Strona 4 z 4

entregar dinero sucio

: ndz sie 02, 2026 2:11 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Potrzebowali wielu rzeczy, nie tylko szorowania.
Zaczynając od świętego spokoju, poprzez sposób na Lunę, aż po znalezienie Luciano i matki Pilar. Ale może faktycznie należało to wszystko rozpocząć od prysznica, by spłukać z siebie cały dzisiejszy dzień. Nie był łatwy. Ledwo co wrócili się pięknej podróży w Rio, jako małżeństwo, a tu nie tylko wzięli udział w przekazaniu pieniędzy, Pilar musiała obserwować jak miłość jej życia rani biednego dzieciaka nożem, prawie zginął, a na koniec jeszcze musieli pożegnać ich wspólnego przyjaciela w przychodzi weterynaryjnej. Wszystko tego dnia było nie tak, a jednak na koniec oni i tak odnaleźli komfort we własnych ramionach. W pocałunku, który rozładowywał to wszystko, który zabierał oddech i podrywał serce, uginając kolana. Nikt nie całował jak on. Nikt nie przyjmował tej całej agresji, którą miała w sobie z tak wielką otwartością. A do tego jeszcze ją odwzajemniał. Był jej drugą połówką, z góry wpisaną tuż obok jej imienia, żeby się odnaleźli. Pierdolone połączenie dusz zapisane w gwiazdach. Połączenie, które ledwo potrafiło się od siebie oderwać. A jednak po chwili udało im się wsiąść do auta.
Droga minęła sprawnie. Dopiero na samym końcu Pilar w końcu wyrzuciła z siebie cały żal jaki miała względem sprawy Luciano. Strach dyktowany tym, co mogło mu się dzisiaj stać sprawił, że na moment naprawdę chciała sobie odpuścić sprawę Luciano. Pomóc mu zostać w ukryciu, żeby ludzie Luny go nie dostali. Wiedziała przecież, że od razu by go odstrzelili. Lu musiał wiedzieć coś naprawdę mocnego, skoro tak wysoko postawiona mafia fatygowała się, żeby go znaleźć.
Pilar uniosła spojrzenie na Noriegę, gdy się z nią nie zgodził. Miał rację — nie mogli teraz odpuścić. Nie po tym, jak daleko zaszli. W dodatku nie szukając go, żeby go nie zabili, nastawiali Luciano na to, że w końcu mogą znaleźć go bezpośrednio ludzie Luny i dopiero miałby gwarantowaną śmierć. Tak źle i tak niedobrze, ale w pierwszej wersji mogli chociaż coś z tego mieć, może zadziałać zanim to się rozniesie.
Jak ty chcesz się nie rzucać w oczy, jak oni śledzą każdy nasz krok? — spojrzała na niego z niedowierzaniem. Dobrze wiedziała, jakie sposoby miała policja, żeby kogoś śledzić i znać jego najdrobniejsze posunięcia. Biorąc pod uwagę, że półświatek nie miał regulaminu i ograniczeń, do których musiał się stosować, można było sobie wyobrazić, że oni nie cofnęliby się przed niczym. — Nawet nie wiesz, czy gdzieś w mieszkaniu nie ma podsłuchu. Czy nie założyli swoich lokalizatorów na nasze samochody. Nic kurwa nie wiesz, bo skupiliśmy się na wszystkim dookoła, a na nich nie zwróciliśmy uwagi my, bo przecież on już nie był w tym wszystkim sam. Teraz ona brała jego problemy na własne barki i dzieliła ten ciężar na pół. Na tym polegało małżeństwo. To że on zjebał… to było nie ważne, bo konsekwencje ponosili oboje. I teraz wspólnie musieli się zastanowić jak to wszystko obejść. — Będziemy musieli robić puste przebiegi — wtrąciła po chwili, zabierając się za parkowanie tuż przed blokiem. Nie patrzyła na Madoxa, ale czuła na sobie jego spojrzenie, gdy kręciła kierownicą. — No wiesz, obrać jakiś fałszywy trop, pozwolić im myśleć, że nic nie mamy, a w tym samym czasie na boku iść tym właściwym — może nie była to najprostsza zagrywka do zorganizowania, ale zdecydowanie najbardziej skuteczna. Taka, która nie podważała ich działania, bo przecież ciągle sprawdzali poszlaki, ale tym samym nie dawała ludziom, którzy obserwowali cennych informacji. Madox umiał grać, ona miała analityczny umysł — razem faktycznie byli w stanie to dobrze rozegrać. Potrzebowali tylko planu.
