nie mogła siedzieć zbyt długo w Skrzydle Szpitalnym ze względu na kolejne zajęcia, na których miała się stawić. Przynajmniej dzięki temu uniknęła współczujących spojrzeń.

Entuzjazm River pewnie mógłby być zaraźliwy. Przynajmniej ona wydawała się być bardziej zadowolona niż zatroskana, gdy przekraczała próg Skrzydła Szpitalnego. Być może była to też zasługa tego, że tym razem Ruelle znajdowała się poza łóżkiem, a poza tym skomentowała jej drobne wiadomości.
- Trudno powiedzieć... Ten kot był uroczy. Chociaż nie spodziewałam się tych dwóch pozostałych. Skąd taki dobór szkiców? - zapytała, bo może to była jej szansa na to, aby porozmawiać o czymś innym niż klątwie.
Wszystkie rysunki jej się podobały. River miała w końcu niewątpliwy talent do rysowania, który jednak nie okazywał się zbyt przydatny w Hogwarcie. Chyba, że do tworzenia ruchomych rysunków, które wysyłała swoistym wybrańcom. Po dziś dzień, Prescott nie miała pojęcia dlaczego właściwie znalazła się na tej liście.
- Na pewno lepiej w porównaniu z wczoraj - potwierdziła, ale nie wydawało się, aby poprawa była szczególnie drastyczna.
Zwłaszcza, że lewa ręka wydawała się być dotknięta swoistym niedowładem, za co winę ponosiły zarówno klątwa jak i ryny ochronne. Wszystkie te kombinacje sprawiły, że ramię wydawało się sztywne oraz co jakiś czas nieprzyjemnie mrowiło jakby ścierpło jej w czasie snu.
- Dowiedziałam się tyle, że to Klątwa Szandora - odpowiedziała w końcu, kiwając jeszcze głową pielęgniarce na pożegnanie nim skierowała się ku wyjściu z sali szpitalnej.
Nazwa zapewne nie mówiła zbyt wiele Ślizgonce. Nic dziwnego. W końcu ona sama czy też kadra Hogwartu nie miała pojęcia, co właściwie jej dotknęło póki łamaczka klątw nie wyjawiła im z czym mieli do czynienia.
- Jeśli nie dowiem się, czego pragnie ode mnie książka to umrę tragiczną i bolesną śmiercią w przeciągu miesiąca - dodała jeszcze tak obojętnym tonem jakby właśnie streszczała przebieg rozgrywki szachów czarodziejów.
Starała się nie dopuszczać do głosu emocji. Tak było w końcu lepiej. Odcięcie się od tej diagnozy i udawanie, ze nie była czymś wielkim było najlepszym, co jej pozostało.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt lip 31, 2026 10:59 am
autor: River Cross
Zdecydowanie nie chciała jej atakować własnym smutkiem. Zdawała sobie sprawę, że Krukonka ma wystarczająco dużo własnych emocji, nie będzie jej przecież dokładać. Uznała, że plan zarzucania jej swoim humorem powinien przynieść dobre rezultaty. Od czasu do czasu przecież udawało jej się dziewczynę rozbawić, więc może i tym razem osiągnie sukces? Dobrym tematem do rozruszania nastroju na pewno mogłaby być sztuka, a przynajmniej w mniemaniu Cross. Mogłaby paplać o niej właściwie bez końca. Ucieszyła się, że kot przypadł jej do gustu. Nie spodziewała się natomiast pytania o swoje intencje. Ślizgonka nieco się zmieszała, nie będąc pewną, jak odpowiedzieć. Ceniła całkowitą szczerość, ale nie była durna i wiedziała, że to nie zawsze się opłaca.
— Jakoś... tak. Zawsze lubiłam dirikraki. Rozczula mnie to ich znikanie i że opanowały je na tyle, że słabe umysły mugoli uznały po prostu, że nie warto za nimi gonić. No i pomyślałam, że może też je lubisz. Czy coś... — wyjaśniła, skupiając się przede wszystkim na zachowaniu typowej dla siebie nonszalancji. Wzruszyła nawet ramionami, by podkreślić, że to w sumie nic takiego. Nie okłamywała jej. Te zwierzęta naprawdę jej się dobrze kojarzyły i to nie była tylko zasługa Krukonki. Miała słabość do stworzeń, które bardzo nie chciały dać się zauważyć, a co dopiero złapać.
