Strona 4 z 7
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: ndz lip 26, 2026 4:54 pm
autor: River Cross
— Co byłaby ze mnie za kapłanka, gdybym odmawiała pomysłom swojej bogini? — Skłoniła się lekko na znak, że w każdym momencie może dać jej się pochlastać, jeśli Rue uzna, że to brzmi jak doskonała zabawa na wieczór. Proponowała jej upuszczanie krwi, zanim w ogóle zdążyły się porządnie poznać i obdarować szczerą sympatią, więc to raczej nic dziwnego, że teraz zakładała, że dziewczyna tylko czeka na pozwolenie, by móc wyprawiać ze swoją artystką jakieś chore bezeceństwa. Spodziewała się po niej absolutnie wszystkiego. Albo i więcej.
Takie bezczelne flirtowanie na pewno nie pomoże im zachować spokojnej głowy, a co za tym idzie, wstrzemięźliwości. Żadna z nich nie potrafiła się jednak powstrzymać. Wygląda na to, że muszą cały czas wchodzić sobie do głowy w jakiś sposób. Najczęściej opiera się właśnie na lubieżnych sugestiach albo okrutnych kłótniach. Z dwojga złego tak było po prostu lepiej. Lubiła ją przecież taką. Kręciła ją jak nikt inny. Jej bezczelność była wyjątkowo ekscytująca. Stanowiła dla Cross wyzwanie i nie dawała jej się tak łatwo zawstydzić. Zbicie jej z pantałyku nie było proste, a ostatnim razem dało się chyba właśnie, gdy rysowniczka powinna oddać jej w barze majtki pozostawione kilka dni wcześniej w mieszkaniu.
— Lubisz zostawiać u mnie części garderoby, nosić moje rzeczy, a teraz chcesz sprezentować przemoczoną dzięki mnie bieliznę? Podoba mi się to, jak grasz ze mną ubraniami, ale nie rozumiem, czemu w takim razie zawsze się oburzasz, kiedy proszę, żebyś ubrała się ładnie specjalnie dla mnie? — Jej spojrzenie automatycznie zawędrowało niżej, gdy tylko wspominała o majtkach Ruelle. Nie potrafiła się nie zastanawiać nad tym, w jakim były obecnie stanie i jak łatwo byłoby je zsunąć ze swojej modelki. Dziewczyna bardzo sprawnie potrafiła wywołać w swojej artystce tego typu emocje i pomysły, zawirusowując sobą każdą jej myśl.
Drugim biegunem do wrośniętego w ich relację flirtowania były kłótnie. Od nich udawało im się dzisiaj powstrzymywać naprawdę skutecznie. To, że się jeszcze nie pożarły, było sukcesem. Z każdą chwilą los podsuwał im do rąk nowe okazje, a one odwracały wzrok i udawały, że tego nie widzą. Zbywanie milczeniem nie było idealną metodą. Powinny nauczyć się po prostu ze sobą rozmawiać i w pokojowy sposób przedstawiać, co im nie pasuje. Ale na to było zdecydowanie za wcześnie. Musiały najpierw nauczyć się doceniać takie momenty jak ten. Spojrzała na tanatopraktorkę z ukosa, gdy ją dogoniła. Ostatnie, czego od niej potrzebowała, to litość, a wcale nie miała pewności, że te słowa były jej pozbawione. O to jednak pożarłyby się na bank.
— Potrzebujesz mojego wizerunku do jakiegoś rytuału? Trzeba było mówić. Podarowałabym ci autoportret. — Wyjęła z kieszeni jedną z odbitek i podała ją dziewczynie. Przekucie całej sytuacji w żart nie było głupim pomysłem. Dzisiaj śmieszki szły im naprawdę nieźle i wynikały z nich prawie same dobre rzeczy. Warto spróbować pójść w tę stronę podobnie.
Artystka zatyrzmała się w pewnym momencie przy Bobrze (czy jaki jest kanadyjski odpowiednik Żabki?), żeby kupić papierosy. Ponieważ jest bardzo kulturalna, zapytała Prescott, czy sobie czegoś życzy i jeśli się na coś zdecydowała, to oczywiście też jej to kupiła. Schowała paczkę fajek do kieszeni, ale szybko je stamtąd wyjęła, bo miała na sobie przecież damskie spodnie, a wszyscy wiemy, jak wygląda kwestia kieszeni w takich. Zanotowała w głowie, że musi je potem przerobić. Wręczyła papierosy Rue, która miała przecież torebkę, więc powinno być łatwiej. Na zewnątrz w międzyczasie zdążyło się zrobić już ciemno. Wieczór wciąż był jeszcze młody, ale teraz otaczało je bardziej znajome środowisko. Bez słońca w roli świadka łatwiej im było rozmawiać.
— Żeby dostać się do Don Mills mamy dwie opcje. Możemy obejść cały teren, co zajmie nam oczywiście skandaliczną ilość czasu albo możemy przejść samym środkiem — wyjaśniła, gdy skręciły w jakąś ulicę. Ruchem ręki wskazała na cmentarz, który znajdował się na przeciwko. Miała rację. Cmentarz na obrzeżach był potężny i otoczony ze wszystkich stron parkiem. Żeby dostać się do jakiejkolwiek komunikacji miejskiej, muszą znaleźć się po jego drugiej stronie.
— Więc wybór jest chyba oczywisty, bo to aż do bólu w twoim stylu, tak? — Pchnęła przymkniętą, metalową bramę, która skrzypnęła, bardzo starając się brzmieć złowieszczo i gestem zaprosiła Prescott do pójścia przodem. Może gdyby nie było tak wcześnie, było trochę straszniej? Albo gdyby to te dwie nie były dużo bardziej nieprzewidywalne niż nocne spacery przez cmentarz.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: ndz lip 26, 2026 7:22 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Znów powracały do religijnej gadki, która od jakiegoś czasu była obecna w ich relacji. River chyba naprawdę pragnęła zrobić z tanatipraktorki swoją boginię, a samej znaleźć się jak najbliżej Ruelle jako jej najwyższa kapłanka. Poświęcenie naprawdę godne szacunku. Oraz uwagi.