I on chyba też o tym myślał we własnym zakresie, bo kiedy tylko wysiedli, ciągnął ją do góry do mieszkania, a potem sięgał po korkową tablice ze zdjęciem Diego, na której mogli wszystko rozpisać. Pilar stała z boku i przyglądała się temu wszystkiemu. Z jednej strony sytuacja była poważna, należało do tego podejść wyjątkowo rzetelnie, a jednak… kącik jest ust drgnął ku górze, widząc jak przypina tam pierwszą fotografię.
Kto by pomyślał, że z ciebie taki… detektyw? — podeszła bliżej, nie kryjąc rozbawienia, po czym trąciła go biodrem, zadzierając w górę głowę. Zatracając się na moment w pięknym, czekoladowym spojrzeniu, które w sekundę podrywało jej walące w piersi serce. Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła bliżej. — Me gustas tal como eres podobasz mi się taki, mruknęła, na kilka chwil zabierając ich do krainy beztroski, zrzucając te ciężkie, mosiężne wory z problemami i zamiast tego układając tam własne dłonie, które przesunęły paznokciami po jego potylicy. — …tan organizado taki zorganizowany. Bo to naprawdę nie był codzienny widok. Miała do czynienia z człowiekiem, który na codzień wszędzie siał chaos. Wiecznie szył wszystko na bieżąco, lubił przypadki, lubił zdawać się na los. A tutaj? Tutaj wyciągał t a b l i c e korkową rodem z komisariatu, na której mogli zapisywać informacje i łączyć kropki. Planować.
Oficial... Panie władzo…. Wzniosła się na palcach, nachylając nad jego twarzą. Nie powinna sobie robić teraz żartów, ale kurwa jak inaczej odreagować ten komisczny stres, w jakim żyli. Jak inaczej przetrawić fakt, że mogła go dzisiaj stracić. Że teraz nie stałaby tu w salonie i nie patrzyła w te pełne życia oczy; nie dotykała jego skóry, nie czuła bliskości. Kurwa. A przecież nawet jak było źle oni potrafili celebrować drobne chwile. A ta jego zabawa w policjanta i detektywa… No była taką rozczulającą, drobną chwilą, która wywołała uśmiech na jej twarzy. — ¿Qué sigue? ¿Esposas?Co następne? Kajdanki? Patrzyła na niego wyzywająco, nie umiejąc ukryć rozbawienia. Jej ciepły oddech muskał jego skórę, a płytki oddech sprawiał, że klatka piersiowa również zaczepiała go rytmicznie. — A tak na serio uważam, że to bardzo dobry pomysł — dodała w końcu, żeby nie myślał, że tylko sobie z niego żartowała. Rozpisanie całego planu, w ogóle przeanalizowanie go było świetnym sposobem na uporządkowanie myśli. Na zrobienie kroku w tył i spojrzenie na wszystko w kupie. Wtedy o wiele łatwie było wyłapać niedociągnięcia, ale też zobaczyć, jak wszystko łączyło się w całość, będąc na swoim miejscu.
Na swoim miejscu okazała się być również jego dłoń, która przesunęła się po rozgrzanym udzie, zahaczając materiał poszarpanej doszczętnie sukienki. Zdeycdowanie musieli się umyć. Jebali na całe mieszkanie, a smród, który się za nimi ciągnął, pewnie nawet został w sporej ilości na klatce. Była to mieszanka bagna, krwi, potu i smaru, wszystko otulone obrzydliwie ciężkim dniem, który w końcu mogli z siebie spłukać.