— Nie poczułaś się dzięki trzeciemu, jakbyś siedziała na zajęciach? — To właściwie nie było wyjaśnienie, a sprytna próba wymigania się od tłumaczenia. Skoro Prescott uniknęła dzisiaj nudzenia się na lekcjach, to może chociaż odnalazła ukojenie w wyobraźni? Nietrudno było zgadnąć, że od swojego dnia na pewno wolałaby jednak nawet najnudniejsze wykłady.
Wyszły razem z sali, a cała uwaga Cross skupiła się na towarzyszącej jej Krukonce. Klątwa, o której wspomniała, faktycznie wiele jej mówiła. Nazwisko kojarzyło jej się wyłącznie z czarodziejem, którego mugole przed laty uznali za wyznawcę szatana, bo nieco go poniosło z uprawieniem magii w obecności postronnych świadków, ale podejrzewała, że nie o to chodzi. Tłumaczenie, które zrzuciła na nią Krukonka, w ogóle jej się nie spodobało. Po raz kolejny w ciągu tej doby poczuła się absolutnie okropnie, jakby ktoś wrzucił ją na samo dno hogwarckiego jeziora. Lodowate szpilki wbijały się boleśnie w jej ciało, czego starała się nie dać po sobie poznać. Skoro Ruelle nie chciała w tym momencie dramatyzować, a chodziło o jej życie, to ona tym bardziej nie będzie tego robić.
— Przynajmniej mamy jakiś konkret. No dobra, to jak mamy się tego dowiedzieć i jej to ogarnąć? Zakładam, że nie wystarczy z nią pogadać? — zapytała tak swobodnie, jakby planowały wycieczkę do Hogsmeade, a nie walkę z jakąś popierdoloną i morderczą klątwą. Z równie wielką swobodą umieściła się jako punkt obowiązkowy w planach pokonania tomiszcza. No przecież nagle nie wystawi Krukonki, skoro była przy niej od początku powstania kłopotu.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt lip 31, 2026 5:05 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Może to było odpowiednie podejście. W sumie to Ruelle miała już dosyć wszystkich, którzy usilnie starali jej się uświadomić grozę całej sytuacji. Wiedziała, co ją spotkało. Zdawała sobie sprawę z konsekwencji i wbrew temu, co można byłoby pomyśleć to nie było jej lekko. Po prostu nie chciała tego wszystkiego pokazywać publicznie. To, co działo się w jej wnętrzu było całkowicie osobną sprawą. Dlatego też skupienie się na tak bzdurnych rzeczach jak, skądinąd świetne, rysunki River było dla niej o wiele bardziej na rękę.
- Nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiałam. Wydają się dosyć ładne, ale raczej są mi obojętne na dobrą sprawę - podsumowała, bo chyba nawet nie miała żadnego zwierzęcia, które lubiła w większym stopniu.
Po dłuższym zastanowieniu doszła jednak do wniosku, że testrale były całkiem fascynujące. Przy czym ukazywały się jedynie ludziom będącym świadkami czyjejś śmierci, więc w jedne wakacje Mulan Huang z Gryffindoru wkradła się na oddział intensywnej terapii w Mungu, aby popatrzeć jak jeden z leżących tam czarodziejów kona. Plan doskonały. Pomijając to, że potem wzięli ją za wnuczkę denata i wcisnęli jej akt zgonu, z którym nie wiedziała, co zrobić.
- Nie bardzo. Może dlatego, że pół dnia spędziłam przy profesorze Vengenbergu - rzuciła, chcąc zabrzmieć nieco żartobliwie, ale chyba średnio jej to wyszło.
O ironio, nawet bez obecności na zajęciach musiała wysłuchiwać wykładów swojego opiekunka domu. Tylko, że zamiast teorii magicznej musiała znosić komentarze odnośnie jej wczorajszej przygody w Dziale Ksiąg Zakazanych.
Wcale nie czuła się dobrze z tym wszystkim. Było jej cholernie ciężko, a panika wbijała swoje zimne szpony w jej trzewia, gdy tylko pomyślała o tym, że niedługo może skończyć martwa. Nic dziwnego, że nawet nie otrzymała szlabanu. Nauczyciele najwyraźniej nie chcieli, aby w najgorszym wypadku zmarnowała na niego ostatnie tygodnie swojego życia. Łaskawie z jej strony. Tylko, że wcale nie poprawiało to jej samopoczucia.