- Uwielbiam cię taką - przyznała jak najbardziej szczerze, wpatrując się w te cudowne ciemne oczy, grożące tym, że przebiją ją na wylot swoim spojrzeniem. - Niby taka dominująca, ale jednak gotowa do tego, aby ślepo podążyć za mą wolą…
Ale czy obie takie nie były? Kompletnie uparte, a jednak gotowe do wykonywania poleceń, gdy tylko mogło im to przynieść przyjemność. Obie wyczyniały ze sobą iście niestworzone rzeczy. Drażniły się bez końca, testowały swoje granice, a bezczelność wydawała się wieść prym w całym tym flircie w zasadzie już od samego początku ich znajoności, a z czasem jedynie nabierała na sile. Potrafiły sprawić, że bez problemu puszczały im wszelkie hamulce.
- Głównie dlatego, że ubieram się dla siebie. Dla ciebie mogłabym to zrobić wyłącznie na randkę - przyznała, gdy tylko Cross postanowiła wyliczyć wszystkie te razy, gdy pogrywały ze sobą przy pomocy garderoby, co rysowniczka również robiła za pomocą tej przeklętej koszulki z Deftones.
Wszystko zaczęło się już wtedy, gdy River miała ją szkicować po raz pierwszy w swoim mieszkaniu. Wtedy też zostawiła u niej swoją bieliznę w formie pamiątki. Głównie dlatego, że nie chciała jej zakładać ponownie, ale także dlatego, że nie mogła jej znaleźć na podłodze rysowniczki.
- Może ubrałabym się dzisiaj jeszcze ładniej, gdybym tylko wiedziała, co ci chodzi po głowie… Dlatego postanowiłam na nieco wygosniejszą wersję… I taką, w której trudniej ci się do mnie dobrać - dodała jeszcze, bo gdyby miała na sobie sukienkę lub spódnicę to dłoń artystki już od co najmniej paru minut poruszałaby się pod jej materiałem.
Ich relacja była naznaczona przez wielkie emocje, które wydawały nakręcać się samoistnie. W końcu jak nazwać ten stan, gdy wystarczyła jedna, pozornie niewinna, uwaga do tego, aby któraś z nich wybuchła. Kłótnie w ich wydaniu były niczym lawina. Z czasem tylko nabierały pędu oraz rozmachu, a zaczynało się od czegoś drobnego.
Może milczenie było najlepszym na co potrafiły sobie teraz pozwolić, aby uniknąć większego konfliktu. Nie potrafiły ze sobą rozmawiać w normalny sposób. Może nawet w ogóle nie opanowały sztuki konwersacji i współżycia między ludźmi? Taka opcja była również możliwa.
- Przemyślę jeszcze, co z tym wszystkim zrobić. Na pewno rozważę rytuał voodoo - odpowiedziała, przyjmując odbitkę zdjęć, którą natychmiast schowała do torebki.
Nie miała nic przeciwko temu małemu przystankowi przy punkcie, w którym River mogła kupić paczkę fajek. Coś, co przydałoby im się jakieś kilka jak nie kilkanaście minut temu, gdy zostały same po nieoczekowanym spotkaniu rodzinnym. Ruelle mogła tylko żałować tego, że nie pomyślała o tym, aby wziąć swoją głęboko ukrytą w skórzanej kurtce paczkę. To byłoby istne błogosławieństwo.
Nie chciała nic ze sklepu. Nie potrzebowała chyba nic. Zgodzila się też na to, aby zostać tragarzem i nieść zakup dokonany przez Cross.
- Do Mills? Chcesz mnie odprowadzić do domu? - zapytała, bo nie bardzo wiedziała, co właściwie miałaby jej do zaoferowania rysowniczka w tej dzielnicy.
Niby była to randka, ale… Czy serio teraz trzymały się tych schematów związanych z odprowadzaniem pod sam dom? Zwłaszcza, że jeden encounter z rodzicami zdecydowanie powinien im na ten dzień wystarczyć.
Westchnęła, gdy tylko spostrzegła jaka była druga z opcji, które posiadały. Oczywiście. Spacer przez cmentarz wydawał się naprawdę skrojony dla ich dwójki. Czy Cross miała całą trasę zwiedzania zaplanowaną od samego początku? Głupie pytanie. Jasne, że tak.
- Masz mnie za taką, która jest zafiksowana na punkcie cmentarzy czy po prostu chcesz powspominać nasz… trzeci pocałunek?
Chyba dobrze liczyła. Pierwszy w liceum. Drugi przy zakładzie pogrzebowym, a trzeci na cmentarzu. Aż dziw, że na kolejne nie wybierały coraz bardziej upiornych miejsc związanych ze śmiercią i grzebaniem zmarłych.
Kojarzyła ten cmentarz. Tak jak jeszcze kilka innych. Bywała tu już i orientowała się w tym, gdzie są najciekawsze groby czy wręcz grobowce. To właśnie w ich kierunku niemal bezwiednie wędrował jej wzrok, starając się odnaleźć znajome kształty.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: ndz lip 26, 2026 8:25 pm
autor: River Cross
Mogłaby słuchać godzinami komplementów prawionych przez Ruelle. No dobra, mogłaby słuchać godzinami komplementów całej masy osób, bo po prostu lubiła się rozpłwać nad samą sobą, nie oszukujmy się. Ale w jej przypadku było jednak coś więcej! Na tych słowach naprawdę jej zależało. Chciała, by dziewczyna miała jak najwięcej powodów do prawienia ich. Prescott na szczęscie nigdy nie zbywała jej pustymi słowami. Wierzyła jej w każde tego typu słowo. Nic dziwnego, że na jej wargach natychmiast pojawił się uśmiech, po którym tanatopraktorka bez problemu mogła się domyślić, że gdyby nie obowiązywała ich ta nieszczęsna reguła, to w tej sekundzie zaczęłaby się do niej modlić... czy co ona tam robi przed nią na klęczkach.
— Wyglądasz wspaniale i nie śmiem narzekać na tę wersję. Chodzi mi wyłącznie o ten cały niepotrzebny bunt. No i mówiłam ci już raz, w jaki sposób możesz kupić mnie ubiorem na randce czy poza nią. — W stu procentach zgadzała się, że strój, na który zdecydowała sie Ruelle był bezpiecznym wyborem. W żaden sposób nie powstrzymywał myśli artystki, bo one pewnie krążyłyby wokół jednego nawet, gdyby jej randka przyszła w woderach, ale ograniczał jej ruchy, co zresztą miała już okazję przetestować w fotobudce. Cross zdecydowanie lubiła być uwodzona i podobał jej się każdy ze sposobów, jakimi robi to jej modelka, a każda z metod na ubiór działała na nią najwyraźniej dużo bardziej niż Rue pewnie zakładała.