Możesz zrobić z tą sukienką co tylko chcesz, nawet porwać na strzępy — prychnęła, przyglądając mu się uważnie. — I tak wyląduje w koszu — do niczego innego się nie nadawała. Dół miała w strzępach, nie wspominają o plamach krwi, które będą nie do sprania, szczególnie takie zaschnięte. Złapała jeden z odstających przy szwie kawałków i wsadziła go między palce wolnej ręki Madoxa. Sama zacisnęła swoje na kawałku dalej, a potem patrząc mu w oczy, szarpnęła mocno. Powietrze od razu przeciął dźwięk rwanego materiału. Rwali go równo. Razem. Na pół. Tą pierdoloną sukienkę wraz z pojebanym dniem. Mogli się na niej wyżyć. Zedrzeć nieprzyjemne wspomnienia. Niby taka zwykłe czynność, a jednak trzeba przyznać, że była wyjątkowo wyzwalająca. Aż Pilar…
Kurwa — przeklnęła sobie pod nosem, szarpiąc jeszcze raz i jeszcze. Oddech miała ciężki. A po chwili wcisnęła palce pomiędzy guziki jego koszulki. Te też była do wyjebania biorąc poziom jej upierdolenia. A nawet gdyby nie była, Pani Noriega już była w takim amoku, że i tak by ją chyba porwała. Tak jak w tamtej chwili kiedy rozciągnęła jego materiał, a guziki posypały się po podłodze. Posłała Noriedze intensywne spojrzenie.
Powinniśmy to spalić — rzuciła, ciskając jego koszulką na ziemie. Może potem, bo teraz już szarpała go za pasek od spodni w stronę łazenki. Byli sami, więc nie musieli się przejmować bałaganem, jaki robili. Tuż przed drzwiami odwróciła się w jego stronę i przytrzymała go na moment, by tym razem zabrać się za pasek i rozporek. Bo przecież nie będzie wchodził pod prysznic w ubraniach.

Me gustas tal como eres

entregar dinero sucio

: ndz sie 02, 2026 4:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
To było dobre pytanie... Jak nie rzucać się w oczy, kiedy cały czas byli pod obserwacją. Madox wiedział, że to nie są proste rzeczy, ale on osiem lat był obserwowany z dwóch stron, bo przecież na oku miała go policja i półświatek, i jakoś dawał sobie radę. Odchylił głowę do tyłu opierając ją o zagłówek.
- Dobra... - zaczął i zawiesił na niej ciemne spojrzenie - myślę, że dzisiaj zarwiemy nockę, ale to ogarniemy - kiedy spojrzała na niego pytająco, to się do niej wyrwał, tak, że gałka od zmiany biegów wbił mu się gdzieś w bok, ale za bardzo się tym nie przejął, bo on już sięgał do jej policzka, żeby musnąć go palcami - sprawdzimy telefony, samochody i mieszkanie... Mam nadzieję, że coś znajdziemy, akurat Jaguar jest jeszcze u mechanika, poproszę chłopaków z klubu do odstawią też BMW, bo tam je zostawiłem - w końcu przyjechał tu służbowym SUVem - mieszkanie no to wiesz, proste, gorzej z telefonami, ale zadzwonię do takiej koleżanki... - głośno myślał, a zaraz opadł plecami na oparcie fotela - i jak coś nam się trafi, to pierdolnę tym na stół na spotkaniu z Luną i mu powiem, że wejdę z nim w układ, ale z tym ma wypierdalać - nie był to może najlepszy plan, bo już wiedzieli jaki jest Luna, dlatego Madox zaraz dodał - jeśli uda mi się załatwić spotkanie w klubie, na bezpiecznym gruncie - żeby się nie martwiła, że znowu mu odjebie i pojedzie do lasu - będziemy wiedzieć, czy nas obserwują, czy też podsłuchują - czyli to już jakieś plusy. Będą wiedzieć na czym stoją, jeśli coś znajdą, to może nawet coś na tym ugrają, jeśli nie, to przynajmniej dowiedzą się, że Luna stawia na stare, dobre metody i puścił za nimi tylko ogon.
Na kolejne słowa swojej żony pokiwał głową, nie odrywał od niej ciemnych oczu, kiedy ustawiała odpowiednio samochód, równiutko w liniach, nie to co on na odpierdol.
- W tym akurat jestem dobry, Eliota tak robię, on myśli, że nic nie mam, a ja mam, albo mu wciskam, że mam coś grubego, a potem ściemniam, że akcja spalona - tylko, ze Eliot w porównaniu do Luny to miał wyjebane na Madoxa, póki ten dostarczał mu informacji. No ale Noriega i tak zakładał, że dadzą sobie radę. Razem właśnie, kiedy ona trochę ostudzi jego zapędy, a on wprowadzi do jej planu odrobinę chaosu.