- Księgę aktualnie bada Ainsworth. Ma dać nam znać w przeciągu dwóch czy trzech dni, co udało jej się ustalić. Możliwe, że będę musiała odprawić jakiś krwawy rytuał. Będzie też pracowała nas sposobem złamania tej klątwy, ale... To skomplikowane - przyznała w końcu, bo z tego, co słyszała to przede wszystkim klątwę mógł zdjąć sam rzucający lub należało wykorzystać pewne niedopatrzenia przez niego poczynione.
Na razie wyglądało to kiepsko. Możliwe, że faktycznie tym razem się nie wywinie, ale nie chciałaby skończyć w ten sposób. Na samą myśl o tym zacisnęła mocniej palce na pakunku z eliksirami, starając się nie zatracać w swoich własnych uczuciach.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pt lip 31, 2026 8:42 pm
autor: River Cross
Potwierdziła tylko cichym pomrukiem jej całkowity brak entuzjazmu względem dirikraków. Prescott ewidentnie nie miała podobnego skojarzenia, co Cross albo po prostu miała je gdzieś. Chyba nie ma znaczenia, które z tych opcji była prawdziwa. Ślizgonka na pewno musi zapamiętać sobie, że to nie jest jakkolwiek znajomy temat dla Rue. Zdecydowanie powinna przestać być przy niej taka subtelna, bo to się zawsze kończy jakimiś głupotami. Cóż, przynajmniej poćwiczyła rysowanie piór. Składała ptaki z origami, rysowała je, może ona powinna zająć się jakąś magiczną ornitologią po szkole, a nie gnać ślepo za sztuką? Tylko do tego przydałyby się jej pewnie zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami, a z nich zrezygnowała, gdy tylko przestały być obowiazkowe.
— Czyli w sumie czułaś się gorzej? — Rzuciła jej rozbawione spojrzenie, nie mogąc odpuścić sobie ponabijania się z opiekunka domu Prescott. Jakoś nigdy nie była fanką profesora Vengenberga. Z wzajemnością.
— Spoko. Mi Cassowary truła przez pół nocy. — Wzruszyła ramionami. Nie przejmowała się tym aż tak, jak powinna. Profesor dotknęła może jej czułych punktów, ale przecież w żaden sposób jej nie złamała. Do tego akurat jej bardzo daleko! Cross było trochę głupio, że znowu musiała się tłumaczyć przed swoją ulubienicą z kadry nauczycielskiej, ale przecież to w ogóle nie była jej wina. No dobra, trochę była, ale bez przesady.
Miesiąc życia nie brzmiał zbyt optymistycznie. I jeszcze trzeba spędzić go w murach szkoły? Ludzie kochani, ta klątwa nie miała żadnej litości. River wolała jednak nie dopuszczać do siebie myśli, że Ruelle faktycznie mogłaby przegrać w walce z księgą. Nie powinno się umierać tak młodo. Zdecydowanie chciała jej tego zakazać, ale bała się, że Prescott na złość jednak wyciągnie kopyta.
— Krwawy rytuał? Mam nadzieję, że chociaż przy pełni księżyca? Może pomogę ci w szukaniu jakieś dziewicy? — zażartowała, mając nadzieję, że jej nie ponosi. Spodziewała się, że rytuał będzie bardziej skomplikowany niż jej durnowate docinki, ale niespecjalnie się na tym znała, więc mogła opierać się wyłącznie na swoim poczuciu humoru. Nie miała pojęcia, jak na ten moment mogłaby pomóc Krukonce w inny sposób.
— Nie spodziewałabym się absolutnie, że wybierzesz jakąś łatwą do złamania klątwę. Ainsworth na pewno wie co robi. — Nie chciała jej mówić, żeby się nie martwiła albo zapewniać, że będzie dobrze, bo to szczyt kretynizmu. Sama nie chciałaby słyszeć takich pustych słów na jej miejscu. Mogła opierać się wyłącznie na faktach no i oferować własną obecność w formie jakiegoś rodzaju pocieszenia.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 01, 2026 12:04 am
autor: Ruelle I. Prescott
Była bardziej niż niedomyślna. I to skrajnie. Skąd mogła wiedzieć, że chodzi wyłącznie o te dirikraki, które widziały razem? Mogły to być inne dowolne ptaszyska, a nawet jeśli nie to nie było powiedziane, że były one wyjątkowe akurat dzięki niej... W końcu zdarzały się przypadki lub coś podobnego.