Chciała zapytać, jak potraktuje jej laleczkę voodoo i w które miejsca z największą pasją będzie wbijać igły, ale się powstrzymała. Taka rozmowa prowadziłaby tylko do jednego, a ona nadal musiała ochłonąć po tym wybuchu namiętności z fotobudki, jeżeli chciała utrzymać obrane przez siebie postanowienie.
— Tak się przecież robi na randkach. Muszę sprawdzić, które okno jest twoje, żeby wiedzieć, gdzie mam się wdrapywać kolejnej nocy — Trudno było zakładać, czy żartuje, czy mówi poważnie. Obie opcje w jej przypadku były tak samo prawdopodobne. Raczej nie była z tych, które pakowały się przez okno do pokoju swojej kobiety, żeby oglądać ją jak śpi albo przytulać się na łyżeczkę, ale ta kwestia była raczej oczywista.
— Nie podejrzewałam cię o taką dobrą pamięć w tej kwestii. — W jej głos znów wdarł się zadowolony pomruk, a kiedy tylko przekroczyły próg cmentarza, zatrzasnęła za nimi bramę. Złapała swoją modelkę za rękę, cofnęła się o krok i przylgnęła plecami do wyjątkowo niewygodnej bramy za sobą. Przyciągnęła Ruelle bliżej, wrzucając ją właściwie na własny tors. Jedną ręką objęła jej szyję i bez kolejnej sekundy zwłoki wpiła się w jej wargi boleśnie stęskniona za namiętnymi pocałunkami. W tym momencie nie zgadzało się całe mnóstwo szczegółów. Nawet pogoda była nieodpowiednia, bo na niebie dziś nie było ani jednej deszczowej chmurki, ale to nic. Liczyło się przecież to, że nadal nie potrafiła się przy niej powstrzymać. Nie znudziła się nią od tamtej pory ani na moment.
— Jakoś tak mi do ciebie pasuje cmentarny klimat, nie mam pojęcia czemu — stwierdziła ironicznie, odsuwając ją od siebie na tyle, by móc spojrzeć jej w oczy. To żadna nowość. Dowiedziała się o jej profesji i studiowanym kierunku dopiero co, ale ta dziwaczna aura otaczała Ruelle odkąd tylko ją poznała.
— Poza tym, tutaj może uda mi się uporać z tym twórczym kryzysem — dodała, przesuwając dłoń z jej tali na tyłek. To zdecydowanie nie mieściło się w ramach bycia grzecznymi. Szybko zdała sobie z tego sprawę i z ostentacyjną niechęcią oderwała dłonie od jej ciała, znów unosząc je tak, by mogła zobaczyć, że niczego nie kombinuje. Odsunęła się też na krok od bramy, bo krata wbijająca się w jej kręgosłup już ją męczyła.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pn lip 27, 2026 10:47 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zwykle Ruelle nie należała do rozmownych, ale jeśli chodziło o komplementy to mogłaby je prawić naprawdę długo... O ile tylko Cross by na nie zasłużyła. W tej kwestii na pewno mogłyby się sprzeczać, bo nie miała wątpliwości, że rysowniczka twierdziłaby, że zasługuje na pochwały i miłe słowa zawsze, a Prescott... Cóż, ona musiała być w odpowiednim humorze, aby zasypywać swoją artystkę gradem przyjemnych komentarzy w obu znanych jej dobrze językach.
- Dotychczas odniosłam wrażenie, że wyjątkowo kręci cię, gdy stawiam opór. Tak jest bardziej ekscytująco - mruknęła, bo naprawdę życie byłoby zbyt nudne, gdyby robiła wyłącznie to, czego pragnęła Cross.
Obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego jak niewyżytą bestią była River... Nie żeby Rue była przy niej lepsza, ale przynajmniej starała się o to, aby zgodnie z obietnicą nie doszło między nimi do zbyt grzesznych rzeczy. Taka już z niej dobra była dziewczyna! Dbała o to, aby pomimo wszelkich pokus Cross pozostała słowna. Medal powinni jej za to dać.
Nie bawiła się w voodoo ani w nic podobnego. Rysowniczka jednak o tym nie wiedziała. Zapewne zakładała, że było zupełnie inaczej. Dla potrzeb fantazji mogły jednak założyć, że faktycznie Ruelle była wiedźmą, która miała uprawiać jakąś dziwną magię seksualną, za którą spaliliby ją za stosie nieco ponad sto lat temu. Tak było ciekawiej, a chyba właśnie na tym zależało artystce najbardziej.
- Zapomniałaś o tym punkcie, gdzie miałyśmy być na nieoczywistej i nietypowej randce? Kiedy nastąpiła ta zmiana planów? - zapytała, przypatrując się uważnie dziewczynie.
Nie miała pojęcia z czym ona w tym momencie mogła żartować. Naprawdę chciała ją odprowadzić pod sam dom? Czy może żartowała z tym, że wykorzysta wiedzę o tym, gdzie mieszka, aby zaskakiwać tanatopraktorkę na rozliczne sposoby? Po niej mogła się spodziewać kompletnie wszystkiego. Od dziwnych przesyłek po fakt, że jednego dnia zostanie obudzona, bo Cross o świcie puści na pełny regulator refren z Bring me to life Evanescence na przenośnym głośniku. Z nią każde szaleństwo było możliwe.
- To nie był zaskakująco trudny rachunek - odparła, bo faktycznie nie musiała się wysilić, aby wziąć tę liczbę z głowy, a i wtedy chyba po raz pierwszy tak je poniosło.
Pewnie powinna zgadnąć, że River pragnęła czegoś, co mogłoby nawiązać do tego momentu. Wciąż jednak wydawała się zaskoczona, gdy nagle została przyciągnięta przez dziewczynę. Przylgnęła do jej torsu i uniosła ku niej twarz, czując jak ta objęła ją wokół szyi. Pocałunek nadszedł od razu. Nagły i namiętny. Właśnie takie sprawiały, że zapierało jej dech w piersiach. Zamruczała z zadowoleniem wprost w jej wargi i przylgnęła do niej ciaśniej, unosząc dłonie, aby ująć w nie twarz rysowniczki. Gdyby nie krata wbijająca się w plecy dziewczyny najpewniej by ją objęła, ale ich położenie skutecznie jej to utrudniało.