To mogło się udać.
Musiało.
Ale musieli to odpowiednio rozegrać, rozplanować. Dlatego on zaraz stawiał przed nią tablicę i przypinał do niej kolorowe pinezki.
- No tak... Pewnie nawet Eliot tego nie podejrzewa, on myśli, że ja sobie tylko siedzę w podziemiach Emptiness, ćpam koks i patrzę na dupy kręcące się na rurze, a te wszystkie informacje spadają na mnie przez przypadek - wywrócił oczami i spojrzał na nią z ukosa, ale na jego twarzy już majaczył delikatny uśmiech. A kiedy trąciła go biodrem to odłożył paczkę z pinezkami, a zaraz jego ciemne spojrzenie odszukało to jej, intensywne i błyszczące. A kiedy zarzuciła mu na szyję ręce, to te jego wylądowały na jej biodrach, przyciągnął ją do siebie, i już uśmiechnął się delikatnie - si hubiera sabido que te gustaba que fuera organizada, habría ordenado esos calcetines - jakbym wiedział, że lubisz mnie zorganizowanego, to zacząłbym segregować skarpetki, zaczepił ją. Ale prawda jest taka, że on zazwyczaj nie miał planu, zrywał się w jednej chwili i działał, i najczęściej coś tam udawało mu się ugrać, ale kiedyś, na początku jeszcze, kiedy działał bardziej w zgodzie z przepisami, to robił sobie tablicę śledczą na chacie. A skarpetki... no tych to jednak nigdy nie segregował, tylko wrzucał wszystkie do szuflady i rano szukał takich, które do siebie pasowały, a czasem to nie do końca, jak dzisiaj na przykład, gdzie jedna była czarna, a jedna granatowa.
Mruknął, kiedy Pilar przesunęła paznokciami między jego nowiutkimi warkoczykami. A zaraz szarpnął się do niej bliżej, pochylając, tak, że kiedy stanęła na palcach, to już zaglądali sobie w oczy z bardzo bliska, już ich oddechy znowu mieszały się w jeden - me prometiste unas esposas... y un uniforme - ty obiecałaś mi kajdanki... i mundurek, ostatnie słowo ułożył na jej pełnych, gorących wargach. A place zaciskał już na jej pośladkach, przyciskając ją do siebie tak, że mogła czuć jak klamra jego paska wbija się w jej ciało. Chciał zamknąć jej usta w pocałunku, ale na kolejne słowa odchylił się do tyłu - kajdanki i mundurek? - zaczepił ją jeszcze, ale wiedział o co jej chodziło. I nawet się uśmiechnął, kiedy przyznała, że to dobry pomysł z tą tablicą.
On też tak uważał. Zwłaszcza, że teraz to śledztwo, które prowadzili było wielopoziomowe i potrzebowali na pewno jakiejś burzy mózgów, żeby to odpowiednio posegregować, co wiedzieli, gdzie powinni teraz skierować swoje kolejne kroki.
Madox swoje dłonie skierował na jej uda, które już zaczepiał podwijając wyżej poszarpaną sukienkę. I jak przez moment patrzył na korkową tablicę, to na propozycję Pilar, zaraz znowu wbił w nią spojrzenie, a oczy mu zabłyszczały.
- Wolałbym tą czerwoną, ale... - przesunął spojrzenie na jej dekolt i najpierw to tam zacisnął palce na materiale przyciągając ją do siebie bliżej, tak, że jej pierś oparła się na jego klacie. Złapał w płuca więcej powietrza, a kiedy pokierowała go niżej na jakąś falbanę, którą chwycił w palce, a potem sama ją szarpnęła tak, że materiał rozpruł się z trzaskiem. Już się wcale nie hamował. Szarpnął rąbek sukienki rozpruwając ją, a potem ten szef na jej piersi, nitki trzasnęły, a strzępy posypały się na podłogę. Rzeczywiście szybko porwali tą kieckę doszczętnie. Nie nadawała się do niczego, a zaraz jego koszula również. Chociaż kiedy guziki posypały się po podłodze, a Pilar zsuwała materiał w dół z jego ramion. To Madox wyrwał się do niej.