Subtelności były dla niej zdecydowanie zbyt subtelne. Potrzebowała wyraźnych komunikatów, których nie dało się zinterpretować inaczej niż w jeden niezwykle konkretny sposób. To chyba był idealny sposób na to, aby faktycznie nie było między nimi niedopowiedzeń.
- Na pewno wolałabym być w tym czasie na zajęciach. Tak naprawdę - sprostowała, bo prawdopodobnie nikt nie lubił tego jak mu się suszyło głowę, a już na pewno nie, gdy trwało to dobrych kilka godzin.
Ominęło ją tego dnia kilka naprawę ciekawych przedmiotów, na które zawsze uczęszczała dosyć chętnie. No, ale nawet te nudniejsze z pewnością były lepsze od tego, co przeżywała w trakcie swojej nieobecności.
- Co dokładnie ci nadawała? - zapytała, bo z pewnością wolała teraz posłuchać o tym w jaki sposób Cassowary karciła Ślizgonkę niż skupiać się na doświadczeniach swojego minionego dnia.
Była też ciekawa szlabanu, który mógł się trafić Cross, bo zakładała, że pod tym względem akurat nie zamierzano jej odpuścić. Nie miała na sobie klątwy, która mogłaby wywoływać współczucie, więc nie mogło jej się poszczęścić w podobny sposób.
Miesiąc życia był wyrokiem. Wyjątkowo okrutnym i dobijającym, co szczególnie nie mogło dziwić. To było zdecydowanie zbyt mało czasu. Zwłaszczam że wieści spadły na nią tak nagle. Chyba dalej do końca nie potrafiło to o niej dojść. Wydawało się jakby trafiało do niej znaczenie tych słów, ale do końca go nie przetwarzała. Jakby jednak chodziło o kogoś zupełnie innego niż ona kub o coś, co wydawało się być kompletną absurdalnością, na którą nie warto było poświęcać uwagi.
- To najlepsze szanse są na to w najmłodszych rocznikach - rzuciła niedbale jakby naprawdę planowała robić coś podobnego. - Chociaż, gdy w tekstach pojawia się wzmianka o dziewiczej krwi to głównie chodzi o krew, która wcześniej nie była używana w celach magicznych. Nie ma to nic wspólnego z seksem.
Znowu przemawiał przez nią typowy dla Krukonów zwyczaj objaśniania rzeczy. No, ale może ta wiedza okaże się dla Cross przydatna jeśli faktycznie chciałaby szukać kogoś na ofiarę do jakiegoś bardziej lub mniej tajemniczego rytuału. Wyświadczała jej zatem w tym momencie przysługę.
- Takie jest już moje szczęście - podsumowała, wzruszając ramionami, bo jak do tej pory to zawsze musiało jej się przypałętać coś wyjątkowo paskudnego.
Również wierzyła w to, że łamaczka klątw wie, co robi, ale nie znaczyło to automatycznie, że faktycznie jej się uda. Niektóre klątwy były zwyczajnie zbyt silne lub złożone, aby sobie z nimi poradzić ot tak. Zwłaszcza w ograniczonym czasie.
Szły tak już od dłuższej chwili, zagłębiając się w szkolne korytarze. Prescott przystanęła w pewnym momencie przed jednym z portretów, za którym kryło się ukryte przejście w rejony wieży Krykonów po czym spojrzała jeszcze na swoją towarzyszkę.
Chyba po raz... któryś z kolei jednak się cieszyła z tego, że ma ją przy sobie. Być może dlatego, że akurat Cross miała do niej o wiele inne podejście niż wszyscy i chyba tego jej w tym momencie najbardziej było trzeba.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 01, 2026 2:37 pm
autor: River Cross
Zagadywanie szło jej chyba całkiem nieźle. Nie uważała się nigdy za mistrzynię pogawędek, ale Krukonka nie sprawiała wrażenia znudzonej i odpowiadającej z grzeczności... albo River ma tak samo duże delulu, jak i ona. To też oczywiście nie było wykluczone, ta dziewczyna jest srogo odklejona od planszy, ale po prostu w innym miejscu.
— Nazwała mnie absolutnie niemożliwą, nieodpowiedzialną i impulsywną. To akurat było bardzo miłe. — Z dumą uniosła podbródek, totalnie zachwycona każdym z tych określeń. Nie musiała nawet ironizować, takie rzeczy naprawdę jej się podobały. Póki ktoś nie nazywa jej nudną, przewidywalną albo banalną – była gotowa przyjąć wszystko.