- Masz pojęcie czemu - odpowiedziała, wciąż napawając się jej bliskością oraz spojrzeniem, które pieściło ej skórę swoim ciepłem.
Podobnie rozkoszowała się dotykiem, który sunął po jej talii, a następnie zsunął się na pośladki. Westchnęła cicho, gdy tylko go poczuła i natychmiast pomyślała jak wiele by dała, żeby poczuć go na swojej nagiej skórze, ale przecież coś sobie obiecały.
- Ach, tak... Powiedziałam twojej matce, że ci z tym pomogę - przypomniała.
Niby była to tylko wymówka, aby Minju nie wzięła jej za dziewczynę, której głównym celem jest odciągnięcie River od pracy i doprowadzenie do tego, że nie dotrzyma tych wszystkich swoich terminów.
- No to powiedz nad czym teraz pracujesz i gdzie się zacięłaś - poleciła, odsuwając się niechętnie od dziewczyny po czym sięgnęła po jej dłoń, aby pociągnąć ją wgłąb cmentarza.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pn lip 27, 2026 11:45 am
autor: River Cross
Zaśmiała się, nie potrafiąc się z nią nie zgodzić. Oczywiście, że podobało jej się to, w jaki sposób Ruelle się buntowała. W jej oporach zazwyczaj nie było prawdziwej niechęci, a raczej potrzeba przetestowania swojej artystki. Cross zastanawiała się nawet, jak szybko jej modelce by przeszło, gdyby nagle przestała odpowiadać na rzucane przez nią wyzwania i przyjęła odmowę przy pierwszej możliwej okazji. Nie była pewna, czy miała w sobie dostatecznie samozaparcia, by to przetestować. No i odwagi, bo przecież istniała też opcja, że w takim przypadku Prescott się nią od razu znudzi i odpuści gonienie króliczka, a tego przecież by bardzo nie chciała.
— Kręci mnie kiedy stawiasz opór i kręci mnie, kiedy ulegasz, chcąc spełnić wszystkie moje zachcianki — poprawiła ją od razu. — Uwielbiam kiedy cała mi się oddajesz i kiedy przejmujesz nade mną kontrolę. Podobasz mi się, kiedy patrzysz na mnie z klęczek w samej obroży i kiedy uśmiechasz się do mnie w niedbale narzuconej koszulce... — Przerwała, czując, że zdecydowanie zbyt szybko się rozkręca. Jaj palce sunęły powoli po przedramieniu dziewczyny, a spojrzenie było utkwione w ciemnych oczach, przez które tak łatwo się zapominała. Zupełnie jak teraz. Wyznania zaczęły się robić zdecydowanie zbyt intymne. Zbyt lekko przeszły od lubieżnych pochwał do szczerych emocji, a Cross nadal nie była pewna, czy może sobie tak swobodnie na nie pozwalać. Chyba lepiej było nie ryzykować. Zabrała więc rękę i odwróciła wzrok gdzieś na bok, chcąc wybić się z tego rytmu.
— Odprowadzam cię do domu przez cmentarz i nie wspomniałam nawet słowem, że oczekuję słodkiego pocałunku pod drzwiami — zauważyła rezolutnie. To zdecydowanie odróżniało sytuację od klasycznej, filmowej wręcz randki. Nie miała też żadnego zamiaru poznawać albo chociaż dać się przyuważyć jej rodzicom, ale zdobycie jej dokładnego adresu, łącznie z pokojem, zdecydowanie otwierało przed nią tyle nowych możliwości, że szkoda byłoby sobie tego odmawiać.
— Nie był. Po prostu nie spodziewałam się, że wracasz jeszcze myślami do któregokolwiek z tych trzech pocałunków. — Nie miała zamiaru jej tak łatwo odpuścić. Czuła, że przyłapała ją na jakimś mimowolnym odsłonięciu się, więc chciała z niego zagarnąć jak najwięcej. W żaden inny sposób przecież nie była w stanie dowiedzieć się jak i jak często Prescott o niej myśli.
Chciała uprawiać z nią każde możliwe świętokradztwo na sakralnej ziemi, ale z całych sił starała się pamiętać, że jej dzisiaj nie wolno. Sama sobie utrudniała zadanie, wciągając ją w kolejne pocałunki, ale jak miałaby sobie odmówić smaku jej ust? Cross była jebnięta, ale nie głupia. Uśmiechnęła się tuż przy jej ustach w odpowiedzi na rozkoszne westchnienie, które tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że powinna utrudniać sobie zadanie jak najczęściej.
— Nowy komiks ma opowiadać o śmierci, ale z perspektywy żywej, która zostaje w tej nieszczęsnej rzeczywistości i próbuje sobie z nią poradzić. No wiesz, chęć ogarnięcia tego, co się właściwie stało z tą martwą osobą i czy może żywa nie jest mądrzejsza od Orfeusza, bo na bank nie odwróciłaby się w ostatniej chwili jak ten kretyn, gdy tylko dostałaby szansę, której zresztą ma zamiar zażądać, jak tylko wymyśli, jak dostać się w zaświaty. — Ruszyła za tanatopraktorką główną alejką cmentarza. Wokół nie było widać zbyt wiele osób. Gdzieś w oddali majaczyła się jakaś sylwetka przy jednym z grobów, ale tajemniczy nieznajomy nie był zainteresowany niczym poza odwiedzaniem swojego bliskiego. Bariera z drzew wokół cmentarza skutecznie tłumiła dźwięki ulic, dzięki czemu dziewczyny otaczała cisza. Cmentarz był nie tylko wielki, ale i wyjątkowo stary. Nie brakowało na nim dawno nieodwiedzanych grobów, na których nazwiska z płyt zdążyły się już zetrzeć. Mijały też oczywiście całkowicie świeżych umarlaków, którzy trafili pod ziemię zaledwie kilka tygodni temu. W pewnym momencie artystka się zatrzymała i utkwiła wzrok w jednej z bocznych alejek, wyraźnie się wahając. Przez moment walczyła z myślami. Spojrzała na swoją modelkę w bardzo nietypowym dla samej siebie zagubieniu, aż w końcu wypuściła szybko powietrze przez nos i pociągnęła ją za sobą w tamtą stronę, zbaczając z trasy prowadzącej do wyjścia. Prowadziła ją za sobą w głąb alejki przyspieszonym krokiem, nie tracąc czasu na wyjaśnienia.