- Miałaś ją zdejmować i składać w kosteczkę - mruknął, a zaraz wpił się w jej usta - chociaż... pierdolić koszulę - dodał między pocałunkami i w pierwszej chwili przyparł ją do ściany koło drzwi łazienki. A kiedy się odezwała, to na moment się odsunął, nawet nie spojrzał na te ciuchy - później... - mogli je spalić, ale nie w tym momencie, kiedy... oni już cali znowu płonęli nakręcając się na siebie. I Pilar podzielała jego zdanie, bo zaraz szarpała go do łazienki zaciskając palce na jego pasku. A kiedy stanęła w drzwiach i zajęła się ciężką klamrą, to wepchnął ją do środka. Zaraz znowu zamykał jej usta w kolejnych pocałunkach, więc już musiała go rozpinać po omacku, ale tyle jego pasków już rozbrajała, że wiedział, że sobie poradzi. Zresztą zaraz metal strzelił o płytki, a jej smukłe palce wylądowały na guzikach jego jeansów. Noriega zacisnął te swoje wytatuowane, na pośladkach swojej żony, a już po chwili sadzał ją na pralce, której chłód skontrastował z jej rozgrzanymi pośladkami. Nie przerywał pocałunków, w których smakowali swoje usta, gryźli się i przekazywali sobie te wszystkie emocje, które dzisiaj znowu sięgnęły pierdolonego zenitu. Ich ruchy były chaotyczne i dzikie, nieposkromione, tak jak lubili. Jego wytatuowane palce przesunęły się po jej skórze na brzuchu i zaczepiły o koronkę jej majtek, zsunął je z jej pośladków, a potem wyszarpnął spod jej tyłka i walnął... na prysznic, zawisły ładnie na szybie, jakby chciał to pewnie by tam nie trafił...
Przesunął palcami po jej plecach sięgając do zapięcia stanika, który już sobie sprawnie odpiął jedną ręką. I niech ktoś powie, że on się nic nie uczył!
Uczył się, zapinania pasów i rozpinania stanika jedną ręką, a nie rwania kolejnego kompletu... Zawsze coś.

Se suponía que debías conseguir las esposas y el uniforme 👮‍♀️⛓️

entregar dinero sucio

: pn sie 03, 2026 8:45 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa, nagość
Faktycznie powinni sprawdzić wszystkie możliwe sprzęty pod względem podsłuchu.
Niby pilnowali swoich rzeczy, niby mieli je zawsze na oku, ale jednak nigdy nie wiadomo. Szczególnie jeśli w grę wchodzili ludzie pokroju Luny. Pilar nie znała dokładnie jego kartoteki — szczególnie, że w tej oficjalnej nie było praktycznie nic — ale mogła sobie wyobrazić, że od większości brudnej roboty miał odpowiednich ludzi. Osobowości, które potrafiły montować takie rzeczy nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach, a przecież chociażby samochody stawiali zawsze wolno na parkingu przed klubem. Nie trudno było się do nich dostać.
Skinęła głową na jego propozycję, że zagada do koleżanki, która zajmowała się takimi rzeczami jeśli chodziło o telefony, a samochody karze sprawdzić chłopakom. Dom chyba musieli ogarnąć sami, jednak Pilar zapisała sobie w głowie, żeby może zawędzić z komendy specjalny sprzęt dzięki któremu wszystko pójdzie im o wiele sprawniej. Kurwa, do czego to doszło. Tylko teraz zostawało pytanie, czy to oni mieli taką paranoje i to sobie wmawiali, jak z ciąża, czy może coś faktycznie było na rzeczy. Bo w końcu skąd wiedziliby o przekazaniu pieniędzy? Byli za bardzo przygotowani, żeby po prostu śledzić ich spod domu. Czekali tam na nich. Wiedzieli, że się pojawią. Skądś musieli mieć te informacje. Pilar przez głowę przeszłą jeszcze taka jedna myśl…
A Pati? — wtrąciła jeszcze kiedy Madox przepinał pineski. — Mogła wiedzieć od Almy o tym całym przekazaniu. Jesteś pewien, że można jej ufać? — musiała go o to zapytać. Patricia pierwsze wrażenie zrobiła dobre. Nawet klub odkąd się pojawiła funkcjonował o wiele sprawniej, ale przecież nie można było wykluczyć tego, że i ona nie była z nimi najbardziej szczera. Szczególnie po tym, jak bardzo przejechali się — a szczególnie Madox — na Maddie. Musieli być maksymalnie ostrożni, a najlepiej to rozmawiać tylko i wyłącznie między sobą.