— Aspiruję do tego, by nazwała mnie zakałą Slytherinu, ale to jeszcze przed nami. Była zaskoczona, że przyłapano mnie akurat z książkami, a fakt, że jedną z nich chciałam rozszarpać, uznała akurat za zrozumiały. — Prychnęła, udając obrażoną tymi insynuacjami. Skoro Krukonka rozluźniała się coraz bardziej dzięki jej głupim żartom, to z możliwości pośmiania się z samej Cross powinna być absolutnie zachwycona. Ślizgonka nie widziała żadnego problemu, by śmiać się z samej siebie.
— Kazała mi wyczyścić jakąś stertę szmat i rękawic po zajęciach z eliksirów, tak na oko, z całego roku — rzuciła tym razem naprawdę oburzona. — A jak zapytałam, czy mogę obmyć z atramentu też kilka Puchonek i Puchonów, którzy je nosiły, to dorzuciła mi jeszcze esej "Dlaczego pierwsze zaklęcie rzucone na nieznaną klatwę najczęściej pogarsza sytuację?" na minimum 4 stopy pergaminu. I nawet zaznaczyła, że bez wulgaryzmów i kąśliwych dopisków na marginesach — dokończyła. Pokręciła głową z niedowierzaniem, nie będąc w stanie pojąć, czemu spotkała ją tak dotkliwa kara za tak niewinne przewinienie. Sprzątanie bez użycia magii? I pisanie jakichś bzdur? Przecież to jej zajmie wieczność.
— Ale zapomniała o rysunkach, więc chyba skupię się na tym — dodała, uśmiechając się z dumą z własnego cwaniactwa. Takie granie na nosie nauczycielce na pewno jej nie zaszkodzi i nie dorzuci kłopotów oraz kolejnych kilogramów tkanin do sprzątania, prawda? Na pewno. A może będzie miała szczęście i klątwa Ruelle przejdzie też na nią, dzięki czemu będzie mogła bez konsekwencji olać te nakazy, bo za miesiąc też umrze, to szkoda się starać. Nie, chwila. Plan jest taki, że wszyscy mają pozostać żywi.
— Serio? No dobra, to w takim razie już jedną znalazłam. Voilà! — Zatrzymała się na moment i rozłożyła szeroko ręce niczym wodzirej zapowiadający występ. Żeby nie było wątpliwości, kogo ma na myśli, obróciła się wokół własnej osi, prezentując się ze wszystkich pięknych stron, jakie miała. Jej krew nigdy nie była zamieszana w żaden rytuał, więc totalnie spełniała wymaganie dziewictwa. A może nawet nie tylko to? Nie wiadomo!
Zatrzymała się obok niej i podniosła wzrok na portret. Kojarzyła to miejsce i zrozumiała, że to finał ich spaceru. Powinna iść do własnego pokoju wspólnego, ale jakoś jej się nie chciało. To pewnie przez to, jak to stąd strasznie daleko. Przygryzła dolną wargę, przyglądając się jej przez moment w milczeniu i ważąc na języku milion słów, które mogłaby jeszcze dodać.
— No to... ten. Daj znać, jak już będziesz wiedziała, jaki jest następny krok i się weźmiemy do roboty — rzuciła w końcu, jakby była najbardziej nonszalancką nastolatką, jaka chodziła po tej ziemi. Być może była, kto wie.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: sob sie 01, 2026 8:27 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Biorąc pod uwagę to jakie sobie znalazły zajęcie poprzedniego dnia to na pewno nie można było ich nazwać normalnymi. Chyba właśnie to je do siebie zbliżało. Może i w Prescott nie czaiła się taka sama fascynacja Ślizgonką, która sama otrzymywała, ale czy to musiało cokolwiek znaczyć?
- I jak najbardziej prawdziwe - przytaknęła, bo sama również użyłaby podobnych określeń w stosunku do dziewczyny.
Co prawda dotychczas nie wytworzyła się między nią, a profesor Cassowary jakaś szczególna więź czy przyjaźń, ale przynajmniej to jedno wydawały się mieć ze sobą wspólnego. Może zatem była szansa na jakieś bonding activity pomiędzy nimi? Usiądą sobie kiedyś przy herbacie i będą narzekały na to jaka też była Cross. Jeszcze stanie się dzięki temu jej ulubioną uczennicą. Nawet jeśli powinna być bardziej zżyta ze Ślizgonami.
- Jestem pewna, że pewnego dnia uda ci się zarobić ten tytuł. Po prostu nie możesz się poddawać - dorzuciła jeszcze od siebie, bo River jednak nie próżnowała w swoich próbach.