— Dziewczyno, nie uwierzysz! — rzuciła wreszcie, uśmiechając się szeroko. Zdecydowanie nie zwracała się do Prescott. Puściła jej rękę i zatrzymała się przy jednym z nagrobków, przy którym leżały świeże kwiaty. Cross usiadła na trawie na przeciwko i wyjęła z kieszeni zapalniczkę. Ruchem głowy wskazała Rue miejsce obok siebie i wyciągnęła rękę, domagając się papierosów.
— I to nie jest żaden durny żart, tylko randka — zastrzegła asekuracyjnie, nadal zwracając się do nagrobka. Doskonale wiedziała, jakiego argumentu mogłaby się spodziewać, więc wolała się zabezpieczyć. Znała przecież Raven Adelinę Vanberg na wylot i nie podejrzewała, że jakkolwiek się zmieniła od 15 stycznia 2025 roku, czyli od drugiej z dat wyrytych pod jej nazwiskiem.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pn lip 27, 2026 5:31 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie znała go jeszcze na tyle, aby ocenić czy blefował, ani w jakim
Zdążyła się zorientować w tym jak bardzo River lubiła te drobne przejawy buntu, które sprawiały, że musiała się bardziej wysilić. Tanatopraktorka stanowiła dla niej swoiste wyzwanie i nie dawała się nudzić. Nic dziwnego zatem, że to wszystko tak na nią działało. Mogłyby zapewne spróbować to zmienić i pogrywać ze sobą w inny sposób, ale po co? Skoro coś działało to nie było sensu tego zmieniać.
- Nie sądziłabym, że kiedykolwiek przyznasz się do tego, że uwielbiasz znajdować się pod moją kontrolą… Nawet nie wiesz jak to mnie kręci - odpowiedziała, zniżając głos przy tym drobnym wyznaniu. - Cała mnie kręcisz.
Miała ochotę rzucić w diabły to całe ich postanowienie. Mogłyby zwyczajnie raz jeszcze zatracić się w swojej bliskości. Niby pozostawały w sferze seksu, ale czy aby na pewno? Wyznania robiły się całkiem intymne. Podobne rzeczy robiły się w ich przypadku zdecydowanie zbyt niebezpieczne. Zupełnie jakby uzbrajały się wzajemnie w ostrą amunicję, aby wykończyć się, gdy tylko któraś drugiej podpadnie.
- A nie oczekujesz? Czy nie chcesz się do tego przyznać, aby mnie zaskoczyć przy furtce - zapytała żartobliwym tonem, bo jednak nie za bardzo jej wierzyła.
Ktoś tak impulsywny jak River mógłby pocałować ją bez większego zastanowienia. W końcu nie raz robiły coś pod wpływem chwili. Taki już miały na siebie wpływ i nie potrafiły sobie odmówić pewnych czułości. Były naprawdę beznadziejne.
- O pierwszym niedawno czytałam. Nie sądziłam, że będziesz go wspominać na tyle by uwiecznić w komiksie - przypomniała jej, bo chyba naprawdę nie mogły zapomnieć o tym momencie, gdy Prescott podjęła się wyzwania podczas gry w butelkę.
Nie chciała teraz tego rozgrzebywać. Podobnie jak nie chciała łamać słowa, które dały sobie, gdy umawiały się na tę randkę. Zamiast tego chciała skupić się na Cross i pokazać, że naprawdę interesuje ją coś poza tym jak rysowniczka się sprawuje w łóżku. Tym bardziej, że nowy komiks mógłby być czymś, co jej mogłoby się spodobać.
- Mhmm... Czyli potencjalnie jako ktoś związany z branżą funeralną i tym wszystkim faktycznie mogłabym ci nieco pomóc. Może zarzucić jakąś ciekawą historyjką czy obserwacją... - rzuciła jakby w eter, wciąż krocząc główną alejką cmentarza.
Maeve mówiła jej już, że River nie była zbyt dobra w zmyślaniu, a historie, po które sięgała były niezwykle osobiste, ale w tym momencie Prescott o tym nie myślała. W końcu komiks mógł wyniknąć z jakiegoś motywu, który wyjątkowo się rysowniczce spodobał albo chęcią zgłębienia jakiegoś zagadnienia. To mogło być doprawdy wszystko.
Otaczający je cmentarz nie wyróżniał się niczym szczególnym. Miał swój klimat, który wpasowywał się w ogólny wygląd podobnych terenów. Poza nimi i pojedynczą osobą odwiedzającą czyiś grób, świecił też pustką. To było tak naturalne. Ruelle nawet nie przypuszczała, że same mogłyby zrobić coś podobnego i zatrzymać się przy konkretnym nagrobku.
Artystka ją jednak zaskoczyła. Zamiast przejść się z nią do bramy, którą miały na wprost, pociągnęła ją za rękę i zaprowadziła w jedną z bocznych alejek. Widziała jednak to zawahanie. To jak River zastanawiała się przez dłuższą chwilę czy na pewno chciała to robić. Musiało to zatem mieć dla niej ogromne znaczenie.
Wesołe zawołanie wydawało jej się nie pasować do Cross. Przez moment zastanawiała się czy nie przeoczyła jeszcze jednej sylwetki, która mogłaby się kryć pomiędzy grobami, ale odpowiedź była zgoła inna.
Zorientowała się o co chodzi, gdy River już usiadła na trawie naprzeciw nagrobka. Całkiem prostego i na pozór nierzucającego się w oczy. Tanatopraktorka nawet na moment spojrzała na nią pytająco, ale w końcu usiadła tuż obok niej. Widok imienia wyrytego na kamieniu uderzył w nią, ale starała się tego nie pokazać. Zamiast tego po prostu sięgnęła do torebki.
- Serio gadasz ze zmarłymi? - zapytała i podała jej wyciągniętą z kopertówki paczkę papierosów. - To przez nią rysujesz ten nowy komiks?
To nie mógł być przypadek. Już wcześniej rysowniczka mówiła jej o tym jak bardzo chciała przedstawić swoją modelkę tajemniczej Raven. Dotychczas Ruelle przypuszczała, że chodzi o jakąś niezwykle żywotną koleżankę, która nie dałaby jej żyć. Kogoś bezpośredniego, oceniającego i mającego zdecydowanie zbyt wiele pytań. Zamiast tego miała jednak zimny nagrobek... oraz całą masę pytań.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pn lip 27, 2026 7:12 pm
autor: River Cross
Próby wykręcania się od tego, że tanatopraktorka działa na nią jak nikt inny, straciły na znaczeniu. Po co miałaby się wykręcać, skoro dziewczyna na pewno doskonale pamięta reakcje ciała swojej artystki, gdy przejęła nad nią kontrolę? Bez żadnego skrępowania prosiła ją wtedy o jeszcze, więc byłaby jakaś durna, gdyby teraz udawała, że jest inaczej. Fakt, że to działało na Rue tak mocno, tylko dodatkowo ją nakręcał. Nakręcały się swoim nakręcaniem tworząc jakieś popierdolone perpetuum mobile.