I wszystko inne też robić między sobą, tak jak teraz, kiedy ona zaczepiała go biodrem i podśmiewała się z jego zupełnie nowego, bardziej zorganizowanego oblicza. Lubiła go chaotycznego. Uwielbiała za to, że w jednej chwili potrafił się do nie wyrwać i przycisnąć ją do ściany, jakby nic innego na świecie się nie liczyło albo to, że potrafił podejmować decyzje w ułamku sekundy i od razu działać. Było jednak coś rozczulającego w tym, że tym razem chciał to wszystko rozbić na czynniki pierwsze, zastanowić się na spokojnie, zaplanować. Znaczyło to również, że nawet Madox brał to na poważnie, bo bał się konsekwencji. Po dzisiaj wiedzieli, że Luna nie cofnie się przed niczym, żeby dostać to, czego chciał. Całe szczęscie oni również.
Skarpetki akurat możesz rozpierdalać — mruknęła z uśmiechem. — Lubie je znajdować w najbardziej niespodziewanych miejscach. Ostatnio jedną czarną upatrzyłam w lodówce — do teraz Pilar nie miała pojęcia, jak ona się tam znalazła, ale znając ich możliwości — a szczególnie te praktykowane podczas miłosnych uniesień — to nawet nie było takie dziwne. Skarpetka w lodówce, co to niby komuś przeszkadza? Nic! Ale zaraz okazało się, że jemu przeszkadzał fakt, że dalej nie dostał od Pilar mundurku i kajdanek. Uśmiechnęła się na tą uwagę.
A przepraszam ty nie wiesz, że w y c z e k a n e smakuje najlepiej? — wyrzuciła z siebie te włosa prosto przy jego twarzy, muskając z każdym ruchem warg te jego. Delikatnie, zaczepnie. Oni coś o tym już wiedzieli, kiedy doprowadzali się do czystego szaleństwa swoimi niektórymi grami wstępnymi. Pieprzeni masochiści. Lubili się nad soba znęcać. Lubili też rwać ciuchy. Co zreszta pięknie prezentowali, szarpiąc za materiał kwiecistej sukienki, która kiedyś należała do Almy. Cóż, po chwili nie było z niej już nic. Jedynie martwe strzępki, z których można było co najwyżej zrobić szmatę do podłogi. Może nawet do tego jej użyją, ale potem, bo Pilar ledwo złapała w płuca więcej powietrza, a on już całował jej usta mocno i zachłannie. Nawet nie kalkulowała, kiedy rwała jego koszulkę, kiedy guziki rozsypały się po podłodze, a materiał zsunął z jego umięśnionych ramion, po których zaraz przejechała palcami. Uwielbiała tą teksturę. Mogłaby przysiąc, ze znała już na pamięć każdy jego mięsień, wiedziała, w których momentach byłī wypukłości, a gdzie wgłębienia i które z nich najbardziej drżały, gdy wbijała w nie paznokcie. Przerwała pocałunek tylko na moment, kiedy wytknął jej składanie koszulki w kostkę, ale to tylko po to, żeby posłać mu wymowne spojrzenie i…
Następnym razem — tyle była w stanie z siebie wydusić, nim znowu nie odnalazła jego ust, nim jej plecy nie zderzyły się z chłodną ścianą. Mruknęła prosto w jego usta, wypychając biodra do przodu. A przecież mieli iść się tylko umyć…
Tylko jak oni mieli tylko się myć, kiedy siedziało w nich tak wiele skrajnych emocji? Buzowali od napięcia i to wcale nie były tylko te pozytywne odczucia. Potrzebowali zrzucic z siebie ciśnienie. Chociaż w pierwszej kolejności ona zrzuciła z niego pasek. Odpięła go na oślep, cofając się do wnętrza łazienki, ale nie miała z tym żadnego problemu. Szarpnęła dłonią, wyciągając ją ze szlufek, a zaraz dzwięk metalu odbijającego się od kafelek wybrzmiał w pomieszczeniu. Potem już tylko prosta ścieżka po jego spodniach do guzika i rozporka, z którymi rozprawiła się równie sprawnie. Nie zdążyła jedynie ich z niego ściągnąć, bo Noriega już posadził ją na pralce. Była zimna. Lodowata wręcz, szczególnie kiedy skntrastowała z rozgrzanymi udami Pilar. Czuła, jak zaciskał palce na jej majtkach, dlatego od razu, jak na zawołanie, przeniosła ciężar ciała na jeden pośladek, a zaraz na drugi, pomagając mu pozbyć się tej ostatniej bariery przyzwoitości.