Z pewnością te wszystkie kary nie brzmiały najlepiej. No, w końcu miały one odstraszać uczniów od nieprzestrzegania regulaminu, więc nic dziwnego. W dodatku River nie umiała siedzieć cicho, więc tylko pogarszała swoją sytuację. Kto by się tego spodziewał?
- Na pewno doceni wstawkę w postaci ejakulującego fallusa - powiedziała jeszcze, dobierając słowa tak, aby zabrzmieć jak ktoś, kogo na pewno nie bawiły takie rzeczy.
W rzeczywistości jednak... No może faktycznie potrafiło ją to rozbawić. O ile tylko ktoś umiejętnie posługiwał się tego typu humorem, a nie wykonywał po prostu wulgarne rysunki. Zaskakująco często takie rzeczy udawały się Ślizgonce, która uwielbiała jej wysyłać takie rzeczy.
- Dziewica krwi? To może spróbuję tobie jej upuścić przy najbliższej okazji - zamruczała, uśmiechając się jakby naprawdę miało to zmienić wszystko.
Raczej nie planowała korzystania z podobnych rozwiązań, ale trudno było przewidzieć, co właściwie będzie zmuszona zrobić, aby wyzbyć się klątwy. O ile rzecz jasna okaże się to możliwe do zrealizowania, a inne wyjście się nie pojawi.
Spoglądała przez jakiś czas na dziewczynę, która stała tuż obok niej. Pewnie mogłyby jeszcze przez chwilę szlajać gdzieś po zamku, ale... Czy to nie byłaby przesada? Już i tak spędzały ze sobą za dużo czasu, a Prescott powinna wrócić do swojego dormitorium.
- Dam ci znać. Na razie... trzymaj się - odpowiedziała, nieco niezręcznie po czym ruszyła w kierunku kołatki, strzegącej wejścia do pokoju wspólnego Krukonów.
Miała jej dać znać, gdy czegoś się już dowie... Tak zamierzała zrobić. Kolację spędziła przy stole Ravenclawu, rozmawiając ze znajomymi ze swojego domu, którzy byli żywo zainteresowani jej sytuacją. Było to zdecydowanie bardziej niż męczące, ale jakimś cudem to zniosła. Może ze względu na obecność swoich najbliższych współlokatorek, które potrafiły zniechęcić tych, którzy byli najbardziej nachalni.
Nie planowała w ogóle kontaktować się z River tego dnia. W końcu nie miała ku temu żadnych powodów. A jednak...
A jednak w środku nocy Cross mogła poczuć dziwny ciężar na swojej piersi, gdy wskoczył na nią dziwny niby spektralny kot o ogromnych oczach widniejącym na potężnym srebrno-białym pysku. Wpatrywał się w nią wyczekująco, czekając na to, aż w końcu się obudzi, aby przekazać jej przesłaną za jego pomocą wiadomość.
Klasa eliksirów. Szybko.

River Cross

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pn sie 03, 2026 1:24 pm
autor: River Cross
Zaśmiała się krótko na dźwięk komplementu. Ależ ta Krukonka była słodka! Bywała kompletnie odklejona i nie rozumiała najprostszych sugestii, a z drugiej strony potrafiła sprawić Cross tyle przyjemności tak prostymi słowami. Jak tu nie tracić dla kogoś takiego głowy? Cóż, Ślizgonka niestety nie miała pojęcia jak. Gdyby wiedziała, to dawno by się tym zajęła. Teraz natomiast cieszyła się jak durna, że Ruelle dostrzegała w niej te same zalety, co ulubiona profesorka. A raczej, że faktycznie uważała te cechy za zalety. Inaczej chyba by z nią teraz nie rozmawiała? I nie zaprosiłaby jej na tę nieszczęsną wyprawę do Działu Ksiąg Zakazanych… co akurat mogłoby się dla niej okazać plusem.
— Wychodzę z siebie, żeby narysować ci same piękne zwierzaki, jak koty, dikraki czy ciebie, a ty najżywiej reagujesz na penisy? — Pokręciła głową z rozbawieniem. Włączenie Krukonki do grona zwierzaków było oczywiście żartem, który powinien gładko zostać przykryty faktem, że została zaliczona do grupy pięknych zwierzaków! Nie powinna na to narzekać, zdecydowanie. Gdyby tylko Ślizgonka wiedziała, że do Prescott najskuteczniej docierają te najdurniejsze komunikaty, to pewnie by je zintensyfikowała. Wolała wprawdzie rysować jej słodkie zwierzaczki albo coś, co mogłoby ją sprowokować, jak w przypadku tego numeru z łaskotaniem karku, ale jak się nie ma, co się lubi…
— Śmiało. Pij, ile tylko chcesz — zażartowała, choć wcale nie miała zamiaru wycofywać się z tej propozycji. Nie podejrzewała Ruelle o wampiryzm, chociaż… a może jednak podejrzewała? Nie no. Nie podejrzewała. Czy byłaby zdziwiona, gdyby Krukonka okazała się kimś w tym rodzaju? Absolutnie nie. Ale wolała niczego nie zakładać. Na samą myśl o tym, że Prescott mogłaby wgryźć się w jej szyję i odurzyć życiodajną krwią, doprowadzając Ślizgonkę na skraj omdlenia zrobiło jej się… gorąco. To akurat bardzo niedobrze. Przejechała niepewnie palcami po karku, na którym wyczuła gęsią skórę. Zdecydowanie musi się natychmiast uspokoić.
Skinęła głową w ramach pożegnania, odprowadzając dziewczynę wzrokiem. Albo jej się wydawało albo pożegnanie było jakieś takie… niezręczne. Zanim wpadła na jakiś dobry żart na zakończenie, sylwetka dziewczyny zniknęła jej z oczu. Szansa została zmarnowana. Potarła skroń, zażenowana własną postawą.
— No ja jebię — burknęła niezadowolona ze sposobu, w jaki poprowadziła rozmowę. Naprawdę stać ją na więcej i przecież nie raz to samo udowodniła. Czemu więc nie była w stanie wyciągnąć tego z siebie przy Prescott? Cholera wie. Jakaś dama w paskudnej, różowej kiecce aż westchnęła z oburzenia, słysząc te wulgaryzmy.
— Och, pierdol się — rzuciła tylko w stronę obrazu i ruszyła wzdłuż korytarza z powrotem do pokoju wspólnego Ślizgonów.
Tyle dobrego, że resztę dnia mogła spędzić z Raven. Przyjaciółka próbowała ją namówić na zabranie się za eseje na transmutację, ale miały na to jeszcze kilka dni, więc Cross nie miała zamiaru się ugiąć. Wzięła ją trochę pod włos, marudząc na swój ciężki los poprzedniej nocy i Vanberg się ugięła. Odłożyły lekcje na inny czas i postanowiły spędzić czas w dużo przyjemniejszy sposób.

Mruknęła niezadowolona, gdy poczuła przez sen, że coś na nią włazi. Jej umysł zawisł między jawą a snem. Liczyła, że ten pomruk wystarczy, by pozbyć się intruza. Nic z tego. Siedział na niej nadal.
— Raven, co ty robisz, na litość… — jęknęła, otwierając wreszcie oczy. Nie zobaczyła jednak nad sobą przyjaciółki. Zamrugała kilkukrotnie, wpatrując się w kota i próbując ogarnąć, czy to zwidy, czy rzeczywistość. Głos, który z niego dobiegł, nieco ją otrzeźwił. Podniosła się na łokciach, na co zwierzak z niej zeskoczył i pobiegł przed siebie, by zaraz się rozpłynąć w nicość. Jeżeli to faktycznie był sen, to powinna ślepo podążać za znakami, prawda? Zeskoczyła z łóżka i naciągnęła na siebie byle co, by nie musieć paradować w piżamie. Klasa eliksirów była przynajmniej blisko! Starała się przemykać po korytarzach szybko, ale ostrożnie. Ostatnie, czego potrzebowała, to kontakt z jakimś nauczycielem albo duchem. Wyjęła różdżkę i ostrożnie wsunęła się do wskazanej sali, nie będąc pewną, czy ma się na starcie spodziewać ataku, wybuchów czy brodzenia w basenie krwi.

Ruelle I. Prescott

Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra

: pn sie 03, 2026 4:35 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nikt zapewne nie odebrałby takich słów za komplement, ale River zawsze była... Oryginalna. Jak szaty od Madame Malkin, markowy sprzęt do Quidditcha, galeony w banku Gringotta... Czy Tofik, legendarny wampir z serii czarodziejskich komiksów. Była wprost wybitną jednostką, która wyróżniała się od swoich rówieśników pod wieloma względami. Niekoniecznie pozytywnymi, ale na pewno zapadała w pamięć.
- Mówimy teraz o Cassowary. Ona na pewno to by doceniła najbardziej - odparowała, nie przejmując się wliczeniem w zastęp uroczych stworzeń.
Uczniowie mugolskiego pochodzenia często między sobą często żartowali z tego, że nauczycielce najlepiej wyszłoby, gdyby zainwestowała w jakiś inny rodzaj różdżki i się wyluzowała. Nie chcieli jednak dzielić się wiedzą na temat tego, co dokładnie mieli przez to na myśli, więc posiadacze czystej krwi tacy jak Prescott byli zwyczajnie wykluczeni z podobnych dyskusji. No, ale nawet ci mniej magiczni musieli mieć jakieś swoje sekrety.
Przez chwilę wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała nim wykonała krok w kierunku Ślizgonki. Przekrzywiła głowę i rozchyliła usta, pochylając się ku niej jakby naprawdę zastanawiała się nad upiciem krwi wprost z jej żyły szyjnej, ale rozmyśliła się w pewnym momencie. Zamiast kontynuować  ten swój durny żart, odsunęła się dalej i przestąpiła w kierunku kołatki.
Przez chwilę było naprawdę niezręcznie, ale całe szczęście ta interakcja nie przeciągała się niepotrzebnie. Nie miała pojęcia czemu, ale wgryzienia się w szyję River wydała jej się absurdalna, ale również... z jakiegoś powodu ekscytująca. Naprawdę nie powinna o tym myśleć, ani roztrząsać podobnych głupot. Cross miała zwyczajnie na nią kiepski wpływ.

Naprawdę nie mogła uciec od uwagi swoich współlokatorek, które dalej przeżywały wydarzenia minionej nocy, ale przynajmniej nie robiły tego w sposób, który okazałby się dla Ruelle przytłaczający. Właśnie dlatego potrafiła docenić ich obecność. Zawsze w dormitorium mogła się trafić jakaś czarna owca, ale akurat tak się zdarzyło, że Prescott trafiła niemal idealnie z dziewczynami, które dzieliły z nią pokój.
Wiedziała, że mogła im zaufać ze wszystkim, a jednak nie chciała ich kłopotać i w momencie, gdy poczuła się gorzej postanowiła samodzielnie udać się do klasy eliksirów. Wiedziała, że znajduje się tam cała masa specyfików, które mogłaby zażyć, aby nieco ulżyć sobie w tym, co się z nią działo. Przynajmniej odrobinę. Pani McLaughlin również nie była pewna, co okazałoby się jej przydatne, a Rue wolała uniknąć kolejnej wizyty w skrzydle szpitalnym.
Było jednak tylko gorzej. Czuła jak cała dygocze. Przechodziły ją nieprzyjemne dreszcze, a piżama nieprzyjemnie kleiła się do zlanej potem skóry. Normalnie pewnie, gdyby już miała kogoś ściągnąć do siebie to postawiłaby na jedną ze swoich współlokatorek. Najpewniej Violettę lub Dottie, która znała się wyśmienicie na eliksirach, ale... Zamiast tego, gdy wyczarowała patronusa do przenoszenia wiadomości to postanowiła go wysłać do dormitorium Slytherinu... Bo było bliżej. Zapewne właśnie dlatego.
Sama nie wiedziała jakim cudem udało jej się przyzwać srebrzystego matagota, ale najwyraźniej dalej potrafiła wykrzesać z siebie odrobinę pozytywnych wspomnień. Tym razem jednak zamiast lawirować wśród wspomnień hogwarckich przygód czy dni w zaciszu rodzinnego domu to krążyły wokół papierowych ptaków, które co rusz potrafiły ją odnaleźć niezależnie od tego, gdzie się znajdowała... Ależ to było głupie.
Czekała chyba całą wieczność na to, aż ktoś do niej w końcu przyjdzie. Poczuła wyraźne szarpnięcie niewidzialnej siły, która chwyciła ją za szyję i pociągnęła w tył. Wpadła na jeden z regałów pełnych fiolek, które zaszczękały pod wpływem uderzenia.
Osunęła się na podłogę i sięgnęła palcami do szyi, której powierzchnię bezwiednie zaczęła rozdrapywać, licząc desperacko na to, że pozbędzie się w ten sposób nieistniejącej pętli, która się na niej zaciskała z pełną mocą. Nie mogła oddychać. Potrzebowała rozpaczliwie kogoś lub czegoś, co by jej pomogło.

River Cross