— Byłabym bardzo zaskoczona, gdybyś pożegnała mnie po prostu słodkim pocałunkiem — sprostowała. Czuły buziak na do widzenia zdecydowanie nie był w ich stylu. Ciągle domagały się czegoś więcej, więc to na pewno by im nie wystarczyło. A już na pewno nie po takim dniu jak ten.
— To już ustaliłyśmy — odgryzła się dużo ostrzejszym tonem niż początkowo miała zamiar. Westchnęła zirytowana własną słabością i dała sobie moment na ochłonięcie. Szło im przecież tak dobrze! Nie mogą teraz znowu wyrzucać sobie tego, jak mało i kiedy się obchodziły.
— Nie sądziłam, że będziesz się w ogóle przyznawać do drugiego pocałunku — rzuciła swobodniejszym, rozbawionym tonem. Pamiętała to spotkanie doskonale, ale do tej pory zakładała, że Prescott ono nawet nie obeszło. Z drugiej strony, to tanatopraktorka ją wtedy pocałowała. Pieszczota była wyjątkowo delikatna, jak na ich obecne standardy, ale ważne, że w ogóle się wydarzyła. Chociaż chwila, z czego Cross w sumie była dumna? Że dała się uwieść dziewczynie, która kilka lat wcześniej złamała jej serce i na ślepo podążyła za jej gierkami, od nowa tracąc przez to dla niej głowę? Och rany, ależ ona była głupia.
— Szczerze mówiąc liczę na prywatne konsultacje w kwestiach funeralnych i anatomicznych — zgodziła się. Nie były jej do niczego potrzebne. Poradziłaby sobie doskonale z własną wyobraźnią albo biblioteką czy po prostu internetem. Korepetycje u Prescott wydawały jej się jednak na ten moment dużo przyjemniejsze niż ślęczenie nad książkami. Tylko ile ona z tych zajęć w ogóle zapamięta? Może jednak powinna robić research we własnym zakresie, a potem tylko go u Ruelle sprawdzać, by w razie rozproszenia, niczego istotnego nie stracić?
Wahała się do ostatniego momentu, czy nie powinna minąć nagrobka i jak gdyby nigdy nic ruszyć dalej. Wcześniej proponowała jej spotkanie z Raven, ale głównie po to, by wybadać grunt. Przyjaciółka była dla niej wyjątkowo ważna i nie chciała, by ta chwila została jakkolwiek zmarnowana albo doprowadziła je do jakiejś paskudnej kłótni. Jak jednak miałaby się zbliżyć do swojej modelki, ukrywając przed nią tak istotny fragment swojego życia? I tak by się w końcu dowiedziała, o ile w ogóle dadzą radę utrzymywać kontakt do dnia wydania komiksu. Teraz przynajmniej będzie miała z głowy zrzucenie z siebie tych emocji i może wyjdzie jej to na dobre.
— A ty z nimi nie gadasz? A zresztą! To głównie ona do mnie gada. Człowiek zakładałby, że po tym, jak wsadzą kogoś kilka metrów do ziemi, to się przymknie, ale nie w jej przypadku — zażartowała, otwierając paczkę. Wysunęła pierwszego papierosa i obróciła go w stronę Prescott, częstując ją, po czym wyjęła fajkę dla siebie.
— Przez nią — odpowiedziała cichym, chłodniejszym tonem bez zbędnej wesołości. Nie była zła na Ruelle za zadanie tego pytania. Po prostu przez półtora roku nie przyzwyczaiła się do mówienia o tym wyłącznie w radosny sposób. Odpaliła papierosa, wpatrując się w płytę, która jak na złość nie wydawała z siebie żadnych dźwięków. Zreflektowała się, że urwała uprzejmości za szybko i nachyliła się do Prescott, stykając rozżarzoną końcówkę papierosa z jej fajką. Odsunęła się powoli, gdy tanatopraktorka zaciągnęła się na tyle mocno, by ją rozpalić i znów skupiła się na martwej przyjaciółce.
— Pijany kierowca — rzuciła w eter pierwszą informację, jakiej Ruelle mogłaby oczekiwać. Dwudziestotrzylatki nie umierały z byle powodów. Młodych ludzi zawsze spotykały jakieś paskudne tragedie.
— Śmiało — zachęciła ją, strzepując popiół na trawę obok siebie. Domyślała się, że Ruelle może mieć jakieś pytania. Przyprowadziła ją tu, żeby dać się poznać, więc po co miałaby udawać, że nie czuje wiszących w powietrzu znaków zapytania?
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: pn lip 27, 2026 11:01 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Pamiętała wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Potrafiłaby odtworzyć w pamięci każde z ich spotkań z najdrobniejszymi wręcz szczegółami. Zwłaszcza, gdy chodziło o to w jaki sposób reagowała na jej dotyk. Była tym całkowicie oczarowana. Nie było mowy, aby zapomniała cokolwiek podobnego.
- Masz rację. Słodki pocałunek? To nie w naszym stylu... Banalne i niewystarczające - odpowiedziała, starając się sobie wyobrazić tę scenę.
Najpewniej jakiejkolwiek próby podobnego pożegnania skończyłyby się na dużo bardziej namiętnych pocałunkach, przeciągających się w nieskończoność oraz starających się przejść w coś więcej. Czuła już nawet to jak River wbijałaby jej ciało w powierzchnię płotu, nie chcąc jej zbyt szybko wypuścić. Na pewno tak by było.
Bez trudu wyłapała ostrość tonu jakim posłużyła się Cross. Nie powinna w ogóle wspominać o tym licealnym pocałunku. Tylko, że rozmowa sama się potoczyła w ten sposób. To chyba świadczyło najlepiej o tym jak łatwo i naturalnie mogło dochodzić do kłótni w ich relacji skoro było tyle drażliwych kwestii jakie można było poruszyć nawet zupełnym przypadkiem.
- Stał się, prawda? Zresztą od tamtego czasu całowałyśmy się już tyle razy, że nie ma to żadnego znaczenia - powiedziała, wzruszając ramionami.
Była wtedy wkurzona, a jej niechęć do Cross była przeogromna. Jednak dalej jakimś cudem znalazł się jakiś impuls, który w ramach działania dziewczynie na nerwy kazał jej ją pocałować. Być może właśnie na to, co działo się w liceum. To miał być cios poniżej pasa, a wyszło... Trudno w zasadzie nawet stwierdzić jak.
- Jestem skłonna się na to zgodzić. Chociaż pewnie powinnyśmy ustalić warunki współpracy - odparła takim tonem jakby miały zaraz nawiązać prawdziwie poważną relację zawodową.
Mogła jak najbardziej służyć swoją radą i wiedzą, ale trudno było stwierdzić jak to wszytko będzie wyglądać. Czy naprawę będą w stanie rozmawiać ze sobą niczym profesjonalistki czy może jednak znudzą się tym wszystkim i każde spotkanie kończyć się będzie... jak zwykle. Trzeba było jednak stwierdzić, że coraz lepiej szło im panowanie nad sobą. Potrafiły skupić się na czymś innym niż na tym, że musiały jak najszybciej siebie dotknąć.
Była świadoma tego zawahania. Nie mogła mu się w żaden sposób dziwić. Dla nich każda próba obnażenia się z emocjami przed drugą było niczym wręczanie odbezpieczonej broni, która mogła wystrzelić w każdym momencie. Nie tak powinno to wyglądać, ale... Takie już były. Podejmowały teraz ryzyko, próbując się pokazać od tej bardziej emocjonalnej strony, co mogło się na nich zemścić lub zaowocować bardziej zrównoważoną znajomością.
- Nie gadam. Chyba... Mam za dużą świadomość tego, że to nie ma sensu... Chociaż pewnie niektórym pomaga - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
Ruelle nie rozmawiała nawet zbytnio z żywymi, więc dlaczego miałaby robić wyjątek dla martwych? Nie słyszała też nic, gdy wpatrywała się w nagrobek. Jedynie pustka i cisza. Ewentualnie mogło jej zacząć się zbierać na nostalgię i przypominanie sobie wspólnych chwil z utraconą osobą. Najpewniej tych z utraconego dzieciństwa, będącego najlepszym okresem w życiu.
Znała tak naprawdę odpowiedź jeszcze zanim ją usłyszała, ale potrzebowała potwierdzenia. Nawet jeśli wiązało się ono z ochłodzeniem całej atmosfery i nadaniu jej... bardziej grobowego charakteru. Trudno jednak teraz było o coś innego.
Posłusznie wyjęła papierosa z paczki, gdy tylko go jej zaoferowano i umieściła między wargami. Chciała nawet wyciągnąć dłoń po zapalniczkę, ale zamiast tego River przysunęła się do niej bliżej. Przez moment oddychały tym samym powietrzem. Otoczył ją dziwny spokój, a następnie zaciągnęła się, odpalając papierosa od rozżarzonej końcówki tego, którego River trzymała w swoich palcach.
Wyjaśnienie rysowniczki przyjęła z milczącą pokorą i pokiwała głową. Patrząc na daty na nagrobku mogła się domyślić, że odeszła w nagły sposób. Lub w powolniejszy, ale równie tragiczny. Nie skomentowała tego jednak w żaden sposób.
- Dlaczego właściwie chciałeś mnie jej przedstawić? - zapytała, wpatrując się w płytę nagrobną jakby próbowała wyryć dłutem w pamięci jej widok. - Co takiego was łączyło?
Nie podejrzewała od razu, że Raven mogła być kimś w rodzaju martwej dziewczyny Cross. Mogły przecież być dobrymi przyjaciółkami, bratnimi duszami w sensie platonicznym. Chciała, aby rysowniczka jej o tym opowiedziała i opisała tę relację. Mogła jej przytoczyć garść swoich ulubionych wspomnień lub coś, co jej się kojarzyło z Raven. Cokolwiek... Niech River sama wybierze, co jej powie i co w tej chwili miało największe znaczenie.
River Cross
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: wt lip 28, 2026 10:16 am
autor: River Cross
— Dla mnie miało. Ale masz rację, mniejsza z tym. Ważne, że się stało — zgodziła się w końcu, znów chcąc uniknąć bezsensownej kłótni. Gdyby Ruelle jej wtedy nie pocałowała, pewnie nie spędzałyby teraz radośnie czasu na cmentarzu. Nie utkwiłaby jej w głowie tak intensywnie, w ogóle by do niej nie podeszła na cmentarzu i pewnie w życiu nie zostałaby jej muzą. Los jednak lubił płatać figle.
Będą miały mnóstwo czasu na ustalenie potencjalnych warunków współpracy, jeżeli kiedykolwiek faktycznie do niej dojdzie. Prescott zdawała się zapominać, że to spotkanie miało determinować, czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają. To akurat bardzo podobało się River. Do tej pory zapominała się przy niej jedynie w łóżku. Komiksy dla rysowniczki były oczywiście bardzo poważnym biznesem. Nie miałaby nic przeciwko zawiązaniu ze swoją modelką w pełni profesjonalnej współpracy. Proponowała jej już przecież tantiemy!
— Pragmatyzm w tej kwestii się nie sprawdza. — To nie był zarzut, a zwykłe stwierdzenie faktu. Cross też w większości przypadków nie wierzyła w takie rzeczy. Zdawała sobie sprawę aż za dobrze, że Raven jej już nigdy na nic nie odpowie, ale postanowiła się tym nie przejmować i zachowywać się tak, jakby przyjaciółka nadal była na wyciągnięcie ręki. Nie była pewna, czy to zdrowa metoda radzenia sobie z żałobą, ale na żadną inną nie miała ochoty.
Uśmiechnęła się, słysząc proste pytanie, na które nie była w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Doskonale widziała minę Vanberg, która przewróciłaby oczami, niezadowolona ze sposobu doboru słów przez Prescott. Skoro jednak tanatopraktorka jej nie słyszała, to tylko na River ciążyła odpowiedzialność za próbę wyjaśnienia tego.
— Wszystko nas łączyło — powiedziała, wciąż się uśmiechając. Zamilkła na moment, jakby uznała, że to wyjaśnienie jest w zupełności wystarczające. Chciała dać sobie chwilę na zebranie myśli i ponowne zaciągnięcie się papierosem, który powinien pomóc jej je formułować. Dzisiaj to chyba po prostu nie działało.
— Przez kilkanaście lat była dla mnie najważniejszym człowiekiem na świecie. Było między nami chyba każde uczucie poza nienawiścią. Była najmądrzejszą i najgłupszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam. Totalnie mi imponowała. Nie jestem nawet w połowie tak odważna i bezczelna jak ona — pociągnęła w końcu historię, dodając więcej szczegółów. Mówienie o Raven w ten sposób wyraźnie sprawiało jej przyjemność. Gdzieś w tle jej tonu nadal pobrzmiewało echo smutku i rozdzierającej serce tęsknoty, ale wspomnienie o Vanberg było wciąż żywe i niezwykle ciepłe. Wpatrywała się w imię wyryte w kamiennej płycie, jakby naprawdę spodziewała się usłyszeć jakiś cięty komentarz na temat swoich słów.
— Była w kurwę zabawna. Potrafiła doprowadzić do łez nawet Minju. — Jej ton zrobił się dużo bardziej miękki. Wpatrywała się w nagrobek z wielką czułością. Rozbawienie jej matki nie należało do łatwych, a już na pewno nie w takiej formie. Wiedziała, że obie też za nią tęsknią.
— Chciałam cię przedstawić, bo zawsze mówiłam jej o wszystkim, co dla mnie ważne. — Oderwała się wreszcie od przyjaciółki i spojrzała na siedzącą obok niej dziewczynę. Na pewno byłoby dużo prościej, gdyby mogła pogadać z Vanberg tak po prostu. Pewnie miałaby jakieś wartościowe rady na temat ich relacji i może dzięki temu rysowniczka nie zachowywałaby się jak pierdolnięta.
— Nagadała się o tobie w trakcie rysowania "Butelek". Stwierdziła kiedyś, że jesteś po prostu jakaś spierdolona. — Zaśmiała się krótko, uznając najwyraźniej, że to wyjątkowo urocze wspomnienie. Nie chciała jednak w żaden sposób obrażać swojej randki.
— Chciałabym jej udowodnić, że się myliła. Rzadko jej się to zdarzało, więc nawet trudno opisać mi satysfakcję z własnego zwycięstwa — dodała dużo łagodniej. To nie tak, że Raven myliła się całkowicie, bo przecież w tanatopraktorce było całkiem sporo spierdolenia, ale nie takiego, które odrzucało od niej artystkę.
— I tak wiem, że jesteś piekielnie zazdrosna — zwróciła się znów w stronę Raven, płynnie przechodząc z czasu przeszłego do teraźniejszego. Wzruszyła nawet ramionami, jakby reagowała na jakieś protesty, które przyjaciółka pewnie zaczęłaby teraz z siebie wypluwać. Raven może była mądrzejsza, zabawniejsza i odważniejsza, ale na pewno nie bardziej uparta niż Cross.
Ruelle I. Prescott
Poison on the inside, I could be your antidote tonight
: wt lip 28, 2026 4:05 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chyba jednak nie powinny rozmawiać o przeszłych pocałunkach. Zwłaszcza tych pierwszych, które w zasadzie doprowadziły je do tego momentu, bo uruchomiły całą lawinę wydarzeń. Bez tego wszystkiego pewnie nie siedziałyby teraz na cmentarzu przed grobem Raven rozmawiając jakby była to najnaturalniejsza rzecz na świecie.
Na razie musiały zapomnieć o współpracy i o komiksie. Chwilowo skupiały się w pełni na Raven: to co znaczyła dla River oraz to jak wciąż wyglądała ich przyjaźń, której Cross nie potrafiła się wyzbyć, bo była silniejsza od śmierci. Przez półtora roku nic się nie zmieniło w jej stosunku do zmarłej dziewczyny.
Nie wtrącała się. Dała jej odnaleźć słowa, którymi mogłaby opisać to, co znajdowało się między nimi. Wiedziała, że takie rzeczy przychodzą z czasem. Ruelle była cierpliwa. Powoli wypalała papierosa i wpatrywała się w kamień przed sobą, a na brzmienie słów artystki się uśmiechnęła. Próbowała sobie to nawet wyobrazić, ale chyba trudno było jej sobie zwizualizować tak wyrazistą personę.
- Jestem pewna, że we dwie byłyście całkowicie nieznośne - powiedziała w końcu, zerkając na siedzącą obok niej dziewczynę.
Wyczuwała w jej głosie tęsknotę i nostalgię. Nie dało się tego uniknąć, gdy opowiadało się o kimś bliskim, kogo się straciło. Jednocześnie mówiła zaskakująco lekko i czule, co pewnie nie powinno być dla Prescott jakimś wielkim szokiem.
- Widziałam tę kobietę przez... dwie minuty w swoim życiu, a już wiem, że musiała być pierdolonym cudotwórcą, by ją tak rozśmieszyć - powiedziała, utwierdzając się z każdym wypowiedzianym słowem, że Raven była prawdziwie wyjątkową dziewczyną.
Na chwilę się zatrzymała, spoglądając prosto w oczy swojej rysowniczki. Musiała powtórzyć to sobie wszystko w myślach i pozwolić, aby osiadło w niej to jedno stwierdzenie. O wszystkim, co dla niej ważne. To znaczyło jedynie tyle, że była w jakiś sposób ważna dla River. Nigdy nie sądziłaby, że usłyszy podobne wyznanie. W dodatku powiedziane tak naturalnie i bezproblemowo.
- Miała rację. Jestem spierdolona - odpowiedziała, uśmiechając się z rozbawieniem. - Jeszcze z nią nie wygrałaś, Cross. Nie ciesz się zbyt prędko.
Musiała się jeszcze z nią odrobinę podrażnić. Inaczej nie byłaby sobą. Ułożyła powoli dłoń na udzie Cross, ale to był chyba pierwszy raz, gdy nie miało to żadnego seksualnego podtekstu. Po prostu chciała zaznaczyć w jakiś sposób swoją obecność i pokazać River, że nigdzie się nie ruszała. Nawet jeśli już zdusiła papierosa na trawie obok siebie.
- Zazdrosna? Niby dlaczego? - zapytała jeszcze, skupiając się na ponownie na nagrobku, do którego zwracała się obecnie Cross.
Była pewna wyłącznie jednego: to było jedno z najdziwniejszych i najciekawszych spotkań w jej życiu.
River Cross