Loco — tylko tyle rzuciła na ten jego rzut. Czerwona bielizna idealnie zawisła na szybie od prysznica. Pewnie jakby sto razy spróbował, to by tak dobrze nie trafił, a nogi Pilar już plątały się za jego pośladkami, przyciągając go mocniej do siebie. Chciała czuć go na całej długości ciała. Skóra przy skórze. I te chaotycznie unoszące się klatki piersiowe… one też musiały uderzać w siebie z każdym oddechem. — Kiedy nauczyłeś się go tak dobrze odpinać? — zaśmiała się tuż przy jego uchu, czując, jak chyba pierwszy raz bez problemu rozprawił się z jej biustonoszem. Wcześniej wszystkie rwał, bo nie mógł się już doczekać, potem próbował je odbezpieczać, ale tylko się wkurwiał, a teraz proszę… dobry uczeń. Chociaż z tym celem poszło już trochę gorzej, bo kiedy ona szarpała w dół jego spodnie, ustami całując jego klatkę piersiową i przygryzając, przyprawiając go o dreszcze, on cisnął biustonoszem za siebie, a ten spadł… dokładnie na jedną z zabawek Sombry. Na pieprzonego gołębia, który zapiszczał cicho, jakby ledwo zipał.
I może nie powinni na to zwrócić uwagi, może powinni po prostu zająć się sobą, ale… no kurwa jak? Jak mogli pieprzyć się w łazience kilka godzin po tym, jak pożegnali się z członkiem rodziny? Z mieszkańcem tego przybytku. Wiernym towarzyszem Noriegi. Nie wiedziała, co on miał teraz w głowie, ale jej momentalnie zrobiło się źle. Znowu za nim zatęskniła. Pewnie gdyby tu z nimi był, już skomlałby w salonie i dopraszał się spaceru, albo właśnie siedział cicho, zajadając się skolimkami, żeby im nie przeszkadzać. Teraz było kompletnie pusto. Jedynie ten pierdolony gołąb zabawka i ich urwane oddechy. Pilar odsunęła się nieznacznie, jeszcze przesuwając dłonią po jego ciele. Bardziej czule niż chaotycznie, a następnie podniosła na niego spojrzenie. Na te piękne, ciemne, czarne już prawie oczy i uśmiechnęła się, gładząc jego policzek.
Czym my cię umyjemy, co? — prychnęła, próbując jakoś zmienić temat. A twarz miał naprawdę całą w smarach, błocie i krwi. Chyba najgorsze możliwe połączenie. Nie wspominając o… — A to? — przesunęła palcami po warkoczykach. — Jak sprać z tego krew, żeby ci ich nie zniszczyć? — zastanowiła się na głos. Już i tak kilka włosków stało mu na boki, które się uwolniły, a co dopiero, kiedy trzeba to będzie wyszorować. Łatwiej byłoby z już dredami. No nic, trzeba było jakoś spróbować. Wyrwała się do niego jeszcze na moment. Jeszcze raz musnęła jego usta, a potem zsunęła się z pralki i zaciągnęła go pod prysznic, odkręcając kurewsko zimną wodę na ostudzenie. — Najwyżej zrobie ci nowe — dodała, zaciskając usta w wąską linię. No kurwa mogła spróbować, sobie umiała, ale czy jemu umiałaby zrobić to tak dobrze? Cóż, na to trzeba by chyba kostkami rzucać.

:pilar2: